Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ireth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ireth. Pokaż wszystkie posty

27 lutego 2011

Misja Różowego Rycerza, wolumin drugi. [Ireth]

27 lutego 2011

Ireth przycupnął pod drzewem, dysząc lekko. Lekkie, niemal niezauważalne utykanie podczas biegu przeszkadzało niemal tak jak brak nogi. Zielony płaszcz rozerwał się przy źle wymierzonym pod względem wysokości skoku z okna, a spod spodu wychylała się biała, haftowana koszula. Było mu zimno.
Młodzieniec ostrożnie wychylił się zza drzewa, obserwując jak rozjuszone masy pracujące wsi wdzierają się do przedpokoju. Gniewne okrzyki przeplatane odgłosami rabunku powiedziały mu, że mag najwyraźniej już zdążył się ewakuować.
Ostrożnie wrócił za pień, pochylając się nad dziwną szeleszczącą torbą, która wyleciała za nim przez okno, najwyraźniej ciśnięta ręką maga.
 - Trzymaj Przepaskę! - usłyszał wtedy, nim poturlał się po ziemi.
Czy to możliwe? Słyszał kiedyś opowieści o tajemniczym afrodyzjaku, czymś co mag nazywał Przepaską Afrodyty, bowiem artefakt ten, niczym wspomniana Przepaska czynił noszącą go kobietę atrakcyjną i pociągającą dla każdego samca w pobliżu. Wiedział o tym, ze mag ma go w domu, nawet kiedyś widział ten worek, ale sądził, iż prędzej zobaczy dorodny krzew truskawki wyrastający mu z dłoni niż ówże stary pierdziel da mu cokowiek, i to na dodatek za darmo, zamiast komuś opchnąć.
A teraz z nabożną czcią dotykał kolorowego opakowania i jął je rozpakowywać, aby choć na chwilę ujrzeć tajemniczy przedmiot. Musnął już opuszkami palców dziwny materiał, a w szparze torby ukazał się tajemniczy napis "STOMIL - OLSZTYN", zapewne fragment jakiejś magicznej inkantacji, która  zmieni jego damę serca w boginię piękna
*
Ireth wychynął z lasu tuz przy małym, pokracznym domku, od którego ziało biedą. Rozejrzał się, jednak an podwórzu panowała głucha cisza, przerywana mlaskaniem spadających ptasich odchodów. Powoli wspiął się po skrzypiących schodach i zapukał do drzwi.
Teraz wyglądał zgoła inaczej - miał kręcone, brązowe włosy i ogromne, orzechowe oczy. Słowem, wyglądał jak słodki, nastoletni chłopiec. Zgubił po drodze podarty płaszcz i został w samej tylko białej koszuli.  I spodniach, żeby nie było.
Stał dłuższą chwilę, czekając na odpowiedź, jednak ta nie nadchodziła. W pewnej chwili usłyszał za sobą odgłos kopyt uderzających o piach.
- Czego tu szukasz?
Odwrócił się. U stóp schodków ujrzał rosłą, młodą dziewczynę siedzącą na nieproporcjonalnie zbudowanym kucu. Dziewczyna owa miała kwadratowa twarz z wyraźnie zarysowaną szczęką, typową dla tutejszych wiejskich dziewczyn. I, jak zauważył z oburzeniem Ireth, jeździła bez hełmu.
Oburzywszy się na tak jawne nieposzanowanie przepisów bezpieczeństwa, nasz bohater wyniośle odparł wiochmence:
- Eehm.
-...
-No, ten. Rodzice w domu?- spytał rezolutnie, odzyskując nieco animuszu.
-Nie. Czego tu szukasz?
Uznał, że dziewczyna, na oko wyższa od niego o głowę nie da się skusić na zbereźne czyny, i nie odda mu kamienia za darmo. Zaczął więc główkować. Zdecydował się powiedzieć jej prawdę, łącznie ze spełnianiem marzeń damy serca i panicznie ucieczce z domu maga, cokolwiek nieco podkolorowanej. Gdy skończył, dziewczyna miała obydwie grube brwi w górze i cokolwiek sceptyczny wyraz twarzy. Zeszła niezgrabnie z konia i stanęła przed nim.
- Czyli, powiadasz, ta narzeczona umiera z zali i jedli nie przyniesiesz  jej tego kamienia, mozesz nei wracać do domu? A banda uzbrojonych wojowników goniła cię aż do naszej działki? - podsumowała jego wypowiedź.
- Mniej więcej.
Dziewczyna westchnęła ciężko. A potem byłą już tylko ciemność.
*
- No i coś ty znowu zrobiła? Trzeba było z nim porozmawiać.
-Zobaczyłam wariata, to unieszkodliwiłam. Jeszcze by się na mnie z motyką rzucił.
Ireth jęknął, czując jak koniuszek jego nosa osmarkuje mu  oko.
- O, patrz. Nic mu nie jest, budzi się.
Nasz bohater popatrzył niezbyt bystro na dwie tęgie kobiety stojące nad nim. Leżał w jakiejś izbie, gdzie pełno było gęsiego pierza i różnych ziół. Pod barkami  miał zimne klepisko.
-Żyjesz pan? -spytała starsza kobieta, najwyraźniej matka, która podczas jego nieprzytomności wróciła do domu. Potaknął, przypłacając to bolesnym walnięciem potylicą w klepisko. W duszy ofiarował swoje cierpienie za powodzenie misji.
- A więc, proszę pani...-zaczął, podnosząc się na łokciu. Streścił jej pokrótce to, co powiedział jej córce. Reakcja kobiety byłą zupełnie inna.
*
Ireth wracał przez pola tanecznym krokiem. Wraz wciąż go łupała, jednakże w kieszeni łaskawie zacerowanego płaszcza niósł swój drogocenny artefakt. W ręce zaś torbę z Przepaską.
Pomachał wesoło chłopowi wracającemu z taczką do domu, po czym przyklęknął i otworzył torbę. Oczom jego ukazały się buty cudnej aparycji. U góry miały pas cudownie miękkiego materiału w szarym kolorze, całe zaś były zrobione z czarnej, elastycznej substancji. Były nadzwyczaj zgrabne.  Założył jeden na próbę, i nagle jego noga wydała mu się najpiękniejsza nogą świata. Zadowolony, schował trzewiki do torby i pomaszerował prze pola rzepaku, niemal niezauważalnie przechodząc w miękki, różowy galop.
  
Ireth (14:27)

22 lutego 2011

Misja Różowego Rycerza, wolumin pierwszy. [Ireth]

22 lutego 2011

Ireth
Miła panno!

Alethia

Słucham, cię, Ireth.

Ireth

Cuż u ciebie?

Alethia

Troszkę nudno, ale mam takie jedno marzenie...

Ireth

Powiedz mi o nim. Wszak powinienem ci służyć, póki się z tobą nie ożenię.

Alethia

Chciałabym się zmieniać w człeka, bo sam wilk mi nie wystarczy...

Ireth

A czegóż wilkowi brakuję? Gryźć potrafi, i wyje, i warczy

Alethia

Wiele członków stada ma różne przemiany - mym pragnieniem jest mieć też kobiecą formę... Może krzywo stopy stawię, i rzeczy wyślizgiwać się z palców będą... Ale prawdziwego piękna nie dostrzeżesz w wilczycy. Kobieta piękne ma twarz i ciało, wilk do walk się nadaje...

Ireth

Masz rację, Alethio. Ja sam z ludźmi obyty jestem, i piękne są ich samic twarze, ciało miękkie, łagodne ich zwyczaje.
Choć słabe są, przemocy od mężczyzn doznają. Ale mniejsza o to. Spełniłbym twe marzenie, choć sposobu nie znam...

Alethia

Zapytaj się zacnej naszej alphy - Albieb. Ona na pewno znajdzie jakieś rozwiązanie.

Ireth

Nie. To godzi w mój męski honor, sam muszę dopomóc mojej damie!
Mam pewien pomysł, ale niech on pozostanie w mym sercu na razie. A tymczasem, moja pani...Składam ci śluby.

Alethia

Tak więc słucham, mój rycerzu.

Ireth

Od dziś, gdy miesiąc trzydzieści razy zajdzie, znajde sposób, abyś zmieniłą się w niewiastę cudnej urody. Zobaczysz, jeszcze ujrzymy, jakie piekne ciało ludzkie moze kryć się w zwierzu.

Alethia

Och, cudownie! Tyle dla mnie robisz... A czym bym mogła ci się odwdzięczyc?

Ireth

Radością dla mnie będzie zobaczyć, jak zwyczajem kobiet w nowym ciele przed lustrem się wdzięczysz.
A gdy się to już stanie, zabiorę cię do wioski ludzkiej. Zobaczysz, jak pięknie może być poza lasem.

Alethia

Już nie mogę się doczekać! Możesz mi uchylić choć rąbka tajemnicy? Tak bardzo ciekawi mnie co tam może istnieć...

Ireth

No cóż...Miesiąc to duzo czasu, więc osłodzę ci czekanie.
Powiedz, lubisz muzykę?

Alethia

Słucham jak w dziuplach starych drzew jak sam świat, igra psotny wiatr...

Ireth

Pokaże ci ludzką muzykę, i ludzi zabawy przy niej, smyczki, bębny, cytry...
Kupię ci piękną suknię i ustroję, tak że inne zbladną przy tobie jak stokrotki przy purpurowej malwie.

Alethia

Och, to na pewno jest równie piękne, jak muzyka lasu...
    Na polu porośniętym oziminą wylądowała ciężko mała mewa. Po chwili  refleksji, ptaszyna owa zaczęła puchnąć, przekształcając się w nieco oszołomionego mężczyznę, bujającego się delikatnie na boki. Jegomość otworzył usta i popatrzył bezmyślnie w niebo, obficie się śliniąc.  Po chwili jednak przypomniał sobie po co przybył w to miejsce, przestał się kiwać i rozejrzał bystro.
    Owemu uroczemu obrazkowi przygląda łsię przechodzący naprzeciw osobnik, chłop małorolny czule pchający przed sobą taczkę. Scena ta skłoniła go do refleksji nad skutkami spożycia płynnych owoców fermentacji cukrów. Chłop nie wiedział, że pchana przez niego taczka jest jedną z maszyn prostych, a mianowicie dźwigni jednostronnej (jednoramiennej). Natomiast dzieci uczące się w odległych szkołach wiedziały o tym aż za dobrze, choć w gruncie rzeczy nic im to nie dawało ani nie wpływało na efektywność pracy taczki ani chłopa. Słowem, wiedza ta była im zbędna, a lepiej by sobie te 45 minut pobiegały po śniegu.
    Dłuższą chwilę zabrało mu ogarnięcie się. Zwykle przemiany nie były ciężkie do zniesienia, niekiedy jednak przypominały wymiotowanie całą powierzchnią ciała. Poprawił zmięty we wnętrzu mewy strój i ruszył przez las do wioski.
    Jego teraźniejsza przemiana byłą cokolwiek przystojna. Nie miał rogów ani zielonej skóry. Był młodym,  wysokim jegomościem o bladej cerze i długich, niemal białych włosach; gdyby się nieco ogarną, swym słodkim, elfio - chłopięcym wyglądem mógłby sprawiać, że nastolatki piszczałyby an jego widok. Odziany był w wygnieciony szmaragdowy płaszcz z plamami wina i jedzenia.  Na twarzy mężczyzny widać było, pojedynczą, cienką bliznę, jedną z gatunku tych, które zamiast odpychać i wyglądać obrzydliwie, jak normalna blizna po cięciu, są gładkim i ozdobnym elementem opisu literackiego. Na prawym oku miał bielmo i szedł, nieco kuśtykając.
    Dawno temu porzucił tą przemianę z racji jej uszkodzeń których z niewiadomych powodów nie umiał naprawić. Możliwe, że to długotrwały kontakt tego ciała z magiczną aurą wygiął nieco jego naturalne zdolności. Jednak sklerotyczny mag rozpozna go tylko w tym ciele, a on nie chciał tracić czasu na przekonywanie go.
    Doszedł do wioski i jak gdyby nigdy nic przeszedł przez główny plac, gdzie wioskowi opoje odprowadzili go spojrzeniami pełnymi ogólnej nieprzychylności. Ireth liczył, że miejscowi już go zapomnieli, jednakże chyba się przeliczył. Gdy wchodził na teren posiadłość, do której zmierzał, usłyszał odległy brzęk pierwszych wyciąganych wideł.  Ups. Staruszek znów będzie zmuszony zmieniać miejsce zamieszkania w tempie ekspresowym.
    Przeszedł przez nierówno usypaną ścieżkę i barkiem wywalił ledwo trzymające się już drzwi. Niedługo przecież nie będą już potrzebne, a wściekłe chłopstwo i tak zawsze czeka z linczem aż główny bohater nagada się i ucieknie oknem.
    Staruszek siedział przy stole i oklejał jakąś puszkę etykietą z hojnie obdarzoną przez naturę blondynką. Na jego widok wymruczał coś ordynarnego, po czym uniósł podejrzliwie brew, słysząc odległy krzyk.
     - Szedłeś przez wieś? - upewnił się i , otrzymawszy potwierdzenie, zostawił swą puszkę i jednym ruchem zrzucił ze stołu wszystkie nie do końca jeszcze utarte żaby i węże i podszedł do komody stojącej w kącie. Rzucił na stół trochę bielizny, butelkę bimbru i jakieś zioła. Następnie położył tam ostrożnie puszkę z blond damą i wszytko zwinął w obrus.
     - Nie spiesz się, zanim te dzikusy się ogarną, będziesz już daleko. - uspokoił go nasz przystojny bohater, po czym usiadł przy opustoszałym stole. - Mam sprawę.
     - Jaką, zarazo? - warknął mag, upychając w tobołku jakąś księge i plakat z Gandalfem.
     Ireth opowiedział mu pokrótce o życzeniu swojej damy serca, po czym dodał wazeliniasrko :
    - Jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc.
Mag zrobił pełną odrazy i zdumienia minę.
    - Że też jakaś cię zechciała. Biedna dziewczyna,. nie wie, w co się pakuje.  - starzec pokręcił głową.
    - Nie piernicz, zapłacę ci. - burknęła jasnowłosa piękność. 
    - Co prawda miałem jeszcze ostatnie kamienie przemian, ale już nie mam.
Ireth zrobił doprawdy żałosną minę, czując jak ostatnia nadzieja na znalezienie przemiany samodzielnie i uratowanie honoru zalega w gruzach. Kamienie przemiany były niezwykle rzadkie, stojący przed nim mag produkował je samodzielnie własnymi nerkami.
    - Jak to nie masz?! - zawył.
    - Normalnie. Wyleczyli mnie, ciulu.- starzec uśmiechnął się promiennie. - Dawały się nieźle sprzedać, ale dla mnie zdrowie jest ważniejsze od pieniędzy.
Ireth mimowolnie parsknął śmiechem, jednakże nie skomentował. Trzeba było się spieszyć, bo na ścianach właśnie pojawił się pomarańczowy poblask pochodni, a krzyki i brzęk wideł zbliżały się z każdą chwilą.
    - No a co z tymi ostatnimi? - spytał.
    -Wiedza kosztuje. - odparł staruch.
Blondyn rzucił mu monetę, przeklinając jego prostacką chciwość.
    - Sprzedałem ostatni wiejskiemu inteligentowi, Marco się zwie. Liczył, że spyli go dwa razy drożej, ale nie wie jak go uaktywnić i nikt nie mu nie uwierzył, że to oryginał. - mag uśmiechnął się wrednie. - Pewnie leży u niego gdzieś za szafą. Idź do jego żony, ona ma słabość do młodych chłopców. - Nieoczekiwanie błysnął życzliwą poradą. - Tylko zmień się, bo ją jeszcze na stosie spalą za kontakty z tobą, albo zawału dostanie.
Ireth przytaknął, spoglądając za siebie, w stronę wyważonych drzwi. Napotkał wrogie spojrzenie wójta owiniętego w pasie łańcuchem krowiakiem. Pomachał mu przyjaźnie, po czym usunął swą skromną osobę tylnym oknem w stronę lasu.
Cionk Dalszy Niedługo Nastąpi.

Ireth (17:32)

15 lutego 2011

Przełomowy moment w życiu każdego mężczyzny. Ireneuszowy kryzys wieku średniego. [Ireth]

15 lutego 2011

To stało się pewnego dnia, nieróżniącego się pozornie niczym od innych.   Ireth wstał ze swego barłogu i poszedł przebiec się na Mistyczną Żwirówkę.  Biegł i biegł, myśląc nad sensem życia, a jasne kopyta rozbryzgiwały żwir i deptały czaszki różnorakich szkodników żyjących między drobinami...

*
.

Czy wiecie, że przeciętny metr polskiej plaży utylizuje rocznie, czyli rozkłada na wodę i dwutlenek węgla, 75 kilogramów materii organicznej. Więc dziennie na każdym metrze znika materia organiczna rozmiarów i wagi całkiem sporego kotleta schabowego. Można powiedzieć, że plaża wykonuje dla nas pracę polegającą na samooczyszczaniu, to dzięki temu możemy cieszyć się "złotym" piaskiem i czystszą wodą. Ta praca ma swoją cenę. Gdybyśmy ją zlecili jakiejś firmie, to w skali polskiego wybrzeża trzeba by płacić za nią około 6 milionów euro rocznie. A plaże wykonują ją zupełnie za darmo. Trzeba o tym pamiętać, rozumnie gospodarując tym unikalnym środowiskiem.

*Powoli żwirówka, po której biegł ogier przeradzała się w czysty, złoty piach. Jednak tylko pozornie był to piach martwy i nieżywy.  Między ziarnami piasku, w gustownie urządzonym mieszkaniu, obiad spożywała nieduża grupa chrząszczy.  Małe żuwaczki spiesznie pożerały schabowego leżącego na kraciastym obrusie.  Z pozoru nie wyglądało to szczególnie dziwnie - ot,  miły, rodzinny niedzielny obiad.  Jednakże duży, opalizujący na zielono żuk był nikim innym tylko premierem na uchodźstwie Przybrzeżnego Kraju Pierwotniaków.
- Jadźka, żuj szybciej, zaraz mam posiedzenie. - rzekł do dorodnej mrówki czerwonej, pierwszej damy PKP.
Jadźka nie zdążyła mu odpowiedzieć, bowiem potężny wstrząs zawalił sufit ich siedziby, grzebiąc szansę na odzyskanie wolności PKP, która byłą teraz pod zaborem D.Ł.U.G.U. (Demokratycznego Łowickiego Ustroju Górniczego Urobku), czyli państwa Łowickich Górników. Niedługo z powodu tajemniczego zamachu na premiera wybuchła wojna atomowa rozpoczęta przez ukryte rakiety PKP.
Tymczasem Ireth, pogrzebawszy w ruinie pół żuczego świata, zatrzymał się nad jeziorem. 
I wtedy to się stało.
Po chwili zemdlał...

*
Obudził się z głową w przydrożnym strumyku.  Jakiś sum pomachał mu na dzień dobry.   Był dziwnie złocisty, więc Ireth przeląkł się, iż może to być  sum canero, jednakże rybka nie wpłynęła mu do ucha . Poderwał się przezornie. 
Z lękiem zajrzał w swe odbicie w wodzie. Tak, nadal tam były. Pęk różowych włosów powiększał się z każdą chwilą. Obejmował już niemal cały pysk i grzywę.
Kiedyś, wiele lat temu ojciec ostrzegał go przed tym. On jednak uznał, że staruszek przesadził ze skrętami.  A teraz to działo się na prawdę. 
Kryzys Wieku Średniego.
Ale podobno ten kolorek kiedyś mu zejdzie.
*
Pod wieczór wrócił do doliny, i omiótł wzrokiem konie. Piękne, młode samice i młode, wątłe samce  Ech,  jak można przyrównywać tych młodych, chucherkowatych chłopców do jego nowego, męskiego wyglądu.
*
Wybacz, Alutko, niedługo się kopnę i napiszę tamta notkę o przemianie. x_x
Nowa fotka: http://kimi4eva.deviantart.com/art/A-Vision-Once-Let-Go-190653882?q=gallery%3Akimi4eva%2F532593&qo=64
Ireth (13:39)

15 stycznia 2011

Dzieło konkursowe. [Ireth&Alethia]

14 stycznia 2011

Oto dzieło liryczne autorstwa mojego i Alethii.
__________________________
Akt1
Pieśń wprowadzająca.
"Autobiografia tygodni ostatnich."
Siekiera, motyka, dawno temu,
Ogierowi samotnemu,
Siekiera, motyka, przyszła myśl,
"Idź, do stada dołącz dziś!"
Siekiera, motyka, lecz myślimy,
Skąd wziąć stado w środku zimy?
Siekiera, motyka,w śniegu ziemia,
Ciężki orzech do zgryzienia.
Siekiera, motyka,nasz bohater,
Mocno się zacukał zatem,
Siekiera, motyka, w zimnej głuszy,
Ogier w podróż wnet wyruszył.
Siekiera, motyka, ciężka dola,
Uszy marzną, nogi bolą.
Siekiera, motyka, nagle rady,
zauważył w śniegu ślady.
Siekiera, motyka, śladów wiele,
Tu mieszkają przyjaciele,
Siekiera, motyka, koń nasz miły,
Galopuje co ma siły.
Siekiera, motyka, nosem węszy,
Zasięg śladów coraz większy,
Siekiera, motyka, widzi coś,
W dużej bramie stoi ktoś
Siekiera, motyka, podszedł blisko,
Czujce dziennej skłonił nisko,
Siekiera, motyka, w owym czasie,
Ujrzał stado w pełnej krasie
Siekiera, motyka, konie, koty
Wilki, hieny, kaszaloty,
Siekiera, motyka, goryl też,
W naszym zacnym stadzie jest.
Siekiera, motyka, idzie dalej
Nie jest zawstydzony wcale,
Siekiera, motyka, jak wypada,
Poszedł szukać alphy stada.
Siekiera, motyka, gdy odnalazł,
Witał zacną Aldieb zaraz.
Siekiera, motyka, gdy się skłonił,
Tymi słowy rzecze do niej.
"Siekiera, motyka, panna goła
Zew wolności mnie przywołał,
Siekiera, motyka, proszę ciebie,
Tutaj będzie mi jak w niebie.
Siekiera, motyka, Aldieb miła,
Na przyjęcie się zgodziła,
Siekiera, motyka, przyzwoliła,
Bo to dobra dama była.
Siekiera, motyka,mądra Ala
Cną mentorkę mu przyznała
Siekiera, motyka, a babunia
Owa zwie się wdzięcznie - Luna.
Siekiera, motyka,dnia pewnego
Skądinąd dość pogodnego
Siekiera, motyka,pusta wanna.
Spotkała go piękna panna.
Akt pierwszy.
Scena pierwsza.
Ireth
Witaj,o cna dziewico.
Alethia
Witaj,zaiste, zacny mężu
Ireth
Och,jakże gładkie twe lico.
Alethia

Dziękuję,tak, zacne kremy na zmarszczki nabywam, bo starość prędzej czy później przybędzie, nie łatwo się z nią uporać będzie, tak więc kremy w ruch idą.
Ireth
Zmarszczki?W twym przypadku są nierealną zwidą!
Alethia

Mimo żem młoda waćpanna jeszcze, pielęgnować swe lico trzeba. Bo basior jaki mnie w zmarszczkach obaczy, i nie wychynie nosa zza drzewa
Ireth
Och,już bym kości porachował, gdyby się który odważył złe słowo na waćpanny liczko powiedział. Z murawy zeby by swe zbierał -siekacze z prawej, trzonowce z lewa.
Alethia

Dziękuję,Ci bardzo, o zacny mężu, lecz starość i tak przybędzie. Mimo, iż jestem młoda wilczyca, tego uniknąć się nie da. Starość, nie radość, o zacny mężu, lecz miłość swą trzeba kiedyś znaleźć.Wpatrywać się w niebo, jak gwiazdy migoczą, a tarcza Księżyca się śmieje.
Ireth
Z partnerem?
Alethia

O,tak, zacny mężu.
Ireth
Nicdziwnego, o pani. Te marzenia są udziałem każdej damy, nie ważnywiek i status. Każda chce rycerza, co by ją kochał najmocniej zewszystkich rzeczy, drugą najkochańszą zaraz po swym wiernym orężu.
Alethia

Otak, mi się marzy, o zacny mężu, jednak wszystko jeszcze przede mną. Ja żem jeszcze za młoda na dzieci, jeszcze na to czas przyjdzie. Na razie wolność mi świta w głowie, szelma jest zemnie jak nikt. Nikogo nie słucha, włóczy się wszędzie, żadna zemnie dama. Jednak partnera kiedyś znaleźć trzeba, takie jest dam przeznaczenie. Czas szybko leci a młodość przemija, nic na to nie poradzimy.
Ireth
Powiadam ci, nie spiesz się do ołtarza. Los mężatki w czepcu białym wcale nie jest zacny, tak jak się wydaje. Niewola to, zaprawdę, niewola,tym gorsza bo dobrowolnie brana, więc skarżyć się na nią niemożna. Posłuchaj waść mężatek jakich, każda jedna powie : "Po cóż nam to było, mąż pijanisko, a my w domu dzień cały pierzemy, gotujemy i dzieci rodzimy!"
Alethia

Właśnie dlatego śpieszyć się nie chcę, bo kiełbie we łbie mym siedzą,jednak za nim uroda przeminie, trzeba kogoś tam zaciągnąć.
Ireth
Och,pewien jestem, że mężowie muszą do panienki zewsządlgnąć.
Alethia

Świruski jak Aleth nigdzie nie znajdą, więc dbać o nią muszą ciągle.Taki już ich los, a szelmy Alethii utracić nie chcą, bo optymisty takiego nie znajdą...
Ireth
Zapewne , panienko,zapewne. Zgłodniał żem podczas tej dysputy. Czy poczestuje sie panienka chleba pajdą?
Alethia
Wilkichleba nie spożywają, za to łase na zające i sarny, wybierzmy sięna polowanie.
Ireth
Jestem na każde panienki  wezwanie!
Aczkolwiek nie ma we mnie drapieżnika natury, mimo że różne przybieram postury. Jam łagodny, mięsa nie jadam, ale panience chętnie potowarzyszę.
Alethia
Więcchodźmy do lasu, krokiem powolnym, wstąpmy w dzikie szeregi drzew pięknych i starych jak te ziemie, domem dla zająców, wilków,saren i innej zwierzyny.
Ireth
Mimo,że mięsa nie jadam, chętnie pójdę z tobą, o pani. Wieczór piękny, i jest ta tarcza księżyca, i spacer w towarzystwie pięknej dziewczyny.


Scena druga.
Alethia
Więc wywęszę trop smacznej zwierzyny, co na kolacje ją zawsze jadam. Są to zające, o zacny mężu, mój ulubiony przysmak
Ireth
Słyszałem,że te panny, co zające lubią, mają charakterek zadziorny. Czy u panny się to sprawdza, czy to tylko przypadkowy smak?
Alethia
O,tak, sprawdza się i to jak! Temperament mam ognisty, zawsze mi to mawiano.
Ireth
O,panienko. Podobno w takich mężczyźni się lubują najbardziej.Twarz ładna i temperament, każdy bierze, nawet jeśli skromne jej wiano.
A najczęściej na własną zgubę te diabliki biorą...
Alethia
A waćpan by nie brał takiego diabełka?
Ireth
Brałbym zaraz.
Alethia,śmiejąc się.
Żeby waćpana nabił na widełka?
Ireth.
A choćby i tak. Byleby te widełka ładne. Jak ta panna.
Waćpanno?
Alethia
Słucham,panie.
Ireth.
 Ja na żonę waćpannę wezmę.
Alethia.
Waćpan krotochwile prawi.
Ireth
Wezmę!
Będziesz waćpanna moją. Niech się panienka zgodzi, bo się z miejsca nie ruszę, aż sczeznę.
Alethia

Nie mów pan od razu "wezmę!".
Najpierw sprawdzić się trzeba.Będę pana damą serca, lecz nie żoną jeszcze.
Co nagle to po diable.
Ireth
Najwyżej diabełku małym.
Tak jak ty pani, pięknym całym.
Koniec sceny drugiej.
Koniec aktu pierwszego, i ostatniego.
Autorstwa Alethii i Iretha.
_______________________________

Okej, to by było na tyle.
Jeszcze małe ogłoszenie. Tak jak w naszym dziele lirycznym, zapałaliśmy wraz z Alethią chęcią zostania parą, także proszę nas wpisać do ramki par.

Ireth (15:35)