Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asmodeusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asmodeusz. Pokaż wszystkie posty

3 grudnia 2013

Realizm. [Asmodeusz]

2 grudnia 2013

Realizm

    Strach przed śmiercią i złem jest jednym z największych, pętającym nasze umysły.
    Jednak niektórzy przeczą instynktowi przetrwania, niwelując go, niszcząc ból i cierpienie.
    Stają się Wyklętymi, podążającymi własną ścieżką świata. Nie stoją po żadnej ze stron, jednak przydzieleni są do Ciemności. Dlaczego? Ponieważ budzą w nas przerażenie. Któż nie bałby się istoty zabijającej by się pożywić i przetrwać? Robią to samo, jednak widzą to w innej kategorii. Nie potrafią traktować ich jak siebie samych.
    I są karani. Każdy kto nie docenia Dzieci Ciemności zostanie przemieniony w jedno z nich lub posłuży za ich posiłek. Jest też trzecia opcja, nie krzywdząca nikogo. Nie będą zwracać uwagi na nich, udając, że oni nie istnieją.
    I co wtedy? Świat udawałby, że tajemnicze zgony i zniknięcia nie mają miejsca, a niektóre z tych dziwnych zdarzeń są błędami w raportach, obliczeniach. Dzisiejszy świat jest zbyt przyziemny by móc zapanować nad lękiem.

    Asmodeusz odłożył książkę na stolik, stojący przed kanapą. Podciągnął nogi, siadając po turecku. Dłonie oparł na łydkach, wbijając wzrok w okładkę książki. Ciemna oprawa, ozdabiana skórą i złotymi elementami była miła dla oka. Treści zawarte na pożółkłych, rozpadających się stronach już nie za bardzo. Ale cóż, mus to mus. Chęci poznania też go jakoś zmusiły do dowiedzenia się czegoś o historii potworów do których teraz sam należał. Budziło to w nim teraz złość, a dawna miłość rodziła nienawiść. Dać zakuć się w pęta czasu z powodu jednego głupiego uczucia którego miał zamiar już nigdy do siebie nie dopuszczać. Wampiry jednak powinny być wybitne co do ostatniego. Nie sprowadzałyby dobrych ludzi na drogę nieszczęść i cierpienia, a sobie by też ulżyły. Jednak były plagą niemożliwą do powstrzymania, więc nie dałoby się tego opanować. Co może jeden skrzywdzony facet z psychiką dziecka i takim samym rozumowaniem? Nic nie może, bo w myślach i w mowie każdy jest mocny, ale jeśli dojdzie do czynów to lepiej nie wspominać o tej porażce.
    Podniósł się, bez życia kierując w stronę kuchni, gdzie usiadł przy stole. Gdzieś kątem oka mignęła mu plama czerwieni. Nigdy nie mogła odpuścić poważnej, dorosłej rozmowy. Zawsze musiała wyczuć gdy krwiopijca tracił wiarę w siebie, w innych i cały świat. Kościej pod postacią dziewczyny przystanął przy przyjacielu, przytulając jego głowę do klatki piersiowej. Często ten drobny gest pozwalał na przywrócenie go do normalnego funkcjonowania. Uśmiechnął się z wdzięcznością, starając się zatuszować obecny nastrój. A jednak Glyzerin wyczuła, że Potworek nie chce ani pomocy, ani rozmowy i jest to stan zaawansowanej choroby psychicznej zwanej samotnością z powodu braku miłości. Dobrze, że jej to nigdy nie dotknęło i nie dotknie. Westchnęła ciężko i pocałowała go w czoło, odchodząc do salonu.
    Takie stany dotykały go raz na jakiś czas, bez uprzedniego uprzedzenia chociażby jakimś drobnym znakiem. Założył wesoło kolorowe trampki, bluzę i wyszedł z domku. Niby zima, niby śnieg, a on i tak jeszcze bardziej nie czuje zimna. Kolejna rzecz której nienawidził. W sumie, w swojej wampirowatości nienawidził wielu rzeczy. I sam na siebie był wściekły, że pozwolił na coś takiego. Odruch chwili którego będzie żałować do końca tego nędznego świata. Wsunął dłonie do kieszeni, tępym wzrokiem patrząc przed siebie. Nogi automatycznie niosły go w to spokojne miejsce, gdzie było mało osób, a jakikolwiek ruch ograniczał się do minimum. Stary, opuszczony park na pagórku ze zniszczonym, miniaturowym placem zabaw. Widok był trochę niesamowity. Chociaż dla zwykłego człowieka byłby po prostu brzydki, przeciętny i niewarty uwagi. Usiadł na huśtawce, kołysząc się powoli z wzrokiem przesuwającym się po konturach budynków ciemnego, szykującego się do snu miasta. Brak na niebie było gwiazd, Księżyc zasnuwały grube chmury, zwiastujące śnieg. Oparł głowę o metalowy pręt podtrzymujący siedzisko huśtawki. Szelest w krzakach ogołoconych z liści nie zwrócił jego uwagi. Dopiero gdy rudo-czarny kot o zielonych ślepiach wskoczył na kolana Wilkowatego, ten spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko. Wziął go na ręce i powolnym krokiem ruszył w kierunku domu. Zwierzak był spokojny. Widzieli się kilka razy, ale Asmo miał nadzieję, że może jednak kot ma jakiś dom. Sądząc jednak po jego zachowaniu, wyglądzie i tym, że nikt tego kota nie znał z okolicy postanowił wypełnić nim pustkę w sercu. Uśmiechnął się lekko, odsłaniając wydłużone kły.
    - Nazwę Cię Syriusz.

    Miłość nie warta jest jakiegokolwiek cierpienia. Zawsze będzie sztuczna i kłamliwa. Nie warta jest zachodu. Nigdy nie będzie prawdziwa i wieczna.

Głupie bajki dla dzieci, głupie "żyli długo i szczęśliwe".

3 października 2013

Są samotni. [Asmodeusz]

2 października 2013

Są samotni.

Ogień.
Dym.
Zniszczenie.

    Nieznaczne ruchy dłoni, przekładające tak wiele zdjęć.
    Dłonie, nieruchomiejące na kilka sekund pod wpływem napływu wspomnień.
    Trawiący je ogień, przeskakujący z palców na kolorowe fotografie, wypalający w nich dziury.
    Kupka popiołu, powiększająca się z każdą minutą.

    Szloch. Krew płynąca po przedramionach, gojące się rany.

    Chłopak siedział na krześle przy zniszczonym już stole. Przeglądał zdjęcia które przedstawiały niezbyt miłe jego sercu sceny. Zdjęcia dwóch osób, śmiejących się, bawiących dobrze. Smutny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Wydawało się, że to wszystko było tak dawno. A teraz się skończyło.
     Wspomnienia były dobrą rzeczą. Przyjemną.
     Co zrobić gdy bolą? Pozbyć się dowodów, znaków, wszystkiego.
     To też robił. Zapach benzyny unosił się w kuchni, podczas gdy ogień pochłaniał jedno po drugim zdjęcie.

     Nic wielkiego.
     Wszystko jest w porządku.

     Kłamstwa które wiele osób ignorowało. Możliwe, że to doprowadziło go na skraj wytrzymałości psychicznej. Nawet Ci na których mu zależało, którzy byli dla niego ważni nie chcieli lub nie umieli mu pomóc. Trzeba radzić sobie samemu z własnymi problemami ale on nie umiał. Cierpieli na tym inni i on sam.
     Cichy płacz przerodził się w szloch. Okropne. Pozbywać się tego, co było ważne. Wciąż jest ważne. Ale nie miało szans na kontynuację czy po prostu minęło. Mimo wszystko bolało. Był zdolny do wszystkiego byle ugasić to uczucie.
     Uspokajający głos, ciepło ciała i delikatny dotyk. Czerwone włosy, wymykające się z gumki łaskotały go po uchu. Wtulił się w ciało dziewczyny, trwając przy niej dłuższą chwilę. Przesuwała dłonią po jego głowie, wysłuchując jego żalów. To nic, niech się żali. Będzie mu lżej na duchu.
Lecz czy rozmowa z samym sobą jest bezpieczna dla psychiki? Z pewnością niezbyt.

     Nie było jego siostry, nie było tego na kim mu zależało.
     Nie miał nikogo na kim mu zależało, nikogo kto by go tu trzymał.

     Odsunął się od Kościeja i uśmiechnął się w podzięce. Podniósł się, nie zwracając już uwagi na popiół rozniesiony po pomieszczeniu w podmuchu wiatru, przedostającego się oknem. To co było już nie istnieje i nie wróci. Zmył z rąk krew i rzucił okiem na długie, głębokie, pionowe rany biegnące po wewnętrznych stronach przedramion. Zaczęły już się goić. Przemiana w wampira jednak nie była dobrym pomysłem. Teraz tu tkwił. Razem z nią. Miał towarzystwo, nie byli samotni.
     Wyszedł z budynku który nosił na sobie już ślady starości i zniszczeń. Znów będzie płonąć. Ale tym razem spłonie cały. Tak jak wszystko inne. Wilk zostawił za swoimi plecami wszystkie wspomnienia, dawny czas, a także całą nadzieję. Tuż za nim podążało szczenię z błyszczącymi oczyma, czerwonym irokezem i kilkoma złotymi kolczykami w uszach. Nie miała tego co Asmo. Dla niej to wszystko skończyło się dawno, lecz pogodziła się z tym. Nie robiło jej różnicy już nic. Starała się wszystko przyjmować pozytywnie ale to też jej już nie wychodziło.
Zostawili ścieżkę ulaną benzyną, zostawili wszystko.
     Trzask gorejącego, walącego się budynku odprowadził dwójkę zwierząt znikających za drzewami lasu. Nie było szans by pożar rozprzestrzenił się bardziej. Miał zniszczyć tylko ich przeszłość.
     Połączyli się by nie doskwierała im samotność.
     Mimo wszystko..
     Są samotni.
_____
Wybaczcie za spam. Najpewniej będzie jeszcze jedna część jeśli tylko się poprawi wszystko.
Obstawiam stany depresyjne i potrzebę psychologa.
Wiecie, że Was wszystkich kocham, nie? Jesteście moją zajebistą rodzinką.
Dziękuję Wam za tak wiele. 

To brzmi jak żale czy pretensje, jezu. Miało tylko odzwierciedlać stan ducha i nie miało na celu wzbudzenia na nikim litości czy jego sumienia.

27 września 2013

Byli samotni. [Asmodeusz]

27 września 2013


Byli samotni.

W idealnym świecie nie ma bólu.
W idealnym świecie nie ma smutku.
W idealnym świecie nie ma samotności.
Idealny świat nie istniał. Należał do sfery marzeń. A dosięgnąć go mogli tylko ci których już nie ma, których dusze wędrują w eterze.
On o tym wiedział. Ona też. Próbowali osiągnąć to co inni. Nie udało się. Musieli tu zostać. On z powodu głosu serca, Ona z powodu złego wyboru w przeszłości.

Zamknął oczy, wzdychając ciężko. Szare futro przeczesywał silny wiatr, niosący zapach zginilizny. Wilk siedział na wzniesieniu już od jakiegoś czasu. Przyglądał się terenom stada, widniejącym niżej.
Pustka.
Tym słowem dało się określić wszystko. Po lesie wędrowały już tylko cienie istot które kiedyś tędy przechodziły. Brakowało kiedyśniejszej świetności HOTN. Natura objęła panowanie nad wszystkim. Nawet nad Jaskinią w której zagnieździły się nietoperze. Nad Polaną zarośniętą wysoką trawą i leśnymi kwiatami.
Byli samotni.
Z jego perspektywy wyglądało to jak koniec. Ale nie chciał tak myśleć. Wciąż na samym dnie wszystkiego była nadzieja. Nadzieja, że powróci to co niegdyś było. Ale wiadomym jest to, że nic nie może być takie jak wcześniej. Może i wróci dawna świetność HOTN, ale nigdy nie będzie taka jk kiedyś. Kto wie, może będzie wyglądać jeszcze lepiej?
Czarne szczenię, skaczące wesoło wokół ponurego wilka w końcu usiadło z upolowanym motylem, wystającym z pyska. Miejscami na jej ciele widać było nagie kości jednak nie zwracał na to uwagi. Przywykła. Połknęła owada i trąciła pyskiem łapę wilka. Uniosła kąciki ust w uśmiechu.
Trzaski. Zgrzyty. Jego uszy reagowały same na dźwięk przemiany, na dźwięk pękającej skóry, kości i mięśni.
Dracholich machnął kolczastym ogonem, uderzając nim ziemię. Rozłożył skrzydła, łapiąc w poszarpaną błonę wiatr. Pustymi oczodołami wpatrywała się w las u ich stóp.
- Masz nadzieję, że wrócą? Że to wszystko wróci? Głupi jesteś. Nadzieja matką głupich, słyszałeś to kiedyś? To wszystko umarło. Nie ma szansy żeby wróciło. Nie zauważyłeś ile rzeczy już zostało zniszczonych? Ile więzi? Nawet jeśli wrócą, niewiele to da. Będą tu ciałem, nie duszą. Dusza będzie zajęta, będzie gdzieś indziej. Warzywka.
Kościej przeszedł na drugą stronę u boku wilka. Konflikt interesów, wiary.
- Jedno z nas wierzy w powrót, drugie w koniec. Powiedz, ma to jakiś sens? Zostawić to trzeba własnemu biegowi. Nic nie zdziałamy. Przy takich sławach.. jesteśmy niczym. To wiadome od dawna. - Przerwał na chwilę, tylko po to by parsknąć. - Trzymajmy się razem. Będziemy trzymać się razem. Żadne z nas nie ma gdzie wrócić.
Wilk uniósł zad z ziemi i odwrócił się ku zejściu z góry. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie za siebie i pokręcił głową. Powoli, kulejąc ruszył ścieżką. Rany na łapach utrudniały mu chodzenie, ale nie miał zamiaru przestać. Przejmował się wieloma sprawami.
Dracholich parsknął śmiechem i wzbił się w powietrze. Leciała tuż nad Asmodeuszem, wykonując w powietrzu różne akrobacje. Nie przejmowała się niczym.
Ledwie żyjący wilk oraz pełen życia prawie-smok, mieszkający na tym samym terenie który jest ich domem.
A może był?



_____
Przedstawione wszystko z mojej perspektywy, niekoniecznie zgadzające się z prawdą.
Miało wyjść lepsze, ale nie umiem pisać.I krótkie jakieś.

21 listopada 2011

Asmo, doigrasz się kiedyś [Nitroglyzerin]

21 listopada 2011

"Jedzie pociąg, złe wagony
do więzienia wiozą mnie."
Dzień chylił się ku zachodowi. Było już ciemno, gdy chłopak o czarnych krótkich włosach i grzywce o jaskrawozielonym kolorze opadającej na lewe oko przechadzał się ulicami miasta, rozglądając się od czasu do czasu. Szukał.
Podrzucając w dłoni woreczek z białym proszkiem wyszedł z ciemnego zaułka, a na jego ustach widniał szeroki uśmiech. Za sobą, w ciemnej uliczce zostawił młodego chłopaka leżącego na ziemi.  Schował woreczek do kieszeni i pogwizdując wesoło wybrał się w drogę powrotną. Gdy szedł uliczką pojawiła się przed nim sylwetka jakiegoś dryblasa, który po chwili zamachnął się zadając cios w brzuch czarnowłosego. Ten zachłysnął się powietrzem i osunął się na ziemię. Dryblas kopnął go w tył głowy pozbawiając tym samym przytomności.
"Gdy swe oczy otworzyłem
Wielki żal ogarnął mnie.
Po policzkach łzy spłynęły,
Zrozumiałem wtedy, że..."
Asmodeusz obudził się w czymś na wzór lochu. Spróbował się ruszyć lecz nie dał rady, za to do jego uszu dobiegł dźwięk podzwaniających łańcuchów. Zaklął cicho pod nosem i rozejrzał się. No tak. Przypięty był do ściany ale w taki sposób że siedział na zimnej posadzce. Dookoła biegały głodne szczury podgryzające jego nogi. Po kilku minutach do celi wszedł jakiś facet. Umięśniony, wysoki. Typowy bramkarz jakiego stawia się przed klubem. Pokombinował chwilę przy łańcuchach i odpiął chłopaka, pociągnął go za włosy stawiając siłą na nogi, po czym wyprowadził go z celi.
"Wtem do celi klawisz wpada,
I zaczyna więźnia bić."
(...)
"I nadejdzie chwila błoga
Śmierć zabierze oddech mój,
Moje ciało stąd wyniosą"
Obudziły go krzyki. Krzyki mordowanych ludzi. I znów ciemność przed oczami. Kilka chwil zajęło mu zorientowanie się gdzie jest. Bagażnik. I znów miał związane ręce. Zaklął szpetnie próbując się uwolnić. Przemiana w wilka nic by nie dała. Nie w takim stanie. Krzyki ustały po około minucie, dobiegło go stukanie w bagażnik. Słyszał jak ktoś próbował go otworzyć. Po chwili mu się udało. Światło księżyca padało wprost na twarz... Syriusza.
-Syyyr. -Wymamrotał wygrzebując się z bagażnika. - Dzięki Ci. Co Ty tu robiłeś tak w ogóle? -Asmo próbując sam rozwiązać sobie ręce słuchał wywodu Syriusza i potakiwał od czasu do czasu. - Aha. Noż... -Wkurzył się powodując zapłon sznurka i chwilowy smród benzyny. Syknął parząc przeguby. Podniósł się i pierwsze co zrobił to przeszukał kieszenie. Mamrotał zdenerwowany, ale znalazł to czego szukał, woreczek z białym proszkiem. Uśmiechnął się szeroko i schował go na powrót do kieszeni. Dopiero teraz spojrzał na Sera który patrzył na niego z niedowierzeniem. No i zdenerwowany Syriusz przywalił mu z prawego sierpowego, ale tak że czarnowłosy zachwiał się prawie upadając.
Szary wilk śmiał się siedząc obok Syriusza na polanie HOTN. Jego wzrok powędrował na ku twarzy wampira, uśmiech natychmiast znikł z pyska zwierzęcia, gdyż spojrzenie Sera wydawało się mówić "Asmo, doigrasz się kiedyś...".

"Przyjedź mamo, przyjedź tato
Do więzienia, odwiedź mnie
Kup mi białe chryzantemy
I na grobie połóż je
Czarny czarny chleb i czarna kawa,
Opętani samotnością,
Myślą swą szukają szczęścia,
Które zwie się wolnością..."
__________________
Piosenka: Strachy na Lachy - Czarny chleb i czarna kawa
Zamysł ogólny wymyślony przy słuchaniu powyższego utworu. Tak jakoś tknęło mnie na napisanie tego akurat o Asmodeuszu. Takie dzikie... i chaotyczne. Tak jak lubię.
Nitroglyzerin (18:16)