Czarnowłosy przykucnął niedaleko chłopaka, który
najwyraźniej nie mógł przetrawić tych wszystkich informacji. Pasożyt zakrył
twarz i siedział teraz nieruchomo, opierając łokcie o podciągnięte kolana.
- Kiedy to do Ciebie dotrze? – zapytał Baru półszeptem.
Membu oderwał głowę od dłoni, jednak nie spojrzał na chłopaka. – Pozwól sobie
pomóc! – powiedział Baru stanowczo i zmrużył lekko oczy. Chłopak rzucił mu to
swoje zimne spojrzenie, zaraz jednak zamknął oczy i oparł głowę o ścianę.
- Policzę do trzech… - mruknął nie otwierając oczu. – Ma Ciebie
tu nie być… - dodał bez emocji. Baru zacisnął pięści. Nie da się nabrać, stary
Membu już zniknął.
- O czym Ty gadasz?! Serio tego nie widzisz?! – wykrzyczał i
wstał gwałtownie. Ruszył w stronę płótna, które wcześniej spadło ze stołu i
chwycił je szybkim ruchem. – Co to jest?! Kto to jest do cholery!? Tin! Chcesz
tego czy nie, to jest Tin! Namalowałeś ją, malujesz swojego syna. Obudź się! –
krzyknął Baru i cisnął obraz w stronę Membu, tak, aby go zbyt nie uszkodzić. –
Kochasz ich i nie wmówisz mi, że tak nie jest – powiedział już spokojniej,
jednak stanowczo.
- Raz… - odpowiedział Membu nie zmieniając pozycji.
- Otwórz te oczy i spójrz na mnie! Dawno mogłeś mnie zabić!
Spójrz na to jakie dałeś mi imię, Ty mi je dałeś! – krzyknął znowu czarnowłosy
gestykulując rękoma i idąc powoli znowu w stronę Pasożyta. – „Nowy Ja”… Nic Ci
to nie mówi? Chodziło o Ciebie! To ja sprawię, że będziesz nowy! Ja to zrobię!
Nikt inny! Tego potrzebowałeś, nadal potrzebujesz, robisz to wszystko
podświadomie i zwalasz na swoje kaprysy! – Baru zatrzymał się w połowie drogi.
Membu zacisnął jedną pieść.
- Dwa… - jego powieki drgnęły, jednak nadal były zamknięte.
Baru pokręcił głową i spojrzał na niego ze współczuciem.
- Jesteś idiotą… - powiedział, a jego wzrok zmienił się.
Teraz patrzył na Pasożyta z żalem. Membu otworzył oczy i od razu ulokował je w
fiołkowych tęczówkach. Dopiero wtedy Baru znowu ruszył w jego stronę. – Ona zawsze
przy Tobie była, a Ty zawsze broniłeś się przed jej bliskością. Bałeś się
Membu, tak bardzo bałeś się przywiązać i ją stracić, że w końcu… straciłeś ją –
Baru znowu przykucnął. Znajdował się już przed białowłosym i patrzył mu w oczy.
Membu zacisnął drugą pięść.
- Wiesz co jest najlepsze? To ona teraz chodzi po świecie i
ją zjada żal, to ona chce rozmowy, to ona nie ukrywa swojej winy i to ona
dostaje po głowie – Baru prychnął śmiechem. – Czemu ona? Czemu to ona przejęła
Twoje zadania?! – krzyknął w końcu, a Membu zacisnął zęby.
- Trzy… - odpowiedział jedynie i wstał gwałtownie, Baru
automatycznie wywalił się na plecy i spojrzał pytająco na Membu. Spodziewał się
raczej jakiegoś łapania za gardło czy sztuczek z oczami. Białowłosy spojrzał
jedynie na niego z góry i ruszył w stronę noża, który przyniósł tutaj Baru.
- No i co teraz zrobisz co? – zapytał z kpiną w głosie Baru.
Membu chwycił nóż i spojrzał na chłopaka.
- Najpierw Ci coś opowiem, a potem… - Pasożyt obejrzał klin
noża. – Potem się zobaczy – teraz to Membu uśmiechnął się kpiąco. Zdecydowanie
lepiej mu to wychodziło. Po ciele Baru przeszły ciarki.
- Zacznijmy od Seiye… - niespodziewanie powiedział Mem. –
Pewnie myślisz, że to ja się go pozbyłem. Jesteś w błędzie. Ty to zrobiłeś.
Chcesz czy nie, masz tutaj pewnego rodzaju władzę. „Bałeś się” – powtórzył
słowa Baru – „Bałeś się tak bardzo, że” – zaśmiał się. – że stworzyłeś w swojej
podświadomości moją wierną kopię i pozbyłeś się stąd przyjaciela – Membu wzruszył
ramionami i znowu spojrzał na nóż. Teraz to on ruszył do Baru, który słuchając
go mrużył lekko oczy.
- To dlatego… - chciał coś powiedzieć.
- Tak, dlatego nie wiedziałem skąd znalazłeś się w moim „mieszkanku”.
Nie wiedziałem, że tu idziesz. Myślałem, że do tego nigdy nie dojdzie.
Myślałem, że nasz kochany Barciu nigdy nie opuści rodziny – powiedział kpiącym
głosem.
- Robię to dla nich! – warknął czarnowłosy.
- Dla siebie – Membu poprawił go i pogroził mu palcem. – Czy
kiedykolwiek zrobiłeś im coś z mojego powodu? – zapytał z tym swoim durnym
uśmiechem.
- Prawie tak – wyszeptał Baru. Pasożyt zaśmiał się.
- Prawie, to ja przejąłem Twoje ciało – uśmiech nie schodził
mu z twarzy. Pomachał nożem. – Przeszkodził mi ten głupi nożyk – dodał i teraz
to on kucnął przed twarzą chłopaka. Baru chciał coś powiedzieć, jednak Membu
nie pozwolił.
- Wiesz, że dzięki temu mogę stąd wyjść? – zapytał, a Baru
wyraźnie się zdziwił.
- Ale… jak? – zapytał.
- Wystarczy, że Cię zabiję – powiedział Membu, jak zwykle,
bez emocji. – Tak niewiele wystarczy i będę mógł zobaczyć Tristana, będę mógł
go dotknąć, porozmawiać.
- Nie pozwoliłbym Ci! Mieszałbym tak samo Tobie w głowie jak
Ty mi! – warknął baru, a Mem chwycił jego żuchwę i przytrzymał mocno.
- Problem w tym, że to nie zamienia nas miejscami… Ja
przejąłbym ciało, a Ty… puf – Membu puścił żuchwę i popchnął chłopaka lekko.
Baru potarł obolałe miejsce i spojrzał pytająco na Pasożyta.
- Puf, nie było by Ciebie – Mem zaśmiał się i nachylił nad
jego uchem. – Nie żył byś – wyszeptał, a czarnowłosy odskoczył od niego jak
poparzony. Membu znowu się zaśmiał i spojrzał na niego rozbawiony.
- Zobacz jak niewiele potrzeba, abym naprawił to wszystko co
zrobiłem źle – posłał mu kolejny kpiący uśmiech i wstał. Ruszył powoli w stronę
Baru, który właśnie wstawał do pionu.
- Może nawet dzięki Tobie stał bym się inny, nowy – zakpił sobie
i spojrzał na twarz chłopaka. Zakręcił nożem i skierował go w stronę brzucha
Baru.
- A więc to zrób – Baru wyprostował się i spojrzał z pełną
powagą na Pasożyta. Jego kpiący uśmieszek zniknął i pojawiło się ogłupienie.
Wyraźnie nie wiedział o co chodzi. Czarnowłosy zbliżył się do niego.
- Byle szybko – zacisnął zęby. – Wróć tam i napraw wszystko –
powiedział drżącym głosem. – Powiedz, że nie przeżyłem powrotu… - dodał i
zamilkł. Membu patrzył na niego z niedowierzaniem. Baru chwycił jego dłoń z
przygotowanym nożem i przyłożył sobie do brzucha.
- Chociaż raz zrób to co powinieneś! – krzyknął powstrzymując
łzy. Pożegnał się, ale miał nadzieję, że jednak nie tak to się skończy. Membu
potrząsł głową… można chyba było dostrzec minimalny uśmiech na jego twarzy…
- Chociaż raz… - powtórzył po Baru i wykonał ruch.
Ból… Baru nagle poczuł się niezwykle dziwnie, coś działo się
z jego brzuchem. Robiło mu się coraz zimniej, a obraz powoli się zamazywał.
Miał wrażenie, że ma ogromne zawroty głowy. Upadł na czworaka i zaczął szukać
czegoś po omacku. Sam nie wiedział czego. Nagle legł na podłodze, a obraz
stawał się coraz bardziej czarny. Tylko przez chwilę miał wrażenie, że patrzy
na coś żółtego i poczuł coś podobnego do papieru w swojej dłoni.
„Trzymaj to mocno, a jak wrócisz to będziesz biegł, biegł
tak długo, aż padniesz przy palenisku”
THE END
INFO: Organizuję swój własny prywatny event. Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć, co wydarzyło się pod koniec opowiadania i co wydarzy się po nim to zapraszam. Nie przewiduję publikowania tego eventu więc po prostu kto się nie pojawi ten się nie dowie ^^ Chyba, że podczas rozmowy z innymi. Tak czy siak, nie mam konkretnej daty, chce to ustalić z WAMI – CHĘTNYMI. Pisać więc pod tą notką, albo do mnie na gadu, chociaż wolałabym pod notką.