Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

27 listopada 2011

[Przemyślenia] Nie uważasz, że już czas odejść? [Szera]

27 listopada 2011

Proszę, przesłuchajcie najpierw [bez czytania tekstu] ten utwór: muzyka (Sopor Aeternus - No-One Is There). To pozwoli Wam się jako tako wczuć w stan, gdy to pisałam...
________________________

Zacznijcie czytać dopiero, gdy zacznie się sam utwór.
<podkład: Damien Rice - 9 Crimes>

*Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at All...


Krok, za krokiem…
Tik, tak… Zegar tyka…
Po policzku płynął łzy…

Idę… Nie wiem gdzie. Po prostu idę, aby myśli ciągnące się za mną niczym cień, nie stały się ze mną jednością. Aby zostały tym samym kłębkiem chaosu, który tworzył się przez lata. W miejscu, gdzie było kiedyś serce zionie pustka. Wciąga ona emocje niczym czarna dziura.
-Szera? – Obracam gwałtownie głowę, aby ujrzeć zaniepokojoną twarz. – Wszystko dobrze?
-Tak. – Uśmiecham się i odwracam, a po policzku płynął łzy.

Krok, za krokiem…
Tik, tak… Zegar tyka….
Po policzku płynął łzy…

Wchodzę po schodach. Wspinam się w górę czując niepokój. Czy aby na pewno jestem tam, gdzie powinnam? Otwieram drzwi i cicho przekraczam próg. Widzę go. Jedno słowo… Ręka unosi się by zadać cios. Czuję ból. Ja go czuję… Chwila otępienia mija, a ja odchodzę z krzykiem niezrozumienia. Drzwi zatrzaskują się za mną i zbiegam w dół. Uciekam od nienawiści, która zalewa moje ciało. Ale jego twarz wraca we wspomnieniach. A wraz z nimi kolejne krople nienawiści i bólu, niczym trucizny płynącej zamiast krwi.

Krok, za krokiem…
Tik, tak… Zegar tyka….
Po policzku płynął łzy…

Kolejna znajoma twarz, ale w jej oczach nie ma troski. Jedynie litość nad dzieckiem, które próbuje na siebie zwrócić uwagę. Nie zatrzymuję się, biegnąc dalej. Pędzę krętymi ścieżkami, by nikt nie mógł podążyć za mną. Staję przed taflą wody i klękam, by spojrzeć na własne oblicze. Delikatnie przejeżdżam palcami po miejscu, gdzie czuję pulsujący ból. Ale znowu nie ma śladu. Nie ma śladu na skórze. Dowodu. Jedynie nienawiść…
Wstaję i wchodzę do wody, zanurzając się cała. Chłodzę ból, który nie zostawił śladu na zewnątrz, lecz wtopił się we mnie, raniąc głęboko. Czuję jak się duszę, ale nie będę brała oddechu. Oddechu, który będzie płytki i wymuszony. Wypuszczam resztki powietrza, które bąbelkami uciekają ku górze, jakby w ostatniej chwili chciały odzyskać wolność. Zamykam oczy. Każda rana pali żywym ogniem, a jest ich zbyt wiele. Woda ociera łzy, a ja tonę…

Krok, za krokiem…

Czuję jak ktoś mnie ciągnie ku górze, jednak jest to niczym wyrwanie z upragnionego snu. I tak już jedną nogą jestem w piekle…

Tik, tak… Zegar tyka…

-Oddychaj Szera!
Ale ja nie chcę. Mój czas przemija. Po co przesuwać wskazówki by go oszukać?

Po policzku płynął łzy…

-Szera!
-Tylko nie zabieraj mi bólu, dobrze?
-Szera, co ty mówisz?!
-Wiesz, lepiej czuć ból niż nie czuć niczego…
-Natychmiast przestań! Co ty sobie wyobrażasz?!
-Nie krzycz. To boli. Ale, powiedz mi…
-Tak?
-Nie uważasz, że już czas odejść?
Zwijam się w kłębek. Drżę z zimna i zamykam oczy. Czuję delikatny dotyk na policzku. Uśmiecham się smutno.


Kostucho… Już przyszłaś…?



___________________________
*Three Days Grace - Pain
Szera (00:47)

25 listopada 2011

[Przemyślenia] [Szera]

25 listopada 2011

To również nie ma "tego czegoś"...
__________________________________________
<podkład: Bardzo Smutna Melodia>

Wszystko jest dobrze, aż do chwili, gdy tracę panowanie nad sowim życiem. Gdy zaczynam rozumieć, że nie wszystko zależy ode mnie. Patrzę w bezsilności na to co się dzieje. Mimo to bywają momenty, że chcę odzyskać kontrolę nad rzeczywistością. Podążam za bólem, aby chociaż przez chwilę poczuć, że jestem silna. Jednak szybko tracę nadzieję. Wiem, że nie wygram… Wiem, że znowu upadnę pod naporem smutku. Jednak próbuję. Bezskutecznie.
I w tedy wiem, że samotność jest tym, czego pragnę. Zamykam się, by nie zostać dostrzeżoną. W tej chwili pozwalam wygrać słabości. Uderzam z całej siły pięścią i nagle pojawiają się emocje. Znowu nadchodzą po tak długiej nieobecności. Lecz moja dusza nie pamięta ich burzliwego dotyku. Ciało reaguje zbyt gwałtownie i po policzkach spływają drobne kropelki. Tak słabe i tak nikłe w swym trwaniu jak ja. *„Jak na deszczu łza…”
Ale nie mogę tak trwać. Ocieram mokrą twarz i znowu stawiam czoła światu. Jednak robię to niepewnie. Emocje tlą się w zakamarkach serca.Stąpam ostrożnie, unikając pocieszenia. Nie, nie będzie dobrze. Ja to wiem. Nie chcę słyszeć tych kłamstw. Tych bezlitosnych kłamstw, które odbijają się echem w tragedii świata.
I nagle dostrzegam to co się dzieje. Znowu otwieram oczy,gotowa na starcie z brutalnością istnienia. Lecz nic się nie zmienia. Wszędzie ból, smutek, rozczarowanie, a w moim sercu chaos. Chaos, który podburza emocje. Te obrazy są zbyt wyraźne, dźwięki zbyt ostre. Nie powinno mnie tu być. Nie powinnam tego oglądać. Już zbyt wiele razy zapisało się to w mojej pamięci. Zbyt wiele razy dotyczyło to i mnie.
Odwracam się i biegnę. Słyszę trzask zamykanych drzwi i opadam bezwładnie w dół. Emocje jeszcze nie odeszły. Ich dotychczas słaby ognik, teraz pożera moją duszę, ogarniając ją wzburzonym płomieniem. Oddaję się temu w samotności.
W mojej głowie panuje chaos. Łzy opadają na zimną podłogę. A ja czekam kiedy to przejdzie. By wyjść i z uśmiechem zagrać rolę wesołka. Jednak nie wiem, czy jestem gotowa. Ten moment nadchodzi zbyt szybko… Mimo to wychodzę i mijam znanych mi, a tak obcych ludzi. Siadam na swoim miejscu, wbijając wzrok w tańczący wesoło ogień. I nagle powracają zapisane przeze mnie słowa. Nagle rozumiem, że one nic nie znaczą. Ja jedynie wymyślam metafory, nie wiedząc czym one naprawdę są. Pisane przeze mnie są bezwartościowe. Nie mają najmniejszego sensu, ponieważ to co piszę nie dotyczy mnie. To nie są moje emocje, a myśli. Nie potrafię tego prawdziwie nazwać, gdyż one nie płynął z tego, co akurat czuję. Dlatego zaczęłam pisać „Ty” zamiast „ja”… „Ja” przestało już cokolwiek znaczyć…
Ta myśl sprawia, że powraca otępienie. Siedzę wpatrzona w płomień, w którym odbija się pustka mojego wnętrza. I znowu zostaję wystawiona na próbę. Poniżam się i przegrywam. Znowu…
Nie wiem co staje się prawdą, a co kłamstwem. Nie mogę już niczemu ufać. Jak mogę to zrobić, gdy nie wiem tak naprawdę, co sama kryję? I to w tedy dostrzegam, że emocje znowu odeszły. Znowu zostałam sama, niezdolna by cokolwiek poczuć. Pusta, zmęczona walką i łzami. Czuję jak życie ponownie opiera się na moich barkach, ale ja uginam się i pękam, niczym uschnięta gałąź, niezdolna tego udźwignąć.
Jak długo to jeszcze potrwa, nim w końcu dokonam wyboru?
Nim zrozumiem, że dalej nie da się tak żyć?
Że nie można żyć bez emocji, które pojawiają się, by po chwili popaść w zapomnienie?


Jak długo jeszcze potrwa, nim w końcu upadnę…?



________________
*Dżem - Do Kołyski

 Ciężko będzie to zrozumieć, gdyż jest to opis pewnego zdarzenia... Niestety nie jestem zbyt dobra w odzwierciedlaniu tego co było...
Szera (18:01)

20 listopada 2011

[Przemyślenia] Help me, I'm buried alive! [Szera]

20 listopada 2011

Jeżeli ktoś nie chce czytać opowiadania, które nie ma sensu i większego znaczeni to od razu odradzam czytania tego.... Al, potwierdzam Twoje słowa, ale te opowiadania mi ciążą, więc je opublikuję. Później się zobaczy co dalej...
_____________________________________________
<podkład: Within Temptation - Lost>

Podobno, gdy z nieba spadnie gwiazda, jakaś dusza właśnie opuściła ten świat…

Szarość pada na świat. Szukasz światła nadziei, nieświadomy, że stoisz pod samą jej latarnią. Ze spuszczoną głową pozwalasz, aby smutek nieba spływał na Ciebie. Bez słowa akceptacji stoisz i patrzysz. Świeża ziemia, a na niej kwiat. Pod nią zakopałeś żywcem uczucia i resztę życia.
Wkroczyłeś na ścieżkę rozpaczy i strachu. Z niej nie ma powrotu. Zdezorientowany idziesz, krok po kroku popadając w ciemność. Czerń staje się jedyną rzeczą jaką rozpoznajesz. Miałeś wszystko, nie pozostało Ci nic. Pustka. Klękasz, wbijając spojrzenie w milczący obraz niebios, jakby doszukując się sprawcy bólu wyrytego w Twym sercu. A smutek szarego nieba spada na Ciebie z każdą kolejną kroplą. Teraz będziesz podążał tą ścieżką zgubienia w cichym krzyku, próbując odnaleźć to, co stracone. A życie zamyka się w czarnym prostokącie, który równie czarny koń pociągnie aż do bram piekieł.
Stąpasz bez celu. Boso, pod całunem deszczu. Zagubiony, ze spuszczoną głową. Mijasz ludzi, dla których jesteś jedynie nic nie znaczącym pyłem. Dociera do Ciebie cichy płacz i wiesz, że to łzy wylane za Ciebie – symbol Twojego końca. I nagle krzyk wołający Ciebie, jednak Ty już odszedłeś, Twoje serce zastygło. Śmierć zamknęła Twe oczy. Stałeś się tylko cieniem w mroku przeszłości. Niedostrzegalny, spłonąłeś w ogniu. Twoja dusza odeszła, a uczucia zakopałeś żywcem pod ziemią…

Help me, I'm buried alive!

Samotna ścieżka zagubiona w szarości deszczowego dnia. Oświetla ją jedynie ogień, znicz zapalony dla Ciebie. Tlący się ogień pamięci, który powoli przygasa…

Buried alive!

Wspomnienia tłoczą się w zakamarkach pamięci, czekając na swoją kolej, aby wyblaknąć, gdy bez reszty popadniesz w szaleństwo rozpaczy.
Wokół Ciebie czarny tłum. Łza za łzą. Ale Ty nie płaczesz. Patrzysz na gładki marmur bezrozumnym spojrzeniem. Nikt nie dostrzeże Twojego otępienia, które skrywa się pod łzami nieba. One wylewają Twój smutek. Dlaczego nie Ty?
Chciałbyś zawrócić czas. Akurat w tej chwili przeanalizować wszystko na chłodno. Ale to już nie wróci. Czas zatoczył pełne koło, a Ty stałeś się jego ofiarą. Nie, nie Ty… To co było dla Ciebie wszystkim, lecz nie Ty.
I nagle nadchodzi to znajome przygnębienie. Poddajesz się, jeszcze zanim rozpoczęła się walka. To była jedynie próba. Ułamek sekundy, który ciągnie się zbyt długo i nie zauważasz, jak wszystko znika, traci sens. A Ty bezpowrotnie odchodzisz wraz z tym. I nagle ciemność , w której się znajdujesz przeszywa strzał. Otwierasz oczy i rozumiesz, że dalej podążasz już sam. To boli. Mimo, że dociera do Ciebie kolejny szloch, nadal pozostajesz bezduszny. Odwracasz wzrok i odchodzisz. To Ty powinieneś być strażnikiem reguł gry. Ale zawiodłeś. Zrozumiałeś, że straciłeś kontrolę nad rzeczywistością. Życie, które kiedyś miało kolorowe barwy poszarzało. A Ty na to pozwoliłeś, nie wyrażając sprzeciwu. Pozwoliłeś by Twój sen się zmienił, przybrał odcień smutku. Lecz nie wiedziałeś jak bardzo to rani. Ciepły dotyk odszedł, pozostał chłód i pustka. Pozwalasz, by niemoc dopadła Twoje serce i z krzykiem upadasz na kolana.

Help me, I'm buried alive!

Znowu znajdujesz się w grupie ludzi. Więc biegniesz, by odejść. By zostawić ból. On i tak Cię dopadnie. Straciłeś. Straciłeś to. Zakopałeś pod ziemią.

Buried alive!

Ukryłeś pod gładkim marmurem. Ale krwawa rana pozostała. To jej ostre krawędzie pokażą, że coś jest nie tak. Zapłoniesz niemocą i upadniesz.
Wykrzyczysz ból i wylejesz łzy, ale to nie wróci. Pozostanie otępienie i pustka. To jeszcze nie koniec, a Ty już jesteś zagubiony, bezradny. Życie odebrało Ci możliwość złapania oddechu, więc dusisz się, powoli umierasz, zabijany przez własny umysł. Więc po co walczysz? To tylko gra, tylko życie. To, którego już nie ma. Pieczenie na skórze niesie wspomnienie ciepła. Ale Ty zakułeś się w lodzie, wspomnienie boleśnie parzy.
Jeden płomień.
Jedna łza.
Jedno istnienie.
A tak wiele znaczyło…
Ale Ty cierpisz w ciszy, odcinając się od świata. Nie martw się. Może to jednak koniec?
Szum brzóz, które w swych uściskach kryją groby rzeczywistości, przyćmiewając światło. A na jednej z tabliczek Twoje imię i mały, gasnący płomyk znicza.
Sam sobie odpowiedz czy to sen, czy rzeczywistość. Tylko kilka rzeczy tu jest pewne.
Jeden płomień.
Jeden ból.
Jedna łza.
Jedna pustka.
Jedno istnienie.
I jedno zakończenie…


_____________________________________
Tak, dużo chaosu.
Dziękuję Al. To dzięki Niej to opowiadanie jest w miarę znośne. Naprawdę dużo mi przy nim pomogła.
Szera (21:49)

27 października 2011

[Przemyślenia] Całe życie grasz... [Szera]

27 października 2011

Należy zacząć czytać od pierwszych słów piosenki i wczuć się w jej rytm.
___________________________________


The burning desire to live and roam free
It shines in the dark
And it grows within me
You're holding my hand but you don't understand
So where I am going, you won't be in the end...

Dlaczego?

Jedyne pytanie na jakie nie znam odpowiedzi…
Jedyne, które wciągnęło mnie w bezduszną loterię życia.
Grę, której stawką jest życie…
A ja pociągnęłam kartę, przyjmując wyzwanie. A teraz? Zagubiona we własnym umyśle odcinam się od reszty świata. Skalna ściana staje się coraz wyższa, a ja nie potrafię podnieść na nią wzroku. Wyryte w niej napisy znaczą zbyt wiele.
Ze spuszczoną głową staję na deszczu szukają ukojenia w bólu. Ale to nie pomaga… Woda spłukuje marzenia i gasi resztki tlącego się ognia życia. Ostatnie błyski nadziei w mroku i nagle świat traci barwy. Zostaje tylko czerń i biel. Smutek i nienawiść…

Dlaczego?

Szukam odpowiedzi tylko po to, by poczuć się lepiej. By zrozumieć. Ale to już się nie liczy. Lecz, gdy to do Ciebie dociera jest już za późno. Stajesz się wyrzutkiem we własnej rzeczywistości.
Odsunięta.
Niechciana.
Inna…

Dlaczego?

Ręka, która kiedyś wyciągałam spoczywa w kieszeni. Stracona szansa, zaprzepaszczone nadzieje. Podpory butwieją, by w pewnym momencie ulec. Upaść, pokonane w swej bezsilności.

Dlaczego?

Dlaczego odwracasz się plecami z okrutnym uśmiechem na twarzy, gdy ja upadam?
Dlaczego odchodzisz, a gdy dociera do Ciebie co się stało, jest już za późno na powrót?
Dlaczego odrzucasz, by później naprawiać?
Dlaczego poniżasz, by później błagać o wybaczenie?
Dlaczego ranisz, by patrzeć z satysfakcją na łzy?
Dlaczego patrzysz na słabość, by później móc wyśmiać?
Dlaczego trzymasz za rękę, by puścić, gdy spadam w dół?
Dlaczego wspierasz, by później móc popchnąć w przepaść?
Dlaczego?

I'm searching for answers
not given for free
You're hurting inside, is there life within me?
You're holding my hand but you don't understand
So you're taking the road all alone in the end…

Ściany zbliżyły się, przygniatając do ziemi. Ale niedługo wszystko zniknie. A Ciebie tam nie będzie. W miejscu, do którego idę Ty nie masz wstępu.
Zamknięte bramy umysłu rdzewieją.
Serce zastyga.
Oczy mętnieją.
Życie wygasa…
Ale nadal nie ma odpowiedzi. Nic nie rozumiem. Życie tańczy do bezbarwnej muzyki. Nuty i słowa mieszają się. A ja opętana tym chaosem unoszę głowę ku płaczącemu niebu, by połączyć się z nim w smutku.
Łza za łzę. Tajemnica skryta w tajemnicy.
Życie za życie. Świat skryty w wyobraźni.
Marzenie za marzenie. Destrukcja skryta w uśmiechu…
A to wszystko bezgłośnie zabija w środku. Za późno by zrozumieć. Za późno by wrócić. Za późno by oczyścić zardzewiałe zawiasy i otworzyć kłódki uczuć.

Dlaczego?
Nie wiem.
Ale nie potrzebuję odpowiedzi by zrozumieć…

Why does it rain, rain, rain down on Utopia?
Why does it have to kill the ideal of who we are?
Why does it rain, rain, rain down on Utopia?
How will the lights die down, telling us who we are?

A gdy padną słowa „Ona nie żyje, popełniła samobójstwo” będę wiedziała, że jestem wolna…

Szera (21:10)

19 września 2011

[Przemyślenia] Kap, kap, kap [Szera]

19 września 2011


<podkład>

Kap
Kap
Kap

Nuta za nutą leci przez życie niczym niewypowiedziane nigdy słowa. Słowa te niczym osamotnione gwiazdy wędrujące po wyblakłym niebie bez celu. Nieświadome szukają wyjścia. A to wszystko tłumi się i łomocze w sercu wbijając w jego ściany przy każdym kolejnym uderzeniu. Przedostaje się do obiegu zatruwając całe ciało.

Kap
Kap
Kap

A obok dusza. Obecna, a jednocześnie martwa. Jest niczym kawałek lodu na rzece. Każde raniące słowo, czyn są niczym dodatkowy gorący nurt, który spycha ją w otchłań zgubienia i niepamięci. Odłamek księżyca, który kiedyś w swej całej okazałości zachwycał swym blaskiem. Teraz jednak niezauważony leży skazany na potępienie.

Kap
Kap
Kap

Tylko noc jest wybawieniem. To ku jej ciemnemu obliczu unosi wzrok w poszukiwaniu odpowiedzi niemych pytań. Ale miast wyjaśnień pojawiają się tylko nowe pytania i więcej wyrzutu, smutku, niepewności… A to wszystko zapieczętowane w sercu by nikt nie mógł przerwać tajemnicy milczenia.

Kap
Kap
Kap

Nadchodzi śmierć. W końcu. Niemy krzyk dosłyszany. Obietnica wolności spełniona. Lecz stając przed nią szuka jedynie odwagi by spojrzeć jej w oczy. By z cichym szeptem pożegnania na bladych już wargach patrzeć na jej uśmiech, gdy nastąpi koniec. Gdy uklęknie przed przeznaczeniem, które sama zapisała. By odnaleźć ciszę w krzyku utrapienia. By oddzielić granicę między czernią, a bielą, życiem, a śmiercią, miłością, a nienawiścią… By zostać przygarnięta niczym bezpański pies…

Kap
Kap
Kap
Kałuża krwi…
A w tej kałuży zmieszane łzy…

Szera (21:27)

3 lipca 2011

[Przemyślenia] I'm a slow dying flower... Frost killing hour... [Szera]

03 lipca 2011
Co do opowiadania - jedno z gorszych chyba. Pogubiłam się przy pisaniu. Mimo to proszę, abyście przy czytaniu postarali się w to wczuć. Zgrać z muzyką. Podkład jest długi więc nie trzeba czytać jak najszybciej. Tak o. W tedy to chyba w ogóle nie ma sensu...
____________________________________
**Stray
No regrets ‘cause I've got nothing to lose
Ever stray
So I'm gonna live my life as I choose
Until I fall…

Otwieram oczy, ale w głębi duszy mam nadzieję, że kolejny dzień nie nadejdzie… Dlaczego ja tu jeszcze jestem? Dlaczego by tego nie zakończyć? Przecież… to nie ma sensu… Po co tańczyć nad przepaścią igrając z czeluściami ciemności? Kuszące ramiona wyciągane w moją stronę… Mój umysł oddał się im, pochłonięty w tym tańcu zgubienia. Serce poszło za nim…
Więc? Jak to jest nic nie czuć?
Nic? Nieprawda.. Ono odeszło pozostawiając jednak część siebie… Część, która chłonęła ból… A co ze mną? Czy ja też odeszłam idąc śladami serca?
Nie… Nie odeszłam… Ja znikałam kawałek po kawałku. Moje uczucia były niczym morze bólu. I tak też się zachowywały. Gdy następuje odpływ uczucie smutku odchodzi zostawiając po sobie pustkę, która wypala swój ślad z każdym kolejnym dniem. A potem… nadchodzi przypływ wraz z bólem. On jest niczym sól spadająca na rany wyżarte przez pustkę. I tak trwa nieustanny cykl, którego nie da się przerwać. A ja dodatkowo wypełniam ocean żalem z każdą kolejną łzą. Następny cykl staje się bardziej uciążliwy. Każdy kolejny dzień sprawia, że coraz trudniej to znieść. A ja kluczę na oślep stąpając po cienkiej ścianie. Krok zakrokiem… Nie umiem się odwrócić. To co było zostawiam lecz bez przebaczenia… Z dnia na dzień upewniam się tylko, że ta ściana w pewnym momencie się skończy…
Czy to będzie koniec cierpienia?
Chyba tak…
Koniec smutku i pustki?
Chyba tak…
Początek nowego życia?
W pewnym sensie. Bo, gdy dotrę do końca ścieżki skończy się ból, cierpienie i żal. Chociaż… Nie wiem tak naprawdę co tam znajdę. Nie powrócę już do tego co było. Dlaczego? Gdyż nie będzie to moment mojego wybicia. Będzie to moment mojego upadku. Moment, w którym po raz pierwszy znajdę w sobie siłę, a zarazem ją stracę. Moment, w którym sama wyzbędę się skrzydeł bez niczyjej pomocy, a białe pióra życia ogarnie czerń śmierci pochłaniając i mnie. Moment kiedy pociągnę za sznurek kierujący moim bytem, aby po chwili go przeciąć. Będzie to niczym pozbycie się zużytej nitki z plecionki życia.Jedno nieważne istnienie… Nieważny byt… I niezmienna pustka…

Is there a place there left forme?
Somewhere that I belong
Or will I always live this way…?
_________________________________________________
* Natalie Merchant - My Skin
** "Wolf's Rain" - Stray
Szera (22:45)

22 czerwca 2011

[Przemyślenia] Krwawa łza... [Szera]

22 czerwca 2011

Podkład trochę krótki... Ale jakoś pasuje do tego więc nie zmieniam...

Znowu słowa. Dlaczego one? Niby niewinne, a pod powłoką kruchości i lekkości kryją się ostre sztylety. Jednak jest coś jeszcze. Ich ostrza są nasączone trucizną. Wbijają się one prosto w serca pozwalając truciźnie dostać się do obiegu. Krew miesza się z nią zatruwając życie. Czy istnieje na to lekarstwo? Nie… Każde słowo nawet powtórzone otwiera coraz głębszą ranę sącząc nowe porcje jadu. W końcu zastępuje on krew. Tak rodzi się bezduszność. Niegojąca się rana za raną. A ja tylko patrzę na krew i ból wyciekający z mojego ciała pod postacią łez. Bezradna… Czy dlatego, że czasami wolę milczeć jestem tak traktowana? Czy dlatego, że wolę pozostać w cieniu? Ala ja czasami krzyczę... Szept dostrzeżony, krzyk niezauważony... On  niknie w fali nienawiści, która nadchodzi z każdej strony. A ja stoję patrząc na to. Czując jak pochłania mnie fala za falą. Zanurzam się coraz głębiej. Marzenia, życie… uciekają ze mnie z każdą próbą złapania oddechu. Bo próbując coś naprawić wszystko rujnuję. A ja po prostu nie chcę istnieć w tym otoczeniu. Chcę, aby na mnie nie patrzono.Dlaczego?! Dlaczego zatem moje istnienie przeciwstawia się mnie?! Dlaczego, gdy pragnę zniknąć nagle wszyscy mnie widzą?! Jednak dostrzegają tylko to co chcą… Patrzą aby móc po prostu na kogoś zwalić winę… Wyżyć się… Bo jestem niczym worek treningowy. Przy każdym kolejnym ciosie zużywam się. W końcu trzeba będzie mnie jednak wyrzucić… Więc czemu nie teraz? Po co mnie tu trzymać skoro nie jestem potrzebna? Lecz istnienie bywa złudne… Działa też w druga stronę. Kiedy to nie ja jestem workiem moje usta mimowolnie się otwierają. I w tedy cios kieruje się we mnie… Kiedy w końcu ktoś zauważy, że pora mnie wyrzucić? Sama już tego pragnę. Nie potrzebuję fałszywej litości i współczucia. Raz pocieszana lecz po toby po chwili być odrzucana. Sama dla siebie byłam naftą dolewaną do ognia nienawiści. Ognia, który pochłaniał mnie z każdą kolejną sekundą. Czy innych to bawi? Czują potrzebę krzywdzenia mnie? Zadania kolejnego ciosu? Kolejnej rany?Kolejnej krwawej łzy zastąpionej trucizną sączoną do mego serca? Ale i ono niedługo wyczerpie swą siłę. Stanie w cichej melancholii, niezauważenie. Może wtedy nikt go nie pożałuje? Splunie na nie z wrogością. Silniejszy słabszego… Bo taka jest kolej rzeczy na tym świecie. Mając coś skazujesz się na ból. Dlatego ja chcę się wyzbyć tego. Ale nie potrafię…  Stoję tylko niczym tarcza strzelnica.. W oczekiwaniu na kolejny cios… kolejny sztylet… kolejną ranę… kolejną krwawą łzę.Teraz posłusznie przyjmując cios… Kiedyś się znowu odgryzę, jednak tylko po toby przyjąć kolejny ból. Kolejną krwawą łzę istnienia…
____________________________________
Nie do końca przemyślenia, ale to nic... Mi się osobiście nie podoba. Coś tu nie gra. Nie wiem...
Szera (21:47)