Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gold Fire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gold Fire. Pokaż wszystkie posty

18 sierpnia 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XX [Gold Fire]

Kraj Duchów

Autor: Gold Fire

Trzeciego dnia otworzyłam oczy.
Głowa mi pękała, czułam się ciałem bez duszy.
Wszystko było szare.
Byliśmy w jaskini, szerokiej, z wąskim wyjściem.widziałam wybrańców siedzących wokół pulsującej energii- ogniska, jedynie Lady Killer leżała.
Rozmawiali, ale słyszałam tylko stłumione samogłoski.
Spróbowałam wstać, jednak nie mogłam podnieść nawet głowy.
Czułam, że jeśli szybko czegoś nie zrobię już nigdy nie wstanę.
Nie myśląc o niczym zaczęłam czołgać się w stronę ognia.
Gdy byłam już między nimi zapanowała wrzawa, która jeszcze bardziej podrażniła moje nerwy.
Wszyscy oprócz Lady Killer wstali i przemieszczali się w moją stronę, ale ja widziałam tylko ogień.
Gdy wyciągnęłam łapę w stronę ognia, i gdy zetknęła się z nim moja skóra, cała stanęłam w płomieniach.Poczułam się silna na tyle by wstać.
Usiadłam i rozejrzałam się wokół.
Gdy Naysha próbowała mnie dotknąć, rozżarzone ciało ją poparzyło.Skaza przytuliła się do mnie, jej płomienie nie dotykały.
Uśmiechnęłam się.
I wtedy zobaczyłam Natessę.
Stała za dziewczynami, one jej nie widziały.
-Pamiętaj, teraz Twoja kolej - Nie zrozumiałam tego.
---
Żyliśmy tam jak w raju przez tydzień.
Zwierzyna wręcz sama się dawała upolować, a konie miały ogromne pastwiska.
---
Siódmego dnia, wstałam rano.
Shesay stała przy wejściu do jaskini.
Po kolei wszyscy wstawali przeciągając się leniwie.
Gdy byłam już przytomna wyjrzałam na zewnątrz.
-Przecież jest jeszcze noc. - Rzekłam widząc ciemne niebo.
Coś było nie tak...
Po chwili rozejrzałam się wokół.
Drzewa były smutne, pochylone, między nimi przechadzały się dziwne postacie.
Nigdzie nie było widać centaurów, ani ich jaskiń.
Dalej niż pierwsze drzewa widać było tylko białą mgłę.
Inni wybrańcy też siedzieli już przy wyjściu z jaskini i wgapali się w dziwny teren.
- Jest pierwsza po południu - powiedziała Shesay, ona nigdy się nie myliła mówiąc takim tonem, więc nikt się nie sprzeciwiał.
Wyszliśmy z jaskini.
-Mrrrrrrr... Mrrrrrrr.- Mruknęła Szera (xDD)
-Trzymajmy się razem-Mruknęła Naysha.
Nagle z Mgły wyszła Natessa.
-Mamo! To są duchy! -krzyknęła do mnie Skaza.
I miała rację, co dopiero teraz zauważyła reszta załogi.
Wokół Nas kręciły się różniej wielkości stworzenia, pół przeźroczyste.
-Tutaj to Wy jesteście duchami.- powiedziała Natessa wydychając parę ustami.
Zaczęłam się trząść, temperatura sięgała poniżej zera....

CD chciała napisać Natka ^^

18 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XVII [Gold Fire]

Centaury II

Autor: Gold Fire

Pobiegliśmy przed centaury, tak jak prosiła Lady.
Te od razu zaczęły nas gonić, i nie trzeba było czytać im w myślach by odgadnąć czego pragnęły.
Nikt nie oglądał się za siebie, jedynie Naysha zamykająca pochód robiła uniki.
Około czternastu wielkich centaurów z czarnymi włóczniami biegło za nami krok w krok.
Skaza mocno trzymała się mojej szyi przyciskając głowę do mojego karku.
Nagle poczułam iż mała zeskoczyła ze mnie.
Odwróciłam się, Rose biegła do nie przytomnej Lady.
Zaraz za nimi, za wielkim kamieniem stał centaur, wyraźnie stary, nie mógł za nami biec, jednak chciał się na coś przydać, celował włócznią w Skazę.
Odwróciłam się, po czym zaczęłam biec w przeciwnym kierunku. Nie zrobiło to na nikim wrażenia, ponieważ też byłam przy końcu, i jedynie Naysha spojrzała na mnie wzrokiem "Nie rób tego!"
Ale to zrobiłam.
-Rose! uważaj!- krzyknęłam sprowadzając na siebie uwagę centaurów.
kilkoro z nich pogalopowało do mnie, i wpędziło mnie w ślepy zaułek
Gdy już miało być za późno mój demon zjawił się obok mnie i rozdarł bok wroga najbliższego nas.
Jego ciało było pokryte ogniem, a w oczach miał iskry i żądze śmierci.
Poszłam w jego ślady, ugryzłam jednego w udo, a ten kopnął mnie w oczy.
Przewróciłam się.
Krew poleciała mi z nosa i z buzi. Była gorzka. Nie byłam przyzwyczajona do takiego bólu. Leżałam na ziemi skulona, widziałam jak wybrańcy idąc w ślady moje i demona przystąpiła do walki. Lady, czy Natessa mówiły o bólu jako o czymś normalnym, jak o zwykłym członku życia, którym były już wręcz znudzone, jednak ja nie mogłam walczyć nawet z prawdopodobnie złamanym nosem. Wiedziałam że przedstawiam bardzo żałosny obraz kogoś kto nie umie się pozbierać.
Zauważyłam jak jeden z centaurów wbija ostrze głęboko w łapę Aldieb, jednak ta się nie poddaje,. walczy dalej, i prawie go zabija. Zaczynał padać deszcz, a raczej walić, tak jak to się zdarza gdy jest oberwanie chmury.
Widząc to zebrałam siły, i pobiegłam w stronę jaskini, gdzie leżał martwy stary centaur zabity przez Bakarę, Lady i Rose.
-Rose pomóż mi!- krzyknęłam wlokąc Lady do jaskini gdzie była bezpieczna od walki.
Czułam się winna, wiedziałam że nie mamy szans z taką przewagą centaurów.
-Mała, zawołaj jakoś Eleuzis, musimy uciekać, i wziąć ze sobą zwłoki Derlisa!- Prychnęłam plując krwią.
Wtedy uświadomiłam sobie co zrobiłam.
Wysłałam Skazę na pole walki?
Wybiegłam z jaskini i łapiąc Rose za kark wrzuciłam ją do środka, sama biegnąc do Eleuzis.
-Musisz wziąć jakoś tego trupa w jaskini, i uciec do stada, jak będziesz w bezpiecznej odległości daj nam znak! Naysha!- krzyknęłam do niej- Znasz się na chorobach, idź i zrób coś z Lady!-
Stanęłam z boku, ponieważ nie byłam zdolna do walki.
Słyszałam w głowie łomotanie, czas płynął tak szybko.
usłyszałam głos Nayshy -UCIEKAJMY! ZA MNĄ! JUUZ!-
Jednak nie byłam zdolna się ruszyć.
Zauważyłam Lady kulejącą do mnie
-Chodź Goldi, dasz radę!- podniosła mnie pyskiem., byłam cała mokra, po niej też ściekał deszcz strugami.
-Lady... Nie dam rady... idź, zaraz będzie za późno...- szepnęłam.
-Goldi! Masz tylko złamany nos! to przecież nic!- Mówiła.
Obydwie wiedziałyśmy że mnie nie zostawi...
Obydwie wiedziałyśmy też, że już jest za późno.
Lady ukryła się w trawie
-idą- szepnęła.
Siedziałyśmy niesłyszalne, jednak po chwili krzyknęłam, ponieważ jeden ze zwierząt nadepnął mi na nogę boleśnie ją łamiąc, a ja jak już mówiłam nie jestem odporna na ból.
-Tu jesteście- powiedział śmierdzącym oddechem.
Gdy wkładali mnie na kark jednego z nich nie opierałam się, widziałam że Lady walczyła z nimi, na co jeden kopnął ją w pysk, straciła przytomność.
Ja też zostałam kopnięta tylko że w tył głowy...

Obudziłam się, w jakiejś mokrej jaskini, zupełnie sama.
Nagle obok mnie pojawiła się Magika.
-Nie bój się, jeśli one mają wypełnić misję, musisz żyć. ich następna misja właśnie na tym polega.
Ty na pewno się nie uwolnisz, twoja czaszka jest pęknięta przez całą długość.
żyjesz tylko dzięki demonowi.
Nie martw się, wszyscy doszli żywi, jednak bardzo pokaleczeni.
acha, i jeśli chcesz wyzdrowieć, nie chodź.
Masz łapę pękniętą w dwóch miejscach.
Nie zabiją Was tu, jedynie... zobaczysz.
Ich następna misja, polega na odnalezieniu, i uwolnieniu Was.
Ty, i Lady, za dużo już zrobiłyście, reszta też ma się wykazać.-
-Magika!- krzyknęłam, lecz jej już nie było.
Byłam tylko ja
W ciemnym, pustym pomieszczeniu, z jednej strony obślizgła jaskinia, z innych kraty.
Czy ona jest po naszej stronie?
Czy po...
Właśnie, kto jest z kim, kto jest dobry a kto jest zły?
Kto nas tu uwięził?
Czemu nas tu trzymają?
I Co mam zobaczyć?
Czułam się jak małe dziecko.
ktoś wyraźnie opatrzył mi rany, czaszka tak bardzo nie bolała.
I czemu nie mogę się skontaktować z moim demonem?
Tylko my miałyśmy demony..
i tylko my już nie mamy z nimi kontaktu...
Czułam że to ma z tym coś wspólnego.

7 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XIV [Gold Fire]

Gryfy

Autor: Gold Fire

Nie było jej przez kilka dni.
Czuła że nie chce opuszczać tego miejsca, ale było to jedynym sposobem.
Po kilku dniach biegu w samotności, miała tego już zupełnie dosyć, ale wiedziała że innego sposobu nie ma.
Wreszcie dobiegła do ciemnej jaskini, gdzie spoczywała wielka klacz, a cztery anioły ją przytulały.
Zadyszana dobiegła do klaczy, a anioły zamieniły się w wampiry.
Nieco przestraszona stanęła dęba i chciała uciekać, lecz Magika wstała, i wydała z siebie dźwięk , który Goldi usłyszała jako cichy pisk, anioły odpisknęły i zniknęły.
-Dlaczego uważasz że muszę dać jej szansę?- Zapytała Magika.
Nieco zdziwiona tym że pegaz odgadł jej prośbę, trochę ją zatkało, więc stała bez ruchu.
-Ja wiem wszystko- Odpowiedziała na jej zadane w głowie pytanie klacz
-E... To znaczy...- Otrząsnęła się trochę- Musisz dać Rose szansę, czuję że ona będzie grała ważną rolę w tej akcji, a przecież brakuje Nam jednej osoby.
-Co proponujesz? Nie jest wystarczająco dojrzała. Nie widzę w Twoich oczach, czy wiesz to...- wielka klacz przełknęła ślinę- Wiesz?- Zapytała.
-Wiem...- Goldi spuściła wzrok
-I chcesz ją narażać?-
-Tak... bez niej nie damy rady...-
-Ehh... Goldi, posłuchaj, jeśli ona weźmie udział w Tej misji, będziesz musiała zapłacić za to wielką cenę...-
-Jestem gotowa-
-Więc dobrze, zastąpi ona Rubina...- Skrzydlata klacz zagryzła wargę- A teraz już idź, bo się spóźnicie-
...
Gdy dobiegłam do stada zauważyła że COŚ się stało.
Dopiero po chwili zauważyłam, że atmosfera jest bardzo smutna, i zauważyłam też wielkiego trupa po środku stada.
Gdy podeszła bliżej zauważyła znamię na policzku klaczy.
-A... Aspeney?-
W oczach stanęły jej łzy.
Odbiegła.
Chciała być sama.
sama spędziła noc, i dzień. Czuła że As jest z nią, czuła że jest obok niej.
-Wiedziałaś że tak będzie... Prawda?-
Zapytała powietrza.
W odpowiedzi liście leżące przed nią zawirowały na wietrze.
Odwróciła głowę kryjąc łzy.
Była pewna że czas leci, że trzeba to zrobić jak najszybciej.

Wbiegła na teren stada, i zwołała wybrańców.
Powiedziała im że Rose idzie z nimi, i że muszą już ruszać.
Gdy chcieli biec, Aldieb stwierdziła że lepiej zrobią lecąc.
-Ale jak my ich znajdziemy?- zapytała nieco zdezorientowana Naysha patrząc jak Rose robi piruety ciesząc się lotem.
-Wyczuje ich myśli- Jak zwykle beznamiętnie rzekła Lady, jednak widać było że dopiero teraz na to wpadła. Zamknęła oczy
-A misja się uda czy nie? czy te gryfy są groźne? a ten tuńczyk był dobry. Kurde, pobrudziło mi się kopyto. Czy na pewno panuje nad tym powietrzem? Jaaaak tu wysooooko. spać mi się chcę.-
po czym otworzyła je wykrzywiając twarz.
-Kurde! Nie wytrzymam! Przestańcie wszyscy myśleć!- Lady złapała się za głowę, dobrze wiedziała że nikt tu oprócz niej nie umie nie myśleć. Postanowiła postarać się, i jednak dać radę wyłapać częstotliwość myśli gryfów. Udało się. Usłyszała myśli gryfów, jednak nie brzmiały one zbyt miło. Gryfy myślały tylko o mięsie. Były bardzo głodne.
Nagle Naysha dostała przekaz.
- Do gryfów podejdą cztery osoby.
Rose, Goldi, Lady i ... Shesay nie żyje, więc ja muszę dostać jej moc, więc ja pójdę.-
Nay dotknęła czoła Aldieb, po czym na oddzielnej chmurce poleciały prosto do gryfów.
-Musicie robić to, co Wam powiem. to jedyna szansa.- oczy Nay były białe, a jej ciało promieniowało na czerwono. dolecieli do pagórka, z którego widać było przełęcz śmierci.
-Zrobimy to tak. Goldi pójdzie jako przynęta. poślę ją. Lady usłyszy gdy gryfy będą myśleć tylko o zjedzeniu GF, wtedy poślemy tam Skazę, a ta będąc blisko gryfa wyrwie mu pióro na odległość.
Ja z Lady przelecimy w tedy na drugą stronę.
Przebiegnijcie w tę stronę,i skoczcie wtedy na naszą chmurę- powiedziała do Goldi i Skazy.
-Ale...- chciała protestować Gold, ale Nay spojrzała tylko w jej stronę białymi oczyma.
Gdy płynęły chmurą w stronę gryfów, obie wiedziały że może to być ich ostatnia chwila
w życiu.
-Heh, to wyrywaj szybko- uśmiechnęła się Gold.
Bez zastanowienia wbiegła na środek kółka gryfów.
Wszystkie zaczęły syczeć, i prychać.
Największy złapał Goldi i podniósł.
Zakrakał głośno i rozdarł klaczy nogę.
krew trysnęła z rany, na co wszystkie zaczęły głośno krakać.
-Ten trzymający Gold! Rose, ten trzymający Gold!- usłyszała Skaza w swojej głowie.
Nie mogła skupić myśli.
Bezmyślnie wbiegła i zaczęła gryźć alphe gryfów w nogę.
Wszystkie zaczęły się śmiać, po czym jeden z nich złapał małą za nogę.
Wtedy Goldi dostała Furii (CBO, chicken, backon, onion. e.. znaczy CBA xD kurde, głodna jestem [to jest BBA <<”] ) Zdawało jej się że jest wielka, ogromna...
Odgryzła trzymającą ją łapę, nagle stało się jej... więcej...
rozszarpała... rozszarpały gryfa trzymającego małą, po czym jeszcze dwa inne, a ostatni spadł w przepaść. Myślała tylko o zabijaniu... o smaku krwi...
gdy wszystkie były martwe jej skronie nadal drgały...
krew ciekła z pyska wraz ze śliną.
-Goldi!- krzyknęła mała- Goldi! ty... jak tylko twoje oczy zmieniły kolor zamieniłaś się... w wilka- nieco przerażony szczeniak przytulił się bez obawy do wilczycy we krwi.
-Przynajmniej nie potrzebujemy już piór. Wszystkie martwe.
Przed Goldi stał wielki wilk, podszedł do niej i włożył jejna szyję talizman.
-Od tej chwili, jestem częścią Ciebie o Pani.
Ja, Tarvain wielki, będę Twoim demonem. udało Ci się, wyzwoliłaś mnie. mogę też pomóc Ci w opiece, i zastąpić ojca Twojej córce.- wskazał na Skaze.
-Tak Rose... jestem twoją matką.-wilczyca przytuliła szczeniaka-No, to pierwsza misja wykonana. Dziękuje Ci Tarvainie.- A Tobie Skazo mogę powiedzieć... tylko że... kiedyś miałam faceta, ale ten zdradził mnie okrutnie... naprawdę go kochałam.... i urodziłam dziecko... byłaś wtedy taka malutka... - pogładziła wilczka po pysku- Niedawno uświadomiłam sobie, że gdy odkładałam Cie w krzakach, przy stadzie wilków, które miały się Tobą zaopiekować, zadrapałaś się o gałąź ostrokrzewu- wskazała na małą rankę pod pachą małej
Naysha z Lady przyleciały na obłoku, zdziwiły się tym co zobaczyły, Wilczyca, wilk i Skaza, na istnym cmentarzu gryfów.
Po wytłumaczeniu sprawy reszty wybrańców, powróciły do stada pogrzebać Aspeney, i poczekać na Magikę w celu dostania następnej misji.


(Autorka pomyliła się, ponieważ to nie Shesay zginęła, lecz Black Hollow)