Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie świąteczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie świąteczne. Pokaż wszystkie posty

7 lutego 2011

Opowiadanie Świąteczne cz. V i ostatnia. [Tee Saatus]

06 lutego 2011

Renifer nacisnął jakiś przycisk co sprawiło że kraty się otwarły, a sam począł walczyć z oszalałymi krasnalami ogrodowymi, razem z młotami.
- Wy uciekajcie, ja was dogonię! - krzyknął i rzucił porozumiewawcze spojrzenie do całej trójki.


Kraty były podniesione. Stałem tak zdezorientowany i patrzyłem jak renifer walczy z młotami pneumatycznymi. Lu-Czempionka zaczęła krzyczeć. Odwróciłem się ,myśląc ,że zobaczyła kolejnego pająka, ale nie. W miejscu, w którym stała Hecate leżał pierniczek. Czempionka skoczyła do niego i połknęła w całości nim zdążyłem zareagować. Nagle Luna zaczęła wibrować i wyrosły jej łaciate skrzydełka.
-Coo?- To przerastało moje możliwości. Jednak Czempionka miała się dobrze.
-Mam skrzydełka! Mam skrzydełka!- krzyczała podskakując. Hałas odciągnął uwagę młotów ,krasnali i tych innych dziwnych przedmiotów od Rudolfa. Ruszyły na nas. Wskoczyłem na jej szeroki grzbiet i wrzasnąłem:
-LEĆ! -Czempionka z wdziękiem wzbiła się w powietrze i podleciała do zaaferowanego renifera. Wciągnąłem go za rogi na jej grzbiet. I wróciłem do sterowania Lu, która miała lekkie problemy z koordynacją ruchową w powietrzu.
-W prawo! Lewo! Do góry! DO GÓRY! -W efekcie moich miernych zdolności pilota uderzyliśmy w cele Anaid, Tiff i Lady.
-Tee?! Lusia?! -powitały nas okrzyki.
-Dlaczego ona ma skrzydła?-zapytała Lady.
-Długa historia. Wsiadajcie! -Wykrzyknąłem słysząc zbliżające się młoty. Polecieliśmy do celi Jenny i Zoltana. Znów mięliśmy problemy ,z powodu lekkiego przeładowania grzbietu naszej Czempionki. Uderzyła w skałę i wturlała się do środka, z nami na grzbiecie. Jenna i Zoltan zdążyli się zorientować co się dzieje. Wspólnymi siłami podnieśli nas i Czempionkę, usadowili się na jej zadzie , po czym Czempionka zamachała skrzydełkami i wylecieliśmy z jaskini. Młoty i krasnale stały pod nami i wykrzykiwały różne dziwne rzeczy rzucając w nas arbuzami. Czempionka szybowała jednak poza ich zasięgiem .Tak odlecieliśmy ku zachodzącemu słońcu.
Nie, jednak nie. To nie koniec historii. Mamy przecież uratować Mikołaja!
-Co teraz? -Zapytała Anaid.
-Jak to co?-Oburzyła się Tiff.- Lecimy na wyspę zUego mikołaja i ratujemy prawdziwego!
-Te, Rudolf, prowadź.-Odstąpiłem mu miejsca na kłębie Lu ,a sam usiadłem za nim.
Lecieliśmy kilka dni i dotarliśmy w wigilijny wieczór. Wylądowaliśmy na tyłach fabryki i zaczęliśmy planować akcję.
-Zrobimy tak. Wprowadzimy Czempionkę i Rudolfa jako ofiary za prawdziwego mikołaja.-Mówiła Anaid ignorując żałosne muczenie Luny.- Kiedy odda nam mikołaja Zoltan i Tee zaatakują go z ukrycia. My zabierzemy Rudolfa i Czempionkę i zwiejemy.
-Nie ma dobrego zakończenia.-Stwierdziła Tiff, na co Killer prychnęła.
-A jakie chciałabyś zakończenie? -spytała.
-Wielki wybuch- Oznajmiła Tiff wyglądając jak uciekinierka szpitala psychiatrycznego. Dla podkreślenia tego efektu zaśmiała się diabolicznie. Z minami "O.O" cofnęliśmy się o krok. Jednak to nie koniec. Tiff, ku naszemu oszołomieniu wyciągnęła petardy. Dużo petard o najróżniejszych kształtach i kolorach.
-O-okej. -Zaczęła powoli Jenna.- Będzie wielki wybuch ,ale jak będziemy w bezpiecznej odległości.
Weszliśmy do fabryki. Trapił mnie ten "wielki wybuch". Szedłem zamyślony kiedy nagle postawiłem łapę na czymś co gwałtownie się obniżyło. Zatrzymałem się zdezorientowany i uniosłem łapę. W tym samym monecie dookoła rozległ się miażdżący pisk. Syknęliśmy grupowo, a Czempionka zamuczała.
-Pięknie.- Usłyszałem złowieszczy szept Zoltana.I wtedy otoczyły nas...
-Świeczki?! -Nie, to dla mnie za wiele. Świeczki zaszarżowały na nas. Zaczęliśmy walkę. To wcale nie było takie łatwe, gdyż świeczki chlapały nas rozgrzanym woskiem. Nagle zaczął padać deszcz. Okazało się ,że świeczki uruchomiły system przeciwpożarowy. Nasi przeciwnicy zostali zgaszeni (dosłownie) i popadli na ziemię. Wtem pojawiło się światło i naszym oczom ukazał się zUy mikołaj. Dlaczego wiedzieliśmy ,że jest zły? Na czapce miał napis: "Devil Santa Claus"
-Oryginalne- mruknęła Anaid. Staliśmy tak i patrzyliśmy na niego ,a on na nas.
-Chyba powinniśmy coś zrobić.- Oznajmiłem. Zoltan i Lady rzucili się na zUego mikołaja. Po chwili dołączyła reszta i zaczęli się szamotać. Ja jednak chwyciłem jedną ze świeczek i ogłuszyłem mikołaja.
-Co teraz?- zapytałem patrząc na Anaid.
-Emm...uciekamy? -Wskoczyliśmy na grzbiet Czempionki. Tiff w tym czasie zostawiła fajerwerki i przygotowała zapalniczkę.
-Lecimy! -Czempionka wzbiła się w powietrze. Kiedy byliśmy pod sufitem Tiff puściła zapalniczkę. Wylecieliśmy przez okno i oddaliliśmy się. Fabryka wybuchła ,a niebo rozświetliły fajerwerki. Lewitowaliśmy tak podziwiając sztuczne ognie, kiedy odezwała się Jenna.
-Jest problem. Zapomnieliśmy uratować mikołaja.
Ojć.
Rozległy się krzyki. Co teraz?
-Gwiazdka musi się odbyć! -krzyknęła Tiffany. Niespodziewanie Anaid wyciągnęła czapkę mikołaja i wsadziła reniferowi na głowę.
-Od dziś ty jesteś mikołajem! -Oznajmiła. Rozległy się kolejne krzyki. Rudolf podziękował nam i wyznał ,że było to jego najskrytsze marzenie. Następnie (ku naszemu zdziwieniu) odleciał. My za to wróciliśmy do stada oznajmiając ,że uratowaliśmy gwizdkę.
---
Nie podoba mi się. Widać ,że pisane na szybko. Nie idzie mi pisanie w pierwszej osobie.Nie miałem zupełnie pomysłu i dodatkowo Al prosiła mnie ,żebym to zakończył. Trochę z tym nie wyszło. Głównie przez moją nieobecność a potem już tylko przeze mnie. Przepraszam. Ważne, że jest happy end.
Tee Saatus (19:25)

23 grudnia 2010

Opowiadanie świąteczne IV [Jenna]

22 grudnia 2010
-O nie... -wymamrotał renifer. -To Wiesław Cuchniepięta, przywódca straży zUego Mikołaja. No to wpadliśmy...

>>>Podkład<<<

W tym samym momencie Wiesław wyciągnął z za pazuchy pistolet na wodę i począł celować w gromadkę zwierząt.
- Mam was niecne smerfy! - zaczął się psychopatycznie z nas śmiać.
Wtem Hecate nie wytrzymała i wybuchła:
- A ty co sobie myślisz śmierdzielu? - wszyscy, jakby byli jednym ciałem spojrzeli na nią dziwnie -  że wszyscy będą Ci tak mile poddani i do stóp Ci będą klękali?
- Hec.. - szepnął Tee nie chcąc dopuścić do narastających konsekwencji.
- Że co? że jesteś lepszy?
- Hec.. - rzekła Killer z wyraźnie przestraszoną miną, spoglądając to na nią, to na czerwieniejącego Wiesława.
- Że nikt Ci nie podskoczy?
- Hecate..Cicho - dołączyła się Anaid, po czym wszyscy, łącznie z reniferem zaczęli ją szturchać.
-  (...) Że jesteśmy gorsi?
Zoltan nie wytrzymał napięcia i warknął do niej ochryple, na co ta od razu zamilkła.
- No co? - spojrzała na Warga a ten wskazał jej wściekłego Samuraja, zzieleniałego ze złości.
- Brać ich! - wrzasnął jedynie po czym glebnął w śnieg by nieco chłonąć,a jego banda zmutowanych krasnoludków zapakowała nas w 3 worki na ziemniaki. Tee, Czempionka oraz Hecate w jednym. Tiffany, Anaid i Lady Killer w Drugim, natomiast Ja i Zoltan w trzecim. Renifer nie zmieścił się w żadnym z worków więc wzięli go na barana. Każdy worek wypakowali w innej grocie, zamkniętej, strzeżonej przez co najmniej czterech krasnali z grabiami. Zaś Wiesław Cuchniepięta stał zadowolony między wlotami do jaskiń i tupał co jakiś czas jedną nogą, słuchając na mp3 Disco-Polo, co jakiś czas podśpiewując.
- Uehh.. - westchnęłam po wygrzebaniu się z worka patrząc na jaskinię z naprzeciwka gdzie widać było jedynie Czempionkę, pomagającą wydostać się swym towarzyszom z worka.
- Wydostaniemy się z tąd - szepnął warg otrzepując sierść i podchodząc do mnie, zerkając na wszystko po kolei
Usiadłam,wtykając nos między kraty i z westchnieniem obserwowałam pozostałych podczas kiedy Zoltan spacerował po grocie próbując znaleźć jakiś tylne wejście.
- Jeśli się z tąd wydostaniemy... to będzie piękna Wielkanoc! - usłyszałam z groty obok.
- Tiff to nie te święta! - wrzasnęła Anaid
- Ale.. - zrobiła dziwną minę, była jeszcze pod wpływem "zioła" (z poprzednich opowiadań ) - Ah tak!
Westchnęłą współczując im, ale moje zamyślenie obudził wrzask Czempionki. Zerknęłam więc na grotę przeciwną do swojej.
- Aaaa! Pająk! - Nawet Zoltan spojrzał w tamtą stronę jakiś poirytowany. Czempionka schowała się za Tee, a ten najwyraźniej nie miał ochoty jej ratować przed  tak małym problemem - On się rusza.. ma takie długie nogi.. i.
Przerwał im ryk dochodzący z lasu.Wtem na polanie pojawił się ten sam renifer który uprzednio im towarzyszył. Biegła jak oszalały, a za nim banda młotów pneumatycznych.
- o nie.. jeszcze tego brakowało -  zaśmiała się nie wiadomo z czego Lady Killer.
Biegli prosto na jaskinię z Czempionką.
- Och mój ty bohaterze - uradowana Czempionka wyszła zza basiora i nie przejmując się już pająkiem podeszła do wylotu i patrzała jedynie na swego wybawiciela.
Renifer nacisnął jakiś przycisk co sprawiło że kraty się otwarły, a sam począł walczyć z oszalałymi krasnalami ogrodowymi, razem z młotami.
- Wy uciekajcie, ja was dogonię! - krzyknął i rzucił porozumiewawcze spojrzenie do całej trójki.

~*~*~*~*~*
Koniec O.o' Wiem że dziwne, ale weny nie miałam, pomysłu też nie.. wszystko przyszło na bieżąco.. Chciałam mieć to już z głowy bo święta już za 2 dni.. więc postanowiłam że lepiej będzie jak się trochę po-streszczam..
PS: Nie jestem przekonana co do podkładu.. Jeśli wam nie pasuje, nie musicie słuchać.
Następną część niech napisze Tee. Z racji iż został uwolniony w pierwszej trójce.

Jenna (19:37)

21 grudnia 2010

Opowiadanie Świąteczne III [Hecate]

20 grudnia 2010


-I jeszcze armia młotów pneumatycznych ! Ale myślę że je zgubiłam, zresztą nieważne -wysapałam, dysząc ciężko niczym stary parowóz.
Cała reszta (wraz z choinkami) gapiła się na mnie jak na kogoś nienormalnego.
-Dobra, spadamy stąd ! -wykrzyknęłam, przerywając chwilowe nastanie ciszy.
Orki i inni wrogowie byli coraz to bliżej.
-Mło... młoty ? -zdziwił się Tee.
-Żądamy zemsty, DRRR !!! ONA ZABRAŁA NAM BUTY ! -odpowiedziała chórem niszczycielska armia.
-O w mordę. To po nas -jęknęłam.
Po chwili jednak zauważyłam jak Zoltan toczy ogromną kłodę, którą po chwili zapełniła cała nasza drużyna. Czym prędzej zaczęliśmy zjeżdżać z górki, przewracając po drodze zboczone choinki. Po kilku minutach jazdy stanęliśmy przed wyzwaniem, bo kąt nachylenia stoku zaczął niespodziewanie się powiększać.
-W prawo, nie, w lewo ! W moje, nie twoje ! -próbowała się wcielić w rolę GPS'a Anaid.
-AAA ! Spadamy ! -wrzasnęła Tiff. -Pokój z wami !
-MUU ! -dopowiedziała Czempionka.
Wybiliśmy z "hopki" niczym ze skoczni i szybując przez chwilę w powietrzu zakończyliśmy swój lot w ogromnej zaspie śniegu. Gdy się wreszcie z niej jakoś wygrzebałam, dookoła nikogo już nie było. Zaskoczona całą tą sytuacją, postanowiłam poszukać moich przyjaciół. Stawiając nieuważnie pierwszy krok, od razu zaliczyłam glebę, potykając się na leżącej na śniegu butelce. Zdenerwowana podniosłam się i otrząsnęłam z białego puchu.
-Hej, hej -usłyszałam czyjś głos za sobą.
Gdy się obróciłam, okazało się, że należy on do czerwononosego renifera.
"Dobrze, że chociaż nie gada po hiszpańsku" - pomyślałam.
-Ave... -odpowiedziałam, uważnie się mu przyglądając. -Co ty tutaj robisz ?
-Przyszedłem ostrzec ciebie i twoich towarzyszy. W tym sęk, że to tak naprawdę zUy Mikołaj stoi za porwaniem prawdziwego Świętego... -mówiąc to wskazał porozumiewawczo na widoczne w oddali kominy fabryczne. -Nie jest dobrze, bo żywi się on dobrymi uczynkami. Jeśli niczego nie zrobimy, na świecie oprócz prezentów zabraknie i dobra.
Ze zdziwieniem na pysku słuchałam jego opowieści :
-Toż to rzeczywiście zUo -powiedziałam. -Tak czy siak, muszę odnaleźć moich towarzyszy.
-Idę z tobą -Czerwononosy ruszył kłusem w moje ślady.
Dopiero po kilku godzinach udało mi się odszukać resztę HOTN'owców, którzy zdecydowali się tak jak ja na tą wyprawę.
-Hec, myśleliśmy, że coś ci się stało -mruknęła Killer.
-Em... aha -odparłam nie wiedząc za bardzo co mam mówić.
Nagle zrobiło się nieciekawie. Otoczyła nas armia żołnierzy w świątecznych czapkach, uzbrojonych w grabie i motyki ogrodowe. Jeden z nich, najwyraźniej dowódca, stał w ruskiej czapce z czerwoną gwiazdą, przyglądając się nam głupkowato.
-O nie... -wymamrotał renifer. -To Wiesław Cuchniepięta, przywódca straży zUego Mikołaja. No to wpadliśmy...
_______
Tak, wiem. Wyszło dziwnie.... O: Jak coś poprzekręcałam, to przepraszam. Mam nadzieję, że aż tak nie zapieprzyłam tego opowiadania. Nie wiem niestety kto dalej pisze. o___O'
Hecate (19:23)

20 grudnia 2010

Opowiadanie świąteczne II [LadyKiller]

19 grudnia 2010


-Dobra, dobra. Zaginął mikołaj, tyle że ja jakoś nie specjalnie obchodzę coroczne święta.- Mina a'la Scrooge z Opowieści Wigilijnej.- Poza tym, nikt z nas nie jest pasterzem. Skąd weźmiemy milion krów dla tego porywacza? I jakim cudem niby przywrócimy Tiarę do żywych? Nie idziemy.-Złożyłam ręce na piersi.- Kto jest przeciw?
Gały mi wyszły. Wszyscy, cała siódemka zaprotestowała.
-Jesteś przegłosowana.-Syknęła oskarżycielsko Tiff. Zmroziłam ją wzrokiem czując się jak ostatnia debilka. Cóż mi się uwidziało? Misja: RATUJMY MIKOŁAJA! LECIMY GZIĆ SIĘ Z KROWAMI!?
-Dobraaa...-odpowiedziałam powoli cofając się.- Nie wykonujcie gwałtownych ruchów...
Wszyscy jak jeden rzucili się na mnie, wgniatając w śnieg. Zipiąc, sapiąc, jęcząc i wydając różne nieartykułowane dźwięki dotarliśmy na ogromniaste wzgórze, około 500 m.p.p.m . [W sieci sklepów Biedronka można nabyć zdjęcie tegoż widoku za 199,99! *Czerwono-żółta migawka* !Koniec reklamy!] Teraz to wszystkim wyszły gały, bo biedne dzieci kopalni nigdy nie widziały takiego dużego morza oświetlanego przez słońce, którego promyki wdzięcznie przemykały po falach. Wspólnie doszliśmy do wniosku że udamy się na wyspę bez zbędnego szukania miliona krów, gdyż wystarczy nam jedna, upasiona Krowa Czempionka w którą zmieniła się Luna, i teraz truchtała za nami odganiając ogonem pieprzone komary. A w zamian za uwolnienie, mikołaj pomoże nam ucieleśnić Ti. Nie był to zbyt inteligentny plan, bo porywacz mógłby chcieć wziąć Krowę Czempionkę ze sobą, kimkolwiek był, a mikołaj mógłby się okazać strasznym chamem [Cham! Cham! Sklep Jysk oferuje kilogram Szynki Babuni za jedyne 29,99!  !Koniec reklamy!], i odmówić nam tego maleńkiego szczęścia.
Tiff zaczęła skakać i wyć z radości.
-Morze! Ile wody! W życiu nie widziałam tyleee wody!
-O wiele więcej niż w mojej wannie!-Dołączyła się do niej Anaid. Po chwili wzgórze zaczęło trząść się pod nami, więc dziewczyny przestały podskakiwać, sądząc, że to ich wina. Jednak atak padaczki nie ustępował, a po chwili usłyszeliśmy skrzypienie gałązek i dźwięk tłuczonego szkła.
Nagle wyskoczyły na nas...choinki! Z zębami! Takimi naprawdę wielkimi, zaostrzonymi na końcu. Bombki zaczęły lecieć w naszą stronę, więc w popłochu rzuciliśmy się w kierunku wielkiej wody, wcale nie wypoczęci po tak wyczerpującym marszu. Hecate popędziła przodem, mówiąc, że zbada teren, choć powód chyba był inny. Ona miała po prostu na czterech łapach super buty z Decathlona, a reszta japonki lub klapki. Pomijając mnie- skręciłam sobie łapę.
Tee zaczął walić we wściekłe choinki piorunami, ale to nie działało. Kilka z nich zjarało się, ale pomimo to biegły dalej za nami.
Kiedy zapach dymu dobiegł do nas, Tiff zatrzymała się i zaciągnęła.
-Zioło!-Krzyknęła, całkowicie otumaniona, a kiedy zaczęłam ją ciągnąć, protestowała.-Killer, ale przecież to zioło!
Wreszcie zaszyliśmy się w nadmorskim lesie i odpoczywaliśmy, dysząc. Rozejrzałam się, nigdzie nie widząc Jenny i Hec, badającej teren.
-A gdzie się podziała Jen?-Spytałam, Tee spojrzał na mnie i uchylił pysk żeby coś powiedzieć, ale przerwał mu przerażający pisk dobiegający gdzieś z głębi puszczy. Mimo skrajnego wyczerpania w kilka sekund zjawiliśmy się obok Zguby.
Stała oparta o drzewo, a włosy opadały jej na oczy.Wokół jej szyi zalotnie zawiązany był różowy łańcuch choinkowy. Jedna ze wściekłych choinek, taka z pluszowymi kajdanami w na gałęzi i uszami króliczka playboya na czubku [Oba gadżety dostępne we wszystkich Sex Shop'ah, już od 299,99!  !Koniec reklamy!], bezczelnie ją obmacywała, a biedna nic nie mogła na to poradzić, bo ostre zęby wisiały tuż nad jej szyją. Kiedy Tee zobaczył, że choinka zaczyna oporządzać swoje rzeczy, wstąpiła w niego furia. Z rykiem skoczył na plecy drzewca i zaczął szarpać je kłami tak zawzięcie, że gałęzie i ozdoby świąteczne fruwały wszędzie wokół. Zoltan zaczął siarczyście kląć kiedy jedna z bombek rozbiła się na jego łbie.
Wściekła choinka zrzuciła z siebie obrońcę obiektu jej pożądania (który obecnie trząsł się z gniewu i doprowadzał swoje ubranie do ładu) i wtedy...
-MUUUU!-Zawyła, wrzasnęła,krzyknęła - nie wiem co zrobiła Luna i zaszarżowała na choinkę. Wzięła ją na rogi i zaczęła szarpać.
- Czempionka! Czempionka!-Wiwatowała Tiffany, ze ślepym zauroczeniem patrząc na naszą nową maskotkę.
Luna nabiła drzewca na drzewo, przez przypadek klinując w nim rogi. Choinka kilka razy dychnęła, otwierając zębatą paszczę i klapnęła. Przepełnieni euforią związaną z wygraną, zaczęliśmy wlec Lunę za tylne kończyny i ogon w celu uwolnienia jej rogów.
Nagle z lasu wyskoczyła...[Czerwony Kapturek i Wilk! Dostępne w sklepach H&M oraz Cropp Town na Blue Ray już za 99,99!  !Koniec reklamy!]...Hecate.
-Orki!Orki idą!-Zawodziła, wskazując łapą odzianą w niebiesko-białe buty w kierunku morza.
- - - - - -
Dalej miała pisać chyba Hec. x"D Puściły mi trochę wodze fantazji, ale i tak miało wyjść fajnie, a nie wyszło. Przepraszam jeśli namieszałam.
LadyKiller (18:25)

15 grudnia 2010

Opowiadanie Świąteczne I [Tiffany]

15 grudnia 2010

Ośnieżone tereny HOTN, cudowne miejsce.
Szłam po woli po wielkim lesie iglastym, omijając małe górki zasp.
Był wieczór. Ciemno było, lecz nikomu to nie przeszkadzało. W końcu HOTNowcy to zwierzęta z Stada Nocy. Znudzona zatrzymałam się i spojrzałam w górę.
-Spadająca gwiazda! - krzyknęłam najgłośniej jak umiem, wskazując jasne coś.
Wyszczerzyłam się do nieba i zaczęłam uciekać przed lecącym na mnie cosiem.
-Aaaaa....coś mnie goni! UFO! Nie zdezynfekowany obiekt latający! Ma zarazki z kosmosu pomocy! - wrzeszczałam może na całe HOTN - Ej...Czy ja czasem nie mam skrzydeł?
Stanęłam i zaczęłam się zastanawiać...
- Masz idiotko! Leć!
-Mango, ja cię proszę nie obrażaj siebie...
Wzbiłam się z trudem w górę, ślizgając na cienkiej warstwie odbijającego się od gwiazd lodem. W ostatniej chwili znalazłam się w powietrzu, unikając bliższego zbliżenia z niezdezynfekowanym, brudnym UFO. Usiadłam i popatrzyłam na brudne coś. Teraz mogłam to opisać. Hmm...
-Gdzieś już to widziałam...
Czerwone wielkie i połamane sanie, leżały przede mną. Tuż obok znajdowało się coś na kształt konia. Z czerwonym nosem i...rogami.
-Idiotko! To jest...
-Ciicho - syknęłam do swojej podświadomości.
Podeszłam cicho, jak to szpieg, do sań. Zaglądając do środka wyczytałam:
Si enim caderet in vobis, dicit pereas.Sed et si diutius vivere, scito esse Patrem natalem et tollebant XXIV Decembris anno iam occidit. Possunt indagari vobis spero. Est autem inconveniens. Ipsaque sidera erunt parati ... mundi dona triste nunquam donec accipiam million boves.
-Co to być? - spojrzałam na dziwne napisy i wyciągnęłam słownik. - Słownik Polsko - Zwierzęco - Łaciński! Kup teraz za 9.99 zł!
Zaczęłam tłumaczyć sobie napisy wyszło z tego:
Jeżeli spadło to na ciebie, znaczy że nie żyjesz.Jednak jeśli przeżyjesz choć chwile dłużej wiedz, że Święty Mikołaj porwany został a w dzień 24 grudnia, zginie już tego roku. Możesz go szukać możesz nadzieje mieć. To jest jednak bez sensu. Gwiazdki nie będzie... Przygotuj się na ponury świat i nigdy prezentów, aż dostane milion krów.
-To ma sens...
Podeszłam do renifera i tyknęłam go.
-Nicolás capturado una gran cosa! Ah ... el final de las vacas en el mundo y presenta ...
-"Co on pieprzy do cholery?" - pomyślałam zbita z tropu...
Złapałam niechcianego gościa i zabrałam do Aspeney. Niech medyk się nim zajmie.
Okazało się, że gadał po Hiszpańsku. W obecności 2/5 stada objaśniłam co wyczytałam z wyciętego drewna. Pojawiły się szepty.
-Z tego co zrozumiałam, nie będzie gwiazdki jak nie ma mikołajów ani żadnych z krów... -Nie wierząc w swoje słowa przymknęłam oczy - Trzeba dowiedzieć się czegoś więcej...
Wzrokiem odszukałam szpiegów. Na polanie znajdowało się ich dwóch.
- Allamaris, Midnight? Mam dla was zadanie, musicie się czegoś dowiedzieć o porywaczu.
Szpiedzy wyruszyli natychmiast.
-Może niech ci co chcą idą na jakąś wyprawę potem i tak dalej? - usłyszałam nie znany mi głos.
Zająkałam się. Bez niczyjej odpowiedzi, wyszła Lady Killer, za nią Hecate, powoli z ociąganiem wyszła Anaid i Jenna, tuż za nimi Tee i Zoltan.
-eee.dobrze..podczas wyprawy spróbujemy ożywić naszą Ti...-zakończyłam.
Nazajutrz szpiedzy wrócili.
Informacje były proste:
Za terenami HOTN, na morzu, znajduje się maleńka wyspa. Na której są przetrzymywane zwierzęta i św. Mikołaj.
_________________
Huh...radzimy sobie...i ta da udało się napisać...było by wczoraj ale szłam spać...
O następną część proszę Lady Killer :D

Tiffunek <3 (14:40)