Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pożegnania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pożegnania. Pokaż wszystkie posty

22 stycznia 2018

Pożegnanie [Baru Saya]

Mroźny, styczniowy wieczór, członkowie stada zebrani przy palenisku, jest ich tam niewielu, ale przybywają coraz częściej, poza pewną dwójką... Wysokie basiory nie pojawiały się na terenach stada od dłuższego czasu, ich zapach powoli znikał, a trop urywał się w miejscu, które prowadziło donikąd. Ślady w śniegu przysypywała kolejna warstwa śniegu, a Baru i Membu po prostu przepadli...

~*~

Tak jak już niektórzy wiedzą, żegnam się z HOTN, teraz już oficjalnie. Głównym powodem mojego odejścia jest standardowo - brak czasu. Zaraz kończę studia i zacznie się prawdziwa dorosłość. Dochodzi do tego ogromny brak weny, od dłuższego czasu nie mam pomysłu na moje wilki, a gra nimi polegała przede wszystkim na wątkach rodzinnych, które w głównej mierze były urozmaicane przez Tristana czy Kwiotka. Jakby tego było mało to podczas "zastoju życiowego", jaki miał miejsce na HOTN, wraz z grupą znajomych, stworzyłam własnego bloga i szczerze mówiąc to on pochłania teraz mój czas i to z nim wiążę, pewnego rodzaju, przyszłość. Chciałabym zaznaczyć, że moja decyzja nie ma nic wspólnego z "nowymi-starymi", prawdę mówiąc powrót tych osób uświadomił mi, że HOTN jest wiecznie żywe i ułatwił podjęcie decyzji o opuszczeniu bloga. Nie przedłużając, bardzo wszystkim dziękuję za wszelkie rozegrane wątki, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, ubarwiły mi one rozgrywkę i nie żałuję żadnego z nich. ^^ Przepraszam za wszelkie moje wybuchy złości, czy niestosowne zachowania, ale jak to mówi pewna piosenka "Some days I'm nice, some days I can be a bitch", z czego czasem jestem dumna (tylko czasem). Sytuacja, która miała miejsce na czacie nie jest tego przykładem, więc jeszcze raz przepraszam. 
Pozostaje mi jedynie życzyć Wam wszystkim owocnych wątków i powodzenia w rozwoju bloga!

Dziękuję! ^^

27 października 2015

"Tajemnicza notka" [Baru Saya]

Aldieb

     Długo by wymieniać to, co zrobiłaś dla Stada Nocy. Równie długo wymieniać by to, co zrobiłaś dla Dzieci Nocy. Twoja obecność tutaj była, jest i zawsze będzie wyczuwalna. Nawet kiedy Ciebie nie było, My wiedzieliśmy, że zawsze gdzieś tam jesteś. Jesteś fundamentem, na którym powstała Nasza Rodzina. Tak, wiem, wiele osób mogło mieć do Ciebie pretensje, wiele skoczyłoby za Tobą w ogień, jedni traktowali Cię jak matkę, a inni po prostu znali Cię czy widywali. Teraz to jest nie ważne, walić te wszystkie podziały... Mimo to, że nie ma już Ciebie z nami ciałem, zawsze będziesz z nami duchem, tutaj, w Twoim domu.

Kendal
"Z Aldieb tak nie na temat HOTN zdarzyło mi się pogadać tylko raz i wydaje mi się całkiem w porządku, nawet bardzo. Tyle co byłam na HOTN kiedy była ona to wyrobiła sobie u mnie opinie bardzo ogarniętej i odpowiedzialnej osoby. Wydaje mi się zorganizowana, o fajnie było z nią pograć, czy popisać. Szkoda, ze już jej nie ma, ale jak napisała nie ma czasu i szanuje to. Jeśli wróciłaby ucieszyłabym się mimo, ze nie znam jej za dobrze."

Seiye
"Nie znałem Aldieb zbyt dobrze, nie było okazji do tej pory tak po prostu porozmawiać, ale na tyle co ją zdążyłem poznać nie była zła. Wydaje mi się, że byłoby można z nią normalnie porozmawiać i zapewne byłaby pomocna."

Dalia
"Ja? Hm... słabo ją znałam, ale zawsze gdy z nią grałam było ciekawie. Zawsze wyczekiwałam aż odpisze, bo czułam taki dreszczyk ciekawości."

Syriusz
"Alutka to chyba najbardziej kochana osoba, którą miałam okazję poznać w HOTN. Widziałam się z nią i co kilka minut miałam ochotę ją przytulać. Zawsze można jej się wygadać, wątpię, żeby kogoś zbyła. Jest wrażliwa i czasem łatwo ją zranić. No i narysowała mi lisiałka, za co ją kocham. Nie sądzę, żebym miała jakiś powód, żeby myśleć o niej negatywnie. Żałuję tylko, że mieszka tak daleko."



Oficjalnie Aldieb zapisuje się w szeregi Zasłużonych naszego stada jako Wieczny Ślad.

Wybacz, że dopiero teraz.

Niestety nie jest mi dane przydzielić jej żadnego demona, w zaświatach raczej się nie przyda.

***

14 listopada 2013

Nic nie trwa wiecznie [Tiffany]

14 listopada 2013


Nic nie trwa wiecznie

Kłapnęłam pyskiem, próbując przyzwyczaić się do zwierzęcej postaci. Dawno nie rozczesywane futro na ogonie, wyglądało jak wielki kołtun. Brązowa sierść zmieniła barwę na szarą. Na pysku pojawiło się parę zmarszczek. Cóż, wieku nie dało się ukryć.
Powolnym krokiem skierowałam się ku bramie HOTN. Była moim celem od dawna, jednak nigdy nie mogłam się zebrać, by iść powspominać. Gdy dotarłam moim oczom ukazały się dwa splecione drzewa, które oplatał zielony bluszcz. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie, gdy zjawiłam się po raz pierwszy w okolicach stada. Dwumiesięczne szczenie błądzące od wielu dni po nieznajomych terenach, a także zachwyt gdy ujrzało owe przejście. Glola prowadząca je przez nie. Następnie dużo nauki i starań, by pomóc rozwijać się stadu. Organizowanie konkursów i innych ciekawych akcji. Poznawanie wielu osób, które później stały się ważne. Partner. Szczenięta. Dostanie się do Dumy, następnie do Zasłużonych i po raz kolejny do Zasłużonych, gdy stado podupadło. A potem głównie samotne wędrówki poza terenami stada. Od czasu do czasu pojawianie się na ogniskach, czy innych spotkaniach, organizowanych głównie z powodu najróżniejszych świąt. 
Podniosłam ciężkie powieki i raz jeszcze zerknęłam na konary. Prawie nic się nie zmieniły. Dałabym sobie głowę uciąć, że tak samo jak las, jaskinie, rzeka, czy jezioro. Nic się nie zmieniało, prócz członków. 
Położyłam się naprzeciwko bramy. Stare kości strzykały, gdy układam się na posłaniu z liści. Oplotłam łapy ogonem. Czułam jak świat zaczyna wirować. Przymknęłam ślepia i powoli odpłynęłam. 
[Tiffany się zestarzała już dawno temu, a nie jest żadnym nadzwyczajnym wilkiem i nieśmiertelna być nie może (co z tego, że ożywała już 3 razy?). Już dawno stwierdziłam, że muszę pożegnać się z tą postacią, bo ona się sypie. Najpewniej do HOTN wrócę za jakiś czas jako szczeniak, by móc znów spróbować z tą masą energii na czacie. Jednak na razie chce się z wami pożegnać. 
Mam nadzieję, że stado rozkwitnie na nowo, że za jakiś czas będziemy gościć tu coraz więcej stworów, które nas ożywią. Chciałabym by dawna świetność wróciła. Byłoby to coś niesamowitego. 
Chcę także was przeprosić, że nie miałam za dużo czasu na HOTN... Cóż, prawie w ogóle go nie miałam. Chcę was przeprosić, że znikam, gdy nastały najcichsze dni. Jednak pragnę wam również podziękować, że ukształtowaliście mój charakter. Pragnę wam podziękować za wszystkie łzy, za każdy śmiech do komputera. Cudownie było móc wyobrazić sobie wasze pyski, wasze futra, wtulać się w nie, jakby istniały. 
14.11.2008 - Dołączenie Tiffany do HOTN.
14.11.2013 - Tiffany Tara III umiera w rodzinnym stadzie.
M. Zanim zakończę ten post chciałabym głównie podziękować z osób, które są nadal w stadzie:
Gloli 
Dag
Aldieb
Arashi
Naomi
Syriuszowi. 
Strasznie się cieszę, że mogłam was poznać. Naprawdę. Jeszcze raz dziękuje i przepraszam. Postaram się wrócić, więc nie żegnajcie. ]
[Ps. *rzut i tul*]

5 listopada 2012

Po drugiej stronie granicy... [Jenna]



„Wciąż się oddalam, tak bardzo, a jednak jestem tak blisko.. Co się dzieje? Wciąż zadaję sobie to pytanie… Nie mam pojęcia.. To miejsce tak bardzo wiele mnie nauczyło… tyle mi dało.. A teraz? Usycham w oczach jak kwiat nie podlewany aktywnością i wzajemną miłością.. Czy tak musi być? Ja nie chce.. I wiem że to tylko słowa..  (…)”



Obca.. we własnym domu? 
Nie wiem… próbowałam wrócić.. wcielić się na nowo do stada.. ale zamiast tego czułam się coraz bardziej obca..

„Tak.. dziś dokładnie o godzinie  19:17 Jenna pożegnała się z HOTN….”

Przykro mi że pojawiałam się w takich momentach że moglibyście sądzić że nie zależy mi na stadzie, a na władzy… Wcale nie prawda… choć czułam się okropnie kiedy zwracano się do mnie tylko w ten sposób… oschły, jakbym faktycznie była tu tylko zbędnym balastem..

Przyszłam tu tylko po to … * urwała w połowie zdania z cichym westchnięciem po czym dokończyła* po to żeby sie pożegnać.. * nie sadziła że to kiedykolwiek nastapi, nie chciała tego, ale poczucie jakie nia targało od pewnego czasu było silniejsze*

Mam nadzieję że stado na nowo zakwitnie, że znów będzie jednym z największych stad, życzę wam po prostu żeby było jak najlepiej… HOTN zawsze pozostanie w moim sercu i już zawsze będzie mi się kojarzyło z domem… wspaniałym domem. * posłała im uśmiech i bez pozwolenia przytuliła alphe jak przyjaciółkę* Dziękuję!

Nie uciekam też od odpowiedzialności.. bardzo chętnie, lecz ja już od dawna nie czuje rodzinnego nastroju, a co za tym idzie.. nie czuje sie tu dobrze…
Być może kiedyś powrócę do HOTN i uda mi się na nowo was pokochać.. Przepraszam
*Wyszła na środek i ukłoniła się, jej złote spojrzenie omiotło zebranych* 
Zaszczytem było dla mnie tutaj należeć... 
Dziękuje za wszystko i Przepraszam za razem.. * powiedziała to z uśmiechem*

Dziękuję: 
Gloli - za to że mnie zmusiła bym tu dołączyła.
Tee – za to że był kiedy go potrzebowałam..
Aldieb
Acebirowi
Lunie
Aspeney
Anaid
Mi-Chan
Midnight’owi
Tiffany
Naphil Naomi
Mikey’owi

No i oczywiście 
Tinkerbell – złotko… co by się nie działo.. dbaj o stado.. nie pozwól żeby upadło!


Być może, jeszcze kiedyś was odwiedzę. Trzymajcie się.

15 września 2012

Odchodzę [Tiffany]

Odchodzę


Po przeczytaniu tego posta, zanim zaczniecie narzekać, że ‚tyle ludzi odchodzi’, pomyślcie, że będą następni, których pewnie nie będę miała okazji poznać, ale oni też w jakiś sposób będą tworzyć HOTN.
1036 dni.
Tyle minęło od mojego dołączenia do HOTN. 
Poznałam wiele ludzi, byłam na paru zlotach, parę razy odchodziłam i wracałam. 
Jednak tym razem zdałam sobie sprawę, że już nie czuje się częścią rodziny.
Gdy znajdę czas wejdę na flash’a, albo pojawię się na zlocie. Jednak nic nie obiecuje.
Za bardzo skupiam się teraz na realnym życiu, by siedzieć w wirtualnym. 
I podpisuje się pod prośbą Mleka: „Proszę tylko, żebyście dalej tworzyli Stado Nocy. I nie przejmowali się tym, że nie jest ono jak dawniej – wszystko się zmienia, My, tworzący Herd of the Night, także. Teraz już nie „My”, tylko „Wy”.”

Do zobaczenia… kiedyś tam.

Tiffany.

14 września 2012

Las Dusz [Naphill Naomi]

Las Dusz


   Późny wieczór. Na nieboskłonie zapewne pojawiały się już gwiazdy, by swym blaskiem oświecać drogę wędrowcom, a jednocześnie konkurować z księżycem. Zapewne…
   Uniosłam łeb ku górze. Gęste korony wiekowych drzew przenikały się wzajemne, splatały konarami w trwałym uścisku, tworząc widoczną jesienią oraz zimą pajęczą sieć gałęzi. Teraz ich szelest skutecznie zagłuszał wszystko, co działo się poza żyjącą kopułą.
   Odetchnęłam ciężko, wznawiając podróż. Szłam wolno, jakby pogrążona w dziwnym transie. Mijałam kolejne drzewa, których pnie, skąpane w cieniu, prezentowały się dość przerażająco. Zdawało się, iż stare dęby i buki są nie tylko częścią lasu, ale także jego strażnikami – niemymi, trwającymi w bezruchu, za to o otwartych oczach, które obserwują każdy ruch.
   Cała ta puszcza była dziwna. Upiornie cicha i pusta. Jak nigdzie indziej na terenach Stada Nocy. Zdawało się, iż jest to miejsce zapomniane, gdzie od dawna nikogo nie było. Dlaczego? Czemu wszyscy odeszli? Nie było nikogo oprócz mnie. Wędrowałam przed siebie. Czego oczekiwałam? Nie wiedziałam. Może miałam złudną nadzieję, na to, że jednak kogoś lub coś znajdę. Może będzie to rozwiązanie dotychczasowych problemów albo zapowiedź kolejnych? Znajoma dusza? Osoba? Bądź, po prostu… nic.
   Mijały kolejne minuty. A las skryty pod czarną peleryną nocy wydawał się coraz straszniejszy. Ponure, potężne drzewa zdawały się momentami ruszać, szeptać między sobą w niezrozumiałym języku. Zza ich pni coś wyglądało ciekawsko. Patrzyło, obserwowało… pragnęło śmierci innych?
   Czułam, jak adrenalina uderzyła w moje żyły, przyspieszyła bicie serca. Lęk zrobił swoje. W powietrzu unosiła się ciężka woń rozkładu. Zrobiło się chłodno. Wręcz zimno. Jak w żadną letnią noc. Obłoczki pary unosiły się tuż przed moim pyskiem, po chwili znikały.
   Zatrzymałam się. Nastawiłam uszu, wstrzymałam oddech.
   Cisza.
    Wszechobecna, zniewalająca cisza. Nawet liście przestały szeleścić. Nigdzie nie pohukiwała sowa, świerszcze nie dawały koncertów.
   Jedynie bicie serca. Starającego się nie popaść w panikę. Kołatało w klatce piersiowej niczym ptak, który chce wyrwać się z klatki.
   Trzask.
   Drgnęłam z przerażenia. Zaczęłam rozglądać się dookoła. Szukałam źródła dźwięku. Zamarłam, gdy między drzewami ujrzałam światło. Nikłe, białawej barwy. Drgało ono niespokojnie. Zdawało się… że czegoś oczekuje. A może kogoś.
   Niepewnie, obawiając się konsekwencji, postąpiłam krok w kierunku blasku. Potem kolejny. W końcu dotarłam do niego na tyle blisko, iż mogłabym je dostać, gdyby skoczyła. Choć biel z zasady powinna kontrastować  z czernią, ta była jakby częścią mroku. Wyłaniała się z niego i jednocześnie wtapiała. Poruszała…
   Powoli przyjęła kształty i rozmiary wilka, wciąż pozostając jednak bielą. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, światło zaczęło tracić na jasności, rozchodzić się. Niespiesznie opuszczało sierść, która okazała się być brązowa. Spod czarnej grzywy spozierała na mnie para bursztynowych ślepi.
   – Aldieb… – szepnęłam cicho, jakby bojąc się, że zjawa zniknie.
   Al skinęła łbem. Bez słowa. Ja sama nie wiedziałam, co mówić, co robić. Atmosfera stała się nie do zniesienia. Łapy, choć wmurowane w podłoże, chciały uciekać. Serce rwało ku przytulnej polanie, gdzie płonie ogień. Za to wzrok wlepiony był w Aldieb, uszy wyczekiwały jej słów.
   Ostatecznie udało mi się zmusić do kroku w tył. Tylko jednego…
   – Nie odchodź.
   Głos zjawy przeszył powietrze niczym sztylet ciało. Choć był spokojny, zmroził krew w żyłach.
   – Nie odchodź. – powtórzyła. – Brakuje tu istot żywych. Sama widzisz… – poniosła wzrokiem po milczących koronach. Zdawało się, iż tworzą one sklepienie sali pełnej kolumn, które stanowiły pnie drzew.
   – Co to za miejsce? – zapytałam, zdobywając się na odwagę.
   Aldieb uśmiechnęła się nikle. Zapewne miał to być jeden z tych zwykłych uśmiechów, które posyła się komuś w zamyśleniu. Jednak w tej chwili zdawał się być niczym z horroru.
   – To jest miejsce spoczynku Dusz, które odeszły ze Stada Nocy.
   – Cmentarz? – wydedukowałam.
   Pokręciła łbem.
   – Coś innego. Każdy, kto kiedykolwiek należał do Stada Nocy, uznał je za rodzinę, stawał się jego częścią. Nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Rodziła się w nim niewielka cząstka, która z czasem rosła, stawała się coraz silniejsza. I tę właśnie część, ten magiczny pierwiastek, wciąż ciągnie ku terenom Herd of the Night, nawet, jeśli Dusza sama w sobie temu przeczy.
   – Nie jestem pewna… czy rozumiem. – zmrużyłam ślepia, wpatrując się w widmo. Długi ogon wilczycy zadrżał, jakby samica nie miała cierpliwości tego tłumaczyć.
   – Rozumiesz, Naomi. Bardzo dobrze rozumiesz. Ale teraz… – kontynuowała, wodząc wzrokiem po milczącym lesie – Zabrakło kogoś, kto po prostu byłby tutaj, czuwał. Sprawował pieczę nad tymi terenami, towarzyszył. Pozostawione tu Dusze maleją, ulatniają się. Czasem wracają… ale jedynie na chwilę. Zaglądają, nie mówiąc ani słowa. Ten las zaczyna obumierać, Naomi.
   Milczałam. Nie miałam pojęcia, jak jej odpowiedzieć.
   – Muszę już iść. – jej sylwetka powoli zaczęła się rozmywać. Biała łuna otoczyła wilczycę.
   – Al, nie znikaj!
   – Muszę… Pamiętaj – nawet, gdy przyjdzie na Ciebie czas i odejdziesz, nie zapominaj o tym miejscu
   Zniknęła. Nie zdążyłam wydusić z siebie nic więcej, światło ją pochłonęło i zgasło.
   Czując obezwładniają bezradność ruszyłam w drogę powrotną.
   Gdy tylko zbliżyłam się do polany HOTN, doszedł mnie gwar rozmów i wesoły trzask ognia. Wychodząc z zarośli, zlustrowałam otoczenie wzrokiem. Ognisko płonęło, wysyłając ku czarnemu niebu jasne iskry. Dookoła niego gromadziły się zwierzęta.
   Poczułam miłe ciepło rozlewające się wewnątrz mnie. Jednak temu przyjemnemu uczuciu towarzyszyło także dziwne ukłucie. Była to tęsknota.
   Wizja rozwiała się, postacie zniknęły, zapanowała ujmująca cisza.
   Taka kombinacja uczuć: ciepło a zarazem ból, towarzyszyły mi zawsze, gdy wspominałam stare, dobre czasy. Szkoda, że one już nie powrócą.
   Nie tracąc więcej czasu, przeszłam obojętnym krokiem przez polanę. Skryłam się między drzewami. Ktoś, kto mnie obserwował, mógłby dostrzec jedynie wilczą sylwetkę, która niespodziewanie zniknęła. Ot, została wycięta z kadru w ciągu ułamka sekundy; skoczyła do innego świata. Zupełnie, jakby tutaj nigdy nie istniała.
   ___________________________________________________
  Chciałam Wam wszystkim podziękować. Za co? Za każdą mile spędzoną chwilę; za pomoc, gdy jej potrzebowałam; za te wszystkie zloty i wszelkie dziwne akcje; za to, że pełniąc dla mnie rolę drugiej rodziny udało Wam się dokonać we mnie ogromnych zmian. Dzięki Stadu Nocy, dzięki: Aldieb, Lunie, Fragarii, Aspeney, Anaid, Teamowi, Beliarowi, Jennie, Korkowi, Nebanowi, Syriuszowi, dzięki Wam wszystkim jestem, kim jestem. Bez Was nie istniałabym w tej teraźniejszości. Ponadto powinnam wspomnieć także o Rozalii, Gloli, Mi-Chan, Tiffany i Destroy, Midowi, Tin,  którzy, jak każdy, kogo miałam okazję poznać bliżej, w pewien sposób na mnie wpłynęli. Nigdy o Tobie nie zapomnę, Glo, choć często irytowała mnie Twoja osoba. Podobnie z Destroy – szkoda, że przestałaś się do mnie odzywać i olewałaś mnie, gdy chciałam porozmawiać. Z całego serca dziękuję też Tobie, Seth. Za to, że po prostu jesteś. I jesteś sobą – bezczelnym arogantem, który sądzi, że pozjadał wszystkie rozumy.
   Przyjęliście mnie do swoistej familii, dzięki której wytrwałam ciężkie chwile. Wspieraliście mnie; ukazywaliście moje wady, które w miarę możliwości starałam się przeobrazić w zalety; byliście, zawsze.
   Nie mówię, że tu nie wrócę – nic nie jest pewne. Sądzę jednak, że moja rola w tej grze dobiegła końca. Rozumiem Aldieb, która najpierw zrezygnowała z władzy, a potem odeszła. Coś we mnie wypaliło się, nie płonie tak jasno, jak kiedyś.
   Przepraszam, jeśli ktoś będzie tęsknił;jeśli z jakiegoś powodu będzie Wam mnie brakowało; przepraszam, że Was zostawiam.
   Proszę tylko, żebyście dalej tworzyli Stado Nocy. I nie przejmowali się tym, że nie jest ono jak dawniej – wszystko się zmienia, My, tworzący Herd of the Night, także. Teraz już nie „My”, tylko „Wy”.
   Powodzenia.

   Naomka

11 listopada 2011

Smak Szczęścia [Tiffany]

11 listopada 2011

Oparłam się o ścianę szarego budynku. Patrzyłam na deszcz,znajdujący się centymetr przede mną. Cała mokra nie czułam łez, które bezkarnie spływały mi po twarzy. Szeptałam słowa piosenki.
 Mój głos, zagłuszony przez krople odbijające się od chodnika. Na tyle cichy bym wygłosiła moje uczucia.
- Dou ka boku dake wo mitsumeteite – wydukałam japoński tekst piosenki. – Dou ka kono te ga tokenu you.
Spojrzałam na niego. Delikatnie obejmował nieznaną mi brunetkę, o której odbywała się każda rozmowa ze znajomymi.  Powoli usiadłam na mokrej ulicy, szlochając. Zabolało mnie to. Zabolała zazdrość. Jak można być zazdrosną o chłopaka, którego zna się pół roku. Jak można dopuszczać myśl, że jest cudowny. Zawyłam, niemym krzykiem. Pocałował ją. Na moich oczach, choć może nie wiedział – robiłam wszystko by nie wiedział. Nie wiedział, że jestem przy nim, za każdym razem. Jestem w taki sposób, by nikt nie wiedział. Widuje go kiedy tylko mogę. Śledzę.  Poprawiłam pierścionek na ręce i zamknęłam oczy, próbując się uspokoić. Nie umiałam. Idealnie widziałam jak dobrze się z nią bawi, wiedziałam, że zrobiłby dużo by mnie nie poznać. Dlatego robiłam wszystko by widział mnie jak najmniej. Bym była dla niego nikim. Choć boli,wolę żebym ja cierpiała niż on.  Przecież nie miałam szans, ale to mnie uszczęśliwiało, najmniejsza rozmowa z nim. Choć krótka – zwykłe „cześć”.
Otworzyłam oczy, zdając sobie sprawę, że już go tam nie ma. Została tylko ona. 
-Nic ci nie jest? – usłyszałam znany mi głos.
- Nie. – burknęłam odwracając się w stronę pytającego.
Zamarłam. Patrzył na mnie, swoimi ufnymi oczami. Patrzył nic nie mówiąc. Złapał mnie za rękę, wywołując kolejną falę łez.  Łez szczęścia.
-Płaczesz?
Podciągnął mnie do siebie. Moje nogi jak z waty, odmówiły posłuszeństwa. Delikatnie przyłożył swoją dłoń do mojego czoła.
- Masz gorączkę.
Spojrzałam na niego, zdając sobie sprawę, że to była jedyna szansa. Zamknęłam oczy i zbliżyłam wargi do jego ust.
- Przepraszam – szepnęłam.
Złączyłam nasze usta. Ja i unieruchomiony chłopak, byliśmy połączeni. Nasz krótki moment.
Teraz możesz umrzeć. –Powiedział głos w głowie.
Moje szczęście, połączyło się z pustką. Mimowolnie traciłam kontrole nad ciałem. Patrzyłam na niego, na jego strach.
  Upadam.
Z mojej głowy, zaczęła płynąć krew. Chłopak uklęknął i starał się zatamować ranę.
  Po co to robisz? Chciałam tylko Ciebie.
Jego oczy były przepełnione strachem i niczym więcej. Nie odnajdowałam w nich smutku. Nic dla niego nie znaczyłam.
    Umieram byś był szczęśliwy.
   Odchodzę.
___
 Możliwe, że przesadziłam ze słuchaniem The GazettE. Jednakże.. Odchodzę. W opowiadaniu chodziło o Tiffany jako człowieka. Więc, nie przeciągając: Tiffany nie żyje.

Tiffany Tara III (19:56)

6 listopada 2011

Koniec [Tee Saatus]

05 listopada 2011

Bez zbędnych wstępów, jestem zmuszony oznajmić ,że nadszedł mój czas.
Nie potrafię już być tym wilkiem, którym byłem, dołączając tutaj. Nie potrafię.
Każdy kiedyś będzie musiał skończyć z wirtualem, ja kończę dziś.
Chcę podziękować Wam ze te dwa lata, bo Herd Of The Night było moim prawdziwym domem. Mogłem uciec tu kiedy nie dawałem rady w prawdziwym życiu, ale czas w końcu przestać uciekać.
Jeśli chcecie po prostu o mnie zapomnijcie ,ale jeśli byłem dla Was choć trochę ważny to pamiętajcie, bo ja nigdy nie zapomnę o Dzieciach Nocy.
Odchodzę pozostawiając Wam, prośbę? Radę? Nie poddawajcie się ,bo HOTN tworzą tylko członkowie.
Ja, autor, odchodzę, ale szary basior Tee Saatus, zawsze będzie z Wami.
Nie umiem ująć w słowa tego co chciałbym Wam jeszcze powiedzieć.

Jenna. Dziękuję Ci za wszystko i przepraszam za wszystko inne.
Żegnajcie.
Tee Saatus (22:04)
0
... uważała go za swojego przyjaciela, nawet jeśli on tak nie sądził* Będzie Cie tu brakowało...
~Luna2011-11-05 22:11
Tee Saatus2011-11-05 22:26
... niego ze smutkiem w oczach* Bywaj, Tee *Powiedziała smutno* Szkoda, że cię nie będzie.
~Arashi2011-11-05 22:22
... jego stronę na znak pożegnania. Na jej pysku zakwitł słaby uśmiech* Mam nadzieje, że czasami będziesz nas odwiedzał.
~Kitsune2011-11-06 10:57
... lubiła* Bywaj Tee. *uśmiechnęła się do niego blado i spojrzała na resztę stada*
~Tin2011-11-06 11:13
... smutna* Żegnaj.
~gen. Sarah2011-11-06 11:37
~Kanay2011-11-06 12:23
... siebie w HOTN, a jak mało ze sobą rozmawiali. Westchnęła cicho spoglądając na Niego. Wiedziała, że odchodzi osoba, która w jej mniemaniu była potrzebna w tym ...
~Szera2011-11-06 12:34
... ostatni raz, ale jednak nie dopuszczała do siebie takiej myśli* Jak możesz mi to robić?!  * wydusiła po chwili, przymknęła oczy z których wypłynęło kilka łez. Nie ...
~Jenna2011-11-06 12:50
... zgromadzonych. Odprowadziła basiora spojrzeniem jasnych ślepi. Potem jej pysk wykrzywił się w smutnym grymasie, co jeszcze bardziej się pogłębiło, kiedy ujrzała ...
~Anaid2011-11-06 14:44
... z basiorem o stalowej sierści. Wahała się, nie mogąc postąpić tych paru kroków. Wiedziała, że kiedy wypowie te słowa wtedy nie będzie już odwrotu. W końcu się ...
~Aldieb2011-11-07 18:01
... brat.. *spojrzała na niego*
~Tiff2011-11-08 19:08