Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Padma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Padma. Pokaż wszystkie posty

10 listopada 2012

Wspomnienia - opowiadanie konkursowe [Padma]

Wspomnienia

>
Na konkurs !

Cichy spacer, tego właśnie chcę. Chwytam ciepłą bluzę wiszącą na wieszaku i wychodzę z domu. Sama. W końcu nie otaczają mnie inne budynki, nareszcie nie prześladuje mnie wzrok innych ludzi, dookoła rozciąga się gęsty las, a przy płocie rośnie moje ulubione drzewo.

Uśmiecham się delikatnie w jego stronę i przybierając wilczą postać ruszam powoli przed siebie. Spoglądam w tył, zupełnie jakbym patrzyła w przeszłość, przypomina mi się stary dom i stare życie, uśmiech nie znika, ale nie jest już tak szeroki. Zatrzymuję się na chwilę zamyślona, po chwili rzucam się szalonym pędem w stronę mojego ,,tajnego przejścia,,. Chcę go jeszcze raz zobaczyć. Zobaczyć ten drewniany, zniszczony, pełen wspomnień dom. Jesienne liście plątają się pomiędzy moimi łapami, fruwają nad głową przypominając kolorowe motyle, przypominając dzieciństwo i stare przygody.

Pierwszy krok w rodzinnej krainie był dosyć puszysty i mokry, tutaj o tej porze leży już sporo śniegu. Uśmiechnęłam się delikatnie, a przed oczyma pojawiły się postacie elfich dzieci goniących się i rzucających śnieżkami. Jedna grupka lepiła bałwana, inna budowała iglo, a z pobliskiego jeziora dało się słyszeć śmiech, zamrożona tafla wody była idealnym lodowiskiem. Wszystko co widziałam było jak mgła, niewyraźne sylwetki, które szybko się rozpłynęły, śmiech.. wytwór własnej wyobraźni. Westchnęłam cicho i rozejrzałam dookoła po wymarłym pustkowiu. Mój wzrok zatrzymał się na ośnieżonym pniu. Stawiając łapa za łapą ruszyłam w jego stronę. Pomimo mroźnego klimatu zrobiło mi się bardzo ciepło, a zarazem smutno. Wskoczyłam przednimi łapami na wystający wysoko korzeń i pyskiem odgarnęłam śnieg odsypując wyryty napis. Widząc go pokiwałam lekko łbem, wspominałam te wszystkie głupoty, które robiłam z braćmi. Zaśmiałam się.
- Jakie my wtedy mieliśmy durne problemy co nie? - Powiedziałam do drzewa, tak, jakbym rozmawiała z duchami rodzeństwa. W oku zakręciła się łza, żałowałam, że nie mogę usłyszeć odpowiedzi, nie z ich ust.

Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale w pewnym momencie na moje ucho spadła kropla wody z roztopionego śniegu, wyrwało mnie to z zamyślenia i spojrzałam w górę. Nad moją głową rozrastała się gruba gałąź.
- Nadal tu jesteś? - zaśmiałam się patrząc na nią. - Nie złamałaś się mimo tak częstego użytku? - Uśmiechałam się sama do siebie. Na korze gałęzi były wyraźne ślady od sznurków, wisiała tu kiedyś niewielka huśtawka, ulubienica małych dziewczynek. Pamiętam jak oburzyłam się, kiedy to starszy brat rozsiadł się na niej i urwał cienkie linki, to dopiero był lament, ponownie pokręciłam głową na wspomnienie tego. - oj Chloe, tylko nie bądź jak mamusia. - zaśmiałam się i na wspomnienie o dziecku zrobiłam duże oczy, podniosłam zad, który nawet nie wiem kiedy posadziłam na zimowym puchu i ruszyłam w kierunku domu. Nie wiem czemu, ale czułam się lepiej, jakby spadł ze mnie jakiś ciężar. Wskoczyłam do tunelu i przeczołgałam się kawałek, wchodząc z powrotem na nasze tereny zostałam oślepiona przez blask księżyca, schowanego za konarami drzew. Dotarło do mnie, że musiałam spędzić tam sporo czasu, ale nie było mi z tym źle, nie żałowałam.. W końcu gdyby nie wspomnienia, nie uczylibyśmy się na błędach.
____________

Może troszkę nudne i wymuszone ale myślę, że nie jest złe.

7 października 2012

Hej mała [Padma]


[ Muza: http://weheartit.com/entry/29125583

Nowa – rzecz? moda? osoba?
Dziecko – hałaśliwe/ciche, ruchliwe/leniwe, wesołe/smutne… długo by jeszcze wymieniać heh… A gdyby to tak połączyć?
Nowa rzecz, nowa moda, nowa osoba, nowa dziecko, nowe dziecko, moje dziecko, nasze dziecko. Witaj Chloe.
***
Garnek.. Zaczęło się od głupiego garnka. Wkurzona od kilku dni, marudna. Trzymam spalony garnek i szoruję go przeklinając pod nosem.
- Padma? – słyszę naglę głos Nebana, straszy mnie i irytuje w tym momencie.
- Co?! – odwracam się w jego stronę.
- O jesteś. – Patrzy na mnie i przekrzywia głowę. – Coś nie tak? – zapytał.
- Spaliłam garnek. – Mruknęłam i dalej szorowałam.
- Zostaw. – Chłopak podszedł do mnie. – Umyję, idź się połóż. – jego głos jak zwykle był spokojny, ale tym razem mnie nie uspokoił.
- Oj przestań, ja spaliłam to ja umyję. – Byłam jak w jakimś nerwowym transie.
- Padma co jest? – Wiedział, że coś jest nie tak.
- Nim mi nie jest. – Spojrzałam na niego, garnek trzymałam w dłoni, naglę poczułam ból, zacisnęłam zęby i upuściłam garnek na podłogę chwytając się za brzuch. Neban chwycił mnie za ramiona, podniósł i zaniósł do salonu, na kanapę.
- Wody mi puściły. – wydukałam bez emocji, zszokowana.
- Cii.. spokojnie. – Chłopak odgarnął włosy z mojej twarzy i szybko przeniósł mnie do swojego gabinetu.. Miał taki w naszym domu. Wzięłam kilka głębokich wdechów i się zaczęło…
***
- Spokojnie.. – poczułam jego dotyk na ręce. – Kiedy poczujesz skurcze, przyj.. – dotarła do mnie krótka komenda z jego ust. Tak też robiłam. Cały czas głaskał mnie po ręce i policzku. Skurcze były coraz częstsze, ale on był obok, nawet nie zdawał sobie sprawy jak mi pomaga. Po godzinie byłam już bardzo zmęczona, ale nie dawałam za wygraną. Pomyślałam sobie ,,no dalej mała, jeny.. już nie taka mała.. ty rodzisz kobieto!,,. Poczułam znowu jego dotyk na czole, chciałam się uśmiechnąć, ale nie mogłam, nie teraz. Cały czas trzymał mnie za rękę..
***
- Cześć Chloe – usłyszałam nagle jego głos i poczułam ulgę. Podszedł do mnie z maleńkim dzieckiem owiniętym w ręcznik i podał mi ją. Chwyciłam dziewczynkę i po prostu się popłakałam. Było to chwilowe, bo mała od razu zachciało się jeść heh. Spojrzałam jeszcze na Nebana.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się do niego kiedy mała piła.
- Nie ma przecież za co. – odpowiedział z szerokim uśmiechem, patrzył na córeczkę.
- Jest.. – powiedziałam i również zaczęłam się jej przyglądać.
__________

A oto podobizna Chloe:
http://weheartit.com/entry/29125583

12 września 2012

Hybryda [Padma?]


Hybryda


[MUZA:http://www.youtube.com/watch?v=W3qkiHuslDQ&feature=fvwrel ]

Taki los.. Przeznaczenie. Pech, fart. Od kogo? Od czego to zależy? Czy zawsze kiedy coś się układa, co innego znika, rozpada się.. ginie?
***
Ból.. okropny ból przeszył moje udo. Odruchowo złapałam się za miejsce rany, czarna substancja wypływała z niej i brudziła moje jasne jeansy. Rozpuszczone włosy poprzyklejały się do spoconej twarzy. Zacisnęłam zęby i przymknęłam oczy na chwilę. Jego już nie było.
- Szlag by cie! – krzyknęłam za nim i zjechałam plecami po drzewie. Powoli opadałam na ziemię. Spojrzałam w niebo szklanymi oczyma. Chciałam, ale nie mogłam puścić rannego uda. Szok? Przerażenie? To wrażenie, że umieram.. Cisza.. Delikatnie muskała moje uszy. Potem doszedł szum, szum drzew i roślin poruszone wiatrem, przyjemnym wręcz. Pierwszy raz poczułam zimno na swoim ciele, aż tak cholerne zimno. Zacisnęłam ponownie zęby i uwolniłam udo z ucisku, spojrzałam na ranę. Krew, ropa, wyżarta skóra.. Pogarszało się w oczach. Przełknęłam głośno ślinę i mocnym ruchem oderwałam nogawkę od spodni, zawiązałam ją na udzie i powoli wstałam. Czułam się paskudnie, jakbym miała zwymiotować swoje wnętrzności.. Pogładziłam swój brzuch.
- A jak u Ciebie mała? – zapytałam cicho, mój głos drżał. Łza spłynęła po poliku. Wiedziałam, że nie umrę, nie teraz, nie było takiej możliwości, ale bolało. Cały wysiłek podzieliłam na dwie rzeczy:
* dotrzeć do domu,
* dostarczyć dziecku potrzebnych sił.
Ruszyłam powoli zaciskając zęby, z początku utykałam ale z minuty na minute szło się lżej, a ból powoli mijał. Znałam bardzo dobrze przebieg tej ,,choroby,, … Eh… Książkowy przebieg, nie praktyczny. I jakoś nie w smak była mi kolejna lekcja życia.

,,Gdybym była stu procentowym wampirem a on wilkołakiem, już bym nie żyła,,
***
Spojrzenia.. mnóstwo spojrzeń w mieście skierowane było w moją stronę. Szeptali do siebie.. Nie miałam siły przysłuchiwać się ich rozmową, teraz nie obchodziły mnie ani trochę. Nie widziałam nawet zbyt dobrze ich twarzy, obraz rozmazywał się, jedynym wyraźnym punktem był mój cel, dom. Tylko tam chciałam się teraz znaleźć. Chciałam być bezpieczna i dać małej bezpieczeństwo. Kiedy dotarłam przed drzwi do głowy wpadło kolejne pytanie. Jak ja mu to powiem? Przecież nie wpadnę z okrzykiem ,,Hej kochane! Ugryzła mnie hybryda, w sumie to Bill.. ale nie przejmuj się, mogę po prostu umierać w męczarniach,, .. Nie.. Wystarczająco miał na głowie. Dlatego nabrałam dużo powietrza i zacisnęłam zęby. Kiedy zapytała odpowiedziałam zwykłe ,,Dobrze,,. Czułam się z tym fatalnie, ruszyłam do łazienki. Zwykła konieczność, wierzchnia część skóry pod wpływem ugryzienia po prostu zaczęła gnić, musiałam wycinać kawałek po kawałku przez kilka dni.. Słodko..

,,Jesteś silna,dasz radę,,
***

W końcu się dowiedział, kiedy mój stan pogorszył się na tyle, że sama nie dałabym rady się sobą zająć. I był przy mnie, nadal jest i wiem, że będzie. Nie było w sumie tak źle, wysokie gorączki, kroplówka… Fuj… Wiedziałam dwie rzeczy:
* będzie gorzej,
* muszę być zdrowa do porodu.
Sama początkowa faza gojenia nie jest taka zła.. Ale teraz, teraz jestem w końcowe, gdzie rana powoli zmniejsza się, goi i znika.. Nigdy się tak nie bałam.. Owinięta pierzyną, podłączona do kroplówki, cała spocona, rozgrzana, opuchnięte oczy, nie moc… i znowu to uczucie… ja odchodzę… Ale.. gdzie to światełko?

,, Halo? Halo! Jest tam kto?,,

6 sierpnia 2012

Trzy dni [Padma]


Trzy dni


[muza: http://www.youtube.com/watch?v=-rVmL30B4QI ]

Mówię co myślę, myślę co chcę, chcę ale nie mogę…
Życie.. Tak mało potrzeba do smutku, a tak wiele do szczęścia. Tak często wydaje się okropne i brutalne, a tak rzadko idealne. Czemu? Bo tak już jest, bo często nie zauważamy tego ile mamy, bo szczęście stoi przed nosem, a my patrzymy w dal. Nie dociera do nas, że tak łatwo czasem je zdobyć..
Śmierć.. Tak przez nas nie chciana. Odpychana, niedorzeczna. Boli… Szczególnie kiedy dotyczy bliskich. Ona nadejdzie, otuli nas kiedyś swoim czarnym płaszczem i zabierze daleko. Czemu się tego boimy? Bo chcemy żyć.. ale po co, skoro życie jest takie okrutne?
 ***
Stoję w progu drzwi i patrzę na niego. Krzyczy w moją stronę.
- Jestem prorokiem rozumiesz?! Ty jesteś jakaś głupia czy tylko udajesz?! – uderza pięścią w stół. Nadal stoję i zaciskam zęby. – Wiesz co? Kochana jesteś, chodź – wyciąga do mnie rękę – pokażę ci coś. – uśmiecha się do mnie. Chwytam dłoń i ruszam za nim. Te czkawki nastroju już mnie nie dziwią. Trzy dni, wystarczyły trzy dni. – Patrz! – pokazuje ptaka siedzącego na gałęzi kiedy przekraczamy próg domu. – To gołąb, wypuszczę takich pełno na moim ślubie. – patrzy na niego.
- Dejv, ty się nie żenisz. – mówię spokojnie.
- Co ty pierd*lisz za brednie! – puszcza moją rękę i popycha mnie lekko.
- Ona cię nie kocha, nie jesteście już razem. – mój ton nadal jest spokojny.
- Bo co?! Bo ty tak mówisz?! Jeszcze tego brakowało żeby taka osoba jak ty układała mi życie! – obrócił się i spojrzał na odlatującego gołębia. – patrz co narobiłaś?! – krzyknął na mnie.
***
- Śpij dobrze.. – zamykam drzwi jego pokoju i opieram się o ścianę. Zaciskam powieki, a z nich wypływa strumień łez. Powoli ześlizguję się na podłogę i otulam brzuch dłońmi. Nabieram głośno powietrza i staram się uspokoić. Trzy dni… Po tylu latach widzę go ale nie poznaję. Brat.. przyszywany brat. Nie mogę powstrzymać łez, płyną, a ja bezradnie patrzę w sufit. W pokoju na przeciw siedzi starsza kobieta, wpatrzona w telewizor. Psychicznie nie dająca sobie rady. Powoli podnoszę się i idę w jej kierunku, po drodze chwytam koc, którym po chwili ją otulam. Delikatnie chwyta go, aby się nie zsunął i spogląda na mnie zmęczonymi oczyma, ale i z wdzięcznością. Uśmiecham się lekko, ale jej stara twarz, nie wiem czemu przypomina wszystkie stare wspomnienia. Zabawy, płacze, to jak się z nim broniłam, walczyłam, sprzeczałam… To jak bardzo się kochaliśmy. Odwracam szybko wzrok, aby nie widziała łez.
- Dobranoc – rzucam zachrypniętym głosem i szybkim krokiem ruszam do salonu, odpocząć. Schodząc po schodach słyszę zamykające się drzwi, gwałtownie ruszam w dół i otwieram je. Jest, idzie ulicą, biegnę za nim.
- Dejv! – poganiam go i zatrzymuję. – co ty robisz? Miałeś spać.
- O Padziu, no wiem, ale pomyślałem, że Rose ucieszy się na mój widok, no wiesz, kto teraz trzyma się tych przed ślubnych zasad. – wzruszył ramionami, wyciągnęłam jego tabletki ze swojej torby i dogoniłam go.
- Trzymaj, wracamy do domu i idziesz spać. – wyciągnęłam dłoń z pigułką w jego stronę. Zatrzymał się.
- Czy ty mnie masz za debila? – zapytał spokojnie i nagle uderzył moją dłoń, złapał mocno i zaczął szarpać, tak że pigułki porozsypywały się po chodniku. – Nie jestem chory! – uderzył mnie w ramię kilka razy i szarpał za rękę – Idiotko! Nie jestem chory pojebana kobieto! – chwycił mnie za ramiona i zaczął wstrząsać. Stałam zszokowana i nie wiedziałam co robić, uderzenia sprawiały ból fizyczny, ale jego zachowanie bolało jeszcze bardziej. W końcu chwyciłam go za rękę i przycisnęłam do ściany.
- Rose nie ma.. Wyjechała. – krzyknęłam.
- Jak to? – naglę uspokoił się i spojrzał pytająco.
- Tak, szuka dla was miejsca na podróż.. – uśmiechnęłam się strasznie sztucznie, ale on o tym nie wiedział, nie w tym stanie.
- Oh ta Rose! – chłopak klasnął w dłonie, które wypuściłam z uścisku.
- Tak.. kochana, a teraz idziemy spać, dobrze? – wyciągnęłam dłoń w jego stronę, chwycił ją i ruszył za mną. Do samego domu buzia mu się nie zamykała, patrzyłam na niego z łzami w oczach. Opowiadał z wielkim entuzjazmem jak będzie wyglądać ich wesele, zgadywał w jakie miejsce pojadą, a ja milczałam. Wiedziałam, że nie będzie ani wesela ani podróży. Od jakiegoś czasu już nie są ze sobą. Choroba, wszystkiemu jest winna choroba. Ponownie położyłam go spać i ruszyłam do salonu. Trzy dni… a ja nadal nie wierze. On.. Ja.. My… Nie dociera do mnie, to, co się stało.
    ***
Teraz stoję ubrana na czarno, przed nagrobkiem w opuszczonej elfiej krainie. Wiele twarzy powoli oddala się od tego miejsca, zostałam już tylko ja.. Trzy dni.. Znalazłam, zajęłam się i pochowałam. Boli… szczególnie kiedy dotyczy bliskich.
_________
Inspirowane prawdziwymi wydarzeniami więc proszę o wyrozumiałość w kwestii błędów czy wgl sensu tekstu… Pozdrawiam.

2 lipca 2012

Księga, cz. 1 [Padma]


Stoję po jednej stronie chodnika, wpatrzona w dom stojący przede mną. Syrena, mnóstwo ludzi, kilka osób przebiega obok mnie. Jakbym była powietrzem. Do budynku wbiega młoda kobieta, za nią policja i lekarze, chcą ją złapać… Upada, tuż przed nim, jej krzyk dociera do moich uszu. Podnoszę wzrok na okna mieszkania, w którym przebywa. Ludzkie szepty, płaczące dzieci, przejęte kobiety i wściekli mężczyźni. Znaleźli go. Mężczyzna z wyżartym gardłem. Wiozą go na noszach, do karetki.
- Po co? I tak już nie żyje.. – te słowa wydobywają się w moich ust. Kilka oburzonych twarzy kieruje się w moją stronę.
- Nieczuły potworze.. – rzuca jakaś starsza kobieta w moją stronę i kręci głową. Hmm.. może tak? Wzruszam ramionami i ruszam w przeciwną stronę, naglę słyszę przejęte głosy i czuję pełno spojrzeń na swoim karku. Obracam się powoli, wszyscy patrzą na ślady, które zostawiam za sobą. Spoglądam na swoje buty, które po prostu ociekają krwią. Jej zapach dociera do moich nozdrzy, a kły wysuwają się mimowolnie. Kilka kobiet mdleje, inne zaczynają chować dzieci w ramionach, cała reszta chwyta za jakieś ostre lub twarde przedmioty, moja postać nagle zostaje oświetlona przez tajemnicze latarki.
- To jej sprawka! Brać ten wybryk natury! … – słyszę i rzucam się na nich z kłami.
Budzę się gwałtownym szarpnięciem i chwytam poduszkę obok. Pierwszy raz nikt na niej nie leży.
- Neban? – odwracam głowę, ale go nie ma. Nieprzyzwyczajona rozglądam się nerwowo po pokoju, kiedy dociera do mnie, że przecież zniknął na dłużej. Wzdycham z ulgi i wtedy sen przypomina mi się klatka po klatce. Chwytam czoło i zerkam na swój brzuch. – Mała paskudo, co ty mi robisz hm? – uśmiecham się pod nosem kładąc dłoń na lekko wypukłym już brzuchu. Znowu ten sen, tylko że dłuższy. Opadam na poduszkę i spoglądam na puste miejsce w łóżku, gładzę je lekko dłonią. – Ty byś pewnie coś zaradził wesołku.. – podnoszę się na równe nogi z uśmiechem i naciągam za dużą koszulkę za tyłek.
Od jakiegoś czasu działy się ze mną dziwne rzeczy. Mam dziury w pamięci, a z tego co mi wiadomo wybieram się na ,,wampirze polowania,, o których nie mam pojęcia, więc łączę te fakty w jedno. Wczoraj wybrałam się do swojej dawnej krainy po ogromną księgę, przekazywaną tam z pokolenia na pokolenie, aby dowiedzieć się co jest grane. Czy jest jakieś normalne wytłumaczenie tego. Jeszcze te sny.. Nie mam pojęcia czy to kwestia sumienia. Przez mój brak kontroli mam już jedną ofiarę na sumieniu, nie chcę już powtórki z rozrywki.
Ruszyłam w stronę kuchni i wyciągnęłam fiolkę krwi.
Od kiedy jestem w 3 miesiącu, mała zaczęła się buntować i krew muszę ograniczać dosyć mocno. Nic dziwnego, w końcu przez ,,tabletki antykoncepcyjne,, wymysłu mojego narzeczonego, Chloe nie będzie miała w sobie ani odrobiny wampira. Co na moje ma swoje plusy.
Wypiłam krew na raz i zjadłam moje udziwnione śniadanie typu ogórek z majonezem, ketchupem itp. Teraz pora przeszukać te kilkaset stron w poszukiwaniu odpowiedzi. Wyszłam na ogród z księgą, która nie należała do najlżejszych, zaśmiałam się pod nosem.
- Oj wesołku, jakbyś to zobaczył to byś mi nogi z tyłka pourywał. – ponownie się zaśmiałam przypominając sobie słowa Nebana, jak to nie powinnam dźwigać, przemęczać się lecz dużo odpoczywać. Usiadłam wygodnie na ławce i zaczęłam wertować stare, pożółkłe strony. Już wczoraj zaczęłam przegląd więc otworzyłam na mniej więcej środku.
Kiedy już zaczęłam tracić nadzieje, a na niebie zawitały ciemne kolory, moje w połowie przymknięte powieki doczytały się dziwnego przypadku w lecznictwie.
Księga ogólnie jest spisem pacjentów z dziwnymi przypadkami chorób czy właśnie ciąży lub innych takich bajerów.
Trafiłam na wzmiankę o hybrydzie, która była w ciąży z wilkołakiem, ale z niewyjaśnionych przyczyn młode w brzuchu było 100% wilkołakiem, mimo jej wampirzej części genów. Jej organizm podawał dziecku potrzebne składniki do przeżycia ale źle działał na sama matkę. Nie były to problemy zdrowotne ale psychiczne.
- Tak, jestem w domu.. – powiedziałam na głos i przebudziłam się błyskawicznie. Podniosłam się gwałtownie z ławki, co spowodowało lekkie rwanie w brzuchu, ale szybko przeszło. Zostało mi dużo stron do przeczytania o tym przypadku. Może dzięki temu rozwiąże nasze problemy, albo chociaż znajdę odpowiedz dlaczego tak się dzieje.
/możliwa kontynuacja/
__________
Wiem, nudne, ale jakoś mnie natchnęło…

4 kwietnia 2012

Alice, cz. 2 [Padma]

04 kwietnia 2012
Stoję przed lustrem w za dużej koszuli i bokserkach. Spoglądam na swoją zmęczoną twarz i wzdycham ciężko. Już drugi dzień spędzam przy telefonie i laptopie. Nie mam nawet siły i ochoty rozczesać swoich zakręconych włosów. Szukam informacji na temat zaginionej ale nic z tego. Jest szósta rano, patrze jeszcze raz w swoje odbicie i przemywam twarz zimną wodą. Ruszam w stronę pokoju i padam na łóżko. Chwytam w dłoń telefon.
- A co mi szkodzi? – pytam samą siebie i wykręcam numer Alice… ,,Abonament…,, słyszę i naciskam czerwoną słuchawkę. Przymykam oczy, coraz bardziej zdenerwowana po czym wykręcam drugi numer. Kiedy szykuję się do rozłączenia, słyszę sygnał. Telefon jest włączony. Robi mi się gorąco, trzymam komórkę przy uchu, jakbym chciała w nią wejść. Nikt nie odbiera, a gdy dzwonię kolejny raz numer jest już wyłączony. Zdenerwowana ciskam telefonem w podłogę i zakrywam oczy…
- Co tu się do cholery dzieje?! – spoglądam za okno. Nie wiem ile siedziałam wpatrzona w krajobraz za szybą, ale ocknęłam się dopiero, gdy zadzwonił telefon. Zerwałam się na równe nogi i odebrałam.
- Cześć! Padma słuchaj, tutaj Rose… Siedziałam sobie na face i Alice była online. – Czasami nie ogarniałam tego ich słownictwa. – To do niej napisałam nie i ona mi odpisała, że nic jej nie jest, że przeprasza, ale nie wiedziała, że taka zadyma się zrobi i że siedzi u Toma i pojechała tam dobrowolnie! Słuchaj to na pewno nie pisze ona! On na pewno ją zmusza! – dziewczyna miała zdenerwowany głos, a ja błam trochę zdziwiona. Nie znałam jej, ale stwierdziłam, że warto to sprawdzić.
- Dobra dzięki za wiadomość, zaraz to sprawdzę. – odłożyłam telefon i pobiegłam do laptopa. Szybko go otworzyłam i wchodząc na tego całego facebooka napisałam do Alice, która rzeczywiście była dostępna.
-,,Alice?,,
-,,wiem, martwiliście się przepraszam jestem u Toma, nie wywiózł mnie pojechałam z własnej woli,,
-,,Jeżeli do cholery jasnej to jesteś ty to włącz ten je*any telefon, odbierz i udowodnij ze nic ci nie jest !,,
-,,dobra dzwoń,,
Zadzwoniłam. Odebrała…
- Czy ty chcesz dostać wpierdol!?! – krzyknęłam.
- Od ciebie zawsze.. – powiedziała skruszonym głosem, chyba chciała załagodzić sprawę.
- Śmieszna próbujesz być!? Mnie to wcale nie bawi! …
- Wiem… Przepraszam…
Wiedziałam już, że na pewno jest bezpieczna, ale byłam strasznie zła. Pogadałam z nią jeszcze, dowiedziałam się, że nie wie czy wróci, czym zdenerwowała mnie jeszcze bardziej. Zakończyłam rozmowę krótkim ,,na razie,, i odłożyłam komórkę. Chwyciłam ją jeszcze na chwilę i napisałam do Billa ,,Będę trochę później,,. Ubrałam się szybko i w takim stanie wybiegłam z domu, przybrałam postać wilczą i wbiegłam w las, chciałam odreagować. Tylko odreagować..
Godzina 23:32. Wychodzę z jakiegoś pubu lekko podpita i ruszam przed siebie. Jestem tak daleko i idę tak okrężnymi drogami, że pod domem Billa znajduję się krótko przed godziną 1:00. Pukam i pukam, czekam.. Nikt nie otwiera. Naglę ktoś przypiera mnie do drzwi mieszkania i łapie za podbródek.
- Gdzieś ty była!?! – Zszokowana spojrzałam na napastnika, którym okazał się Bill.
- Trochę się pogubiłam. – Zakasłałam lekko. – Puść mnie… – nie spodziewałam się po nim takiej reakcji, nadal trzymał. – Powiedziałam puść mnie! – Odepchnęłam go z całych sił i złapałam delikatnie się za szyję. – Czym ty jesteś do cholery?! – spojrzałam na niego. Jasne było dla mnie, że nie człowiekiem, nie sprawił by mi tyle bólu. Naglę pojawił się przede mną i chwycił mocno za ręce.
- Myślisz, że tatuś by cię tak łatwo zostawił?! Serio?! – krzyknął mi w twarz, wyglądał jakby był w jakiejś furii.
- Nie chce cię więcej widzieć! – cała się trzęsę. Naglę czuję mocny ucisk chłopaka i staram się wyrwać. Jego dłonie mocno ściskają moje ręce. – Puść! To boli! – staram się go odepchnąć, ale nie mam siły. Patrze na niego, bulgocze coraz bardziej we mnie, mój wzrok staję się dziwny.
- Twoja wampirza siła nic tu nie da. – chłopak mówi to dosyć spokojnie i ciska mną w drzwi. Okropny ból przechodzi przez moje ciało. Do oczu napływają łzy. Smutek.. Żal… Gniew… Wszystkie te uczucia zlewają się w całość. Podnoszę głowę i patrze na rozwalone wejście.
- Nie podchodź do mnie… – szepczę i oglądam swoje ręce, widnieją na nich sine ślady od chwytu Bill’a. Słyszę jego kroki. – Nie podchodź! – Podnoszę się nagle i patrze prosto na chłopaka. Emocje, które mnie wypełniają aktywują nową zdolność i chłopak nagle zaczyna zwijać się z bólu. Patrzę jak cierpi i nie spuszczam z niego wzroku. Po poliku spływa łza. Nabrałam się.. Myślałam, że jest normalny. Nie mogłam… Zamknęłam oczy i jego jęki ustały. Oddychał głęboko, a ja powolnym krokiem wyminęłam go i wyszłam z domu.
- Padma… – wymruczał.
- Powiedziałam… Nie podchodź. – podciągnęłam nosem i otarłam polik. Szybkim krokiem ruszyłam przed siebie. Chce o tym zapomnieć… Ale nie mogę.
Podążam ciemnymi uliczkami miasta. Wiatr rozwiewa moje skręcone, czarne włosy i otula mokre policzki. Wpatrzona w chodnik idę przed siebie. Naglę ktoś trąca mnie w ramię, odwracam się, ale nikogo nie ma… Zmęczona decyduję się na powrót do domu i kiedy odwracam twarz stoi przede mną starsza kobieta.
- O tobie, dla ciebie.. – wyciąga dłoń i wręcza mi kartkę. Chwytam ją, ale nie bardzo wiem o co chodzi.
- Co to? – pytam staruszki, ale tej już nie ma… Spoglądam na kartkę i widzę rysunek:
http://angela-t.deviantart.com/gallery/?offset=24#/d2wbp4m
Szybkim ruchem odwracam się i rozglądam. Nikogo nie ma.
- Co jest?! – pytam nie wiem kogo. Patrze ponownie na obrazek… Zupełnie jakbym widziała siebie i… Niee.. Poczułam coś dziwnego w środku. Spojrzałam w niebo i przymknęłam oczy.
- Chyba jestem bardzo zmęczona.. – schowałam kartkę do torby wiszącej u boku i ruszyłam w las. Kiedy dotarłam do domu, nawet się nie rozebrałam.. Usiadłam na łóżko, spojrzałam ponownie na rysunek, przyglądałam mu się bardzo długo, aż po prostu zasnęłam… Wtulona w obrazek, jakby przez sen miał mi opowiedzieć co ma znaczyć..
The End.
__________________
Nie wiem czy się podoba, ale zawsze coś.
Padma (22:21)

31 marca 2012

Alice, cz. 1 [Padma]


31 marca 2012

[Muza: http://www.youtube.com/watch?v=3dM2qCCg6GE&feature=related ]
 - Alice nie wróciła. Wiesz może co się stało? Jej rodzice dzwonili do mnie… – Leżałam w łóżku z telefonem przy uchu i słuchałam słów roztrzęsionej dziewczyny. Zadzwoniła do mnie z rana, w połowie rozmowy zaczęła płakać. – Miała spotkać się z tym Tomem… – Jej słowa docierały do mnie bardzo powoli. Przez chwilę zabrakło mi tchu w piersiach.
- Jak to nie wróciła?! – Zapytałam zdenerwowana i do głowy zaczęły wpadać najgorsze myśli. Nie słuchałam już za bardzo co mówi.
- Daj znać jak się czegoś dowiesz ok? – Dziewczyna wyraźnie podciągnęła nosem.
- Tak.. – Odpowiedziałam jakbym była nie obecna. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę komórki i odłożyłam ją na łóżko. Nagle zerwałam się i pobiegłam do kuchni. Oparta o blat stołu spojrzałam w kafelki i pozwoliłam strumykom łez spłynąć w dół. W takich chwilach, nie wiem czemu, zawsze dopuszczam same czarne myśli. Na szczęście nigdy się one nie spełniają, dlatego tym bardziej je dopuszczam. Daje mi to takie małe światełko nadziei, że znowu się mylę i nic złego się nie stało.
Znałam Alice od dwóch lat, była moją przyjaciółką, nadal ją jest, przecież nic jej nie grozi.. Prawda? O Tomie za to wiedziałam bardzo mało… Ma 27 lat, jest tajemnicą dla rodziców, a raczej był…
 Pobiegłam szybko do laptopa leżącego przy moim łóżku i otworzyłam go szybko. Odwiedziłam wszystkie portale jakie miała Alice.
 Jako moja przyjaciółka nie wiedziała kim jestem. Ona jest normalna i chce, aby tak zostało. Te wszystkie fotki, nasze klasy, facebooki.. Tam miała swoje profile. Sprawdziłam wszystko, czy nie ma jakiejś podejrzanej wiadomości. Czy ktoś jej czegoś nie pisał. Czy nie zaplanowała jakiejś głupoty z Tomem.
Byli razem od niedawna, nawet nie miesiąc. Jeździła do niego albo on do niej. Wczoraj to on miał przyjechać, spotkali się i już nie wróciła do domu.
Moja wyobraźnia działała coraz bardziej. Cała roztrzęsiona nałożyłam na siebie obcisłe dresy, bezrękawnik i bluzę.
Ona nigdy tak nie robiła

Wybiegłam z domu.
Zawsze gdy do niego jechała miała plan… Plan u jakiej kumpeli niby śpi, co zrobi i co powie jak matka zadzwoni… Wszystko było zapięta na ostatni guzik.. A teraz?
Zdążyłam chwycić jeszcze telefon, szybko wykręciłam numer. ,,Abonament jest czasowo niedostępny,, … Usłyszałam. Alice miała dwa numery, więc zadzwoniłam na drugi… ,,Abonament… ,, Zatrzymałam się i zacisnęłam powieki. Wciągnęłam głęboko powietrze i zatrzymałam łzy. Ruszyłam szybko w stronę miasta.
Stałam przed drzwiami domu. Zapukałam, otworzył mi chłopak.
- Bill… – spojrzałam na niego i nie wytrzymałam. Łzy ponownie spłynęły po moich polikach.
- Co się stało?! – chłopak chwycił moja twarz. – Wejdź do środka. – Objął mnie ramieniem i wprowadził do domu. Usiadłam na kanapie i wszystko mu opowiedziałam.
- Moja przyjaciółka zaginęła… – zaczęłam kiedy podawał mi kubek ciepłego kakao. Siedziałam zwieszona i spoglądałam w podłogę. On gładził mnie po plecach i pocieszał.
- Pewnie gdzieś zabalowała. Jakieś erotyczne igraszki, no wiesz..
Alice? Nawet gdyby… To było dla mnie zupełnie nie realne. Ona nie robiła takich głupot. Za bardzo bałaby się powrotu do domu po takiej akcji..  
… wiesz gdyby ona zrobiła już kiedyś taki numer to byłoby prawdopodobne, że to się powtórzyło, a jak to jest jej pierwszy raz to wszyscy się denerwują… A co do wyłączonych numerów to może tak bardzo się boi powrotu, że wyłączyła telefony, aby mieć spokój..
Ja rozumiem, że każdemu zdarzają się jakieś głupie pomysły, ale mam przeczucie, że to przez tego całego Toma, on ją do czegoś namówił.
… Ten cały Tom ma 27 lat i zupełnie co innego w głowie. Nie martw się.. Przecież mówiłaś, że wydaje się w porządku. Zresztą Alice zna jego matkę..
Racja.. Myśl, że jej coś zrobił była coraz mniej prawdopodobna, ale co jak i jemu i jej coś się stało?
… mogli gdzieś pojechać samochodem, mógł się popsuć czy coś..
To czemu nie zadzwonili?!
… może nie mieli jak się skontaktować i teraz coś kombinują. – W tym momencie coś do mnie dotarło. Nic nie mówię, a chłopak siedzący obok odpowiada na moje myśli.
- Ty tak dobrze mnie rozumiesz czy po prostu coś ukrywasz? – spojrzałam nagle na niego i wypaliłam. W takim stanie bardzo łatwo się denerwowałam. Milczał i spoglądał na mnie.
- Jesteś zdenerwowana.. – przeczesał moje włosy. – Będzie dobrze.
- Idę.. Zadzwonię do kilku osób, może coś wiedzą. – Podniosłam się i ruszyłam do drzwi.
- Informuj mnie o wszystkim. – Usłyszałam jeszcze i ruszyłam do domu.
Usiadłam ponownie na laptopa i spojrzałam czy ktoś mi odpowiedział na pytanie. Zero, nikt, chyba było za wcześnie. Zadzwoniłam do kilku osób.. Nikt nic nie wie. W końcu Jesmin poinformowała mnie, że wczoraj rano dzwoniła do Alice, a ta powiedziała jej, że spaceruje z Tomem… Na tym ślad się urywa. Nikt nic więcej nie wie…
- Alice… Co ty odwalasz?
CDN.
________
Jest to oparte na faktach z małymi przeróbkami.
Padma (12:03)

12 marca 2012

Bill [Padma]


Bill [ Padma ]


12 marca 2012
[Muza: http://www.youtube.com/watch?v=ZEVIeErWcnU
Pewnie będzie za długie ] - Masz.. – zdusiłam w dłoniach ciemne okulary i rzuciłam mu pod nogi. – Twoja zabawa dobiegła końca. – Spojrzałam na niego wściekła. – Usłyszę o tobie jeszcze raz, a ten wzrok przetestuje na twoim prywatnym tyłku. – Mówiłam to lekko uniesiona. On stał zdziwiony, jego plan nie wypalił, bynajmniej nie do końca, a mnie to strasznie satysfakcjonowało. Odwróciłam się i powoli ruszyłam długim korytarzem. Przymknęłam oczy i wciągnęłam ostatni raz powietrze pachnące starymi murami tej budowli. Uśmiechnęłam się i otworzyłam szeroko oczy. Tak, w końcu widzę wszystkie kolory, nic nikomu nie zrobiłam przez czas mojej próby. Byłam z siebie strasznie dumna. Kiedy tylko wyszłam na zewnątrz zaczęłam się śmiać. Sama nie wiem z czego, po prostu wszystko dookoła mnie bawiło. Rozłożyłam szeroko ręce i pozwoliłam by wyobraźnia zabrała mnie gdzie tylko chciała. Obracałam się dookoła własnej osi, przesuwałam powoli po chodniku. W pewnym momencie zatrzymałam się i w podskokach ruszyłam w stronę miasta. Delikatny wiatr rozwiewał moje kruczo czarne włosy na różne strony, uwielbiałam to uczucie. Zwolniłam trochę tępa, teraz szłam normalnie i dotykałam dłońmi każdej rośliny napotkanej na ich drodze. Im bliżej byłam miasta, tym mniej miałam do dotykania. Kiedy dotarłam do jego granic sięgnęłam jeszcze po jednego z moich cukierków, włożyłam do buzi i z uśmiechem na ustach ruszyłam ulicą. Kilka osób przyglądało mi się dziwnie, inni jakby trochę kojarzyli. Ostatnimi czasy nawet często tędy przechodziłam i sama poznawałam kilka twarzy. Miasto nie było za duże i jak każde miało swoich dobrych i tych mniej wychowanych obywateli. Kilka metrów przede mną zobaczyłam grupkę młodych chłopaków.. uf.. przepraszam.. mężczyzn.. Bynajmniej za owych tacy się uważają.. Westchnęłam cicho, szósty zmysł podpowiadał mi, że nie przejdę tam spokojnie. Z czystej ciekawości, której nie powiem czasem żałuję, nie zmieniłam trasy, ruszyłam prosto na nich.
- Patrzcie, patrzcie, idzie jakaś młoda cipka… – usłyszałam ich szepty i śmiechy. Nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać. Dojrzewanie… Kto to wymyślił? Udając normalnego człowieka, przemilczałam ich ciche wypowiedzi i coraz bardziej się zbliżałam.
- No Fredek, teraz twoja kolej. – Jeden z nich powiedział do dosyć sporego osiłka i poklepał go po ramieniu.Zastanawiałam się czy chcą mnie pobić, ale kiedy usłyszałam głupawy śmiech mięśniaka, dotarło do mnie, że chyba nie jest w pełni zdrowy umysłowo. Byłam już bardzo blisko, zaczęły się ciche gwizdy i udawane wzdychania, które zlałam całkowicie. Przeszłabym tam spokojnie, gdyby nie ręka Fredzia, wędrująca prosto w stronę mojego pośladka. Szybkim ruchem chciałam zatrzymać jego dłoń ale… Naglę jakby z nikąd pojawił się za mną wysoki brunet. Chwycił mięśniaka za rękę i wykręcił mu ją w tył. Usłyszałam tylko strasznie babski pisk, a za raz po tym wiązankę pt. ,,co ty robisz skur…elu?!,,
- Rączki cię już nie świerzbią? Zamiast opychać się sterydami lepiej przysiądź przy książkach gówniarzu… – towarzyszy pakusia już dawno nie było, brunet puścił jego rękę i sprzedał mu lekkiego kopa. – Spadaj. – Pokazał chłopakowi ulicę, w której ten błyskawicznie zniknął. Wtedy spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się lekko, jak na obcego był bardzo przystojny.
- Dzięki. – Zerknęłam na chłopaka i chcąc się szybko wycofać, ruszyłam dalej ulicą.
- Jesteś tu nowa? – Dogonił mnie i zapytał.
- Powiedzmy.. – Założyłam włosy za ucho i ponownie na niego zerknęłam. W odpowiedzi zobaczyłam śliczny uśmiech.
- A mogę wybrać jakąś nagrodę? – Zatrzymałam się i spojrzałam na niego pytająco.
- Nagrodę?
- No wiesz w końcu uratowałem ci życie.. – Ponowne się uśmiechnął. Zaśmiałam się.
- Moje życie nie kończy się na pośladkach.. – Ruszyłam dalej nadal roześmiana. Pobiegł za mną.
- Ale pomogłem.. – Uśmiechnął się zawadiacko.
- Jak pomagasz przejść babci na pasach to też wybierasz nagrodę? – Uśmiechnęłam się do niego pod nosem. Widocznie go to rozbawiło ale i przytkało. Szedł jakiś czas za mną, co chwilę na niego zerkałam i widziałam uśmiech, sama też się uśmiechałam i za każdym razem kręciłam lekko głową. W pewnym momencie chłopak przyspieszył tępa i stanął przede mną.
- Jestem Bill… – wyciągnął rękę. Trochę zdziwiona spojrzałam na niego i chwyciłam za dłoń.
- Miło mi Bill, jestem Padma. – uśmiechnęłam się.
- Hmm.. A więc Padmo.. Spotkasz się ze mną? – Znowu ten uśmiech. Spojrzałam za niego, zaraz będę wchodzić do lasu.. Ulokowałam z powrotem oczy w chłopaku.
- Dobrze.. – odpowiedziałam i kiwnęłam lekko głową, puszczając przy tym jego dłoń.
- To wtedy.. – chciał coś powiedzieć.
- Bądź jutro w południe pod cukiernią…- rzuciłam szybko i pobiegłam truchtem w stronę lasu.
- Hej ! Poczekaj… O 12?
- Tak. – krzyknęłam.
- Gdzie tak biegniesz? – usłyszałam jeszcze. Zatrzymałam się  i odwróciłam w jego stronę.
- Na… Na grzyby.. – zaśmiałam się i pobiegłam dalej. W odpowiedzi usłyszałam też śmiech, przyspieszyłam i pobiegłam do domu.
_________________
Jeżeli może być to chciałabym na zaliczenie obecności to opowiadanko dać.
Padma (16:28)

4 lutego 2012

Miasto [Padma]

04 lutego 2012
[MUZA: http://www.youtube.com/watch?v=UChPJSqTPEo&feature=fvwrel ]
 Wszystko słyszę… Miasto, obcy ludzie, normalni ludzie. Miasto.. Byłam w nim może z 2 razy, przez całe życie. Dziś jestem po raz trzeci. Myję ręce i powoli wychodzę na ulicę, z publicznej toalety. Otulona w cienką bluzę, jasne jeansy, adidasy i moje ciemne okulary. Ruszam przed siebie, idę środkiem chodnika, omijam obce twarze z lekkim uśmiechem na ustach. Wsłuchuję się w ich rozmowy i śmiechy. Jako pół wampir słyszę dużo lepiej niż oni. Przyglądam się ukradkiem każdemu po kolei. Tam dziewczyny w mniej więcej moim wieku stoją i przyglądają się chłopcom chichrając się pod nosem. Tam idzie kobieta i rozmawia przez telefon. Po chodniku biegają dzieci, niewielkie grupki. Jedni podpierają ścianę, inni rzucają się śnieżkami. Jedna z tych grup zaciekawiła mnie najbardziej. Zatrzymałam się na chwilę i przekręcając głowę w bok, przyglądam się ich zabawie. Dwie dziewczynki złapały się za dłonie i kręciły wymawiając jakąś wyliczankę. W pewnym momencie puściły się i poleciały w tył. Wykonałam krok w przód w obawie, że źle to się skończy, ale one wylądowały w przygotowanej wcześniej kupce śniegu i roześmiane zaczęły turlać się po białym puchu. Na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech. Ruszyłam dalej…
Idąc tak jakiś czas poczułam nagle kilka oczu na swoich plecach. Ich szepty… ,,A ona to kto?,, ,,Skąd się urwała?,, ,,Za ciepło jej czy przegrała jakiś zakład?,,. Czy to ich sprawa? Obróciłam tylko głowę w stronę osób wypowiadających te słowa i z uśmiechem na ustach schowałam gołe dłonie do kieszeni. Nie przejęłam się wielce. Ludzie już tacy są, że zawsze znajdą jakąś zaczepkę. Obserwowałam dalej ulicę, nadal zostawiałam ślady swoich butów na chodniku, widziałam rodziny, widziałam przyjaciół, kobiety, mężczyzn, dzieci… Dzieci.. Jak im niewiele potrzeba czasem do szczęścia. Właśnie obok mnie przebiegło trzech chłopców, grubo ubrani, owinięci szalikami i z czapką prawie zasłaniającą widoczność. Zatrzymałam się, aby na nich nie wpaść.
- Karolek spokojnie! Staranujesz panią! – usłyszałam kobiecy głos i podniosłam wzrok w jego stronę.
- Dobrze mamo! – krzyknął mały w odpowiedzi, nawet się nie zatrzymując.
- Przepraszam za niego. – kobieta zwróciła się do mnie. Spojrzałam na nią zza czarnych szkieł.
- Nic nie szkodzi. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Ona zrobiła to samo i owijając się w swój gruby sweter zerknęła na mnie trochę zdziwiona, ale ja już ruszyłam dalej. Zaśmiałam się pod nosem na wspomnienie dziecięcych lat i wciągnęłam głęboko powietrze.
Rozmowy słyszę kolejne rozmowy, przechodzę obok kawiarni. Kolejka po ciepłe napoje jest naprawdę długa. Niektórzy stoją i tupią nogami aby ogrzać palce. Inni grzeją ręce na ciepłych kubkach. Kiedy zbliżam się do wyjścia, z drzwi wyskakuje para, chłopak i dziewczyna. Roześmiani i zajęci sobą nie zwracają uwagi na nic i na nikogo. Podskoczyłam lekko zdziwiona tym ,,napadem,, i pokręciłam głową, śmiejąc się pod nosem, że nawet nie zostałam zauważona. Podążając za nimi nie byłam na tyle bezczelna by przysłuchiwać się ich słodkim słówkom. Zamyślona przyglądam się ich splecionym palcom. Ciesze się. Nie wiem dokładnie z czego. Kiedyś taka scena by mnie zdołowała. Dziś odbieram to nieco inaczej. Przyspieszając trochę tępa i odrywając wzrok od pary, wyprzedzam ich i obracam się przodem. Ustawiam ręce jak do zrobienia zdjęcia.
- Uśmiech. – mówię nagle. Spoglądają na mnie rozbawieni i zaczynają pozować. – No pięknie, jak z obrazka. – uśmiecham się do nich i pokazuję kciuk w górę, odwracając się w przeciwną stronę. Przywykłam do rozśmieszania ludzi, ale teraz poczułam się lepiej niż zwykle. Silniejsza niż kiedyś. Nigdzie nie trzeba się spieszyć. Ponownie wkładam ręce w kieszeń i w lekkich podskokach wymijam ludzi na chodniku… Jestem coraz bliżej ścieżki prowadzącej do lasu.. Hmm.. Kto wie, może następnym razem odwiedzę to miejsce mniej osamotniona? A może kiedyś to moim splecionym palcom będzie się ktoś przyglądał? Heh… Możliwe, czemu by nie. Stąpam po coraz grubszej warstwie śniegu, słyszę coraz mniej rozmów i hałasu… Po prostu, zbliżam się do domu.

31 stycznia 2012

Tak musi być [Padma]

31 stycznia 2012
,,Przez szum drzew,
Przez cień chmur,
Jesień chłodem z gniazd wygania
Dzikich gęsi szum,,
Tak musi być... Ciemne okulary, teraz one są jakby częścią mojego życia. Poruszam się bez nich, tylko i wyłącznie w domu. Zdejmuję na chwilę, aby zobaczyć barwy otaczającego mnie świata. Chyba dopiero teraz doceniam, co tak naprawdę mam. Czy serio trzeba tyle stracić? Trzeba tyle przeżyć, aby dowiedzieć się jak dużo warte jest życie? Chyba tak... Mówią, że człowiek uczy się na błędach. Jesteśmy podzieleni na rasy.. Elfy, wampiry, wróżki, nimfy, demony, dhampiry i.. ludzie. Długo by wymieniać. Mimo tego, wszystkie określenia tyczą się człowieczeństwa. A na moje, każdy z innego gatunku ma w sobie wiele z człowieka. Chodzę po lesie i zastanawiam się, po tym wszystkim co się stało, dlaczego..? Nic to w sumie nie zmieni, ale może wyciągnę z moich przeżyć jakąś cenną naukę. Dziwne, tyle śmierci, złych emocji, niepowodzeń, niektórzy by się załamali. Mnie przepełniło pragnienie walki, dążenia do własnych celów. Czy to przez te czarne okulary? Niee.. To nie to. Każdy w końcu się zmienia, jedni na lepsze, inni na gorsze. Nie wiem, którą drogą ja idę. Nie wiem, którą wybieram. Moim zdaniem jest dobra i tego będę się trzymać.
,,I znów deszcz,
I znów wiatr,
Zawstydzają zieleń liści
Tęczą ciepłych barw,,
Rozglądam się dookoła, właśnie wyszłam z polany, znowu zaczynam czuć się tu jak w domu. Wrzuciłam bardziej na luz, panuję nad swoimi emocjami. Nie zawsze, bo tak nie potrafię. Ważne, że znowu się uśmiecham i to nie na siłę, mam ochotę się wygłupiać i gadać z innymi. Poznawać nowe stworzenia, dowiedzieć się więcej o tym świecie. Chcę pamiętać wszystko i wszystkich, którzy przeszli przez moje życie. Nie ważne czy zostały po nich miłe, czy złe wspomnienia. Zapominając do niczego nie dojdę. Samotne spacery są fajne, tak, ale i .. samotne. Znudziły mi się i coraz mniej mam na nie ochotę. Wszystko jest w porządku... Prawie. Idę w stronę domu, kiedy naglę pojawia się przede mną czarna zjawa.
- Czyli jednak dziś się nie wyśpię. - wzdycham ciężko i zmieniam kierunek swojej wędrówki. Muszę tam iść, muszę go znowu oglądać. Jedyne czego chcę to nauczyć się panować nad nową zdolnością, chce zdjąć te ciemne okulary i żyć swoim życiem. Niestety, on jest jedyną osobą, która może mi w tym pomóc.
,,Tak musi być
Chodź trochę mi żal
Znów po zimie przyjdzie wiosna
Znowu będzie maj,,
Taa... Chyba wszystko w świecie ma swoje miejsce. Mamy władzę nad tym co się stanie, ale sądzę, że los też wpycha nosa w nasze życie. Nie chcę skrzywdzić przyjaciół, więc spędzam czas i polegam na osobie, której nienawidzę. Czy to ma sens? Tak ma... Może nie każdy mnie rozumie, może stwierdzi, że jestem głupia, ale wolę poświęcić ten czas na treningi z nim, niż próbować sama z zapewne mizernymi skutkami. Taki los.. To też często słyszę, albo.. Tak musiało być... I może rzeczywiście czasem warto odpuścić i zobaczyć co będzie dalej, nie ingerować, bynajmniej do czasu, kiedy wszystko ogarniamy.
,,Bo tak musi być
Po nocy jest dzień
Każda zła i dobra chwila
Kiedyś kończy się,,
Padma (17:40)

25 stycznia 2012

Wyjątkowa cz.III [Padma]

25 stycznia 2012

[MUZA: http://www.youtube.com/watch?v=24P0VnJENq8&feature=related ]
Ciężko oddycham, z wyciągniętą ręką, oczy obcego mężczyzny skierowane są w moją stronę. Kiedy moja dłoń powoli opada, on odkłada broń trzymaną przy ciele staruszki. Ona klęczy przed nim, przykuta do ściany, cała pokaleczona.Na tą chwilę nie jest dla mnie ważne nic... Czas w mojej głowie jakby zwalniał, a ja przyspieszałam. Zaczynając od powolnego kroku, kończąc na biegu omijam faceta i przykucam przy Annabel chwytając jej zmarnowaną twarz w dłonie.
- Ann... - do oczu napływają mi łzy. - Boże Ann, co ty tu robisz? - jedna z nich spłynęła do moim poliku.
- Dlaczego? - wyszeptała do mnie cicho. - Robiłam wszystko... Przepraszam. - wróżka też zaczęła płakać, spojrzałam na nią pytająco.
- To cię zgubiło Annabel. - prychnął mężczyzna. - wykorzystałem twoje połączenie z nią, potem wystarczyło wysłać hipnozera i dziewczyna dotarła tu. - dokończył przyglądając się nam. Dopiero wtedy odwróciłam twarz w jego stronę z ponurą miną. Odłożyłam delikatnie głowę staruszki na jej ramię.
- Uwolnij ją! Natychmiast! - warknęłam w jego stronę.
- Złudzająco mi ją przypominasz. - naglę stał przede mną i dotknął dłonią mojego polika. - Te włosy, ta twarz... - chwycił kosmyk opadający mi na czoło i powąchał. - Te smutne oczy... Tak, wtedy miała bardzo smutne... i przerażone. - patrzył mi w oczy. Nagle poczułam jak kolejne łzy spływają po moich polikach, odruchowo przymykam powieki. Zaciskam mocno zęby i zwijam dłoń w pięść. - Ile ja bym dał za te oczy. - dodał, prawie że nie słyszalnie.
- Teraz ci się jej zachciało?! Teraz?! - Uderzam go w tors z całych sił. Mężczyzna uderza w ścianę i zatrzymuje się na niej. - Nie sądzisz, że jest nieco za późno na wspominki jej oczu?! Włosów, twarzy, nosa, czy chuj wie czego?! - Stałam wpatrzona w niego, nadal zaciskając pięści. Facet podniósł się z uśmiechem, otrzepał z tynku i zaśmiał.
- Wybuchowy charakterek to chyba masz po tatusiu. - uśmiechnął się do mnie cynicznie.
- Nawet nie waż się nim nazywać rozumiesz?! - Krzyknęłam bardzo głośno, a temperatura w pomieszczeniu zaczęła stopniowo rosnąć.
- Oho.. trudno to opanować co nie? Ale lepiej się zastanów czy to  dobry pomysł, robi się trochę duszno... - cyniczny uśmieszek nie znikał z jego twarzy, podniósł rękę i wskazał Annabel. Odwróciłam głowę w jej stronę, szybko się uspokoiłam i podbiegłam do niej.
- Ann? Ann? Wszystko dobrze? Przepraszam, zupełnie zapomniałam... - pogładziłam ją po głowie.
- Padmo nie powinno cię tu być... To ja przepraszam... - chwyciła moją dłoń, opadała z sił, coraz bardziej. Musiałam ją stąd zabrać.
- Czego od niej chcesz?! - spojrzałam na niego z odrazą w oczach.
- Ona.. Hmm ma tylko 2 zadania, jedno wypełniła.
- Zadania?! Widzisz jak ona wygląda?! Nie da rady nic już zrobić! Wypuść ją! - podniosłam się szybko.
- Do tego nie potrzeba wiele wysiłku. - Zaśmiał się. - Poradzi sobie, pomogę jej. - Cofnęłam się kilka kroków i przymrużyłam oczy słysząc to.
- Jakie to zadania..?
- Zwabić cię tu.. drugie pozostanie moją małą tajemnicą. - podszedł bliżej mnie, chciał położyć rękę na moim ramieniu, odtrąciłam ją.
- W tatusia się już nie pobawisz... - mruknęłam. - Więc sobie daruj. - W odpowiedzi usłyszałam śmiech.
- Uwierz, nie o to mi chodzi... To nie ojcowska troska, lecz twoja wyjątkowość przywiodła cię aż tutaj.
- Co proszę? - Kolejna tajemnica? Pomyślałam i spojrzałam na wróżkę.
- Wiesz dużo moja droga, ale nie wszystko. - Z niewielkiego wazonu wyciągnął mały, wąski sztylet, na którego widok oczy Ann powiększyły się 2-krotnie.
- Co to jest? - Spojrzałam raz na niego raz na nią.
- Nie, nie rób tego, nie tak... - usłyszałam cichy głos wróżki.
- Milcz... - facet spiorunował ją wzrokiem - Teraz ci się gadać zachciało?
- O co tu chodzi?! - Krzyknęłam.
- To klucz... - Ponownie pojawił się przede mną i pogładził moje oczy palcem, wcześniej zdążyłam je zamknąć. Kiedy przestał otworzyłam jedno z nich.
- Do?
- Do twojej wyjątkowości. - uśmiechnął się chytrze. Chwycił moją dłoń. - Widzisz Padmo, jest coś co powinnaś wiedzieć... - spojrzał mi w oczy. - Nie bez powodu... dałem twojej matce ciebie...
- Dałeś?! Ty ją zgwałciłeś! - wyrwałam dłoń i odsunęłam się od niego.
- Ciiii... - położył palec na moich ustach i założył mi włosy za ucho, ponownie chwytając za rękę. - Ona.. miała specyficzne zdolności. Jej tajemnicą były oczy... - uśmiechnął się. - Teraz chyba rozumiesz, dlaczego bym je teraz chciał.
- Idiota... - skrzywiłam się w nieprzyjemnym grymasie.
- Widzisz, ale niestety ich nie mam, za to mam twoje.
- Moje to mam ja i są całkowicie zwyczajne. - burknęłam.
- I tu się mylisz... - pokiwał mi palcem i uderzył nim w mój nos - Ten klucz, sprawi, że twoja zdolność się uaktywni.
- Przestań! - krzyknęła Ann. - Milcz! Zamknij się! - zaczęła kaszleć. On nie zwrócił na nią uwagi, ale ja tak. Naglę poczułam ból i spojrzałam na swoją dłoń, która właśnie została rozcięta, tym niewielkim sztyletem.
- Auć! Co jest?! - spojrzałam na faceta, szedł on w stronę wróżki.
- To jest klucz, a to zamek do niego. - Wskazał Annabel. - a dokładnie, jej serce. Zaraz będziesz wiedzieć jak to jest... - Właśnie dotarło do mnie co tu się dzieje, wyłączyłam się, nie słyszałam co mówił dalej.. Zastygłam w bez ruchu. Powoli skierowałam wzrok ku dwójce osób. Zerwałam się naglę i wskoczyłam na jego plecy łapiąc rękę trzymającą sztylet.
- Nie! Nie zrobisz tego! Ona mi pomogła! Nie chce wiedzieć jak to jest! - Zaczęła się szarpanina. Sztylet wypadł z jego dłoni i wylądował przy nogach Ann.
- Okłamała bo chciała żyć! I nie obchodzi mnie czego ty chcesz! - Poczułam jego dłoń na swojej szyi, rzucił mną, przeturlałam się po ziemi i lądując na plecach złapałam za ramię, które najwyraźniej mi złamał. Spojrzałam w ich stronę.
- Nie! - krzyknęłam, ale było za późno... Sztylet właśnie wylądował w sersu Annabel, która wydała w siebie głębokie westchniecie i wyzionęła ducha... Podniosłam się na kolana. - Nie.. Nie.. Nie! - Do oczu napłynęły łzy, podniosłam się i pobiegłam w ich stronę. Odepchnęłam go od jej ciała i przyklękając otuliłam ją ramieniem - Ann... Coś ty narobił?! - pogładziłam jej bladą twarz, poczułam lekkie ukucie w oczach. - Co ty zrobiłeś?! - spojrzałam na niego. Nagle obraz zamazał się całkowicie, a oczy zaczęły strasznie piec. Chwyciłam się za nie i krzyknęłam z bólu.
- Twoja krew złamała pieczęć... - usłyszałam jego głos nad sobą. Położyłam się na podłodze i wiłam z bólu. Myślałam, że zaraz je sobie wydłubię. Uderzyłam w podłogę, wbiłam paznokcie w rękę, podrapałam się aż do krwi...
 W końcu ból ustał. Leżałam wykończona na podłodze i patrzyłam w sufit. Poczułam, że ktoś zakłada mi coś na twarz, były to okulary.
- Jeżeli nie chcesz komuś zrobić krzywdy, to lepiej je noś... Jeżeli użyjesz oczu na mnie, okulary te znikną, a ty nie będziesz mogła normalnie spojrzeć na swoich przyjaciół. Minie trochę czasu, zanim się zregenerujesz... Wtedy zaczniemy...
Zamykam oczy, a kiedy je otwieram leże na swojej kanapie i patrzę w sufit.. Sen? Podnoszę się szybko i dotykam oczu... A raczej tego, co je przysłania...
- To nie sen... - te słowa ledwo przechodzą mi przez gardło, łapie pierwszą lepsza poduszkę i kładę się skulona na kanapie. Boję się.. cholernie boję się zdjąć te piekielne okulary... Boję się, że to wszystko się zdarzyło... Ale przecież..
Przecież tak właśnie jest... Leże na kanapie i patrze w sufit, przez ciemne... Prawie czarne okulary...
Padma (19:12)

31 grudnia 2011

Wyjątkowa cz.II [Padma]

31 grudnia 2011

[ MUZA: http://www.youtube.com/watch?v=WiHRLnrqIjQ NIE spieszcie się, tekst nie ucieknie i wczujcie się w muzykę]
Siedzę w kącie i patrzę w sufit. Zbliża się wieczór, a ja nadal jestem w zamkniętym domu. Sięgam po szklankę stojącą przy moich nogach i powolnym ruchem przechylam ją w stronę ust, wypijając drobne łyki krwi. Zamyślona spoglądam na pustą ścianę pomieszczenia i szukam jakiejś odpowiedzi. Nie do końca znam pytanie, mimo wszystko szukam. Odstawiam pustą szklankę i otulam się ramionami, wzdychając lekko. Gładzę przyjemny w dotyku materiał mojej bluzy, przymykam oczy i staram się uspokoić myśli. Co się właściwie dzieje? Do oczu napływają mi łzy, nawet nie wiem czemu. Przeczucie, złe przeczucie za cholerę nie chce mnie opuścić. Nagłe dreszcze przechodzą moje ciało, gęsia skórka, a w głowie tyle opcji...
Trzeba czekać.
Dziwne uczucie, jakby ktoś cały czas stał nade mną. Przyglądał się co robię albo czemu nie robię nic. Nie czuję się zagrożona, ale czuję, że ktoś tu jest. Tylko po co? Tego to się pewnie i tak nie dowiem. Nagle w domu czuć lekki powiew wiatru. Podnoszę się powoli, wyrwana z zamyślenia i rozglądam po pokoju. Coś dziwnego, jest inaczej, czuję się przez chwilę bardzo obco w własnym domu. Wciągam głośno powietrze i równie głośno je wypuszczam. Nie wiem czego się spodziewać. Ktoś tu zaraz wyskoczy, czy może nic się nie stanie? Ta druga opcja pasowałaby mi najbardziej, ale jakoś mało to dla mnie realne. W domu rozlega się nagły trzask, jakby wszystkie okna i drzwi ktoś szarpnął od zewnątrz. Małe wzdrygnięcie i wzrok kierowany ku drzwiom wyjściowym. Powoli penetruje korytarz spojrzeniem i idę, nie spiesząc się, w kierunku wyjścia. Delikatnie chwytam klamkę i naciskam ją. Ku mojemu zdziwieniu drzwi otwierają się. Rozchylam je bardzo szeroko, nic i nikt tam nie stoi. W sumie nawet nikogo się nie spodziewałam. Stoję chwilę w progu i rozglądam dokładnie, jest dosyć ciemno. Wychodzę i zamykam za sobą drzwi. Idę przed siebie... coś śmigło mi przed oczyma.. jakby jakiś materiał...odwracam za tym wzrok... ale umyka mi. Zatrzymuję się i stoję bez ruchu. Czuję za sobą jakąś dziwną, mroczną aurę. Odwracam się powoli. Oczom ukazuje się gęsta chmura pary, która zdecydowanie przysłania widoczność. Mimo wszystko coś widzę... Nigdy jeszcze tak się nie czułam... Taka... Pusta. Czy to zjawa? Jak z jakiegoś koszmaru. Czarno odziana postać, ukryta między mgłą, bez konkretnego kształtu, o czaszce zamiast twarzy. Stoję lekko zdrętwiała i patrzę na nią. Jej okrycie delikatnie powiewa na wietrze. Patrzy się na mnie tymi oczodołami i lewituje, unosi się w powietrzu. Wyciąga powoli kościstą dłoń w moją stronę, a później w kierunku lasu. Jakby kazała mi tam iść, ale ja stoję, stoję i przyglądałam się dziwnemu okazowi. Mgła spod jej zaczęła kierować się w moją stronę, myślę, że to jakiś sen. Przysnęłam w rogu ściany i śnią mi się głupoty. Jednak szybko wyzbywam się tych myśli. Kiedy tylko mgła dotyka moich butów, czuję dziwny przepływ energii, moje ciało pulsuje od środka, jakbym traciła nad nim kontrolę, jest mi coraz cieplej i coraz mniej orientuje, ale nadal wiem co się dzieje, bynajmniej coś wiem i jestem przytomna, dziwne uczucie, ale nawet nie chcę z nim walczyć. Nagle...
Zaczynam się delikatnie unosić, tracę orientację, wiszę w powietrzu, a mgła owija się dookoła mnie powoli. Głowa kieruje się w stronę nieba, oczy otwierają szeroko, czuję się błogo. Jestem wolna. Mgła obejmuje mnie już do pasa i pnie się wyżej, w końcu dociera do twarzy i oczu. Nie wiem co się dzieje, ale czuję ponowne ich pieczenie, widzę ciemność. Kępy pary przybierają szary, prawie czarny kolor i wnikają we mnie powoli. Podnoszę się coraz wyżej i wyżej, zamykam oczy, już nie pieką. Mam wrażenie jakby mgła zatkała mi żołądek i wszystkie otwory w moim ciele, jakbym zaraz eksplodowała. Ręce odchodzą szybko w bok, otwieram usta i cała para ulatuje ze mnie bardzo szybko... Upadam na ziemię...
Podnoszę wzrok i rozglądam się, nikogo już tu nie ma. Nic tylko cisza i lekki powiew wiatru, rozwiewający moje czarne włosy. Odwracam się trochę mimowolnie w stronę lasu i powolnym krokiem idę do niego. Czuję się jak zahipnotyzowana.. Patrze na najbliższe drzewo i podchodzę do niego. Gładzę jego chropowatą korę dłonią i ruszam dalej, do następnej rośliny. Opuszki palców dotykają każdej ominiętej przeze mnie gałęzi, sięgającej chociaż do moich dłoni. Wszystkie wcześniejsze myśli zniknęły, jestem spokojna, aż za nadto spokojna. Chodzę jak najarana po lesie, co chwilę zatrzymując się przy jakimś drzewie czy krzewie i patrzę. Nie wiem gdzie, ale coś każe mi tam patrzeć, tam iść. Tam.. A co to jest to Tam? Gdzie to jest? Tego już nie wiem, bynajmniej nie ja. Teraz moim kierowcą jest podświadomość. Nigdzie mi się nie spieszy.
Spokojnie. Powoli. Przecież idziesz tam po coś, po coś na pewno. Twoja ciekawość jest zbyt duża, aby zaprzestać, aby zaprzeć się i walczyć.. Aby tam nie iść.
Rozkładam ręce na boki i kręcę się, jak mała dziewczynka, zamykam oczy i frunę, gdzieś daleko w niebie. Obijam się o kanty drzew. Od jednego do drugiego i bawi mnie to.. w sumie to nie mnie. Bawi to moją podświadomość. Ja siedzę gdzieś.. I zastanawiam się.. co tu jest grane.
Raz...
Zatrzymuję się,  a uśmiech namalowany na twarzy znika, poważnieje.
Dwa...
Ręce opadają na swoje miejsce, a ja zamykam powoli oczy.
Trzy...
Otwieram je. Już nie jestem gdzieś, jestem znowu tutaj. Myśli ponownie wracają na swoje miejsce. Chce wykonać krok w przód, ale oczom ukazuje się nagły obraz. Widzę Annabel, widzę ją tak, jakbym nad nią stała. Siedzi z podkrążonymi oczyma i patrzy, jakby na mnie. Nagle ktoś uderza ją w twarz. Kobieta jest już tak zmęczona, że upada. Dopiero wtedy zauważam jej nogę, przykutą do ściany. Z oczu leci jej łza, kiwa głową i zaciska usta. Podnosi się powoli. Ktoś... Ten jakby ja ... przykuca, łapie ją za szyje i podnosi ściskając. Wróżka chwyta jego dłoń i próbuje się uwolnić z uścisku. Coś mówi, krótko, ale mówi. Patrzy na swojego napastnika błagalnym wzrokiem, ale to nic nie daje. W prawdzie zostaje uwolniona z uścisku, po czym szybkim ruchem w jej rękę zostaje wbity jakiś tępo zakończony przedmiot. Słyszę jej krzyk i widzę krew wypływającą z rany. Obraz znika, a ja lecę z tył i zszokowana opieram się o drzewo. Spoglądam w niebo i nabieram dużo powietrza. Spoglądam ,,tam,, i rzucam się w paniczny bieg. Biegnę przed siebie, nie wiem czy dobrze, ale biegnę. Wpadam na krzaki i potykam się o korzenie. Na twarzy co chwile rysuje się małe zadrapanie, nie przeszkadza mi to. Biegnę coraz szybciej, czuję się jakby korzenie wychodziły z ziemi i próbowały mnie zatrzymać. Jakby łapały moje stopy. Oddycham coraz szybciej, obraz dookoła mnie zmienia się z sekundy na sekundę. Wbiegam, zbiegam, przeskakuję.. Nie zwracam uwagi na to gdzie jestem. Nie znam tych terenów, ale wciąż biegnę. Mam wrażenie, że biegam w czyjejś wyobraźni, jakby ktoś tworzył te drogi i przeszkody, jakby ktoś mną kierował, abym dotarła tam, gdzie mam dotrzeć. Może to tak właśnie działa? Może po to pojawiła się ta zjawa przed moim domem? Czy to teraz ważne? Nie! Cholera jasna, muszę biec i to jak najszybciej.
- Annabel - Mówię cicho. Zamykam oczy i zatrzymuje łzy chcące wydostać się na powietrze, otwieram je i nagle zaczynam spadać w dół. Jedyne co teraz słyszę to swój własny krzyk.. Lecę coraz niżej i niżej, dno przepaści widoczne jest coraz bardziej. Spadam cała zesztywniała, zamykam oczy i wtedy ... Czuję, że się zatrzymałam. Otwieram oczy i widzę grubą gałąź, na której utknęłam. Myśli nie dają mi nawet cieszyć się z tego faktu, szybkim ruchem wspinam się cała na gałąź i moim oczom ukazuje się mała dróżka. Nie zastanawiając się długo wbiegam w nią i pędzę przed siebie. Zbyt dziwne jest nagłe wyrośniecie gałęzi, centralnie przy wejściu w jakiś zaułek, więc stwierdzam, że tak po prostu ma być i przyspieszam tępa. Moim oczom ukazuje się niewielka budowla i mur, do którego podbiegam i przeskakuję go jak najszybciej umiem. Lecę w stronę drzwi wejściowych, docieram do nich równie szybko i wpadam do środka. Do pomieszczenia pełnego schodów i korytarzy. Nie zatrzymuję się nawet, jakbym wiedziała gdzie mam biec. Wskakuje na schody, skaczę po kilka stopni, coraz wyżej i wyżej, słyszę krzyk. Ponownie przyspieszam, mijam jakieś pokoje, ludzi, którzy oglądają się za mną z paniką w oczach. Nie zwracam na nich uwagi, wyglądają jak służba. Wpadam w kilka osób, tam leci miotła, tu wiadro, za mną coś się zbiło. Nie zatrzymają mnie, nie dziś. Krzyczą coś za mną, ale ich nie słucham. Teraz mam inny cel, który jest coraz bliżej. Czuje to i mam rację. Docieram w końcu do ogromnych drzwi, na końcu korytarza. Biegnę w ich stronę i wpadam z wielkim hukiem do środka.
- NIE! - krzyczę, zatrzymując się w progu. Osoba trzymająca sztylet przy sercu Annabel odwraca głowę.. Czuje wiele spojrzeń na swoim ciele...
CDN.
Padma (15:31)

25 grudnia 2011

Wyjątkowa cz.I [Padma]

25 grudnia 2011

MUZA: http://www.youtube.com/watch?v=24P0VnJENq8&feature=related
Godzina 2.00 w nocy. Budzę się przerażona, nie pamiętam snu.. Zrywam się z łóżka i rozglądam po pokoju, towarzyszy mi w tym odrobina potu i ciężki oddech. Łapię się za głowę i przymykam oczy. Powoli opadam na poduszkę i ponownie przysypiam. Nie mogę zasnąć, kręcę się, co chwilę coś zwraca moją uwagę. Godzina 4.00, od niecałej godziny śpię.. Budzę się z krzykiem, jedyne co pamiętam to zgrzyt łamanych kości, dużo bólu, cierpienia i krwi. Odkrywam pierzynę i siadam na skraju łóżka. Dawno tak nie miałam, pamiętam to tylko z opowiadań, krótko po urodzinach. Jako niemowlę budziłam się regularnie co dwie godziny, zawsze były one pełne. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to przeczucie... A ja mam cholerne przeczucie, że coś będzie nie tak. Siedzę  wpatrzona w sufit. Podnoszę się i łapię szlafrok wiszący za drzwiami. Owijam się nim, po czym ruszam w stronę kuchni. Wstawiam wodę na herbatę, opieram dłonie o kuchenny parapet i spoglądałam na zachmurzone, lekko gwieździste dziś niebo. Myśli zakrzątają mi głowę, kiedy nagle w szybie okna widzę postać... Odwracam gwałtownie głowę w tył, ale nikogo tam nie ma. Ponownie patrzę w szybę.. Kobieta... Nie widzę twarzy, wyciąga rękę, przyglądam się temu cała sztywna..Cios, zadany jej w twarz i...
Nagły gwizd czajnika...
Gwałtowny ruch ręki...
Wazon zbity pod moimi nogami.
Zrywam się w stronę kuchenki i wyłączam czajnik, przełykając głośno ślinę. Chwytam się za czoło i opieram o pierwszy lepszy kant. Naglę odskakuję poparzona od rozgrzanego pręta, puszczając dosyć długą wiązankę. Spoglądam lekko przerażona w okno, ale nie widzę już nic, prócz kilku płatków śniegu, przylegających do niego. Mimowolnie podchodzę bliżej i powoli dotykam opuszkami palców szyby... Spoglądam w dół na rozbite szkło na podłodze. Wzdycham ciężko, przeklinając pod nosem i zaczynam zbierać kawałki wazonu. W sumie i tak go nie lubiłam..
- Padma... - słyszę szept i zastygam. Szloch, starej kobiety - ...szam... - Nie słyszę początku, podnoszę się powoli i rozglądam po pokoju.
- Co proszę? - Ledwo udaję mi się coś powiedzieć.
- ...praszam... - I ciężkie westchnięcie. Marszczę czoło i ruszam w stronę pokoju..
- To jakieś jaja czy co?! - Rozglądam się po mieszkaniu.
- Przepraszam.. - słyszę ponownie, a przede mną wyrasta sylwetka znanej mi starszej kobiety, stworzona jakby z powietrza. Sunie w moją stronę i gładzi po poliku. Szkło wypada mi z rąk. Wystraszona zamykam oczy, a kiedy je otwieram siedzę na podłodze i nikogo ani niczego już ze mną nie ma. Siedzę tak zbita z tropu.. Komu jak komu, jej na żarty by się nie zbierało... Nagle zrywam się z podłogi i wybiegam z domu, zatrzaskując drzwi za sobą. Gołe stopy stąpają po śniegu, nie czuję tego aż tak, zawsze jestem zimna. Zatrzymuję się kilka metrów przed domem i rozglądam po lesie.
-  Annabel to ty? Jesteś tu? - pytam, sama nie wiem kogo. Chcę biec dalej, ale coś jakby łapię mnie za rękę i ciągnie w tył. Spoglądam na siebie i stwierdzam, że nadal jestem w piżamie i szlafroku... Mało wygodny strój jak na misję ratunkową... Tak coś mi mówi, że to nie bez powodu. Wbiegam z powrotem do domu i wampirzym pędem zmieniam ciuchy, łapię swoją torbę i ruszam w dół.
- Nie! - Słyszę. Drzwi przede mną zatrzaskują się, a ja ledwo hamując uderzam w nie dosyć mocno. Potrząsam lekko głową i łapię za klamkę... Zablokowana... Jakby ktoś mnie zamknął. Biegnę szybko do okna, ale i jego nie mogę otworzyć. Oddycham coraz głośniej i szybciej, rozglądam się po pokoju.
- Co tu się ku*wa dzieje?! - Staram się uspokoić i myśleć realistycznie. Nie wychodzi mi to za dobrze. Łapię naglę jedną z figurek stojących na stole i rzucam w szybę... Ponownie staję zamurowana, kiedy okno zostaje nie naruszone.. - Trafiłam przecież, cholera jasna... - rzucam kolejną i nadal nic. Biegnę w stronę innego okna i uderzam w nie pięścią, nadal nic. Zdenerwowana staram się zrobić dziurę w ścianie. Nawet to nie skutkuje... Zaklęcie... Dociera do mnie nagle... Ale po co? Czemu to zrobiła... Przecież nikogo nie skrzywdziłam... A te przeprosiny? Za co? .. Tyle pytań i jak zwykle brak odpowiedzi.. - Szlag by to ! - rzucam torbą trzymaną w ręce i siadam na kanapie z podkulonymi kolanami do brody. Czekam... Nie wiem na co, ale czekam i mam tylko cholerną nadzieję, że to jest sen, albo dziwny żart.. Mało zabawny, ale i takie bywają. Cisza i spokój usypia mnie coraz bardziej, staram się nie zasypiać..Nie chcę ominąc żadnego szczegółu.. Oh ile to ja rzeczy już nie chciałam...
Czekanie znużyło mnie i to konkretnie. Zbudziło mnie pieczenie i łzawienie oczu. Syknęłam lekko z bólu i zakryłam je dłońmi. Nie wiedziałam która godzina, a promienie słoneczne wpadające do pokoju pogarszały tylko narastający ból. Wtedy wiedziałam, że to nie jest ani żart, ani dziwny zbieg okoliczności.. coś się stało lub stanie.. a ja nie wiem co...
CDN.
Padma (22:07)

22 grudnia 2011

Już czas zapomnieć [Padma]

22 grudnia 2011

[ MUZA: http://www.youtube.com/watch?v=VU1gN-m_KBE ] Zacznijcie czytać dopiero przy pierwszym głośniejszym dzwięku. + jeżeli dojdziecie do kawałku z tekstu piosenki, poczekajcie aż się skończy. Z góry dziękować.
__________
- Trzymaj - wyciąga rękę w moją stronę z małym, zapakowanym przedmiotem.
- Co to? - spoglądam na niego lekko zdziwiona.
- Najlepszego... - widać było, że to słowo trudno przechodzi mu przez gardło - Wylosowałem cię - no tak, proste wyjaśnienie. Uśmiecham się lekko i chwytam paczuszkę.
- Dzięki Membu - przyglądam się rzeczy trzymanej w mojej dłoni zamyślona, kiedy naglę czuję jego dłoń na swoim ramieniu.
- Będzie dobrze - słyszę, podnoszę wzrok i nadal z lekkim uśmiechem spoglądam na chłopaka.
- Mam nadzieję - wzdycham lekko i ponownie zatapiam wzrok w paczce. Kiedy podnoszę go z powrotem widzę już tylko oddalającą się sylwetkę Membu. Macha do mnie dłonią i idzie dalej. Zastanawiałam się, czy ja.. Czy ja też umiałabym do wszystkiego podchodzić z taką obojętnością jak on. Może warto spróbować? Nabieram powietrza i powoli otwieram prezent. Pod warstwą papieru znajduję małą książeczkę, z rysunkami i dopiskami do każdego, jest dosyć gruba. Wertuję ją kilka razy. Parę stron przyciąga moją uwagę. Szczególnie ostatnia kartka. Wszystkie rysunki są czarno-białe, ta jako jedyna się wyróżnia. Uśmiecham się lekko, widząc napis pod dziełem.
- Zdolny.. - mówię cicho do siebie, czytam podpis jeszcze raz. Kąciki moich ust unoszą się w lekkim, prawie nie widocznym uśmiech. Zamykam książeczkę i chowając ją do torby ruszam w głąb lasu. Nie mam ostatnio ochoty siedzieć na polanie, zbyt dużo myśli i wspomnień nachodzi mnie w tamtym miejscu. Wkładam ręce w kieszenie i ruszam nad urwisko. Ostatnio to właśnie tam najczęściej przesiaduję. Zaczynam doceniać samotność. Do ucha wkładam słuchawkę, z której od kilku godzin leci ta sama piosenka.
So won't you save this conversation
And find a better time.
Spoglądam w niebo, powoli stawiając kroki do przodu. Zatrzymuję się na samej krawędzi urwiska i patrzę przed siebie. Rozkładam wolno ręce na boki i przymykam oczy. Wciągam głęboko powietrze, czuję jak wiatr rozwiewa moje włosy, okłada nimi moją twarz. Zaczynam się śmieć, lekkie zawahania równowagi i adrenalina bawią mnie coraz bardziej. Chcę lecieć... spadać w dół i czuć wiatr i tą prędkość na całym ciele, chcę się bać... Chcę być coraz niżej i niżej, opaść prawie na sam dół... Ale nie uderzyć o dno... Chcę naglę unieść się w górę i polecieć o wiele szybciej niż spadałam. Polecieć wysoko, wysoko ponad chmury. Tak dużo chcę, a tak mało mogę. Normalne... Otwieram oczy, przestaję się śmiać, a na twarzy ponownie gości smutek. Otulam się ramionami i zagryzam dolną wargę. Nagle z moich ust wydobywa się krzyk, głośny krzyk, którego echo odbija się od ścian urwiska, a ptaki na drzewach zrywają się do odlotu.
Leave it unspoken, Leave it unspoken
Leave it unspoken, Leave it unspoken now.
Cisza. Nic nie słyszę, łzy pogarszają widoczność. Siedzę skulona na skraju urwiska. Jestem taka słaba, a pełno osób mówi, że silna. Pełno osób we mnie wierzy.. Czemu ja nie umiem uwierzyć w samą siebie? Może ja widzę to nieco inaczej niż inni? Może jako jedyna widzę wszystko dobrze, tak jak jest naprawdę? A może to właśnie ja się mylę. Odsuwam się od krawędzi urwiska i zaciskam pięści spoglądając w niebo.
- Dosyć Padmo, za dużo już się użalałaś... Pora o nim zapomnieć. Zapomnieć i żyć dalej, lepiej. Przecież potrafię ! - mówię do siebie. Chwytam w dłoń pierwszy lepszy, ostry przedmiot i ,,piszę,, ... Zaciskam zęby, trochę boli, ale daje radę. Małe strumyki krwi spływają po mojej ręce. Bawi mnie to, zaczynam śmiać się lekko do siebie, coraz głośniej i głośniej.. Wariuję? Może.. Kogo to obchodzi. Jeżeli łzy mam zastąpić śmiechem to takie wariactwo mi pasuje. Naprawdę nie mam nic przeciwko. Zaczyna mi się to nawet podobać. Każdy jest inny, więc wszyscy jesteśmy tacy sami, co nie? Podnoszę się powoli, w jednej dłoni zaciskam ostry przedmiot, drugą mam lekko ubrudzoną od krwi. Zmęczona ruszam w stronę polany, idę, a na ręce widnieje napis...
I'd rather be lonely than be by your side.
Padma (18:12)

4 grudnia 2011

Prawdziwa maska. [Padma]

04 grudnia 2011

[ MUZYKA: http://www.youtube.com/watch?v=STmX6lPPj7E ]
Wychodzę z polany i macham do wszystkich na pożegnanie z uśmiechem na twarzy. Powoli wkraczam w las. Im dalej jestem, tym bardziej blednie mi twarz, znika uśmiech, a oczy stają się szklane.Chowam ręce do kieszeni i idę, idę przed siebie, nie patrze na to gdzie. Spoglądam w niebo smutnymi oczyma. Silny wiatr rozwiewa moje czarne włosy na różne strony i owiewa moją twarz. ,,Już nawet nie czuję zimna,, myślę i podciągam mocno nosem. Otulam się własnymi ramionami i opieram o jedno z drzew. Patrzę w dal i co widzę? Drogę, pustą drogę po której stąpam całkowicie sama. Jest jeszcze coś.. bałagan, wywołany wiatrem. Czuję się jak te liście, gałęzie i drzewa. Popychana nie wiadomo przez kogo. Czasem wolno powiewam na wietrze, czasem stoję silnie i zdecydowanie. Innym razem zostaję wyrwana z korzeniami, lub krzątam się uderzając o jakieś przeszkody. Nie mam się czego chwycić, później mam.. ale nie wiem czego, jest zbyt wiele do wyboru. Istnieje też trzecia opcja - 100% pewności. Tylko czemu jest najrzadsza? A co jeżeli to ja jestem tym wiatrem? Do oczu napływają mi łzy. Nie radzę sobie. Czuję się jakbym niosła wielkie brzemię. Jest ciężko, oddalam się, nie tyle od innych co od samej siebie. Głód... Takie coś sprawia, że jestem zupełnie kimś innym. Jak coś takiego może decydować o moim zachowaniu? Jak mam nauczyć się nad tym panować? Czy to normalne? Mieć tyle wątpliwości. Czy to przez mój wiek? A może każdy wampir tak ma? ... Czy ja naprawdę dam radę? Przymykam oczy i pozwalam spłynąć łzom po polikach. Słyszę coś w oddali. Śmiech. Otwieram oczy i zaciekawiona ruszam w jego stronę, powolnym krokiem zbliżam się do okolic jednego z miast. Widzę dwie postacie, chowam się za drzewem i obserwuję. Chłopak i dziewczyna, idą za rękę. On ją co chwile popycha, lekko. Ona uderza go w ramię, śmieją się i wygłupiają. Podnosi ją w górę i wykonuje obrót. Kiedy dziewczyna opada na ziemię, potyka się lekko i leci w tył, ale on ją łapie. Ten moment zabolał najbardziej.. Czy mnie miałby kto złapać? Nie tyle fizycznie, co psychicznie. Opuszczam wzrok, ale nagłe ,,ała,, wyrywa mnie z zamyślenia i spoglądam ponownie w ich stronę. Do nosa dociera zapach krwi.. Któreś z nich jest ranne. Chcę się cofnąć, ale nie mogę. Zapatrzona w dwie postacie szukam jakby źródła zapachu. Stawiam krok w przód i następny... Zbliżam się do nich powoli, jak zahipnotyzowana. Już nawet nie chcę się cofać, podchodzę coraz bliżej, jestem już widoczna. Ich oczy kierują się w moją stronę, patrzą trochę dziwnie na mnie. Chłopak podnosi się i otrzepuje rękę.
- Masz może chusteczkę? - pyta nie pewnie. Nie odpowiadam, patrze na ranną dłoń dziewczyny. W głowie roją się dziwne myśli i pomysły, a po chwili cisza... Spoglądam na jej partnera zagubionym wzrokiem.- Wszystko dobrze? - Patrzy na mnie widocznie przestraszony. Patrze na niego w milczeniu. - Dobrze się czujesz? - Pyta zatroskanym głosem. Mam ochotę krzyknąć, że nie, krzyknąć i rzucić się na nich... Kieruję wzrok ku dziewczynie, jest lekko wystraszona. Podchodzę bliżej i już wyciągam dłoń w jej stronę, aby uchwycić chociaż trochę wyciekającego płynu z jej rany. Chłopak przypatruje mi się jak obłąkanej, właśnie tak się czuję. Moja dłoń styka się z jej dłonią. Mam już ochotę wgryźć się w nią szybkim ruchem, ale nagle... Ich oczy zwracają się jakby obok mnie, słyszę sapnięcie chłopaka z przerażenia i czuję dotyk i widzę co innego niż krwawą ranę, widzę bladą dłoń, a po chwili znajomą twarz. Membu... Patrzy na mnie zimnym wzrokiem.
- Co robisz? - przechodzą mnie dreszcze i przełykam głośno ślinę kiedy słyszę to pytanie. Spuszczam wzrok. On wyciąga kawałek materiału i podaje chłopakowi, który patrzy na niego z jakimś niedowierzaniem. - Zapomnijcie o niej. - dodaje jeszcze, a po chwili już nas nie ma. Membu puszcza moją rękę i rusza przed siebie. Patrzę na oddalającą się sylwetkę i zadaje sobie pytania. Jak on się tam znalazł i co stałoby się, gdyby go nie było?
- Czekaj ! - wyrywa mi się nagle.
- Na co?
- Na mnie.. - mówię szeptem, on zatrzymuje się i obraca w moją stronę. Spoglądam na niego.
- Po co? - pyta. Opuszczam z powrotem wzrok i przyglądam się czubkom swoich butów. Słyszę jak ponownie się oddala.
- Pogubiłam się... - mówię cicho, ale wiem, że słyszy.
- Wiem. - odpowiada. - pogubiłaś. - Podciągam nosem i po poliku spływa kilka łez.
- To niech ktoś w końcu mnie znajdzie! - Krzyknęłam.
- Sama się musisz znaleźć. Ja ci mogę tylko pomóc. - Podniosłam wzrok i spojrzałam na niego ocierając łzy z polika. ,,Pomóc,, ... No właśnie. Reszta należy do mnie. Czyli to jednak ja jestem tym wiatrem.. Wesoła maska topi się coraz bardziej i tylko ja mogę sprawić, że zmieni się w moje prawdziwe ja. Jak Pinokio... Stanie się żywa.
Padma (15:46)

27 listopada 2011

Nowe życie [Padma]

27 listopada 2011

[ MUZYKA: http://www.youtube.com/watch?v=xButjfhZWVU&feature=fvwrel ]
Rano jedna, wieczorem też. Przed każdym wyjściem w las, czy to na zwiady, czy pobiegać. Zanim wejdę na polanę lub gdy na niej już siedzę. Jest inaczej, niby nic, ale ta butelka, wypełniona czerwonym płynem, wypełniona krwią. Ona daje mi do zrozumienia, że już nie jest tak samo. Czy to źle? Z początku sięgałam po nią z jakimś takim.. obrzydzeniem. Tylko po to, żeby nie rzucać się z głodu na innych, szczególnie na kogoś ze stada. Dziś, hah dziś stoję w swojej starej krainie, starym domu. Łapy mam zatopione po kolana w białym puchu, a wzrok wbity w niebo, błękitne ślepia jakby szukały na nim odpowiedzi. Uśmiecham się, a na pysk i resztę ciała opadają białe, delikatne płatki śniegu. Tyle pytań, jak zwykle w mojej głowie kłębi się wiele pytań. Jednak tym razem nie dotyczą innych, nie chodzi tu o taką ciekawość jak kiedyś. Teraz chodzi o mnie. O moje zachowania i przyzwyczajenia, o zmiany jakie nastały w ciele, w umyśle. Kieruje wzrok przed siebie i widzę niewielki ogródek, zasypany śniegiem, już tylko niewielki zielony płotek sugeruje, że coś tam się kryje. Gdyby żyli zaopiekowaliby się tym. Po co gdybać hm? Tak, właśnie, zrobiłam się bardziej obojętna od kiedy jestem, kim jestem. Nie mam wszystkich i wszystkiego w dupie, nie. Nie o to tu chodzi, po prostu nie żyję już tak przeszłością. Szybciej zapominam. Teraz, kiedy jestem tu ostatni raz, kiedy chcę zamknąć ten rozdział w swoim życiu, zamykam oczy. Powieki powoli opadają, jest mi trochę smutno ale się uśmiecham. Wyobraźnia, tak, zawszę sądziłam, że mieć ją to wielki plus. Widzę starą Padmę, roztrzepaną blondynkę, biegnie roześmiana w stronę ogródka. Siedzi tam i ojciec i matka, wszyscy ich znajomi, uśmiechają się na widok nietypowego wychowanka, na widok mnie. Wskakuję między całe towarzystwo i porywam matkę do tańca, chwytam jej dłonie i kręcimy się, śmiejemy, a inni nam klaszczą. Czas trwa, leci szybko, wszystko jest wspaniale i.... Otwieram oczy, nadal się uśmiecham, ale to co widzę to kupa śniegu i zielony, zasypany płotek. Wzdycham ciężko. Ostatni raz... To był ostatni raz Padmo, pora się pożegnać. Powolnym krokiem wyciągam zasypane łapy z śnieżnych otworów i ruszam w stronę Stada Nocy. Zapominam, nie za zawsze. Wszystkich tam będę pamiętać, swoje błędy... Po prostu muszę żyć dalej i nie gdybać, nie myśleć jak to by było tam czy tu. Jest jak jest, może i nie wspaniale, nie dokładnie tak jak bym chciała. Gdyby życie było takie proste, to by było nudne. Jeszcze wiele może się zmienić. Cały czas uśmiecham się i idę. Zmienić.. Mam nadzieję, że jednak nie wszystko się zmieni. Mój wzrok utyka w gwieździstym, granatowym niebie, a do głowy wpada kilka piosenek, które automatycznie zaczynam nucić. Muszę znać odpowiedzi na ta pytania, wiedzieć jak się zachować, pora na nowy, mały, życiowy cel .. Znaleźć kogoś, kto zna odpowiedzi.
Padma (19:42)

13 listopada 2011

Dobre czary, czy klątwa? [Padma]

13 listopada 2011

[podkładu jakoś nie mogłam znaleźć]
,,Podobno kto pyta nie błądzi,,. Usłyszałam to dzień przed, od Fenrisa. Teraz sama nie wiem, czy żałować pytania Kitsune o ciekawe miejsca, czy nie.. ?Większą winę ma tu raczej moja własna ciekawość i pomysł wybrania się do Lasu Śmierci samej. No cóż...
Wyszłam właśnie z polany, w ręce trzymam małą książeczkę, w której zaczytuję się od jakiegoś tygodnia. Patrze w niebo i układam sobie powolutku wszystko, co tam wyczytałam. Naglę przypomina mi się rozmowa z Kitsune, chowam trzymany przedmiot do niewielkiej torby przy moim boku i ruszam w stronę Lasu Śmierci. Przez moment w mojej głowię pojawił się pomysł, aby znaleźć jakieś towarzystwo, ale jak to pomysły w mojej głowie, zniknął równie szybko jak się pojawił. Pobiegłam więc truchtem w stronę wyznaczonego celu. Im głębiej się znajdywałam, tym mój krok stawał się wolniejszy, aż w końcu po prostu się zatrzymałam. Nie jedna osoba pomyślałaby, że to ze strachu, ale ja byłam zachwycona. Wygląd tego miejsca zafascynował mnie, jakbym była w innym świecie. W domu nie miałam takich miejsc, tam było wszędzie kolorowo. Stałam i przyglądałam się drzewom Teraz, w okresie jesieni, wyglądało tu zapewne inaczej niż w innych porach roku. Ruszyłam ponownie przed siebie, powoli, oglądając każdy szczegół lasu. Wiał chłodny wiatr, który rozwiewał moje włosy na różne strony i otulał twarz, jakby zimna dłonią. Przymknęłam oczy i pogrążyłam się w myślach. Idealne miejsce na takie rzeczy, spokój, cisza i ten klimat. Przyznam, był mroczny i nazwa tego miejsca wcale mnie nie dziwiła, ale naprawdę podobało mi się. W pewnym momencie rozłożyłam ręce na boki i zaczęłam kręcić się w okół własnej osi, coraz szybciej i szybciej. Zaśmiałam się i potknęłam o własne nogi, wywalając w tył. Nie mogłam uspokoić śmiechu.. ,,Ale ze mnie pajac,, pomyślałam i usiadłam na tyłku. Wciągnęłam głęboko powietrze i rozglądałam się dookoła, coś mi nie pasowało, poczułam się jakoś dziwnie. Do nozdrzy doszedł obcy, dziwny zapach, jakby zgniłego mięsa. Zasłoniłam nos dłonią i mruknęłam z niezadowolenia. Nagle usłyszałam hałas, coś pękło, chyba gałąź, odwróciłam szybko głowę w tamta stronę. Moje oczy rozszerzyły się do maksymalnych rozmiarów, przełknęłam głośno ślinę i zaczęłam się cofać. Zza drzew wyłoniło się coś w stylu wyverny. Jaszczurowaty pysk na długiej szyi, długie zębiska, wystające za pysk, smocza postawa, ale nie za duży. Idzie w moja stronę i wystawia swój wężowy obślizły jęzor co kilka sekund. Podnoszę się szybko, co najwyraźniej denerwuje zwierzę i wydając coś w stylu ryku, w moją stronę zaczyna pościg. Biegnę, biegnę przed siebie ile sił w nogach, w głąb lasu, może to i błąd, ale nie chciałam sprowadzać tego czegoś na stado. Uniki, mnóstwo uników, gałęzie, korzenie i różne bluszcze czepiają się moich nóg, jak i całego ciała. Odwracam głowę i widzę, stwór jest blisko i nie przestaje mnie ścigać. Nagle rozkłada niewielkie skrzydła, a jego prędkość wzrasta 2-krotnie, odwracam głowę w przód i...
Trafiam miedzy 2 drzewa obrośnięte rośliną o drewnianych łodygach, panicznie odwracam się w stronę goniącego, jest zbyt blisko, aby uciekać. Jednym solidnym ruchem szczęk rozwala przeszkodę za moimi plecami. Nie celowo, sądzę, że to miała być moja głowa, ale zdarzyłam zareagować. Wywalam się na plecy i unikam kolejnych ciosów jego pyska, ale ile tak można!? Wykonuję fikołka w tył i podnoszę się z sztyletami w dłoniach, zwierzę ponownie wydaje ,,okrzyk bojowy,, i rusza na mnie. Cofam się w tył, napiera na mnie swoimi wielkimi łapami, udaje mi się go unikać jak i lekko ranić. Zajęta walką nie zauważam niewielkiego urwiska za mną, jeden krok w tył i... Lecę, zdążyłam jeszcze krzyknąć, puszczam sztylety w locie i upadam turlając się w dół. Zatrzymuję się w końcu i lekko oszołomiona spoglądam na szczyt górki, widzę jak zwierzę biegnie w moja stronę. Spanikowana rozglądam się, widzę sztylet, mój sztylet wbity w ziemię zaledwie 2m ode mnie. Roztrzęsiona czołgam się w jego stronę, czuję ból w kostce, pewnie skręcona, jak nie złamana. Wyciągam rękę po sztylet i kiedy lekko dotykam palcami jego rączki, coś łapie mnie za obolałą nogę i ciągnie w tył. Znowu krzyczę i zamykam oczy, kiedy je otwieram znajduje się miedzy przednimi łapami stwora, widzę jego łeb, który jakby w zwolnionym tempie zbliża się ku mojej twarzy. Odruchowo zasłaniam twarz ręką i... Czuję ból w ręce, słyszę jakby stęknięcie i lekki pomruk, coś ciepłego spływa po mojej dłoni i kapie na czoło. Śmierć? Tak wygląda śmierć? Coś mi się nie zgadza... Otwieram jedno oko.. Sztylet, musiałam zacisnąć dłoń na jego rączce i kiedy zwierze chciało mnie zabić, nabiło się... Ciężkie cielsko opadło obok mnie, miałam ranną rękę, długie zęby zdążyły się w nią wbić, zanim sztylet przedziurawił jego głowę na wylot. Leżałam zszokowana, a do oczu napłynęły mi zły, roztrzęsiona, bo jak inaczej to nazwać.. ?
- Za... Zabiłam... Zabiłam go... - ledwo wyszeptałam i spojrzałam w niebo, tak bardzo się bałam. - Trz... Trzeciego... - trzęsłam się jak galareta, nie mogłam nawet nad tym zapanować, nie mogłam się ruszyć. Leżałam tak 10min i nic się nie działo, nic.. zupełnie. Podniosłam się powoli i złapałam za, teraz już złamaną nogę. - Jakoś dotrę do... - poczułam przeraźliwy ból w klatce piersiowej, złapałam się za nią i krzyknęłam, znowu. Ranna ręka i noga zaczęły piec, upadłam na ziemie i zwijałam się z bólu. Nigdy, nigdy nic mnie tak nie bolało, krzyczałam, zaciskałam zęby ale i tak wydawałam dziwne odgłosy. Miałam wrażenie, że trwa to jakąś godzinę, a minęło zaledwie 5min, kiedy ból przeszedł. Leżałam z załzawionymi oczyma i ciężko oddychałam. Zmęczone oczy były skierowane na moja ranną rękę, zaraz... Spojrzałam na nią jeszcze raz, ani śladu ran, nic, podniosłam się lekko i zerknęłam na kostkę, też nic, nie była już złamana. Rozejrzałam się zdziwiona po lesie i wtedy... Głowa, moja głowa zaczęła tak mocno pulsować, myślałam, że wybuchnie. Ponownie padłam na ziemie i trzymałam się za skronie, do tego doszedł ból szczęki, jeny.. jak to boli.. Po polikach płynęły łzy.. Krzyczałam i wbijałam paznokcie w ziemię. Krzyczałam i wiłam się po ziemi, jakby mnie łamali młotem, skóra mnie piekła, bolały oczy, o zębach to już nie wspomnę. Wszystko! Nagle się uspokoiło, leżałam spokojnie, poczułam wiatr w nozdrzach i... Co jest? Co to jest... Głód, ogromny głód, oblizałam się i podniosłam głowę, automatycznie skierowałam ją na stworzenie leżące w krwi, doczołgałam się do zwierzęcia i pochyliłam głowę. Na jego ciało spadły kępy czarnych, grubych włosów, złapałam je i pociągnęłam, były moje. Chciałam ruszyć, wstać i ruszyć przed siebie, aby zobaczyć co się stało, ale... ten głód. Znowu skierowałam wzrok na martwe zwierzę. Jednym ruchem wgryzłam się w ciało i zaczęłam sączyć, piłam i piłam a głód powoli przemijał.. wolno, bardzo wolno. Kiedy w końcu oderwałam się od ciała dotknęłam swoich warg dłonią i spojrzałam na krew, ściekająca po palcach. Dopiero wtedy dotarło do mnie co się stało... Dotknęłam swojej twarzy i podniosłam się powoli, obejrzałam dłonie.
- A jednak.. - usłyszałam za sobą. Odwróciłam szybko głowę i spojrzałam na znana mi już, starsza kobietę.
- Co pani tu robi? - Były to jedyne słowa jakie teraz przyszły mi do głowy.
- Zerwałaś moje zaklęcie, wyczułam to i szybko cię znalazłam. - Spojrzałam na nią zapłakanymi oczyma. Zerwałam się w jej stronę i przytuliłam.
- To nie tak... - podciągnęłam nosem.
- Padma cii... Tak musiało być, jesteś teraz w 100% sobą, co nie znaczy, że będzie ci łatwiej. Nauczysz się nad tym panować. - Położyła dłoń na moim poliku i uśmiechnęła się lekko. Mi nie było do śmiechu, nie wiedziałam co teraz zrobić. - Masz... - wyciągnęła jakiś worek i wcisnęła mi go do torby. - To jakbyś zgłodniała. - Nadal uśmiechała się ciepło, wytarłam oczy i kiwnęłam głową. - Teraz, teraz pójdziesz do swoich i pokażesz im się w tej wersji, zobaczysz, będzie dobrze. - Poklepała mnie po ramieniu. - Jesteś silna, dasz radę.
- To ja chyba pójdę jako wilczyca.. może wtedy nie będzie to tak podejrzane. - Mruknęłam.
- Padma. - staruszka zaśmiała się lekko. - Twoja wilcza forma też uległa zmianie. - spojrzałam na nią zdziwiona. - przemień się - dodała, a więc zrobiłam to. - a teraz użyj swoich zdolności i zrób sobie lustro - uśmiechnęła się, a ja wykonałam jej polecenie. Byłam czarna, cała czarna, tylko błękitne oczy zostały z dawnej Padmy. - Teraz strasznie przypominasz Nev. - podrapała mnie za uchem.
- Nev? A.. Shira? - zapytałam, nazywanie jej mamą nie weszło mi w nawyk, jeszcze nie.
- Do Shiry jesteś podobna w ludzkiej wersji. - odpowiedziała. Z jednej strony cieszyło mnie to, w końcu jestem taka, jaka miałam być, z drugiej strony przerażało. Co jeżeli sobie nie poradzę? Wierzę, że dam radę, ale zawsze są jakieś wątpliwości. I to mnie teraz gryzło. Staruszka odprowadziła mnie prawię, że do domu. Doradzała, odpowiadała na pytania. Cieszyłam się, że jest. Naprawdę. Miałam też cichą nadzieję, że z powodu obecności członków stada będzie lepiej. W sumie mam ją nadal...
Koniec.
___
Bądź co bądź.. Wyglądam inaczej, a więc oto moje nowe fotki.
Jako wilczyca: http://y-esk.deviantart.com/favourites/?offset=96#/d2m8rf1
Jako elf-wampir: http://angela-t.deviantart.com/art/Touched-131846194?q=gallery%3AAngela-T%20randomize%3A1&qo=2
Padma (15:50)

6 listopada 2011

Rodzina cz. III [Padma]

06 listopada 2011

[MUZYKA: http://www.youtube.com/watch?v=w7jkJjCbens ]

Biegnę, biegnę jakby w zwolnionym tępię. Wszystko dookoła wydaje się takie dalekie. Ziemia pod stopami jakby pęka od ciężaru moich kroków, od ciężaru moich myśl. Tyle ich teraz jest. Łzy spływają po moich polikach, przymykam powieki i przyspieszam. Chcę wyrwać się z tego dziwnego złudzenia, złudzenia zwolnionego czasu, tego kim jestem. Chcę się cofnąć w tył i zrobić coś, aby sprawy potoczyły się zupełnie inaczej, żebym nadal żyła w swoim idealnym świecie. Chcę śmiać się z byle czego, krzyczeć i być irytująca, za głośna. Chcę to wszystko z powrotem, teraz. Teraz! Szybko! Już! ... Otwieram oczy i nadal jestem tam gdzie byłam. Biegnę i naglę pod stopami czuję przeszkodę, butem haczę o korzeń i lecę, lecę w dół, jak belka, kawałek drewna. Nie chciany kawałek drewna, myślę sobie i w ostatnim momencie wystawiam ręce w przód, aby nie uderzyć twarzą o ziemię. Miękki śnieg i jego gruba warstwa zdecydowanie sprawiły, że upadek był łagodniejszy. Podniosłam zapłakana twarz do góry i spojrzałam na ciemniejące coraz bardziej niebo. Zaciskając mocno powieki wydarłam się ile sił w płucach i bezwładnie położyłam głowę na swojej ręce, aby dalej płakać. Nie ze smutku, tym razem to nie były łzy smutku. Złość, tak, właśnie to. Przepełniała mnie złość. Uderzyłam pięścią w biały kożuch, zostawiając przy tym głęboki ślad dłoni. Coś każe mi wstać, podnoszę głowę i prycham śmiechem.
- A walcie się! - krzyczę i ponownie kładę głowę. Łzy przestają lecieć, zostało mi już tylko podciąganie nosem i patrzenie się w kilka gwiazd na niebie. Zaciskam mocno zęby i przygryzam wargę, nie będę płakać, nie będę. Nie będę do cholery! Czuje krew spływającą po moich ustach, do głowy przychodzą dziwne myśli. Wstaję, powoli wstaję i idę, za głosem, który słyszę, woła mnie. Chodź... Idę. I kogo widzę? Staruszkę. Patrzę na nią wzrokiem, jakiego nigdy nie pamietałam w swoich oczach. Złość, nienawiść, zniszczyła wszystko... Mogła mi nie mówić. Pierwszy raz miałam ochotę rzucić się jej na szyję, rzucić się komukolwiek na szyję i zdusić, mocno. Wykonałam pierwsze 3 kroki.
- Zastanów się. - powiedziała spokojnym głosem.
- Nie ma nad czym. - zdusiłam pięści i zaczęłam się do niej zbliżać, stałam już przed nią. - Po co?! - złapałam ją za ramiona i wstrząsnęłam. - Po co mi to mówisz?! - Spojrzałam na jej twarz zaciskając zęby.
- Miałaś wiedzieć wszystko, chcę żebyś wiedziała. Padma, to było z miłości, jej miłości. Klątwa, czary. Musisz wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, musisz wiedzieć jak się zachować.
- Nic nie muszę !
- A więc mnie zabij, zabij i sama radź sobie z tego skutkami ! - Pierwszy raz uniosła się na mnie. Zdziwiłam się, a moja ciekawość wzrosła i to dosyć mocno. Jakimi skutkami? Co się stanie jeżeli to zrobię? A może to zwykłe odwrócenie uwagi...
- Mów.. - powiedziałam bardziej rozkazująco niż prosząco.
- Shira została sama, twoja babcia, Nev zginęła broniąc jej. Twój wujek przeszedł na stronę brata ojca, nie dlatego, że chciał. Pod wpływem jego zdolności, to właśnie on był tym.. gwałcicielem. - westchnęła, a ja zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby, aby nic nie zrobić. Poczułam jak strumień łez chce wyrwać się z pod moich powiek. - Shira uciekła, trafiła tutaj i tu cię urodziła. Wiedziała jednak, że będzie ścigana. Z twojego powodu - spojrzała na mnie.
- Jak z mojego? - nie wiedziałam o co chodzi.
- Proste. Dziedziczenie... Brat twojego dziadka wiedział, że Shira się do niego nie przyłączy, a była zbyt silna umysłowo, aby zabrać ją siłą. Ty jesteś jej dzieckiem i posiadasz jej zdolności. - westchnęła. Spojrzałam na nią zaciekawiona.
- Czyli ona też zmieniała temperaturę i władała wodą? - zapytałam.
- Nie Padmo... Twoja zdolność została zaklęta, tak jak i podobieństwo genetyczne, aby on cię nie znalazł. A Shira, ona uciekła i prosiła abyśmy pewnego dnia powiedzieli ci kim naprawdę jesteś.
- Nie rozumiem.
- Kiedy się urodziłaś rzuciłam na ciebie zaklęcie i klątwę. Teraz jesteś tylko elfem. Zaklęcie spowodowało, że twoja wampirza połowa i zdolności z nią związane nie uaktywniły się. Tak więc i zdolność, na której mu najbardziej zależało. Byłaś bezpieczna. Jednak, aby zaklęcie było trwałe, musiałam rzucić też klątwę.
- Jaką? - w końcu puściłam jej ramiona, a mój wzrok wrócił do normy.
- Jeżeli zabijesz, okaleczysz kogoś celowo 3 razy, zaklęcie zostanie zerwane. - Zrobiłam duże oczy. - Taak.. Twoje pojawienie się tu oznacza, że musiałaś zabić lub okaleczyć już 2. Bariera została naderwana i masz koszmary, prawda? - To było bardziej stwierdzenie niż pytanie, ale miała rację, kiwnęłam głową bo zabrakło mi języka w buzi. - Widzisz w nich złe przeżycia, Nev i Shiry. - dodała.
- Dlaczego właśnie ich? - w końcu wydusiłam coś z siebie.
- Bo to do nich jesteś najbardziej podobna, w tej swojej prawdziwej postaci. Po ojcu jesteś tylko pół elfem i posiadasz zdolność zmiany temperatury. Po Nev posiadasz moce władania nad wodą i jesteś do niej podobna, tak samo i do Shiry.
- Zaraz, zaraz! Jaka to zdolność, na której tak bardzo zależało temu gościowi? - przypomniały mi się jej słowa.
- Tego powiedzieć ci nie mogę.
- Boo..?! - uniosłam się trochę i szybkim ruchem zatkałam sobie usta. - Przepraszam. Co się ze mną dzieje?
- Widzisz, pewne informacje zmieniają człowieka, elfa też. Wolę żebyś nie wiedziała, żeby cię nie kusiło. Wiedz, że to nie jest fajna zdolność i łatwo ją kogoś zranić, szczególnie na początku. Nie wspomnę już o tym, że musiałabyś nauczyć się panować nad ochota wgryzania się komuś w szyję. - uśmiechnęła się pod nosem i pogładziła mnie po głowie. - Ale musisz uważać.. Zawsze znajdzie się osoba, która może ci pomóc w przemianie i to nie dla twojego dobra. - Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i westchnęłam ciężko.
- Czyli to co zrobiliście było dla mojego dobra tak?
- Tak Padmo i nie waż się myśleć inaczej! Twoja matka myślała wyłącznie o tym jak cię ochronić. Dobrze ją poznałam przez te 7 miesięcy, mieszkała ze mną. - spojrzała na mnie, posmutniałam. - Coś się stało? - przełknęłam ślinę i otarłam łzy z twarzy.
- Ty ją znałaś chociaż te 7 miesięcy, a ja... - wzięłam głęboki oddech.
- Przelotny los pozwolił mi spędzić z nią więcej czasu niż tobie, ale pamiętaj, że nasi bliscy są zawsze blisko. O tutaj. - wskazała na moje serce i uśmiechnęła się. Również wysiliłam się trochę i uśmiechnęłam. - A teraz wybacz, ale muszę cię opuścić. Padmo, uważaj na siebie. - poklepała mnie po ramieniu i ruszyła przed siebie, w las. Stałam jeszcze długo w miejscu i patrzyłam za nią, dopóki nie znikła za horyzontem. Moje myśli zdecydowanie bardziej się uspokoiły. Myśl, że jestem niechciana nadal mnie gryzła, ale przybrała innego znaczenia. Może i byłam nie chciana, ale moja matka nie myślała o pozbyciu się mnie, wręcz przeciwnie. Ochroniła mnie, a teraz ja muszę chronić siebie sama, wiem, że to będzie trudne, ale może dam radę? Uśmiechnęłam się i spojrzałam w niebo, roiło się od gwiazd. Postanowiłam wrócić na noc do dawnego domu. Rano, kiedy wstałam, pochowałam do kartonów wszystkie fotografie i domowe pierdoły, odkurzyłam meble i zrobiłam ogólny porządek. Kiedy wychodziłam z domu, zawiesiłam na drzwiach kartkę ,,na sprzedaż,, i ruszyłam w stronę Stada Nocy.
____________
Koniec.
Padma (16:33)