Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arashi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arashi. Pokaż wszystkie posty

23 listopada 2013

Nikogo nie było [Arashi]

23 listopada 2013

Nikogo nie było

Muzyka

Wilczyca leżała na jednym z kamieni porozrzucanych na polanie. Omiotła spojrzeniem błękitnych oczu przestrzeń wokół siebie, jakby liczyła na to, że kogoś tu zobaczy, chociaż doskonale wiedziała, że jest tu sama. Nikogo więcej na polanie nie było i nikt nie miał zamiaru się tu zjawić. Przełknęła ślinę. W jej gardle pojawiła się wielka gula, a żołądek zaczął ją uciskać, jakby ktoś wyjął go na zewnątrz i owinął ze wszystkich stron żyłką. Nie ma tu nikogo. Sam wydźwięk tych słów sprawiał, że czuła się cięższa o kilka kilogramów. Myśl o samotności przygniatała ją z niesamowitą siłą, jednak nikomu tego nie okazywała, bo co by to zmieniło? Nic. Przełknęła ślinę, próbując się pozbyć tego nieprzyjemnego uczucia, że coś zatyka jej gardło. Nie pomogło. Ilekroć starała się przestać myśleć o odległościach dzielących członków stada, miała wrażenie, że jakaś zupełnie obca jej siła próbuje przycisnąć ją swoim ciężarem do ziemi. Westchnęła cicho, przymykając powieki.
Raz, dwa, trzy. Ponownie spojrzała na pustą polanę i zgaszone ognisko. Tym razem nieco inaczej. W jej oku pojawił się charakterystyczny błysk. Podniosła się z głazu, otrzepując jasne futro z pyłu i piachu. Jej łapy zaczęły stąpać po mokrej ziemi, kierując się w stronę lasu.  Przemykała pomiędzy drzewami, uważnie lustrując swoje otoczenie. Zabierała ze sobą każdą, nawet najmniejszą, suchą gałązkę, by zaraz wrócić na polanę i wrzucić wszystko do środka okręgu utworzonego z kamieni. Chodziła tak w jedną i w drugą, bez opamiętania umieszczając drewno w ognisku. Mogło się wydawać, że od tego zależało jej życie. Nie wiedziała, ile zajęło jej uzbieranie wystarczającej ilości. Nawet nie liczyła, ile razy wybierała się wgłąb lasu, by zaraz wrócić z pyskiem pełnym suchych gałęzi. Liczyło się teraz tylko to, że ognisko było gotowe do rozpalenia. Wadera uśmiechnęła się w duchu. Robiła to dla siebie i tylko dla siebie, choć nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Chciała ożywić to miejsce, nadać mu jego dawnego charakteru.
Przymknęła powieki i skierowała pysk w dół. Jej uszy zmieniły kształt i stały się bardziej przystające do głowy. Tylne łapy wydłużyły się, a na przednich pojawiły się dłonie. Włosy opadły jej na czoło i lekko zadarty nos pokryty piegami. Otworzyła niebieskie, duże oczy i uśmiechnęła się pod nosem. Była kompletnie naga. Na jej bladej skórze od razu pojawiła się gęsia skórka, jednak dziewczyna zignorowała ten fakt. Dreszcze spowodowane zimnem wcale jej nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie. Cieszyła się, że mogła je poczuć. Zamrugała parę razy i przykucnęła. Poruszyła wargami, wypowiadając kilka niezrozumiałych słów. Tuż obok niej pojawił się mały ognik. Słaby, przyjazny demon, którego przychylność Arashi zyskała już dawno temu, jeszcze gdy była w świecie umarłych. Nie musiała nic mówić, jej mały przyjaciel sam zrozumiał, o co jej chodziło. Na jednej z gałązek pojawił się niewielki płomień, który powoli przenosił się na resztę. Arashi wyprostowała się, oczarowana widokiem przeplatających się nawzajem języków ognia, które raz po raz muskały ciepłem jej drobną twarz. Spomiędzy jej warg wydobyło się ciche westchnienie, a mgiełka pary zawirowała przy nosie dziewczyny.
Jej noga przejechała po zimnej i mokrej ziemi, zostawiając na niej smugę. Uniosła rękę do boku, poruszając smukłymi palcami. Powoli rozpoczęła okrążanie ogniska, wykonując przy tym spokojne ruchy dłoni. Jej krótkie włosy wirowały unosiły się na wietrze, w miarę jak przyspieszała. Ciało dziewczyny całkowicie zgrało się z płomieniami, tworząc z nimi zsynchronizowany taniec. Stopy badały powierzchnię, po której się poruszała, a ręce raz po raz zbliżały się do ognia, by zaraz się od niego odsunąć. Obracała się wokół własnej osi, kompletnie przestając myśleć o tym, co robi. W jej uszach rozbrzmiała cicha muzyka, która wraz ze wzrostem tempa ruchów dziewczyny, robiła się coraz głośniejsza. Nagie ciało Arashi całkowicie poddało się rytmowi płomieni, pozwalając ogrzewać się palącym ciepłem. Szczupłe nogi automatycznie podsuwały się coraz bliżej ogniska, nie zważając na wzrost temperatury. Jej świat wirował, świecące drobinki wystrzeliwały z ogniska, unosząc się nad jej głową. W uszach dziewczyny dudniło, a muzyka w końcu przeistoczyła się w nieprzyjemny szum. W końcu zaczęła spowalniać, a jej taniec został przerwany w momencie, gdy jego wykonawczyni upadła bezwładnie na ziemię tuż obok palącego płomienia.
Uchyliła powieki i rozejrzała się wokół, lustrując otoczenie. Przed oczami miała ciemną mgłę, która skutecznie utrudniała jej dokładne przestudiowanie miejsca, w którym się znajdowała. Dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, co się stało. Uniosła się do pozycji siedzącej. Wszyscy siedzieli na polanie, rozmawiając ze sobą. Szczenięta skakały na siebie, trącając się łapami i przewracając. Ognisko paliło się wysokim płomieniem, oświetlając sylwetki jej przyjaciół. Jej rodziny. Uśmiechnęła się szeroko, obserwując wszystkich po kolei. Dziękuję, że jesteście- powiedziała cicho. Posłali jej wesołe spojrzenia i uśmiechnęli się do niej, wypowiadając nieme słowa, których nie zrozumiała.
Zamrugała parę razy. Była sama. Siedziała tuż obok zgaszonego ogniska, wpatrując się w pustą przestrzeń. Podkuliła nogi pod brodę. Była cała umazana ziemią, a mokre włosy lepiły jej się do twarzy. Gdzie jesteście?- spytała piskliwym głosem. Gdzie do jasnej cholery jesteście!?- krzyknęła i zaraz zagryzła dolną wargę, czując, że gula w gardle ponownie zatyka jej przełyk. Łzy napłynęły jej do oczu. Była sama. Nikogo nie było.

[Czyli twórczość w pociągu, gdy nie ma co robić.
Krytyka mile widziana]

1 lipca 2012

To dopiero początek. [Arashi]

01 lipca 2012
Na polanie siedzi wiele zwierząt, ganiających się na wszystkie strony. Pośród nich znajduje się jednak jedna wilczyca więcej, tyle że oni o tym nie wiedzą. Przygląda się im dokładnie swoimi błękitnymi ślepiami. Nie widzą jej. Nie słyszą. Nie mają świadomości jej cichego istnienia. Z nieba spada rzęsisty deszcz, jednak to nie przeszkadza szczeniakom w zabawie. Wilczyca odkąd tylko pamięta, zawsze siedziała pod swoim drzewem, przyglądając się innym. Niekiedy tylko zdarzało się, że do nich dołączyła. Jej serce wyrywa się z piersi, chcąc powrócić do starej rodziny, do życia. Z pyska wadery wylatuje cichy dźwięk, coś jakby nieme wycie. Żal ściska jej duszę, pozbawioną ciała. Boli. Inaczej, niż w chwili niedawnej śmierci, jednak zdaje się, jakby ból był jeszcze silniejszy niż wtedy. Wilczyca powoli podnosi się z ziemi, kierując swe kroki w stronę lasu. Mimowolnie odsłania kły, zaciskając na chwilę powieki. Chce żyć. Wie w tym momencie tylko to, nic więcej. Jej kroki przyspieszają, zamieniając się w trucht. Na jej łapie raz po raz podskakuje niewielka buteleczka przewiązana rzemykiem wokół nadgarstka wilczycy. Wie, że może wrócić do życia, jednak wie też, że ma to pewną cenę.
Wadera pochyla się nad skromnym nagrobkiem, owijając swoją smukłą sylwetkę pozbawionym sierści ogonem. Zębami odkorkowuje niewielkie naczynie, przechylając je następnie w taki sposób, by parę kropel wylało się na ziemię w miejscu, gdzie pochowane jest ciało. Następnie sama wypija dosłownie kilka kropelek tajemniczego płynu, po czym zaciska powieki, czekając na cenę, jaką musi zapłacić za odzyskanie życia. Nic. Pustka. Jej powieki uchylają się niepewnie, jednak to co widzi wytrąca ją z równowagi. Demony. Mnóstwo demonów siedzi tuż przed nią, wokół nie ma nic. Biała przestrzeń, przerażająca ziejąca chłodem pustka. Największy z tajemniczych stworzeń kieruje na waderę krwiste ślepia, wyszczerzając kły w cynicznym uśmiechu.
- Po śmierci chcę mieć twoje ciało- mówi tylko, przewiercając drobną, w porównaniu do samego demona, istotę wzrokiem- Dusza mnie nie obchodzi. Będę mógł użyć twojego ciała jak mi się spodoba. Nic ponadto. Jeśli się zgadzasz, kiwnij głową, jeśli nie, po prostu odejdź- dodaje.
Wadera patrzy na demona ze zdziwieniem. Po krótkim zastanowieniu kiwa głową na znak, że zgadza się na tę wymianę. Po śmierci ciało nie będzie jej już potrzebne.

Dziewczyna obudziła się na wzgórzu, gwałtownie kaszląc i powoli łapiąc oddech. Podniosła się z ziemi i popatrzyła na trawę, wśród której leżał uschnięty biały kwiat.
- Wiesz, kwiatku…- uśmiechnęła się lekko, a po jej policzku popłynęła jedna łza- Dziękuję, że mi towarzyszyłeś do końca. Jednak dla mnie to dopiero początek.
__________________________________________________________
Imię: Arashi
Wiek: Niecałe 3 lata
Płeć: Samica
Hierarchia: Zabójczyni, uczennica na zwiadowcę
Zdjęcie: forma wilcza, forma ludzka
Charakteru dowiecie się w swoim czasie, ponieważ Ar nie jest osobą, u której można go tak po prostu opisać.
(Arcia powraca~! Przepraszam za tak krótką kartę, jednak nie miałam w ogóle weny żeby ją napisać, poza tym większość osób już mnie tu zna, a jak ktoś mnie nie kojarzy, to pozna, o ile będzie chciał. Ar stała się Jezusem Zmartwychwstałym, będzie chodzić po wodzie i ewangelizować stado >8D Dobra, oszczędzę Wam tego już. W każdym razie witam z powrotem, kochani)
Arashi (22:40)

19 kwietnia 2012

Wiesz, kwiatku... [Arashi]

19 kwietnia 2012
Muzyka: 
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=7QoWBFg-oG4

Ciemnowłosa uśmiechnęła się lekko, patrząc na równo złożoną kartkę położoną obok łóżka na którym spał zmęczony chłopak. Na chwiejnych nogach ruszyła w stronę wyjścia z domu. Jej ciało było inne niż zazwyczaj- była chuda i zmizerniała. Blada.  Wydawała się pozbawiona życia, a jej drobna postura tylko dodawała jej wyrazu bezsilności i pewnej kruchości. Na jej jasnej niczym ściana twarzy widniał uśmiech, mimo świadomości tego, tuż za nią kroczy nieuniknione. Przeznaczenie napisało dla niej taką, a nie inną historię i już się z tym pogodziła.
Stając gołymi stopami na zimnej trawie, przez jej drobne ciało przeszedł lekki dreszcz. Ostatni raz spojrzała w stronę okna, próbując utrzymać przy sobie wyuczony uśmiech.
„Neban… nie wiem jak mam zacząć pisanie tego listu. Właściwie to nie mam pojęcia dlaczego go piszę, skoro i tak nic on nie zmieni. Chciałam tylko przeprosić. Za wszystko co przeze mnie wycierpiałeś, a jednocześnie podziękować że do samego końca byłeś ze mną. Obiecałam, że będę walczyć, jednak każda walka ma swój koniec. Nie mam już siły. Mimo tego, że przegrałam, myślę, że wszystko co zrobiłam nie było przypadkowe i miało jakiś sens, jakiś cel. Wierzę w to. Chcę wierzyć, że moje istnienie nie było pozbawione jakiegokolwiek sensu. Dałeś mi coś bardzo ważnego, dałeś mi swoje serce i tak naprawdę gdyby nie ono już dawno bym się poddała. Teraz Ci je oddaję. Zostawiłam w nim mały ślad, jako jeden z dowodów na to, że byłam tutaj. Jako członkini rodziny i bliska Tobie osoba. Dziękuję, że jesteś. To mi wystarczy. Jestem szczęśliwa. Pierwszy raz naprawdę szczęśliwa.

Arashi.”

Dziewczyna spuściła wzrok i ruszyła powolnym krokiem przed siebie, w stronę wzgórza, na którym tak często przebywała. Krok za krokiem, powoli pokonywała dystans dzielący ją od celu. Chude nogi odmawiały jej posłuszeństwa, co chwilę się o siebie potykając. Dziewczyna mimo bólu i wyczerpania szła dalej, nie zważając na nic, co działo się dookoła. Chciała się tylko tam znaleźć. Chciała być w tak ważnym dla niej miejscu. Wiedziała, że już przegrała, jednak pragnęła przeprowadzić jeszcze tą jedną bitwę, aby ostatecznie zakończyć tą walkę w sposób, jaki sama wymyśliła. Aby mimo przegranej zachować godność i honor. Aby pozostać tam, a nie gdzie indziej…
„Odkąd ptaki odfrunęły z moich słów
i gwiazdy zgasły
nie wiem jak nazwać
strach i śmierć i miłość
przyglądam się dłoniom
bezradnie
oplatają jedna druga
i moje usta milczą
bezimienne
wyrasta nade mną niebo
i coraz bliższa
bez imienia
ziemia rozkwita”
Drobna dziewczyna upadła na ziemię, niczym marionetka, pozbawiona jakichkolwiek odruchów, niepanująca nad swoim ciałem. Blada istota przez chwilę leżała na wilgotnej trawie, jednak po kilku sekundach uniosła się, klękając na kolanach a drżącymi rękoma podpierając ziemię. Po jej brodzie spływała strużka czerwonej cieczy, wydobywającej się spomiędzy jej warg. Powietrze stawało się coraz cięższe do zaczerpnięcia, a najmniejszy ruch jeszcze bardziej bolesny. Jej własna trucizna opanowywała ciało, niszcząc dziewczynę od środka. Uniosła głowę, patrząc przymrużonymi oczyma na szczyt niewielkiego wzgórza, które w tym momencie wydawało się górą nie do zdobycia. Ciche kaszlnięcie, kolejna plama krwi na jasnej bluzce, kolejna strużka spływająca w dół twarzy dziewczyny. Mimo bólu na drżących nogach podniosła się z ziemi, ostrożnie stawiając kolejne kroki. Da radę. Musiała dać. Trawa plamiona szkarłatem wyznaczała drogę przebytą przez majaczącą na tle szarego nieba postać. Jej ubranie z przodu pokryte było lśniącą czerwienią, która spływała również po jej szyi i brodzie. Wargi, niegdyś malinowe, teraz maczały się w płynie kojarzącym się ze śmiercią, zatrzymującym
słowa i zimny oddech, który stawał się coraz mniej słyszalny. Mimo tego dziewczyna wciąż brnęła przed siebie, nie zważając na wszechogarniający ból.
Sakura hira hira mae yori te ochite
Yureru omoi no dake wo dakioseta
Kimi ga fureshi tsuyoki ano kotoba wa
Ima mo mune ni nokoru
Sakura mai yuku
Ciemnowłosa osunęła się na ziemię, siadając na schłodzonej drobną mżawką ziemi. Błękitnymi oczyma popatrzyła na niewielki biały kwiat rosnący tuż obok niej.
- Wiesz, kwiatku… Nigdy nie myślałam, że skończę w ten sposób- wymamrotała cicho.
Dziewczyna zaśmiała się ponuro, po chwili jednak złapała się za klatkę piersiową, próbując złapać oddech. Spomiędzy jej warg wypływała czerwona ciecz, wypływała energia, wypływało życie.
- Tylko wytłumacz mi…- dodała cichym zachrypniętym głosem, ledwie rozlegającym się w głuchej przestrzeni- Dlaczego wszystko robi się takie ciemne i głuche? Dlaczego nie słyszę już swojego oddechu…?- jej usta poruszyły się wypowiadając nieme słowa.
Sznurki opadły. Lalka upadła na scenie życia bezwładnie, mocząc twarz w swojej własnej krwi. Miała ładnie wystruganą buzię. Widniał na niej delikatny i tajemniczy uśmiech, niepowtarzalny. Jedyny w swoim rodzaju. Przedstawienie skończone. Ze śmiercią ci do twarzy, Arashi.
Arashi (21:55)

7 lutego 2012

Błękitnooka [Arashi]

07 lutego 2012
~~*~~

~~*~~
Dzyń dzyń.
Dzwoneczki dzwonią cicho, tworząc cichą melodię. Przymknięte blade powieki przysłaniają cały świat, sprawiając, że wszyscy ludzie przechodzący obok ciemnowłosej dziewczyny patrzą na nią z lekkim zdziwieniem. Jej niezwykle czułe uszy słyszą każdy szept, każdy szmer. Wszystkie dźwięki są jednak zagłuszane przez tajemniczą melodię.
Dzyń, dzyń dzyń.

Dziewczyna uchyliła powieki, ukazując błyszczące błękitem oczy. Niezwykłe duże oczy patrzyły na każdego z przechodniów, obrzucając go nutą niepewności i skrępowania. Wszyscy szybko odwracali wzrok, speszeni spojrzeniem błyszczących ślepi. Jakby wyczuwali, że w środku tej niskiej, niepozornej nastolatki czai się coś dzikiego, niepoznanego. 
Dzyń, dzyń, dzyń.
Dzwoń dzwonku, dzwoń.

Jej kroki wybijały jeden, niezmienny rytm, zlewając się z muzyką ogarniającą powoli jej umysł. Każdy zakamarek jej głowy powoli wypełniały tajemnicze dzwonki, tak uspokajające i wspaniałe. Błękitne oczy wciąż dokładnie obserwowały ludzi, których było coraz mniej, gdy dziewczyna skręcała w coraz mniejsze i biedniejsze uliczki.
Dzyń, dzyń, dzyń.

Dopiero gdy znalazła się w najciemniejszej z uliczek miasta, przełknęła głośno ślinę. Przy brudnych, zimnych murach siedziało kilka kotów, rozrywając niewielkimi ząbkami jakieś śmiecie. Brunetka podeszła do nich i uśmiechnęła się ciepło. Pogłaskała jednego z nich i już po chwili siedziała na zimnym asfalcie w swej wilczej, upiornej postaci. Z zaciekawieniem patrzyła na brudne zwierzęta, które najwyraźniej wcale się jej nie bały.
Dzyń, dzyń, dzyń.

Drgnęła jednym uchem, obracając gwałtownie głowę w stronę wyjścia z uliczki. Przekrzywiła głowę, widząc przerażone tym widokiem dziecko. W dłoni trzymało kawałek kiełbasy. Jasnowłosy chłopczyk kątem okaz spojrzał na koty i przełknął ślinę. Wilczyca popatrzyła na niego przyjaźnie, odsuwając się nieco od dachowców. Chłopczyk niepewnie zrobił dwa kroki, wciąż z przerażeniem zerkając na szkarłatną postać, siedzącą w cieniu kamienicy.
Dzyń, dzyń, dzyń.

Chłopczyk położył kawałek mięsa na ziemi przed trzema kotami i odwrócił się, jednak nie zobaczył już drobnej wadery. Przy wyjściu z uliczki mignęła mu jedynie blada postać o jasnych błękitnych oczach, która posłała mu ciepłe spojrzenie… po ułamku sekundy już jej tam nie było.
___________________________________________________
Takie o. Arashi poszła sobie do miasta. Zainspirowałam się trochę opowiadaniem Padmy. No i muzyką.

2 lutego 2012

Nie zachowuj się jak idiotka [Arashi]

02 lutego 2012

~~*~~
Muzyka
~~*~~
Wilczyca weszła na polanę i położyła się na śniegu, wcześniej wydobywając z siebie ciche: "Witajcie". Skulona pod drzewem przymknęła powieki, wciąż czując w gardle rosnącą gulę. W głowie kołatały jej się myśli, które kiedyś by odtrąciła. Ale nie teraz. Z cichym westchnieniem wypuściła parę z pyska. Prawie od razu rozlała się wraz z chłodnym powietrzem, niczym niezauważalna mgiełka smutku i wstydu.

Nie zachowuj się jak idiotka
Na samo wspomnienie o raniących słowach skuliła się jeszcze bardziej. Nie przejmowałaby się tym tak, gdyby osoba, która wypowiedziała to zdanie nie miała racji. A miała i to dużo. Wadera uchyliła leniwie powieki, patrząc na wszystkich. Każdy zajęty był sobą, lub zabawą z rówieśnikiem. Szkarłatna postać uśmiechnęła się smutno i podniosła się na zmarzniętych łapach, wolno idąc w gęstwinę drzew.
Jej umysł został przebity kolejną myślą, przeszywającym ją na wskroś niczym strzała. Słowa Naomi przypomniały jej się ze zdwojoną siłą.
Dzieci słońca w cieniu
Pokręciła z rezygnacją głową. Ostatnio zachowywała się jak kompletna debilka. Te wszystkie rzuty, wrzaski, po co to? Żeby odreagować? Tak, z pewnością. Tylko co? Przecież jest dobrze.
Tak... z jednej strony wspaniale... a z drugiej... Niczym piąte koło u wozu. Co ludzie potrafią zrobić, aby zwrócić na siebie uwagę? Niemal wszystko. Tyle że ona nie lubiła ludzi... a coraz bardziej się do nich upodabniała.
Bądź sobą, tylko błagam, nie stań się kompletnym mrokiem
Nie, nie miała zamiaru. Uniosła głowę do góry i uśmiechnęła się do samej siebie. Każdy czasem popełnia błędy, prawda? A ludzie odchodzą i wracają, potem pojawiają się nowi. Nie, ona nie chce nowych. Bo kocha tych, z którymi jest teraz.
__________________________________________
Przepraszam za publikowanie tego, ale musiałam to z siebie jakoś wyrzucić. Naprawdę, nie zwracajcie na to jakiejś szczególnej uwagi.
Arashi (11:32)

30 stycznia 2012

Koniec początku, początek końca cz. IV [Arashi]

29 stycznia 2012


[ Muzyka ]
Świat spowija ciemność. Wszechogarniająca czerń, okalająca moje ciało i duszę. Czuję chłód. Boję się uchylić powieki, toteż zapadam się we wszechogarniającym obłędzie, który lepkimi mackami oblepia skrawki mej poharatanej duszy. W końcu zdobywam się na odwagę i uchylam bardzo powoli powieki. Spodziewam się, że blask moich błękitnych ślepi jak zawsze rozświetli nieco mrok, jednak nic takiego się nie dzieje. Do moich uszu dociera jakiś szelest. Kulę się, próbując cokolwiek dojrzeć w wysysającej zmysły ciemności. Nie mogę. Słyszę, jak ktoś porusza się w ciemności. Boję się go. Kulę się jeszcze bardziej, lecz nie zamykam oczu. Czekam.

- Nie bój się, to tylko ja- dochodzi do mnie znajomy, melodyjny głos.

Przed moimi oczyma przelatują po kolei obrazy. W uszach wciąż odbija się jedno zdanie, wypowiedziane przed chwilą przez kogoś mi znajomego. Wiem, że mogę mu ufać. Choć nie pamiętam, kim jest. Cała dygocząc marszczę brwi, próbując dojrzeć coś w ciemnej jaskini. Zimno i ból. Czuję, jakby moje kości były połamane i składane od nowa, jednak jeszcze nie zdążyły się zagoić. Z trudem przekręcam się do pozycji siedzącej, macając zmarzniętymi rękoma podłoże.
Zaraz... rękoma?
Dłonią napotykam jedną ze swoich stóp. Moje oczy rozszerzają się w szoku. W jednej chwili wszystko wraca. Wszystko sobie przypominam. Patrzę przed siebie, w ciemność. Ten ból... trzaski  łamanych kości, przemieszczające się mięśnie zmieniające swój kształt. Moje oczy stają się suche, jednak powieki usilnie nie chcą się zamknąć. Po chwili oślepia mnie światło pochodzące z zapalonej lampy, którą trzyma chłopak o ciemnych jak smoła włosach i szarych źrenicach okolonych czarnymi białkami.
- Arashi...- mówi, głaszcząc mnie po policzku.
Patrzę na siebie, swoje ciało. Całkowicie nagie, skulone w rogu jaskini. Nie wiem, czy mam się wstydzić, czy nie. Nie obchodzi mnie to teraz. Próbuje przypomnieć sobie, co się stało. Nie mogę. Do mojej głowy dochodzi jeden z obrazów. Przypominam sobie imię chłopaka stojącego przede mną.
- Atau- uśmiecham się delikatnie, ledwie widocznie.
Jego ręce jakby zaczynają się kruszyć, patrzą na niego.
- Co się dzieje?- pytam całkowicie zdezorientowana.
-  Nic, Arashi. Nic- mówi i całuje moje usta, by po chwili rozpaść się na kilka tysięcy drobnych kawałeczków.
Pod moimi stopami brakuje gruntu, zapadam się pod ziemię, w nicość. Krzyczę, jednak nikt mnie nie słyszy. Sama siebie nie słyszę. I wtedy znajduję się pod grubym drzewem nieopodal wodopoju. Tak dobrze mi znanego. Otwieram klejące się do siebie powieki, patrzę na znajomy świat.
Sen... to tylko sen.
Patrzę na siebie. Człowiek. Para dłoni i stóp zlewa się z oblepioną śniegiem ziemią. Mój oddech przyspiesza, dotykam zimną dłonią warg. Wciąż czuję na nich usta Atau.
Dziękuję, ze byłaś ze mną tak długo. Mam nadzieję, że moje życie ci się przyda.
W mojej głowie rozbrzmiewa znajomy melodyjny głos. Patrzę w górę, a po moich policzkach płyną słone łzy.
Sen... to tylko sen. Sen o rzeczywistości. Rzeczywistość o śnie...
__________________________________
Ar ma teraz ludzką postać, zeby nie było. Foty jeszcze nie mam, muszę ją zrobić, co mi naprawdę opornie idzie. W każdym razie proszę o usunięcie przemiany gryfa.
Arashi (21:51)

16 stycznia 2012

Tytuł jest tu niepotrzebny. [Arashi]

16 stycznia 2012

Przepraszam z publikowanie moich dennych wypocin, które są wynikiem weny twórczej. Jednak gdyby ktoś powytykał błędy to byłoby miło. Ach, i bez muzyki ani rusz w tym opowiadaniu, jak zresztą w każdym moim.

~~*~~
~~*~~

Dziewczyna o jasnych włosach pochyla się nad przepaścią, lecz jej wzrok wciąż ucieka od zionącej chłodem otchłani. Rozgląda się wokół, jakby szukając ratunku od tego, co ją goni, a właściwie już dawno dogoniło. Jej serce spętane przez raniący szept próbuje wyrwać się z piersi, jakby pierwsze chciało wskoczyć z pożerającą duszę bezkresną ciemność. Drobna postać rozkłada ręce na boki i z przerażeniem w okrągłych jak spodki zielonych oczach patrzy w dół.

"Wasze puste ściany
Kiedy podupadamy
Ograniczeni swoimi umysłami
Nie trwońcie czasu w trumnie dziś..."

Czerpnie haust powietrza, gwałtownie odchylając się do tyłu. Odwraca się na pięcie, a jej gołe stopy zaczynają wybijać cicho szybki rytm. Podłoże całe usłane białym puchem trzeszczy pod jej ciężarem, a ta, nie oglądając się, biegnie dalej. Z włosów powoli zsuwa się niebieska wstążka koloru nieba, po czym z wiatrem ucieka w przeciwną stronę do ruchu drobnej istoty. Nastolatka czuje, jak kosmyki rozwiewają się na wszystkie strony.
Zatrzymuje się gwałtownie i spogląda za siebie. Prędko zawraca i podąża za uciekającym skrawkiem materiału. Niemy krzyk wydobywa się z jej piersi, a twarz spowija grymas żalu.
Wyciąga dłoń przed siebie, jakby chciała dogonić malutką wirującą wstążeczkę.

"Bądź moim przyjacielem
Trzymaj mnie, okryj mnie ciepło
Obejmij mnie
Jestem mała
Jestem w potrzebie
Rozgrzej mnie
I oddychaj mną"

Jej podkrążone oczy patrzą przed siebie, nie zwracając uwagi na wirujący wokół niej świat. Pole widzenia ogranicza się tylko i wyłącznie do kawałku błękitu, fruwającego wśród białych płatków śniegu. Po jej alabastrowej cerze spływa jedna łza, potem kolejna i kolejna. Potykając się o własne nogi, brnie naprzód, nie zważając na odmarzniętą czerwoną skórę.
Nie zauważa kiedy traci grunt, kiedy pod jej stopami pojawia się żrąca czeluść. Ta sama, nad którą pochylała się zaledwie paręnaście minut temu. Jej ciało obraca się w powietrzu, dziewczyna spada plecami zwrócona do ziemi. Biała sukienka, w którą jest ubrana powiewa, natchniona przez zimowe powietrze.

"Nie chcę Twojej pomocy
Tym razem sama się uratuję
Możliwe, że zbudzę się chociaż raz
Nie dręczona codziennie pokonywaniem przez Ciebie
Wtedy, kiedy myślałam, że dosięgnęłam dna
Ponownie umieram"

Dziewczyna zamyka zielone oczy, a jej powieki szczelnie się zaciskają, nie pozwalając łzom zbierającym się pod nimi wypłynąć na wierzch. Ciało swobodnie leci w dół, przypominając lalkę. Młodej istotce ze strachu zaparło dech w piersiach, a jedyne co było słychać w głębokiej czerni to głośne bicie jej serca i świst powietrza. Po paru sekundach w otchłani roznosi się głośny huk i trzask.

"Łap mnie, gdy upadam
Powiedz, że tu jesteś i to już koniec
Rozmawiając z powietrzem
Nikogo tu nie ma i zapadam się
Ta prawda prowadzi mnie do obłędu
Wiem, że potrafię zakończyć ból
Jeżeli zechcę, by całkowicie odszedł
Jeżeli zechcę, by całkowicie odszedł"

Na dnie leży blada postać, a wokół niej rozpościera się pomarszczona biała szatą, powoli nasiąkająca czerwienią, rozlewającą się wokół ciała coraz większą plamą. Śnieżne powieki zasłaniają zielone oczy, a malinowe usta wykrzywiają się w nijakim uśmiechu. Jasne włosy wyłaniają się ze szkarłatu krwi.

I już po paru minutach w rozłożoną białą dłoń powoli wpada niebieska wstążka...
Arashi (21:17)

15 stycznia 2012

Koniec początku, początek końca, cz.III [Arashi]


Biegałam po niewielkiej polance ze śmiechem, goniona przez Atau.Czułam naprawdę ogromną radość, a uśmiech wcale nie był udawany. Nagle poczułam na sobie jego łapy i po chwili obydwoje leżeliśmy na zmarzniętej ziemi. Z wyszczerzonymi w uśmiechu kłami popatrzyłam na wilka.
- Dogoniłeś mnie- zaśmiałam się.
- Jak zwykle- odwzajemnił moje spojrzenie.
Po chwili milczenia w tej pozycji, Atau podniósł się, a ja za nim. Nie wierzyłam, że jestem z nim już ponad miesiąc. Każdy dzień mijał jak pięć minut. Byłam ciekawa, co dzieje się w stadzie. Wiedziałam jednak, że nie mogę tam teraz iść. Musiałam zostać tutaj. Z nim.
Powoli skierowaliśmy się na znaną mi już bardzo dobrze ścieżkę. Codziennie pokonywałam tę drogę kilka razy.
Z ledwo widocznym uśmiechem na pysku stawiałam chwiejnie kroki, idąc za moim towarzyszem. Patrzyłam błękitnymi ślepiami uważnie na każde drzewo, każdy krzew, ba, nawet każdy kamyk, który mijałam. Wszystko wydawało się wciąż inne. Nie wiem, ile razy dziennie tędy przechodziłam. Jednak zdążyłam już zauważać takie szczegóły jak nowy liść czy pąk na jednym z drzew, czy to, że któryś z kamyków leży metr dalej, zapewne popchnięty przez jakieś przebiegające zwierzę. Czuję wszystko. Każdą różnicę. Widzę, jak cienie się  poruszają, napędzane przez tchnienie wiatru.

Wszystko się zmienia. 
Nic nie pozostaje takie samo. 
Chociażby na chwilę.

Zwróciłam swe uważne spojrzenie na kościsty ogon należący do basiora. Wciąż nie wierzyłam w to, co się dzieje. Nie jestem sama. Są tacy jak ja. A właściwie to jest. Ten jeden, jedyny. Na mój pysk wpłynął nikły uśmiech, gdy tak na niego patrzyłam.

Kochasz go, Arashi.

Pokręciłam przecząco głową, jakby sama do siebie, spuszczając pysk. Nie mogłam go pokochać. Nie mogłam. I wciąż odrzucałam od siebie tę myśl, która tak bardzo mnie przerastała. Niedługo miałam wrócić do stada. Miałam go opuścić.

- Arashi, ty płaczesz?- te słowa wyrwały mnie z zamyślenia.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że po moich policzkach płynie kilka łez. Popatrzyłam na niego i pokręciłam głową.
- Nie... nie płaczę- powiedziałam cicho, odwracając wzrok.

Tak, płaczesz. Boisz się, Arashi. Boisz się, że go stracisz.

Czułam, jak głosy w mojej głowie stają się coraz głośniejsze. Czułam, jak uświadamiają mnie czegoś, czego powinnam sama już dawno się domyśleć. Ale nie. Ja tę myśl po prostu odrzucałam. Robiłam bariery wokół mojego umysłu, byle żeby jej nie dopuścić.

Nie czułam, gdy drżące łapy przestały mnie słuchać. Kiedy się zatrzymały. Stałam na zmarzniętej ziemi, wciąż się trzęsąc. Nie wiedziałam, kiedy on zjawił się obok mnie. Kiedy mnie przytulił i zaczął pocieszać. Nie słyszałam. Słowa zlewały się w niewyraźny bełkot, a obrazy rozlały się  w jedną, niewyraźną plamę.

Stchórzysz znowu?

Z mojego pyska wydało się przeciągłe wycie, pełne żalu i przerażenia. Mówili do mnie. Nie wiedziałam kto. Ale jego słowa trafiały prosto w środek duszy. Wypalały ją od środka. Nie miałam pojęcia, co się dzieje.

Moją klatką piersiową szarpnęła fala bólu. Dźwięki zlewały się coraz bardziej, jedyne co słyszałam wyraźnie to trzask kości i mój przeraźliwie szybki oddech.

To twój czas, Arashi.

Czułam szyderstwo w jego głosie, choć nie wiedziałam, kim jest. Znał mnie lepiej niż ja sama.

Świat zawirował. Poczułam silne uderzenie w bok, a następnie zimno na mojej skórze. Dławiłam się swoim własnym bólem, który wyginał moje ciało w łuk. Trzaski stawały się coraz głośniejsze. I jedyne, co było w stanie mnie utrzymać przy świadomości to niewyraźny głos wilka stojącego nade mną i próbującego jakoś mnie podnieść...

Nic nie pozostaje takie samo... nawet na moment...

Arashi 

4 grudnia 2011

Koniec początku, początek końca, cz. II [Arashi]

04 grudnia 2011

Muzyka: klik
__________________________________________________
Obudziłam się w miejscu, którego nigdy nie widziałam. Wyglądało to jak jakaś mała polana, porośnięta granatowymi kwiatami. Dopiero po chwili zorientowałam się, że leżę we wgłębieniu wielkiego drzewa, z którego miałam doskonały widok na polankę.
Obce zapachy uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Uchyliłam szerzej powieki. Przed sobą ujrzałam tamtego basiora, który był ostatnim moim widokiem przed utraceniem świadomości. Siedział tyłem do mnie, jednak wyczuwałam  od niego silne uczucie niepewności. Ani nutki zawiści lub zła. Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym podniosłam się ociężale, nie spuszczając z niego wzroku. Gdy tylko stanęłam na czterech łapach, gwałtownie odwrócił się w moją stronę.
Spojrzał mi prosto w oczy, a jego wzrok był pełen strachu, wątpliwości. Cofnęłam się o krok.
- Wiesz, czemu tu jesteś? - zapytał szorstko.
Popatrzyłam na niego, marszcząc brwi. Nie odpowiedziałam. Chyba bałam się odpowiedzi.
- Bo umierasz i nawet tego nie wiesz- dokończył, spuszczając nieco łeb.
Poczułam szybsze bicie mego serca. Nie wiedziałam czemu, ale mu uwierzyłam. W jego oczach była szczerość. A ja zawsze ufałam oczom. Odbicie duszy... Poza tym... on był taki sam jak ja.
W moim gardle pojawiła się ogromna gula, nie wiedziałam, co mam mówić. Otworzyłam tylko pysk, ale nie wydobyłam z siebie żadnego dźwięku.
Basior podszedł do mnie i kolcem na końcu ogona podniósł moją łapę.
- Widzisz, co to jest!?- popatrzył na małą buteleczkę zawieszoną na czarnym rzemieniu.
Do moich oczu napłynęły łzy, na samo wspomnienie o spotkaniu mojej własnej duszy.
- Ty nic nie wiesz- szepnęłam- NIC!- nawet go nie znałam, a on tak po prostu... po prostu... Mówi mi, że umieram? Niedorzeczne.
Comatose
I'll never wake up without
An overdose of you
- Wiem więcej, niż myślisz. Bo jestem taki, jak ty, Arashi- wypowiedział moje imię.
- Skąd mnie znasz?- zapytałam drżącym głosem.
Spuścił głowę.
- Szukałem cię... Muszę ci pomóc.
- Nie chcę niczyjej pomocy!- wyrwałam się i pobiegłam przed siebie. 
Nie wiedziałam, gdzie jestem. Nie znałam tego miejsca. 
Zagubiona. Obłąkana. Lękaj się, potykaj. Przewracaj się, by za każdym razem wstawać z coraz większą niechęcią.  Arashi... Tchórz. Uciekasz od rzeczywistości i myślisz, że ci się uda? Nie, skarbie. Nie uda ci się. 
W mojej głowie pojawiły się nieznane głosy.
Umierasz.
Nareszcie.
Nie wysilaj się.
On mówi prawdę.
Powinnaś się cieszyć.
W końcu i tak nie chcesz być tym, kim jesteś.
Żałosne.
- Przestańcie!- Wrzasnęłam, potykając się o własne łapy.
Przewróciłam się i wylądowałam pyskiem na ziemi. Nawet nie próbowałam się podnieść. Po moich policzkach płynęły błyszczące łzy. Nie wiem, ile tam leżałam. Godzinę? Dwie?
W każdym razie, gdy usłyszałam Jego kroki, było już ciemno. Wciąż wpatrywałam się w jeden, tylko mi znany punkt. Ciemnoczerwony basior szturchnął mnie nosem i położył się obok mnie.
- Jesteś Arashi, eksperyment 24601. Widzisz... Jestem twoim poprzednikiem. Ludzie nazwali mnie eksperymentem 24600. Znam pewien bardzo ważny szczegół co do naszego gatunku, o ile mogę to tak nazwać. Ludzie wszczepili nam również geny człowiecze. Umierasz, Arashi, bo one są u ciebie jak wirusy. Nawet tego nie czujesz. A pewnego dnia... po prostu zaśniesz i już się nie obudzisz, rozumiesz? Ty im uciekłaś... ja nie. Więc wiem, że tak jest. Podawali mi różne środki, żeby moje geny się zrównoważyły. Gdyby nie to, już bym nie żył. A wciąż trudno mi panować nad tym, jaki jestem. Zrozum to. Powoli, ale umierasz. Nie ma czasu. Chcę, abyś żyła.
Słuchałam tych słów z zapartym tchem. Otworzyłam szerzej zaszklone oczy i popatrzyłam na niego.
- Nawet mnie nie znasz... czemu chcesz, bym została przy życiu?
Przez chwilę wydało  mi się, że w jego oku zakręciła się pojedyncza łza.
- Bo... ja też spotkałem swoją duszę- szepnął- Jestem taki, jak ty. Chcę, żebyś żyła- powtórzył zdecydowanym tonem,a ja tylko się do niego przybliżyłam, nic nie mówiąc.
- Mogę ci ufać?- zapytałam cicho, czując bijące od niego ciepło.
Znowu popatrzył na mnie szarymi ślepiami.
- Musisz Arashi... i musisz się pogodzić z tym, że będziesz w jakiejś części człowiekiem.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nienawidzę ludzi. Nie znoszę. Ale muszę się z tym pogodzić.
- Jestem Atau- basior uśmiechnął się do mnie- I mam coś, co sprawi, że będziesz mogła normalnie funkcjonować. Ale na razie musisz opuścić swoje stado i zostać tutaj, ze mną.
Przytuliłam się do jego puszystej sierści, przymykając powieki i kiwając głową. Czułam, ze mogę mu ufać.
- Nie zawiedź mnie... - szepnęłam tylko i zapadłam w głęboki sen, wciąż czując zaschnięte łzy na moich policzkach i pysku.
______________________________________________________
Beznadzieja, wiem. Ale chciałam to napisać.
Arashi (21:45)

1 listopada 2011

Koniec początku, początek końca, cz.I [Arashi]

01 listopada 2011

[ muzyka ]
Polana była zapełniona, można by nawet powiedzieć, że było zbyt tłoczno. Popatrzyłam na niebo. Księżyc zaraz powinien wzejść. Dziś pełnia. To dlatego są wszyscy.A mnie jak zwykle nie będzie tej wyjątkowej nocy. Tak, jak co miesiąc.
Podniosłam się  z ziemi i cicho zrobiłam parę kroków w stronę lasu.
- Hej, Arashi, gdzie idziesz?- zawołała za mną Destroy.
Odwróciłam się do niej, lecz nie odpowiedziałam, tylko posłałam jej ciepły uśmiech, by po chwili zniknąć w gęstwinie drzew.
Moje łapy wygrywały wciąż niezmienny rytm. Biegłam przed siebie, żeby tylko znaleźć się jak najdalej od polany. Księżyc już wschodził, dlatego musiałam się pospieszyć. Wbiłam długie pazury w ziemię, by odbić się od ziemi i wielkimi susami pokonywać większe odległości. Gdy w końcu dotarłam do wielkiego drzewa, gdzie spędzałam każdą pełnię księżyca, odetchnęłam z ulgą i położyłam się pomiędzy korzeniami. Czekałam, aż poczuję, jak ból rozrywa moje ciało, by ustąpić miejsca nowej powłoce w postaci gryfa.
Minęło 5 minut...
10 minut...
20 minut...
Nic się nie stało. Popatrzyłam wysoko na niebo. Księżyc wisiał nad nieboskłonem, pokazując się w całej okazałości i oświetlając las swoim nikłym, tajemniczym światłem. Zrozumiałam, że tym razem przemiana nie nastąpi.
Westchnęłam, nadal patrząc na księżyc. Nie wiedziałam, czy mam się cieszyć, czy raczej smucić. Pozbyłam się jednego z moich problemów, jednak powód, przez który został on rozwiązany sam w sobie był straszny...
***
I znów moje łapy odbijały się od ziemi, jedna po drugiej,  aby znaleźć się daleko od terenów stada. Normalnie wróciłabym na polanę, jednak dziś nie miałam na to ochoty. Patrzyłam przed siebie, próbując zobaczyć jak najwięcej szczegółów, by się nie zgubić w drodze powrotnej.

Czy da się uciec przed czasem?
Nagle gwałtownie się zatrzymałam. To, co zobaczyłam kompletnie zbiło mnie z tropu. Około trzy metry przede mną stał duży basior. Jego oczy odbijały światło księżyca, a kościsty ogon z kolcem na końcu poruszał się bardzo powoli na boki. Miał bardzo ciemną czerwoną sierść, znacznie ciemniejszą niż moja oraz nieproporcjonalnie duże uszy.
Gwałtownie się cofnęłam, widząc, że patrzy na mnie szarymi ślepiami.
- W końcu cię znalazłem- powiedział, uśmiechając się lekko.
Łapy się pode mną zatrzęsły. Poczułam lekkie ugryzienie w kark. Przez całe moje ciało przeszedł nieznany mi dreszcz.
Po chwili świat został zasłonięty przez czarną mgłę. Nawet nie próbowałam się ocknąć, czułam się tak niesamowicie błogo. W końcu odpłynęłam całkowicie. jedyne co czułam, to to, że ktoś mnie podnosi i zaczyna gdzieś nieść...
____________________________________________
Żadne dzieło. Po prostu wena mnie naszła.
Arashi (17:20)

29 października 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni. VII [Arashi]

29 października 2011

Proszę czytać powoli, bez pośpiechu. Wsłuchać się w muzykę. Nikt was nie goni.
_______________________________________________
[muzyka]
      - Arashi, Arashi- słyszałam ciche głosy, jakby wywołujące mnie do świata żywych. Były jak szeptające ptaki, lecące nade mną w dużej wysokości.
     Gdzie ja jestem? Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie panowała ciemność, dlatego trudno mi było coś zobaczyć. Jednak po krótkiej chwili moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Ujrzałam dużą jaskinię. Była pusta. Całkowicie pusta. Było tu tak niezmiernie cicho...
     - Arashi- w głowie zahuczał mi wyraźny, dźwięczny głos. Mój głos. Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę, skąd dobiegał.
     W jednym z zacienionych wgłębień i tak ciemnej już jaskini siedziała drobna wilczyca o fioletowej sierści. Otworzyłam szeroko oczy, patrząc na wystraszoną, chudą, zmęczoną waderę. Czy to ja? Nie. To niemożliwe. Tamta wilczyca jest na skraju życia i śmierci. Ja jestem w pełni sił. To niemożliwe.
    - Arashi...- powtórzyła ochryple moje imię. Zbliżyłam się do niej kilka kroków, jednak ta się cofnęła, dysząc przez zęby- Nie zbliżaj się...- wyglądała tak słabo... jakby po zrobieniu kroku miała jej się złamać jakaś kość.
     Zatrzymałam się gwałtownie. Jednak nadal uważnie obserwowałam wilczycę, która spojrzała na mnie swoimi błękitnymi jak woda ślepiami, będącymi jedynym źródłem światła w pomieszczeniu. Wtedy zauważyłam, że szklą się one od łez. Nie wiedziałam, co mam mówić, co robić. Nie wiedziałam, co się tu w ogóle dzieje.
     - Twoje oczy... - szepnęła- Moje oczy... Twoje... Nasze oczy...- łza spłynęła jej po policzku.
     Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem, szukając spojrzeniem jej wzroku, będącego w punkcie znanym tylko waderze.
    - Twoje oczy są... inne- wychrypiała- są szare, ciemne, przyćmione. Pełne smutku i nienawiści- popatrzyła jeszcze raz w moje ślepia- Więc jednak im się udało...- mruknęła pod nosem.
     Ale... o co chodzi?
    - K... kim jesteś?-  w końcu zdołałam z siebie wydukać. To jedyne, co przyszło mi na język. Czułam wielką gulę w gardle, która blokowała moje słowa. Te wszystkie pytania, które mi się nasuwały.
    - Jestem... tobą- wyszeptała- A ty mną. Przynajmniej tak mi się zdaje. Czy ty nic nie pamiętasz?
     Dopiero wtedy się zorientowałam. W mojej głowie panowała kompletna pustka. Nic nie wiem. Nic nie pamiętam.
     Nic. To słowo tak wiele wyraża....
    - Nie- odparłam głucho- Co to za miejsce?- zapytałam, patrząc nadal na płaczącą waderę.
     Chcę płakać. Płakać z całych sił. I nie przestawać....
     - Nie wiem- powiedziała- Ja... ja umieram, Arashi- szepnęła cicho- Jeśli umrę... jeśli umrę...- znów się rozpłakała.
     - Spokojnie. Nie umrzesz. Jestem z tobą...
     - Mówiłam już. Nie zbliżaj się do mnie- rzekła, ocierając łzy- Muszę oddać ci oczy.
     - Słucham?- zapytałam lekko zdziwiona.
     - Oczy są zwierciadłem duszy, jak to powiadają. Ja jestem... twoją duszą Arashi- rzekła cicho. Jeśli oddam ci moje oczy... nie będziesz tylko cielesną powłoką, jaką jesteś teraz. I zostaniesz sobą. Nie będziesz chodzącą bronią, jak cię stworzono.
     Widziałam, jak po jej policzkach kapią łzy.
     A potem...
          Czułam ten ból, który wypalał mi oczy. Słyszałam swoje własne głuche wycie, spowodowane bólem.  A potem ukojenie w postaci błękitnych ślepi, które wstąpiły na miejsce starych, pustych, nikomu nieprzydatnych oczu. I przywrócone wspomnienia. I brak tej pustki w środku. I dopiero  wtedy przypomniałam sobie, co się tak właściwie dzieje.
     O      Mój    BOŻE
    Jeszcze raz spojrzałam ze smutkiem na miejsce, gdzie przed chwilą siedziała... siedziałam ja. Była tam mała buteleczka, wypełniona niebieskimi łzami, zawieszona na rzemyku. Wzięłam ją w pysk i zgrabnie zawiązałam rzemyk na przedniej łapie.
     Idę do Was. Witaj, ty durny świecie.

    
Gwałtownie otworzyłam oczy i poderwałam się z ziemi. Ciężko dyszałam, jakbym właśnie przebiegła stukilometrowy maraton. Znajdowałam się w głównej jaskini. Tak dobrze mi znanej. W pomieszczeniu znajdowały się Szera oraz Tiffany.
     Szera, widząc, że się obudziłam, zerwała się na równe łapy.
     - Arashi!- krzyknęła... chyba z radością. Podbiegła do mnie z uśmiechem na pysku.
     Ja jednak od razu się rozpłakałam, wspominając fioletową wilczycę o błękitnych oczach... moich błękitnych oczach.
     - Arashi...- powiedziała Szera niepewnie- kładąc mi łapę na ramieniu- Co się stało?
     Popatrzyłam na nią, jednak nie widząc żadnego zdziwienia na jej pysku, odpuściłam. Więc nie zauważyła zmiany.
     - Nic...- szepnęłam,a po chwili namysłu wydusiłam z siebie ciche:
     - Muszę iść pomóc reszcie.
    
     Gdy tylko wilczyca otworzyła pysk, nie pozwoliłam jej dojść do słowa
     - Jestem w pełni sił. Nic mi nie jest- powiedziałam przygnębionym tonem.
***
     Więc oddział trzeci. Miałam dojść do oddzału trzeciego, do której jeszcze wczoraj dobiegły Aldieb i Tin.
     Wybrałam się więc na szybkie polowanie. Po zjedzeniu małej sarny, poszłam na południowy zachód. Przełaziłam nad zwalonymi pniami, omijałam ostre krzewy, aż w końcu dotarłam do grupy, składającej się z Kitsune, Anaid, Aldieb, Tin i Uradium. Najwyraźniej na mnie czekały, bo siedziały wszystkie na niewielkiej polance. Wszystkie pięć popatrzyły na mnie, a ich wzrok wyrażał współczucie i smutek.
     - Boże, co oni ci zrobili- szepnęła jedna z nich, jednak nie wiedziałam która, gdyż nie zwróciłam na to uwagi.
     Odwzajemniłam ich wzrok, jednocześnie zbierając się w duchu. W końcu, po chwili powstrzymywania łez, poszłam na drugi koniec polany i ułożyłam się w gęstych krzakach, aby w razie czego dobrze się schować.
     - Rozumiem, że jak na razie robimy sobie krótki odpoczynek?- wymamrotałam.
     - Tak, dokładnie- odrzekła Uradium- Jednak tylko na godzinę. Już zaczyna się ściemniać, więc ludzie będą mieli gorszą widoczność. Wykorzystamy to i pójdziemy na przeszpiegi.
     Pokiwałam lekko głową. Potrzebowałam snu. Chociaż tej godziny, aby odsapnąć. Nie przyznawałam się do tego, ze okropnie bolały mnie wszystkie kości, które widocznie jeszcze nie ukończyły zmian genetycznych. Wtedy zorientowałam się, że nie wiem, jak wyglądam. Czy nadal jestem sobą?
     - Hej... czy gdzieś tu w pobliżu jest woda?- zapytałam.
     - Pół kilometra na wschód- rzekła Kitsune, wskazując łapą kierunek- Tylko wróć zaraz, a jakby coś się stało, to wyj.
     Kiwnęłam niemrawo głową, po czym ruszyłam swój ociężały tyłek i potruchtałam w kierunku wskazanym przez jedną z... przyjaciółek?
     Kim są dla mnie członkowie stada?
    Zaczęłam zastanawiać się w duchu nad sensem bycia. W tym stadzie i ogólnie na świecie. Czy jest jakikolwiek sens, gdy nie wiadomo ile ktoś dla ciebie znaczy?
     Westchnęłam ciężko, gdy ujrzałam malutki stawik, wyglądający bardziej jak duża, głęboka kałuża. Nabrałam w płuca powietrza, by po chwili zbliżyć się do niewzruszonego lustra wody. Łzy nabiegły mi do błękitnych oczu, kiedy tylko zobaczyłam swoje odbicie. W ogóle się nie przypominałam. Byłam... potworem. Ciemnoczerwona sierść koloru zaschniętej krwi, kły dwa razy dłuższe, niż miałam wcześniej. Pazury dłuższe niż u przeciętnej pumy, a na dodatek zalążki skrzydeł, które składały się z kości i cienkiej błony skórnej pomiędzy nimi. Usiadłam nad brzegiem, by patrzeć, jak słone krople jedna po drugiej wpadają do wody, mieszając się z nią i łącząc w jedno. Jedynym pocieszeniem były błyszczące w wodzie dwa błękitne punkciki na środku pyska.
    
     - Arashi- usłyszałam za sobą głos Tiinkerbell- Nie płacz, proszę- zbliżyła się do mnie.
     - Ona... ona się mnie bała- szepnęłam z żalem w głosie- Ona się mnie bała... To dlatego nie chciała, bym podchodziła- łkałam.
     - Arashi- powtórzyła- Nikt się ciebie nie boi. Uwierz mi. A teraz chodź, bo się martwimy o ciebie.
     Pokiwałam głową i poszłam za wilczycą na polankę. Ponownie schowałam się w krzakach i przymknęłam oczy. Owinęłam się ogonem, jednak ogarnęło mnie zdziwienie, gdy nie poczułam znajomego ciepła puszystej sierści. Bałam się uchylić powieki, jednak po kilku sekundach zastanowienia zrobiłam to. Mojemu spojrzeniu ukazał się ogon złożony dokładnie z dwudziestu grubych kręgów, zaś na samym jego końcu widniał wielki, kościsty kolec, z którego wciąż nieustannie, bez mojej kontroli, kapała fioletowa trucizna. Popatrzyłam na pył, który pozostał w miejscu trawy, na którą spływała ciecz. Przełknęłam ślinę, jednak nie płakałam. już starczy łez. Nie po to mi oczy, aby wciąż przysłaniać je łzami.
     - Tin...- szepnęłam- Pójdziesz w ludzkiej postaci na przeszpiegi, w ostateczności możesz użyć broni i zabić któregoś z nich, jednak staraj się nie wzbudzać żadnych podejrzeń- zarządziłam, mrucząc cicho pod nosem- My za to zbadamy teren i sprawdzimy, gdzie ludzie rozbili obóz.
     Wszystkie wilczyce pokiwały stanowczo głowami. Spojrzałam w rozgwieżdżone niebo z nadzieją na lepsze jutro. Właśnie. W końcu jakaś nadzieja zapłonęła małym płomykiem w moim sercu.
     To jest wojna. I my ją wygramy.
______________________________________________
No i kuniec. Wszystkich poszkodowanych, którzy ponieśli jakiś uszczerbek na zdrowiu bądź psychice przepraszam za zbyt długie czekanie na tę część. Ach, i jeśli ktoś wysiwiał od czekania to też przepraszam.
Nie wiem, czy drugi podkład pasuje, jednak mi się przyjemnie czytało przy tej piosence.
Arashi (19:14)

7 sierpnia 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni. IV [Arashi]

07 sierpnia 2011

Otworzyła powieki. Była wieziona jakimś wózkiem. Na suficie co chwila migały jej mijane lampy, świecące oślepiającym światłem. Nagle znalazła się na dworze. Minęła jakiś wielki wóz, jadący w przeciwnym kierunku. Zimny podmuch wiatru otrzeźwił ją nieco. Dopiero wtedy poczuła wszechogarniający ból, który rozsadzał jej ciało od środka.
Uniosła nieco łeb i spojrzała kątem oka na wilczycę, która ciągnęła wózek. Tin. Boże, co ona wyprawia!? Złapią je. Mają maszyny dużo szybsze niż najszybsze zwierzę w HOTN. Otworzyła pysk, chciała zacząć krzyczeć. Ale w gardle miała już strasznie sucho. Nie dawali jej ani jedzenia, ani picia. Przez cztery dni i cztery noce. Z jej pyska wydobył się tylko szept:
- Tin... oni nas złapią.
Wadera jednak zdawała się jej nie słyszeć.  Biegła dalej, na nic nie zważając.
Arashi nie mogła nic zrobić. Tylko czekać na najgorsze. Patrzyła na migające krzewy, nieliczne drzewa. Jednocześnie walczyła ze samą sobą, aby nie odpłynąć. Mroczki coraz gęściej przysłaniały jej obraz, ale się nie dawała.
Nie zasypiaj... Dasz radę...
Nie wiedziała, ile minęło czasu. Piętnaście minut? Godzina?W końcu jednak usłyszała ludzkie krzyki, huki, szczekanie psów. Pisk wilczycy, mocne uderzenie o ziemię. Czerń zasnuwającą jej świat...
***
I znowu siedziała w klatce. Dwunożne istoty podłączyły ją do jakichś rurek, powbijali igły. Założyli łańcuch na szyję, żeby tylko nie uciekła. Czuła się słaba i wyczerpana. Nie miała zamiaru się ruszać, dopóki nie usłyszała pisków dochodzących gdzieś z góry.
Podniosła wzrok. Przez kraty ujrzała, że szara wilczyca leży na białym stole, a ludzie coś jej robią. Kiwali głową z aprobatą, mówiąc coś o jakimś zmodyfikowanym kodzie DNA, o przemianie w człowieka. Coś o czipach i układzie nerwowym. Że mogliby zrobić z niej swoją marionetkę. Gdy Arashi tylko to usłyszała, ostatkami sił stanęła na łapach i warknęła kilka razy. Żeby tylko zwrócić na siebie uwagę.
Któryś z nich podszedł do niej i wyjął ją z klatki. Położył ją na stole obok, mówiąc do towarzyszy:
- Zwierzę jest już obudzone. Możemy zacząć zmianę powłoki cielesnej- odchrząknął- Wyobraźcie sobie. Jeśli uda nam się zmodyfikować jej DNA, zgarniemy tyle forsy, że nie będziemy musieli pracować do końca życia, a największe gwiazdy Hollywood będą nam zazdrościć fortuny.
Tamci zaczęli się śmiać wesoło.
- Dawaj wilczycę. Wstrzyknąłeś jej to, co potrzeba?
- No pewnie.
Wzięli ją na ręce i włożyli do jakiejś kapsuły. Powbijali jej dużo igieł podłączonych do kolejnych rurek, po czym zamknęli ciasne, szklane pomieszczenie.
Spocony grubas w białym fartuchu nacisnął jakiś przycisk i po chwili kapsuła zaczęła wypełniać się jakimś płynem.
***
Pływała w niebieskiej cieczy już od kilku dni. A może miesięcy? Nie... tyle czasu na pewno nie minęło. Ale nie wiedziała, ile dokładnie.
Już wiedziała, o co chodziło dwunogom. Codziennie czuła a to jakiś trzask kości, a to jakieś wypukłości na skórze, znikające się tak nagle, jak się pojawiały. Delikatnie uniosła łapę, aby móc ją zobaczyć. Jej sierść była rdzawo-czerwona, a nie fioletowa, jak wcześniej. Słyszała przytłumione głosy naukowców i płaczliwe nawoływania Tin.
- Zobacz, jaki wspaniały ogon. Kolec jadowy będzie mógł strzelać jadem na odległość, na razie jednak trucizna się tylko sączy. Skrzydła dopiero zaczynają się rozwijać. Jak skończymy mutację, to będzie zwierzę nie do pokonania...Więc to tak ma wyglądać? ogon skorpiona, a do tego skrzydła? Czerwona sierść? Czy ona ma być ich wojownikiem? Nigdy... nigdy jej nie zniszczą.
- Tin... ratuj mnie... proszę...- z jej pyska poleciało parę bąbelków.
Chciała wyć. Krzyczeć, ile się da! Ale nie mogła. Chciała, aby ktoś ją uratował. Czy to dużo?
Chyba jednak tak...
Niech ktoś się tu pojawi... błagam... Czym sobie na to zasłużyłam?
Uroniła jedną łzę, która błyskawicznie zmieszała się z błękitnym płynem.
____________________________________________________
Tin... czekam na następną część.
Nową fotę Arashi dodam potem ;)
Arashi (23:00)

11 lipca 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni cz.I [Arashi]

10 lipca 2011


Proszę Was, nie spieszcie się z czytaniem. Wsłuchajcie się w piosenkę, wczujcie się w akcję. Podkład jest trochę za krótki, więc będziecie odtwarzać 2 razy w trakcie czytania, ale nie sądzę, żeby to by jakis większy problem :))
_________________________________________________
[muzyka]
_________________________________________________
Przedzierała się przez gęsty las, kierując się na wschód. Łapy rytmicznie uderzały o ziemię, nie tracąc nadanego im tempa. Jej ciało idealnie zgrało się z otoczeniem. Zwinnie przeskakiwała przez przeszkody, omijała grube pnie drzew.Mknęła wraz z wiatrem, muskana smugami światła przedostającymi się przez korony wysokich drzew. Długimi susami pokonywała coraz to większe odległości. Leśne zwierzęta patrzyły na nią z zainteresowaniem, choć i tak w ułamku sekundy znikała im z pola widzenia. Biegła przed siebie. Nigdzie indziej...
Dalej...
Jej wzrok wbity był w nikomu nieznany punkt. Nawet ona sama nie wiedziała, gdzie patrzy. Gdzieś daleko.... za horyzontem znajdował się jej cel.
Nie oglądaj się...
Do jej nozdrzy dotarły nieznane jej zapachy, różniące się od tych, które wyczuwała do tej pory.Zdała sobie sprawę, że nie jest już na terenie stada.
Szybciej... nie wiesz, co może cię tu spotkać...
Wbiła pazury w ziemię, by mocniej odbijać się od podłoża. Jej ciało gwałtownie przyspieszyło. Poruszała się tak szybko, że nie dawała rady omijać wszystkich przeszkód. Gałęzie drapały jej pysk, tworząc małe, ale bolesne skaleczenia wokół oczu i nosa.

Ból nie jest w stanie cię zatrzymać... biegnij.

Wilczyca nabrała powietrza w płuca i, choć zmęczona, biegła dalej.
Nagle ujrzała dużego jelenia. Był w odległości około 20 metrów od niej. Wadera gwałtownie się zatrzymała i już po chwili, zanim ktoś zdążył ją zauważyć, była ukryta w krzakach. Podkradła się bliżej, ukryta w szalonej plątaninie gałązek i liści. Mogłoby się wydawać, że jej marne 70 cm nie zdoła pokonać 2-metrowego zwierzęcia, które na dodatek dysponowało wielkim rozbudowanym porożem. Nie można się bardziej pomylić.
Teraz...
W błyskawicznym tempie wyskoczyła z gęstwiny. Próbowała złapać kłami za gardło jelenia, jednak ten się uchylił i wadera upadła na ośnieżoną ziemię. Prędko się podniosła i w ostatniej chwili złapała zrywającą się do biegu ofiarę za tylną nogę. Zwierze bardzo się szarpało, szamotając się we wszystkie strony. Wilczyca czuła się jak szmaciana lalka. W końcu ugryzła nogę z całej siły, aż usłyszała trzask łamanych kości. Zwierzę zaryczało z bólu, na chwilę przestało się szamotać. Wadera wykorzystała tą chwilę słabości i z całej siły pociągnęła za trzymaną w zębach kończynę. Ogromny jeleń wylądował z hukiem na ziemi.
- Trafiłeś na mnie o złej porze- syknęła do sparaliżowanej strachem ofiary, przydeptując łapą jej pysk- Mam zły dzień- warknęła.
Złamała mu jeszcze dwie nogi, by upewnić się, że ofiara jej nie ucieknie.
Zacisnęła szczęki na pysku jelenia, by ten po chwili zaczął krztusić się własną krwią.
Będę patrzeć, jak cierpisz. Jak twój dawny majestat zamienia się w nędzę... Twa śmierć będzie bolesna i długa. Pełna cierpienia...
Powoli rozpruwała brzuch zwierzęcia, słuchając jego pełnych bólu jęków z uśmiechem na pysku. Krew tryskała z poranionego brzucha ofiary. Wilczyca powoli przesunęła pysk w stronę klatki piersiowej i zanurzyła długie kły głęboko pod skórę ciężko dyszącego i dławiącego się jelenia.
Mocniej...
Znów usłyszała trzask łamanych kości. Żebra zwierzęcia połamały się i wbiły w płuco. Wadera usiadła obok cierpiącego zwierzęcia i powoli wbijała pazury w jego ciało, po czym wolnymi ruchami rozpruwała skórę ofiary, dodając jej tylko bólu. Słyszała, jak krztusząc się, zwierzę prosiło ją o szybką śmierć. Nie posłuchała...
Masz cierpieć... Nie błagaj mnie o litość, nieszczęśniku.
Gdy jeleń zmarł w strasznych katuszach, a niezwykle czuły słuch Arashi nie rejestrował już słabego pulsu zwierzęcia, szybko wbiła w jego ciało ostre kły i zaczęła sie pożywiać. Wokół, na gałęziach drzew zobaczyła gromadzące się, duże ptaki. Najadła się szybko, zostawiając ponad połowę jelenia, po czym zmierzyła ptactwo wzrokiem.
- Darmozjady- mruknęła pod nosem i odeszła, by padlinożercy mogli się pożywić.
Szła powoli, mijając polany i źródła. Miała pełny brzuch, nie miała zamiaru biegać jak szalona po lesie. Obserwowała małe zwierzęta, które chowały się na jej widok lub uciekały. Wyciszyła wszystkie zmysły, odrywając się od świata. Nic nie słyszała, nie czuła zapachów. Tylko patrzyła. I to był jej błąd...
Wadera zawyła z bólu, gdy poczuła zaciskający się na jej tylnej łapie zimny metal zakończony ostrymi krawędziami, które wbijały się w jej ciało. Spojrzała w dół i pierwsze, co ujrzała to krew. Dużo krwi. Jej metaliczny zapach uderzył w jej nozdrza. Wilczyca skomlała głośno. Dopiero potem ujrzała zaciśniętą na jej łapie pułapkę. Do jej uszu dobiegł dźwięk czyichś kroków, a do nosa dotarły zapachy, których jeszcze nie znała.
Z gęstwiny lasu wyłoniły się smukłe sylwetki dwunożnych istot. Arashi jeszcze nigdy ich nie widziała.
Ludzie...
Słyszała o nich wiele i ich widok z pewnością nie napawał jej radością. Wręcz przeciwnie. Stanęła, sparaliżowana strachem, który jeszcze się powiększył, kiedy ujrzała trzymane przez nich na uwięzi psy, większe niż ona sama. Jeden z dwunożnych podszedł do wilczycy i złapał ją  za pysk.
- Ładna sztuka. Możemy ją zawieźć do badań- gdy tylko to powiedział, waderze od razu zrobiło się niedobrze. I nie wiedziała, czy to uczucie wywołane było smrodem wydobywającym się z ust stworzenia, czy raczej od słów, które przed chwilą wypowiedział.
Spojrzała pytająco na jednego z psów, ten jednak uśmiechnął się do niej pogardliwie, po czym zawarczał, pakazując białe kły.
Potem poczuła bolesne ukłucie w prawej przedniej łapie i jej świat spowity został przez wszechogarniającą ciemność...
______________________________________________
To oczywiście nie jest realizacja mojego pomysłu, na który nie otrzymałam zgody od alphy, więc nie martwcie się. To jest moje osobiste opowiadanie, nie realizowałabym stadnego opka bez zgody od Al.
Arashi (23:59)

3 lipca 2011

Zadanie na zabójcę. [Arashi]

02 lipca 2011

Kieruj się na północ, po drodze możesz spotkać niebezpieczne zwierzęta, takie jak dzikie Heardy, Heardy są zwierzętami w typie pum. Są bardzo agresywne. Kiedy je pokonasz, pojawi się mój biały kruk - Amour. On cię zaprowadzi na Górę Reavill. Ale musisz tam również się wykazać, gdyż musisz zdobyć naszyjnik, na którym wisi Szara Gwiazda, jest dla mnie niezwykle ważna. A naszyjnik wisi na szyi potężnego basiora o imieniu Tan. Nie umie mówić, gdyż odcięli mu jezyk. Zabij go, przynieś mi Szarą Gwiazdę
___________________________________________________________

Słońce powoli wynurzało się zza horyzontu, a stado leniwie budziło się do życia. Jak na razie wstały chyba tylko dwie osoby. W tym Arashi. Ta nowa, ta, której na razie nikt nie zna. Ta, która dzisiaj być może zakończy swoje nędzne życie. Albo nie. Ona wcale nie ma takiego zamiaru. Dopiero tu dotarła. Dopiero zaczęła nowe życie. Nie ma zamiaru go marnować. To jej szansa.
Wyszła z jaskini i nie zastanawiając się ruszyła szybkim krokiem na północ. Po krótkim czasie zniknęła w gęstwinie drzew. Biegła przez las truchtem, nie zmieniając tempa. Uważnie rozglądała się wokoło , aby niczego nie przegapić. Nie mogła pozwolić na to, żeby któraś z tych pum, o których mówiła Destroy, ją zaskoczyła. Wędrowała przez około dwie godziny, aż w końcu dopadł ją głód i pragnienie. Na dodatek nie była już na terenie HOTN, co znaczyło, ze w każdej chwili może ją ktoś zaatakować.Ukryła się w krzakach, wypatrując jakiejś zdobyczy. Jej nadzwyczajnie czułe uszy wyłapały jakieś szmery. Napięła wszystkie mięśnie, aby w każdej chwili móc wyskoczyć z krzaków i zacząć pogoń. Instynkt jej nie zwiódł, już po trzech minutach z zarośli 10 metrów dalej wyskoczył duży zając. Wilczyca z prędkością błyskawicy skoczyła w stronę ofiary. Zając rzucił się do ucieczki, odbijając się od ziemi i robiąc wielkie susy. Wadera przyspieszyła i po chwili trzymała małe zwierzę, zaciskając lśniące i ostre jak brzytwa zęby na jego gardle. Prędko skonsumowała posiłek. Nawet jej nie smakował, chodziło jej o to, żeby się najeść. Pragnienie jednak niemiłosiernie o sobie przypominało. Arashi wytężyła słuch, próbując wyłapać z otoczenia jakieś odgłosy świadczące o tym, że gdzie w tych okolicach znajduje się woda. Jest. Około 10 kilometrów na północny zachód. Wadera postanowiła zboczyć nieco z trasy i truchtem pobiegła w stronę źródła odgłosów.
Stanęła na brzegu rzeki i szybko chłeptała wodę. Odetchnęła z ulgą, gdy pragnienie zaczęło ustępować. Postanowiła zrobić sobie pięć minut przerwy i odpocząć. Położyła się i zamknęła powieki. Wciągnęła powietrze, jej nozdrza wypełniły zapachy lasu. Nagle usłyszała jakiś dźwięk. Gwałtownie wstała i odwróciła się. Zaczęła węszyć, wciąż nasłuchując. Dźwięk się nasilał, a do jej nosa dotarł jakiś obcy zapach, a właściwie smród. Wykrzywiła pysk, gdy tylko go poczuła. Szybko jednak się skoncentrowała i wysilała wszystkie zmysły. Jej błękitno- fioletowe oczy wyłapały na drzewie jakiś ruch. Potem dostrzegła wśród liści trzy delikatnie zarysowane sylwetki zwierząt, których nigdy wcześniej nie widziała. Domyślała się jednak, co to za zwierzęta i wiedziała, ze na pewno nie są one jej sprzymierzeńcami. Heardy. Z gardła wadery wydobyło się ciche warknięcie, na które olbrzymie pumy od razu odpowiedziały przerażającym rykiem, sprawiającym, ze sierść na karku Arashi zjeżyła się pod kątem niemal 90 stopni. Trzy ogromne koty zeskoczyły z gałęzi dużego drzewa na ziemię i wylądowały mniej więcej 2 metry od wilczycy. Były bardzo podobne do pum, z wyjątkiem wielkości i umaszczenia. Ich sierść była koloru miedzi, z białym pyskiem, brzuchem i końcówką ogona, który był niemal tak długi jak ciało zwierzęcia. "Nie ma na co czekać, Arashi"- pomyślała wilczyca i z obnażonymi kłami rzuciła się na jednego z kotów. Wystarczył jeden skok, by złapać zębami za szyję zwierzęcia. Wilczyca idealnie wycelowała. Wystarczyło mocniej wgryźć się w ciało kota, by przeciąć mu tętnicę. Przeciwnik zaryczał z bólu i padł na ziemię. Widząc to, pozostałe dwa koty rzuciły się na drobną wilczycę, która była od nich niższa niemal 3 razy. Heard o najciemniejszych oczach chwycił waderę za kark i podniósł w górę. Zapiszczała z bólu. Drugi kot podszedł do niej i zamachnął się wielką łapą tak, aby uderzyć ją w pysk. Ta się jednak uchyliła i puma zamiast ją, ostrym pazurem udrapnęła w oko swojego towarzysza. Poczuła, że szczęki kota puszczają jej kark, a łapy bezpiecznie lądują na ziemi. Szybko odbiegła, w sam czas, żeby umknąć przed ciosem wymierzonym przez kota, który przed chwilą ją trzymał. Jak się zaraz okazało, był on wymierzony nie do niej, ale do drugiego kota, tego, który przedtem drapnął go w oko. Wilczyca z uśmiechem na pysku usiadła obok, by patrzeć, jak jej wrogowie wykańczają się nawzajem. Gdy jeden kot padł bez życia na trawę, drugi skierował swe pełne furii spojrzenie na nią. Był jednak już tak słaby, ze zabicie go nie było żadnym problemem. Wystarczyło zaciągnąć go do wody. Nurt rzeki sam się zajął jej przeciwnikiem. Wadera usiadła na trawie i patrzyła się na ciała nieżyjących kotów. Oczekiwała na tego białego kruka, o którym wspominała Destroy. Nie zawiodła się. Po paru minutach na błękitnym niebie ujrzała biały kształt. Ptak wylądował tuż przed nią.
- Witaj, jestem Amour- przedstawił się.
- Arashi- odparła krótko wilczyca i od razu przeszła do rzeczy- Zaprowadzisz mnie na Górę Reavill?
- Tak. Będę leciał tuż pod koronami drzew, ty biegnij za mną. Czeka cię jednak długa i męcząca droga.
Wilczyca skinęła głową i wstała, podczas, gdy kruk wzbijał się w powietrze. Gdy tylko ruszył w stronę lasu, Arashi odbiła się łapami od ziemi i szybko pobiegła za nim. Nie wiedziała nawet ile sił będzie kosztować ją ta podróż.
Zdyszana wadera padła na ziemię w jaskini pod zboczem Góry Reavill, do której zaprowadził ją biały kruk. Ciemne niebo usiane było migoczącymi gwiazdami, a wśród nich Księżyc dumnie rozświetlał noc swym blaskiem.
- Na szczycie góry znajdziesz czarnego wilka z Szarą Gwiazdą. Zanieś ją Destroy.
- Dziękuję, Amour- powiedziała już w połowie śpiąca Arashi.
- Żegnaj- rzekł ptak i odleciał.
Wilczyca nawet tego nie słyszała. Była pogrążona w głębokim śnie.
Pojedynczy promień słońca wleciał przez wejście do jaskini i połaskotał wilczycę w nos. Leniwie uchyliła swe powieki, jednak, gdy zobaczyła, że na dworze jest już świt, zerwała się na równe nogi. "Nie ma czasu do stracenia"- pomyślała i wyszła ze swojej kryjówki.
Upolowała kolejnego małego zająca, żeby się pożywić, po czym zaczęła wspinać się po skałach, na samą górę. Wspinaczka nie była taka trudna, jak mogłoby się wydawać. Arashi zgrabnie i szybko wchodziła na kolejne kamienie położone coraz wyżej. Nie wiedziała nawet, kiedy minęły te dwie godziny i kiedy znalazła się na szczycie. Pierwszą rzeczą, która zwróciła jej uwagę, była ogromna jaskinia. Domyślała się już, kto w niej mieszka.
Ruszyła wolnym krokiem do wejścia i po chwili zobaczyła przed sobą naprawdę długi korytarz. Szła nim, aż w końcu zobaczyła jakieś światło. To było ognisko. W jego blasku ujrzała czarną sylwetkę czarnego basiora. Wydobył z siebie gardłowe warczenie i już po chwili biegł z obnażonymi zębami na wilczycę. Ta również odsłoniła kły i po chwili rozpoczęła się mordercza walka. Wilk o długiej, czarnej sierści był masywny i bardzo silny, jednak Arashi nadrabiała brak siły zwinnością i szybkością. Basior o imieniu Tan wciąż atakował waderę, ta jednak szybko mu odskakiwała i kąsała go w boki i szyję. Ona sama została ugryziona tylko raz, za to tak mocno, że po jej boku spływało kilka strużek krwi. W końcu czarny rzucił się na wilczycę i przygniótł ją swoim cielskiem do podłoża. Nie zdążył jednak nawet jej ugryźć, gdyż drobna wilczyca odepchnęła go tylnymi łapami. Szybko na niego skoczyła, po czym zębami rozszarpała mu gardło. Po chwili nieżyjący już basior leżał w kałuży własnej krwi. Wilczyca dopiero teraz zdążyła zauważyć wisior na jego szyi. Zdjęła go, założyła, po czym ominęła zwłoki i skierowała się do wyjścia z jaskini.
- Żegnaj- szepnęła, po czym zawyła głośno i długo, oddając szacunek pokonanemu przeciwnikowi.
Droga powrotna zajęła jej dwa dni. Tym razem nie biegła na łeb, na szyję za krukiem. Truchtem pokonywała kilometr po kilometrze, aż w końcu usłyszała znajome głosy i znajome kroki w oddali. Wtedy zorientowała się, że jest juz na terenach HOTN. Docierające do jej nozdrzy zapachy tylko utwierdziły ją w tym przekonaniu. Z lekkim uśmiechem na pysku pobiegła do stada, a gdy tylko odnalazła Destroy, oddała jej Gwiazdę. Nawet nie wiedziała, z czego Des tak bardzo się ucieszyła. Zwykły wisior i tyle. A może nie? Nie ważne. Wadera, ciągnąc ogon za sobą, skierowała się do swojego domu. Swojej jaskini, w której zamierzała spędzić kolejne dwie doby na odpoczynku.______________________________________
Grrr.... miałam prawie że całą notkę, usunęła mi się połowa i od połowy znowu musiałam pisać -.-   Ale jest, zadanie wykonane. :))
Arashi (20:32)