Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Destroy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Destroy. Pokaż wszystkie posty

19 lutego 2012

`Tyle zmieniłeś w moim życiu`. [Asku, przeczytaj po "***", proszę] [Lady Destroy]

19 lutego 2012


Ścisnęła go za rękę patrząc w jego oczy w kolorze świeżego, zielonego mchu. Uśmiechnął się do niej zadziornie oblizując koniuszkiem języka górną wargę. Zaśmiała się cicho zbliżając się i składając na jego ustach pocałunek przy okazji przygryzając mu dolną wargę. Do jej uszu dobiegł cichy, zadowolony pomruk chłopaka. Wtuliła się w niego nie puszczając nadal dłoni. Dzięki niemu czuła się bezpieczna, czuła że wreszcie znalazła kogoś, kto ją pokochał bez względu na jej spaczony charakter. Mogła w końcu otworzyć się na ludzi, pokazać prawdziwy charakter, odetchnąć czystym powietrzem, cieszyć się z tego, co na prawdę sprawiało jej radość, być sobą nie patrząc na innych. Nie wszystkim się to podobało, najbardziej jej dwóm przyjaciółkom które od dłuższego czasu dawały jej wyraźne znaki że coś jest nie tak. Lecz nie miała siły powiedzieć im w twarz tego, że zmieniło się wiele i już nie będzie tak jak dawniej. Nie chciała Ich stracić, lecz nie wiedziała jak Je przy sobie zatrzymać. Z zamyślenia wyrwało ją mrowienie na szyi, gdzie przed chwilą ugryzł On. Odchyliła głowę oddając się pieszczotom przymykając oczy. Rozchyliła usta szepcząc:

- Tyle zmieniłeś w Moim życiu..

***

Opowiadanie całkowicie prawdziwe, przedstawiający ogólną sytuację czemu mnie nie ma wśród was. Kurwa, głupio mi. Na serio mi głupio bo .. bo nie ma mnie z powodu chłopaka. O kim teraz sobie myślisz, jak to czytasz? Bo ja bym pomyślała o Aspeney, jak na nią skakałam że niby taka święta byłam. Aspeney, Kotku..

Przepraszam Ciebie, że tak wyskoczyłam, ale wtedy miałam też gorszy dzień. Nie wiem, czy to przeczytasz, ale zależy mi na tym, żeby Cię przeprosić. Mam nadzieję że wybaczysz mi ten wyskok, w końcu nikt nie jest idealny, RPG nie jest całym naszym życiem i zawsze stawiamy sprawy realne nad wirtualne.





                                                          Przepraszam.

19 października 2011

- 57 - Powiedz mi, że to nie jest Twój dom. [Destroy]

18 października 2011
Czytając pierwsze zdanie tej notki myślisz sobie Kolejne przemyślenia Destroy, o jej życiu pełnym smutku i samokrytyki.. NIE. Teraz myślisz Więc co? A jajco. Musicie, po prostu musicie to przeczytać. Nie wiem, czy zdołam ogarnąć to w słowach tak, byście zrozumieli, ale jakoś mam potrzebę napisania tego. "Wysłuchania" mnie. Nie bierzcie wszystkich pierdół słów na poważnie. Opowiadam część historii z przymrużeniem ślepia oka gałki ocznej tęczówki oka.

Herd of The Night..2009 rok.
Wataha pełna różnych charakterów, najwięcej było tych "mhroków" jak to nazywacie. Ale nikomu to nie przeszkadzało, te mhroki żyły w zgodzie z wesołkami, które czasem pieszczotliwie nazywacie zjebami. A więc zjeby i mhroki żyły razem, zdażały się również emo samotniki. Wszystko dobrze, każdy był przyjmowany z otwartymi ramionami. Ciepło witany, nawet przez tych, co byli odzwierciedleniem nowych członków.

Herd of The Night..2010 rok.
Netitity. Tak? Net była w 2010 o ile się nie mylę. A oprócz niej inne takie 'pokemony'..i tu się zaczęło. Agresja wobec tych, co byli inni, co patrzeli na świat przez różowe okulary. Cicho. Ja również przejawiałam takie coś. Sama gnębiłam Net z Scarlett. Gnębiłam słabszych, co nie byli 'mocni w gębie'. Prawdę mówiąc zaczęły się elity robić. Ci mroczni siedzieli z tymi mrocznymi, prychając co chwila i wywracając oczami, gdy ktoś postanowił zaszaleć i się pobawić. Krejzole były z krejzolami. KURWA, NO, ELITY.

Herd of The Night..2011 rok.

Wszyscy przestali udawać, że jest dobrze. Wiedzą, co się stało. Każdy to powtarzał, ci słabi, co nie mieli już siły na to wszystko - odeszli. Sytuacja się jednak nie poprawiła, inni są dalej "inni". Ci, co są w HOTN już dłużej, tworzą taką nieotwartą grupę dla tych co są już dłużej, niż ci nowi, i w tej grupie starych znajomych mogą być tylko ci, co znają się długo. Tworzy się zamknięta grupa, ba, stworzona jest od dawna. Nowi chcą się czegoś dowiedzieć, to prychamy "nie ważne, nie zrozumiesz".
Nie wkurwiajcie mnie słowami "to nie jest to samo HOTN". Ludzie, to jest to samo HOTN. Lecz czas płynie dalej, trzeba biec równo z nim, patrzeć z odwagą w przyszłość, a nie jęczeć jak stare baby, i płakać za przeszłością. Kiedyś wam to powiedziałam, i znowu usłyszałam "tęsknię za starym HOTN, bo to nie jest to samo". A czyja to wina? WASZA. NASZA. MOJA. TWOJA. My, kurwa, zmieniamy HOTN, nikt inny. Więc z pretensjami do siebie. Coraz częściej słyszę o bliskim upadku stada. Odeszło wiele bliskich Nam osób. Fakt, ale dochodzą nowi, mogą się okazać jeszcze bliżsi, niż tamci. Nie ma końca Herd of The Night, rozumiecie? To dopiero początek. To początek naszej historii. 18 czerwca 2008r. - narodziny tego pięknego stada. Istnieje dopiero 3 lata. Nie możemy się poddać. Spójrzcie na "Ważne Daty". 3 razy HOTN miało przepaść, zniknąć. Powstało znowu. Dzięki waszej chęci.


Przeczytajcie ten tekst na dole. Tekst Grubsona. Wrażenie jakby o nas śpiewał.
Nie możemy przecież ciągle udawać,że jest dobrze.
Nie ma zapasu sił, chęci, zaczynamy się różnić,
Przestajemy na tych samych falach nadawać,
Wydaje się nam, że wiemy co się święci,
A to sprawia, że ręce zaczynają nam opadać.
Dla jednych życie na ziemi to piekło,
Dla drugich to wymarzony Eden.
Mimo, że do celu jeszcze daleko szczęśliwy jestem,
Że jak na razie dotąd doszedłem.
Lata uciekają jak piasek przez palce,
Cieszę się, że mogę powiedzieć "kocham cię" tacie i matce.
Zaciśniętą mam pięść dla tych, co w ciągłej walce,
Dla tych, którzy odeszli w górze dwa palce.
Nieważne jak jest źle, a to że mamy w sobie nadzieję i myśli te
Przeżyjemy bo,
Weźmiemy w ręce życie, zaczniemy budować od podstaw,
A jak się zjebie coś naprawimy to.



Ile z tego zrozumieliście? Nie wiem. Nie wiem, czy napisałam coś, co chciałam. Coś sensownego. Dziękuję za uwagę.

Trzymajcie się ciepło.

Dobranoc

Destroy
+ Lady Destroy + (20:47)

*Siwa klacz stała z boku kiwając lekko głową. Westchnęła cicho, aż za dobrze rozumiała jak wygląda cykl zataczany przez stada. Jednak nie jej pisane było się na ten temat wypowiadać. Nie jej... Była tu jeszcze zbyt krótko. Mogła rozumieć słowa Destroy, ale nie rozumiała przeszłości Tego stada. Mogła jedynie westchnąć.*
~Mortis, 2011-10-18 21:02


Nie. Początek HOTN siega jeszcze czasów MR, a potem SŚ. Została zmieniona JEDYNIE nazwa. Więc błagam Cię, nie wmawiaj nikomu, że wszystko zaczęło się w 2008 roku bo to nie prawda.
Tak. MY zmieniamy to stado. Tak, to nasza wina. Jednak nie da się na to poradzić. I nie, to nie jest to samo stado. Zresztą. Tu można spekulować. To samo stado lecz zmienione. Inne stado lecz z jedną historią. To już zależy od osobistego punktu widzenia. Mi samej nie udało się jeszcze ustalić jak według mnie to wygląda.
I nie wiem kto według Ciebie jęczy, tak jak Ty to opisałaś. TAK, cholernie tęsknie za przeszłością. Przez bite trzy lata płakałam po nocach, z powodu przeszłości, z powodu można by powiedzieć nic nie znaczącego virtuala.
Tęsknie za przeszłością, ale pogodziłam się z tym, że ona już nie wróci. Nawet jeśli chciałabym, aby to tak zwane "stare HOTN" wróciło, to wiem, że to niemożliwe, choćby dlatego, że ja sama jestem już inna i nie potrafiłabym się w tamtym stadzie, w tamtych czasach, odnaleźć.
Dopiero trzy lata? Moim zdaniem to cholernie dużo. Ale też przypominam że w grudniu będziemy obchodzić już 4 rocznicę. I osobiście uważam, że to cud, że aż tyle przetrwaliśmy.
A moje wątpliwości? (Tu mam na myśli to o czym dziś rozmawiałyśmy na chacie) Mam wiele obaw, jednak wiele z nich się nigdy nie spełniło. Mam jakiś taki zwyczaj martwić się na zapas.
I już się zgubiłam. Nie wiem co więcej powiedzieć. A co do tego tekstu, zgadzam się z Tobą, bardzo dobrze opisuje Stado Nocy.
~Aldieb, 2011-10-18 22:19


W pełni się z Tobą zgadzam, Des. Każda nowa osoba buduje HOTN. I ono się nie zmienia, tylko my. Jedni przychodzą, a potem odchodzą, w końcu jest taka kolej rzeczy.
~Kitsune Kagerou De'Ayamari, 2011-10-18 22:25


Nic nie trwa wiecznie i taka jest prawda, każdy się zmienia, uczy na błędach... jestem tu od niedawna, podoba mi się głównie z powodu tej różnorodności, może kiedyś było lepiej, nie wiem, ale szczerze nie zastanawiam się nad tym *uśmiecha się lekko*
~Padma, 2011-10-18 22:33


Obrałaś w słowa wszystko, czego my nie umieliśmy..
~Tiffcia, 2011-10-19 07:23


Bo Des prawdę Ci powie... *Mruknęła cicho.*
Przyznaję, że ja chwilami też tęsknię za starym HOTN, za ludźmi, którzy tam byli, za tym jak wszystko wyglądało... Zapewne jednak tak jak Al mówiła, nie potrafiłabym się tam odnaleźć... Powiedzmy sobie szczerze. Ktokolwiek w ogóle pamięta jaka ja byłam, gdy dołączyłam? No właśnie - jedna z "krejzolek". A wyobraża ktoś sobie, że mogłabym być taka teraz?
Niestety to co było odeszło i tylko w duchu mogę żałować, że tak się stało... Że czas pobiegł dalej, a ja myślami zostałam z tyłu, nie dałam rady biec razem z nim.
Mimo to czasami zastanawiam się jakby to było, gdyby nagle do HOTN wrócili wszyscy Ci, którzy byli w nim, gdy ja dołączyłam. Nie znam na to odpowiedzi... Jedynie mogę przypuszczać, że nic nie wyglądałoby tak samo. Tak właśnie tworzy się ta historia. Jedni odchodzą by zrobić miejsce innym. My możemy tego żałować, ale nie mamy na to zbyt wielkiego wpływu...
Moje słowa nie wnoszą nic nowego - mało odkrywcze i nie wiem czy oddające to co myślę, ale musiałam napisać...
Gratuluję osobom, które dotarły do końca tej nudnej wypowiedzi...
~Szera, 2011-10-19 09:16


Myślę jakiś czas nad tym co napisać, ale wiesz po większej części twój tekst ma rację. Ludzie się zmieniają, to my ludzie tworzymy HOTN. Hmmm.. Ostatnimi czasy mało się udzielam, ale jeżeli wejdę już na chat HOTN to albo właśnie "elity" gadają ze sobą nie zwracając uwagi na to kto wchodzi. Inni w ogóle przymulają, piszecie na privie - możecie sobie podać numery gg. Nie wiem, ja mam po prostu wrażenie, że zdziczeliście, aż się czasem boję odezwać. A jak ktoś ma swoje zdanie i wychodzi z chatu to go chamsko wyzywacie - były takie sytuacje już nie wiem kiedy, za bardzo w to nie wnikam. W ogóle.. wejdziesz gdzieś i czujesz jakby Cię tam nie było. Czujesz się jak.. nikt. Kiedyś, Destroy ma rację - kiedyś wszyscy witali cię miło, można było się dogadać, wtrącić się w temat i nikt by cię nie zaczął obgadywać i uważać za kogoś dziwnego a jeśli komuś się nie podoba to po prostu by powiedział. Tak myślę, jak jest naprawdę, to ciekawe.
~Rozalia, 2011-10-19 16:43


*Jak zwykle siedziała z boku, sama. Każdy do niej podchodził, mówił "cześć" i odchodził. Uniosła nieznacznie łeb, a w jej oku pojawiła się iskierka nadziei. Że jutro będzie lepsze, i że wszyscy przestaną pi.eprzyć o tym, że to HOTN jest złe* Des ma rację *mruknęła,a wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę* Wiem, że jestem nowa, ale wiem również, ze to stado jest rodziną. Jedną, wielką rodziną. A jeśli komuś się tu nie podoba... *Przerwała na chwilę, by po kilku sekundach wydać z siebie stłumiony krzyk* to zawsze możecie sp.ieprzać gdzie indziej! *Ledwo kto mógł zobaczyć, że wadera uroniła jedną, może dwie błękitne łzy.* Nikt was tu nie trzyma *szepnęła*
~Arashi, 2011-10-19 17:59


Deeesiaa.. Masz rację. HOTN się zmieniło, ale jeśli ktoś mówi, że tęskni za "starym" HOTN to w większości przypadkach chodzi o tęsknienie za starymi przyjaciółmi, których z nami to już nie ma.
~Syriusz, 2011-10-20 16:48

12 października 2011

- 56 - `Nigdy nie kłam, że potrafisz to zrobić` [Destroy]

12 października 2011


Zatrzymała się gwałtownie. Dlaczego to zrobiła? Czemu udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Z lekką ręką miała powiedzieć "Żegnajcie, HOTNowcy, do następnego razu" a i tak ubrała w słowa to, co czuła. Odwróciła się idąc w stronę polany. Oparła się cicho o drzewo wychylając głowę tak, by jej nie zobaczyli. Na środku polany tliło się ognisko. Fene leżała przy Aldieb, Tiffany siedziała obok Lacie, która patrzała się nieobecnym wzrokiem w ziemię. Anaid opierała się o Lunę, która bawiła dziecko bez większej radości.Tin zasnęła na trawie, chrapiąc. Nie może im tego przecież zrobić, prawda? Im wszystkim, sobie. Bez słowa weszła na polanę stając na środku nerwowo bawiąc się palcami. Odezwała się po dłuższej chwili, kiedy każdy skierował wzrok w jej stronę.
- Nie potrafię tego zrobić. Was zostawić. Ja Was przecież kocham, jesteście Moją rodziną, a od rodziny się nie odchodzi szukając innej, prawda? I wtedy...chwila słabości. Poczułam, że Was tracę, że coś Mnie odciąga. Nie wiem, co to jest. Postaram się pogodzić wszystko, aby tylko z Wami być. Przepraszam, że chciałam odejść. A teraz...kto mnie przytuli?


Destroy..niemądra Destroy
+ Lady Destroy + (19:57)

20 sierpnia 2011

Śmierć Viery.

...



silence














Good night my sweet dream.




















Viera nie żyje. Zabita przez nieznajomego broniąc Destroy.




9 Komentarzy:

~Sora
20 sierpnia 2011 o 09:13
Coo?! *osłupiała* to… to… to… NIEMOŻLIWE! *ryknęła i odleciała stąd, bo nie mogła tego znieść*

~Anaid
20 sierpnia 2011 o 10:22
*Na sam początek z pyska wadery poleciała wiązanka siarczystych przekleństw. Potem, w niejakim osłupieniu, wlepiła dwukolorowe ślepia w widok przed sobą.* Zabić gnoja. *Warknęła tylko, chcąc sprawić, by wiadomość o śmierci przyjaciółki do niej nie dotarła. Potem zniżyła łeb, zaciskając mocno powieki i zęby i pognała w las.*

~Kitsune
20 sierpnia 2011 o 12:01
*Kits nie wiedziała co powiedzieć. Jedynie wbiła wzrok w ziemię i milczała.*

~LadyKiller
20 sierpnia 2011 o 15:04
*Zamknęła oczy, spuszczając łeb, po czym warknęła. Najpierw cicho, potem gardłowo, rozpaczliwie. Zatrzęsła się na masywnych łapach, po czym podniosła wzrok. Rozjuszonym wzrokiem rozejrzała się naokoło i obnażyła czubki kłów.* Przyjmuję zadanie przyznane głównemu mścicielowi. *Warknęła i oddaliła się*

~Tiff
20 sierpnia 2011 o 15:55
*nie umie zrozumieć jednego zdania. nie potrafi. spojrzała po obecnych, następnie jej wzrok zatrzymał się w górze, patrząc na niebo rzekła „Żegnaj”*

~Lady Destroy
20 sierpnia 2011 o 22:33
*Wadera wyszła z cienia, chwiejąc się. Stała w miejscu z podkurczoną tylną, prawą łapą. Lewy bok miała roszarpany, w układzie kostnym Vernidki brakowało 4 żeber, które miała wyrwane. Zniżyła łeb, spuszczając wzrok. Czuła się winna, lecz Viera zginęła z godnością, stanęła w jej obronie, a kiedy Marionetka dławiła się krwią.. nikt nie był w stanie jej pomóc, gdyż byli atakowani. Syknęła coś pod nosem kładąc uszy po sobie.*

~Kitsune
21 sierpnia 2011 o 12:06
*Ciemnoszara zerknęła na ranną Destroy. Reav’zhotka żółwim tempem zbliżyła się do Siostry. Schyliła łeb do poziomu Vernidki i swą kufą delikatnie otarła się o jej szyję, próbując dodać waderze chociaż trochę otuchy. Nigdy nie była dobra w pocieszaniu, więc po chwili wróciła na swoje dotychczasowe miejce wypoczynku. Położyła się w cieniu, mrużąc ślepia, które były zwrócone w kierunku zebranych*

~Rozalia, Vixa, Windy Pani Wiatru
21 sierpnia 2011 o 14:30
*Stanęła za nimi milcząc, a cóż innego zrobić*

~Tin
22 sierpnia 2011 o 23:51
*nie ma pojęcia co powiedziec więc z jej ust wydostaje sie tylko ciepły oddech*

27 lipca 2011

- 54 - `Ból siada mi na psychę` [Destroy]

27 lipca 2011
Stała w łazience opierając ręce na krawędziach umywalki i wpatrywała się w lustro bladymi ślepiami bez źrenic. Przekrzywiła głowę na bok, a czarne włosy spłynęły na jedno ramię. Uniosła kąciki ciemnych, szkarłatnych ust w górę. Przytknęła do lustra dłoń, dotykając tylko opuszkami palców. Przejechała czarnymi paznokciami w dół, ku ramie. Uśmiechnęła się cynicznie do odbicia i poruszając powoli głową szepnęła głosem pełnym szyderczości.
- Destroy, co z Ciebie za suka.
Wpatrywała się w Wampirzycę w czarnych rurkach, białej bluzce na której spoczywała krótka, skórzana kurtka. Na bluzce, przy szyi na ramiączkach i na dekolcie było widać plamy krwi. Drugą ręką ujęła różowy przedmiot zawieszony na jej szyi. Przedmiot był podobny do penisa, z pojedynczymi włoskami na jądrach - był przedstawiony w sposób rysunkowy. Dostała ten naszyjnik od Kitsune, zaśmiała się pod nosem, po czym znów spojrzała w lustro.
- Obyś i tego nie zniszczyła, tej przyjaźni. Ale kiedy jednak tak postąpisz, na pewno już nigdy nie znajdziesz u nikogo pomocy. - powiedziała przyciszonym głosem i wyszła z łazienki gasząc światło. Zerknęła na ogromnego, czarnego lisa z białą końcówką kity - był trochę mniejszy od owczarka niemieckiego - patrzał na nią żółtymi oczami - tkwiło w nich niewytłumaczalne szaleństwo, narastające z każdą sekundą, jakby miał zaraz wybuchnąć. Klepnęła się ręką w udo, a zwierzę natychmiastowo podeszło i usiadło przed swoją panią. Westchnęła cicho i wykrzywiając lekko usta uklękła przed podopiecznym, drapiąc go za uchem. Czworonóg unosił i opuszczał co chwilę głowę mrucząc, dając sygnał, że podoba mu się to. Wstała powoli, lis zaczął skamleć domagając się pieszczot. Poczuła przeszywający ból głowy, spojrzała spanikowana na lisa, który zamiast cicho szczekać, piszczał głośno. Przycisnęła dłonie do uszu zaciskając powieki, to już nie było popiskiwanie. Słyszała kłujący, męczący ultradźwięk niosący się po pokoju.
- Przestań! - krzyknęła. Szyby pękły rozbryzgując się na małe kawałeczki, wbijając się w ciało Wampirzycy. Rozejrzała się po pomieszczeniu, wszystko dookoła płonęło, a firanami targał wiatr. Z oczu dziewczyny poleciały łzy, jeszcze raz wrzasnęła na swojego puchatego przyjaciela i zadała mu kopniaka w żebra. Usłyszała chrzęst łamanych kości, opadła bezradnie na ziemię płacząc i drąc się jednocześnie. Czuła, jak ogień wędruje po jej ciele, tańcząc wesoło. Przeturlała się na plecy spinając wszystkie mięśnie, dała się pożreć gorącemu żywiołowi. Widziała tylko parzące płomienie wspinające się na jej twarz. Z gardła Destroy wydobył się krzyk...
Otworzyła oczy, oddychając szybko. Spojrzała w dół, widząc liska który ciągnie ją za kurtkę zębami. Wszystko dookoła było w normalnym stanie, łącznie z czarnym stworzeniem. Opadła na fotel podpierając dłonią spocone czoło. To była tylko jej chora wyobraźnia. Nic więcej.
- Widzisz, znowu zaczynasz mieć problemy z psychiką - sięgnęła po białe opakowanie, wysypała na dłoń 5 żółtych tabletek łykając je - czyli wszystko z Tobą dobrze, Desiu.
***
Nim skomentujecie, chcę powiedzieć Wam, że wiedziałam dokładnie, co chcę napisać, bo opisuję tu Moje uczucia, lecz nie potrafiłam się wczuć tak dokładnie, żebyście wiedzieli, o co chodzi w stu procentach. Za wszelkie błędy przepraszam, jestem rozdarta.

Ocena podlega Wam.

Lady Destroy
+ Lady Destroy + (00:38)

9 lipca 2011

- 53 - Szczenię. [Destroy]

08 lipca 2011


Leżąc pod starą sosną wodziła wzrokiem za wiewiórką skaczącą po drzewach. Oblizała kły fioletowym jęzorem bacznie obserwując gryzonia. Po chwili znudziła ją ta czynność, mlasnęła głośno kładąc łeb między łapami. Słońce ogrzewało ciało wadery, a delikatny, ciepły wiatr muskał jej sierść. Uniosła się na łapach, przeciągając. Odwróciła się i zniknęła w gęstwinie lasu.
Truchtała jednostajnie ocierając się o korę drzew. Przeskoczyła przez zawalone drzewo. W chwili kiedy jej łapy dotknęły ziemi, przyspieszyła. Kierowała się na północ, drogą którą szła Arashi. Lecz kiedy weszła do płytkiej rzeki, biegła z prądem, nie wychodząc na ląd. W pewnym momencie poziom wody się podniósł, a Vernidka płynęła z determinacją. Do jej uszu dobiegł hałas wodospadu, wyskoczyła z rzeki, rozglądając się na boki. Szybko przylgnęła do ziemi orientując się, że jest na terenie ludzi. Jakieś trzydzieści kroków przed nią pomiędzy drzewami jaśniała polana. Poczuła duszący zapach dymu. Zobaczyła mnóstwo obszernych szałasów, które były kryte skórą jeleni. Przeraziła ją liczba ludzi pochłoniętych pracą, jeszcze nieświadomych, że Destroy jest w pobliżu. Obserwowała dwóch mężczyzn, którzy zawiesili na drzewie ciało łosia i zdzierali z zwierzęcia skórę. Krew spływała z niego kapiąc na ziemię, a wilki, które były oswojone z tymi ludźmi wylizywały trawę do sucha z posoki. Nieopodal piątka dzieci bawiła się w berka, śmiejąc dziko i raźnie podskakując. Kobiety siedziały przy ognisku i rozmawiały, co chwila chichocząc. Uwagę wadery przykuły szczenięta, śpiące pod drzewem. Przejechała językiem po dziąśle. Podczołgała się do krzaków zamykających polanę, starając się zachować cicho i dyskretnie. Przy szczeniakach leżała drobna, szara wilczyca. Obeszła polanę dookoła stając za młodymi w ukryciu. Położyła się przyczajona. Nie myślała, jak działać, instynkt wziął górę. Czekała nieruchomo bardzo długo i cierpliwie.
- Moca! - kobieta zawołała matkę szczeniąt która wstała i podbiegła do blondynki, idąc z nią w kierunku ogniska. To była chwila, kiedy Destroy mogła działać. Wychyliła koniuszek pyska zza krzaków łapiąc tłustego młodzika za kark, błyskawicznie zniknęła z nim za ukryciem. Bury szczeniak pisnął głośno, wiercąc się. Moca wyrwała się z objęć kobiety i przytruchtała do miotu. Zauważyła zniknięcie jednego z swoich dzieci i natychmiastowo wyczuła zapach Des. Zbliżała się powoli do czeluści, za którymi siedziała Limone z młodym. Destroy zjeżyła się natychmiastowo, puszczając ofiarę i złapała szarą waderę za pysk, zaciskając szczęki. Moca zawyła przeraźliwie z bólu, a wszystkie wilki zaszczekały niespokojnie, biegnąc na złodziejkę. Vernidka chwyciła szczeniaka rzucając się do ucieczki. Słyszała za sobą krzyk ludzi. Przeskoczyła szeroką rzekę, przyspieszając.
Plemię stanęło przed wodą, a wilki z żądzą mordu weszły do wody, z trudem pokonując rwący prąd. Wypełzły na brzeg i pobiegły za tropem uciekinierki ujadając głośno. Ludzie postanowili zawrócić do Medyka ratującego Mocę, która dławiła się własną krwią.
Destroy spostrzegła, że szczenię ma na szyi kawałek materiału, więc trzymała go za bandankę. Grupa wilków była blisko, ale zbyt daleko, żeby ją wyraźnie widzieć. Zatrzymała się gwałtownie przed dębem, wdrapała się na drzewo wbijając pazury w korę. Schowała się w koronie przyciskając łapą kufę młodego do gałęzi. Usłyszała warkot trzech rosłych basiorów. Węszyły w poliżu drzewa, na którym siedziała Vernidka. Miała pomysł. Zawiesiła szczeniaka za ten kawałek szmaty na mniejszej gałęzi tak, że nie mógł się poruszyć. Sama zeskoczyła z dębu, podkulając ogon i zniżając łeb ku ziemi, odwracając wzrok od wilków - okazywała niesamowitą uległość. Jeden z nich podszedł do niej, obwąchując. Uniósł ogon najwyżej, jak potrafił pokazując, że jest najwyższy rangą. Nagle rzuciła się na niego, powalając na ziemię, przydusiła go i przejeżdżając pazurami po jego pysku, szyi i klatce piersiowej zrobiła głębokie rany łamiąc kości. Dwa samce widząc to skoczyły na nią, podszczypując. Złapała większego za skórę na gardle szarpiąc na wszystkie strony, wgryzła się mocniej smakując jego krwi. Opadł po chwili, ale mniejszy nadal ją atakował. Po paru nieudanych próbach wzięła jego przednią łapę w paszczę i gryząc niemiłosiernie wyrwała. Krew trysnęła brudząc pysk i grzywkę Destroy. Wbiła kły w czaszkę przeciwnika, zaciskając. Usłyszała pęknięcie kości. Puściła go, przyglądając się obrazowi konających wilków. Wskoczyła na drzewo łapiąc szczenię i zeszła głową w dół po korze. Pobiegła na południe, do swojego stada. Przekraczając bramę położyła się, kładąc szczeniaka między łapami. Przygniotła łapą ogon młodzika, łamiąc w nim kręgi. Akurat tędy przechadzała się Aldieb, widząc zakrwawioną Limone i "małe bure coś" podeszła.
- Deeestroy, mówiłam Ci już coś. Żadnych kradzionych szczeniąt! - fuknęła. - Gdzie byłaś?
- Taam - wskazała pyskiem na północ. - U ludzi.
- Po co byłaś u ludzi? - zapytała lekko zirytowana.
- Bo miałam chęć na szczenięcą krew. - mruknęła.
- Destr...nie ważne. - pokręciła łbem i odeszła. Przyzwyczaiła się już do wyskoków wilczycy.
- Dobranoc, Al. - wychrypiała, chichocząc.
Brązowa wadera zatrzymała się, patrząc na Nią.
- Jest początek dnia, imbecylu. - uśmiechnęła się złośliwie odwracając i idąc przed siebie.
 
***
Hm, jedno z moich nienajlepszych opowiadań. Cóż, nabrałam weny podczas wymyślania zadania na Zabójcę. Szczeniak nie zamieszka w HOTN, będzie częścią Moich dalszych opowiadań. Dziękuję za uwagę.
Lady Destroy

+ Lady Destroy + (22:28)

18 maja 2011

- 48 - Czekoladowe Black Devile [Destroy]

17 maja 2011

Bo czekoladowe Black Devile smakują nam wtedy, kiedy siebie nienawidzimy...


Wiatr bawił się jej długimi, blond włosami. Oparła łokcie na kolanach, dłonią podpierając podbródek, w drugiej ręce trzymała papierosa, którego przed chwilą zaczęła palić. Przystawiła filter do gładkich ust, czując czekoladowy smak. Zaciągnęła się wpatrując spod wywiniętych rzęs w przestrzeń. Słyszała szum drzew, jak nuciły swoją leniwą piosenkę. Z gałęzi spadł orzech, po korze zbiegła wiewiórka. Nastroszyła wąsy, ruszając małym noskiem. Zobaczyła blondynkę palącą fajkę. Podbiegła do niej raźnie siadając tuż przed stopą. Destroy spojrzała na małe rude stworzonko. Wypuściła szary dym z ust, który po chwili rozmył się w powietrzu. Uśmiechnęła się delikatnie i wyciągnęła rękę do puchatej kuleczki, wiewiórka obwąchała jej dłoń, i raźnie wskoczyła na nią, biegnąc po przedramieniu i siadając przy szyi. Wampirzyca zachichotała po tym, jak rudzielec połaskotał ją swoim futerkiem. Nikt od jakiegoś czasu nie był tak blisko Demonicy. To zwierzątko w ułamku sekundy stało się jej bardzo bliskie.
- Ufam Ci, wiesz? - strzepnęła popiół z glana i zgasiła papierosa. Pogłaskała wiewiórkę. Przypomniała jej się piosenka...bardzo dobrze jej znana piosenka. Z jej oczu pomalowanych na czarno poleciały łzy. Dlaczego Jego nie ma? Chciała, żeby nagle tu się zjawił. Żeby ją przytulił.
Była piękna ciepła noc, wtedy to ujrzałem Ją Miała włosy blond i czarujący wzrok Powiedziała-działa tak, zapytałem gdzie Noc przykryje nas, więc zaczaruj mnie...

Poczuła na sobie czyjś wzrok. Spojrzała w lewo - tam się czaił lis. Nie na Nią, na wiewiórkę. Ujęła stworzonko w dłonie i mocno trzymając wyciągnęła w stronę rudego myśliwego. Lis powoli podchodził. Podskoczył, chcąc rzucić się na zwierzaka. Destroy szybkim mechanicznym ruchem wstała, i kopnęła atakującego, który upadł na ziemię trzy metry dalej, z hukiem.
- Tak to jest. Nigdy nie dostaniesz tego, co chcesz, idąc na łatwiznę - skierowała te słowa do lisa - Musiałbyś się bardzo postarać by dostać to, o czym pragniesz, marzysz. Na przykład teraz: jesteś głodny, nie znajdujesz pożywienia. A tu ów: wiewiórka. W dodatku na lądzie. To myślisz, że jak pokażesz te swoje spruchniałe zęby, to się przestraszę? A wal się na ryj. Nie oddam Ci tej wiewiórki. Choćbyś był najbiedniejszym stworzeniem na świecie. - po chwili zdziwiła się, że tak zaczęła postrzegać świat. Na prawdę wydoroślała po ostatnich doświadczeniach. Podeszła do drzewa, pod którym leżał orzech i położyła wiewiórkę na gałęzi, podając jej orzeszka. Usiadła później tam, gdzie siedziała minutę temu. Lis siedział obok.
- Wiesz, co, lisku? Dostałeś kopniaka, żebyś się nauczył - wstała i ruszyła przed siebie. Życie jest do kitu.


Nawiązując do poprzedniego postu "Sex, life, controle. Losing controle.":
Chodziło mi o to, żebyście nie wiedzieli od razu, co się stanie wszystko po kolei. Chciałam, żebyście trochę się pomęczyli. A to zakończenie.. mi też się strasznie nie podoba. Jest banalne. Takie narcystyczne, bo jest sie z Rodziny Bethrezena, to wszystko wolno. Otóż nie. Źle ujęłam koniec opowiadania.
To dzisiejsze opowiadanie jest moim chwilowym natchnieniem. Nauczką. Kiedyś ja byłam tym lisem.

Wasza kochana DestroyDestroy Limone (22:18)

17 maja 2011

- 47 - Sex, life, controle. Losing control. [Destroy]

16 maja 2011

Wpatrywała się tępo w poszarzały sufit. Kiedyś pewnie był biały. Leżała naga na zimnej podłodze, w pustym, ciemnym pokoju. W pomieszczeniu była tylko ona i wilgotne cztery ściany. Siedziała w kącie przyciskając kolana do klatki piersiowej. Rozejrzała się dookoła, pod oknem leżały jej porwane ciuchy. Nie miała siły się ubrać. Cała dygotała z zimna, w szoku. Zamknęła zmęczone oczy, po policzku spłynęła samotna łza, która spadła na posiniaczoną łydkę. Każda cząsteczka jej ciała wyła z bólu i przerażenia, za dużo się wydarzyło wczoraj jak na psychikę Destroy. Próbowała o tym wszystkim zapomnieć, lecz za każdym razem, kiedy myślała o czymś innym, wszystko jej się przypominało. Miała obraz przed oczami, jak była bita, kopana. Jak obcy mężczyzna złapał ją za włosy z tyłu głowy i przycisnął twarzą do ściany. Przygryzła dolną wargę zębami aż do krwi. Nagle gwałtownie otworzyły się drzwi. Zlękniona skuliła się na ziemi przykrywając biust kolanami. Wysoki brunet z irokezem stanął przed nią w glanach. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy. Cholernie bała się poruszyć.
- Wstawaj - zażądał ostro. Dziewczyna zacisnęła powieki reagując strachem na jego krzyk. Łzy spływały po sinych policzkach Des. - Wstawaj suko, albo ja ci pomogę. - chciała wstać, ale nie mogła. Wszystko ją bolało. Spojrzała zapłakana na mężczyznę błagającym wzrokiem.
- Nie mogę... - szepnęła cicho.
Facet złapał ją za włosy i podciągnął do góry. Destroy jęknęła głośno. Czuła, jakby odrywał jej skórę od reszty ciała.
- Dooobra sunia. Boli? Ma boleć. - przerzucił ją przez ramię trzymając za nogi. Wyniósł ją półprzytomną z pokoju.

***
Obudziła się na ciepłym kocu. Wtuliła się w materiał zaciskając powieki. Dotknęła brzucha lodowatą ręką. Natychmiastowo otworzyła oczy. Miała na sobie czarny gorset i stringi z kokardkami. Źle jej się to kojarzyło. Przez taki ubiór właśnie trafiła tutaj. Coś ją uciskało w szyję. Badała palcami "to coś" co miała na szyi. Skórzana obroża, w dodatku z kolcami i zaczepieniem na...smycz. Dopiero teraz zauważyła, że przed Nią siedział ten sam mężczyzna, co ją tu przyniósł. Nachylił się nad Nią, a dziewczyna zasłoniła twarz przed ciosem. Lecz żaden cios nie nastąpił.
- Jak masz na imię? - zapytała cicho. "Irokez" chwilę się wahał, po czym odparł nieufnie.
- Tan.
- Ja mam na imię Destroy... - starała się uśmiechnąć.
- Wiem o tym. Kurwa wiem o tym. - syknął - Myślisz że zapytasz, jak mam na imię, to już się kurwa zaprzyjaźnimy?
Wampirzyca wcale tak nie myślała. Chciała tylko wiedzieć, jak ma na imię. Przecież jakoś musi ich rozróżniać. Musi wiedzieć, kto ją tak brutalnie zgwałcił i pobił. A więc Tan. Wyciągnął zza siebie smycz. Przyczepił do jej obroży i warknął.
- Idziemy, suko. Od dzisiaj jesteś jedną z dziewczynek Huza. - szarpnął smycz, a Destroy posłusznie wstała idąc na czworaka obok niego. Mogła zmienić się w swoją naturalną wilczą formę i uciec, ale jako wilk była tak samo obolała jak teraz. Weszli do jasnego pokoju. Des szła tuż obok nogi Tana po zimnych kafelkach. Co chwile ciągnął mocno za linkę, w skutek czego dziewczyna musiała trzymać wysoko głowę. Stanęli przez ogromnym, złotym łożem. Obok leżało dużo dziewczyn ubranych podobnie do niej. Warczały na nią. Jak prawdziwe suki. Wampirzyca również warknęła, obnażając w tym momencie swoje kły. Tamte były zwykłymi nastolatkami, które pewnie najpierw uprowadzono, zgławcono i pobito, a resztę każdy sobie dopowie.
- Huz, przyprowadziłem Ci Nową do kolekcji. - zadrwił Tan, gdyż tutaj psy były lepiej traktowane, niż te dziewczęta - które traktowano jak przedmioty.
Niski blondyn omiótł Destroy wzrokiem. Udawał znudzonego, lecz Demonica wyczuła, że bardzo go intryguje jej postać.
- Podejdź tu bliżej... - mruknął leżąc. Kiedy Wampirka wstała, inne "podopieczne" zmierzyły ją surowym spojrzeniem. - Jak masz na imię? - zapytał.
"No w końcu ktoś, kto się zainteresował, jak mam na imię!" - burknęła w duchu.
- Destroy. - padła odpowiedź.
- Bardzo ładne imię, Destroy. - uśmiechnął się do Niej ciepło. Był jedyną osobą, która wypowiedziała jej imię. To było...piękne.
- Ale to i tak zwykła dziwka! - wrzasnął Tan zdenerwowany tą sytuacją. Huz uciszył mężczyznę spojrzeniem.
- Nie, Ona NIE JEST zwykłą, jak to powiedziałeś, dziwką. W Niej jest coś niezwykłego.
- Masz zamiar dalej tak wzdychać nad tą idiotką, czy mam ją przypiąć do reszty?! - znowu podniósł głos.
- Tan, do kurwy nędzy! - krzyknął Huz. - Zamknij się wreszcie. Nie chodzi mi o to, że jest Aniołem zesłanym z Niebios.
Des zaśmiała się cicho. Blondyn uniósł brew patrząc na Nią.
- Co Cię tak bawi, Droga Limone?
- Skąd Pan wie, jak mam na nazwisko?
- Masz to wygrawerowane na swojej metalowej obroży.
Rzeczywiście. Na metalowej obroży był wygrawerowany napis "665 Limone"
- Zadałem pytanie, 665 - zwrócił się do Niej, posługując się jej przezwiskiem.
- Ponieważ Pan, Panie Huz, powiedział, że nie jestem Aniołem.
- A co w tym śmiesznego? - nadal nie rozumiał rozbawienia dziewczyny.
- Bo przecież ja jestem córką Bethrezena - Boga Piekła. Mam dwie siostry - Tiamath i Dilexi.
Wszystkie spojrzenia były skierowane na Nią. Jakby to było nie wiadomo co, że jest córką Bethrezena.
- Córka Bethrezena? - zapytał Tan i Huz jednocześnie.
- Aha - potakiwała głową. - Jego ukochana córcia, co tak lubiła znęcać się nad zwykłymi, żywymi istotami to ja.
Blondyn spojrzał na Tana.
- Zabierz ją stąd - syknął - zróbcie coś, żeby wypędzić z Niej tego Szatana! - wymachiwał rękoma.

A więc - opowiadanie wyszło mi nudne. Wyszłam z wprawy.
Mam nadzieję, że nie przeszkadza zmieniona czcionka [pisałam na Wordzie]
Pozdrawiam Was.
Destroy 665 Limone.
Destroy Limone (22:28)

19 kwietnia 2011

- [44] - łapą Destroy nabazgrane | Idę po Ciebie, Yuuv. cz. IV| [Destroy]

19 kwietnia 2011

- No i jak, kurwa mamy znaleźć tą całą Yuuv? - Tiffany warknęła poirytowana. Destroy spojrzała na Nią uśmiechając się. Nareszcie zrozumiała, że życie nie jest kolorowe - pomyślała. Grupka samic odpoczywała na niewielkiej, opuszczonej polanie. Na niektórych drzewach pojawiły się kotki.
Wierzbowe kotki:
Mała Destroy bawiła się na łące tarzając z bratem wśród traw. Podszczypywała i podgryzała go wesoło. Przyturlali się pod kwitnącą wierzbę, na której były małe, brudnoszare puszyste kuleczki. Szczeniaki obwąchały jedną łodygę przyglądając się kwitnącym owocom, które łaskotały ich w wilgotne nosy. W tym małym puchu było coś przyciągającego, magicznego. Des nie wiedziała co to, może to, że są włochate? Nie. To było coś innego. Od tej pory każdej wiosny przychodziła pod tą samą wierzbę i godzinami wpatrywała się w puszyste kotki. To stało się jej nałogiem. Śmieszną miłością.
- Destroy! - Kitsune krzyknęła ponownie jej do ucha, wyrywając wilczycę z wspomnienia. Spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na Siostrę, która uśmiechała się do Niej serdecznie, zastrzygła niesamowicie długimi uszami, których nigdy nie umiała unieść, mogła, ale nie umiała. - Szera znalazła dostęp do wody.
Puma stała przy drzewie machając spokojnie ogonem na boki. Des podniosła się, wykończona. Machnęła zamaszyście lwią kitą nad głową Leiko.
Szera prowadziła przez wzgórze. Koga pchnęła Kits barkiem wesoło. Samica odwdzięczyła się tym samym.
- Po co idziemy nad tą wodę? - Rozalia wlokła się z tyłu zmęczona.
- Bo wszystkie jesteśmy głodne i wykończone tak samo jak ty - odparła Anaid, zmarszczyła brwi dodając - To znaczy nie wszystkie jesteśmy głodne... - rzuciła limonkowo-grzywej waderze zazdrosne spojrzenie.
- No co chcesz? To było przy okazji, a z resztą nie potrzebuję jedzenia, i tak te dwa ptaki nie odbudowałyby mojej tkanki tłuszczowej.
- Pobawimy się w coś? - Roza zarechotała głupkowato. Póki szły nad wodę mogły się rozerwać i na chwilę zapomnieć o powadze misji.
- Mi się nie chce bawić - narzekała Destroy burcząc pod nosem.
- Taa, ja wiem czym byś się chciała pobawić. Dwiema piłkami i pałką - odpowiedziała zgryźliwie Koga. Wszystkie wybuchnęły śmiechem.
Po godzinie dotarły zmęczone i spragnione nad wodę. Był to niewielki strumyczek z brudną wodą. Nie zwracały już na to uwagi i piły wodę łapczywie. Woda smakowała padliną. Wyszły z strumyka z kwaśnymi minami.
- Coś tu zdechło...- rzekła Tiff rozbawiona minami koleżanek, gdyż nawet nie poczuła smaku padliny, bo piła 20 metrów dalej.
- Tak Tiff, Twój mózg - Leiko zatrzepotała skrzydłami.
- Szer, ale żeś wodopój znalazła - mruknęła pod nosem Des.
- Ty byś nie znalazła nawet własnego ogona - zachichotała uśmiechając się wrednie.
Pięć minut później wszystkie spały jak zabite, lecz nie Kitsune. Leżała wpatrzona w przestrzeń.
- Dziewczyny wstawać! Wyprawa się jeszcze nie zaczęła, a wy śpicie. Wiem, że jest upał, że nie ma pożywienia, że nie ma wody, tylko błoto z gównem, ale weźcie się w garść i wstańcie.
Obudzone wstały posłusznie patrząc na Kitsune.
- A więc prowadź dalej. - Leiko wpatrywała się w Reav'zhotkę.
----
Wybaczcie, nie miałam weny. Do dupy to to to coś to włochate, beżowe z dziurkami o_O'
to opowiadanie xD *wysłowiła się*
Desu <3
Destroy Limone (15:43)

23 lutego 2011

- [40] - Łapą Destroy nabazgrane. [Destroy]

23 lutego 2011

Leżała na polanie w centrum stada gdzie spotykały się zwierzęta. Słuchała opowieści Anaid z jej smutnego dzieciństwa. Położyła leniwie łeb na chudych, okaleczonych łapach wsłuchując się w delikatny głos znajomej. Poczuła na swoim karku ciężar czyjegoś łba. Rude włosy spłynęły na limonkową grzywę. Uśmiechnęła się półgębkiem wlepiając wzrok w ognisko. Małe, czerwone ogniki tańczyły w płomieniach, żar dawał ciepło, a drewno trzaskało co chwilę. Oblizała suchy nos fioletowym jęzorem. Wstając przeciągnęła się, zamaszyście machając ogonem. Mlasnęła cicho. Schyliła łeb i chwiejnym krokiem opuściła polanę. Głos Anaid na chwilę ucichł, zawiesiła szare oczy na znikającej sylwetce Destroy, po czym znowu zaczęła mówić. Gdy wszystko ucichło, Des wystrzeliła do przodu. Biegła rwąc pazurami grunt, rozłożyła uszy na boki kierując je w tył. Ogon trzymała w linii prostej. Czując mroźny wiatr który muskał każdy zakamarek jej ciała przyspieszyła. Traciła powoli kontrolę nad własnym ciałem. Była zmęczona, ale chciała biec w nieznanym kierunku. Nie mogła się zatrzymać. Nie chciała wypaść z rytmu. Biegła coraz szybciej. Przeskoczyła zawalone drzewo. Skręciła w lewo na jednej łapie. Słyszała szalone bicie swojego serca. Widziała przed sobą dość szeroką rzekę, jakieś 400 metrów dzieliło wilczycę od wody. Biegnąc coraz szybszym tempem była pewna swego. Przeskoczę. 250 metrów. To Rzeka Martwych. Gdy do niej wpadnę, Umarli wciągną Mnie na samo dno. 100 metrów. Dam radę. To tylko rzeka. 20 metrów. Rozpędzona do maksymalnej prędkości odbiła się od brzegu. Zbliżała się do drugiego brzegu. Dotykając opuszkami przednich łap ziemi ucieszyła się, lecz wpadła do wody. Panicznie wynurzyła się, ale coś ją ciągnęło za ogon w dół. Wbiła pazury w gliniastą ścianę potoku wspinając do góry. Poczuła ostre szpony wyrywające jej mięso z uda. Zebrała w sobie wszystkie ostatnie siły i złapała się brzegu. Wyczołgała się z wody oddychając płytko. Spojrzała w tył, na dziurę w udzie. Położyła łeb na ziemi zamykając oczy. Odczuwała zmęczenie. Każda cząstka ciała wołała o pomoc. Postanowiła odpocząć. Ale nie tutaj, nie na obcym terenie. Lecz by przedostać się na tereny HOTN musiałaby znowu pokonać rzekę. Nie miała zamiaru. Nie będzie także iść około 50 km wzdłuż Rzeki Martwych by przejść bramą. Zauważyła pod dębem norę. Pokuśtykała pod drzewo. Wejście było w sam raz na waderę. Wcisnęła się do ciasnej nory. Nasłuchując, czy nikt się nie zbliża zasnęła.

Obudziła ją rozmowa dwóch osób. Postawiła długie uszy na sztorc słuchając.
- Patrz - odezwała się kobieta - tu ktoś był.
Chwilę ciszy przerwał męski głos.
- Rzeczywiście. Wszędzie krew. Ale ciągnęłaś mnie tu, żeby pokazać plamę krwi?
Des wychyliła ostrożnie łeb zachowując czujność. Wysoka kobieta o beżowych włosach wskazywała palcem na krew. Wyższy o głowę młody czarnowłosy chłopak przyglądał się "poszlace".
- Jak myślisz, kto mógł tu być? - podekscytowana patrzała na chłopaka
- Nie wiem. Sarna, jeleń...
- Sarny nie zostawiają śladów pazurów.
- To wilk. Daj mi spokój! - zdenerwował się. Miał przy pasku pistolet. Destroy poczuła, że cała drży.
- Taki wielki? - dziewczyna upierała się
Des pisnęła cicho. Oboje ucichli zastygając w bezruchu.
- Słyszałaś to?
- Tak.
- To wilk. Jest w pobliżu.
Naładował broń trzymając ją w jednej ręce.
- Kici, kici, wyłaź wilczku. Nic ci nie zrobimy. - mówił przymilnym głosem badając cały teren. Demonica schowała głowę do nory, uderzając czołem o "sufit". Syknęła cicho. Facet stał przed schronieniem Destroy. Schylił się. W środku było ciemno, nic nie widział. Przybliżył głowę do wejścia. Limone złapała go zębami za twarz masakrując ją. Trzymała go za głowę.
- O kurwa! - wrzasnął i bijąc pięściami ciało wilczycy upuścił pistolet. Des szarpała za skórę. Dziewczyna złapała broń i zamykając oczy nacisnęła spust. Spudłowała. Samica która już nie była w schronie, tylko na chłopaku rzuciła się do ucieczki. Padło jeszcze 5 strzałów, również niecelnych.

Wpadła na polanę z uniesioną tylną prawą łapą, która nadal krwawiła. Położyła się obok Kogi i Kitsune wtulając się w ich sierść.

Mam nadzieję, że się wam podoba. Proszę was jeszcze o jedną rzecz: zagłosujcie na Fundację SOS dla zwierząt klikając złotego kciuka http://www.organizacjepozytku.info/
Destroy Limone (10:28)

15 lutego 2011

Łapą Destroy nabazgrane. [38] [Destroy]

15 lutego 2011

Ujęła w dłoń kieliszek napełniony wódką, przytknęła go do ust, przechylając tak, by mogła skosztować alkoholu. Odstawiła opróżnione szkło na parapet. Przeczesała czarne włosy szczupłymi palcami rozglądając się po pustym pokoju, w którym panowała temperatura około 15 stopni Celsjusza. Prawie naga pogładziła swoje udo słysząc, jak drży jej wychłodzone ciało. Zamknęła okna, pod którymi były ośnieżone dywany. Ktoś zapukał do drzwi, stała chwilę w bezruchu nasłuchując, tylko jedna osoba tak pukała. Przekręciła klucz otwierając drzwi, w wejściu stała wysoka brunetka o bardzo jasnych, błękitnych oczach i opalonym skórze. Wampirzyca uśmiechnęła się do znajomej, która weszła do środka. Dziewczyny przytuliły się, śmiejąc dźwięcznie. Hayano nie była pierwszy raz w domu swojej Lubej. Szły w kierunku kanapy. Brązowowłosa rozłożyła się wzdłuż miękkiego mebla, a Destroy usiadła okrakiem na jej brzuchu opierając się rękoma o piersi swojej dziewczyny. Poczuła gorące dłonie Latynoski na swoim lodowatym ciele. Wpiła się w jej wargi, całując namiętnie. Hayano zsunęła zimnokrwistej oba ramiączka od biustonosza, kładąc rękę na jej lewym pośladku. Wampirzyca syknęła cicho, gdyż różnica temperatur ich ciał była ogromna. Wsunęła rękę pod spódniczkę brunetki zsuwając jej różowe stringi, ugryzła ją w wewnętrzną stronę ud pijąc łapczywie krew. Hay uniosła podbródek partnerki na wysokość swoich oczu, patrząc jak krew spływa po jej dolnej wardze plamiąc sofę. Uśmiechnęła się dziko. Zlizała krew z twarzy Des, rozpinając jej stanik rzucając go pod drzwi wejściowe. Zatoczyła kółko językiem wokół lewego sutka. Czarnowłosa jęknęła cicho odchylając głowę w tył. Wbiła paznokcie w ramiona zielonookiej.

Otworzyła oczy podnosząc głowę, uderzyła się o stolik. Wysyczała wiązkę przekleńst. Ostrożnie wstała patrząc na nagą dziewczynę śpiącą na sofie. Pocałowała ją w policzek przykrywając kocem. Weszła do sypialni ubierając czarne jeansy i zwykłą bluzę. Wyszła z domu idąc w kierunku HOTN. Kiedy szła krętą piaszczystą ścieżką już poznawała tereny. Obok przeszła Killer. Machnęła jej ręką.

Drogie HOTN, chciałam wam powiedzieć, że się niezmiernie cieszę, że z Wami tu jestem. Ile jestem? Jestem tutaj już 413 dni. Dziękuję Wam, że wybaczyliście Mi tyle błędów, że wytrzymujecie z Mną, pomagacie w problemach, że razem opłakujemy straty i się cieszymy. Aldieb dziękuję za wyrozumiałość, nigdy nie wątpiłaś, że się zmienię na lepsze. Aspeney, dzięki za każde słowa otuchy. Kisiu, Kodaczku uwielbiam was. Gdyby nie wy, nie wiem co bym dalej robiła. Kocham Was wszystkich.
Wasza Destroy
Destroy Limone (17:45)

8 stycznia 2011

Łapą Destroy nabazgrane [37]. [Destroy]

07 stycznia 2011


Demonica skoczyła na czarną waderę, powaliła ją na ziemię rozrywając skórę na brzuchu. Włożyła pysk w otwartą ranę zawzięcie szukając wątroby. Wyrwała ją pożerając. Spojrzała kątem oka na Kogę, która uwiesiła się na potężnym, szarym basiorze. Drugi, ciemniejszy złapał ją za kark i ciągnął. Mały, biały szczeniak, z dziwnymi czerwonymi tatuażami na ciele stał obok wykrwawiającej się czarnej samicy, która była jego matką. Polizała go po pysku, jakby zapewniała go, że wszystko będzie dobrze. Koga krzyknęła przeskakując przez ciemnego wilka który leżał na ziemi.
- Des, spadamy!
Destroy chwyciła białego wilczka w pysk biegnąc za Kogą. Dwa samce goniły je przez pół minuty. Zrezygnowali, gdyż nie mieli siły, by dogonić dwie bardzo szybkie wadery. Szczeniak wydarł się. Des potrząsnęła łbem brutalnie, co spowodowało, że młody wył głośniej. Wpadły na polanę HOTN, gdzie była Luna i Anaid.
- Yhhh, muszę iść - Koga zostawiła trzy wilczyce same. Limone przydusiła młodzika łapą, łapiąc go zębami za skórę na udzie i unosząc do góry.
- Destroy, to chore - warknęła Lu

Dobra, nie pytać o NIC |D szczeniak zostaje ^_^ wyhoduję z Niego potwora, który będzie nawiedzał Al |D
Destroy Limone (21:24)

29 listopada 2010

Łapą Destroy nabazgrane [33]

29 listopada 2010

Oblizała kły i zanurzyła łeb w wyżartym boku martwej sarny. Wyrwała jej śliską wątrobę o gorzkim smaku. Połknęła ją tak czy inaczej. Usłyszała za sobą cichy warkot. Uniosła łeb odwracając go w kierunku czyjegoś głosu. Stał tam brązowy wilk z zielonym znakowaniem na wierzchniej części grzbietu, łba i ogona. Demonica odwróciła się całkowicie do przedstawiciela znanej jej rasy. Jeden z Nigalenów. Padlinożercy którzy rzucają się na wszystko, co pachnie krwią. Świry. Skoczyła na obcego samca i łapiąc go za skórę na podgardlu uniosła do góry i puściła. Ofiara upadła na ziemię podnosząc się powoli z położonymi uszami. Destroy obnażyła ostre kły kapiące od krwi, gdy kropla posoki zaczęła spływać po jej brodzie, wilczur nie mógł wytrzymać. Pewnie głodował całymi tygodniami. Ale zachowywał się nadzwyczaj spokojnie. Warknęła ostro na znak, że się nie podzieli pożywieniem i że nie życzy sobie jego obecności. Ku zdziwieniu Limone wygłodniałe zwierzę odeszło. Wróciła do jedzenia. Jednak za łanią siedział ten sam wilk, którego widziała przed chwilą. Skubał powoli mięso na udzie. Czarna postawiła przednie łapy na boku sarny. Uniosła kościsty ogon na wysokość grzbietu i machała nim anemicznym ruchem. Z skupieniem zmrużyła gadzie ślepia wlepiając je w przedstawiciela Nigalena. Jednak ten jadł nie zwracając na Nią uwagi. Złapała go zębami za pysk ściskając mocno. Z gardła obcego wydobył się rozpaczliwy pisk - błagający o puszczenie jego pyska. Nie miała takiego zamiaru. Zacisnęła szczęki jeszcze bardziej. Słychać było trzask łamanych kości i zębów. Trysnęła krew. Usiadła na ciele łani puszczając wilka który dławił się własną krwią. Nawet mu nie współczuła, patrzyła, jak dusił się w męczarniach łykając krew. Psowate i wilki oddychają nosem, nie pyskiem - słaby punkt każdego z nich. Kiedy padł, wylizała żebra swojego dzisiejszego śniadania do czysta. Miała tak często. Nigdy nie mogła zjeść w spokoju. Na koniec zmieniła się w swoją postać humanoidalną. Dziewczyna o czarnych włosach i bladej twarzy wyciągnęła scyzoryk i odkroiła ogon poległego przeciwnika. Złapała za krwawiącą część ogona i ruszyła w kierunku swojej jaskini.
Docierając na miejsce rzuciła część ciała swojej ofiary w kąt, sięgnęła po czerwoną torbę leżącą pod łóżkiem. Otwierając kolejno wszystkie szafki opróżniała je wkladając rzeczy do plecaka. Gdy jaskinia stała się pusta, chwyciła ogon Nigalena wychodząc. Zagwizdała, a po chwili pojawił się przy Niej mały, czarny lis - Syther. Ciało małego podopiecznego zadrżało na widok włochatego ogona który był w ręku Destroy. Rzuciła jemu "zdobycz" i wpatrywała się w Niego, jak macha kikutem na wszystkie strony. Pogładziła go po głowie z zatroskanym spojrzeniem. Liznął wampirzycę po ręce.
- Syther - wzięła lisa na ręce przytulając go - Wszystko wymaga odwagi...
- Nawet nie wiesz, jak wielkiej - zamruczał wtulając się w jej czarne kosmyki włosów
- Masz rację...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem Luna, że nie powinnam tego mówić, ale muszę. Pod moją maską zrobiło się duszno i bardzo ciasno. Przyznać się? Dobrze. No bo dlaczego nie? Skoro Destroy nie boi się niczego, to nie będzie bać się i tego. Tak na prawdę mam 13 lat. Tak. 13 lat. Nie mam dogów. Jestem wolontariuszem - znajduję dom psom. A że u nas na wsi jest sąsiad, który MUSI oddać swoje trzy ukochane dogi arlekiny bo wyjeżdża do Australii to traktuję je jak swoje. Dożyca Des nie była zmyślona. Naprawdę ją zastrzelili. A Light czyli Magda... nie mogłabym być taką świnią, by to zmyślić. Cierpię z powodu braku przyjaciółki. Border Acer - istnieje, był u Mnie przez 2 miesiące bo właścicielka miała operacje i problemy z sercem i nie miała czasu, by się zaopiekować psem. Mam za to cztery owczarki niemieckie które kocham. Miałam zamiar odejść z watahy, ale nie mogłabym. Na prawdę. Nie oczekuję, że Mi wybaczycie, choć mam taką nadzieję. Przepraszam jeszcze raz. Najważniejsze, że Aldieb o tym wiedziała od dawna - "To aż dziwne, że mimo tego, że wiele razy okłamywałaś stado, ono nadal uważało cię za swoją rodzinę, wybaczało i kochało Cię tak samo" Dziękuję Aldieb za te słowa.
Czekam, czekam na to, co powiecie.
Lady Destroy
Destroy Limone (12:49)

21 listopada 2010

Łapą Destroy nabazgrane [30]. [Lady Destroy]

21 listopada 2010

Schyliła się, by zaspokoić pragnienie, gdy usłyszała czyiś krzyk.Podniosła czarny łeb poruszając uszami na wszystkie strony. Krzyk dobiegał z polany. Ruszyła w kierunku centrum spotkań przeskakując kałuże i zwalone pnie drzew. Gdy dotarła na miejsce zobaczyła swoją znajomą - Marylee. Blondynka leżała w kałuży krwi. Demonica po chwili zauważyła, że dziewczyna ma ślady pazurów na całym ciele, gdzie nie gdzie miała wyżarte mięso. Uniosła przestraszone, błękitne oczy na czarną wilczycę.
- Pomóż Mi - wyszeptała Marylee
Destroy ani drgnęła, wpatrywała się nadal w leżącą blondynę. Pomóc jej? Przecież dzięki Niej spojrzała na siebie z lepszej strony, dzięki Niej zrozumiała swoje błędy.
- Destroy? - zakrwawiona dłoń dziewczyny zmierzała ku szyi demonicy. Des cofnęła się, coś w Niej drgnęło. Ponoć jesteś zimna jak lód...głos w jej głowie odezwał się śmiejąc pogardliwie. Zimna jak lód. Ale miała nie uratować przyjaciółki? Oh czyżbyś się litowała, skarbie? No właśnie, litowała się? Wychowała się w Watasze Mrocznego Snu gdzie musiała zabić bezbronne szczenię by być jednym z Mrocznych. Pamięta gdy nie mogła tego zrobić, Tiamath ją wyśmiała. Zniknęła. Wróciła dwa lata później. Na ustach Tiamath tkwił złośliwy uśmieszek, wątpiła, że zabije. Ale zrobiła to. Zabiła.
- Destroy - wycieńczona nastolatka podczołgała się z trudem do wadery która zrobiła dwa kroki w tył. Odwróciła się odchodząc. Idź w cholerę, nie pomogę Ci. Brawo kotku, brawo. Robisz coraz większe postępy. Słysząc za sobą wrzask pełen bólu i zawiedzenia skuliła delikatnie uszy. Wyprostowała je natychmiast. Zimna jak lód. Wredna suka.
Opuściła polanę zostawiając konającą przyjaciółkę na mokrej trawie. Tak jest Destroy. Tak ma być. Nie lituj się. Dobrze robisz. Stanęła gwałtownie. Czy aby na pewno dobrze zrobiła? Znowu zaczynasz? Nie. To co to za dialogi pełne troski? Jakie dialogi?
Zaczęła iść dalej. Pierwszy jej wolny wybór, pierwszy raz zrobiła coś, czego nie żałowała. Zaczynając od drastycznych metod uodporniła się na krzywdę innych. Scaaaarleeeet...
Scarlett. Scarlett. Ona jedyna zawsze będzie w Jej sercu, na zawsze. A Quick? Odwal się od Niego. Miłość życia Destroy. Tylko On i Scarlett. A Aspeney, Aldieb i inni?
- Oni nie są Moją rodziną, nie dali Mi nigdy tego, co Scar i Quick. Ale kocham ich tak samo. Lecz miejsca w sercu już nie ma.
Dobra Destroy, dobra Destroy. Ogranicz swoje serce. Sumienie, cicho. Oj nie, księżniczko. Zostanę z Tobą do końca życia. Cieszy Mnie to.
Usiadła przed spokojnym jeziorem, weszła do niego kładąc się na brzegu mając wodę po łopatki. Dobrze zrobiła.

Więcej nie wyduszę, to tyle.
Destroy Limone (12:33)

9 listopada 2010

Guru nie jest gejem... [Lady Destroy]

09 listopada 2010


Uśmiechnęła się mimowolnie do Deliverance - swojej dwudziestoletniej kuzynki która kończyła palić papierosa. Była wysoką, szczupłą blondynką z pokaźnym biustem. Uwielbiała tańczyć i być w centrum uwagi - z zawodu była tancerką w nocnym klubie w którym kiedyś pracowała Destroy.
- Powiadasz, że znalazłas już dom? - Deliverance wpatrywała się w Nią nienaturalnie jasno-stalowymi oczami.
- Tak, znalazłam - odparła
- Szkoda - stwierdziła po chwili głaszcząc owczarka niemieckiego po głowie - Mój mały śłodki piesieczek, mój mały Guru - przemawiała do psa irytująco miłym głosem pełnym słodyczy
- A co? Tiamath znalazła już dla Mnie dom? - zapytała. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jej głos był bardzo cyniczny
- Heh - przytuliła się do psa który zrewanżował się i polizał dziewczynę ciepłym językiem po policzku. Blondynka zaśmiała się cicho drapiąc Guru za uszami.
- Przestaniesz macać Mojego psa i w końcu Mi odpowiesz? - Kruczowłosa syknęła zniecierpliwiona. Deliverance uniosła wzrok na wysokość czarnych oczu towarzyszki pytając
- A co, mam Ciebie też podrapać za uszami byś się lepiej poczuła?
- Jesteś stuknięta - podsumowała pytanie kuzynki
- Dziękuję
- To była obelga - rzuciła zdziwiona
- Dziękuję - powtórzyła z wrednym uśmiechem na ustach
Destroy wyszła z balkonu znikając w salonie, po chwili wróciła z wielką spluwą w ręku.
- Będziesz robić ser? - zapytała Del - Co to za cacko?
- Mossberg, kaliber 12 - odparła - półautomat.
- A po co Ci ten moss...coś tam tam?
- By Cię zadźgać
Del spojrzała na Nią pytającym wzrokiem
- Lufą - wyszczerzyła się psychicznie kładąc broń na parapecie
- Intelektualistką to Ty nie jesteś - powiedziała gładząc długą sierść Guru, który zamruczał przymilnie domagając się więcej pieszczot - Malutki Gurasiek, maluśki Gulu, Guluś kochany chcie na rąćki? - uśmiechnęła się ciepło patrząc na owczarka który przednimi łapami stanął na jej udach.
Des wywróciła ślepiami.
- Wiesz, co lubię w Tobie najbardziej, Droga Del?
- Nie, nie wiem?
- Myślałam że się w końcu dowiem - zagwizdała a na balkon wbiegł szczeniak border - collie o marmurkowej sierści, wzięła psa na ręce - To jest maluśki pies. Guru ma już z 6 lat i waży 47 kg a ten szczyl waży 5,5 kg więc jest różnica
- Taki na 'raz' na śniadanie dla Guraska
- Przestań mówić zdrobniale do tego psa - wypaliła - On nie jest Twoim kotem.
- Masz rację, nie jest. Bo Guru nie sika na poduszki ani nie wbija pazurów w podudzie Twojego partnera.
- Ale chwyta go za co innego - uśmiechnęła się podle. Usłyszała dzwonek do drzwi. Długowłosy pies zeskoczył z ud blondynki i stając pod drzwiami wyjściowymi zaszczekał groźnie. Czarnowłosa otworzyła wpuszczając do środka rosłego mężczyznę, przytuliła go lewą ręką gdyż prawą podtrzymywała szczenię.
- Masz nowego psa?
- Tak, to jest Muslee (czyt. Muzle)
- A ja jestem Khon - uścisnął mięciutką łapkę puszystego futrzaka
- Dobra, przestań.
- Kto przyszedł? - Del krzyknęła z balkonu
- Zaraz przyjdę - odpowiedziała Destroy
- Deli jest? - Khon skrzywił się momentalnie
- Tak, ale to Ci chyba nie przeszkadza?
Brunet uniósł brwi jakby myślał, że dziewczyna sobie z Niego kpi.
- A więc przeszkadza...- westchnęła ciężko.
- Kiedy będziesz mieć wolny czas?
- Na pewno nie teraz.
- Wiem o tym.
- Wieczorem?
- Zależy co dla Ciebie znaczy słowo wieczór.
- Dziesiąta wieczorem - nacisnęła klamkę otwierając drzwi.
- U Ciebie, czy u Mnie?
- U Mnie - pocałowała go krótko i szepnęła - Idź już, proszę.
Zamknęła drzwi przekręcając klucz. Wyszła na balkon do Deliv która pisała smsa
- Kto to był? - spytała nie podnosząc wzroku znad ekranu komórki
- Sąsiadka.
- Pocałowałaś sąsiadkę? - uśmiechnęła się dziko nadal gapiąc się w telefon
- Co?
- Wiem, że był tu Khon.
- Skąd?
- Zawsze, gdy przyjdzie masz taki dziwny błysk w oku - stwierdziła
- A jakie powiązania z tym ma pocałunek?
- Oj Des, w Twoim przypadku nie obejdzie się bez tego.
 
[21:47 - mieszkanie Destroy]
Młoda dziewczyna siedziała na pufie kołysząc się na boki, w ręku trzymała kieliszek który był do połowy opróżniony. Zaczynała bal bez faceta. Guru bawił się z małym borderem, co chwila było słychać pisk młodego, ale nie przejmowała się tym. Owczarek niemiecki był dla szczyla jak ojciec, matka i rodzina w jednym.
Do mieszkania wszedł Khon.
- Zapomniałeś że istnieje takie coś jak dzwonek?
- Nie.
- Wątpię.
- Nieletnie osoby nie mogą pić alkoholu - zaczepił ją zgryźliwie
- Wali Mnie to - powiedziała - 16 lat to nie aż tak mało.
- No jeżeli miałabyś zamiar...
- A ty? Panie 21 lat? - wstała odstawiając szkło, podeszła do Niego zawieszając mu ręce na szyi. Przylgnęła do jego ust. Całował jak nikt inny, z którym była. Przejechała dłonią po jego torsie, a jego ręka spoczęła na jej pośladku. Oderwała się w końcu od Niego. Nie ma imprezy bez picia. Nalała mu do kwadratowego szkła Golden Locha - whisky, a sama nalała do swojej podłużnej szklanki tonik dodając trochę cyntryny i kostek lodu. Zamoczyła usta w napoju. Khon rozejrzał się dookoła, dom był urządzony tak, że aż przyciągało go tutaj. Schodu prowadzące do samego sufitu zapewne służyły jako krzesło oraz półka, pod ścianą 53' calowy telewizor plazmowy a obok XBOX w białym kolorze, wszędzie były elektryczne sprzęty, a najlepsze było wielkie łóżko 3 osobowe zaścielone czarnym kocem.
- Po co Ci 3 osobowe łóżko? - zagadnął
- Korzystają z Niego tylko dwie osoby - zapewniła go
- Kto?
- Ja i Mój pies Guru - pies podniósł łeb słysząc swoje imię - Tak, Ty Gurasku. Kto śpi z swoją panią nie zwracając uwagi, że jest naga? - czworonóg zamruczał cicho.
- Czuję się zazdrosny - udając obrażonego napił się whisky.
- Nie masz o co.
- Ale tak się czuję.
- Bo śpi z Mną pies?
- Brudny pies - podkreślił
- Na pewno ma czystsze usta niż Ty - wytknęła Mu język
- Taaa...
- Jeżeli nie wierzysz, to sprawdź. - uparcie broniła swojego zdania z zadowoleniem, Guru raczej był innego zdania i nie chciał, by jakiś obcy facet dawał mu buziaki.
- Jesteś stuknięta.
- Wiem.
- A Twój pies jakiej jest orientacji?
- Takiej jak Ja.
- Ale ja gejem nie jestem.
- Nie? (XD)
- Nie....
-------------------------------------------------------
Nuda nuda bo sie powtarza ^^
DestroySueySlim Oddech Piekieł (16:47)

Agnes. [Lady Destroy]

09 listopada 2010


- Jest pewna Agnes która koordynuje polowaniami na naszych terenach, rozstawia pułapki, poluje na zwierzynę...- Aldieb skrzywiła się pokazując wyraźnie, że to jej się nie podoba - Chcę, żebyś znalazła sposób, aby to wybijanie naszej zwierzyny przestało działać, gdyż niedługo wśród Nas zacznie panować głód, a zależy Mi na naszym stadzie. Zdołasz to zrobić? - zapytała grzebiąc pazurem w ziemi.
Destroy miała za mało wiadomości, by się podjąć tego zadania, ale bardzo chciała wykonać misję.
- Oczywiście - padła odpowiedź
- Bardzo Mnie to cieszy - wilczyca wpatrywała się w Nią kamiennym wyrazem pyska. Demonica kiwnęła łbem i odeszła - Destroy - Al zatrzymała Czarną która się zatrzymała odwracając łeb do Alphy
- Tak?
- Trzymaj się - uśmiechnęła się ciepło.
Des nic nie odpowiadając wyszła z jaskini. Potrzebowała więcej informacji. Najlepszymi informatorami byli członkowie watahy. Napotkała Szerę która szła rozleniwiona.
- Kicia - wyszczerzyła się psychicznie do kocicy
- Słucham Cię - podeszła bliżej
- Wiesz coś może o pułapkach zastawianych na Naszą zwierzynę?
Szera zastanowiła się chwilę po czym mruknęła
- Chodzi Ci o takie coś? - pokazała łbem na prawo, pod starym dębem leżało małe szczenię przygniecione dużym głazem. Gepardzica ruszyła dalej, zostawiając Destroy samą.
Dotknęła łapą martwego ciała. To nie był żaden potomek z stada. Wilczę przybłąkało się pewnie szukając schronienia. Zmarszczyła skórę na wierzchniej części kufy intensywnie myśląc.
Czy Agnes była owczarkiem? A może Agnes to była właścicielka tego psa? Jej myśli przerwał strzał. Kruki wzbiły się w niebo z skrzekiem obrzucając obelgami. Usłyszała uciekające w popłochu konie. Rzuciła się do biegu w kierunku, z którego strzelano.
- Chodź tu! - słychać było męski głos, poczuła zapach obcego psa.
- Hoho...- uśmiechnęła się do siebie wrednie, lecz wiedziała, że nie było to łatwe zadanie.
Na opuszczonej polanie stał rosły mężczyzna a niedaleko biegał owczarek niemiecki który trzymał w pysku kwiczącego warchlaka. Pies miał głęboką ranę na prawym boku. Pewnie zabrał matce młode.
Mężczyzna podszedł do czworonoga i wyjął mu z pyska już martwe ciało. Po chwili zniknął z polany. Destroy stanęła przed psem który najeżył się obnażając kły.
- Oj uważaj bo się przestraszę - zaśmiała się kpiąco
- A myślisz że ja się Ciebie boję? - ku zaskoczeniu Destroy owczarek się odezwał. Pewnie zauważył jej zdziwienie. - Myślisz, że tylko Wy macie tą swoją 'zdolność'?
- My?
- Wy - demonica odkryła, że to samica. Słychać było po jej głosie.
- Ale jak to my? - warknęła znudzona tym "my?" "wy"
- Magiczne stworzonka - uśmiechnęła się cynicznie
- Z Magii to ja nic nie mam, ale dobra, skoro taka inteligentna i spostrzegawcza jesteś to powiedz Mi jedno...
- Co?
- Gówno - syknęła - Ty jesteś Agnes?
Suka się zmieszała, więc było poznać, że tak.
- Nie.
- Agnes...nie musisz udawać.
- Nie jestem Agnes - zaszczekała głośno, Destroy skoczyła na Nią i przygwoździła ją do ziemi stawiając łapę na pysku.
- Ale po co te nerwy? Nie chcesz Mi powiedzieć że...
Pocisk wbił się w jej kark a wilczyca upadła, warknęła wypowiadając wiązkę przekleństw. ON-ka to wykorzystała i rzuciła się demonicy do gardła szarpiąc z zacięciem. Zaatakowana samica wstała i złapała owczarka za ucho zatrzaskując paszczę. Atakująca czując silny ból puściła Des. Właściciel strzelał na oślep raz trafiając wilczycę a raz psa. Jednak adrenalina była wysoka i demonica nie czuła jak pociski przedzierają się przez jej ciało. Miała już dość tej suki. Złapała ją za kark i zaciskając potężne szczęki zamordowała. Martwe ciało osunęło się na ziemię. Zdumiony właściciel zaczął uciekać. Dogoniła go skacząc mu na plecy i wbijając kły w tętnicę, rozdarła twarz pazurami. W ciągu trzech minut zabiła "szkodniki". Zawlokła dwa ścierwa pod bramy HOTN. Wbiła na płot łeb owczarka niemieckiego a ciało mężczyzny zawiesiła na kołku.
Wchodząc do jaskini Aldieb mruknęła
- Podejdź do bram HOTN, zadanie wykonane - rozpłynęła się w powietrzu.
-------------------------------
Banał, banał xD
Już, mam nadzieję że już nie bd mieć minusa -.-
DestroySueySlim Oddech Piekieł (16:46)


26 października 2010

Prosto z serduszka [Lady Destroy]


26 października 2010


Demonica spojrzała na swoje odbicie w kałuży wody.
Kłamliwa suka.
Dwulicowa szmata.
Zaśmiała się drwiąco.
- I co teraz, Destroy? Powiedz Mi, i co teraz?!
Woda zadrżała pod wpływem jej podniesionego głosu. Na jej pysk wpłynął pogardliwy uśmiech, zmrużyła ślepia pełne nienawiści i wysyczała do odbicia.
- Jesteś nikim, rozumiesz? Nikim! - uderzyła łapą o kałużę która trysnęła jej w pysk, warknęła. - Mało Ci zabawy, prawda?
Odchyliła łeb w tył, z jej gardła wydobył się krzyk. Dała upust emocjom, ponownie spojrzała na resztki wody i wycedziła.
- Głupia jesteś. Okłamać rodzinę!
W jej głowie zaszeptał niepewny głos. Zirytowana najeżyła się.
- Nie zacznę życia od początku. Nie zakończę życia Destroy. Dalej będę oszustką. Dalej będę idiotką. - po poliku spłynęła łza, tym razem prawdziwa, nie była ona udawana, szepnęła do siebie - Przynajmniej Moje gorzkie łzy nie są kłamstwem...- przechyliła łeb na bok powstrzymując cichy płacz, pociągnęła nosem - Dlaczego płaczesz? Po co ryczysz?! Myślisz że Twoje dziecinne łezki wzbudzą litość? Nie chcę litości, nie chcę! Nie mam zamiaru pokazywać innym, że coś Mnie boli, że jestem na rozdarciu...ale jednak tylko w sposób histerii bądź melancholii umiem wysyłać znaki, że coś jest nie tak.
Nie wiedząc co już robić, wyśmiewać swoje słabe strony czy też zaprzeczać prawdzie siedziała wpatrzona tępo w taflę wody. Obok Niej usiadła Anaid, dopiero po paru minutach Destroy dostrzegła przyjaciółkę. Przeniosła zaszklone oczy na szarą wilczycę mówiąc błagalnym szeptem.
- Anaid pomóż Mi.
An nie poruszyła się, westchnęła cicho i dopiero chwilę później spojrzała na czarną demonicę.
- Niestety nie mogę Ci pomóc. Ucieczka od błędu nie jest zawsze najlepszym rozwiązaniem, musisz radzić sobie sama, ale wiedz, że zawsze masz u Mnie wsparcie.
- W takim razie zniknę z świata, usunę się w cień. Ja nie rozwiązuję problemów, ja je zostawiam znikając.
Anaid wiedziała, że z takim podejściem nie dotrze do upartej Des, zmieniła więc taktykę.
- Dobrze, usuń się. Zniknij. Wynoś się. Nikt nie chce Cię tu widzieć. Nikt Ci nigdy nie wybaczy!
Wilczyca o limonkowej grzywie zamknęła oczy oddychając chrapliwie. Zacisnęła kły i podkuliła długi ogon.
- Teraz rozumiesz? - szara patrzała smutnym wzrokiem na przyjaciółkę.
Destroy nie zmieniając pozycji pokiwała powoli łbem.
- Będąc tajemniczą nie mówiąc nic nikomu...- zaczęła mówić, po chwili An przerwała jej.
- Będąc sobą.
Destroy polizała ją po pysku i odeszła mówiąc
- Dziękuję Anaid - po jakimś czasie odwróciła się, nikt za Nią nie szedł - Przecież nie będę sobą - załamała się - Nie rozwiążę problemu będąc sobą...to jakby drugi Hitler rządził Polską...
----------------------------------------------------------------------------
Moje z serca, z mojego serduszka.
http://hecatehell.deviantart.com/gallery/#/d2ssf6e <------ zmieniam fotkę na tą
DestroySueySlim Oddech Piekieł (15:43)

16 października 2010

Przebaczą czy też nie? [Lady Destroy]

16 października 2010

Podkład: http://www.youtube.com/watch?v=kiiFc1huZIA

Demonica biegła sprintem przez las mijając brunatno-szare drzewa. Oszukała. Oszustka. Kłamliwa, dwuulicowa. Zatrzymała się gwałtownie. To jej rodzina.
- Ty debilko - warknęła do siebie
Ufała rodzinie. Ufali jej. Ufali. Łza spłynęła po jej poliku spadając na ziemię. Poleciały następne. Zlizała gorzkie łzy smoczym jęzorem. W tejże chwili zobaczyła przed sobą siebie. Siebie gdy przybyła do tej watahy. Nikt jej tutaj nie chciał. Jednak przywykli do Niej. Stała się jednym z HOTNowców. Quick. Light. Light - cios poniżej pasa. Śmierć przyjaciółki. Chciała pójść za Nią. Miała tego dość, tylko by iść za córką, w realnej rzeczywistości za przyjaciółką, najbliższą. Za Magdą. Czuła się bezsilna. Okłamała watahę. Niby wielkie nic ale okłamała. W jakiej sprawie? Wie Aldieb, wie Tiara, wie MiChan. Ale nie wie Scarlett. Czas by jej również powiedzieć. Nie mogła tak żyć. Ruszyła. Biegła bardzo szybko. W ciągu ułamku sekundy była gdzieś indziej. Tereny Mazurskiej Watahy. Czuła się tutaj bezpiecznie. Nikogo nie oszukiwała, nie miała powodu. W HOTN chciała być w centrum uwagi. Głupia szmata. Uśmiechnęła się do siebie ironicznie. Zadrwiła z siebie. Idiotka. Co Ona sobie myślała?!
- Luna? - usłyszała znajomy głos. Tutaj nazywali ją Luną, kto znał Lunę ten był tu od dawna.
- Sheila? - cofnęła się, Sheila - Alpha Mazurskiej Watahy. Niegdyś bardzo licznej. Dziś już nieistniejącej.
- Luna - Sheila podeszła do Niej - coś się stało?
- Nic.
- Wiem, że coś.
- Okłamałam rodzinę - wyszeptała ochrypłym głosem
- To coś poważnego?
- Nie wiem. Ale liczy się że okłamałam.
Amerykańska wilczyca (Sheila) oparła łeb na karku demonicy.
- Nie martw się - szepnęła jej do ucha - Rodzina to rodzina. Wybaczy.
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Leryn (Anaid) tak mówiła - uśmiechnęła się delikatnie, mówiła spokojnym, aksamitnym głosem
- Sheila, Ciebie również przepraszam - wyzwoliła się od łba amerykanki i patrząc na Nią zaszklonymi ślepiami dodała - muszę wszystko zacząć od nowa, zacząć żyć od nowa.
- Jeżeli zajdzie taka potrzeba, to zaczniesz żyć nowym życiem. Ale nie warto tracić tego, co jest cenne.
- Ale co?
- Twoja przeszłość i teraźniejszość.
- Nie rozumiem.
- Niedługo zrozumiesz - uśmiechnęła się pocieszająco.
- Dobrze, może zrozumiem. Dziękuję Ci.
- Bywaj, Luno. Mam nadzieję, że się niedługo spotkamy.
- Do zobaczenia. - odeszła opuszczając tereny MW. Może przebaczą? Nie wiadomo...
---
Źle dobrany podkład. Tyle.
DestroySueySlim Oddech Piekieł (11:27)

6 października 2010

Co trwa wiecznie, jest niebezpieczne. [Lady Destroy]

06 października 2010


Leżąc nad brzegiem jeziora leniwie zanurzyła łapę w wodzie która była bardzo zimna. Kościsty ogon zturlał się z brzegu uderzając o lustro wody. Machała nim bardzo powoli. Słoneczne promienie nagrzewały czarne futro wilczycy. Było jej coraz bardziej gorąco mimo silnego wiatru który bawił się jej sierścią. Schyliła się i napiła delektując każdą kroplą. Poczuła orzeźwienie. Powoli wygasało gdyż słońce wyszło całkowicie zza szarych chmur rozświetlając tereny Imperium. Podczołgała się bliżej jeziora i weszła do niego zanurzając się aż po kark. W żółwim tempie odległość Destroy od miejsca odpoczynku się zwiększała. Dwumetrowy ogon pomagał jej utrzymać się na powierzchni. Nie słynęła z doskonałego pływania. Szybko się to znudziło samicy. Zawróciła. Wyszła ciężkim krokiem otrzepując się. Wywróciła ślepiami. Słoneczko dawało o sobie znać.
- Destroy - usłyszała ochrypły głos Siostry która stała tuż przed Nią czyszcząc błoniaste skrzydła
- Ehm...- przechyliła łeb na prawo rozkładając jedyne lewe ucho do którego dostał się nadmiar wody
- Poranna kąpiel? Trochę za późno - stwierdziła Dilexi
- Po prostu jest za gorąco - podkreślając to wywaliła jęzor na bok pyska. Siostra obserwowała to przez dłuższą chwilę po czym odparła
- Mamy jesień. Nie lato czy wiosnę. Jesień - powtórzyła z lekko kpiącym uśmiechem
- Co Cię tak bawi? - zmarszczyła nos pytając
- Nic, tylko wyglądasz jak zagłodzony pies...
Des zerknęła na swoje żebra i miednicę - no fakt, okazała to ona nie była, kości przecierały już wytartą cienką skórę.
- A co Cię tu...- skrzywiła się lekko pokazując pyskiem na jezioro - sprowadza?
- Przechodziłam tędy. Ale gdy zobaczyłam Ciebie, Pani Świetna Pływaczko musiałam zajść i pogadać.
- Dziękuję Pani Błoniaste Skrzydełko - uśmiechnęła się jadowicie - A gdzie nasza "przyjaciółeczka"?
- Mówisz o Courtney, Netitity, Jessice...
- Dobra, nie ważne. Jak zwał, tak zwał. To jedna i ta sama osoba. Nie wymieniłaś jeszcze Vaneyla.
- Przerwałaś Mi - Dil zmrużyła niebezpiecznie oczy
- Oh, straszne. Doprawdy? - uniosła lekceważąco prawą brew
- Nie, no co Ty - uniosła wzrok do góry spuszczając go powoli na wysokość uszu Siostry
- Mów, co tam u ździry parkowej?
- Wszystko w należytym porządku.
- Słyszałam że przygruchała sobie jakiegoś faceta - poczuła, jak sierść na jej ciele pod wpływem ciepła zaczyna się kręcić.
- Ta, Funki Punkyego pewnie - zaśmiała się wrednie
- Nie obrażaj tazoosów - uśmiechnęła się przebiegle
- Destroy, baranku. - szepnęła ponętnie, wyszczerzyła się zaraz chamsko, śmiesznie ruszając brwiami.
- Wiem, kręci Mi się wszystko co włochate na Moim ciele, i co? Podskoczysz?
- Nie, gdzieżbym śmiała
- To dobrze. Wiesz, muszę już iść
- A gdzie to niby?
- Tam, gdzie słońce nie dociera - rzuciła i ruszyła przed siebie, w stronę polany.
- Des, Des, Des...
- Co? - zatrzymała się
- Idziesz na polanę? A wiesz, że ja się tam wybierałam?
- To chodź - zniżyła łeb robiąc rozczarowaną minę 
- Oj już nie płacz dziecko - pchnęła ją zadem w bok rechocząc cicho

***
Demonica spojrzała na czarne, nocne niebo. Tarcza księżyca była otoczona małymi, srebrnymi punkcikami. Westchnęła cicho przystając. Przerwała tropienie zwierzyny, wpatrywała się teraz w gwieździste niebo. Nagle przypomniała jej się rodzina. Jeżeli tak można nazwać grupę osób która niby była jej rodziną...
- Destroy - popielata wilczyca złapała małą demonicę za kark i przyciągnęła do siebie liżąc czule bo łbie. Des wtuliła się w matkę słysząc jej spokojny oddech i powolne bicie serca...
Żmijooka czuła to ciepło stojąc sama tu, w lesie. Nie odrywając wzroku od gwiazd w jej głowie pojawiła się kolejna sytuacja. Nienawiść. Nienawiść którą czuła do matki. Kavasa nie powiedziała jej, że córka zostanie pozbawiona rodziny i schronienia. Wygnana z watahy prowadziła życie na własną łapę. Pierwsze porażki, pierwsza walka o pożywienie. Później nadszedł czas na zwycięstwo. Pierwsze morderstwo. Zapach krwi która tryskała na około. Z niedoświadczonej wilczycy nic nie zostało. Zniknęła. Po paru latach powróciła. Silna i bezlitosna siejąca postrach. Nie miała kontaktu z innymi, samotność była jej rodziną. Kompletna pustka. Nagle zjawiła się w pewnym stadzie które było prowadzone przez klacz Wandessę. Myślała, że podporządkuje sobie Przewodniczącą. Nie miała czasu, nigdy jej nie widziała. Herd of The Night nie życzyło sobie Destroy wśród nich. Wściekłość coraz bardziej się gotowała w waderze. Wszystkich zabić. O tak. Zamordować, podciąć im gardła, utopić. Niech cierpią. Po pewnym czasie ktoś zadał jej pytanie. 'Dlaczego?' - tak brzmiało. No właśnie, dlaczego? Może wystarczy się trochę zmienić? Dała sobie ostatnią szansę. O dziwo jest już w Herd of The Night prawie że rok. Jest wśród przyjaciół. Ale nielicznych przyjaciół. Garstka osób za które oddałaby życie. Mówią że życie nie jest warte cudzego - ona była innego zdania. Tak, samolubna, egoistyczna, zawistna i zaborcza Des...
Przymknęła ślepia wciągając wilgotne powietrze w nozdrza. Rozłożyja jedyne ucho na bok, toksycznie zielone runy zaświeciły się. Otworzyła oczy tym razem już nie patrząc w niebo. Za dużo, za dużo, za dużo. Za dużo tego wszystkiego. Destroy. Rozejrzała się dookoła cofając o krok. Znajomy, ciepły głos. Quick. Poczuła się bezsilna i słaba. Całe jej życie. Był całym jej życiem. Póki nie zraniła go. Zraniła również siebie. Kiedy Quick odszedł, przestałaś być sobą - powiedziała kiedyś Scarlett. Przyjaciółka miała rację. Destroy niegdyś tajemnicza i beztroska. Dzisiaj to kopia Tiffany. Ciesząca się życiem. Destroy, co się z Tobą dzieje? Jesteś inna niż kiedyś... - powtarzała Skaza. Nikomu to się z jej znajomych nie podobało. Teraz Des miała pretensje do każdego o powagę..to nie było zabawne.
Gdyby nadal Quick tu był, błagałabyś go pewnie na kolanach, by do Ciebie wrócił...
Błagałaby. Błagałaby z różą w zębach klęcząc na gwoździach. Błagała. Milczał...nie odzywał się. Nie odzywał się na gadu - gadu ani nigdzie indziej. Zniknął tak, jak Omen Korvus - wilk który kochał czarne kruki i Destroy.
Pozabijam białe króliki i zrobię z nich rękawiczki dla Destroy...
Zmieniła się w Kruczowłosą i wyciągnęła z kieszeni żyletkę, przejechała nią po wewnętrznej stronie nadgarstka. Bolało. Ale mniej niż strata Omena, mniej niż strata Quicka. Nie bolało tak bardzo, jak utrata godności. Jak wszystko. Krew spływała po ręce. Zlizała ją powoli i nacięła skórę parę razy. Na drugiej wewnętrznej stronie ręki wyryła napis. Nic nie trwa wiecznie. Wyciągnęła jeden z woreczków w jej kieszeni. Kokaina. Otworzyła go i wyjęła drugi - LSD. Wsypała dwa narkotyki do jednego - THC. Pięknie. Pomyślała. Wdychając to, straciła przytomność. Osunęła się na ziemię. Krew z ran na jej rękach spływała strumieniami. Wiatr targał jej włosy. Zaczął padać deszcz. Krople deszczu wpadały do jej rozchylonych ust...
---
Banalne, proste. Dziękuję za uwagę.
DestroySueySlim Oddech Piekieł (18:49)

22 września 2010

Zadanie na Przywócę Zabójców. [Destroy]

22 września 2010

Pewien mag, można by powiedzieć osoba obeznana z życiem, szanująca prawa natury, żyjąca w zgodzie z nimi, mieszka w małej chatce za jeziorem, łamie niepisane zasady jakie Ziemia ustanowiła. Chce panować nad żywiołami, podporządkować je sobie, wszystkie. Przez to sprowadza kataklizmy na dolinę, którą zamieszkuje.  Owa dolina sąsiaduje z terenami naszego stada.  Twoim zadaniem jest unieszkodliwić  obłąkanego magika. Musisz uważać.  Bowiem potrafi on przyjmować różne formy. Może próbować wzbudzić w Tobie litość. Jedynym rozwiązaniem jest zabicie go.  Nie możesz się zawahać. Musisz pozbawić go życia przy pierwszym podejściu, nie będziesz miała innej szansy. Jednak najpierw będziesz musiała pokonać drogę do królestwa maga.

Destroy weszła na polanę, jej wzrok spoczął na Aldieb.
- Al, chodź na chwilę do swojej jaskini - rzuciła demonica, samica Alpha zaczęła iść w kierunku jaskiń, wilczyca o limonkowej grzywie ruszyła za Nią dorównując kroku. Gdy weszły do pomieszczenia, w którym Aldieb zazwyczał spędzała całą noc odezwała się.
- Więc co chcesz?
- Masz mapę do tego psychola?
- Jakiego psychola?
- No tego, dziadka - magika.
Al otworzyła szafkę i wyciągnęła zwój, rozwinęła go na ziemi przytrzymując po obu stronach łapami.
- Patrz - rozkazała - tu jest brama HOTN a dalej...
Des już nie słuchała przyjaciółki, gdy ta prowadziła dalej swój denny i niepotrzebny nikomu monolog wzięła w zęby mapkę i wycedziła.
- Dobra, już wiem, narazie. - owinęła mapkę kościstym ogonem i trzymała w górze.
Aldieb wiedziała, że Destroy jej nie słucha
- Trzymaj się

- A więc tak - demonica przekroczyła bramę terenów jej domu i szła prosto - mapka Mi nie potrzebna, dam radę. Ale nie mogę jej zgubić...a z resztą chrzanię to - syknęła i dotknęła jednym, czerwonym pazurem i lewej, przedniej łapy mapy która spaliła się zamieniając w popiół. 
Przymrużyła ślepia i szła przed siebię, dupa. Nie będzie słuchać innych, będzie iść drogą wskazaną przez instynkt. Po godzinie szybiego biegu stanęła na wzgórzu widząc wielkie zamczysko które było kilometr od miejsca teraźniejszego pobytu wilczycy.
- Waaa - zdumiona szła powolnym krokiem w stronę zamku. 
- Ale ty jesteś głupia - usłyszała głos Sythera który wyskoczył z wysokiej trawy - Myślisz, że ta posiadłość należy do tego maga?
- No a nie widzisz? Syth, właściwie co ty tu robisz?
- Mieszkam sobie. Ślepa jesteś...tam mieszka ten Mag - gronostaj wskazał pyszczkiem na małą, drewnianą chatkę po lewo. Wow, to małe coś to dom tego psychodowna? Podbiegła do chatki.
Obwąchała drzwi, gdy jej nos zetknął się z drewnianym domem poczuła silny chłód na karku, miała oszronioną grzywę. Dotknęła łapą jednej z zewnętrznych ścian. Powiał silny wiatr, straciła równowagę i upadła. Cholera, co jest?!
Z ziemi zaczęły wychodzić bardzo duże i grube korzenie, oplotły jej łapy i uniosły ku górze. Kurwa co to jest?!
Warknęła i próbowała rozerwać szczękami zielsko.
- Destroy, Destroy, Destroy - ochrypły głos rozległ się w okolicy, z chaty wyszedł magik - Biedna Des...
- Zamknij się, palancie.
- Oj, niegrzeczna. - zaśmiał się pogardliwie i przybrał postać rosłego basiora. Niezbyt oryginalne. Pnącza zniknęły a Destroy znowu upadła, podniosła się i rzuciła na wilka który zmienił się w samą ją. - Znam każdy Twój ruch, a ta grzywka... - dmuchnął powietrzem a limonkowa grzywa zatańczyła wesoło i oklapnęła znowu - nie pasuje, kotku. 
Skoczył na demonicę i przydusił ją, zmienił się spowrotem w starego czarodzieja. Odskoczył.
- Hamw Ohea! - krzyknął a czarna samica została zamknięta w elektrycznej kuli, gdy się poruszyła porażał ją prąd. - Oeh Tiau! - kula zmniejszyła się, ryzyko spotkania z prądem było znacznie większe. Te jego zaklęcia brzmiały jak sapnięcia i okrzyki Stanleja.
Aldieb miała rację, przy pierwszym podejściu. W głowie Destroy pojawiła się wizja o lekko zamazanym obrazie.
Wind Windoo Hart. Wind Windoo Hart. Co? Obraz się wyostrzył, ujrzała siebie jako nastolatkę ćwiczącą wiele zaklęć. Przypomniała sobie jedno, które mogło zniszczyć kulę. Odchyliła łeb w tył i zawyła głośno, elektryczna bania zadrżała. Nabrała dużo powietrza w płuca, wydała z siebie długi, wysoki skowyt. Magnetyczne linie zniknęły, Des wylądowała na czterech łapach. Skoczyła na starca i zacisnęła szczęki na jego szyi, głowa potoczyła się po ziemi rozlewając krew. Jego ciało przybrało postać płynnego metalu który wsiąknął w glebę. Obróciła się na pięcie i odeszła...
-------------------------------------
NAJGORSZE NA ŚWIECIE OPOWIADANIE =.=' nie dostosowałam się do zadania, cóż. Nie mam teraz ogólnie dużo czasu bo mam zamiar jechać znowu na zawody i codziennie przygotowuję się z psem >.>' a jeszcze jest dużo obowiązków...np. hm...dom? Tak, dom.
Dziękuję za wyrozumiałość, Baj De Łej....
Destroy - Desiozaur
DestroySueySlim Oddech Piekieł (16:49)