Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glola. Pokaż wszystkie posty

7 listopada 2011

Sama. [Glola]

[Fragment grupowego opowiadania, sam jeden wciąż jednak utrzymuje jakiś sens, nie trudno się domyślić do zaszło.]

Sama.

W małym pokoju o jasnych ścianach widniało tylko jedno, wąskie okno przez które czasem wpadały słabe promienie słońca, czasem smuga łuny księżyca. Zdarzało się że żar wylewał się przez nie, zdarzało i że deszcz spływał po białej ścianie. Deszcz spływał do małej, podłużnej rynienki która miała swój wylot w głębi jednej ze ścian. Owe srebrne naczynie zawsze napełnione było wodą.

I tylko dlatego ruda żyła.



Kafelki były jak zawsze nieprzyjemnie zimne i szorstkie. Leżała w kącie pedantycznie obrzydliwego pokoju. Leżała na boku a wystające żebra zdawały się nieomal przebijać skórę. Oddychała powoli, jakby w letargu. Raz po raz przechodziły ją dreszcze.

Wtedy powieki odsłoniły ciemne ślepia. Lisica zaczerpnęła powietrza, oddech zarzęził jej w piersi. Podniosła ciężko pysk by oprzeć go na łapach i wbić wzrok w drzwi zarysowane w śnieżnej ścianie jedynie pasmem szram. Nie było nawet klamki. Jak w domu dla psychicznie chorych… tak, to najlepsze porównanie.

Usłyszała jakiś szelest. Nie starała się nawet domyślić skąd. Jak zawsze zastrzygła uszami, nie mając siły się podnieść.

***

Nie, nie straciła nadziei. Wciąż wierzyła że moment kiedy przyjdą nastąpi, chociaż nawet ta wiara pokrywała się coraz większą warstwą kurzu.

Na początku starała się uciec, z całych sił. Próbowała doskoczyć do okienka, wcisnąć przez otwory w ścianach, jakkolwiek wydostać z pomieszczenia. Później jeszcze tygodnie siedziała tylko pod drzwiami przekonana że już lada moment ktoś po nią przyjdzie. Popijała zimną wodę z rynnny by zaciskając zęby zastanawiać się jak odwdzięczy się na ludziach za to co zrobili Aldieb i Jej. Wiele razy siadywała pod okienkiem skomląc cicho, błagając by już jakoś wydostali ją z tego okropnego pomieszczenia. I za każdym razem, za każdym razem kiedy słyszała jakiś odgłos, bez względu na okoliczności podnosiła się i nasłuchiwała, a jej małe serce przepełniało się na nowo nadzieją i radością.

Na początku rejestrowała momenty gdy rano traciła przytomność, by odzyskać ją dopiero południem, czuła się też wtedy najedzona i nie potrafiła sięgnąć w pamięć by ogarnąć co się z nią działo.

A teraz nie miała już siły. Wiele razy zastanawiała się, co się stało. Liczyła wschody słońca, lecz po dwóch miesiącach straciła rachubę czasu i przestała być w stanie.

Nie pamiętała już nawet zapachu wolności, widoku gwiazd, od miesięcy nie czuła pod łapami trawy ani promieni słońca na futrze. Nie widziała też nikogo.

Leżała tylko na boku, wiecznie pogrążona w dziwnym letargu, wciąż starając się wywołać sen, tak było jej wygodniej. Nie lubiła tych momentów w których otrząsała się z otępienia. W których uświadamiała sobie, że faktycznie… nikt nie przyszedł i nigdy nie przyjdzie.

Zapomnieli. Na początku wypluwała to słowo, przechodziły ją dreszcze. Jak mogli zapomnieć, przecież byli przyjaciółmi. A przynajmniej tak wielu z nich. Na pewno coś się wydarzyło, nie mogli. Nigdy wcześniej nie zapomnieli. Przecież lisica nie zapomniałaby o nich. Ale wtedy pojawiał się jakiś ciemny głos, który śmiejąc się zawadiacko powtarzał; Przecież pamiętali gdy byłaś kimś. Zaraz odsuwała go z przekąsem. Dla nich powinnam zostać tym samym, bliską osobą. Na pewno nie nikim. Jeżeli zapomnieli… przecież zauważą moją nieobecność, przecież nie zignorują jej. Przecież…

Przecież. Na tym zazwyczaj się kończyło.

- Ale nawet jeżeli naprawdę nie znaczę już nic, muszą przecież uwolnić Aldieb, prawda? – Szeptała sama do siebie starając się nie tracić nadziei. – Dlaczego mieliby mnie tu zostawić, dlaczego mieliby nie postarać się o to wyciągnięcie łapy jeżeli już tu będą? Nie muszą przecież robić całej akcji, to tylko jedne drzwi. – Szeptała wciąż nie zważając na łzy toczące się po jej futrze – łzy będące zaprzeczeniem każdego słowa.

Głos powtarzał; A dlaczego mieliby wyciągać? Nic nie znaczysz. Jesteś z własnej głupoty, wciąż chcesz zwrócić na siebie uwagę, nie musiałaś nigdzie wchodzić.

Chciałam pomóc. Chciałam tylko… pomóc.


Przekazałam gdzie jest Aldieb. Przekazałam Jah. Pomogłam. Chociaż troszeczkę.

Ja, wrzód na dupie która nieudolnie stara się skonać w białym pokoju.

***

I kiedy już na zaczerwienione od łez ślepia opadła kotara powiek, pysk bezwładnie lądował na posadzce a myśli odlatywały gdzieś daleko, świat stawał się bardziej miękki i bardziej kolorowy.

Ruda usłyszała szelest i podniosła się. Małe, ciemne serduszko zaczęło bić szybciej. Uniosła wzrok i dojrzała pyski wystające z małego okienka pod sufitem. Szczęście wypełniło rude ciałko po brzegi. Odbiła się od ziemi i bez problemu prześlizgnęła przez małe okienko. Kiedy uderzyła ją fala zimnego, rześkiego powietrza, ciemne ślepia wypełniły się łzami. Wylądowała na trawie poza swoją celą i obejrzała po przyjaciołach. Jak zawsze znajome twarze. Śmiała się, tak jak oni. Odczuwała taką euforię i szczęście że miała ochotę tylko biec przed siebie. I biegła, wszyscy biegli. Jej gęste, rude futro połyskiwało skąpane w świetle bijącym od księżyca. Żebra nie wystawały ani trochę, a kości nie przypominały kruchych patyków. Biegła przed siebie zachłystując się raz po raz smakiem wolności.

***

Leżała tylko na boku, wiecznie pogrążona w dziwnym letargu, tak było jej wygodniej. Nie lubiła tych momentów w których otrząsała się z otępienia. W których uświadamiała sobie, że faktycznie… nikt nie przyszedł i nigdy nie przyjdzie.

Kafelki były jak zawsze nieprzyjemnie zimne i szorstkie. Leżała w kącie pedantycznie obrzydliwego pokoju. Leżała na boku a wystające żebra zdawały się nieomal przebijać skórę. Oddychała powoli, jakby w letargu. Raz po raz przechodziły ją dreszcze.

3 czerwca 2011

RIP Glola [Glola]

Bez znajomości postaci i sytuacji w wirtualu nie ma szans na ogarnięcie tego opowiadania.
Przedstawia ono śmierć postaci, Gloli. Ostatnia część jest o Jah, która ma teraz wejść w ciało Gloli, na co czekała od bardzo dawna.
Powiązanie Gloli i Jah oraz wyjaśnienie znajduje się [TUTAJ]



~***~

"Śmierć zatańczy obok Ciebie. Bądź ostrożna.” – usłyszała od siostry.

Nie kwapiła się, a mimo to przyszła na wyzwanie wilka. Przygnębiona, pewna że kara klacz miała na myśli Jej córkę. W końcu choroba zwana losem jest wyjątkowo zaraźliwa. Najchętniej nie wyściubiałaby nosa ze swojej samotni do końca świata. Ale ktoś oczekiwał jej, pytał. Nie chciała walczyć. Nie miała siły się bronić. Osowiała nie dałaby nawet rady przywołać swojego demona.

How the fuck are we supposed to know…
When Im a monster, the way you refuse to die?
How the fuck are we supposed to know…
If were in love or if were in pain..?
You never said Ill end up like this.

Masywna wilczyca szarpnęła pyskiem po raz kolejny, kłami rozrywając tętnicę lisicy. Krew pociekła po gęstym futrze, zawiłe bordowe ścieżki oznaczyły trawę piętnem utraty sił. Ruda odruchowo kłapnęła na oślep pyskiem, ciemne ślepia przeszkliły się. Podkuliła łapy. Buchnęła żarem, ostatnim ogniem jaki zdołała z siebie wykrzesać wprawiła w rdzawy taniec otoczenie w promieniu kilku metrów. Języki czerwieni lizały poszycie. Najjaśniejszy płomień spowił rudą i jej zabójczynię, unosił się kilka metrów w górę. Kiedy iskra w ślepiach gasła, futro płowiało. Świadomość odpłynęła. Wkrótce i płomienie tliły się już tylko tu i ówdzie pośród popiołów.

I drained my heart and burn my soul,
I trimmed the cord to stop my growth .
I pray to die in space,
To cover me in snow.

Zimny dreszcz przeszył cielsko bestii. Zaśmiała się krótko, wyszczerzając pożółkłe kły w nienaturalnie szerokim uśmiechu. Kroczyła, a każdy kolejny krok był chaotyczny, przypadkowy. Jakby porwany ciąg słaniającego się, wijącego przez tiki nerwowe potwora. Wydała z siebie cichy pomruk, dostrzegając dywan kwiecia posoki pośród popiołu. Zatrzymała się o krok przed ciałem i postawiła uszy, spuszczając pysk. Jakiś grymas wykrzywił jej oblicze. Wzdrygnęła się, odruchowo przekrzywiając głowę na bok, uderzyła łysym ogonem o ziemię. Polizała czoło rudej postaci i odskoczyła energicznie, prychając cicho. Pusta, pusta, pusta. Parzy. Szkoliła się. Starała. A ktoś zrobił wszystko za nią. Pusta. Już, teraz. Przecież umiesz. Najeżyła szpony, którymi pokryty był jej grzbiet. Podskakując radośnie podeszła raz jeszcze do ciała. Stąpanie po owych popiołach sprawiło że krew pociekła z jej opuszek. Zdziwiona uniosła łapę. I zaraz wykrzywiła pysk w uśmiechu aż po blizny niemal pod oczyma. Umiesz. Szkoliłaś się. Na moment zgarbiła plecy w jakimś opętańczym tiku, po czym skupiła spojrzenie na łapie. Zaraz później czarny ogienek okalał jej szponiaste odnóże. Zaśmiała się przez zaciśnięte kły. Umiesz. Rzuciła ukradkiem spojrzenie za ciało przed sobą, by po chwili zastanowienia, podczas którego to bez skutku usiłowała rozważyć sens czynu, położyć płonącą łapę na jego boku. Patrzyła z obłąkańczą radością w ślepiach jak lisica zajmuje się ciemnym żarem.

1, 2, 3, he is a speed bump mannequin…
1, 2, 3, he can’t move just stand still…

12 stycznia 2011

Jah? Kimże jesteś? [Glola/Jah]

Muzyka:
http://www.youtube.com/watch?v=PtlemJ0BNQU&feature=related

||: Jeżeli dasz radę przeczytać do końca będę Cię wielbić. Prawda i historia Jah. I hope you like it.


Ta chwila utkwiła w pamięci już do końca. Nie końca życia, kruchego przecież jak leżąca na parapecie od lat porcelanowa lalka, a końca istnienia. Wokół nie było już prawie ludzi, noc zatopiła w swej posoce otoczenie po kres horyzontu. Trudno spamiętać numery rejestracyjne, czy pogodę.
Dwa obrzydliwe, żółte oczyska reflektorów łypiąc sprzed czarnej maski oślepiły smugami jasności. Oddech ugrzązł w piersi, na ten ułamek sekundy ciągnący się w nieskończoność serce przestało łomotać. Nie zdążyła wydusić z siebie nawet słowa, a słowem tym byłoby”dziękuję”.
Struga delikatnych krwistoczerwonych chabrów ozdobiła ulicę jednocześnie znacząc ją piętnem śmierci. Rdzawe smugi,niby wstęgi zawiązujące sojusz życia ze śmiercią. Dywan agonii coraz szczelniej pokrywał jezdnię naokoło jej ciała. Ktoś zasłonił usta dłonią, ktoś krzyknął, ktoś uciekł z miejsca wypadku. A Ona leżała, niemymi przeszklonymi oczyma wpatrując się w nieboskłon,starając się odnaleźć sens w konstelacjach gwiazd.
***
Ruda smukłymi łapkami stąpała po zamarzniętej tafli Storm Eden, niebo pełne gwiazd niemalże na wyciągnięcie dłoni było tak piękne. Od jakiegoś czasu wyczuwała tę woń niepewności, odór śmierci czy strachu. A sączył się on tylko do jednej postaci. Wraz z narastaniem zapachu narastała też niepewność w jej sercu. Ale tym razem nie był to omam.
Wielkie,masywne cielsko natarło od boku, pchnęło ją. Lód zaskrzypiał niepewnie,pękając pod naporem ciężaru potwora. Świat zawirował, tępy ból w okolicy żeber świadczył o upadku. Jeszcze raz coś potężnego szarpnęło ją i pozostawiło leżącą na ziemi, obolałą. Zaskomlała cicho, poczuła w pyszczku krew. Kto i za co…? Potrafiła odpowiedzieć na pierwsze pytanie. Otworzyła oczy i ujrzała wielką bestię. Żebra i kręgi wyraźnie rysowały się na jej wychudzonym cielsku. Wężowy język wynurzył się z jej uzębionej paszczy, by znów zniknąć w jej otchłani. Szła w kierunku lisicy. Poruszała się jak wąż. Ucieleśnienie strachu, z długim pyskiem wiecznie wykrzywionym w zawadiackim, nienaturalnie szerokim uśmiechu.Podeszła, sadzając wielkie łapsko na szyi rudej. Lisica starając się ją odepchnąć wiła się, nie bacząc na honor czy kpiarskie spojrzenie.Fukając cicho przekrzywiła pyszczek i zdołała zatopić kły w łapsku. Bez reakcji. Kiedy wielka spojrzała jej w oczy, ryże ciało zastygło. Przez chwilę tak spoglądały na siebie w milczeniu, uwięzione przez czas z gwałtu bestii. W jej ślepiach migotała frustracja. Rozbiegane, a jednocześnie tak spokojne. Błękitne jak gdyby obejmowało wszystko wąską źrenicą, pałało jasnością odcinając się kontrastem od czerni futra,ciemne zaś, zamglone było przerażająco spokojne. Strach szarpnął rudym ciałkiem. Ona wiedziała. Wydała z siebie barytonowy pomruk.
-Jestem Glola, królowa tych terenów, zostaw mnie. – Syknęła przez zęby lisica. Łapa nie dusiła jej, ale ograniczała ruchy. Szpetny,drażniący zmysły rechot potwora poniesiony echem nocy rozszedł się po polanie.
-TY?! – Zaczęła, unosząc wargi, ukazując żółć szeregu ostrych kłów. – Ty jesteś królową Ty jesteś królową! Wszystko zniszczyłaś! Wszystko! -Charczała. Buzująca w niej konsternacja zdawała się uchodzić. – Ja byłam kimś! Wszyscy mnie kochali! Byłam przyjacielem wszystkich! Byłam słodka, byłam zabawna, byłam piękna! – Z każdym słowem napierała naszyję lisicy coraz bardziej. Ruda zacharczała, a ślepia zaszły jej łzami. Otworzyła pyszczek nie mogąc odetchnąć.Przestała się miotać. -To wszystko Twoja wina! Wszystko zniszczyłaś! JA JESTEM POTWOREM! -Przepełniony frustracją krzyk powoli zamieniał się w lament. Wielkim cielskiem wstrząsnął dreszcz.
- Jak mnie zabijesz umrze ostatnia nadzieja dla Ciebie… – Wyszeptała ostatkiem życia.

Zakazana HISTORIA JAH opowiedziana po raz pierwszy
Lairai od dziecka uzależniona była od leków uspokajających. Brała coraz to większe dawki. W końcu przestały na nią działać dawki śmiertelne valium, które brała codziennie. Stracona została z początku maja2010.Miało to ścisły związek z jej córką, która w rzeczywistości niebyła z nią spokrewniona i Lordem Deathem.
Glola umarła naturalnie w wieku czterech lat, przed majem 2010.
Ich dusze były połączone, jak mawiali Indianie najbliższe sobie serca ze wszystkich. Związane ze sobą magicznie.

Aspeney wskrzeszała do ciała Gloli. Robiła to wbrew naturalnemu przebiegowi,opierając się na własnych umiejętnościach. I dziwnym trafem do ciała lisicy trafiła dusza Lairai.

Ta szybko zauważyła, że aby żyć w spokoju musi podawać się za zwierzę. Mając odmienny charakter od rudej zmieniła jej… swoje w tej chwili życie. Przede wszystkim jako beta hotn odsunęła się od niego. Wprawiając wszystkich w osłupienie przestała zachowywać się jak głupie dziecko, a jak przystało na Lairai stała się poważniejsza i bardziej kobieca. Starała się by prawda nie wyszła na jaw, naśladując rudą jak mogła. Nikt jednak nawet nie wpadł myślą na tę zamianę. Pokochała Renoiego, odnajdując w Nim Margotha i ułożyła sobie zwierzęce życie.

Tym czasem Glola, czy raczej Jej duch, niematerialna dusza była już w drodze do realnego świata. Jednak poprzedzona przez kogoś wprowadziła w między świecie nutę chaosu. Kontaktowała się z szamanami, na czele z tymi których magia jest zakazana, bo tylko ci mogli jej pomóc. Czarnymi siłami ubrali duszę w ciało Lairai. Jako kobieta Glola chodziła po świecie 24godziny, podczas których magia szamana walczyła wewnątrz duszy Gloli z magią która zabiła wampirzycę. I magia która zabiła wampirzycę wygrała,ponownie przerzucając Glolę (już z uzależnieniem od Valium i lękiem przed samotnością – sposobności Lairai) do zaświatów.Tam coraz bardziej rozgoryczona zagłębiała zakazaną magię u najpotężniejszych szamanów, by tylko dostać się do świata żywych i odzyskać własne rude futro i czarne ślepka. Chciała znów żyć. Udało jej się zmaterializować,lecz tym samym ściągnęła na swój kark cienie mroku,gromadziła w swojej podświadomości złe moce. Zmaterializowana, niczym potwór, coraz bardziej z resztą zagorzały zmusiła bliskiego przyjaciel aby ten oddał jej swoje ciało, sam wcielając się w truchło jakim się zmaterializowała [ten fragment tu] .Dawczyni była samicą rasy syberian husky, błękitnooką o imieniu Allelujah. I tak powstała Jah. W momencie nieczystej zmiany ciał,nienawiść do osoby która ukradła jej lisią postać rozsadzała już Glolę.Ciemne dusze przyczepiły się na zawsze, szpecąc jej ciało. Czarne, prawe ślepie Gloli lewe, błękitne ślepie Allelujah. Schizofrenia spowodowana uzależnieniem od valium, nasilonym po stu kroć przez wszystkie zakazane obrządku rozsadzała jej umysł. Gloli nie udało się przejść do końca do realnego świata, a przynajmniej ten świat wygląda zupełnie inaczej w jej oczach. Błądziła zbyt długo między światami,gdzie iluzja idzie w parze z prawdą, a sen z rzeczywistością. Zbyt długo hodowała w sobie wściekłość i złość. Nie myśli już racjonalnie,jest agresywna i zabija dla własnej satysfakcji. Zaczęła to, by powrócić do ciała które zajęła Lairai, teraz nie wie już kim jest,dlaczego. Dlaczego. To pytanie zadaję sobie w kółko.

- Uspokój się.. coś wymyślimy Glolu…-

9 września 2010

HOTN metalowym łańcuchem wyrysowane. [Glola/Jah]

09 września 2010

Długi, mosiężny łańcuch.
Jedno ogniwo, zaczynające wszystko, zaczynające historię.
Po krótkim okresie czasu, dołączyło drugie. Później trzecie, czwarte, tak dalej.
Wszystkie razem coś tworzą, nawet bez jednego ogniwa, reszta upadnie.
Niezniszczalne, każde po kolei wkłada wysiłek w to, by cały łańcuch istniał.Tak ogniwa wymieniają się, niektóre rdzewieją i upadają, inne stają się ciężkie.
Kiedy któreś z nich upada, pierwsze podnosi swoją część, tak by reszta za umarłym mogła dołączyć.
Ogniwa wymieniają się. Łańcuch powiększa się, jednak nie pozwalają mu się zamknąć.
Ciągle dołączać mogą nowe części. Kiedy którekolwiek z nich rezygnuje - odchodzi. Poza pierwszym.
Pomaga innym ogniwom dołączyć, stara się wręcz, by łańcuch był mocny, by był w stanie przetrzymać wszystko.
Trwa to latami. Podczas kiedy ciągle dołączają świeżo wykute, zdolne trzymać za sobą, pierwsze jest już wypalone. Ulewy, śniegi, słońce, sam czas. Nowym nie sposób zrozumieć "Jak? Jak można być zmęczonym jedynie trzymaniem reszty ogniw?". Zardzewiałe, zmęczone wszystkim.
W końcu upada. Pierwsze ze stukotem zderza się z ziemią. Nie może dać sobie spokoju, jednocześnie pozostawiając resztę łańcucha za sobą. Tak więc reszta spada za nim.
Reszta tworzy jednak już na tyle mocny łańcuch, że jest w stanie trzymać się samym sobie. W większości właśnie świeżo wykute ogniwa, pewne zwycięstwa ponad wszystko, pewne swojego.
Jest on jednak już na tyle długi, że o wiele łatwiej go zamknąć. Wszystkie ogniwa łańcucha będą nawet zadowolone z odciążenia. Łatwiej będzie im się trzymać razem. Niektóre nawet nie świadomie, towarzyszą temu procesowi, nie mają jak tego zauważyć, będąc jednymi z wewnętrznych.
Tak więc łańcuch się zamyka, tworzy okrąg. Okrąg o idealnych rysach. Jednak okrąg.
Upadłe ogniwo patrzy z ziemi na resztę metalu i słyszy wciąż "sorry, swój łańcuch już straciłaś. Nie jesteś potrzebna, mamy siebie. Tworzymy już okrąg." Są to słowa wypowiadane głównie z ust jeszcze zupełnie czystych i nowych ogniw, które nie przeżyły nawet jednej trzeciej tego, związanego z całą masą, co pierwsze.
Które są tylko małym wycinkiem historii, które stworzyło pierwsze. Które są aż częścią łańcucha.

Jah (00:54)

10 sierpnia 2010

You do not want, do not understand. [Glola]

10 sierpnia 2010
You do not want, do not understand.

Proszę, wyobrażajcie sobie dokładnie co czytacie. Bądźcie obok postaci. Czujcie na sobie jej oddech. Patrzcie na nią. I czekajcie, co zrobi.

You do not want, do not understand.
Muzyka:
http://www.youtube.com/watch?v=3OkFLdPaoZQ&feature=related

***
Boli mnie. Niech boli inaczej. Proszę, pozwól. Nie, przestań! Przestań! Odejdź. Lub bądź. Przestań być złudzeniem. Bądź. Zobacz mnie. Usłysz mnie. Zrozum mnie... Proszę...
Jedna kropla padała za drugą. Obijały się o podłogę, pozostawiając rdzawe smugi. Większe skupiska przelewały do wgłębień, między białymi płytkami.
Zimno mi...
Podejdź. Przytul. Okaż się, być materialnym. Nie znam Cie. Ale kocham. Bo jesteś tu ze mną. Zostań, proszę. Swąd stęchlizny. W powietrzu woń cierpienia. Boli mnie. Tak długo biegłam. Nie wiem gdzie jestem. Nie możesz sprawić mi cierpienia. Chociaż Ty. Proszę. Zdajesz się mnie nie widzieć. Dlaczego?
 Tak bardzo zimno...
***
Stała nad małym, trzęsącym się stworzeniem. Wielkie cielsko poruszało się  rytm oddechu potwora. Łypała ogromnymi ślepiami, wprost w zielone oczka, jednak zdawała się ich nie zauważać. Przeszedł ją dreszcz. Nerwowym tikiem podniosła masywną łapę i zaorała deski czarnymi pazurami, pozostawiając szramę.
Postać przed nią znów zaniosła się szlochem i przysunęła do zagraconej ściany. Nie myślała. Z gardła zwierzęcia wydobywał się cichy charkot. Błękitna tęczówka emanowała jasną poświatą, ciemna zaś była zamglona. Machnęła ogonem, przypominającym szczurzy, zaczepiając jedno z pudeł i zrzucając je na ziemię.
Nagle kolejna kropla krwi, jedna z licznych, sączących się z ciętej przez metalową żyletkę rany kapnęła na podłogę. Rozprysnęła się, zderzając z posadzką. Dziewczyna wstrzymała oddech, widząc, że potwór znieruchomiał. Woń krwi.
 Bestia postawiła uszy. Jej spojrzenie stało się mniej mętne. Zwróciła wzrok ku dziewczynie, tym razem skupiając go na niej. Włosie na grzbiecie natychmiast stało się sztywne i najeżyło, odsłaniając srebrne kolce, wystające z ciała. Skuliła uszy, wykrzywiając z wolna pysk, w nienaturalnie szerokim uśmiechu. Uniosła czarne wargi, wydając z siebie warczenie.
Kły, z jakiegoś błyszczącego metalicznie kruszca odbiły smugę światła. Atramentowa maź spłynęła po brodzie skubba.
Czarna sierść wilka, wyraźnie przerzedzona, w połączeniu z blizną na karku, ciągnącą się po łopatkę, dodawały sytuacji grozy. Pudełko sturlało się, trzeszcząc jeszcze przez chwilę. Kruczoczarny, rozwidlony język wysunął się na ułamek sekundy, by znów zniknąć w uzębionej paszczy. Widzę Cię. Widzę. Mięśnie naprężyły się w jednej sekundzie.
Skoczyła, niczym cień...
***
W ciemności nie dało dostrzec się nic. Poza wielkimi, białymi kostkami domina.
Dudnienie. Część pada na drugą, powodując jej upadek. Tak kula toczy się bez przerwy.
Giną jedna po drugiej. Na końcu ich drogi ja. Śledzę każdą upadającą kostkę.
Wiem, że w końcu padnie i ta, pod którą ja stoję. Świadoma, że każda minuta, sekunda dzieli od końca.
To, co czuję, nie jest niepokojem.
Ostatni będzie strachem, jednak po nim nastąpi cisza.
Dudnienie. Niczym w zegarku.
***
Tylko częścią wszechświata. Małą, malutką. Nie pozostanie ślad. Nikt nie będzie pamiętał.
***
Wyszła z szopy. Blady księżyc oświetlił stopniowo masywną bestię. Ciemne futro nasączone było posoką, jako, że lubiła bawić się ludzkim ścierwem. Jak każdym.  Zatrzymała się na chwilę, zlustrowała otoczenie odległym spojrzeniem. Tak długo napawała się cierpieniem i strachem. Były to jej ulubione narkotyki. Oblizała długi pysk z rdzawej cieczy. Rześkie powietrze dotarło do jej płuc, co sprawiło przyjemność, chociaż wolała swąd krwi. Wytrzepała suche futro i ruszyła przed siebie wolnym krokiem, zupełnie nie płynnym. Prowadźcie łapy. Znacie przecież drogę.
Nie zjadła. Zmasakrowała.
***
Kostka spadła.
Nawet zgniłe deski, którymi ktoś zabarykadował okna, były zupełnie przesiąknięte krwią. W tle szczątków dziewczyny o bladej cerze leżała srebrna żyletka. Umoczona w rdzawej cieczy, wyróżniała się błyszcząc metalicznym blaskiem. Śmierć, która odwiedziła starą szopę krok w krok za cierpieniem była wyjątkowo brutalna. Wciąż słychać było uporczywe kapanie. Ten sam płyn, ta sama ofiara, inny napastnik.
 ***
Nie sprawiaj sobie bólu sam, bo ktoś inny zrobić może to inaczej.
Podoba ci się, gdy masz pod kontrolą.
Myślisz że cierpisz, nie widziałeś cierpienia.
Nie czułeś.
Okaleczasz się, bo czujesz ulgę.
Ale konsekwencje będą kroczyć za Tobą do końca.
Koniec, nieunikniony, może nastąpić wiele wcześniej.
Nie chcesz zabić, chcesz poczuć.
Poczujesz, innym razem zabijesz.
Bez sensu...
Wszystko bez sensu...
Jah(20:47)

9 sierpnia 2010

Opowiadanie stadne cz. 7 [Glola]

08 sierpnia 2010
Opowiadanie stadne cz. 7
__
- Pobiegli! No poszli sami kura! - Warknęłam, kręcąc się w kółko, kiedy postacie stawały się coraz mniejsze,
a ich zarysy powoli znikały w blaszanym budynku.
A ja? To, że jestem mniejsza, że nie umiem walczyć, że jestem ciapą, że być może zepsuje im całą misję,
że nawet biegnąc potykam się o własny ogon i jestem beznadziejna dokładnie pod każdym względem, NIE oznacza, że nie mogę z nimi iść!
- Glo, spokojnie. Oni zaraz wrócą. Zaraz... uratują Aldieb i wrócą... - Birdlay uśmiechnęła się do mnie, chociaż widziałam, że wewnętrznie wie, co czuję. - Oni się o Ciebie martwią. - dodała, patrząc mi w ślepka.
Martwią. Jestem przecież dokładnie nikim. Nie znaczę również nic. [I internet mi nawala...]
Skuliłam uszy i ruszyłam w stronę budowli.
Znajdę ją. Znajdę ją sama i pokażę wszystkim, że nie jestem zwykłą lisicą.
Że jestem... bardzo pożyteczną lisicą.
Kiedy byłam już pewna, że Aspeney, Tee i reszta są we wnętrzu, zaczęłam rozglądać się za innymi drzwiami.
"Glolć, zostań, to niebezpieczne" mruknęłam cicho przedrzeźniając Szerę.
Zbyt niebezpieczne dla mnie? Prychnęłam cicho, jednak efekt naburmuszonej
super bohaterki zepsuł mi nieco korzeń, z winy którego to wyłożyłam się na trawie jak długa.
Wstałam szybko, rozglądając się, czy aby nikt tego nie widział. Pusto.
Podniosłam pyszczek z powrotem w górę. I wtedy zauważyłam dziwną rurę, wystającą z budynku.
Postawiłam uszy i podbiegłam do niej. Wsunęłam nos i pociągnęłam. Nie śmierdziało.
Dlaczego miałoby śmiedzieć...? Oo'' Tego nie przemyślałam.
Jak rura, to śmierdzi, oczywiste, prawda?
No ale. My tu gadu-gadu, a tam Aldieb czeka na ratunek.
Wskoczyłam do rury, wciągnęłam kitę i ruszyłam.
Kiedy tak szłam i zaczynałam się zastanawiać, gdzie mnie ta rura doprowadzi, jaki jest właściwie cel i jakie jest prawdopodobieństwo, że trafie ją do Aldieb, usłyszałam dziwny głos, jak gdyby szum fali.
Zatrzymałam się, starając się dociec z której strony rozlega się on, by w owym iść, ale zdałam sobie sprawę z tego, w ilu kierunkach iść mam możliwość.
Ruszyłam lekko pochylona, by nie zawadzać o górę rury, truchtem przed siebie.
Starając się poruszać bezszelestnie, sunęłam tak, kiedy znów usłyszałam szumiący odgłos, tym razem wyraźnie podemną i klęcie ludzkim głosem.
Zwolniłam, patrząc pod łapki.
- NO ZNOWU SIĘ ZATKAŁ DO CHOLERY! - Krzyk ludzkim głosem sprawił, że zatrzymałam się, jednocześnie dostrzegając dobrze zakamuflowaną kratkę wentylacyjną kilka kroków przedemną.
Była w kolorze podłoża, niemal zlewając się z nim. Była jednak też luźno położona, tak,
że z łatwością mogłam ją odsunąć.
Podbiegłam do niej i spojrzałam w dół. Znów szum.
Jak się okazało, byłam w rurze wentylacyjnej. I spokojnie mieściłam się w kratce. Jednak co zrobić, skoro podemną stoi... właśnie.
Zmrużyłam ślepka, by przyjrzeć się dwunogowi.
Miał żelazną łapę... woow, cyborg.
Ten stał w dziwnym, małym pokoju, przy... muszli klozetowej, całej zatkanej papierem i raz co raz
spuszczał wodę, powodując szum.
O kurde...
Faktycznie się zatkał.
Człowiek przeczesał włosy i znów bąknął jakieś przekleństwo, patrząc z niechęcią w muszlę.
Podszedł do umywalki, umył dłonie, szczerząc się do lustra i ruszył w kierunku drzwi.
Nie...
Nacisnął na klamkę i pchnął wrota.
NIE!
Odsunęłam kratkę łapą i już chciałam skakać, kiedy zdałam sobie sprawę z wysokości, na jakiej znajduje się
sufit, a w tych okolicznościach i ja.
Człowiek wyszedł i zgasił światło.
Co mam zrobić?
Kiedy tak zastanawiałam się nad wyjściem z sytuacji, doszłam też do niesamowitego wniosku,
że w takim razie nawet cyborgi srają. To może się później przydać.
Pacnęłam się łapą w pysk. Chyba ze mną coraz gorzej.
Dobra, zeskoczę. Nie mogę tyle tu siedzieć.
***
Syknęłam cicho, wciąż jeszcze masując plecy, które chyba ucierpiały podczas owego skoku.
Westchnęłam cicho, wstałam i podeszłam do wielkich drzwi, przez które wyszedł człowiek. A raczej cyborg.
Stanęłam na tylnych łapkach, starając się przednimi dosięgnąć klamki. Za wysoko... za wysoko.
Podskoczyłam, jednak musnęłam ją tylko pazurkami.
Super, świetnie. Utknęłam w małym, ciemnym WC, na dodatek z zapchanym kiblem.
Myśl Glo, myśl.
Siedziałam przez chwilę zastanawiając się...
MAM!
Podeszłam do rolki papieru toaletowego i rozwinęłam go pyszczkiem.
Dobra, to musi wypalić. Przecież widziałam już, jak to działa.
Wskoczyłam na deskę z papierem, później wyżej, tak, że siedziałam obok sprzączki, służącej do spuszczania wody.
Rozwinęłam rolkę jeszcze bardziej i wrzuciłam ją do muszli.
Uśmiechnęłam się złowieszczo.
Spuściłam wodę.
***
- OLEAR! CO TO DO CHOLERY MA BYĆ!? - usłyszałam kobiecy krzyk, kiedy woda, z kawałkami papieru,
niczym statkami wypłynęła pod drzwiami, ukazując się lokatorom, wciąż siedzącym w drugim pokoju.
Facet przeklął. Co za niewychowana para... Tylko się drą i klną.
O ou... A ja? Zeskoczyłam z toalety, szybko wbiegając do jednej z niedomkniętych szafek.
Wyciszyłam oddech, kiedy światło w łazience się zapaliło, a ja usłyszałam zgrzyt drzwi. Zaraz po nim jakieś nogi, jedna bardzo owłosiona, druga żelazna mignęły mi przed oczami.
Znoowu powiedział słowo, które zastąpić powinno się cenzurą.
- Kochanie, zaraz to odetkam, dobrze? Dokończę pić. - Mruknął przymilnie w kierunku drugiego pokoju.
Powstrzymałam drżenie łapek.
- Nie, nic nie odetkasz. - Warknęła ta. - Ani się nie napijesz. Mamy intruzów. Chodź! Wołaj resztę!
Niech zostanie tylko Zolda! - Facet wyszedł z
łazienki i zniknął za drzwiami, zostawiając je otwarte. Nie zgasił nawet światła. Phi...
Kiedy odgłosy ucichły, ludzie wyraźnie się wynieśli, wysunęłam się z szafki i wyszłam z łazienki, kuląc się, by w razie czego pozostać niezauważoną.
Pusto. A woda pływa.
Eureka.
Oblizałam pyszczek zadowolona z wyzwolenia się z łazienki.
***
Dobra, teraz gdzie dalej w stronę Aldieb... Rozejrzyjmy się.
Wstałam, by móc się swobodnie obracać i zrobić panoramę |D
Na lewo. Wielkie, masywne, błyszczące i wyraźnie srebrne drzwi, przedemną wysoki stół, z porozwalanymi
kartkami, białe ściany, okien brak, jarząca się żarówka nademną, podemną woda z kibla,
za mną, przy ścianie pies. Pies? AA PIES! Syknęłam obracając się i chowając odruchowo za nogę stołu tak.
- Czyżbyś wreszcie mnie zauważyła, madame? - zapytał. Hum. Rozumiem go, nie jest źle. Stał tuż przy drzwiach
łazienki, musiał mnie obserwować od początku. Mruknęłam coś pod nosem i wyszłam zza nogi stołu przypominając sobie o swojej dumie, a raczej tym, że dumę tę miałam odzyskać właśnie dzięki tej misji.
A ten typ nie wygląda na głodnego krwi, a jakby chciał mi coś zrobić, już by to zrobił.
Wysiliłam się więc na pewny głos.
- Widziałam Cie od początku. I..
***
Pies okazał się być bardzo przyjaznym. Przypominający owczarka niemieckiego, o żelaznej łapie.
Opowiedziałam mu co mnie tu sprowadza i jak ze mną jest, jak jest z Aldieb.
On wydał, że na tych terenach jest więcej obozów, a w owym są jedynie gryzonie. Aldieb z tego, co wiem, do owych nie należy. Badają tutejsze zwierzęta, nawet owady.
Póki jest to zablokowane, nie może on poruszyć metalową częścią swojego ciała. Tak samo z resztą jak każdy z tutejszych ludzi.
- Jak możesz nie wiedzieć po co je badają, skoro jesteś tu od tak dawna? - Zapytałam w toku rozmowy.
- Hh... Glolu, widzisz, nie wszystko jest takie proste. Proszę, pociągnij za to sprzęgło.
I przepraszam Cię.. muszę. Pamiętaj, Aldieb jest w obozie numer trzy. Ten ma numer jeden. - Wskazał nosem
pewną równoważnie, małą, metalową, wbudowaną w ścianę. Skinęłam pyszczkiem i z pełnym zaufaniem podeszłam do ściany, po krótce wykonując i prośbę.
Natychmiast zostałam przygwożdżona do ściany cielskiem wielkiego psa. Pisknęłam i stanęłam w płomieniach.
Ten odsunął się, splunął i złapał mnie za kark w zęby.
- Tak bardzo chcesz wiedzieć, co robią w tych obozach kochana? Dowiesz się. Nie ma problemu. -
Wyrywałam się, starałam podrapać go, jednak żelazne szczęki nieczułe były na nic.
***
Rzucił mną o ścianę. Dysząc ciężko zaskomlałam. Nie miałam siły już na nic. Tliłam się małym ogienkiem.
Bolała mnie już każda łapa. Bezwładnie opadłam na podłogę, znieruchomiałam.
- Zostaw mnie. Czego chcesz? - Zapytałam cicho, niepewna już niczego. W pokoju, do którego mnie zawlekł było
ciemno.
- Ja? Niczego. Słyszałem o Was. Słyszałem. Chcecie zabić moich właścicieli. Moich kochanych panów.
Nie obchodzi Was nauka. Nie obchodzi Was nic, oprócz waszych nędznych dup. - Warknął. Jego złote ślepia żarzyły się w ciemności. Piana kapała z pyska. Skąd ta nagła zmiana? Chyba już sama za tym wszystkim nie nadążam.
Usłyszałam głos Aspeney
"WYPROWADZAMY ICH NA ZEWNĄTRZ!'"
Tak! Zaraz skopią im tyłki, zaraz ktoś mnie uratuje...
zaraz...
Mruknęłam coś pod nosem, czując jak krew cieknie mi do pyszczka.
Nagle pokój oświetliła mała, żółta żarówka, wisząca łyso na suficie.
Do pomieszczenia weszła wysoka kobieta, tupiąc żelazną nogą.
Warknęłam, widząc tę postać. Spojrzała na mnie z wyższością. Pochwaliła psa, uśmiechając się sztucznie i mrucząc "co my tu mamy" wyjęła zza pazuchy z plakietką, na której krzyczało wręcz czerwonym pismem "ZOLDA" strzykawkę. Kiedy nacisnęła na spust owej, biała ciecz trysnęła w górę.
Za szybą zamajaczył cień.
Igła wbiła się w jedną z moich łap, nie byłam w pełni świadoma, wszystko działo się za mgłą, za pewne z powodu bólu, który był w stanie idealnie stłumić wszystkie bodźce.
Czego odemnie chcą...
Kiedy wstrzyknięta ciecz dostała się do krwi, wszystko stało się jeszcze bardziej rozmazane...
Między światami...
Czyli zaraz spotkam...
Jah. Siedziała ciągle w jednym z kątów pomieszczenia i patrzyła na mnie. Kobieta mówiła coś do psa.
Skubb uśmiechnął się nienaturalnie szeroko i podszedł do mnie chodem dziwnie nierównym, niepłynnym.
- Powiedz im... Powiedz, że Aldieb jest w obozie trzy... - wyszeptałam. Ta nie odzywając się kiwnęła głową
i odeszła, zostawiając za sobą ciemną poświatę.
Poczułam, że zimne dłonie kobiety podnoszą mnie za kark i wynoszą z pomieszczenia.
Ale wszystko było coraz ciszej...
Wszystko coraz ciszej...
***
Jah widziała ją. Ale ona nie widziała Jah. Jah wiedziała, że i Glola wyląduje w obozie numer trzy, jednak
nie potrafiła tego nikomu przekazać. Ona między światami. Niewidoczna dla śmiertelników, ani umarłych.
Killer, Killer. Szeptała jej niemal do ucha, chociaż pozostawała nieusłyszana.
Lady, zobacz mnie. Lady, usłysz. Prosiła niemal, by móc przekazać wiadomość.
Wilczyco, nie idź tam. Nie idź tam, gdzie złapią i Ty również przeznaczona będziesz na śmierć.
Killer, to nie ja śnię, a Ty. Lady, obudź się, zobacz mnie. Proszę...
Czarne ślepie mierzyło nerwowo wzrokiem wilczycę, błękitne emanowało jasną poświatą.
___
Jak w jednym opowiadaniu skomplikować wszystko? o_o''
Hum. Miało być krótkie? |D
No dobra, wytrwajcie. Jako,  że Szera mówiła coś o 18, teraz proponowałabym dać część Jennie, bo jak już wspominała ma pomysł. Zdąży przed Szercem. o3o
Jah (17:59)

30 lipca 2010

Opowiadanie stadne cz. III [Glola]

29 lipca 2010
Muzyka
Obudził mnie świerszcz. Wyjątkowo natrętny grajek, o rozstrojonych skrzypcach, danych mu przez naturę. Tak cudownie nieświadomy... Nieświadomy. Dlaczego ja muszę być świadoma? Dlaczego instynkt zastąpiła miłość, przyjaźń...
Znów przyłapałam się na rozdrapywaniu ran. Skuliłam uszy, starając się wypatrzeć złoczyńce. Jednak nie udało mi się przebić wzrokiem przez osłonę ciemności. Nie dziś, nie jutro, ale stracisz życie, głupi robalu.
Prychnęłam cicho, robiąc kolejny krok. Las tak pięknie pachniał. Słyszałam miarowe oddechy przy.. miarowe oddechy stada. Przepełniały mnie mieszane uczucia.
Środek nocy, zapewne. Ale zaraz zaraz... co świerszcz i ciemność robią pod gołym niebem?
Co drzewa robią pod gołym niebem? Albo inaczej... co ja robię w lesie?
Jak sięgam pamięcią, nie wstawałam. Czyli obudziłam się stojąc. Czyli...
Rozejrzałam się w popłochu.
Czyli lunatykowałam i nie wiem gdzie jestem... ewentualnie w międzyczasie porwali mnie kosmici i oddali z powrotem.
Rozpatrując, która opcja jest bardziej prawdopodobna, ruszyłam w stronę, z której przyszłam, starając się kierować po śladach.
Po pięciu minutach zauważyłam, że nie zauważyłam jeszcze nikogo.
Jak daleko można dojść śpiąc do cholery?
...
Po kolejnych minutach, ciągnących się w nieskończoność i ponad dziesięciu groźbach, kierowanych do zielonych skrzypków, wyszłam na wielką polanę.
Ucieszyłam się, pamiętając, że na owej polanie położyliśmy się do snu.
Zobaczyłam Aspeney, siedzącą, z pyskiem ponad wysoką trawą. Nie spała.
Ruszyłam wolnym truchtem, uśmiechając się do niej.
I w tej chwili znieruchomiałam.
Najwyraźniej, nie tylko ja ją dostrzegłam.
Kilka metrów za nią, czając się szło dziwne stworzenie. Jedno z tych, które wczoraj atakowały nas. Aspeney miała na nie jakąś nazwę, ale jak dla mnie były to hybrydy.
Człowieka i hieny. Zauważyłam też, że za hienoludziem szli jego pobratymcy. Tak świetnie. Cudownie. Stapiali się z otoczeniem lasu, nim nie wyszli na łąkę nie sposób było ich zauważyć.
Kotka rozglądała się, czując jakby nadciągające niebezpieczeństwo.
Cholera. No za Tobą no!
Stwierdziłam, że muszę ją ostrzec. Chociaż sama również nie chciałam stać się obiadem jakiegoś skrzyżowania.
On był jednak coraz bliżej. A mnie od przyjaciółki dzieliły metry wysokiej trawy. Dlaczego muszę być małą lisicą ?! Zobaczyłam wśród trawy ruch. Lady Killer podniosła się, warcząc cicho i powiedziała coś do As.
Wiem co zrobię.
Podeszłam do jednego z drzew, jako, że było pochyłe, wspięłam się na nie. Najwyżej, jak mogłam. Weszłam na jedną z gałęzi, poziomą (tak, wiem, dziwne to drzewo) i patrzyłam w wyczekiwaniu na spojrzenie którejś z obudzonych dziewczyn. Kiedy irbisica skierowała wzrok w miejsce za drzewem, rzuciłam się przed siebie, drąc się "ASPENEY, ZA TOBĄ!" W prawdzie jestem pewna, że zauważyła, bo wstała, mówiąc coś do Lady, ale mój alarm nie był raczej tym, co zamierzałam.
Jako, że w wykrzyczeniu zdania przeszkodziło mi zderzenie z ziemią, twardszą z resztą, niż się spodziewałam, brzmiało to tak "ASPENEY, ZATO (JEBUDUP)"
Nie, nie, nie! Miała się odwrócić!
Zamiast tego, zaczęła bacznie przyglądać się miejscu, gdzie dokonałam prawie samobójstwa. A Lady poszła w jej ślady !!!
Zajebiście, zajebiście, zajebiście.
No nie rzucę się z drzewa jeszcze raz, krzycząc "BĄ", co byłoby dokończeniem mojego komunikatu.
Właśnie, właśnie, straciłam z wzroku hienoludy...
Krzyk Jenny dobrze mi o nich przypomniał.
Walić. Rzuciłam się biegiem przez wysoką trawę.
Chociaż... po metrze zrezygnowałam.
Kulejąc i sycząc wróciłam pod drzewo.
Już wiem, co macie na myśli pisząc o "chłoszczących gałązkach"
Nie widzę ich... nie widzę... Stanęłam na tylnych łapach, jako że głowa Aspeney znikła z pola mojego widzenia.
Co z nimi będzie, co z nimi będzie, co z nimi będzie...
Przyłapałam się na kręceniu w kółko.
- Glola! Tylko nie idź sama! - Usłyszałam jeszcze czyjś krzyk. Zatrzymałam się i znów stanęłam na tylnych łapach.
Przeszedł mnie zimny dreszcz.
(Tak, wiem, że dzwoneczki zajebiście do tego pasują. Ale nie ma piosenki, która zmieniałaby się w połowie.)
Chienolud jedną ręką obejmował Aspeney w pasie, drugą trzymał ją za piersi. Śmiał się złośliwie, widząc bezradność rudej. Krzyknęła i uderzyła go łokciem. Tee walczył z drugim potworem, jednak ten tyłem dzidy uderzył go w skroń, na co wilk stracił przytomność. Mi chan niesiona była przez innego. Odwróciłam wzrok.
Wiem, co muszę zrobić.
Oni są tam z mojej winy, To ja odwróciłam wzrok Aspeney. To ja, to moja wina.
...
Biegłam już od jakiegoś czasu, dochodził świt. Dysząc ciężko zatrzymałam się i przewróciłam na bok. Nie mogę, no nie mogę no.
-Glolka! - Krzyknęła Lu, podchodząc do mnie.
Wstałam, jako że nie mogę pokazać zmęczenia.
- Ja... Oni... Hieny... ludzie... Aldieb... - Dysząc nie mogłam nic więcej z siebie wykrztusić. Coś to nie-pokazywanie zmęczenia mi nie szło... - Weź jeszcze kilka osób i idź w stronę obozu hienoludzi... Tam są wszyscy... - Powiedziałam tylko to, a Luna rzuciła się biegiem za siebie. Po posiłki? Kurde, głodna jestem.
Gloo, ogarnij się. Znowu przyłapałam się na gadaniu sama ze sobą.
I znowu przyłapałam się na tym, że na czymś się przyłapałam.
Cholera.
...
Ślimak!!!
Ślimak?
Ślimak!!!
ATAKUJ!
śniadanie!
obiad!
kolacja!
ślimak!
Gdzie?
No teraz to Ci uciekł pało !!!
JA? JA PAŁĄ?!
Czekaj... czekaj... ŚLIMAK!!!
ATAAAAAAAK
DIS IS SPAAARTAA!!!
_____________
No to tak.
Ja się teraz odrywam i ciąg dalszy napiszę później, prawie oddzielnie, bo raczej nie wpłynie to na Wasze losy xP
Ciąg dalszy pisze Lunelcja albo Anaid :D Która z Was ce.

27 lipca 2010

Opowiadanie na konkurs II - Darkness is on our side[Glola]

26 lipca 2010

Darkness is on our side
Łzy cisnęły się do czarnych ślepi lisicy. Zacisnęła kły. Siedziała na wzgórzu, wbijając wzrok w punkt przed sobą, chociaż myślami błądziła pobezkresach. W powietrzu czuć było mętną woń nocy. Pustka.
Rozpaczogarniała duszę, łączyła się z bezradnością, i była jej bezpośrednimskutkiem. Przed nią widniała emanująca tarcza księżyca, okalana przezciemność. Czarne chmury przepływały leniwie, zasłaniając fragmentystrażnika nocy. Wciąż słyszała stłumione śmiechy członków HOTN, płynące z polany.
Dlaczego Ona już tego nie potrafi. W jej głowie ciągle brzmiały słowa tej.
- Nie powinno Cię tu być. Twoje ciało nie jest tego świadome, ale dusza owszem. -
Siedziała tak, ze złączonymi łapami, wyprostowanym ogonem, stanowiącym przedłużenie ciała, niczym posąg.
I myślała. Nic już nie jest proste. Skomplikowały się nawet fakty, które kiedyś zostawały pominięte.
Przymknęłaślepia. Ze wzgórza, na którym siedziała, ciągnął się widok na gęstylas. Niemal tuż przy lisicy znajdowało się źródło, owe, w którym wodazawsze była czysta.
Podmuch wiatru sprawił, że futro lisicy zatańczyło. Zapachlasu. Korony drzew ugięły się delikatnie, dając o sobie znać cichymszumem. Uniosła głowę, by poczuć na ciele zimno, niesione przez wiatr.
Otworzyła pysk i wydała z siebie cichy skowyt. Łzy popłynęły z jej zamkniętych ślepi.
Spierdalajpustko. Otworzyła oczy. Wreszcie udało jej się chociaż w pewnym stopniuodtrącić myśli. Wielkie, jasne gwiazdy zdawały się być na wyciągnięcieręki. Kąciki jej ust uniosły się nieco, a na pysku wymalował słabyuśmiech. Piękne. Zauważyła kątem oka jasne światło. Zwróciła rudy pyskku temu miejscu.
Przed jeziorem widniał kwiat, nie wyróżniał się wciemności. Zaś na nim siedział błękitny motyl. Stworzenie emanowałojasnym światłem, a z każdym uderzeniem delikatnych skrzydełek, wzbijałsię świecący dym. Postawiła uszy, podniosła się i zrobiła krok, kudziwnie znajomego. Motyl z niezwykłą gracją odbił się od kwiatu,zatrzepotał płatkami,wzbijając się w powietrze i  podleciał do wody, oświetlając błękitnątaflę. Oniemiała lisica, ruszyła w jego kierunku. Białe opuszki muskaławilgotna trawa. Tak piękny...
Motyl tańcząc z niezwykłą lekkościązbliżał się do nieruchomej wody. Śledziła każdy jego ruch. Zatrzymałasię przy wodzie. Wiatr przestał wiać, a wszystkie głosy ucichły.Skrzydełka motyla po raz ostatni odbiły się od siebie, po czym jedną znóżek dotknął powierzchni jeziora. Błysk odbił się w ślepiach lisicy,by po chwili ogarnęła je zupełna ciemność. Serce lisicy przestało bić.Znieruchomiała. ŹrenicaGloli stała się szeroka. Zauważyła. Uśmiechnęła się zawadiacko iruszyła szybkim truchtem w  stronę drzew, zza których czuła emanującąenergie. Zgodnie z jej oczekiwaniami, za czarną rośliną wisiała
wpowietrzu kula, jaśniejąca wewnętrznym blaskiem. Czując, że kulazaczyna pulsować, podeszła do niej, stawiając uszy. Podniosła się natylnie łapy, a przednie oparła na okręgu. Zmrużyła ślepia, kiedy tenpoczął świecić coraz jaśniej. Znała doskonale jego właściwość. Jużniedługo.
...
Jej skronie pulsowały. Oddychała jak zawsze ztrudem. Zapomniała o wszystkim, co bolało wcześniej. Jak po działaniusilnego narkotyku. W otoczeniu nic nie wydawało jej się dziwne. Nicdziwniejszego niż zwykle. Fioletowa woda, po której stąpała i którajeszcze minuty temu była trawą, parowała. Po ciemnym niebie błądziłyróżowe chmury, a księżyc przypominał rozmytą plamę. Co jakiś czas tużprzed nią przepływała jakaś błękitna postać, pozostawiając za sobąwłóknistą sieć. Widząc przed sobą ciałolisicy, swoje ciało, otoczone fioletową aurą, zatrzymała się.Przekrzywiła pysk, lustrując je wzrokiem. Jako, że zatrzymała się,woda, krążąca nieprzerwanie wokół niej
oblepiła futro. Wytrzepałasię. Nerwowo odwróciła pysk, gdy po prawej stronie zauważyła ruch. Jejbłękitne ślepie błysnęło. Niczym jaszczurka po niewidzialnej ścianiesunął stwór, podobny do człowieka. Nagi jednak i wyraźnie zmasakrowany.Krwawiąca szrama przechodząca przez jego twarz i pierś wzmacniałaefekt. Dysząc ciężko kierował on krok w stronę lisicy. Uśmiechnął się,odsłaniając czarne zęby. Zostaw moją siostrę... Uniosła wargi i kulącuszy rzuciła się na napastnika.
Kiedy jednak już miała zatopić wnim szpony, ten rozmył się. Upadła na ziemię,  przeturlała się kilkarazy, zatrzymując pazurami i podniosła. Wypluła z pyska atramentowąkrew. Podeszła do lisicy i położyła się obok niej. Na pysku skkubamalowała się jakby troska? Jednak kula zebrała już wystarczającą ilośćenergii.
Jah zaskomlała cicho, czując jak ta wyciąga z niej życie. Jeszcze chwilę... chwilę...
...
Długi, ciemny tunel. Wydając z siebie ciche skomlenie, biegła. Musizdążyć, musi, musi. Jedynym oświetleniem, były emanujące wzory naścianach, przypominające poplątane kwiaty. Stukot pazurów obijającychsię o marmurową posadzkę niósł się echem. Nie mogła być pewna, jedynymkierunkowskazem, był instynkt. Ten jednak, kazał biec. Biec, biec jaknajszybciej.
Zakręt. Ślizgając się na posadzce, uderzyła masywnym ciałem o wielką ścianę, nie przystanęła jednak.
Poczuła,jak krew ciśnie jej się do ust. Zobaczyła, że korytarz kończy się ślepąuliczką. Coś podpowiadało jej, że biegnięcie do samego końca jeststratą cennego czasu, ale była też druga podpowiedź, silniejsza, by niepoddawać się. Kiedy była już tuż przy ścianie, otworzyła oczy inaczej.Zauważyła kulę, jaśniejącą wewnętrznym światłem. Jej pysk wykrzywił zwycięski uśmiech. Kula błysnęła.
...
Wstała i rozejrzała się. Zdawało się jej, że czuje jeszcze w pysku czarną krew. Tak szybko zmieniała ciała.
Ale co oznaczać miała fioletowa aura? Aura umarłych? Spojrzała na ogromny księżyc.
ZauważyłaBirdlay, Viime i Mikeygo, idących w stronę źródła. Wykrzesała z siebieprzyjazny uśmiech i ruszyła w ich kierunku. Obeszła błękitną wodę,stając na spotkanie. Ci jednak wciąż zdawali się jej nie widzieć.
Zrobiłakilka kroków w stronę przyjaciółki, wołając do niej przyjazne słowa,jednak ta przeszła obok lisicy, nawet na nią nie spojrzawszy. Glolaskuliła uszy, czując zapach przechodzącej. Otworzyła pysk, by sięodezwać, jednak niemiała już siły. Spuściła pysk. Viime szedł tuż za Birdlay, obydwojeusiedli przed źródłem i spojrzeli w nieruchomą taflę. Wilk odwróciłpysk i zawołał w stronę rudej - No chodź do Nas -
W niej obudziłasię iskra nadziei, podniosła pysk, postawiła uszy, ruszyła w stronęwody i już chciała się odezwać, kiedy przebiegł przed nią Mikey i wpadłw objęcia Birdlay. Słowa te nie były do niej. Jednak usiadła obokBasiora. Bez celu. Pochyliła pysk i spojrzała na wodę. Widziała jedynieswoje odbicie, odbić przyjaciół nie było. Birdlay wstała jak oparzona icofnęła się.
- Glola.. - Szepnęła, patrząc na ukochanego. - Gdzie?- Zapytał ten, sprawiając wrażenie niedowiarka. Sierść na karku Mikeygonajeżyła się. Z piskiem odwrócił wzrok od tafli i podbiegł do Birdlay.
Nie wiedząc co się dzieje, prawie pewna, że oszalała, lisica wbiła wzrok w wodę raz jeszcze.
Zimny dreszcz przeszył jej ciało. Ruda postać leżała na dnie źródła. Patrzyła prosto w oczy siedzącej na brzegu.
Prosto we własne...
...
No i nagle na głowie usiadła jej kwoka =_=''
Po chwili zniosła złote jajko i wrzasnęła -dwa pięćdziesiąt proszę!!!- z czego wnioskować można, że mówi.
Kurę na obiad, jajko na deser.
We are like ice flowers
We blossom in the night
We are like ice flowers
Beauty faded in the light

_________________________
Byłam pewna, że nie da się napisać opowiadania, w którym wyrażę to, co chcę wyrazić spełniając warunki opowiadania. Udało się. Hurray.
Glola (18:00)

26 czerwca 2010

Opowiadanie na konkurs + powrót Glo >8D [Glola]


25 czerwca 2010
Opowiadanie na konkurs + powrót Glo >8D
Czarne niebo zachęcało do utonięcia. Szła wolnym krokiem, patrząc przed siebie. Zostawiała w mokrym piasku głębokie ślady bosych stóp. Co jakiś czas fala delikatnie omywała jej nogi. Czarne włosy tańczyły na wietrze, wraz z płachtami jej białej szaty. Wiedziała, że nastąpi to już niedługo. Że zostało jej tak mało czasu. Gwiazdy zdawały się być na wyciągnięcie ręki. Chciała cieszyć się chwilą, być może jedną z ostatnich.
***
Monstrum warcząc biegło przed siebie, z niesamowitą prędkością. Wielkie łapy uderzały o ziemię, sprawiając, że piach rozsypywał się na boki. Targana furią,pędziła niemal na oślep. Miała jednak cel, odziany w białe szaty. Z pyska ciekła jej piana, ślepia zaś jarzyły się. Już coraz bliżej.Masywne stworzenie wytężało wszystkie mięśnie, byle by tylko biec szybciej.
Zapach mokrej ziemi zaczynał być nie do zniesienia. A jednak wciąż siedziała obok leżącego zwierzęcia, na granicy świadomości, gładząc białą dłonią jego futro.
Allelujah, wstań, proszę, wstań...
Wyciągnęła z kieszeni mały worek, pełen czerwonego proszku. Wzięła z niego garść i wysypała ją w okolicy karku psa. Dotknęła opuszkami palców zamkniętego ślepia Allelujah. Tam, gdzie jej skóra dotknęła ciała zwierzęcia,przybierało ono czerwony kolor. Sama zamknęła oczy.
***
Suka zastrzygła uchem. W niesamowitym tempie podniosła się i skoczyła do gardła kobiecie. Ta jednak w tym samym momencie znów sięgnęła do małego,brązowego worka i sypnęła jego zawartością w stronę stworzenia.Allelujah syknęła, a sierść na jej grzbiecie najeżyła się.Wolnym krokiem poczęła obchodzić dwunogą, która śledziła ją spokojnym wzrokiem.
- Nie na mnie dane Ci się mścić. - Szepnęła.
Samica warknęła głośno i znów skoczyła ku mówczyni, szczerząc białe kły.Czarnowłosa błyskawicznie sięgnęła po kolejną garść proszku i sypnęła nim w oczy atakującej. Głośne skomlenie rozniosło się po lesie. A kiedy tak rządna krwi bestia otworzyła ślepia, bladej wampirzycy już nie było.
***
Czuła pianę w pysku. Zagubiona, rozwścieczona obiła się od ziemi. Nie widziała jego pyska, jednak sylwetka wydawała się znajoma. Ciągle była w dziwnym stanie. Nie mogła zrozumieć tego, co działo się wokół niej. Drzewa bujały się na boki, a nic na co patrzyła nie chciało ustać w miejscu.  To ją frustrowało. Nie dawało istnieć w spokoju. Moment, w którym jej pazury przebiły skórę zwierzęcia i ten sam, kiedy zwierzę błyskawicznie odwróciło się i zaorało szponami jej bok, jakby od zawsze przygotowane na ten atak, jakby wiedzące, że samica czai się nieopodal.Odpowiadając na obronę, Jah zacisnęła bezlitosne szczęki w okolicy karku wilka. Masywniejszy i większy basior pochwycił wychudzoną za szyję i cisnął nią o drzewo. Kiedy ciało atakującej gruchnęło o drzewo, wzbijając w powietrze kłąb fioletowego proszku, którym w jej oczach pokryta była kora, ta na moment odzyskała świadomość. Na moment las stracił swe jaskrawe kolory, zatrzymał się.Wilk przed nią przestał być potworem, o stalowych kłach, a fioletowe pokrycie drzew zniknęło, podobnie jak latające między drzewami błękitne postacie. Kuląc uszy i warcząc, atakowany spojrzał w brązowo-błękitne ślepia. Krew pociekła z pyska ich właścicielki. Otrząsnęła się po szoku i znów stawał się sobą. Dlaczego wciąż tak słaba? Być może nie powinna walczyć krótko po przemianie. Wstała, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Oblizała pysk z czarnej posoki i najeżyła się, gotowa do ataku. Basior zaśmiał się ochryple i kręcąc z pogardą głową zmrużył ślepia,jednocześnie robiąc krok ku Jah.
- Quick, czekaj! - Drugi potwór nagle wyłonił się z cienia i stanął przed wilczycą patrząc jej w oczy.- Lairaia...? - Zapytał szeptem. Jego ślepia nagle zabłysły. - Co Ty tu robisz... W Naszej samotni... Skąd wiedziałaś gdzie? - Od kiedy pamiętała, zawsze był pewny siebie. Zawsze zamknięty. A teraz wydawał się niemal tak zagubiony jak Ona sama. Niemal szczęśliwy, że ją widzi.Zza krzaków wyłonił się trzeci osobnik, wchodzący w skład wielkiej trójcy i nieznana wilczyca. Tak, oni pomogą jej znaleźć to, czego szuka. Albo chociaż dowiedzieć się, czym to jest. Czego tak bardzo jej brakuje. Tymczasowe miejsce, w którym poszuka siebie.
Czy złapiesz? Nie jest to już śmierć. Śmierć już była. Wymyśl coś innego...
________

http://www.youtube.com/watch?v=KgiHw4X7kLc&feature=related
[I od tąd zaczyna się inna bajka. xP]
***
Czarne łapki muskała świeża, mokra jeszcze trawa. Kroczyłam po pochyłym zboczu, a celem mym był jego szczyt.Tak długa droga. Tyle czasu, by odnaleźć siebie. A teraz, zostało już jedynie kilka kroków. Czułam, że szczęście, które od jakiegoś czasu schowane było pod czarną płachtą lodu w mym wnętrzu, zmytą teraz przez promienie lśniącej tarczy,widniejącej na błękitnym niebie, zaczyna kiełkować na nowo. I wiedziałam, że jestem świadoma. Że mgła się rozmywa. Już tylko kilka kroków...
***
Biegła prosto przed siebie, roześmiana.Białowłose szczęście, jak zawsze w błękitnej sukni, o alabastrowej cerze. W dłoni trzymała jasną wstęgę, która wiła się tuż za nią.Emanowała, oświetlając zatopiony w ciemnościach nocy las. Zatoczyła piruet, a jasny ogon,zdawał się chętny do ucieczki, chętny odlecieć,lecz trzymany przez bladą dziewczynę, jedynie powiewał na wietrze.Wbiegła między drzewa.Cieniste postacie, zwykle dumnie kroczące, teraz zdawały się tańczyć razem z nią, delikatne i ciepłe. W samym lesie było ciemno. Zwolniła, widząc kilka metrów dalej bladą postać, siedzącą w śnieżnobiałej sukni, tuż obok ciała wielkiego psa. Mówiła coś.Dziewczyna, zwana szczęściem, zatrzymała się. Dojrzała u czarnowłosej wampirze kły.
- Allelujah jest pod opieką. Pod opieką Lairai. Wróci do życia. -
***
Czułam,że gdyby ten pagórek był o kilka metrów wyższy, nie dałabym rady go pokonać. Szłam bez przerwy od tylu dni... By tylko odnaleźć siebie.Odnaleźć, by móc wrócić i pokazać innym, że potrafię. Oddychając ciężko zrobiłam kolejny krok.
Szczyt. Podmuch zimnego wiatru sprawił, iż poczułam, że bez względu na wszystko, byłabym w stanie gnać, tylko po to, by stanąć w tym miejscu, by poczuć, że jestem w domu. Przymknęłam ślepia, zaciągnęłam się zimnym, rześkim powietrzem, niby najdroższym narkotykiem. Rude futro zatańczyło na wietrze.
W tej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że od kiedy opuściłam te tereny, stąpałam na granicy świadomości. Uśmiechnęłam się do siebie, gdy kolejne promienie słońca poczęły przygrzewać moje futro. Zbiegłam po zboczu, niemal na oślep. Szczęście zostało uwolnione, niemal nim promieniowałam. Stanęłam zdyszana między zwierzętami.
Mi Chan podbiegła i przytuliła mnie.Tak samo zareagowała Birdlay, Nikita oraz Tiara. Miałam ochotę wbić się w powietrze, nie byłam jednak w stanie. Tiffany, od zawsze moja młodsza siostra, wtuliła się w moje futro. Aspeney, od zawsze moja starsza siostra, zacisnęła jedynie kły i skuliła uszy. Jednak jej spojrzenie było ciepłe, przyjazne w stosunku do mnie. Aldieb, najwyższa królowa tego miejsca jedynie skinęła pyskiem w moją stronę.
Szara mgła, która zaślepiała mnie od tak dawna, nareszcie poczęła się rozmywać. Tego co czułam, nie da się okazać słowami. 
Spojrzałam tęskno w stronę skał, zza których przybyłam. Cztery wilcze sylwetki wciąż patrzyły na mnie. Nie chcieli, bym tu wracała. Troje przyjaciół i ukochany... Pozostawieni dla domu. Właściwie i ich domu. Nie wszystkich. Ale jednak. I dotarłam dzięki Nim.
Chociaż ja byłam tak szczęśliwa... Nareszcie w domu...
Glola (21:30)

9 czerwca 2010

AlleluJah... tylko gdzie ona...? [Glola]

Muzyka:
http://www.youtube.com/watch?v=Ih61MJ72v1Y

[Głównie sprawy stadne, by dobrze zrozumieć to opowiadanie, trzeba znać, lub wiedzieć cokolwiek o trzech postaciach - Gloli, Jah i Alleluja, oraz ich historii.]

Ton masywnego dzwonu słychać było z daleka. I choć w najbliższej okolicy nie było owego, wszyscy mieli wrażenie świadomości, skąd pochodzi dźwięk. Leniwy, jakby z każdym uderzeniem wyrażający coraz więcej niechęci do świata.
***
Nie… Jeszcze nie… Proszę, daj mi jeszcze czas odpoczynku…

Leżała na boku, okalana ciemnością nocy. Szklane ślepia wciąż otwarte,wypatrujące jakby czegoś. Jednak nieruchome, wbite w jeden punkt.Zastygła jakby w akcie rozpaczy, leżąc na swej ukochanej ziemi. Nie oddychała. Czy świadoma? W pół świecie. Coś, niepozwalającego oderwać się mimo wszystko. Świadoma jedynie próżni. Nagle z jednej z jej łap wysunęły się białe pazury. Wciąż pozostała bez ruchu.
Źrenice w jednej chwili rozszerzyły się, reagując na ciemność. Zacisnęła kły,jednocześnie orając szponami trawę. Poczuła zimną ziemię między opuszkami. Zamknęła ślepia. Podniosła ociężałe ciało. Wiatr muskał jej pozlepiane futro, nie wiedzieć czemu sprawiając tym samym ból.
***
Kroczyła pewnie przed siebie, kulejąc, znacząc drogę strugami rdzawej cieczy,która ciekła z futra na jej podbrzuszu, piersi i ogonie.Zastanawiałam się, czy faktycznie kiedykolwiek była rudo-białą.Wyglądała jak przemieszczające się nieszczęście, w barwach czarno,brązowo, czerwonych. Jej wzrok był zupełnie bez wyrazu. Spokojny, jakby nieobecny. Oddychała przez otwarty pysk, z którego ciekła posoka. W miejscu, w którym postawiła łapę, młoda trawa umierała, opadała na ziemię, brązowiejąc. Ja siedziałam i parzyłam na nią.
***
- Nie pozwól im, proszę… – Wyszeptała. – Mam już dosyć… zgódź się na mnie… – Gdy przemawiała, z jej gardła wydobywał się również cichy charkot. Ja byłam wciąż spokojna. Jak mam się nie zgodzić? To jedyny sposób. Chociaż jej stan, w połączeniu z moim ciałem, nie może dać dobrego wyniku… Spojrzałam w Jej czarne, zmęczone ślepia. Widać było,że oddycha z trudem. Widać było, że utrzymuje się przy resztkach sił.Odejście w światłość… świetny sposób na delikatne opowiedzenie o swojej śmierci. Szkoda, że prawda jest odmienna. Nie ma światłości.Jedynie cierpienie.
***
Dziecię śmierci…

Syknęłam z bólu, cofając się o kilka kroków.
Syknęła z bólu, cofając się o kilka kroków.
- Żałuję… nie… przestań… – Krzyknęłam, chcąc odrzucić od siebie tę piekącą moc.
Starała się zatrzymać mój głos. Przejąć kontrolę. Ogień jej żywiołem.
Wciąż idąc do tyłu na oślep. Rzucało mną na boki. Poczułam, jak jedno z ślepi przestaje się mnie słuchać.
Starała się utrzymać równowagę. Widziała już.
Była moją przyjaciółką. Była mną. Jednak nie w ten sposób…
Byłam jej przyjaciółką. Byłam nią. Ona tego chciała.
***
Oblizała długi pysk. Przeszedł ją nerwowy dreszcz. Wciąż czułam jednostkę siebie. Nie kontrolując swych łap, wysunęła ostre szpony i zaorała nimi ziemię. Jej pysk wykrzywił nerwowy grymas, jednak tylko na ułamek sekundy. Oddech wyrównał się.
Jedno z ślepi pozostało moje, błękitne. Drugie zaś, stało się brązowe. Wstała i zrobiła kilka kroków przed siebie. Kolejnym nerwowym tikiem, wytrzepała się z wody, choć była zupełnie sucha.
Nie, to nie miało być tak… ja sobą, Ty sobą.
Ja psem, Ty lisicą.
Ja Allelujah, Ty Glola.
Teraz…
Teraz jesteśmy potworem…
***

…wstała, wciąż łapczywie oddychając, chcąc wciągnąć do klatki piersiowej jak najwięcej powietrza. Oniemiała zaśmiała się nerwowo. Spojrzała na swoje łapy. Czarne. Wysunęła małe, jasne pazurki. Żadnych tików.Żadnych problemów. Sobą…
***

Tylko gdzie Ona?
Gdzie ta, dzięki której mogłam wrócić?
Gdzie druga połowa Jah…?

Na trawie. Okalana ciemnością. O szklanym wzroku, wypatrującym jakby czegoś. Nieruchome. Pozostaje tylko jedno pytanie… Czy świadoma…?

5 czerwca 2010

Iluzja [Glola]

Muzyka:
http://www.youtube.com/watch?v=Y7liknHwljM&feature=related
W przedostatnim nawiązaniu, cichnie. Nie przejmujcie się i czytajcie dalej, ta cisza jest zamierzona.


*** Iluzja.
Wszystko gaśnie. W jednej chwili oświetlona arena pogrąża się w całkowitych ciemnościach. Stoisz teraz naprzeciw przestrzeni, której nie sposób przeszyć wzrokiem. Dlaczego nie jesteś pewna, czy czujesz strach? Wydaje Ci się, że słyszysz zduszone szepty. Mimo tego, słyszysz też ciszę. Ciszę, drażniącą zmysły, wprawiającą w przerażający stan odrętwienia. Nie jesteś świadoma niczego. Nie możesz być. Nie ma Cie.Słyszysz? Wiedz chociaż o tym. Nie ma Cie.

***
Kręci się. Jaskrawe kolory zlewają się ze w jedność. Kręci się,kręci. Zardzewiała strzałeczka wskazuje w punkt, przy którym już niebawem zatrzyma się część okręgu. Dlaczego patrzysz na nią w takim osłupieniu? Dlaczego kiedy tylko jasna część miga obok metalu,zaciskasz zęby, a w palcach czujesz mrowienie? To tylko głuche wspomnienia. To tylko przeszłość. Krople czerwonej posoki kapią z kręcącego się bezustannie koła, pozostawiając ślady na biało-czarnej podłodze, ułożonej w szachownicę. W końcu zatrzymuje się, słyszysz ciche kliknięcia. Strzałeczka wskazuje na kawałek tkaniny, zupełnie biały. Bicie Twego serca przyśpiesza, a dłoń mimowolnie zaciska się w pięść. Tak, tym razem wypadło na Ciebie.

***
Biegła przez polanę. Bose stopy muskała świeża, zielona trawa. Ona, odziana w śnieżnobiałą szatę, trzymająca w dłoni czerwony zwitek. Czy zwać można było tę kobietę radością? Zatoczyła piruet, śmiejąc się w głos. Ona wiedziała. Choć z Jej oczu biła radość, w sercu przepływał smutek. Nie świadoma. Nagle zatrzymała się, widząc to, czego widzieć nie było jej dane. Czerwony kłębek wstążki wypadł z dłoni, rozwinięty i porwany przez wiatr, nim zdążył dotknąć ziemi. Zacisnęła dłonie w pięści. Stała tak patrząc tylko. Samotna łza popłynęła po jej policzku.Nie staraj się tego zrozumieć. Niektóre fakty są właśnie po to, by zburzyć harmonię.

***

Patrzycie sobie w oczy. Widzisz jedynie te, cały świat przestaje mieć znaczenie. Rozmazane kształty majaczą naokoło was. Jednak widzisz tylko ją. Czujesz jej zimny oddech, choć stoi po drugiej stronie pomieszczenia. Tamta strona jest inna. Starasz się opanować drżące wciąż dłonie. Masz ochotę krzyczeć. Uciekać. Ale ona Ci nie pozwala.Widzisz jej ślepia. Jedno z nich, błękitne, emanuje jasną poświatą.Drugie zaś jest czarne. Jej wzrok nie wyraża cienia emocji. Dlaczego Cie tak przeraża? Nagle zdajesz sobie z czegoś sprawę. Podnosisz do ust drgającą dłoń. Postać robi to samo. Wasze ciała zastygają w tych samych pozycjach. Wstrzymujesz oddech. Podnosisz drugą rękę, by upewnić się.Wciąż masz nadzieję, że nie jest to prawdą. Postać wtóruje Ci.Wypowiadasz ciche „nie…” , a ona porusza czarnymi ustami dokładnie w ten sam sposób. Robisz krok w przód. Wyciągasz przed siebie dłoń, co robi i ona. Kiedy opuszki waszych palców się stykają, dotykasz prostej powierzchni szkła, ono pęka. Patrzycie sobie w oczy. To nie ona ginie,wraz z opadnięciem lustra.
To Ty jesteś odbiciem.

***
Stoję tuż przed przepaścią. Gdybym miała odwagę, spojrzałabym w dół. Nie mam. Patrzę przed siebie, patrzę na drugą stronę. Mogę doskoczyć, mogę też spaść. Wizja idealnego życia.Wizja końca cierpienia. Wizja wszystkiego, co obiecywane po doskoczeniu. Odwracam się. Już dobiegają. Widzę płonące pochodnie.Księżyc majaczy nad horyzontem. A Ja nie mam już sił. Słyszę okrzyki,słyszę wiwaty. Tak, mają racje. Znaleźli mnie. Ale czy złapią? Nie zrobiłam nic złego. Dlatego zostałam posądzona. To była tylko chwila.Chwila słabości. Ale wszystko jest moją winą, mają racje.

Sama chciałabym być teraz w innej skórze. Udawali, że wszystko jest w porządku. Udawali, by pewnego dnia zajść nocą z pochodniami. Jednak tym razem zardzewiała strzałka wskazała na mnie. Do drugiego brzegu nie doskoczę. I tam znajdą się tacy, którzy przybyliby z pochodniami. Zamykam oczy, rozkładam ręce.Nie… Nie jestem w stanie. Niech zabiją, sama nie dam rady. Odwracam się. Czuję, jak łzy cieknął mi po policzkach. Serce bije w piersi jak oszalałe. Robię kilka kroków w przód. Nie zwracam uwagi na ich okrzyki,jaka to jestem. Patrzę jedynie na ogień.

Nagle przede mnie wbiega wielka irbisica. Jeżąc się, mówi do ludzi. Nie słyszę słów, nie jestem wstanie. Mówi im coś, co sprawia, że ich myśli stają się rozbiegane. Niewiedzą co czynić. W reszcie jeden z nich, stojący na czele, rzuca pochodnie na ziemie i przydeptuje ją nogą. Pozostali w swoim tempie robią to samo. Patrzę na nich coraz bardziej obłąkanym wzrokiem. Co…?Jak…? Nic nie rozumiem… Oni odchodzą. Irbisica odwraca się, posyła mi przyjazny uśmiech, po czym rozpada się na setki małych,śnieżnobiałych motylów, które tańcząc odlatują w różne strony. Jak jedność składa się z tysięcy. Oniemiała, stoję jeszcze przez chwilę bezruchu. W końcu, przeanalizowawszy wszystko uśmiecham się w duchu. Ja…jestem. I będę. Ruszam przed siebie, nie wierząc wciąż w to, jak łatwo śmierć dała się wpędzić z powrotem do kręcącego się koła.

Czuję, że skała zaczyna trzeszczeć. Końcówka, po której idę, osuwa się delikatnie w dół. Zastygam bez ruchu, ponieważ każdy z nich powoduje i ruch skały. Widzę,jak jeden z motyli tańczy wokół mnie. Śledzę go wzrokiem, który teraz jest już zupełnie nieobecny. Jego białe skrzydełka obijają się o siebie. Motyl leci coraz niżej, w końcu szykuje się do lądowania prawie metr przede mną. Moje myśli zaczynają pracować od nowa, jak uciec, jak zejść z osuwającego się kawałka skały, jednocześnie nie pogarszając sytuacji, jak… Kiedy jedna z jego malutkich nóżek dotyka skały, czuję jak ta wibruje. Myśli nagle się wyłączają. Zamykam oczy. Nie, nie mogło być inaczej. Kolejne potrzęsienie, skała runie w dół. Otwieram oczy.Widzę motyla. On upadnie wraz ze mną. Jedna część upadnie wraz zemną… jedna część…
***
To złudzenie…

A gdy już upadłeś, nie było niczego.
Jedynie ciemność.
Ta, która wprawia w przerażające odrętwienie.
Ta, w której słychać szepty, łączące się z ciszą.

Ta, w której nie sposób odnaleźć harmonie…

Błękitna łza. Jedynie ona.

10 maja 2010

Misja uratowania Gloli - plan

Uczestnicy: Mi Chan, Apium, Wandessa, Myles, Viera, Aldieb, Venus, Miu Miu, Birdlay, Kirke, Quick Furious, Aspeney i Szera

1. Droga do Szamana. Mi Chan 
2. Rozmowa z Szamanem. Apium
3. Zadanie – Znajdź klucz do serca Guohilli i przynieście mi Go. Wandessa 
4 Zadanie – Przynieście mi krew Yeti. Myles
5 Zadanie - Idź do Starej Kopalni, tam pogadaj z Ian'em. Po zejściu niżej zobaczysz samotnego strażnika skręć koło niego w boczny korytarz. Zabij pełzacze i zabierz koło zębate. Wróć do Ian'a on skieruje cię do Ashgan'a. Ashgan każe ci znaleźć kilku strażników świątynnych, poczym pozwoli ci otworzyć (kołowrotem) bramę. Wejdź do jaskini, dojdziesz do miejsca z fosforyzującymi ścianami, tam znajduje się Królowa Pełzaczy, zabij ją mocą ognia. Viera
6. Zadanie – Znajdźcie i przynieście mi magiczne zioła, które rosną tylko i wyłącznie w Lesie Śmierci. Aldieb
7. Zadanie - Odwiedźcie dziesięciu chorych i pomóżcie im w potrzebie. Venus
8. Zadanie - Uwięźcie Inasha w Smoczej Grocie. Miu Miu
9. Zadanie - Uratujcie stado wilków przed wirem czasoprzestrzeni. Bird
10. Zadnie – Przynieście mi pióro z łusek krokodyla, które musicie zdobyć sami i je zrobić. Kirke 
11. Zadanie – Zróbcie dziesięć grupowych przysiadów. Quick Furious
12. Zadanie – Uratuj śpiącą Księżniczkę Światłości. Aspeney
13. Zadanie – Odnajdźcie Panią Ziemi i przynieście od Niej kwiat lotosu. Apium
14. Zadanie – Znajdź na Ścianie Mroku pięć znaków żywiołów. Wandessa
15. Zadanie – Dotrzyjcie nad ocean i wysłuchajcie śpiewu Syreny Matshabishi. Viera
16. Zadanie – Przynieście mi asafoetidę, która rośnie dziko w Azji. Aldieb
17. Zadanie – Odnajdźcie kamień górski i przynieście mi Go. Venus
18. Zadanie – Pokonajcie stado potężnych troli, którzy starają się pokonać plemię Yakodashi. Miu Miu
19. Zadanie – Odnajdźcie Księgę przeklętych, drogę wskaże Wam mieszkająca na zachodzie księstwa Gorrati Quinna. [Spotkanie z Gorrati ] Birdlay 
19. Zadanie – Odnajdźcie Księgę przeklętych, drogę wskaże Wam mieszkająca na zachodzie księstwa Gorrati Quinna II. [Odnalezienie księgi] Kirke
20. Zadanie – Udostępnijcie mi drogę do góry Samodaya. Szera
21. Zadanie -  Wesprzyjcie w walce przyjazną watahę. Aspeney
22. Zadanie – Sporządźcie miksturę, według listy, którą da Wam Księżniczka Pogeris z Nowogerii. Quick Furious
23. Zadanie – Odnajdźcie zaginiony gatunek nietoperzy. Apium
24. Zadanie – Uratujcie plemię ludzi przed powodzią. Wandessa
25. Zadanie – Przeprowadźcie bezpiecznie przez puszczę Mongolską zagubioną watahę cienia. Myles
26. Dojście do teleporu w Krainie Lafayty. Viera
27. Wędrówka przez krainę, znalezienie teleportu. Aldieb
28. Walka z obrońcami teleportu i zwycięstwo, pomagał nam w walce tajemniczy cień. Venus
29. Wędrówka po nieznanej krainie. Miu Miu
30. Spotkanie ze Światłością. Birdlay
31. Test Światłości. Quick Furious
32. Test Światłości cz.2. Szera
33. Zamach gobelinów na Światłość i uratowanie Jej. Aspeney
34. Obietnica Światłości i rozmowa z nią. Apium
35. Powrót Gloli i wszyscy mają radochnę. Mi Chan

Cały czas łaził za nami jakiś cień i proszę to uwzględnić.

Jeśli komuś coś się nie podoba to zgłaszać to do mnie, albo do kogoś innego O_O Obgadajcie to najlepiej wszyscy.

[Wykonana została jedynie pierwsza część.]

18 stycznia 2010

Kosmici, cz. 5 [Glola]

Kosmici, 5
Autor: Glola

- No to jak... lecimy? - Zapytała Destroy, z nutką pogardy w głosie - Ja się chyba na to nie pisze... - Dokończyła.
- A ja pisze. - Syknęła Light.
Lady zwróciła błagalne spojrzenie w kierunku Quicka.
- Ja lecę. nie ma opcji! - Krzyknęłam
- Tylko że... u Nas jest tak, że jest tylko jedno miejsce, dla jednej osoby... a wszystkie są przepełnione... - Główny kosmita zaczął się wycofywać.
Zrozumieliśmy co to oznacza.
Teraz... albo nigdy!
Z jednego statku, wysiadło dwudziestu kosmitów.
Z wielkim wrzaskiem rzuciliśmy się w stronę statku, i zaczęliśmy wbiegać po blaszanych schodkach. Kosmici starali się Nas powstrzymywać, ale nie udawało się im. Kilka kosmitów, zostało brutalnie zrzuconych ze schodków. Biegłam jak oszalała przez coraz to następne korytarze, i zauważyłam wielki pokój, cały w srebrze. Reszta której udało się wtargnąć, nadal walczyła z kosmitami. Zdyszana zauważyłam wielki czerwony guzik. Z filmów kojarzę, że czerwonym guzikiem odpala się maszynę. Ale nie, kiedy tylko go nacisnęłam, wesołe disco-polo rozległo się po okolicy. O-nie.
Na szczęście kawałek dalej był guzik, z napisem POWER. Wcisnęłam go, i usłyszałam buczenie towarzyszące wciąganiu schodków. Światła się zapaliły, a ja odkryłam jeszcze kilka niezłych bajerów. Odkryłam dziwny mikrofonik, dzięki któremu w całym statku słychać było moje słowa. Wiec wrzasnęłam że wszyscy mają przyjść do tego właśnie pomieszczenia, i podałam im umiejscowienie na mapie xDD ( taka znajdowała się w każdym korytarzu). Pierwsza wparowała Icee. I co zrobiła? Zaczęła z okrzykiem radości naciskać wszystkie guziki. Właśnie wtedy, zauważyłam, że Nasz statek nadal stoi na ziemi, a kolejni kosmici starają się wdrapać na dach, i walą po szybach. Inni już wsiadali do następnych statków.
- Glola! Zobacz jakie fajne! - Wrzasnęła Icee, i nacisnęła kolejny guzik.
Statek... wytrzepał się.
- Wow! Ej, a umiesz zrobić, żebyśmy zaczęli lecieć w górę? - Mruknął Kaspian, widząc jak pokrywa na suficie zaczyna się odkręcać.
- Noł problemo. - Szatański uśmiech, kilka guzików naciśniętych, kilka dźwigni przedźwignionych, i co...? I unosimy się!!!
Byliśmy coraz wyżej 8D
- Ej... a gdzie lecimy? - Zapytała
- Na Marsa!!! - Wrzasnęła Nemesis, i opadła na zielony fotel, przypominający wielkiego gluta.
Fotel cofnął się, zrzucając ją, obwąchał ją, i zaszczekał. o.O''
Venus natychmiast zabrała się za głaskanie fotela, i bawienie się z nim w aportowanie .
Mechaniczny dźwięk -
" Język zmieniony na Polski. Cel - Mars. "
Wymieniłyśmy z Icee tajemnicze spojrzenia.
- No dobra... grupować się. Kto, jest kim. Znaczy... ile Nas jest? - Zapytała Aldieb.
Jenna wytrzepała się, i spojrzała na Al.
Kaspian wyrzucił ostatniego kosmitę za okno, i uśmiechnął się niewinnie.
Venus rzuciła jakimś sterownikiem, i kazała krzesłu aportować.
Nemesis stała z rozdziawioną paszczą i patrzyła na wielką konsolę do gier.
Light wyszczerzyła się, i oznajmiła że są dwa pokoje pełne żarcia.
Daeva wciąż spoglądała za okno.
Icee majstrowała przy guzikach z wywalonym jęzorem.
Rozalia tańczyła w rytm muzyki disco polo, której Icee nie umiała wyłączyć.
Yuno wciąż tuliła się do Taty.
Asharad wciąż tulił się do córy.
Quick wyglądał jakby miał zaraz puścić pawia.
Dark Clanderice przełknął ślinkę, widząc fioletową twarz Quicka.
Dag pędem wzięła foliową torebkę spod fotela, i podsunęła Quickowi.
Eva... Eva?
Spojrzałam w jej kierunku.
To Eva!!!
Podbiegłam z wrzaskiem, i ją przytuliłam.
Kilka osób widząc to, też się na nią rzuciło.
Oprócz Quicka, ponieważ właśnie siedział w łazience.
Tworzyliśmy uroczą kanapkę, gdy nagle podnieśliśmy się w górę...
Wszyscy odkleiliśmy się od siebie, i z okrzykiem radości pływaliśmy po całym statku...
Icee zrobiła wielkie oczy, i podpłynęła do sterów.
- Inni kosmici zawrócili! Wysłali kosmo- smsa że nie chcą Nas ścigać, i że HOTN dostanie większy podatek... i że Nas olewają, ale mamy dla nich zrobić zdjęcia Boga Hauru, i im wysłać. O, podali maila. - Uśmiechnęła się, i poruszyła brwiami xD.
Nagle cisze przeszył wrzask Quicka.
- RATUNKU! Moje rzygi zaczęły latać, i mnie zaatakowały! -
- Nie otwieraj drzwi, bo zaatakują Nas wszystkich! - Krzyknęła w stronę łazienki Daeva, i podpłynęła w jej kierunku.
- Spoko... dam radę... - Mruknął Quick.

5 sierpnia 2008

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. VIII [Glola]

Furia

Autor: Glola

Gdy szłam przez łąkę zobaczyłam śnieg.
Nie padał, był to kręg śniegu.
Jednak było coś nie tak...
Krew...
Całe litry krwi...
Łapy wilka i...
i jakiegoś wielkiego wilka...
Jego łapy były dwa razy większe od moich łap...
I ...
w ziemi...
nad tym...
duch!
to była Wandessa?
Tak!
Ale pochylała się nad kupą śniegu jakby się zastanawiając.
Podbiegłam do nich szybko.
-" Nie, to jeszcze nie czas "
- Ale na co? - odpowiedziałam na słowa Wandessy
- Na śmierć
Po tych słowach znikła
Podbiegłam do kupki śniegu.
To co tam zobaczyłam...
Misja?
Mało nie krzyknęłam
Miała coś na oku i była cała we krwi.
Nagle zjawili się Aqua Naysha i Rubin
Przez chwile coś mnie uderzyło
Czemu oni?
i czemu wybrańcy?
-Weźcie ją! - Krzyknęłam
Śnieg nagle zaczął padać
- Co tu sie stało? - Aqua
- Nie wiem! ale coś mi sie wydaje że jak jej nie weźmiesz to padnie! - Krzyczałam przez zęby.
czemu krzyczałam?
śnieg sprawiał że prawie nic nie było widać ani słychać.
Rubin i Naysha wzięli Misje, a Aqua pobiegła za nimi
gdy też pobiegłam zobaczyłam mgłę...
Nie widziałam ich
Tylko czarną sylwetkę.
Ktoś na mnie warczał.
Zaczęłam warczeć jak on.
Rzuciłam się, ugryzłam go w szyje.
odwdzięczył się tym samym.
Pobiegłam w stronę stada, ale on ugryzł mnie w ogon.
Żarliśmy się przez dobrą godzinę.
Kiedy on nagle ugryzł mnie w łapę przeszywając ją na wskroś.
Przeraźliwy skowyt uniósł się nad płachtą śniegu.
Wilk pokazał kły i zadrapał mi pazurem oko
Miałam teraz płaski pasek.
( CZytaliści BB... cośtam <xD> chyba O [To jest BBA ;) ] )
nagle moje oczy zaświeciły na czerwono.
Zaskowyczałam Ciszej.
Usłyszałam jak Rubin wyje do księżyca.
-Tak... to on!- powiedział jakiś gruby głos.
teraz Naysha wyła.
-To ona!- krzyknął głos, po czym usłyszałam przeraźliwy skowyt tego głosu.
Teraz rżenie Kony.
- To też ona -
Poczułam śliną energie....
Zawyłam do księżyca....
Widziałam wszystko w zwolnionym tempie.
- t...o.... o...n...a...-
krzyczał wilk ale ja słyszałam szept.
Życie nagle nabrało tempa.
Chciałam tylko walczyć...
Zabijać.
Zaatakowałam wilka po czym odgryzłam mu łape.
Uderzył mnie między żebrami.
Poczułam się normalnie.
- Tak, teraz jesteście naznaczeni... wybrańcy... uważajcie... ggryfy nadchodzą...-
Znów zwolnione tempo...
Potem zabiłam go.
Pobiegłam w strone przyjaciół bo mgła zeszła.
Rubin leżał we śniegu.
Misja stała na łapach.
Naysha nadal miała zielone oczy, a Aqua dobijała wilka znęcając się nad nim.
Aqua - Wiem co to jest - oczy po woli zmieniały kolor na niebieski jak zwykle
Rubin - To furia. Myślimy tylko o zabijaniu.
Ja - No... widziałam - spojrzałam na Kawałki wilka pod nogami Aquy
Naysha - Czyli znów "akcja - Wybrańcy" ma coś się dziać?
Ja - Mi powiedział że teraz zaatakują gryfy.
Misja skuliła uszy - czyli ja już nie jestem potrzebna?
Rubin - Jesteś! możesz nam towarzyszyć?
zobaczyłam iskry w jego oczach
Ja- spać mi się chce... chodźmy już
Wszyscy się zgodzili.
Nie czułam bólu.
Mimo rozszarmanej łapy i wielu blizn...
Jakby zagoiły się...
U innych też widziałam blizny
ale nikt nie skuczał...
Nawet Misja...

20 lipca 2008

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. VI [Glola]

Ludzie

Autor: Glola


Gdy szliśmy już chwile nagle strasznie zgłodniałam.
Gdy przeszłam sie kawałek w stronę polany, która znana była z obfitości jeleni.
Byłam już obok nich i zauważyłam że nie ma nikogo.
Zwykle pełna łączka była zupełnie pusta...
Zrozumiałam...
To była pułapka!
gdy szłam dalej przerażona, zauważyłam dwa jelenie, wyraźnie przebite kulą z pistoletu...
Teraz byłam już pewna...
Pobiegłam do przyjaciół .
-Nie! to pułapka! oni mają sztuczki! są już niedaleko stada! Poczułam to! tam nie ma ognia! to sam dym wytwarzany przez maszynę...-
- Co? nie krzycz! Spokojnie - powiedziała Aquais rozglądając sie.
- Eh... Wracamy? - Rubin był zrozpaczony.
Aldieb szybko uderzyła łapą w czoło.
- A nie wolicie lecieć?-
- Tak! - Krzyknęliśmy.
Ku mojemu zdziwieniu wszyscy unieśliśmy sie w górę, i poszybowaliśmy.
-Dlaczego Kona odkryła swoją moc dawno, a my nie?- Zapytałam
- Nie ma Kony Glola... Jest Aquais - Powiedziała Aquais z nutą ironii w głosie.
Byliśmy na miejscu.
- Tak... czułem, że to tu! - Powiedział Błysk.
Nagle zdało sie słyszeć
- A...
Jakby urwany krzyk.
Od razu poznałam głos...
- Alinoe! - Krzyknęłam...
Oddaliłam sie trochę od grupy, i podeszłam do krzaków.
Nagle ciężka lina padła mi na szyje.
Nie mogłam oddychać!
Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia jak posługiwać sie ogniem!
Błysk od razu poczuł że coś jest nie tak...
Po chwili Kona lodowatym spojrzeniem utopiła jednego z ludzi.
Reszta puszczając nas odbiegła w popłochu.
Urwał mi sie film...
...
Obudziłam sie parę godzin później
Lady cała wycieńczona ożywiała poharataną Alinoe.
Lwica obudziła sie wreszcie.
- Al, czemu za nami szłaś! - Krzyknęliśmy jednocześnie.
- Bo ja... ja chciałam być z wami... chciałam tak jak Wy...
Być wybrańcem stada...
- To było bardzo niebezpieczne!
...
Zapadła noc..
Było ciemno
- oni tu nie wrócą...-Powiedział znudzony Rubin
- Wrócą! zobaczysz...-Odrzekł Błysk
- Niech se wracają, ale ja idę spać! - Powiedziała ziewając Neyla.
Po tych słowach zamknęła oczy.
Rubin położył sie spać.
Reszta też, tylko ja ,Aquais i Błysk zostaliśmy na chodzie.
- Czuje że oni tu są-powiedział Błysk nasłuchując.
Aquais odeszła do mnie i Błysk, szepnęła coś na ucho, po czym położyliśmy sie spać.
Leżałam długo udając że śpię, jak Aquais i Błysk.
Nagle Alinoe zaświeciły sie ślepia.
Zamieniła sie w ćmę i podleciała do Błyska
-Śpij maleńki śpij...- Powiedziała
Ogier usnął!
a nasza umowa mówiła że nie śpimy!
Ćma zamieniła sie w nietoperza i ugryzła go w gardło.
- Hetemotoroszan! - Wykrzyknęłam energicznie wstając.
Nietoperz spłonął.
Z czterech kątów wybiegło dziesięciu ludzi.
-Hej! Pobudka! - Krzyczałyśmy z Koną, ale tylko Naysha wstała.
- Myślicie że nie spałyście? Reszta prześpi dobrze całą noc ! - Zaśmiał sie człowiek w niebieskim.
- Herszomon! - Naysha wykrzyknęła, ale człowiek w ostatniej chwili zamienił sie w demona lodu...
- Walka między mną, a tobą - Powiedział patrząc na Nayshe
Dwa stworzenia podeszły pod wodospad, ja Kona, i dziewięciu ludzi ruszyło za nimi.
Człowiek zamienił sie w czarnego smoka i zjadł konia
Koń we wnętrzu buzi smoka zamienił sie w muchę, wleciał mu do ucha i zamienił sie w smoka czerwonego.
Czarnemu smokowi rozniosło ucho, a ten przybrał postać Tyranozaura.
Czerwony smok zamienił sie w robaka, po to by przeciwnik zamieniony już w kurę uciekał przed Nayshą w postaci orła.
Kura zamieniła sie w tygrysa, i złapała rozpędzonego orła.
Żegnaj mała
Warknął.
Ale Naysha zamieniła sie w kobrę i ugryzła Tygrysa.
Ten umarł na miejscu.
Nie ukrywając szczęście przytuliłyśmy sie do siebie.
Pozostali ludzie rozmyli sie w proch...
Podbiegliśmy do reszty wybrańców i położyłyśmy sie spać.
Rano Błysk powiedział
- Oj... nie powinienem był ufać mojemu mylnemu uczuciu- Naysha, Aquais i ja spojrzałyśmy sie po sobie i przez ponad godzinę opowiadałyśmy jedna przez drugą.
-Heh... mamy odpoczynek xD-
Nagle zjawiła sie biała klacz
- Jestem z was dumna... Ale teraz ufajcie bardziej uczuciom, i czekajcie na następną przygodę...
-Kiedy ona będzie?
-Poczujecie.. - po tych słowach znikła, a my pobiegliśmy do stada.

1 lipca 2008

Wybrańcy, obrońcy stada cz. III [Glola]

Pierwsza misja jutro

Autor: Glola


W nocy śniły mi sie różne dziwadła...
Byłam w ciemnym lesie...
Usłyszałam pisk...
Naokoło zapłonęły drzewa...
Uciekałam...
Wtedy zobaczyłam Nayshe i białą klacz...
- Ty Naysho, sama musisz znaleźć sobie moc... Musisz ją w sobie odkryć... To Ty poprowadzisz te akcje. Ja jestem wróżką z Kuli którą dała wam Lady Arina ... Mam obronić stado...-
Zwróciła sie do mnie
- Będzie trudno... Najpierw ludzie, potem orki (orki?) potem nimfy, gryfy i smok... To potrwa długo...-
Otworzyłam szeroko oczy...
Ludzie?
Orki? co to ORKI?
Nimfy?
GRYFY?
SMOK??????
Nie mogłam uwierzyć...
Nie zdołamy!
Jestem pewna że nie damy rady...
- Ludzie zaatakują jutro, ale nie są to zwykli ludzie...
Nie ufajcie nikomu!
Ci ludzie nie mogą sie zamienić tylko w żadną z was... -
Nie rozumiałam...
Zobaczyłam Rubina, podbiegłam do niego a on szybko zamienił sie w człowieka i zarzucił na moją szyje linę...
Obudziłam sie...
I zrozumiałam...

20 czerwca 2008

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. I [Avonlea]

Przepowiednia

Autor: Avonlea[Glola]

Spałam sobie smacznie, pochrapując cichutko, śniły mi sie looody....
-Glola! Glola! -
Już się przymierzałam, aby przywalić tej bezczelnej osobie poduszką, gdy...zauważyłam, że aktualnie nie jestem w posiadaniu poduszki co niestety kolidowało z moim brutalnym planem.
Niechętnie otworzyłam najpierw jedno, a potem drugie oko. Pierwszym obiektem jaki zobaczyłam był łeb Błyska.
- Dobrze się czujesz? – spytał niepewnie.
- Czemu pytasz? Dobrze... - skłamałam , rozczesując włosy na pysku .
- Bo śpisz bardzo długo - odrzekł z zatroskaną miną
- Czy to źle? - warknęłam - Może źle się cz...- dopiero wtedy dotarło do mnie co powiedziałam
- Źle się czujesz? - spytał ogier , patrząc na mnie badawczo.
-Eeeem...Może...może źle się czupryna mi rozczesała?! - wymyśliłam szybko głupotę.
Dopiero wtedy zauważyłam, że Błysk patrzy mi prosto w oczy.
- Czyli..Nie ma sensu już kłamać - powiedziałam zamykając oczy.
"Cholera, on wie, że kłamię i się źle czuję!" zezłościła się w myślach.
- Taaa...Lepiej żebyś powiedziała nam prawdę. - powiedział cicho Błysk
- Dobra... Nic, całkowicie nic mi nie jest! - krzyknęłam z bolesnym uśmiechem, nie otwierając nadal oczu.
- Glola, nie kłam! - ryknął Lee
- A ty na mnie NIE KRZYCZ!!! - krzyknęłam
Spojrzał na mnie ze strachem.
- Tenten ... – usłyszałam dziewczyński głos.
Uspokoiłam się na chwilę. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że obok mnie siedzi Lady.
Zarumieniłam się i uświadomiłam sobie jaki żałosny widok przedstawiałam xD
Lady położyła mi rękę na ramieniu. 

- Gdzie jesteś ranna? - spytała cicho.
Prawie, że mimowolnie podniosłam łapę i ukazałam im długą, krwawiącą ranę ciągnącą się od łapy do barka. Błysk syknął cicho, a Lady patrzyła na ranę z niedowierzaniem
- Jak to się stało? - spytała trzymając mnie delikatnie za łapę.
- Na tej walce... - wyszeptała cicho.
- Czemu nam nie powiedziałaś? mówiłam Ci żebyś nie walczyła z tym lwem! - powiedział Błysk
- Bo... Bo nie chciałam być zawadą - wymruczałam przez łzy.
- To ... Lady... przemyj jej ranę i obandażuj.
- Już to zrobiłam –
Błysk uśmiechnął sie szczerze
- A może zrobimy awanturę temu głupiemu lwu?
- Nie! - Krzyknęłam mimowolnie ale oni byli już daleko...
Wtedy stało sie coś dziwnego...
Przed nimi stanął słup ognia...
Lady przypalił sie koniuszek skrzydła, gdy klacz syknęła z bólu rana zagoiła się.
Poczułam nagle niezwykłą chęć, by ktoś jeszcze tu był.
Nie wiem czemu...
Gdy tylko Błysk pomyślał o tym obok nas zjawili sie Rubin, Naysha, i Aldieb.
Naysha nie wiedząc co sie dzieje i czemu nagle tu jest chodziła w kółko zdziwiona.
Rubin stanął w jednym miejscy, a Al rozglądała sie .
Nagle ogień zgasł.
Na około stało sie niezwykle ciemno...
Nagle przygalopował biały koń.
-Tak...- mruknął - Wy, jesteście wybrańcami...
Kiedyś razem...
Potem rozłączeni, a dziś musicie spełnić przepowiednie...

Ogień...-
Po tych słowach całe moje ciało ( i naokoło niego ) zapłonęło..
Woda...-
a Po tych słowach nic sie nie działo...
Nagle z łąki przybiegła Kona...
Biała klacz spojrzała jej w oczy
Ziemia...-
Po tych słowach w grzywie Neyli wyrosły kwiaty
Powietrze...-
Wtedy Aldieb uniosła sie w powietrze...
Dar uzdrawiania...-
Lady uśmiechnęła sie i bez słowa podeszła i uzdrowiła ranę Gloli
Dar poruszania przedmiotów...-
Wtedy spore drzewo poniosło sie w górę, a między drzewem a Rubinem świeciło czerwone światełko
I Dar czytania w myślach...-
-Hej! Glola! Właśnie, że sie nadaje!
Krzyknął Błysk do Gloli, na co ta odrzekła tylko krótkie
- Acha -.o -
- Więc znacie już swoje moce...
Pierwsza wskazówka w Lesie Dusz...