Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Setenes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Setenes. Pokaż wszystkie posty

26 marca 2011

Terror niewinnego, cz. 3 [Setenes]

26 marca 2011
---------------------------------------
Wybaczcie za OGROMNE opóźnienie, ale tak jak u Aldieb: Onet mnie nie lubi xD No cóż. Zaczynam.
---------------------------------------
Zrozumieć.
---------------------------------------
Bezwładna cisza, odbijająca się od ścian stłumionym dźwiękiem...-Paradoks, ale inaczej nie da się opisać zdarzeń, które działy się w sercach stada. Strach nasilał się i opadał, ale wciąż był obecny. Liście drzew już nie szumiały, wiatr ucichł, ale nadal było słychać gwizd, który dobiegał zza gór.
Aldieb zamknęła oczy, próbując przerwać zdarzenie i wytłumacz sobie, że to tylko zmora, że to nie istnieje, ale to nie było zmorą, było prawdziwe, było namacalne i realne. Po prostu... Było. Czarna istota kiwając swym ciężkim ogonem spoglądała na zwierzęta, wyciągając i chowając język, jak wąż. Aspeney, która stała teraz, nie wiadomo skąd najbliżej mrocznego przybysza nie wyrażała żadnych uczuć. Stała i spoglądała, a to z ciekawością, a to z lękiem. Odczuwała jęk w sobie, ale nie pochodzący znikąd. Monstrum wybiło się w jej stronę...
Tiffany słuchała syku śmierci, wiedziała, że to nie jest tym, czego się spodziewała, tym, czym jest dom i przyjaźń innych, nie miała tego co chciała, zobaczyła śmierć, wspomnienia i to co chciała, by się spełniło, nie umiała, nie rozumiała. Spoglądała na miejsce, które miało być jej grobem, gdzie miała zginąć koło kompana, który już poległ, miała do niego dołączyć, ale nie chciała, nie chciała umrzeć, ale nie umiała... Usłyszała szur ogona po ziemi, krojący szelest opadłych liści, leżących tu po odejściu zimy. Spojrzała na swego kata, zobaczyła ślepia, żółte kocie oczy, ale nie należały do żadnego kota, ni do psa, wilka, ni do gada. Należały do śmierci. Patrzyła przez nie na swe przyszłe ofiary. Zimna kropla spłynęła jej po policzkach. Na chwilę zamknęła oczy, po czym znów spojrzała tam, czego widzieć nie chciała. Ujrzała gotowe do skoku kończyny i otwarty do ataku pysk. Znów zamknęła oczy... Usłyszała swoją śmierć... Usłyszała skok. Modliła się, ale rozproszył ją dźwięk kruszenia skał i spadających drzew. Otworzyła powieki, a do jej oczu uniósł się pył, tylko słuchała, bo nie mogła zobaczyć. Zamknęła oczy i czekała. Nastała cisza. Potworna cisza. Myślała, że już nie żyje, że zginęła szybko i bezboleśnie. Rozproszył ją cichy szmer. Otworzyła oczy, pył opadł, bynajmniej jego część. Zobaczyła cień. Wzięła głęboki oddech i wstrzymała powietrze.
-Żyjesz?
-----------------------------
Wybaczcie, że takie krótkie, ale nie miałem weny... No cóż.
Setenes (13:15)

6 lutego 2011

Terror niewinnego, cz. 2 [Setenes]

06 lutego 2011
-------------------
Mam szczerą nadzieję, że jakoś mogę się "wcisnąć" między inne opowiadania. Nom...
-------------------
Wiatr smagał skalną szczelinę, w której znajdowały się zwierzęta. Gwar i szum umilkł. Wszyscy z niepokojem spoglądali z głębi jaskini co się stanie. Każdy z nich od najmłodszych lat uczy się przekazów ostrzegawczych, którym był ryk tygrysa sprzed dziesięciu minutami. Przestraszone spojrzenia rzucały się raz na Aldieb, raz na otwór wlotowy kamiennej fortecy stada. Dotychczasowy azyl zwierząt, teraz stał się bunkrem, który nie ma szans obrony. Alpha przymknęła oczy, jakby chciała znów usłyszeć kota. Nie mogła. Aspeney odwróciła wzrok na samicę. Pierwszy raz widziała jej drżące łapy, ale nie w drodze żartu, a niepewności. Masywny, lecz smukły kot wyprowadził wilczycę z tłumu i udał się z nią na ubocze. Samice dostrzegły wzajemny strach w swych oczach. Wiedziały, że ten dźwięk należał do tak zwanych: "Krytycznych". Takie ostrzeżenie mogły wydawać tylko osoby upoważnione, a Set, jako obrońca Aldieb miał takie prawo. Aspeney nieśmiało otworzyła usta, a z nich cichy dźwięk: Pomocy...
Chwilę po tym jaskinie znów wpadła w popłoch. Ktoś dostrzegł coś na skraju wejścia do groty. Wiatr gwizdał wokół mieszkania zwierząt, prawie każdy dźwięk był stłumiony. Genialna akustyka domu teraz dawała się we znaki. Każdy krzyk był narastający przez odbijające się od ścian echo. Ciemna sylwetka wkroczyła do jaskini. Ubrana w granatowy płaszcz osoba przeszła kilka kroków, następnie upadła na kolana, a w kolejności: Na ziemię. Przybysz okazał się białym wilkiem, o niezadbanym, brudnym futrze. Wilk podniósł wzrok i spojrzał w głąb jaskini. Członkowie stada podeszli do tajemniczego wędrowca. Nikt go nie poznał, był obcy. Wilk uśmiechnął się ironicznie.
-Gińcie!..
Aldieb spojrzała w stronę zamieszania, ale nie widziała ów wilka. Za to ujrzała uciekające z tego miejsca zwierzęta. Rozszerzyła szeroko ślepia, a po chwili to samo zrobiły jej źrenice, które wyglądały jak po paleniu haszyszu. Samica dostrzegła mnóstwo krwi, wnętrzności i kości. Przymrużyła oczy, by się przyjrzeć miejscu. W środku jaskini stała czarna bestia...
----------
W między czasie szczęśliwie hulający wiatr odbijał się od skalistych gór, które okrążały krainę wielkim czworokątem, o nieco zeszlifowanych kątach. Rośliny, które w ów górach rosły do nieznacznej wysokości dwustu metrów nie były zbyt urodziwe w kwiaty i drzewa owocowe, a szczególnie nie w wysokie trawy, więc mimo wszystko spacer po tych górach był widocznie łatwiejszy, niż mordęga w gąszczy lasu. Dźwięki radosnych zwierząt przerywał śpiew znanej stadu samicy, która wracając z wędrówki wokół wzniosłości Ziemi, imieniem Tiffany. Samotnie podróżująca dziś samica, która znajdowała się po za terenem rozejścia dźwięku, gdyż tłumiły go góry. (Co spowodowało nie dojście dźwięku  Seta do uszu Tiff) Szczęśliwa wycieczką samica mozolnie zsuwała się z wyżyn. Gdy ta wydostała się z biczowanych wiatrem skał weszła wyszczerzona do dębiny. Od gór dzieliły ją jakieś trzy kilometry. Jej szczęście zostało przerwane, gdy zobaczyła ślady krwi. Podniosła wzrok. Jej uszy opadły, oczy otworzyły się szeroko, a usta lekko odchyliły. Samica ujrzała martwe ciało Seta leżące na ziemi i uszkodzone drzewo. Jej spojrzeniu nie umknęło też rozerwane ciało wilka. Tiffany podeszła do kota. Nie oddychał, anie nie miał pulsu. Jedyną rzeczą, która zdawała się dziwną, po za tym obrazem był fakt, że energia kota nadal płynęła przez jego ciało. Samica położyła łapę na ciele tygrysa. Odwróciła głowę na bok, aby przyjrzeć ciału wilka, lecz jej wzrok przykuło czarne, nieznane jej ciało, czegoś, co przeraziło ją bardziej...
Setenes (10:09)

31 stycznia 2011

Terror niewinnego, cz. 1 [Setenes]

31 stycznia 2011
Niestety moje poprzednie opowiadania nie wypaliły przez moją przerwę z połączeniem internetowym dlatego chcę zacząć nową "sagę" xD Chciałbym także by było to opowiadanie masowe, by kreatywnością wykazała się nie tylko jedna osoba.
----------------------------------------------
Wieczorna gama barw rozciągająca się na całej okazałości nieba rozświetlała ponurą dolinę otoczoną bujnym lasem dębowym, w którym każdy krok sprawia wrażenie przebytej mili... Tak, chodzi i ciernie i trawy obrastające całą powierzchnię dębowego lasu. Choć korony tych masywnych starców zwykle nie pozwalają roślinom na cieszenie się morzem promieni, anie litrami deszczów teraz nawet najgęstszy konar prześwietlony był jasną paletą tęczowych, lecz zimnych kolorów, tak jak prześwietlają promienie Rentgena, lub-jak kto woli-promienie X. Oczywiście, aura barw o których tu mowa to rzadkie zjawisko na tym obszarze, które często jest widziane tylko raz w życiu, zjawisko to "uczeni" nazwali zorzą, lecz tutejsi zwykli mówić "Zwiastunem nieszczęść". No cóż, ale to jest już nieistotne. Gdzieś w ów dębinie mozolne kroki zataczał pręgowany kot. Po co? Odpowiedzią jest jedno proste, a jakże istotne słowo, które towarzyszy każdemu wielokrotnie i przetacza się przez życie od milionów lat-Głód. Jak to już jest-Setowi nigdy nie sprzyja szczęście podczas łowów, a świetlisty ogon na niebie uznawany za szczęście dla ludzi tylko go załamywał fizycznie jak i psychicznie. Tam, skąd pochodził takie "szczęście" nie pozwalało mu zasypiać co noc. Każdy kolejny krok powodował, że jego układ pokarmowy wydzierał się: "Żreć! Daj Żreć!", ale co miał zrobić tak pechowy samiec jak ja? Zmęczony i zdenerwowany usiadł i spojrzał na szczęśliwie hasające na niebie nocne ptaki, których brzuch tylko prosił się o rozdarcie i wygryzienie wnętrza. Niestety -pomyślał- ptaki są za wysoko i są za szybie, a po za tym... Niewolno mi. Nudę, która trawiła go bardziej niż ten strawił by pokarm, o którym marzy zaczęła stawać się nie do zniesienia. Samiec usiadł i począł się modlić o mannę, lub przepiórki... Samiec spojrzał w niebo, a bramy niebieskie otworzyły się, a kot spytał:
-Boże, czy wysłuchasz mych modlitw?
Bóg uśmiechnął się i powiedział:
-NIE!
Samiec otworzył oczy i ujrzał zająca, który aż prosił się o zatopienie kłów w swoim tłustym zadzie. Set uświadomił sobie, że z głodu zasnął, a jego psychika doznała spotkania z Bogiem I stopnia. Tygrys podniósł łapę i położył ją na łbie zająca, który dotychczas był odwrócony i zdawał się nie widzieć nieprzyjaciela. Znudzony i dopiero po przebudzeniu kot podniósł go i nawet nie patrząc jak pożarł go w całości, razem z kośćmi. Jego pysk był dość wielki, a cel dość mały by mógł to uczynić. Samiec chciał trochę odpoczać po przełknięciu 3 kilo mięsa, lecz coś nie dało mu tego uczynić. Poczuł energię, która towarzyszy mu niezwykle rzadko, odezwała się jego powinność Arana. Poczuł, że jakieś stworzenie nachalnie potrzebuje pomocy, jego cierpienie jest na tyle silne, że udziela się samcowi. Było jeszcze dość ciemno by tygrys mógł sprawnie się ukryć, ale za głośno by umiał skupić myśli, by zlokalizować cel. Wreszcie się udało, kot gwałtownie naprężył wszystkie mięśnie i wyskoczył w kierunku, który sobie wyznaczył z  taką siłą, iż w twardej ziemi na której spał zostały odbite głębokie jego ślady. Błagalny skowyt był już na tylko słyszalny, że inne asy tylko lekko go zagłuszały, lecz nadal był niezrozumiały. W pewnej chwili samiec poczuł uciskający ból na całym ciele, a jego siła była tak potężna, ze Set stracił kontrolę nad ciałem, a skurcze wszystkich mięśni były kłująco zabójcze dla mniejszych zwierząt. Kot podniósł wzrok i ujrzał wilka leżącego w kałuży krwi. Zrozumiał, że jego cierpienie jest tak dotkliwe, że tygrys ledwo jest w stanie je przeżyć. Wilk wyglądał zupełnie nieznajomo i dziko, lecz znał tutejszy język, samiec rozumiał jego słowa, brzmiały w sercu Seta, a ich kazanie wykazywało wszelkie możliwe złe emocje. Kot ponownie spojrzał na wilka, po czym poczuł, iż dostaje drgawek z wychłodzenia. Zrobiło się lodowato. Przybysz był pokaleczony na całym ciele, jego skóra była popękana, lecz nie wyglądała na pociętą, a na rozerwaną... Od środka... Jego oczy wypadły z oczodołów, miał widocznie powyłamywane kości. Nie trwało to długo. Wilk ucichł. Jego ból także... Zwierze zmarło, z bólu... Tygrys nie umiał zrozumieć co się stało. Z rozwartymi oczami spoglądał na martwą ofiarę, która nadal się ruszała, a raczej-coś nią ruszało... Skóra nadal pękała. Błony pod skórą zaczęły wyrywać się z ciała. Po czym znów wracała do ciała. Sytuacja się powtarzała długo, może 20 minut, lecz samiec był zbyt przerażony by chodzić, a dopiero by liczyć czas. W końcu czynności te ucichły.
Kot wstał cały zupełnie blady i przerażony tak bardzo, ze cześć futra zbielała. Dygocąc podszedł do ciała martwego osobnika. Nawet powieki tygrysa drżały. Przymknął oczy, lecz zaraz tego pożałował. Usłyszał niepowtarzalny dźwięk rozrywanego momentalnie ciała, a gdy otworzył oczy zobaczył fragmenty ciała wilka wszędzie w promieniu metra. Podniósł wzrok i ujrzał czarną postać, która przypomniała mu wszelakie demony świata. Monstrualne zwierze nie wyglądał jak nic. Miał Przeraźliwy pysk uzbrojony w 4 centymetrowe zęby, które nie pozwalały zamknąć pyska. Zwierze to miało czworo kanciastych oczu rozmieszczonych wzdłuż całej głowy osadzonej na ponad metrowej szyi
przylgniętej do niemal metalicznego czarnego ciała o ostrych kątach, w ogóle cała sylwetka potwora była wykończona na połysk i ostrości najlepszego miecza. Ciało było połączone bezpośrednio z ogonem, który wolno rozkładał się z segmentów wyglądających na najgroźniejszą broń... tego, jakby to nie nazwać. Muskularne kończyny zakończone szponiastymi palcami wbijały się w ziemię, a plecy zabójcy, który rozerwał wilka obsiane szpiczastymi "wieżami". Zwierze spoglądało bezpośrednio na tygrysa, po czym otworzyło paszczę. Szczęki złożone były z podlonej na trzy poruszające się dowolnie względem drugiej części żuchwy, a z wnętrza wysunął się wężowy czarny język zalany śliną. Tygrys podświadomie wydał ryk ostrzegawczy, który rozszedł się na całą dolinę po czym potwór zakończył rozkładanie ogona masywnym i długim, zagiętym szpicem, które przeszył ciało kota przybijając go do drzewa. Kot wypluł dawkę krwi i zawisł bezwładnie na piątej kończynie stwora... Tygrys nie żyje... Dźwięk ostrzeżenia kota rozszedł się aż do jaskiń HOTN. Członkowie stada wpadli w popłoch. Dźwięk był tak emocjonalny, że jego dosłyszenie wprawiało w panikę. Tylko Aldieb, niezłomna Alpha zachowała zimną krew, lecz nawet ona nie wiedziała, co zrobić...
--- Koniec I części ---
Jeśli ktoś chce tworzyć opowiadanie wraz mną proszę się tylko odezwać do mnie na GG. Wyjaśnię wtedy TYLKO potencjalnym współautorom jak przebiegała by fabuła w mojej wizji, ale oczywiście to od kolejnej osoby zależy co się stanie. Dziękuję.
Setenes (18:16)

10 października 2010

Wspomnienia (Cz. 3) [Setenes]

10 października 2010

Bezwzględna cisza. Brak jakichkolwiek dźwięków. Cisza jak w szklanym labiryncie, gdzie cierpienie nie może znaleźć ujścia. Brak żadnych możliwych zjawisk natury. Po chwili słaby świst. Świst narastał, aż zmienił się w podmuch wiatru. Ciało irbisicy bezpowrotnie spadało. Puste spojrzenie wspomnień normalnie przeraziłoby do głębi, lecz tu samica nie odczuwała żadnych uczuć. Żadnych bodźców. Żadnych doznań... Z czasem labirynt, w którym znajdowała się samica oddalił się, choć Aspeney nie widziała w jaki sposób go opuściła. Przed jej oczami przelatywały obrazy przeszłości. Jedyne pozytywne myśli. Młodość. Dorastanie. Zatopiona w smutku swych wspomnień nie dostrzegła nadchodzącej fali chłodu, fali mroku bezkresnego. Jej serce zaczęło bić szybciej. Samica nawet nie wiedziała, że tu je ma. Uderzenie, uderzenie. Ogromne pnącza cienia zaczęły oplatać łapy i ciało samicy. Irbisica uspokoiła się. Uświadomiła sobie, że jej psychika umiera, jej dusza odchodzi w zapomnienie. To koniec. Wszędzie mrok... Twarz samicy zaczął oplatać czarny wąż, zaczął ją dusić. Dopiero teraz irbisica w jakim jest niebezpieczeństwie. Zaczęła krzyczeń, lecz ogromna próżnia wspomnień tłumiła każdy wydawany dźwięk. Przerażona Aspeney ujrzała mały biały obiekt. Małą kuleczkę, która powoli rozrastała się. Lecz zbyt wolno. Nic jej nie pomoże... Pomyślała o swoich przyjaciołach, o Aldieb, Lunie, Lennie, i innych. Jej pogodne myśli na ich temat dawały ukojenie strachowi, który opętał ciało kota. Samica zamknęła oczy. W myślach dziękowała swoim przyjaciołom za wszystko. Nie wierzyła, że od zwykłego uderzenia w drzewo umiera. W głębi duszy czuła, iż to nie to było powodem jej przyszłego zgonu. Przypuszczała nawet, że jej ciało już doznało zgonu, a teraz znajduje się na sądzie, który dzieli ją między niebem, a umownym piekłem. A może nawet czyściec. Jedyną częścią ciała, jaką widać spomiędzy reszty cieni to tylko śnieżnobiała łapa. Tylko to się zachowało.
-Aspeney... -Delikatny głos spowodował odejście mroku, a samica swobodnie unosiła się w ogromnej przestrzeni bieli. Nie znała tegoż głosu, anie nie widziała osoby, która go wypowiada. Była zupełnie sama. Nikogo wokół.

***
Destroy nerwowo przemierzała las ogromnie szybkim sprintem. Nikt nie dogoniłby tak szybkiego zwierzęcia. Wybiegła na ulicę, której nigdy nie widziała. gnała w tylko znanym sobie miejscu. Po chwili błysk. Coś oślepiło samicę. Ogłuszona upadała, a gdy wstała zobaczyła pudło z wysokim metalowym "pniu" z napisem "fotoradar". Mimo wszystko samicy nie było do śmiechu. Wstała i pognała tam, gdzie ciągnął ją umysł. W głębi duszy czuła, iż stało się coś niedobrego, coś okropnego. Jej bieg z czasem zamieniał się w poszukiwawczy trop. Teraz już nie wie gdzie jest, ale nadal czuje, że coś ją ciągnie dalej. jakaś wewnętrzna siła, która steruje jej mięśniami, nakazując im biec dalej.
Biec bez końca.

***
-Aspeney... -kolejny odgłos...
-T...Tak?
Zapadła głęboka cisza. Nic nie mogło jej przerwać. Zaciekawiona irbisica zaczęła się rozglądać. Ujrzała, że spokojnie upadał na pobielałą trawę, a wokół ogromna polana. Wszędzie spokój. Tylko trawa, i nic więcej. Czekając na nie wiadomo co Aspeney spokojnie ułożyła się na ziemi. Tam gdzie była, było jej dobrze. Bardzo wręcz dobrze. Ujrzała nad sobą lecące ptaki. Chwilę potem biegnące zwierzęta, kilka. Czekając w błogim odpoczynku ogromny wstrząs postawił kota na nogi. Ogromne stada wszelakiej zwierzyny, uciekającej przed nieokreślonym złem. Przed czymś czego samica nie chciała ujrzeć. Wstrząsy nasilały się, wciąż i wciąż. Samica nie mogła tego zatrzymać, bała się. Ogromnie się bała. Wstrząsy nie ustawały. Samica poczuła chłód, który przed czasem ogarniał ją, gdy myślała o swej śmierci.
-Nie daj się zwieść Aspeney. Jest w tobie odwaga -Głos odezwał się tonem, który dał samicy do myślenia, że na zawsze zamilkł. Nigdy się już nie odezwie. Zza pagóra samica ujrzała poświatę, taka jak ogarniała ją niedawno. Czekając ujrzała ogromną falę demonów, cienia i zwierząt piekielnych. Czuła że im nie sprosta. Lecz oddźwięk głosu w uszach samicy podtrzymywał ją na duchu. Na razie... Irbisica wzięła oddech i zamknęła oczy. Ruszyła w stronę fali. Chłód ogarniał ją niemiłosiernie. Ciął jej ciało nieskalanym zimnem. Mróz narastał i narastał. Aspeney czuła, że zbliża się do mroku. Po chwili poczuła delikatny dotyk. Lekkie muśnięcie. Czekała chwilę, aż siła odczucia się wzmocni. Otworzyła oczy i ujrzała trzymającego ją Seta i zdenerwowaną Destroy. Poczuła się bezpieczna...
Setenes (09:55)

9 października 2010

Century (Cz. 2) [Setenes]

09 października 2010
Noc... Ciemność... Wiatr ustąpił miejsca nocnej symfonii. Wezbrane potoki napełniona aż po krańce deszczami, które przybyły za sprawą zachodnich wiatrów szalały między górskimi szczytami, od gór Akanastro, aż po krańce Doliny Słonecznego Zaćmienia, zwano Lądami Przymierza. Woń bagiennej zgnilizny roznosił się aż po horyzont, ale mimo to trudno jest uwierzyć, że tak piękne miejsce posiada tak haniebny teren. Liście spokojnie szemrzą miedzy gałęźmi rozrośniętych dębów miejscowych kniei. Czarne zwierze, krojone świetlistymi błękitnymi pasami strudzone odpoczywało nerwowo, pomiędzy wysokimi wilgotnymi trawami. Jego spokojny temperament i rozwaga zupełnie zniknęły, jak księżyc przyćmiony blaskiem słońca... Nic nie obchodziły go głosy zmartwionych przyjaciół, którzy w czasie polowania zadawali mu przeróżne pytania. Ten tkwił w niespokojnym letargu, dopóty dopóki nie nastały poranne ciepła. Słońce wyglądające zza zaspanych gór rozlewało krwistą poświatę na obszarze wieluset kilometrów wokół. Krótki wdech... Chwila ciszy. Krótkie ścięcie mięśni w łapach i wydech. Tygrys ponawiał te czynności, aż zupełnie się nie przebudził. Otworzył zmęczone oczyska i gwałtownie wstał, orientując się co stało się poprzedniej nocy. Jego pręgi rozjaśniły się oślepiającym blaskiem, który na zmianę zmieniał kolor z błękitnej, po granatową, fioletową, a nieraz prawie szmaragdową. Zwierzę spojrzało w górę i otworzyło paszczę w przerażonym ryku. Krtań zwierzęcia nie była przygotowana na takie wyzwanie, zaraz po godzinach odpoczynku, więc samiec natychmiast umilkł dusząc się potokiem szmaragdowej krwi. Krok... Niespokojny, zachwiany, lecz kolejny, i znów. Krok za krokiem, trucht, chwila odpoczynku. Zwierzę otworzyło gwałtownie oczy i wyszczerzyło kły. Sprint. Rozkojarzony kot biegł przed siebie skacząc z drzewa na drzewo łamiąc co drugie siłą wybicia. Jego łapy już są słabe, lecz ten nadal biegnie, jak gdyby goniła go przeraźliwa armia demonów, nieznajomego pochodzenia i gigantycznych rozmiarów. Samiec nie trudzi się żadnymi myślami. Całą swą energię skupia na biegu, porykując co moment. Zabiega do swojego fatum (fatum-przeznaczenia, w tym przypadku przeznaczenia), do swojego schronienia. Jego poduszeczki pod szponami okaleczyły się całkowicie po męczącym ruchu, ale ten dobiegł. Stoi przed swoim celem, do którego podążał. Dobiegł do skały, gdzie poprzednio otworzył tajemniczą szkatułę. Niestety... Nie mylił się. Ta jest na swoim miejscu, a stopniały lód opuścił drewno z portretami na skałę. Na zniszczony głaz...

***
-Dziś w jaskini panuje niezmierny spokój...
-Każdy oszczędza siły, by nie zgłodnieć -Aspeney zaśmiała się do Aldieb, z którą rozmawia.- Jedynie Luminara może dziś jeść -Aldieb odwzajemnia śmiech przyjaciółki.
-No, cóż...Kto by przypuszczał, iż właśnie ona najwięcej zwierzyny naznosi...
-I owszem ja tak myślałam.
-Czekaj... Czy Set wracał na noc? Czy widziałaś go przez ostatnie godziny?
-Nie, nie miałam z nim styczności, niestety...
Aspeney zmartwiła się. Zacisnęła zęby i spojrzała na ziemię. Zapadła głęboka cisza. Cisza przenikająca głęboko do serca, które było jedynym źródłem dźwięku. Irbisica zmarszczyła brwi i kurczowo zacisnęła łapę zbierając kupkę kurzy z dna jaskini.
-Czy coś się stało?
Jak na razie nic-Pomyślała samica, lecz nie pomyślała o tym, by wypowiedzieć to na głos do Al, była zbyt zdenerwowana. Nie widziała tygrysa od dłuższego czasu, to nie było normą. Set był duszą towarzystwa, nigdy nigdzie nie przebywał sam, no chyba tylko gdy oglądał zachody, ale i tak często zabierał młode, lub jakąś przyjaciółkę, lub znajomego. Nic się ze sobą nie zgadzało...Nic! Skurczyła mięśnie w tylnych łapach i kurczowo wyskoczyła z wysokiej półki skalnej uderzając z łomotem o ziemię, lecz wstała z pół upadku i biegła ku wyjściu. Wybiegając wyskoczyła przez przejście, a oślepiające światło przeniosło ją do innego świata...

-Aspeney! Aspeney!
Znajomy głos brzęczał w głowie samicy. Wszędzie było biało. Nad głową zobaczyła znajomą twarz. Niewyraźną sylwetkę. Jak złe wspomnienie przesiane przez sito czasu.
Obraz stawał się ostrzejszy. Wszędzie nadal biało.
-S...Set...
Irbisica otworzyła oczy i wyraźnie ujrzała tygrys o białych oczach spadającego w czarną poświatę, a w jej wnętrzu demony piekielne. Set bezwładnie do niej wpadał, po chwili ktoś ją złapał, szarpnął, pociągnął... Lecz to nic nie dało. Samica wpadła w odchłań wraz z drugą osobą, starającą się jej pomóc. Było do Destroy. Czerń opętała ją i jej ciało wraz z Aspeney. Ciemność zachodziła na jej ciało, aż w zupełności ją pochłonęła...

Bicie serca...

Uderzenie za uderzeniem...

Błysk...

Aspeney obudziła się z letargu będąc w biegu. Straciła kontrolę nad sobą przez nagły napływ niepozytywnych myśli, po czym z wielką prędkością uderzyła w drzewo wybijając w nim ogromne wgłębienie. I znów cisza... Znów ciemność...

***
Czarna samica leżąc w ciemnej jaskini, którą upatrzyła sobie miejsce w najciemniejszym miejscu w całym imperium stada nocy. Samica spokojnie leżała. Wiatr znów zaczął chłostać doliny i wzniesienia. Odpoczywająca samica odczuła lekki wstrząs. Po chwili kolejny. Zdziwiona spojrzała w górę. Destroy po raz pierwszy odczuła coś takiego.
Chwila spokoju. Położyła się i stwierdziła, iż były to małe wstrząsy. Odpoczywa dalej.
Nagle jej serce uderzyło z ogromną siłą, a wstrząs niemal rozsadził jej ciało. Samica zobaczyła przed oczami omdlałą irbisicę. Zobaczyła zniszczone drzewo, a po chwili obraz zniknął.
-ASPENEY!
Krzyk samicy spowodował pęknięcia skał, wszystkie przechodzące tędzy zwierzęta pouciekały, a ptaki poodlatywały. Każde zwierze włącznie z Setem oddalonym od reszty o kilkadziesiąt kilometrów usłyszał błagalne wołanie, wyczuwając w nim prośbę o błąd w wizji, którą przeżyła samica. Chwilę później Tygrys także odczuł drganie serca, po czym nie wiadomo czemu, pomyślał o przyjaciółce... O Aspeney...
Setenes (19:04)

7 października 2010

Dzień Życia: "..." (Cz. 1) [Setenes]

07 października 2010

   Zachodzące promienie czerwonej tarczy słońca jak zwykle hipnotyzują masywnego tygrysa, jakoby motyla kwiatostan złocisty ifejonu. Wiatr z zachodu swobodnie targał jego lśniącym futrem i od czasu do czasu zrzucał na samca sterty liści nieogarniętych. Krwawe niebo wzbudzało w osobniku zachwyt i przyciągało jego wzrok nie pozwalając złamać uroku. Lekko pożółkła trawa jesiennymi deszczami chłodziła łapy kotowatemu. Wiatr na chwile ustał, a za chwile znów się wzmagał, jak narastająca złość, która w końcu wybucha.
Gdyby nie pewien dźwięk samiec nadal trwałby w letargu...
Szelest...
Szmer...
-Secie... Czyżbyś znów "odleciał"? Obecny ciałem, a duszą w niebiosach, tak?
Znajomy głos brzmiał w uszach tygrysa.- Coś cię trapi?
-Nie, nic. Jako żeby mógłbym opuścić takie widowisko? -Samiec wskazał osobie stojącej za drzewami zachodzącą taflę promieni.-Co? Aspeney...
Znajoma sylwetka samicy wyłoniła się zza masywnego pnia. Z wolna szła nieopodal Setenesa. Wiatr znów się wzmógł. Zaspane oczy Aspeney spoglądały w ostatnie błyski gwiazdy, a po czym ujrzała dwie błyszczące obiekty na niebie.
-Zbliża się noc Setenesie, chodźmy stąd. Dobrze?
-Jakiż masz interes, aby mnie sprowadzić ku stadu? -Uśmiech rozbłysł na pysku tygrysa.
Chwila ciszy spowiła dwójkę. Oba ogony poruszały się z gracją w powietrzu. Samica spojrzała na ziemię, jakby nie słyszała pytania samca. Kolejna chwila ciszy. Aspeney odwróciła się i zrobiła dwa kroki tam, skąd przybyła.
-Jeśli... -Wymowę przerwał jej liść, który wpadł jej na twarz. Lekki podmuch, a roślina spadł i ciągnięta wiatrem leciała dalej.- Jeśli -Kontynuuje- się znudzisz przyjdziesz do głównej jaskini, co?
-Jak się znudzi -Zauważa i podkreśla po czym uśmiecha się.
Samica odreagowuje na gest i powtarza go ku samcu. Znów zapadła cisza, słychać tylko delikatny gwizd wiatru. Aspeney odwróciła łeb i poszła ku miejscu, o którym wspominała tygrysowi. Krótki wdech... i wydech. Set położył się na ziemię i położył łapy na pysku.

***
W jaskini znowu panował ogromny zgiełk. Wzdłuż długiej jaskini ciągnęły się trzy ogniska, a zwierzęta dyskutowały na porozrzucanych półkach skalnych w "komnacie". Aspeney przedzierała się żmudnie przez tłum rozmawiających osobników różnych ras i różnych rozmiarów. Duszność w tym miejscu to norma, ale niekiedy daje się we znaki każdemu. Wiatr smaga drzewa na zewnątrz, mimo to jednak, żaden liść nie wpada do środka.
Krótki przemarsz Aspeney w końcu się opłacił. Na jednej z półek zobaczyła swój cel. Była nim Aldieb, władca, a raczej władczyni Stada Nocy. Przeciskając się przez innych Aspeney zwróciła na siebie uwagę Alphy. 
-Hej!... -Przerwa wywołana wpadnięciem na kogoś- Aldieb... -Znów- Czy już czas?
Samica wskoczyła koło Przywódcy.
-A, jak uważasz? Wszyscy są?
-No nie...
-Kto nie przyszedł...?
-Tylko Set, został tam gdzie go napotkałam... -Samica wyjrzała na przejście na dwór- Koło wodospadu gwiazd...
-No cóż... Zaczynajmy bez niego, co?
-No...Chyba musimy, już się inni niecierpliwią...
-Dobrze... -Aldieb odwróciła się i wskoczyła skałę wyżej i wyżej. Spojrzała za następną platformą i skok, i znów, a w końcu odpowiednie miejsce. Wskoczyła pod sam sufit jaskini i głośną chrząknęła.- Drogie towarzyszki i towarzysze!
Cała jaskinia zamilkła. Cisza i cisza. Każde oko skierowane na samicę. To dziwne, że w przeciągu kilku chwil cały zgiełk ucichł, a jedynym dźwiękiem było echo samicy, które stworzyła przez wypowiedziane zdanie.
-Pamiętajcie, że jutro jest Dzień Życia, więc żadne z tutejszej zwierzyny nie może jutro zginąć!
Zapadła noc, cały las spowity jest już nocną mgłą. Samica kontynuuje.
-Ale to dopiero jutro! Teraz każdy kto przyniesie jak najwięcej zwierzyny jako jedyny będzie mógł jutro polować! -Znów podniósł się zgiełk- Z dzisiejszej zwierzyny zrobimy ucztę, która musi starczyć nam na cały jutrzejszy dzień, no po za tym, który upoluje najwięcej! Zaczynamy za...
-3! -Woła Aspeney.
-2! -Dołącza się Deastroy.
-1! -Krzyczą wszyscy po czym tłum znika w wyjściu w kilka sekund.
-Aha... I tak to jest... Każdy chce jeść ile może -śmieje się As.

***
Samiec nadal odpoczywa. Jest okropnie zmęczony tym co się wydarzało przez cały dzień. No ale cóż, takie jest to życie... Nocne niebo rozciągało się nad ciałem tygrysa, a ziemia ciągle stygła i traciła swoje kolory. Błysk oczu tygrysa był największym źródłem światła jakie było dostrzegalne. Błyszczały jak gwiazdy, jasnym, błękitnym światłem. Spokojnie wstał, rozciągnął każdy mięsień, każdą kość, a nawet język i uszy. Po chwili jego ucho drgnęło... Dosłyszał nagły przeraźliwy hałas. Odwrócił się i wyciągnął pazury, nikt na pewno nie chce go tak przywitać... Chwila czekania... i...
-Aaaaaa! -Samiec cofa się, krzycząca osoba wpada na niego z hukiem...
-Tiff!
-No co? Myślałam że jesteś zwierzyną...
-Żartujesz?! Gdzie tam taki tygrys jak ja zwierzyną?!
-Wyglądałeś jak duży dzik! -Po usłyszeniu tych słów samiec warknął i odszedł od zdziwionej Tiff. Poszedł do ciemnej jaskini, w której zgaszono na razie ogniska.
Wszedł do środka i rozejrzał się. Ujrzał kilka znajomych sylwetek, a wśród nich zadumaną Aspeney. Przyszedł do niej i zorientował się, iż ta jest zaniepokojona.
Przyjrzał się i wsłuchał.
-Ale jak to ktoś w czarnym stroju?
-Nie wiem, ale kazał dać to Setowi...
-Setowi? A od kiedy Set jest dla kogoś tak ważny? Bez urazy dla niego, oczywiście...
-Nie mam pojęcia, ale kazał, kazał i już!
Samiec wskoczył na równo z innymi i spojrzał na innych i przedmiot w łapie Aspeney.
Tętno samca wzrosło, źrenice się skurczyły, mięśnie zesztywniały. Zaskoczona Aspeney chciała się odezwać, ale widząc reakcje samca podała mu pospiesznie szkatułkę z napisem: 
"Qesto Sanium Century Ignis."
Tygrys zaryczał i pochwyciwszy niezwłocznie wycofał się z jaskini i pospieszył ku znanym tylko sobie miejscom. Chwila ciężkiego sprintu, kilka skrętów i stop. Zasapany staną na kamieniu i ostrożnie ułożył skrzynkę na jego czubku. Jedną łapą dotkną pudełka i przesuwał ją po całej jego powierzchni. Ciemna warstwa kurzu spadła z przedmiotu i opadła delikatnie na głaz. Samiec lekko uchylił wieko i spojrzał do środka. Wcisnął łapę do środka i powoli wysunął trzymając zawinięty w aksamit podłużny przedmiot. Rozwinął go i jego oczom ukazał się lśniący klucz z platyny ozdobiony krwistymi rubinami. Tygrys włożył łapę do pojemnika po raz drugi i wymacując delikatnie jego wnętrze wyciągnął kawałek kartki z drukiem:
"Raz do stu tysięcy lat... jak głosi dziadów legenda, tajemnicza trójka wybrana zostaje, by życie innych podtrzymać stale. I aby krąg obracał się nadal na wykonanie testu macie tylko kwartał..."
Tygrys znów zajrzał przerażony do środka i odkrył tkaninę przykrywającą dno skrzyneczki. Spojrzał na dno i zrobiło mu się słabo. Wściekły uderzył w skałę, a po chwili trzask...Gruby i długi kolec z lodu rozdwoił skałę i skrzynię... a na samej górze zamarzniętej wody wykute drewniane tablice z wizerunkiem jego, Aspeney i Destroy...
Setenes (19:32)

26 lipca 2010

"O poranku" [Setenes]

25 lipca 2010

"O poranku"
Gdy słońce wita się z potokami.
Orzeł beztrosko zawija skrzydłami,
Pan ten leci ponad ptakami.
By potem zniknąć za górskimi szczytami.

Drapieżniki budzą się na łowy,
Kiedy polowanie kończą sowy.
Widok ten zabiera wszelkie mowy,
Nawet gdy nie jest to obraz nowy.

Zwierzęta bronią swych własnych kniei,
I owady czujne nie wiele mniej.
A gdy w końcu obudzi się las,
Na zwierzęta z doliny nadszedł czas.

Małe gryzonie pyski wystawiają,
Za swymi wrogami się rozglądają.
Świat ten brutalny, powiem otwarcie,
Stawiając wszystko na jednej karcie.

Już to koniec na nocnej warcie,
Więc czujki nocne czas macie.
Nie marnujcie go zwykłe spanie,
Bo odpoczywać można o wiele wspanialej.

Kiedy nocne stado zatacza krąg życia,
rozpoczyna swe prace od porannego mycia.
Wilki zakończyły swoje nocne powycia,
By także dołączyć do stadnego życia.

Gdy HOTN rozwija swe błogie talenty,
Ktoś inny zaczyna zaraz zamęty.
Ale bobry uwagi nie zwracają,
Tylko ścinają jakaś kłodę starą,
I już wiadomo, wiadomo na pewno,
Iż HOTN oddycha już piersią pełną!
Setenes (20:33)