Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Midnight. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Midnight. Pokaż wszystkie posty

1 listopada 2011

Rodzinne Spotkanie. [Midnight]

01 listopada 2011

Noce w Krainie Cieni różnią się od tych w świecie życia. Wszechobecna absolutna cisza, bezruch, ciemność, poczucie samotności. Wiesz że jesteś jedyną żywą istotą w zasięgu wielu mil. Można dostać depresji. Chyba że jesteś absolutnie pogodzony z ciszą, nie przeszkadza ci, samotność uznajesz za bezpieczeństwo, brak życia za wolność, bezruch za element krajobrazu. Jest jednak coś, co w porównaniu z tego odpowiednikiem w świecie żywych wypada o wiele gorzej. Niebo. Poprzecinane wstęgami gwiazd, poznaczone bruzdami umierających planet i kometami widocznymi gołym okiem. Mgławice tańczące wśród atramentowej ciemności. Dla tych widoków tygrys spędzał noce w Krainie Cieni, tak nieprzyjemnej a jednocześnie kojącej. Tylko głód i świadomość przynależności do stada oraz obecność w tym stadzie osób na których mu zależało oraz tych które kochał sprawiały że wracał do Świata Żywych. Pozatym - pomyślał tygrys lekko się uśmiechając i rozwiewając w cieniach prowadzących do życia - piękno oglądane zbyt często za szybko powrzednieje.
Tygrys wyszedł z jaskini razem ze wschodem słońca. Nie był zmęczony, od połączenia z Shadow'em nie odczuwał zmęczenia, ale miał zamiar wybrać się na polowanie. Z przyzwyczajenia sprawdził okolicę pod wzgledem niebezpieczeństwa i zadowolony z wyników zagłębił się w las. Wędrował jakiś czas szukając śladów aż w końcu trafił na trop jelonka. Podążył tym śladem aż do polany na której samotny jelonek rozglądał się nerwowo na boki niepewny gdzie ma iść. Zgubiłeś się, co? - pomyślał lekko rozbawiony tygrys - No cóż, przynajmniej będę miał smaczne śniadanie.
Już miał wyskoczyć na polane i w paru susach dostać się do jelonka gdy na polane wyskoczył inny czarny tygrys, który złapał jelonka, szybkim i oszczędnym ruchem wyszarpnął kawał mięsa z szyi swojej ofiary i zabrał się za jedzenie. Co do... - Mid zmarszczyl czoło i wyszedł na polanę nie spuszczając wzroku z intruza.
- Hey, kim jesteś i co robisz na terytorium HOTN.
Tygrys jedzący jelonka zesztywniał, po czym powoli uniósł głowę i spojrzał Midnightowi prosto w oczy.
- Znalazłam cię.
Zszokowany tygrys wpatrywał się w pysk tygrysicy (bo nieznajomy był samicą) a dokładniej w białą plamkę na jej czole.
- O jasna cho..., Gwiazdka.
Para tygrysów zbliżała się do jaskini Mid'a. Tygrys niósł na plecach truchło jelonka, przyglądając się Gwiazdce przez całą drogę. W końcu weszli do jaskini i jelonek wyladował na podłodze obok pozostałych po ostatnim posiłku kości.
- W głębi jaskini jest strumień, widzę że masz za sobą kawał drogi, więc możesz się tam doprowadzić do porządku.
Tygrysica skineła głową i ruszyła w głąb jaskini. Midnight przyglądał się przez chwilę jej sylwetce znikającej w mroku po czym przeniósł wzrok na las. Szlak... co ona tu robi - tygrys lekko zmartwiony czekał na tygrysicę - po Szkole Cieni wysłano ją do... nawet nie wiem gdzie ją wysłano. Tyle czasu się nie widzieliśmy, że aż dziwne że mnie poznała.
Siedział jeszcze przez chwilę próbując rozgryźć ten problem, gdy zorientował się że nie słyszy tygrysicy. Odwrócił się patrząc w głąb jaskini i nasłuchując ale wciąż nic nie słyszał.
- Gwiazdko? - Tygrys ruszył w strone jaskiniowego strumyka - Mam nadzieje że się nie utopiłaś, to niezwykle niekulturalne topić się w płytkim strumyku w czyjejś jaskini.
Gdy tygrys wkońcu dotarł do strumyka w swietle wlatującym przez otwór w suficie dojrzał tygrysicę śpiącą na podłodze, do połowy zanurzoną w wodzie. Pokręcił lekko głową zastanawiając się nad tym co przeszła i wyciągnął ją z wody przeciągając na trawe zmieszaną z wyschniętą słomą która służyła mu za siennik.
- Śpij, Gwiazdko. Tym razem ja Cię przypilnuje.
Wrócił do wejścia jaskini i położył się w nim wpatrując w las i rozmyślając dlaczego tygrysica go szukała
Słońce mineło najwyższy punkt nieboskłonu i zaczeło powoli się chylić ku zachodowi gdy tygrysica wydreptała wreszcie z jaskini. Tygrys pokazał jej pyskiem resztki jelonka, na co ta mrukneła podziękowanie i ruszyła w kierunku jedzenia. Przez chwilę słychać było tylko dźwięk kruszenia kości i rwanego mięsa. Gdy Gwiazdka napełniła żołądek położyła się obok Mida również wpatrując sie w las. Dwa bliźniacze drapieżniki leżały przez chwilę w ciszy.
- A więc, droga siostrzyczko - odezwał się wreszcie tygrys - cóż to przywiało cię w moją okolicę? Wygnali Cię z Cienistych Krain? Wysłali z misją? Masz się dowiedzieć jak połączyłem się z Shadow'em? Tęskniłaś?
- Mi też miło cię widzieć Midnight. Nie nic mi nie jest, a u ciebie? Też w pożądku? To dobrze - rzuciła tygrysica z lekką ironią - Pomyślałby kto że po tak długim czasie nabierzesz chociaż trochę ogłady.
- Nie zmieniaj tematu, bardzo Cię proszę. Co sie dzieje?
- Ah, nic ciekawego: Cieniste Krainy nadal zajmują swoje terytoria, twoja rodzina oficjalnie uznała Cię za banite i odszczepieńca, wybraliśmy nowego władce, z nieznanych przyczyn zapadła się Szkoła a kapłani mroku zgineli pod jej gruzami, rada i nowy władca uznali że to twoja wina i kazali cię zabić każdemu kto cię spotka, stada jeleni nadal przemieszczają się na północ jak co roku a polana kwiatów znowu zakwitła. Ot, codzienność.
Tygrys wpatrywał się w tygrysicę uwaznym wzrokiem.
- Star, skoro kazali mnie zabić, czemu ze mną rozmawiasz?
Gwiazdka roześmiała się szczerym śmiechem.
- Mid, byłeś odemnie lepszy w Szkole w praktycznie wszystkim. Istnieją znacznie ciekawsze metody samobójstwa. - siedziała przez chwilę milcząc i zbierając słowa - Nie, Mid. Wiem że to Ty zabiłeś kapłanów, rozpoznałam twój styl gdy się starasz. Totalne zniszczenie, demolka doskonała ale nie wychodząca poza okreslone ramy żeby nie zranic postronnych. Należało się kapłanom za te lata szkolenia Wędrowców, z których jeden na dziesięciu przeżywał pierwszy rok w Szkole. Mid, ja cię przyszłam ostrzec. Dark idzie po ciebie, starałam sie go wyprzedzić ile mogłam, ale nie jestem Wędrowcem więc udało mi się tylko o jakiś dzień, może półtora. Musisz sie przygotować i uciec zanim przybędzie.
Tygrysica patrzyła błagalnym wzrokiem na tygrysa pogrążonego w rozmyślaniach. Dark.. to imię przywoływało wspomnienia. Najlepszy Wędrowiec rocznika poprzedzającego rocznik Midnighta. Główny wojownik i kat stada, a w wolnych chwilach łowca głów i kolekcjoner trofeów dzikich i niebezpiecznych zwierząt. Jedyna istota na tym świecie którą Midnight nienawidził ze względu na jego ścieżkę życia.
- Mid? Obiecaj ze uciekniesz i nie dasz się zabić. Prosze...
Midnight otrząsnął się ze wspomnień i spojrzał prosto w oczy Gwiazdki poważnym wzrokiem.
- Star, za dużo mam do stracenia żeby stąd uciekać. Jeżeli Dark przyjdzie, stane mu naprzeciw. Jedyne co Ci moge obiecać, to to że postaram się go zabić możliwie szybko.
- Nie! Mid! Nie rozumiesz! On potrafi przybrać postać człowieka a jego bronią w tej formie jest wielki miecz! To tak zabijał najtrudniejsze przypadki. Człowiek potrafiący się przemieszczać między cieniami jak Wędrowiec z tym swoim wielkim mieczem!
- Jak dobry jest w walce na miecze?
Tygrysica ochłoneła nieco i zaczeła odpowiadać spokojniej.
- Wybrał się kiedys na konkurs walki u ludzi. Zajął pierwsze miejsce wśród mistrzów z całego świata. - zastanowiła się przez chwilę - Ostatni jego przeciwnik prawie wygrał, ale w ostatniej chwili Dark użył cieni.
Tygrys lekko się uśmiechnął przypominając sobie tamte chwile.
- Taaa... zauważyłem to i zdążyłem się przesunąć, więc jego miecz tylko wybił mój z ręki poza arene. To zakończyło pojedynek.
Gwiazdka wciągneła ze świstem powietrze.
- TY byłeś tym drugim człowiekiem?!
Lekko zakłopotany Mid zakasłał w ziemie i lekko skinął głową. Wstał, wyszedł przed jaskinię i się przeobraził. Na jego miejscu pojawił się wysoki, opalony człowiek w lekkich spodniach i pelerynie z kapturem. Nagi tors i przedramiona pokrywały tatułaże a misternie zdobiony miecz lekko leżał mu w dłoni.
- Tak jakoś wyszło, nauczyłem się przemiany gdy już trafiłem do tego stada. Sporo się nauczyłem od tamtej walki. Dark mi już nie grozi.
- TY TAK TWIERDZISZ!
Midnigh i Gwiazdka spojrzeli w kierunku z którego doszedł ten głos. Na polane przed jaskinią wyszedł potężny mężczyzna z wielkim mieczem w dłoni. Całym sobą prezentował pogarde dla otaczającego go świata i spoglądał z pobłażającym uśmieszkiem na Mid'a i jego siostre.
- The Killer, jak kazałeś się nazwać w czasie tamtego turnieju... żałosne doprawdy. Masz w sobie tyle z zabójcy co mój wczorajszy obiad.
- Dark... miło cię widzieć braciszku. Doprawdy cóż za wspaniałe rodzinne spotkanie.
- Sarkaz Mid? Tego się nie spodziewałem - Dark zatrzymał się pare kroków od rozluźnionego Mid'a - Musisz się naprawde bać skoro tak reagujesz. Nie pamiętasz co mówili kapłani? "Spraw by ofiara się bała...
- "... i zanurz kły w jej dygoczącym, bezwolnym karku." Pamiętam. Za to mój następny nauczyciel mówił "Szanuj tego z kim walczysz. To może być ostatni człowiek na którego spojrzysz."
- Ha, wobec tego musiał być słabym człowiekiem. - Dark spojrzał nad ramieniem Mid'a na Gwiazdkę cofającął się w głąb jaskini - Nie martw się, siostrzyczko. Tobą się zajmę jak skończe z tym tutaj.
Dark rzucił się na Mid'a chcąc wykorzystać swoją siłę by to szybko zakończyć. W ostatniej chwili Mid zawirował schodząc z lini cięcia i wyprowadził kontre w wnętrza kolan przeciwnika. Miecze szczękneły o siebie donośnie gdy Dark szybkim ruchem zablokował sejmitar brata. Odskoczyli od siebie wpatrując się uważnie w ręce wroga.
- Szybkości ci nie brakuje
- I nawzajem
Znowu doskoczyli do siebie. Dark wyprowadził skosne cięcie przez tors Mid'a, a ten w odpowiedzi znowu zawirował, zamarkował cios w przedramie, zawirował w odwrotnym piruecie i przecharatał policzek Darka. Dark z głośnym przekleństwem odskoczył do tyłu wymachując mieczem by odepchnąć od siebie Mid'a. Przetarł policzek, spojrzał na krew i uśmiechnął się drwiąco do przeciwnika.
- To wszystko na co cię stać? To może przejdziemy do cieni?
Za plecami Darka pojawiła się plama w którą ten wkroczył. Mid spokojnie przyglądał się jak Dark odbija się od plamy, i zdziwiony zaczyna się w nią wpatrywać.
- Dark, doprawdy. Myślisz że nie nauczyłem się niczego z naszego poprzedniego spotkania? Nałożyłem pieczęć dookoła terenów mojej jaskini. Nikt, nawet ja, nie może korzystać tutaj z Cieni.
Dark wyszczerzył się na to z nienawiścią w oczach i skoczył na Mid'a. Rozpoczeła się seria szybkich wymian ciosów. Midnightowi udało się zranić Darka jeszcze w przedramię i udo, ale rozwcieczony Dark wydawał się nie zwracać na to uwagi. Napierał cały czas na Mid'a i ten zmuszony został do odbijania jego ataków. W końcu darkowi udało się przebić przez obronę Mid'a, który tylko refleksowi zawdzięczał to, że Dark zamiast odrąbać mu ramie przeorał je od łokcia po dłoń. Midnight szybko chwycił miecz w drugą dłoń i zanim Dark zareagował wbil miecz w bok łowcy. Wojownicy zamarli stojąc ze sobą oko w oko. Dark uśmiechnął się lekko z uznaniem i cichym głosem wykrztusił:
- Punkt dla ciebie. Masz mnie.
Bracia rozdzielili się. Dark chwiejnym krokiem odtoczył się do tyłu przyciskając rękę do rany w boku. Mid starał się jakoś zatamować krwawienie prawego ramienia.
- Masz mnie Mid. Rada nie wyśle następnego łowcy. - Dark padł na kolana - uwolniłeś się braciszku. w pewnym sensie ci zazdroszcze.
Mid zbliżył się do Darka i uklęknął obok
- Mid... wrzuć moje ciało... do Krainy... dobrze?
- Dobrze, bracie. Będziesz miał swój pogrzeb Wędrowca.
Dark uśmiechnął się lekko i padł na ziemię.
- Żyj, Mid.
- Odpocznij, wojowniku.
Midnight przemienił się w tygrysa i kulejąc poszedł do jaskini, by Dark umarł samotnie, jak przystało na Wędrowca. Po Gwiazdce został tylko jeden ślad. Napis na ziemi głosił "Powiem im. Żyj, Mid. I żegnaj.". Tygrys starł napis, i zawlukł się do strumienia gdzie przemył ranę i znalazł jakieś szmatki, które musiały mu wystarczyć aż zdejmie pieczęć. Potem zwalił się na leżysko. zmęczony popołudniowym czuwaniem i walką. Jak wstanie będzie musiał zająć się raną, ciałem Darka, pieczęcią. Ale to potem. Teraz chciał tylko się przespać.


Link do przemiany: http://jordanroots.deviantart.com/gallery/#/dv1wii
Mam zezwolenie autora.
Midnight (02:17)

2 marca 2011

Opowiastka i zmiana wyglądu. [Midnight]

02 marca 2011

Tygrys biegł między drzewami na granicy terenów stada. Nie zastanawiał się dokąd biegnie, poprostu biegł. Co jakiś czas w krzakach migneła Mu sylwetka drugiego tygrysa, który jak zawsze był gdzieś blisko. Biegł. Czerpał przyjemność z samego widoku przemykających drzew, szelestu lisci, plam słońca, które przebilo się miedzy liśćmi drzew. Powoli zbliżali się do granicy od strony morza. Drugi tygrys wyrownał i biegł przez chwilę obok w milczeniu. Nagle odwrócił pysk i usmiechnął się do Midnighta.
- Kanion przed nami. Przeskoczmy przez cienie.
Midnight tylko skinął głową Shadow'owi, i razem wbiegli w cień przechodząc do krainy bez słońca. Mid podszedł do granicy skały na której się pojawili i spojrzał na tereny w dole.
- Nie rozumiem jak Ty możesz tu żyć. Nie ma słońca, księżyca, nie ma cieni, bo wszystko tu jest cieniem. - spojrzał na drzewa troche dalej - Ani jak TO może tu żyć. Nawet nie wiem jaki to rodzaj drzew.
- Nikt kto się nie narodził w krainie cieni tego nie wie - Shadow stanął obok przyjaciela - Nie ma na to nazwy w waszym języku. A jak moge tu żyć? Nie mogę. Dlatego tak często przesiaduje w Twoim świecie. - uśmiechnął się.
- Hm. Skoro o tym mowa, to chodźmy z tąd zanim się znajde. - Mid skrzywił pysk - Nie mam teraz ochoty na walke o moje ciało z przeklętym przez cienie fragmentem mojej duszy.
Shadow skinął głową i pobiegli wzdłuż skały na samej granicy zapadając się w ziemie.
Wyskoczyli z cieni po drugiej stronie kanionu i biegli dalej. Wrócili do jaskini Mid'a już w nocy. Shadow poszedł na swoje standardowe miejsce w głębi jaskini, gdzie tylko lekkie lśnienie oczu mogło zdradzić obecność czarnego tygrysa, a Midnight położył się w wejściu obserwując księżyc i się zamyślił.
- Wiesz Shad, chciałbym chociaż raz przejść przez cienie nie zamartwiając się czy kiedy wyjde to nadal będę Ja. Wyjść tak, żeby nie musieć sprawdzać czy z łap unosi mi się czarny dym, moje kolory nie pociemniały i czy nadal wiem kto jest moją rodziną i przyjaciółmi. Chciałbym zwiedzić Twój świat na spokojnie, bez przekradania się, szybkich przejść przez między Światłem a Cieniem.
Shadow wyprostował się i spojrzał na Midnight'a spokojnym jak zawsze wzrokiem.
- Jest na to sposób.
Midnight poderwał się i wbił w niego wzrok
- I dopiero teraz mi o tym mówisz?
- Owszem. Wcześniej myślałem że wystarczy Ci zdolność przechodzenia przez cienie, nie sądziłem że chciałbyś poznać mój świat.
- Jaki to sposób?
Shadow zamilkł nagle zmieszany i spuścił lekko wzrok
- Hmm, musiałbyś.... tak jakby... musiałbyś się zabić.
Mid spojrzał na Shadow'a nic nie rozumiejącym wzrokiem
- Co? Masz na myśli zabicie swojej przeklętej cząstki duszy która się błąka gdzieś tam w krainie Cienia?
- Niee.... - Shad wyglądał na jeszcze bardziej zmieszanego - mówie doslownie. Musiałbyś się zabić. Zabijając tamtą część poprostu straciłbyś kontrole nad cieniami.
- A jak samobójstwo miało by mi pomóc?
- Zabijając się odrywasz swoją duszę od ciała...
- Taa i wysyłam ją do Otchłani, a tam nie mam ochoty iść.
- ... i STANDARDOWO jest ona wysyłana do Otchłani. W przypadku Wędrujących w Cieniach, jest to nieco bardziej skomplikowane. Wasze dusze nie mogą przepaść, bo są rozdzielone. - Shadow zaczął rysować mały krąg przed sobą - Jestem kimś w rodzaju kapłana w krainie cieni. Gdy twoja dusza się uwolni mogę nadać jej cielesny kształt, no, prawie cielesny. Twoja śmierć sciągnie do ciebie przeklęty fragment duszy, a tobie zostaje podporządkować go sobie.
- Ale przecież staram się, za każdym razem gdy mnie opęta, podporządkować go sobie. I widzisz efekty. Ostatniego ataku prawie nie odparłem, gdyby nie fakt że Anaid i ja akurat spadaliśmy z góry, nie miałbym się na czym skupić, zapomniałbym kim są moi przyjaciele i bym przepadł.
- Połączyc się możecie tylko w Cieniach. - Shadow poderwał głowę i spojrzał na Midnight'a twardym spojrzeniem - Dosyć. Powiedziałem prawdę. Wiesz to. A teraz się decyduj.
Midnight stał przez chwilę, po czym odwrócił się, usiadł i spojrzął w księżyc.
- Jeżeli mi się nie uda, strace kontrole. Stane się samoniszczącął się maszyną do zabijania innych.
Shadow usiadł obok i spokojnym już głosem powiedział cicho
- Jeżeli ci się uda. Już nigdy nie będziesz musiał się martwić o Cienie.
- Zastanowie się
Zamilkli wpatrzeni w księżyc, powoli wędrujący po niebie......




...
- Shadow, tak właściwie to jeszcze nie powiedziałeś mi jak mam się zabić.
Tygrys stał pośrdku kręgu runicznego, wyrysowanego przez Shadow'a. Byli w krainie Cieni.
- Och, to akurat prosta sprawa. Wezwiesz cień, owiniesz się nim i się udusisz.
Midnight spojrzał na niego z dziwnął miną
- Ach, no tak. Uduszę się. Że też o tym nie pomyślałem.
Shadow spokojnie kończył rysowanie runów.
- Spokojnie - krytycznym spojrzeniem obejrzał swoje dzieło, po czym wziął się za poprawki - Jeżeli wszystko dobrze wyrysowałem, twoja dusza powinna się tu pojawić pare sekund po twojej śmierci. Nie ma się czym martwić.
- Będę martwy.
- Tylko przez chwilę. Gdy połączysz się ze swoją przeklętą duszą, będziesz mógł wrócić do ciała.
- Martwy.
- Co prawda nie wiem czy cię to jakoś nie odmieni. Magia śmierci krainy cieni jest nieco dziwna.
- Jak skała
- Nie wiemy też czy twoją cząstka nie opanowała mocy krainy cieni tak jak ty. Może się okazać potęzniejsza niż sądzimy, ale i tak powinieneś sobie poradzić
- Jak ten kamyczek - pokazał na kamyk obok niego.
Shadow westchnął z lekką irytacją.
- Nie, nie jak ten kamyczek. W tobie jeszcze cała masa bakterii będzie cię powoli zżerać. Daj spokój, zgodziłeś się przecież.
- Dobra tylko w takim razie zacznij już zanim się rozmyśle i uciekne.
- Chyba już - Shadow obejrzał uważnie ostatni run, po czym lekko musnął go pazurem. Całość zaczeła się świecić cmentarnym blaskiem. - No, działa. - uśmiechnął się zadowolony. - Gdyby nie działało, właśnie byśmy wylecieli w powietrze a nasze szczątki opadły by parę kilometrów stąd.
Mid spojrzał na niego z żałosnym wyrazem pyska
- Ja tu umieram, a ty mi mowisz że mogłem zginąć? Dziękuje bardzo....
- Dobra dobra nie gadaj. Zabijaj się.
Midnight westchnął i się skupił. w krainie gdzie wszystko jest cieniem łatwo przyzwał swoje moce. Zebrał wiązke cieni i owinął ją sobie na szyji. Spojrzał na Shadow'a
- A więc. Do zobaczenia po tamtej stronie.
Zacisnął cienie i poczuł jak odcinają mu dostęp do powietrza. Zagęścił je jeszcze, żeby po omdleniu utrzymywały się dłużej i stracił przytomność...
... Po chwili przez ciemnośc przebił się jaśniejszy błysk i już stał w kręgu obok swojego ciała. Usłyszał lekko stłumiony głos Shadow'a
- Możesz przekroczyć krąg. Wezwij duszę. I do cholery jasnej nie staraj się kożystać z cieni! Nie masz ciała które by je powstrzymały.
Midnight skinął lekko głową nadal trochę dziwnie się czując, po czym wysłał mentalny zew i odebrał odpowiedź z południa. Odwrócił się akurat gdy jego przeklęta dusza się pojawiła.
- Naresssssszciee....
Midnight przyjżał się sobie. Wielki, czarny tygrys, z długimi pazurami, czerwonymi pasami i bardziej futrzastym ogonem stał przed nim z szaleństwem w oczach.
- Nareszcie przyszedłeś - Dusza nie poruszyła ustami, ale Mid i tak jakoś ją usłyszał.
- Teraz mogę Cię pochłonąć i raz na zawsze się uwol...Hyyy!
Midnight nie czekał aż dusza dokończy. Zaatakował pierwszy, wbijając pazury w bok szalonego tygrysa i wydzierając kawałek jego jestestwa. Przez chwilę strzęp migotał mu w pazurach, po chwili jednak tygrys poczuł jak strzęp jest wchłaniany przez jego nie opętaną duszę i zrozumiał co musi zrobić.
- Zapłacisz mi za to!
Dusza wykorzystała chwilę, gdy Mid wpatrywał się w strzęp i skoczyła mu na grzbiet wbijając głęboko pazury. Przez jakiś czas się ciężko szamotali, wreszcie Midowi udało się odrzucić Duszę i stanął ciężko dysząc.
- Mid! Pośpiesz się. Nie utrzymam kręgu zbyt długo.
Shadow był już mocno zmęczony. Jeszcze chwila i krąg przestanie działać, a wtedy Witaj Otchłanio. Midnight zdesperowany zrobił jedyną rzecz jakiej Dusza się nie spodziewała. Wezwał cienie.
- NIE! - krzykneli jednocześnie Shadow i Dusza.
Shadow wpatrywał się przerażony jak Dusza zostaje opleciona cieniami i rozerwana, a jej strzępy lecą w kierunku Midnight'a. Mid spojrzał na niego i się uśmiechął jakby chciał powiedzieć: Już po wszystkim. Mam go. Ale Shadow wiedział lepiej. Wielka płachta cienia poderwała się z ziemi i owineła się wokół Mid'a. Shadow patrzył jak ostatnie fragmenty przyjaciela są pochłaniane i zaczął szybko recytować zaklęcie. Gdy dotarł do ostatniego wersu, zamknął oczy, wymówił go i zniknął....

.... Promienie słońca przebiły się przez liście padając na pysk tygrysa, który obudził się i wstał ciężko. Rozejrzał się nic nie rozumiejącym wzrokiem
- Światło?... co ja tu kurde robie?
- Wyrwałem Cie ciemności w ostatniej chwili
Midnigh rozejrzał się szybko
- Shad? Gdzie jesteś?
- Wymówiłem słowa zaklęcia, które jest jednorazowe Mid. Przekierowałem swoją siłę życiową w ciebie dzięki czemu wyrwałeś się ciemności i wróciłeś do tego świata.
- Shad...
- To koniec Mid. Mówie do ciebie bo zaklęcie było wycelowane w twoim kierunku, ale to nie potrwa długo. Masz teraz więcej mocy, Kraina Cienia jest dla ciebie bezpiecznym miejscem. I koniecznie sprawdź jak wyglądasz w jakimś jeziorze.  Zabawa cieniami w kręgu trochę cię odmieniła. A teraz... do zobaczenia w niebycie, Mid.
Wrażenie obecności zanikło. Midnight stał przez chwilę w miejscu opłakując towarzysza, po czym wziął się w garść i ruszył do stada, do swoich przyjaciół.

Moje nowe zdjęcie:
http://dragonka.deviantart.com/gallery/?offset=48#/d10x6v8
(mam pozwolenie od autorki :3)
Midnight (13:09)

9 lutego 2011

Wiersz nr.16 "Wyzwanie" [Midnight]

08 lutego 2011

Ile razy mogę kłamać?
że ja nie chcę, że nie pragne.
Kokon strachu chciałbym przerwać,
i powiedzieć czego łakne.
Twego wzroku, by mnie więził,
niewolnika bez przewinień.
Bym w kajdanach wieczność spędził,
skuty siłą własnych pragnień
Twgo śmiechu, by w ciemności,
mnie przyciągał w stronę światła.
By przenikał mnie do kości,
I ogrzewał wciąż, bez końca.
Twoich dłoni, by wstrzymały,
nierozważny krok w złą stronę.
Z samotności mnie wyrwały,
i zamkneły krwawą ranę.
No i wreszcie, Twej miłości,
tego skarbu bezcennego
I wciąż pragnąc wzajemności,
stać się częścią losu Twego.
Lecz...
Znów w milczeniu Cię omijam.
Zdjęty strachem przed wyśmianiem.
Samotnościął się owijam,
uciekając przed wyzwaniem.
Midnight (23:48)

4 grudnia 2010

Wiersz na konkurs. [Anaid&Midnight]

04 grudnia 2010


Słyszysz zew?- Tak wolność brzmi.
Boisz się?- Zaufaj mi!
Porzuć troski i zmartwienia,
odnajdź miejsce ukojenia.
Chcesz już wiecznie biec samotnie?
Chcesz swe smutki tłumić w sobie?
Zwolnij wreszcie i chodź ze mną
Tam gdzie wszyscy razem biegną,
Tam gdzie ślady się mieszają
Gdzie do nieba blisko mają.
I choć ślady nikną w dali,
Przyjaźń nasza cie ocali.
Chodź więc wreszcie, pora na nas
Czas porzucić miejski hałas.
Tam przyjaciel nowy czeka,
Zrozum wreszcie,
Chodź, nie zwlekaj.
Nie myśl o złym, chwilach trwogi,
Wkrocz już dzisiaj w stada progi.

Gotowe. By Anaid & Midnight. 

W sumie powinno być napisane sam Midnight, gdyż ja + tworzenie wiersza, to mieszanka wybuchowa. Napisałam pięć ostatnich linijek.
To tyle.
Udzielać się, kartofle. Jak na razie idzie Wam świetnie.
`An.
Anaid (13:08)

11 listopada 2010

Wiersz nr.15 Kim jesteś? [Midnight]

10 listopada 2010


Dokąd zmierzasz?
Nie mam celu.
Czyś jest ranny?
W piersi pustka.
Czy masz wrogów?
Jest ich wielu.
Coś Cię boli?
Dusza pęka.

Co Cię trapi?
Moje czyny.
Co żeś zrobił?
Nic co chciałem.
Co zamierzasz?
Wyznać winy.
A co potem?
Poznam z czasem.

Gdzie masz serce?
Próżno szukać.
A uczucia?
Coś tam tli sie.
Jesteś wolny?
Nie chce kłamać.
Kim więc jesteś?
Cieniem w trasie.
Tym co mijasz gdzieś na rogu.
Głębszą plamą pośród cieni.
Porzuconym gdzieś na progu.
Bez własności skrawka ziemi.
Tym co kroczy własną drogą.
Poszukuje światła w mroku.
Przepełniony cichą trwogą,
I o wiecznie pustym wzroku.
Dźwiękiem ciszy, cieniem słońca,
Zewem pustki, kroplą w morzu.
Szukającym wciąż, bez końca,
Znaków szczęścia na rozdrożu.

Midnight (15:38)

12 sierpnia 2010

Wiersz nr.14 Ucieczka. [Midnight]

11 sierpnia 2010
Wiersz nr.14 Ucieczka


Jak sie pewnie pare osób domyśliło po mojej wstępnej notce, pisze wiersze. No i tak sie składa że jak już jakiś napisze, to sie z innymi nim dziele*:D*. Tak że tak.

Kolejny dzień powitał Cię,
Ciepłym blaskiem słońca.
Złudniczy świt rozpoczął się,
Lecz wnet dobiegnie końca

Gdy mrok pokona światła blask,
Gdy cień dosięgnie duszy.
Zamkniętych drzwi usłyszysz trzask,
I ciemność w taniec ruszy.

Uciec chcesz od strachów swych,
Od życia bez nadziei.
W mroku biegniesz, pełen złych
Wizji pełnych cieni.

Gonisz światło, ciepły blask
Co przepędza smutki.
Nie dla Ciebie świtu brzask!
Ani słowa troski

Z losem swoim pogódź się
Znajdź ciszę w centrum burzy.
Ciemność nie rozproszy się,
Lecz zapewni spokój duszy
Midnight (17:30)