No więc tak. Wiem, że dawno, a raczej nigdy nic nie piszę, ale akurat mi się nudziło więc...
Aha to tak po pierwsze chyba jednak poproszę o zmianę fotki: klick.
Otóż Korek nie umie się już zmieniać w wilka gdyż ponieważ za dużo był kotkiem. Z resztą ta postać mu się podobuje i tak ma być.
Senk ju.
Jak
wam się nie chce czytać to nie zmuszam, to moje wypociny z przypływu
emocji i...no cóż, te postacie ciągle męczą mnie na gadu.
***
Był już późny wieczór. Wiał zachodni wiatr, który z chwili na chwilę
stawał się coraz silniejszy. Gęste chmury, zero gwiazd, wszystko
wskazywało na to, że noc nie będzie wesoła. Całe stado smacznie spało,
oczywiście poza markami nocnymi i tymi, którzy pilnowali granic. Jednak
nawet strażnicy już znudzeni swoimi obowiązkami kołysali się na lewo i
prawo smagani wichrem. Z krzaków wyłoniło się cętkowane stworzenie,
zupełnie rześkie z szeroko otwartymi ślepiami. Duży samiec rozglądał się
na boki. Najwyraźniej kogoś szukał. Był jakiś nietypowo przygnębiony i
zachowywal się jakby dusza opuściła jego ciało. Wlókł się po gęstej
trawie w stronę granic. Ominął wartowników nawet nie tłumacząc się
słowem i ruszył w kierunku otwartych terenów. Z doświadczenia wiedział,
że niewiele członków udaje się na polany, no chyba że polują na coś
większego, jednak zazwyczaj szwendają się po lesie. On jednak wolał
dzisiejszej nocy udać się gdzieś dalej. Szedł coraz wolniej gdyż
dopadało go już zmęczenie a przecież nie był urodzonym podróżnikiem.
Oczywiście nie docenił też piękna które go otaczało. Wszedł właśnie w
bardzo gęsty zagajnik który wyglądał jakby w ogóle nie spadł tu śnieg.
Ziemia była wyjątkowo sucha i pokryta liśćmi i kępami traw i niskich
krzewów. Było już bardzo ciemno gdy znów wyszedł na otwarta przestrzeń.
Tam już nie wytrzymał i upolował sobie małego zająca co oczywiście nie
zabrało mu wiele energii więc po krótkiej przerwie był w stanie ruszyć
dalej. Właściwie nie wiadomo co podkusiło go by wyjść tak daleko poza
tereny. Przecież nigdy nigdzie nie wychodził. Teraz najwyraźniej coś
ciągnęło go w nieznane, może ciekawość?
Pół drogi patrzył cały
czas pod nogi nie próbując nawet zapamiętać drogi powrotnej. Nawet gdyby
się zgubił, pewnie nie miałoby to dla niego większego znaczenia. Był po
prostu obojętny na wszystko i miał wrażenie, że poradzi sobie
gdziekolwiek by nie trafił. W końcu stanął na chwilę by się rozejrzeć i
wrócić z krainy marzeń na ziemię. Jednak nawet jego wybujała wyobraźnia
nie stworzyłaby tego co zobaczył. Zaczynał się akurat rzadki lasek
liściasty obok którego płynął strumyk. W głębi drzew paliło się światło i
już do jego bystrych uszu dobiegał gwar. Jaguar obejrzał się za siebie
jakby nie dowierzał, że znalazł zupełnie przypadkowo jakiś obóz. Nie
pozostało mu nic innego jak sprawdzić co kryje się dalej.
Tym
razem szedł ostrożnie. Uważał na każdy patyczek pod łapami, im
głośniejsze były hałasy tym niżej się schylał i starał się być
niezauważony. Dochodził już do centrum zamieszania i zorientował się, że
w tym nietypowym obozie są sami młodzi ludzie, a raczej wampiry, co
odkrył po następnych kilku chwilach. Była ich okrągła dwudziestka. Jak
widać nie obawiali sie niczego z zewnątrz w tak licznej grupie, gdyż
nawet nie mięli namiotów. Gdzieniegdzie tylko wokół dużego ogniska
leżały koce i torby - jakby podróżnicze, ale oni sami na wielkich
wędrowców nie wyglądali. Samo zwierzę było już trochę zakłopotane. Nie
wiedział co zrobić, nie poznał jeszcze żadnego z wampirów, aż około
trzech metrów od niego nie zatrzymała się pewna dziewczyna. Oddaliła się
trochę od ogniska więc wyczuła już intruza. Blond-włosa rozglądała się
na boki z bystrym wzrokiem i rozłożonymi rękoma. Jedną dłoń trzymała
blisko pasa gdzie zapewne miała nóż. Gdy tylko jej wzrok skierował się
ku krzakom w których ukrył się jaguar odwrócił się i popędził w stronę z
której przybył. Myślał, że zdążył jej uciec, niestety po kilki chwilach
usłyszał jej lekkie kroki a następne kilka chwil potem został brutalnie
przewrócony na ziemię i przygnieciony do niej tak by nie mógł oddychać.
Dopiero teraz, gdy światło ognia już nie świeciło mu w oczy przyjżał
się jej z bliska. Ze zdziwienia otworzył szeroko pysk, ale wampirzyca
uznała to za agresywną postawę więc zamachnęła się swym poręcznym nożem
celując prost w jego krtań. On wykorzystał resztki sił by zmienić się w
kogoś kogo lepiej pozna, a więc wampira. Na to blond-włosa otworzyła
szeroko szkarłatne oczy i wypuściła z ręki sztylet którym właśnie
zamierzała uśmiercić swego przyjaciela.
- Ami? - wykrztusiła z siebie ledwo słyszalnie po czym natychmiast z niego wstała i zakryła usta obiema rękoma.
Chłopak
wstał o własnych siłach, bo przecież nikt nie pomógłby mu w takich
okolicznościach, otrzepał się i spojrzał na nią spode łba.
- Zgadza
się. Cześć Lissia. Mogę wiedzieć co wy tutaj robicie? - Podparł się
jedną ręką o bok a drugą zmierzwił roztrzepane włosy.
- Amiiiś! Co
TY tu robisz? Sam w takim buszu? Gdzie uciekłeś rok temu? Myślałam że
wróciłeś do siebie... - Dziewczyna opuściła ręce ale machała nimi
nerwowo jak widać podekscytowana tym co ją spotkało.
- To Ciebie nie
dotyczy. Ja tu jestem... - Ale przecież nie mógł powiedzieć skąd się tu
wziął. Nikt ze świata zewnętrznego nie wiedział gdzie teraz przebywa, a
więc nadal musiało to pozostać tajemnicą. - Jestem na wyprawie...Ci o
których ci mówiłem wysłali mnie na...na misję. Musze przejść...trening.
Tak, zadanie. mam zadanie do wykonania dlatego mogę sie zmienić z kota
aby szybciej podróżować. - Jak dotąd nigdy nie udało mu sie tak dobrze
wymyślac na miejscu, a że pierwszy raz udało mu się to tak...prawie
naturalnie sam z siebie dumny uśmiechnął sie lekko i rozejrzał na boki.
- Oj chyba coś bujasz...w każdym razie zmieniłeś się...Jesteś bardziej...poważny?
- A co przyzwyczaiłaś się, że jestem infantylnym głupkiem? Fajnie wiedzieć. Nieważne. Skąd się tu wzięliście?
-
Łowcy wyrzucili nas z Akademii i dyrektor polecił nam udać się.. - Tu
wskazała palcem w felerne miejsce z którego przyszedł nasz podróżnik. - o
tam. Nie wiem gdzie nas to zaprowadzi.
- Ja wiem. Stamtąd
przyszedłem. Właściwie są tam same niebezpieczne zwierzęta. Nic
ciekawego. Polecałbym iść na południe. Tam prędzej znajdziecie pomoc.
-
Skoro tak mówisz... - Lissia zawsze mu wierzyła i bezgranicznie ufała
co pomogło mu odwrócić niebezpieczeństwo od stada. Chociaż właściwie
jego głównym celem było 'nie wpaść w kłopoty' a więc trudno uznać jego
czyn za szlachetny. Dziewczyna już miała zawracać, ale chwyciła chłopaka
za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę obozowiska. - Chodź do nas. Jest
Satoooś, Trey, Akiś i inni który na pewno chętnie się z Tobą zobaczą.
Zjedz z nami! - Wampirzyca znów się radośnie uśmiechnęła i pociągnęła go
mocniej za rękę. Jemu trudno było jej zaprzeczyć, ale przecież nie mógł
się zgodzić.
- Nie mogę. Sorry, mam ograniczony czas. Nie zjem z
wami... - odpowiedział dość smutno. W końcu chętnie usiadłby w cieple
wśród przyjaciół, posłuchałby ich opowieści i sam podzieliłby się
zmartwieniami. Jednak to wszystko związane było z zagrożeniem więc
musiał oprzeć się pokusie.
- No wiesz co, odtrącać taką ofertę. No
dobrze, ale skoro masz tak ważne zadanie nie mogę Cię zatrzymywać. -
Lissia wyraźnie posmutniała co znaczy ze uwierzyła w każda jego bzdurę.
Jednak znów musiał się powstrzymać od triumfalnego śmiechu. - Ale
zobaczymy się jeszcze?
- Taak. - Odpowiedział prędko zanim jeszcze
zdążył się zastanowić i tego pożałować gdyż dziewczyna przykleiła się do
niego i zaczęła mamrotać pod nosem coś niezrozumiałego. Bezradny
chłopak patrzył się tępo w dal czekając aż go puści i da mu uciec od
problemu. Pewnie w innej sytuacji chętnie by z nią powspominał i
spędziłby trochę czasu, jednak tym razem po prostu nie chciał o tym
myśleć i zmuszać się do odmawiania sobie kolejnych przyjemności. Gdy
wreszcie go puściła od razu odsunął się kawałek
- Musze biec.
Pozdrów towarzystwo. I pamiętaj, że macie iść na południe, ja tym czasem
umykam w nieznane. Arrivederci. - Posłał jej wdzięczne spojrzenie i już
nie czekając na odpowiedź odwrócił się i w locie zmienił z powrotem w
dużego cętkowanego kota.
Lady Dracula jeszcze chwilę stała w miejscu
aż przyjaciel nie zniknął jej z pola widzenia po czym popędziła w stronę
obozu w którym czekali inni niczego nie świadomi uciekinierzy.
Jaguar dzikim pędem udał się w stronę swego stada. A jednak zapamiętał
drogę powrotną i każdy szczegół który mijał w drodze ku przygodzie. Cały
czas w głowie miał obrazy z jego przeszłości. Ciężko było mu zapanować
nad emocjami, w końcu nigdy nie spodziewałby się ich tu, tak blisko
nowego domu. Tego właśnie chciał uniknąć i zmienił się w leniwego
ważniaka. Uniknąć kłopotu oczywiście. Nie chciał miec już nic wspólnego z
tym co było. Chciał znaleźć spokojne miejsce w którym już nikt go nie
dopadnie. Zanim słońce osiągnęło najwyższą fazę zdołał dobiec do granic i
wtedy obiecal sobie, że więcej bez przyczyny nie opuści stada. Nie
samemu.
***
Dum dum dum duuum. Mroczne zakończenie. Dziękuję
dziękuję. Taaaa. Lissia sie mnie przyczepiła i każe mi być aktywnym w
Akademii ale mi się nie chce bo...a to nieważne. Po prostu chciałem w
sposób...em jakby inny przedstawić sytuację w której się znajduję.
Jestem trochę zakłopotany...
Corey (22:50)