Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hilarem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hilarem. Pokaż wszystkie posty

8 kwietnia 2013

Hilarem, cz. 6 [Baru Saya]

Wściekły zbliżałem się do jaskini, przeklinałem pod nosem, pierwszy raz byłem w takim stanie. Nie wiedziałem co zrobić z emocjami, nie przywykłem do takiej burzy wewnątrz mnie. Czułem się, jakby ta mroczna część duszy rozprzestrzeniała się coraz bardziej po moim ciele. Słyszałem śmiech, cholerny śmiech, wytwór mojej wyobraźni, niezwykle irytujący. Moje głębokie przemyślenia przerwała mi matka.
- Hilarem? - spojrzała na mnie bacznym wzrokiem, byłem już pod jaskinią.
- Dajcie spokój z tym cholernym "Hilarem", Baru, jestem Baru - mruknąłem w jej stronę. Spojrzała tylko dziwnie, a zaraz obok jej pojawił się ojciec.
- Szczerość nie jest zbyt ważną cechą w tej watasze - spojrzał nie tyle w moje oczy, co raczej wgłąb mnie samego, zupełnie jakby był na miejscu zdarzenia - Baru Saya, synu mój, pewnie dlatego tak się od tutejszych różnisz, "Dusza Twa nie sama, niczym dziecięca, lecz mrokiem skraplana" - pierwsze uczucie? Zapomniałem na chwilę o złości, nazwał mnie synem, poczułem się wtedy... Nie umiem nawet tego opisać, ale było to bardzo pozytywne uczucie. Kiedy zacytował kawałek usłyszanego przeze mnie wiersza, zgłupiałem.
- Skąd ty? - to jedyne co udało mi się wydusić.
- Domyślam się, że już nieco dowiedziałeś się co do twoich relacji z rówieśnikami hm? - spojrzał na mnie pytająco, miałem ochotę się zaśmiać, gdyby dać mu czerwone ślepia, wyglądałby jak moje odbicie. Potrzepałem łbem i skupiłem się na pytaniu.
- Powiedźmy... - uśmiechnąłem się lekko.
- Widzę, że nadal w trudnych sytuacjach uśmiech cię nie opuszcza, dobrze wiedzieć, że mimo zmian, charakter został prawie nie naruszony - skinął do mnie łbem i ruszył przed siebie. Zrozumiałem, że mam iść za nim. Matka odprowadziła nas wzrokiem z szerszym uśmiechem, z daleka jednak dało się słyszeć oburzony tłum.
- Nie przejmuj się nimi, przy mnie nic ci nie grozi - nie patrzył na mnie, raczej gdzieś, w swoją własną pustkę.
- Prawie nie naruszony? Co masz na myśli? - spojrzałem zaciekawiony na niego.
- Wiadomo mi tyle, że interesuje cie twoja przeszłość, obawiam się, że przyszłość może być o wiele trudniejszym etapem twojego życia - nie wiem czy to była odpowiedź na moje pytanie.
- Chcesz powiedzieć, że bardziej powinienem interesować się tym co będzie?
- Ja mogę pomóc ci zrozumieć co, a raczej kto i w jakim celu w tobie siedzi, niewiele powiem ci o przeszłości, raczej nie wspominam - zrozumiałem, że mam nie zadawać pytań, tylko iść i słuchać.

- Nie należałem nigdy do przykładowych ojców czy partnerów, nie dlatego, że nie chciałem, raczej z powodu obowiązków. Nie wiele więc mogę powiedzieć co wiem o "tym cholernym "Hilarem"". Wiem tyle, że od małego byłeś samotnikiem i urwisem, wiem jak wiele pomysłów rodziło się w twojej głowie. Zawsze wiedziałem co chciałeś i co zrobisz. Nie z powodu dobrego kontaktu czy rozmowy, nie, tylko z powodu zdolności. Nawet kiedy wymyślałeś naprawdę głupie rzeczy, nie powstrzymywałem Cię, chciałem w ten sposób nauczyć Cię życia. Najwyraźniej mi się udało, ładnie sklepałeś naszego Księcia. Jednak postać w Twojej duszy lekko mnie nie pokoi. Musisz wiedzieć, że jest to postać, a nie część postaci. Jego dusza była wybrakowana, całkowicie zaszczepił ją w Tobie. Jednak w jakim celu? Tego dowiedzieć będziesz musiał się samodzielnie, ale aby się dowiedzieć, musisz przejść pewien trening. Zaczniemy go za jakiś czas, kiedy Twój umysł będzie zaspokojony. Kiedy dowiesz się na tyle dużo o dawnym Ty, że poczujesz pewnego rodzaju ulgę. Wtedy właśnie zgłoszę się do Ciebie, nie martw się, odnajdę Cię. Musisz jednak wiedzieć, że będzie ciężko.

Nie chciałem pytać skąd to wszystko wie, uważnie słuchałem i kiwałem łbem na znak, że rozumiem. Nie powiem, zdziwił mnie fakt, że koleś całkowicie zaszczepił się we mnie. Myślałem, że tylko jakąś częścią jest ze mną połączony.
- Wracając do Twoich pytań... Zapewne masz, gdzieś głęboko w sobie, jakieś jego cechy, nie wszystkie, może jedną, a może kilka, odkryjesz to w swoim czasie. Na tą chwile, na pewno obdarzył Cię jedną ze swoich zdolności. Przypomnij sobie, jak załatwiłeś jednego z Białych Tygrysów? - byłem w szoku, skąd on o tym wiedział, zacząłem szukać w głowie, jak to było z tym moim zadaniem.
- Noo... sparaliżowałem ich? - bardziej pytałem niż odpowiadałem, przecież paraliżująca substancja to moja naturalna broń. Pokręcił łbem.
- Jednego z nich pozbawiłeś życia - spojrzał na mnie i wtedy sobie przypomniałem.
- Spojrzałem... spojrzałem na niego, a on zaczął krwawić.
- Właśnie, to umiejętność, którą masz prawdopodobnie po nim, w obliczu większego zagrożenia musiała się aktywować, najwyraźniej zależy mu na tym, abyś przeżył - pokiwałem łbem, na znak, że rozumiem. Koleś mnie broni? Nieźle to popaprane.
- Czyli...? - chciałem o coś zapytać, ale sam nie wiem o co.
- Czyli spadaj teraz do siebie, wataha raczej nie będzie zadowolona z Twojego ataku, ale zostaw to już mnie - posłał mi zaczepny uśmieszek i ruszył w ich stronę.
- A mama? Chciała mi chyba dokończyć historię mojego życia.
- To chyba nie najlepszy moment, nie mielibyście zbyt dogodnych warunków - zaśmiał się lekko, na co odpowiedziałem tym samym. Racja, oburzone wilki raczej nie pozwoliłyby mi pogościć dłużej na tych terenach.
- Nie ciesz michy tylko zmykaj, jeszcze się zobaczymy! - ojciec krzyknął w moją stronę i zniknął mi z oczu, usłyszałem jakieś hałasy, odwróciłem się więc i pobiegłem w stronę naszego stada. Kiedy przebiegłem granicę dawnego domu, z lasu wyleciało kilka wilków powarkujących za mną.
- Asta la vista baby ! - krzyknąłem im z uśmiechem i przyspieszyłem nieco, oni nie wyszli poza granicę. Naglę drogę zablokowała mi Angel.
- Hilarem... - powiedziała delikatnym głosem, skrzywiłem się i podszedłem bliżej.
- Spadaj - klapnąłem jej kłami przed nosem i wyminąłem.
- Baru! - krzyknęła, zatrzymałem się i spojrzałem za nią.
- Brawo, zapamiętałaś, a więc teraz zapomnij - mruknąłem i pobiegłem dalej, już nie zawołała.


Wizyta u rodziców dobiegła końca. Jednak zapewniam o kontynuacji przygody. Jednak pewnie pod innym tytułem.

24 marca 2013

Hilarem, cz. 5 [Baru Saya]

Chwilę to trwało, zanim Angel się przełamała. Moja ciekawość dosyć mocno wzrastała, zmrużyłem ślepia i patrzyłem na nią wyczekująco. Otarła samotną łzę z pyska i zaśmiała się.
- Ach... Ta twoja dyskrecja - posłała mi czarujący uśmiech. Bez słowa odpowiedziałem jej tym samym. Nabrała powietrza...
Nigdy nikogo nie faworyzowałeś, to też odróżniało cię od reszty stada. Oni zrobiliby wiele dla Duxa, w końcu był synem Alph. Myślę, że gdyby nie to, uważaliby go za zwykłego oprycha. Tak czy siak, chciałam poczuć się najważniejsza dla ciebie, chciałam wyróżniać się wśród tych wszystkich samic oblegających cię dookoła. Wdzięczyłam się i prężyłam, przeszkadzałam w rozmowach z innymi, chciałam pokazać, że dla mnie przerwiesz każdą rozmowę. Niestety, zawsze byłeś bezpośredni i moje próby kończyły się raczej fatalnie. Po twoich uwagach co do mojego zachowania czułam się raczej zażenowana niż wyjątkowa. Nie myśl sobie tylko, że sława odbiła ci do głowy, o nie. Zachowywałeś się wobec mnie tak samo jak wcześniej. Po prostu teraz co chwila nam ktoś przeszkadzał, szczególnie kiedy jedno z nas wtulało się w drugie albo w inny sposób okazywało czułość. Pewnego dnia wybuchłam, właśnie wychylałam pysk żeby liznąć się w pysk, cieszyłam się tą naszą intymnością, nie trwało to jednak za długo... Zleciała się szarańcza, tak nazywałam te wszystkie idiotki lepiące się do ciebie. Były we cztery, może pięć, wypchnęły mnie na dalszy plan i zaczęły opowiadać ci coś, jedna przez drugą, chyba sam nawet straciłeś na chwilę orientację. Mimo wszystko lekko się uśmiechnąłeś, wtedy nie wiedziałam, że to jeden z twoich uśmiechów wołających o pomoc. Warknęłam głośniej i skoczyłam między nie, wściekła rozepchałam je na boki i spojrzałam ci prosto w oczy... "Koniec! To koniec, nie chcę być przeszkodą miedzy nimi a tobą!". Wykrzyczałam to zdanie i wbiegłam w las, lekko w szoku, ale ruszyłeś za mną krzycząc moje imię. Płakałam, tak strasznie płakałam, nie reagowałam, nie wiem czemu, nie chciałam cię widzieć. Jednak ty nie poddawałeś się, nadal wołałeś, wciąż biegłeś. Wywiało mnie, i to dosłownie wywiało, na jedną z naszych gór. Nie wiem jak długo tam siedziałam, wiem tyle, że mnie nie znalazłeś. Postanowiłam wyruszyć na małą wyprawę. Wróciłam tydzień później, na święto naszego stada. Jednak kiedy weszłam na polanę, ta oblana była jakimś kolorowym badziewiem. Kilka wilków się śmiało, inne komentowały naganny wybryk. Wiedziałam, wiedziałam, że to twoja sprawka. Ruszyłam pędem do twojej jaskini, chciałam cie przeprosić. Ta wycieczka wiele mi dała, dotarło do mnie, że od zawsze traktowałeś mnie wyjątkowo, chciałam ci wszystko powiedzieć, wytłumaczyć, ale ciebie już nie było. Przed jaskinią zastałam tylko twoją matkę. Kiedy zapytałam o ciebie, odpowiedziała krótko ,,odszedł,,.

Spojrzała na mnie.
- Ale teraz jesteś - patrzyła na mnie smutnym wzrokiem. Poczułem jakieś ukłucie w środku, wspomnienia były, ale niewyraźne, jakby ktoś blokował ich dostęp do mego umysłu. Zauważyłem wtedy, że gdy mowa o dobrych rzeczach wspomnienia nie są tak wyraźne, jak te złe. Chciałem coś powiedzieć, ale przerwał mi śmiech kogoś zza drzew.
- Pięknie Angel, niezła z ciebie kłamczucha - zza drzew wyszedł Dux z szerokim, złośliwym uśmiechem - A więc nasz Hili stracił pamięć, ojj... - udał smutną minę - jak mi szkoda - zatrzymał się i spojrzał na mnie spod byka.
- Podsłuchiwałeś?! - Angel wyraźnie się zestresowała.
- Cicho mała. Chętnie ci przypomnę jak to było z twoją małą Angel - złośliwy uśmiech nie odstępował go na krok. Nie bardzo wiedziałem o co tu chodzi, ale reakcja wilczycy na jego widok spowodowała, że miałem pewne wątpliwości co do jej wersji.
- Mów - odpowiedziałem krótko. 
- Hil nie słuchaj go! - szturchnęła mnie w łapę, nie zareagowałem.
Twoja słodka samiczka owszem, biegła przez ten cudny las, racja płakała. Lecz nie przypominam sobie, aby trafiła na jakąś górę. Trafiła tak, ale prosto na mnie. Twoje wołanie umilkło. Zapytałem się grzecznie gdzie jesteś, widzisz, obmyśliłem plan, jak cie dorwać. Twoje owe wielbicielki miały cię znaleźć, a Angel, kochaniutki, zaprowadzić w odpowiednie miejsce.
- Przestań ! Stop ! - wilczyca krzyknęła i strumień łez spłynął po jej pysku. Czułem narastające w sobie napięcie, nie wiedziałem co się ze mną dzieje, ale czułem się wkurzony.
"Biegnie za mną" odpowiedziała krótko, jednak nie spodziewała się, że jesteś już na miejscu i wszystko słyszysz.

"Biegnie za mną" te słowa dźwięczały mi w uszach. Zaraz potem pokazał się obraz, wspomnienie wróciło.
- Angel? - stałem wryty, patrząc jak rozmawia z Duxem, odwróciła się gwałtownie - Co to ma być? - rozejrzałem się dookoła. Dochodziły mnie dziwne odgłosy, biegło tu więcej wilków.
- To koniec, nie słyszałeś? - Dux posłał mi łobuzerski uśmiech.
- Nie rozmawiam z tobą. - warknąłem w jego stronę - Angel? Powiesz coś? - zapytałem, a wilczyca uśmiechnęła się do mnie.
- No chyba nie brałeś nas serio co? Otoczony tyloma pięknościami, nie wiem co w tobie widziały. Ach no tak, nic - zaśmiała się - a ja myślałam, że są dla mnie rywalkami. 
- Nie kłam... - bezradność, nic więcej nie potrafiłem powiedzieć, poczułem jakby ktoś mi wyrywał serce.
- Dux jest świetny - spojrzała na niego i owinęła jedną z jego łap ogonem.
- Dux? - zaśmiałem się - A kto to jest?! - warknąłem w jego stronę.
- Wygrany, wilczyca moich pokrojów właśnie z kimś takim ma świetlaną przyszłość.
Poczułem się oszukany, tak strasznie oszukany i naiwny.
- Boli? - zapytał Dux z tym samym wciąż uśmiechem - I dobrze, moich kumpli też bolało, jak zrywały z nimi z twojego powodu.
Stałem i patrzyłem z niedowierzaniem na Angel, coś dziwnego było w jej oczach. Bolało... Gwałtownym ruchem wykonałem w tył zwrot i pobiegłem przed siebie, powstrzymałem łzy, mocno zaciskając zęby.
- Jeszcze cie dorwiemy ! - usłyszałem za plecami.

Wróciłem do rzeczywistości i spojrzałem na Angel.
- Okłamałaś mnie... - złość, żal, smutek, zawód, ból, ból w klatce piersiowej... Nowo poznane emocje.
- Hil nie, ja nie... To nie tak, ja to powiedziałam żebyś był zazdrosny, żebyś o mnie walczył... - płakała.
- Okłamałaś mnie... - powtórzyłem.
- Miałeś walczyć nie uciekać ! Okłamałam żebyś do mnie wrócił ! - krzyknęła, a w tle usłyszałem śmiech 
- Hilarem. Proszę cię wysłuchaj mnie - dodała cicho. Śmiech w tle nie ustawał, ogromna złość, poczułem ją z całym ciele. - To nie tak... - mówiła dalej.
Ten śmiech...
śmiech...
złośliwy śmiech...
Jego śmiech...
Z głośnym warknięciem rzuciłem się na Duxa, nie spodziewał się tego, Angel też nie.
- Hilarem ! - krzyknęła, gdy ja szarpałem syna Alph, miotałem nim jak ścierką, nie mógł nawet wstać. Nie wiem co mnie napadło, ale ledwo się powstrzymałem przed zadaniem ostatecznego ciosu. W ten czas zleciało się kilka innych wilków i odciągnęło mnie od Księcia.
- Hilarem ! Coś ty... - Angel chciała dokończyć,
- Baru ! Baru Saya ! - warknąłem jej w pysk. Miała przestraszone oczy - Twój Hilarem nie żyje - odepchnąłem trzymających mnie i ruszyłem w stronę jaskini. Oblizałem jeszcze tylko kły ociekające krwią i poczułem na sobie wzrok obserwatorów tej sceny. Powoli dochodziło do mnie co zrobiłem, ale nie wiem co czułem, nowo poznane uczucia miały teraz nade mną kontrolę...

CDN.

/ średnio mi się podoba ale może być.



18 marca 2013

Hilarem, cz. 4 [Baru Saya]

Wilczyca siedziała patrząc gdzieś w dal, błękitne obłoki dookoła niej delikatnie muskały jej sierść. Usłyszałem ciche westchnienie.
- To jak? - zapytałem już lekko zniecierpliwiony. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Nigdy nie widziałem tak smutnego uśmiechu, znowu coś zabolało mnie w środku. Dziwne i cholernie dokuczające uczucie.
- To było troszkę jak sen... - spojrzała znowu gdzieś daleko, jej uśmiech zmienił się diametralnie, jakby na wspomnienie tego co było, zniknęły wszystkie smutki.

Od małego zawsze mnie interesowałeś, wyróżniałeś się wśród tłumów. Każdy w stadzie zawsze chciał udowodnić swoją siłę i wielkość, każdy, tylko nie ty. Chodziłeś taki pogodny, uśmiechnięty od ucha do ucha. Pamiętam heh, pamiętam jak kiedyś, zaciekawiona tym twoim zachowaniem, postanowiłam śledzić cię i sprawdzić, co jest źródłem tego pozytywnego nastawienia do świata. Nigdy nie zapomnę, gdy okazało się, że nic. Po prostu nic, twój dzień wyglądał tak zwyczajnie, a ty czerpałeś radość ze wszystkiego. Nawet gdy wpadłeś do lodowatego strumienia, to wynurzałeś łeb roześmiany. Mimo tej twojej pogody ducha, byłeś samotnikiem, mieli cię raczej za słabeusza niż kogoś, z kim warto trzymać. Potem ech, wszystko się zmieniło, ale nie u ciebie, u mnie. Zostałam zmuszona do opuszczenia stada. Nie wiem jak wtedy się zachowywałeś, ale często myślałam o tym, jak być równie pocieszna co ty. Kiedy wróciłam na tereny, a było to równy rok po opuszczeniu ich, mieliśmy już prawie dwa lata. Wszystko stało się takie obce, wszyscy się zmienili, ja też. Pamiętam, że pierwszym moim ruchem, zaraz po przywitaniu się z Parą Alpha, było poszukanie starych znajomych, no i ciebie rzecz jasna. Ruszyłam szybko na polanę, na której wszyscy często kiedyś przesiadywali. Nadal była równie oblegana co przed rokiem. Chciałam udać się do grupki przyjaciół, którzy zauważyli mnie, gdy tylko pojawiłam się na ich widoku, ale zatrzymał mnie Dux. Zaczął posyłać zalotne spojrzenia i gadać coś o tym, jak to wyrosłam. Nigdy nie należałam do zbyt pyskatych, więc po prostu chciałam go wyminąć, ale nie pozwolił mi. Zobaczyłam w oczach znajomych strach i coś w stylu współczucia, ich uśmiechy zamieniły się w pyski pełne politowania. Zrozumiałam, że mam do czynienia z ważniakiem, naszym stadnym księciem. Nie chciałam z nim gadać, nie z nim. Zaczęłam z paniką w oczach szukać jakiejś drogi ucieczki przed tym jego napastowaniem wzrokiem, co jego samego chyba bawiło ale i denerwowało, że nie jestem wobec niego uległa. Miałam za złe wszystkim dookoła, że nie odważą się zwrócić mu uwagi. Wtedy usłyszałam ciche warknięcie. ,,Zostaw ją,, powiedział głos, a wszystkie oczy powędrowały za moje plecy. Odwróciłam łeb i... Ty, stałeś tam ty. Byłam tego pewna, poznałam cię po oczach, fiołkowe oczy, nikt takich tu nie miał. Jeny... Pamiętam to uczucie, byłam prze szczęśliwa i zdziwiona. Nigdy nie spodziewałam się zobaczyć cię z wyszczerzonymi kłami, czy zmarszczonym nosem. Chyba nikt się nie spodziewał. Wyglądałeś dużo solidniej niż kiedy traciłam cię z widoku. Zaczęłam nawet obawiać się, że już nie jesteś tym wesołym wilczkiem. Tyle myśli przeszło przez moją głowę, a ty, ty zatrzymałeś je wszystkie jednym, delikatnym uśmiechem, który właśnie mi posłałeś. Zrobiło mi się gorąco, nie słyszałam twojej rozmowy z Duxem, widziałam tylko jak patrzysz na niego i że coś mówisz. Głosy dookoła były stłumione, ale wiedziałam, że i on do ciebie przemawia. Z tego błogiego stanu wyrwała mnie wasza szarpanina i tłum jaki się zbiegł. Zostałeś wtedy pokonany, ale Dux nie wyszedł z tego bez szwanku. Wszyscy się rozeszli, aby wiwatować wygranemu, ty podnosiłeś się z ziemi, spojrzałeś za nimi i uśmiechnąłeś do siebie. Stałam jak wryta, ten cały czas. Podszedłeś do mnie i zapytałeś czy nic mi nie jest, na co po prostu wybuchłam śmiechem. Heh, cały poraniony pytasz się, czy nic mi nie jest. Byłeś taki dzielny. Tak właśnie się poznaliśmy.  Później spędzaliśmy ze sobą sporo czasu. Mało kto nam w tym przeszkadzam, ciebie unikali bo byłeś ,,przegranym,, a mnie, bo nie uległam wielkiemu Duxowi i zadawałam się z tobą. Z czasem jednak reszta stada zaczęła się do nas przekonywać, nie zwracaliśmy uwagi na ich dziwne spojrzenia czy komentarze. Bawiliśmy się i wydurnialiśmy w ich otoczeniu, nie raz ktoś zaśmiał się z twojego dowcipu, który usłyszał zupełnie przypadkiem. Każdemu posyłałeś uśmiech, doczekałeś się tego, że odpowiadano ci tym samym. Moi dawni przyjaciele przełamali się pierwsi, pewnego dnia podeszli grupką do nas i po prostu usiedli. Mnie nie musieli się przedstawiać, ale bardzo ucieszyłam się kiedy przedstawili się tobie. Heh, zawsze gadałeś, że czujesz się strasznie nieswojo, nie przywykłeś do takich tłumów. Tym bardziej, że z wtedy nie znanych mi powodów, wzbudzałeś ogromne zainteresowanie. Z czasem zauważyłam, że to u płci przeciwnej wzbudzasz taką ciekawość. Przez co, nie ukrywajmy, traciłeś w oczach swoich braci. Byłeś niesamowity, uśmiechałeś się do każdej wilczycy, nie podrywałeś ich, to raczej one podrywały ciebie, ale ty nawet tego nie zauważałeś. Za to ja zauważyłam, zaczęło mnie to mocno drażnić...

Dopiero wtedy spojrzała na mnie.

Chyba właśnie dlatego wszystko jest tak, jak nie powinno.

- Możesz jaśniej? - zapytałem zaciekawiony.
- Mogę.
- A więc? Co się stało?
- No właśnie... eh...

CDN.

[wiem, kochacie mnie za te zakończenia ]

28 lutego 2013

Hilarem, cz. 3 [Baru Saya]

Wzrok mój i ojca. Patrzeliśmy na siebie w milczeniu.
- Wyjdź - usłyszałem jego głos.
- Co proszę? - nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi.
- Wyjdź, muszę porozmawiać z twoją matką - dodał szybko, nadal na mnie patrząc.
- Idź do An. - chwilową ciszę przerwał głos matki - Chyba macie sobie nieco do wyjaśnienia - uśmiechnęła się delikatnie. An? Pewnie chodziło o Angel, westchnąłem cicho i ruszyłem ku wyjściu z jaskini. Czułem jak ojciec odprowadza mnie tym swoim niecodziennym wzrokiem. 
Nie planowałem iść do tej całej An, nie w smak były mi rozmowy z płcią przeciwną, zwykle nie wiedziałem jak zacząć. Początek chyba zawsze sprawiał mi problemy. Ruszyłem przed siebie, wyczułem woń wody, lekko spragniony udałem się w jej kierunku. Nie wiem czy to przeznaczenie, czy pech, ale i ona udała się na brzegi tutejszego jeziora. Zauważyłem ją dosyć późno, wybiegła z zarośli. Chcąc nie chcąc musiałem przyznać, że widok był niecodzienny. Dookoła jej szaro-błękitnej sierści unosiły się jakby smugi czegoś ... no właśnie. Czego? Spojrzałem za nią. Zwolniła nieco i zatrzymała się przed samą taflą wody, usiadła. Ciekawość. To chyba jedna z kolejnych moich cech. To ona skierowała moje łapy w stronę wilczycy, zatrzymałem się kawałek za nią.
- Co to? - zapytałem prosto z mostu. Odwróciła łeb wyraźnie zmieszana. Nic nie odpowiedziała, spojrzała tylko w taflę wody. Rozejrzałem się dookoła i przybliżyłem do niej. Chrząknąłem. - Co to? - powtórzyłem pytanie, ale i teraz nie usłyszałem odpowiedzi. Hmm... Gdybym miał ręce to podrapałbym się w takiej chwili po głowie. Ale co tam, usiadłem obok niej, spojrzałem na sierść wilczycy. - Co to? - przechyliłem łeb na bok i patrzyłem na nią. Usłyszałem cichy chichot, a zaraz po tym zobaczyłem na jej pysku lekki uśmiech, który powiększał się coraz bardziej. Zgłupiałem, ale dla niepoznaki po prostu się uśmiechnąłem. 
- Nie wiem o co chodzi, nie wiem czemu mnie nie pamiętasz, ale ja pamiętam ciebie bardzo dobrze - uśmiechnęła się i spojrzała na mnie, miała bardzo ładne oczy - i widzę, że nadal nie zdajesz sobie sprawy jak pocieszny jesteś - uśmiechnęła się szerzej. Wzruszyłem barkami.
- Możliwe - uśmiechałem się nadal, ale przysunąłem nieco niżej - Ale to nadal nie wyjaśnia co lata dookoła ciebie - zaciekawiony przyglądałem się wędrującym po jej sierści pasmom błękitu. Po jej minie stwierdziłem, że chyba spodziewała się nieco innej odpowiedzi, ale jednak utrzymywała uśmiech.
- Powietrze. Nic nie pamiętasz? - zmrużyła lekko oczy.
- Skoro już pytasz to kompletnie nic, podpadła mnie amnezja - zdziwiła się jeszcze bardziej. - Dlaczego dookoła ciebie unosi się powietrze i czemu je widzę? - zapytałem szybko, żeby w jej głowie nie namalowały się jakieś pytania. Zaśmiała się lekko.
- Ty masz zdolność upodobnienia do roślin, a ja zdolności powietrzne - z uśmiechem wstała, cofnęła się nieco i z rozbiegu wyskoczyła w górę, wiatr poniósł ją dużo dalej niż zwykłego wilka, unosiła się niczym płatek białego kwiatu opadającego powoli na ziemię. Wyglądało to niezwykle zjawiskowo, uroku dodawały obłoczki powietrza krążące, teraz szybciej, przy jej sierści. Uśmiechnąłem się zachwycony tym widokiem. Wilczyca wylądowała blisko mnie i usiadła.
- Ślicznie wyglądałaś - posłałem jej ciepły uśmiech, chyba troszkę się speszyła. Wtedy dotarło do mnie jak bardzo pasuje jej to imię.
- Jak zwykle szczery i bezpośredni - uśmiechnęła się, jednak wydawało mi się, że chciała ukryć ten uśmiech.
- Skąd wiesz, że jak zwykle? - ponownie przekręciłem łeb na bok i patrzyłem na nią zaciekawiony.
- Byłam twoją dziewczyną Hil - spojrzała na mnie smutno. Poczułem lekkie ukłucie w środku, nie podobało mi się to uczucie, ale jak zwykle nie miałem pojęcia jak ono się zwie. Milczeliśmy chwilę.
- Skoro ją byłaś... - odezwałem się naglę i spojrzałem na nią - skoro ja byłaś to może trochę mi opowiesz? - wypaliłem nagle.
- Opowiesz? - zmieszana spojrzała na mnie.
- No tak, może i ty pomożesz mi odkryć rąbek tajemnicy? - uśmiechnąłem się.
- No nie wiem - spojrzała smutno w ziemię.
- Proszę, chciałbym wiedzieć jak ty mnie widziałaś, nie tylko rodzice - dodałem bardziej do siebie.
- Dobrze... Opowiem ci, ale to może trochę boleć - westchnęła.
- Boleć? 
- Nie ciebie Hil, nie ciebie... - dodała z delikatnym uśmiechem.
CDN.

Kolejne foto dla pobudzenia wyobraźni: Angel

3 lutego 2013

Hilarem, cz.2 [Baru Saya]

Chrypnąłem nieco głośniej i zacząłem wyślizgiwać się z uścisku szaro-niebieskiej. Zdecydowanie zwróciło to jej uwagę i spojrzała na mnie dziwnie.
- Coś nie tak? - przechyliła łeb na bok.
- Sęk w tym, że zapomniałem - dodałem prostolinijnie i otrzepując się usiadłem wzruszając barkami.
- Hil! Znaczy... Baru! Uh... Sama już nie wiem - matka chyba chciała mnie skarcić ale tylko bezradnie pokręciła głową.
- Oj głuptasie, te twoje żarty - wilczyca zaśmiała się. 
- Nie żartuje - pokręciłem łbem.
- Przestań - spojrzała na mnie mrużąc ślepia.
- Angel... - moja matka szepnęła cicho.
- Lubie twoje żarty, ale ten mnie nie bawi! - głos Angel zadrżał lekko.
- Angel... - matka powtórzyła głośniej.
- Tyle, że ja nie żartuje, nie znam cię i tyle. - wzruszyłem barkami. W oczach młodej wilczycy    zakręciła się łza.
- Hil? Dlaczego to robisz? - podciągnęła lekko nosem/
- Baru, nie Hil - spojrzałem w jej oczy.
- Twoje oczy... - cofnęła się kilka kroków.
- Angel! - matka spojrzała na nią karcąco. Młoda skierowała na nią wzrok.
- Przepraszam... Tak? - w jej oczach było widać smutek.
- Wyjdź. Pogadacie o tym później - wilczyca spuściła łeb i wybiegła z jaskini, jak na rozkaz. Spojrzałem na matkę, a ona na mnie - Mogłeś być delikatniejszy.
- Możliwe - wzruszyłem tylko barkami, znowu - Możesz kontynuować? - zapytałem, na co matka kiwnęła łbem.
A więc... Kolejna rzecz, jaką powinieneś wiedzieć to to, kim jesteś. Należysz do Jakszy. Nie pytaj, już ci tłumaczę. Jaksza to męska nazwa, żeński odpowiednik to Jakszini. Całe nasze stado jest tej rasy. Jesteśmy indyjskimi bożkami, często przedstawianymi jako groźni wojownicy lub nieco spasłe osoby. Jednak ludzie widzieli nas tylko pod postacią humanoidalną, dlatego zwierzęce ciała służą nam za ochronę i właściwie są pierwotną formą. Jaksza to bożek, a raczej duch strzegący lasów. Każdy z nas posiada zdolności związane z naturą. Twoje zdolności to upodobnienie do rośliny. Z twoich pazurów sączy się jad roślin paraliżujących, w kilka sekund potrafiłby sparaliżować nie jedno mityczne stworzenie. Umiesz też komunikować się z roślinnością, potrzebujesz jednak do tego skupienia, co nie było nigdy twoją dobrą stroną.  Uwielbiałeś za to skakać po drzewach czy wspinać się na odległe wysokości, bezpieczeństwo zapewniały ci łapy, którymi umiesz mocno zagałęzić się nie tylko w ziemi. Nie... Nie zamieniają ci się w korzenie, to z nich korzenie się wydobywają. Nie sprawia ci to bólu, przynajmniej nigdy nie narzekałeś...
Kiedy chciała kontynuować usłyszałem głośny warkot i poczułem jak boleśnie ląduje na ziemi. Otworzyłem oczy i dostrzegłem sporego basiora o smolistej sierści i białych oczach, wpatrzonych głęboko w moje.
- Na litość boską! Niger skarbie, to twój syn! - matka skoczyła na samca, wyglądała przy nim na taką malutką, zaśmiałem się lekko i spojrzałem ojcu w oczy.
- Dad? Hej, miło poznać - uśmiechnąłem się szerzej, mimo tego, że obraz przed oczyma nadal mi jeszcze falował. Basior miał bardzo długie kły, które po nim najwyraźniej odziedziczyłem. Nadal warcząc zszedł ze mnie.
- Nie czuje by to był on - odpowiedział oschle w stronę matki.
- Wczuj się - powiedziała do niego spokojnie. Nie bardzo wiedziałem o co chodzi, wilk spojrzał na mnie, przypatrywał się.
- Twój dad nie widzi. Nie postacie, widzi wnętrze, duszę - spojrzała na mnie. Zdziwiło mnie to, podniosłem się powoli i przysiadłem, tak, aby mógł spokojnie mi się przyglądać - Możliwe, że przez tego co siedzi w tobie, nie może cię rozpoznać - matka nieco smutna spojrzała na skupionego ojca. Pokiwałem tylko głową.
- Hilarem? - mimo białego koloru w oczach ojca pojawiła się jakaś radość.
- Tak, to ja, znaczy, nie do końca... - chciałem zacząć mówić, wytłumaczyć.
- Baru Saya, to z indyjskiego - pokiwał łbem - zła istota się w ciebie wszczepiła, a jeszcze większego zła musiała uczynić aby tego dokonać - spojrzał mi prosto w oczy. Zatkało mnie, wypuściłem głośno powietrze i patrzyłem na niego z otwartym pyskiem... Musiałem wyglądać jak głupi.
CDN.

Dla pobudzenia wyobraźni: Tatuś:

29 stycznia 2013

Hilarem, cz. I [Baru Saya]

     Matka zaprowadziła mnie do jaskini z moich wspomnień, do starego domu. Siedziałem naprzeciw niej i rozglądałem się zaciekawiony po jaskini. Opowiedziałem jej wszystko co pamiętam. Kiedy skończyłem widziałem przejęcie w jej oczach.
- Baru tak? - pokręciła głową - Na pewno nie pochodzi to z łaciny. Ojciec zna się na tych wszystkich rytuałach.- spojrzała na mnie - No tak, nie wiesz o tym, zapomniałeś. Twój dad jest u nas szamanem i to na dosyć wysokim stanowisku. Dzięki temu przymykano oko na Twoje wybryki w młodości. - uśmiechnęła się delikatnie, zrobiłem to samo.
- A gdzie jest... dad? - w końcu zatrzymałem wzrok na matce. - nawet nie pamiętam jak wygląda.
- Nie dziwne skoro pamiętasz tylko ten jeden dzień. Wyruszył razem z parą Alpha na misję. Niestety nie mogę cię w to wgłębić, w końcu już tu nie należysz. - w jej oczach zauważyłem smutek. - Mówisz, że nawet z uczuciami masz problem? - westchnęła. Nic nie powiedziałem, poczułem się trochę winny temu, że straciłem pamięć. Kiwnąłem tylko łbem potwierdzająco. - Cieszę się, że jesteś. - dodała z lekkim uśmiechem.
- Ja też, ale jeszcze bardziej cieszyłbym się, gdybyś mi opowiedziała trochę o mnie. - uśmiechnąłem się szeroko.
- A więc po to tu przyszedłeś? 
- No tak... A po co innego? - nie bardzo wiedziałem skąd to pytanie. Widziałem, że moja odpowiedz ją nieco zdziwiła, uniosła lekko kącik pyska.
- Racja, masz problem z uczuciami. - w jej oku zakręciła się łza, ale wzięła głęboki wdech i powoli wypuszczając powietrze, uspokajała się. - Opowiem, pewnie, że opowiem. - uśmiechnęła się.
- Dzięki. - przysunąłem się bliżej niej.
- Od czego mam zacząć? - spojrzała w moje oczy.
- Od poczęcia. - wyszczerzyłem się w szerokim uśmiechu. W odpowiedzi usłyszałem śmiech.
- A więc dad zabrał mnie nad nasz najpiękniejszy wodospad, zaczął mi szeptać do ucha, byliśmy coraz bliżej... - zaczęła śmiejąc się pod nosem.
- Dobra, dobra, starczy, stop. -  zaśmiałem się - To może przejdźmy do narodzin... Tylko oszczędź mi tych parć, odejść wód i krzyków. - dodałem szybko i wzdrygłem się lekko, śmiejąc się cicho. Kiwnęła łbem roześmiana.
- Nie ma sprawy, nawet dla mnie to nie są aż tak miłe wspomnienia...

     ... A więc było to tak. Po pierwsze musisz wiedzieć, że nikt w tym stadzie nie ma przypadkowego imienia, szczenięta nazywane są dopiero po kilku miesiącach, kiedy pokażą swoją osobowość. Stąd twoje imię. Już od małego byłeś zaczepny, robiłeś żarty wszystkim dookoła, nie przejmowałeś się praktycznie niczym. Wiecznie uśmiechnięty. Po drugie są cztery osoby ważne w twoim tutejszym życiu. Dux, od małego ze sobą rywalizujecie, jest synem pary Alpha, Dux znaczy książę, więc chyba nie muszę Ci tłumaczyć dlaczego takie imię. - uśmiechnęła się pod nosem, ja również. - Niger, twój ojciec, czarny jak noc, stąd to imię. Po nim odziedziczyłeś poczucie humoru i kolor sierści, chociaż zapewne przez moją szarą barwę nie jesteś jednak aż tak czarny. - kiwnąłem łbem, na znak, że rozumiem. - Ja, Viola, skrót od violaceus to znaczy fioletowy. Oczy, je odziedziczyłeś po mnie, ale z tego co widzę teraz wypełnia je inny kolor. - wyczułem w jej głosie lekką irytacje, ale ponownie kiwnąłem łbem. - No i jest jeszcze...
     - Hilarem?! - usłyszałem nagle głos za sobą, spojrzałem ku wejściu do jaskini, stała tam zgrabna wilczyca o szaro-błękitnej sierści, uśmiechała się szeroko. Zerknąłem na matkę lekko zakłopotany, w jej oczach zauważyłem współczucie. Ponownie spojrzałem na obcą, ruszyła biegiem w moją stronę i skoczyła na mnie.
- Wiedziałam, wiedziałam że wrócisz! - krzyknęła radośnie. Za cholerę nie wiedziałem co się dzieje.
- ... I Angel, twoja dziewczyna. - dokończyła matka. Spojrzałem na nią z lekkim przerażeniem. ,,Że co?!,, pomyślałem.
- No hej głupolu, chyba nie zapomniałeś o mnie co? - zaśmiała się znowu i wtuliła w moje zesztywniałe ciało.
,, Że kto?!,, ...
CDN.