Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szera. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2012

Toniesz...~ [Szera]

Toniesz…~

Tak. Pisałam już trzy wersje tego, ale cóż. I tak żadna nie będzie dobra…
_
________________________________
<podkład: Melodic sad piano>

Czuła się jak ptak w szklanym więzieniu. Mogła wzlecieć, jednak była to złudna obietnica wolności. Sznurek okalający jej nogę ściągał ją w dół, do smolistej powierzchni. Raz dotknięta nigdy się nie uwolni. Czekała tylko aż przeniosą ją do drucianej klatki, skrzydła otoczą smołą, a dalsze życie będzie oczekiwaniem na moment, gdy klatka się złoży, a wbite w ciało druty przyniosą bolesną śmierć.
Jednak teraz wyglądało to inaczej. Stała na wzgórzu. Ciemne włosy targał wiatr, a po policzkach płynęły małe krople. Łzy czy deszcz? Nie. Nie to się liczyło. Nagle blade usta poruszyły się, wykrzywione uprzednio grymasem smutku. Dało się wczytać „Żegnaj Al.” Oczy zmętniały. Nagle uniosła dłoń. Zimna lufa spoczęła na skroni. Rozległ się strzał po którym nastała wieczna cisza…
Ocknęłam się. Siedziałam w bezruchu pod tym samym murem co kiedyś. Nie przekroczyłam jego granic, chociaż było tak blisko… Oparłam się o plecy siostry, podkulając nogi i obejmując je rękami. Byłaś tak blisko jak ja… A może dalej? Może mi nigdy nie ma się udać? Może… Urwane, nigdy niedokończone myśli, zamknięte w ciasnej pułapce mojego umysłu. Podparłam brodę na kolanach i wbiłam przed siebie mętny wzrok. Kątem jasnego oka zerknęłam na nieprzebitą ścianę i mrok, który znajdował się za nią, niczym drapieżnik w ciszy czekający na swoją ofiarę.  To było w nim najgorsze. Kusił myśli i ciało, jednak nie wciągał. Czekał na ruch. Ta zabawa smakowała najlepiej. Jej gorzko-słodki posmak poczułam na języku, jako pokusę do następnego kroku. Zamknęłam jednak oczy, gdy ciepło bijące od ciała siostry skierowało myśli na inne tory.
-Wiesz Glola, myślałam, że nie doczekam tego momentu. Że to stado mnie przeżyje – wiedziałam, że zrozumie. – Że to ono pożegna się ze mną, a nie ja z nim. Ale… – urwany szept odbijał się echem w mojej głowie. – Już tam nie należę… Już oficjalnie zdjęto ze mnie dziwnego rodzaju ciężar. Nawet nie zdążyłam wcześniej pożegnać się z Al.
Zacisnęłam dłonie na ciemnym materiale spodni. Nie to mnie najbardziej dręczyło. Miałam dziwne przeczucie, że jeszcze Ją spotkam. Na mój umysł napierała inna myśl, chcąca się przedrzeć do jego głębi i zakazić swą trucizną resztę wirujących obrazów. Tak, zawiodłam. Mówiłam jedno, robiłam drugie. Raniłam, wmawiając sobie, że tak lepiej. Ale czy to nie było słuszne? Zasłoniłam część twarzy dłonią. Moje spaczone poczucie rzeczywistości było godne pożałowania. Ale czy sama się do tego nie doprowadziłam. Czy sama sobie nie byłam winna? Powinnam przeprosić. Powinnam wszystko wyjaśnić, powiedzieć.
-Nie. Zawsze mówiłam, że odejdę i zostawałam. Tym razem odejdę bez słowa. Czy tak to powinno wyglądać? – spojrzałam na siostrę. Jej rude futro oświetlało moją wilczą zmizerniałą postać. Uśmiechnęłam się słabo, a w tym grymasie jak zwykle kryła się nuta smutku. Wstałam, znów owijając się powłoką ludzkiej sylwetki. – To powinno wyglądać inaczej Glo. Mam nadzieję, że to nie jest nasze pożegnanie.
Długo na Nią patrzyłam, bojąc się, że robiąc te kilka kroków i odwracając się plecami naprawdę coś stracę. Ale nie mogłam teraz stanąć. Zwróciłam się plecami do postaci siostry i wyciągnęłam jedną dłoń z kieszeni. Nasunęłam na głowę ciemny kaptur bluzy, a później złożyłam ją na murze.  Powoli ruszyłam przed siebie, a palce zostawiały smugi ognia pochodzącego od bratniej duszy, który wtapiał się w ścianę z cegieł. Mały ognik towarzyszący tej wędrówce, który należał do lisiego żyjątka rozświetlał mgłę, którą kroczyłam.
-Dziękuję Ci. – szepnęłam cicho, zamykając oczy. Ostatnim co dało się słyszeć, był cichy szmer trawy, uginającej się pod bosymi stopami i ostatnie słowa, rozbrzmiewające w pustym umyśle szarej. W moim umyśle.
Żegnajcie…

31 lipca 2012

Time Of Dying [Szera]

Time Of Dying
31 lipca 2012 
Podkład niestety zbyt krótki i trzeba puszczać kilka razy. Mam nadzieję, że jednak nie będzie to przeszkadzać…
Chciałam od razu podziękować Al, która stworzyła większą część tego powiadania…

________________________________________
<podkład: Bleach OST3 – Soundscape to Ardor>

Siedziałam po turecku na głazie, zajmując swoje stałe miejsce. Puste spojrzenie, jak zawsze mętnych oczu wodziło po wyjątkowo opustoszałej polanie. Ciemne pnie drzew, wznoszące się ku niebu zdawały się tworzyć odgradzającą od świata barierę, której nie można było przekroczyć. Może i lepiej. Nie chciałam, aby ktokolwiek widział mnie w tej postaci, zwłaszcza że nie była ona zbyt mile widziana. Zawsze będąc w ludzkim ciele czułam się słaba. Jakby skryte pod szeroką bluzą ciało, miało za chwilę złamać się wpół. Wyciągnęłam przed siebie dłoń i spojrzałam na jej wnętrze, zaciskając kilkakrotnie palce i prostując je. Prychnęłam pod nosem i schowałam rękę do kieszeni, aby po chwili wyciągnąć z niej małe, prostokątne pudełeczko. Rozsunęłam niewielki przedmiot, by kilka sekund później wyjąć z niego cienki kawałek drewna. Obróciłam w palcach pierwszą z zapałek, aby po chwili pozwolić zając jej się ogniem. Mimo tańczącego na niej ognika nie przestawałam jej obracać. Obserwowałam pochłaniający ją płomień do chwili, gdy ten nie dotknął mych palców, które w pierwszym odruchu odskoczyły od źródła bólu. Patrzyłam jak zwęglony kawałek upada na wilgotną trawę. Tak kruchy, gdy jego ciało strawił już płomień. Wyciągnęłam kolejną zapałkę, powtarzając czynność, jakbym spodziewała się, że efekt będzie inny.
Gdy palce natrafiły na puste wnętrze pudełka zorientowałam się, że popadłam w trans. Przyłożyłam dłoń do twarzy, zasłaniając jej połowę i przymknęłam oczy. Zsunęłam się ostrożnie z głazu, starając się złapać równowagę na chwiejnych nogach. Bose stopy zatrzymały się, gdy natrafiły na zwęglone szkielety zapałek, które przypominały stos ludzkich ciał, w zapomnieniu czekających na pożarcie przez głodne krwi drapieżniki. Wiatr zawiał mocno, targając pukle ciemnych włosów. Zacisnęłam zęby i usiadłam na ziemi, osuwając się bezwiednie w dół, ocierając się plecami o nierówną i chropowatą powierzchnię głazu. Impuls wysłany przez podrażnioną skórę nie dotarł jednak do mózgu, gubiąc się gdzieś w zrujnowanym ciele. Otworzyłam powolnie oczy, a moja dłoń bezwiednie opadła na chłodną ziemię. Przede mną siedziała wilczyca. Jej targane lodowatym wichrem matowe futro zdawało się być wynędzniałe, jakby jego właścicielka zbliżała się powolnymi krokami ku końcowi. Nawet ono nie było w stanie ukryć zapadniętych boków i sterczących kości. Moje spojrzenie wodziło po ciele zwierzęcia, a ono odpowiadało tym samym. Pochyliłam się do przodu, wyciągając przed siebie dłoń. Wilczyca uczyniła to samo. Zgięłam palce, gdy czułam zbliżający się dotyk, jednak wyprostowałam je zanim dłoń dotknęła łapy. Czułam, jak przez moje ciało przebiegł gwałtownie zimny prąd, a zaraz potem niewidzialna siła odrzuciła mnie do tyłu. W głowie usłyszałam głuchy trzask, kiedy uderzyłam plecami o twardą powierzchnię głazu, który wycisnął z obolałych płuc resztki powietrza. Podparłam się na dłoniach i spojrzałam na zagubioną zwierzęcą duszę. Poczułam na skórze ciepłe muśnięcia, które z każdą sekundą nasilały się, powoli przeradzając w płonące żywym ogniem sztylety, z dziką rozkoszą dręczących bladą skórę. Dopiero teraz dotarło do mnie, że wokół nas utworzyła się ściana ognia, pochłaniająca pobliskie drzewa, których korony uformowały nad nami ogniste pręty klatki. Patrzyłyśmy na to z równym zafascynowaniem. Jednak nawet płomienie w swym mistycznym tańcu nie był w stanie rozświetlić naszych martwych oczu. Moich oczu. Spojrzałam na siebie z odrazą, a odbicie odpowiedziało tym samym. Uśmiechnęłam się słabo.
-Pragniesz naszego końca? – wypowiedziałyśmy równocześnie, z tą samą dozą sarkazmu.
Wydawało się to być dla mnie grą, którą od dawna toczyłam z samą sobą. Teraz jednak zastygłam w bezruchu, w napięciu czekając na rozstrzygnięcie ostatniego aktu. Na jej ruch. Na mój ruch.
-Zabierzesz mnie stąd? – szepnęłam cicho i spuściłam wzrok.
Uniosłam dłoń, znów przykładając ją do twarzy. Ona tego nie umiała. Cichy trzask kości był tego wystarczającym dowodem. Zacisnęłam z całej siły powieki, kiedy poczułam ten przeszywający ból, który paraliżował każdą komórkę mojego ciała. Kilkakrotnie dało się słyszeć chrapliwy, urywany oddech. Mocny podmuch wiatru rozwiał wizję, której lustro powoli zaczęło pękać, przesiąknięte krwią rozpaczy i wspomnień. Uniosłam powieki, kierując spojrzenie ku jasno świecącej tarczy księżyca, która swoją poświatą rozświetlała mrok nocy. Na polanie znów panowała cisza i spokój. Koło mojej dłoni spoczywał stosik wypalonych zapałek i małe pudełeczko. Kolejne, jakże prawdziwe odbicie mnie. Trwałam wśród członków stada, będąc jedną z nich. Jednak przypominałam bardziej puste pudełko po zapałkach, które dawno zostały wypalone przez życie. Niepotrzebne…
-Przepraszam. – szepnęłam cicho. – Przepraszam, że zawiodłam Wasze zaufanie. Przepraszam, że nie byłam w stanie spełnić Twoich oczekiwań, pokazując, że pokładana we mnie nadzieja była słuszna. Przepraszam, że nie byłam w stanie zerwać z Ciebie łańcuchów, mimo że znajdowałaś się tak blisko. Nie byłam w stanie przekroczyć granic klatki. Jednak teraz już nie musisz czekać.
Każde zdanie zdawało się być kierowane do kogo innego. Dopiero ostatnie trzy splotły się w jedną całość. Nagle na skórze pojawiły się małe szramy, niewidoczne nawet dla bystrego oka. Przy kolejnym silnym podmuch wiatru odłamek oderwał się od ciała, wirując coraz wyżej w powietrzu, kierując się ku gwiazdom. Nim zdążyła choćby westchnąć, kolejne kawałki pognały za swoim pobratymcem, upodabniając się do płatków kwiatów, wirujących wśród nocnych zefirów w pożegnalnym tańcu życia. Zniknęła pośród własnego chaosu istnienia. Po co ciało ma trwać, skoro wnętrze zostało puste po utracie duszy? Temu wszystkiemu towarzyszyła cicha melodia, niczym kołysanka kojąca zmysły nocnych obserwatorów. Po chwili wszystko ucichło, jakby zaistniałe tu wydarzenia nigdy nie miały miejsca, a noc była zwyczajna w swym bycie. Tylko ciche echo odbijało się od ściany lasu i skał, niosąc jedno krótkie słowo – przepraszam…

19 maja 2012

Klatka kanarka? Tak, ale on już nie żyje. [Szera]

Słowa siostry wbiły jej się w serce, niczym zimny sztylet. Zwinęła się w ciasny kłębek, przyciągając nogi do klatki. Nie pozwól.. Nie pozwól... Błagam, nie pozwól..! Nie była jednak w stanie tego powiedzieć. Zacisnęła zęby i zamknęła oczy, czując rozrywający ból. Czując... Nie. To złe określenie. Zacisnęła palce na kruczoczarnych włosach. Rękawy bluzy wisiały na wychudzonych rękach. Na bladej skórze twarzy pojawiły się szkarłatne smugi. Więc niech stanie się oceanem. Niech zaleje moją duszę, a ta niech utonie. Po chwili przeniosła dłonie na ramiona. Miała ochotę wbić palce w skórę i pociągnąć, zostawiając krwawiące rany. Zerwać to, co nie należało do niej.
-Zatem strzel, a ja poczekam na śmierć. Choćby miała przyjść za jakiś czas, ja poczekam. - Wyszeptała cicho.
Ale nie pozwól mi się zmienić. Nie pozwól!
Niech pręty klatki się już zacisną. Niech uwięzione w nich ciało spłonie. Ale...
Ciało dalej leżało u boku siostry, zwinięte w kłębek i dziwnie nieruchome. Ona w umyśle biegła spowitym w mroku korytarzem. Jej celem były ciemne drzwi małej celi. Po korytarzu niosło się echo głośnych kroków i chrapliwego oddechu. Zwolniła, patrząc na małe okienko przyozdobione kratami. Podeszła i wyciągnęła dłoń. W drugiej spoczywał sztylet. Chciała nacisnąć na drzwi, ale za nią rozległ się dźwięk uderzających o ziemię pazurów. Spojrzała przez ramię, prosto w złote ślepia wilczycy.
Co robisz?
Idę ją zabić.
Kogo?
Tą słabą zdrajczynię...
Jest tam?
Tak. Więziona, ale mnie nie słucha.
Zatem dlaczego nóż masz wbity w serce?
Krótkie spojrzenie na krwawiącą ranę i ten uśmiech.
Nie czułam. - Uśmiecha się obłąkanie i wyciąga nóż, którego ostrze ocieka krwią. Naciska na drzwi, a do uszu znów dociera to samo pytanie.
Co robisz?
Idę ją zabić. - Drzwi uchylają się lekko, a ona wślizguje się do środka. - Tą słabą zdrajczynię... - Drzwi zamykają się za nią i słychać tylko cichy szept. - Moją duszę...


15 stycznia 2012

To i tak tylko słowa... [Szera]

Chaos, chaos i jeszcze raz chaos...
__________________________________________

<podkład: Two Steps from Hell - After the Fall>


'-Tym razem umrze.
-Są ludzie, którzy muszą to zrobić, by dokończyć walkę.
-Walkę?
-Tak. Ta walka nazywa się życiem.'
~”Bleach”

Idę brzegiem plaży. Krok za krokiem. Woda delikatnie obmywa stopy, zacierając pozostawione na piasku odciski. W sekundzie nagle znika ślad, który był dowodem życia. Znika samo życie… Splatam dłonie za plecami i unoszę twarz ku słońcu. Wiatr szybko zaczesuje włosy na oczy. Jednak dalej idę, chociaż wzrok spowija cień. Kąciki ust unoszą się w bladym, smutnym uśmiechu.
Ślady giną tak szybko jak życie, uczucia, słowa. Co z tego, że złożę bezsensowne metafory, skoro będą to niczego niewarte słowa. Puste jak ja. Nic niewarte jak ja. Złudne i przemijające. Zatrzymuję się, a zimna woda muska delikatnie skórę. Po co iść, skoro nic po mnie nie zostanie? Upadam na kolana i przysiadam na piętach. Po co wracać, skoro tam i tak nic nie znajdę? Oplatam ramiona i opieram czoło o nogi. Po co trwać, skoro i tak byt nie jest niczego wart? Zamykam oczy, pozwalając by słona woda zmieszała się ze łzami. By owinęła moją postać i zabrała ją ze sobą. Utopiona w morzu własnych smutków i żalów. Czekając na ostatnie uderzenie serca. Nikt nie zauważy. Ślady zmyje woda. Czuję jak ból rozrywa klatkę, ale nie podnoszę się. Nie otwieram ust. Zaciskam mocniej zęby, dalej siedząc skulona. Powoli tonąc. Zamieniając się w zimną skałę. Kim właściwie jestem? Nie, nie kim, a czym. Siedzę tak w bezruchu, a w środku rzucam się na wszystkie strony. Wyrwać się. Zostawić wszystko. Pozwolić sobie zwariować, nie zwracają uwagi co dalej. Więc? Dlaczego dalej leżę, użalając się nad sobą? Dlaczego..
Nieważne…
Zresztą…
I tak to tylko słowa…


Szera (21:37)

14 stycznia 2012

Zapomniane słowa. [Szera]

14 stycznia 2012

Niestety podkład niezbyt pasuje, ale nie znalazłam innego.
Moje stare opowiadanie.
________________________________________
<podkład: Two Steps From Hell - Forces of Destiny>

Podążam ścieżką, którą sama sobie zapisałam. Bez nadziei. Z pustką.
Nie, nie, nie… To już było. Zaczniemy inaczej.
Życie już tak ma, że nie zabija od razu, a odbiera kawałek po kawałku, by zadać jak najwięcej cierpienia. By dokonać brutalnej selekcji, wyłonić tych, których nadzieje zostały pogrzebane…
Dobra, ale co dalej?
A my tylko możemy podjąć próbę pokonania tego lub pozostać na straconej pozycji.
Nie, to również było…
Czekaj, spróbuję inaczej.
A ja spuszczam wzrok. Podjęłam próbę, lecz przegrałam, poddałam się. Wycofałam się w cień, by odstąpić miejsca tym, którzy potrafią zawalczyć. Ten świat nie został stworzony dla mnie, a uczucie przerażenia nadal mnie powstrzymuje? Dlaczego?
Stop. Znów się powtarzasz.
Więc czego nie było?! Było wszystko. Nie potrafię w inny sposób już tego opisać. Słowa powtarzają się, tworząc chaotyczną mieszaninę. To co było pozostało. Nic się nie zmieniło. Tkwię cały czas w tym samym punkcie. Nie jestem w stanie już nic z siebie wydobyć, gdyż już nic we mnie nie ma! Jestem bezużytecznym fragmentem życia, którego ktoś zapomniał wymazać. Więc po co ja się męczę, aby opisać coś, czego tak naprawdę nie ma?
Nie wiem.
Właśnie. Jestem przemijającym wspomnieniem, które było zbyt wiele razy odtwarzane i straciło swoją wartość. Umarło zanim do końca się narodziło. Powstało by odejść w ciszy, a nie przypominać o sobie.
Więc dlaczego to robisz?
Bo chciałam udowodnić, że jestem coś warta. Spróbować ten ostatni raz. Ale jak zwykle zawiodłam.
Spróbuj odkryć swoje uczucia, może się uda.
Nie. Ja jestem wypranym z uczuć wrakiem. Staram się znaleźć swoje miejsce, ale zawsze pozostaję niedopasowanym elementem układanki. Zapasową kartą, która jest odzwierciedleniem prawdziwej, a zarazem oszukaną podróbką. Jestem imitacją życia. Może ranię innych tylko po to, by udowodnić, że uczucia istnieją na tym świecie? Aby samą siebie przekonać, że kiedyś też je posiadałam? Że dopiero teraz stałam się tym czym jestem?
Wiesz, że tak nie jest.
A jak jest? Powiesz mi teraz, że będzie dobrze? Wiesz, że Cię wyśmieje. Nigdy nie jest dobrze. Są tylko ludzie, którzy akceptują taki stan rzeczy i się do niego przystosowują i są tacy, którzy nie mają na tyle siły.
A ty do których należysz?
Do ludzi na straconej pozycji. Do ludzi, którzy kiedyś posiadali swój sen i go bezpowrotnie zmienili, przeceniając swoje możliwości. Do tych, którzy upadają i nie są zdolni wstać. Do tych, którzy nie potrafią nic innego niż tylko płakać, mimo, że nie wiedzą czym są uczucia. Do ludzi, którzy kiedyś patrzyli na życie przez różowe okulary, ale wyrzucili je w szarość przeszłości. Ale to już wiesz. Znów się powtarzam…
A żałujesz, że je wyrzuciłaś? Żałujesz, że poznałaś prawdę?
Nie… Nie żałuję, że ściągnęłam z oczu zafarbowaną na wesołe barwy błonę, która przyćmiewała prawdę.
Więc czego żałujesz?
Swojej słabości. Słabości, której nie pokonałam i nie pokonam.
Chcesz to zakończyć? Chcesz w końcu…? Czego właściwie chcesz?
Końca…

It's last call, last song, last dance
'Cause I can't get you back, can't get a second chance...*
____________________________
*Skillet– Don’t Wake Me
Tak, nie ma to jak gadać ze sobą....
Szera (14:43)

5 stycznia 2012

Ile można udawać normalną... [Szera]

05 stycznia 2012

Tak jest krótkie i prawdopodobnie jeszcze zmienię to opowiadanie... 
_________________________________________________
<podkład: Epic Score - I Have a Story>

Siedzę na skarpie, opierając brodę o kolana podkurczonych nóg. Zaplotłam ręce, kładąc dłonie na ramionach i przekrzywiając lekko głowę.Wzięłam głęboki oddech, gdy wiatr zawiał, unosząc pukle czarnych włosów w melancholijnym, a zarazem radosnym tańcu sprzeczności. Ona chwilowo zagościła w moim sercu. Czułam się tak obco w tym świecie… A niby wszystko było jak dawniej. Ta sama pustka, ta sama biała sukienka i ten sam wyraz twarzy. Niby wszystko pozostało bez zmian, ale zarazem nic już nie było takie samo. Nagle obok mnie przelatują zdjęcia. Wyciągam dłonie, aby je pochwycić. Niektóre uciekają, wyślizgując się zręcznie, a reszta opada tworząc na zimnych skałach wokół mnie mały stosik. Chwytam je smukłymi palcami i przeglądam spokojnie. Jedno po drugim. Każde nosi w sobie inną historię, która ulatuje w przestrzeń pamięci lub zapomnienia. Rzucam je nieświadomie w jedną z przepaści, aby móc dostrzec kolejną zapisaną minutę życia, kolejny krok w życiu. Nagle jednak obrazy się zmieniają. Fotografie dalej pozostają kolorowe, lecz w moich oczach blakną. Wypuszczam je z drżących palców, ale nie odlatują. Wracają, wbijając się w klatkę, znów plamiąc sukienkę szkarłatnym odcieniem. Unoszę głowę, zamykając powieki. Odwracam się spokojnie, czując na policzkach łzy. Nagle z mojego gardła wyrywa się krzyk. Jęk bólu. Chwieję się, stając na palcach. W myślach przeskakują kolejne obrazy, spychające mnie powoli w pustkę, rozciągającą się pod skarpą. A z gardła nadal wydobywa się krzyk. Przeraźliwy krzyk, błagający o przebaczenie. Nie mam siły opierać się więcej. Nagle zawisam nad skałami, uderzona przez podmuch zimnego wiatru, który wywołuje gęsią skórkę na ciele. Zamykam usta, a z oczu płynął kolejne łzy.
Chcę się odchylić do tyłu.
Chcę to poczuć.
Oddać się szaleństwu.
Zapomnieć o całym życiu.
Bo ile można udawać normalną…

Szera (23:29)

26 grudnia 2011

Hi daddy... [Szera]

26 grudnia 2011
Hi daddy...
Mało świątecznie, ale cóż...
_______________________________
<podkład: Ryandan - Tears Of An Angel>

Hi daddy
I miss you daddy
I love you daddy…


Było ciepło. Letni wiatr delikatnie wprawiał materiał mojej białej sukienki w powolne falowanie. Siedziałam po turecku z głową wspartą na ręce. Byłam obserwatorką, wodzącą wzrokiem za małą dziewczynką, bawiącą się na polanie, zaraz obok lasu. Blondyneczka nagle wstała i podbiegła do wysokiego mężczyzny, który kucał z rozwartymi szeroko ramionami i zarzuciła mu pulchniutkie rączki na szyję. Nie zauważyłam go wcześniej. Ten objął ją i ucałował w policzek. Cichy, radosny śmiech rozszedł się po polanie wraz z wiatrem. Chciałam wstać, ale coś kazało mi pozostać. Siedziałam więc dalej na małej skale, obserwując wesoło śmiejącą się dziewczynkę. Ten widok, niczym z obrazka jakiejś bajki wywołał uśmiech na mojej twarzy. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu i powoli sunął po policzkach. Nie wiedziałam dlaczego płaczę, ale nie miałam ochoty się nad tym zastanawiać. Nie było to teraz istotne. Wtem wiatr ponownie zawiał, wdając się w taniec z moimi włosami. Ale tym razem jego dotyk spowodował ciarki, które falami rozeszły się po plecach.

Zmrużyłam oczy. Dziewczynka zaczęła się radośnie kręcić, a przy każdym jej obrocie świat się zmieniał… ona się zmieniała. Doroślała, jej włosy ciemniały, a uśmiech powoli znikał z twarzy i oczu. Resztki wesołego śmiechu odbijały się echem w mojej głowie. Świat szarzał, a roślinność więdła, przybierając odcień brązu. Drzewa straciły liście, a suche gałęzie trzeszczały przeraźliwie. Jasne dotąd niebo zasnuły ciemne chmury. Wszystko wyglądało jakby miało zaraz spłonąć w męczarniach. Świat zamarł, obserwując teraźniejszą sytuację.

Stop every clock
The stars are in shock…


Dziewczynka zatrzymała się. Nie była już małym dzieckiem. Stała się nastolatką. Ubrana była w białą sukienkę, a na ramiona opadały czarne włosy. Patrzyła na mężczyznę, oddalonego od niej. Uniosłam głowę, nie wiedząc gdzie uleciała cała magia tamtej chwili. Radość ustąpiła miejsca ciszy i cichej rozpaczy. Nagle po policzkach dziewczynki spłynęły łzy. Po uśmiechu nie było już śladu, jedynie wspomnienie. Nagle jej usta rozchyliły się lekko i dało się słyszeć szept.

Hi daddy
Go away daddy
I hate you daddy…


Poczułam kujący ból, gdy wspomnienie tworzące historię, wypłynęło na wierzch pamięci. Gdy patrząc na dziewczynkę, dostrzegłam siebie... Zsunęłam się powoli z głazu i zaczęłam cofać, ale wydawało mi się, że obraz przesuwa się razem ze mną. Pokręciłam delikatnie głową, jakby chcąc to wyrzucić z myśli. Jednak nic to nie dało. Znowu omamiły mnie obrazy przeszłości. Zacisnęłam powieki nie dając się wciągnąć w chaos myśli. Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie. Na twarz padł cień. Przyłożyłam rękę do miejsca, gdzie biło serce. Wygięte palce wbiły się w materiał sukienki. Poczułam, wilgoć pod opuszkami i nagle po dłoni, popłynęła czerwona stróżka, a za nią kolejna. Sukienka zabarwiła się powoli na szkarłat. Zacisnęłam usta, gdy wszystko się zatrzymało, a do uszu dotarł cichy szept sumienia…

Cover my eyes
Cover my ears
Tell me these words are a lie…

Szera (14:42)

28 listopada 2011

Modlitwa samobójcy. [Szera]

28 listopada 2011


<podkład: Skylar Grey - Love The Way You Lie>

Nie wiem dlaczego to robię. Dlaczego jako mały płomyk świecy na wietrze czasami staram się rozbłysnąć i oświetlić ciemność panującą dookoła mnie. Dlaczego próbuję sama dla siebie stać się bohaterem. To przecież niemożliwe… Sama  sobie nie pomogę. Ale tak ciężko powiedzieć „pomocy”, gdy pragniesz odejść i zabrać ze sobą wszystko.
Nie jestem sama, ale to i tak nie pomaga, gdyż to co mam jest nierealne. To tylko świat, który mnie przyjął. Świat, który tak naprawdę nie istnieje. Świat,  w którym pozostanę nawet, gdy odejdę. Więc teraz nie ucieknę. Po prostu stanę i obrócę się w pył, na oczach otaczającej mnie pustki. Skłamię przed sobą. Popchnę się w przepaść. Patrząc w oczy tym, którzy kiedyś znaczyli wszystko. Plecami zwrócony do tych, którzy nie znaczą już nic. Tych, którzy skrzywdzili. Okłamali dla wygody.
Stojąc odwrócona plecami do siebie. Siebie również umieszczę wśród kłamców i ludzi, którzy wbijają nóż w serce, przy każdej najlepszej okazji. Z zaciśniętymi zębami obrócę się by na siebie spojrzeć. Na to co było, a zniknie w ułamku sekundy. Mrugnięcie oka i pochłonie mnie ogień. Przytulę do siebie ból, jako dowód, że żyłam. Wezmę oddech na dowód, że to prawda. Pozwolę popłynąć łzie, na pamiątkę samej siebie…
Ale teraz byłam gdzie indziej. Szłam samotnie przed siebie. Gdzie podążałam? W kierunku samotności. Stanęłam nad przepaścią i spojrzałam w dół. Nie miałam jednak odwagi zrobić kroku w przód. Jeszcze nie. Ale wkrótce nie będę patrzyła na to z tej perspektywy. W mojej pamięci nie pozostaną ludzie, a zwierzęce, znane mi sylwetki. Uśmiecham się i odwracam wzrok, odchodzę. Ale nie idę daleko. Siadam pod rozległym pniem drzewa, które tu rośnie. Czuję jego szorstką korę na plecach. Ono już wiele takich sytuacji widziało. Widziało ludzi, którzy przez jeden krok znikali. Ostatnim czego dotykali była ta skała, zwana Skałą Rozbitych Dusz. Pochłaniaczka Żyć. Znowu się uśmiecham patrząc w niebo, które w tym miejscu zawsze jest zasnute szarymi chmurami. Przymykam oczy i składam ręce.
Boże… Wiesz o co Cię poproszę. Tego się nie da ująć w słowa. Po prostu patrząc w niebo wiem, że nie tutaj jest moje miejsce. Ale czy jeżeli sama to zrobię, przyjmiesz kogoś takiego jak ja do siebie? Czy wybaczysz mi, że zniweczyłam „dar” zwany życiem? Dla mnie jest ono niczym przekleństwo… Nie chcę odejść, by coś udowodnić. Chcę odejść, gdyż jestem za słaba na istnienie tutaj. Żałuję tej słabości, żałuję, że jeszcze żyję… Bo życie to teraźniejsze kłamstwo stworzone dla ludzi.
Poczułam jak moje serce załomotało, by po chwili zostać ściśnięte przez rękę bezradności.
Na pierwszej stronie mojego życia zostało zapisane przegrana. Wiem o tym. Dowiaduję się każdego dnia, gdy patrzę na moje życie. Gdy robię krok, za krokiem i z każdą sekundą przestaję rozpoznawać siebie. Kiedyś powiedziałam – walczę o to, w co wierzę. Teraz wierzę, że powinnam odejść. Kiedyś mówiłam, że jestem zwariowana, miła, trochę dzika. Teraz pozostała mi dzikość, ale wobec ludzi… „Jestem jaka jestem i nic tego nie zmieni”. To moje słowa. A teraz? Jaka jestem? Kim jestem? Boże, pomóż, błagam…
Wiatr musnął delikatnie skórę na twarz i przeczesał włosy, zostawiając na skórze ślad delikatnego dotyku.
Boże nie wiem jak żyć. Każdy dzień prowadzi mnie do samo destrukcji. Wyciska resztki szczęścia. Ale ja nie chcę tego zmieniać. Nie chcę szukać nadziei, gdyż obawiam się, że uwierzę w to kłamstwo. Ja chcę prawdy. A co w tym momencie nią jest? Co jest w tym świecie prawdą?
Po policzku spłynęły krople. Łzy nieba, które ostrożnie  opadały na świat, zasnuwając go szarością i przygnębieniem.
Chciałabym odejść, zanim całkowicie osunę się w mrok. Chciałabym poczuć na policzku ostatnie swoje łzy. Proszę Cię, abyś dał mi do tego siłę. Abyś poprowadził mnie w tej ostatniej godzinie. Pomógł zrobić krok, poprowadziła za rękę, niczym zlęknione,małe dziecko. Gdyż się tego boję… Błagam…
Ta modlitwa może się ciągnąć przez wieczność. Mogę płakać wraz z niebem i nic tego nie zmieni. W tej sekundzie nadal siedzę pod drzewem, moknąc w deszczu, a moja dusza leży rozbita na skałach przepaści. Złapana w sidła Pochłaniaczki Żyć. Bo, gdy raz tam spojrzysz, nie ma powrotu…

*And when I'm gone, just carry on, don't mourn
Rejoice every time you hear the sound of my voice
Just know that I'm looking down on you smiling
And I didn't feel a thing, So baby don't feel no pain
Just smile back...

______________________________________
*Eminem - When I'm Gone
Szera (18:04)

27 listopada 2011

[Przemyślenia] Nie uważasz, że już czas odejść? [Szera]

27 listopada 2011

Proszę, przesłuchajcie najpierw [bez czytania tekstu] ten utwór: muzyka (Sopor Aeternus - No-One Is There). To pozwoli Wam się jako tako wczuć w stan, gdy to pisałam...
________________________

Zacznijcie czytać dopiero, gdy zacznie się sam utwór.
<podkład: Damien Rice - 9 Crimes>

*Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at All...


Krok, za krokiem…
Tik, tak… Zegar tyka…
Po policzku płynął łzy…

Idę… Nie wiem gdzie. Po prostu idę, aby myśli ciągnące się za mną niczym cień, nie stały się ze mną jednością. Aby zostały tym samym kłębkiem chaosu, który tworzył się przez lata. W miejscu, gdzie było kiedyś serce zionie pustka. Wciąga ona emocje niczym czarna dziura.
-Szera? – Obracam gwałtownie głowę, aby ujrzeć zaniepokojoną twarz. – Wszystko dobrze?
-Tak. – Uśmiecham się i odwracam, a po policzku płynął łzy.

Krok, za krokiem…
Tik, tak… Zegar tyka….
Po policzku płynął łzy…

Wchodzę po schodach. Wspinam się w górę czując niepokój. Czy aby na pewno jestem tam, gdzie powinnam? Otwieram drzwi i cicho przekraczam próg. Widzę go. Jedno słowo… Ręka unosi się by zadać cios. Czuję ból. Ja go czuję… Chwila otępienia mija, a ja odchodzę z krzykiem niezrozumienia. Drzwi zatrzaskują się za mną i zbiegam w dół. Uciekam od nienawiści, która zalewa moje ciało. Ale jego twarz wraca we wspomnieniach. A wraz z nimi kolejne krople nienawiści i bólu, niczym trucizny płynącej zamiast krwi.

Krok, za krokiem…
Tik, tak… Zegar tyka….
Po policzku płynął łzy…

Kolejna znajoma twarz, ale w jej oczach nie ma troski. Jedynie litość nad dzieckiem, które próbuje na siebie zwrócić uwagę. Nie zatrzymuję się, biegnąc dalej. Pędzę krętymi ścieżkami, by nikt nie mógł podążyć za mną. Staję przed taflą wody i klękam, by spojrzeć na własne oblicze. Delikatnie przejeżdżam palcami po miejscu, gdzie czuję pulsujący ból. Ale znowu nie ma śladu. Nie ma śladu na skórze. Dowodu. Jedynie nienawiść…
Wstaję i wchodzę do wody, zanurzając się cała. Chłodzę ból, który nie zostawił śladu na zewnątrz, lecz wtopił się we mnie, raniąc głęboko. Czuję jak się duszę, ale nie będę brała oddechu. Oddechu, który będzie płytki i wymuszony. Wypuszczam resztki powietrza, które bąbelkami uciekają ku górze, jakby w ostatniej chwili chciały odzyskać wolność. Zamykam oczy. Każda rana pali żywym ogniem, a jest ich zbyt wiele. Woda ociera łzy, a ja tonę…

Krok, za krokiem…

Czuję jak ktoś mnie ciągnie ku górze, jednak jest to niczym wyrwanie z upragnionego snu. I tak już jedną nogą jestem w piekle…

Tik, tak… Zegar tyka…

-Oddychaj Szera!
Ale ja nie chcę. Mój czas przemija. Po co przesuwać wskazówki by go oszukać?

Po policzku płynął łzy…

-Szera!
-Tylko nie zabieraj mi bólu, dobrze?
-Szera, co ty mówisz?!
-Wiesz, lepiej czuć ból niż nie czuć niczego…
-Natychmiast przestań! Co ty sobie wyobrażasz?!
-Nie krzycz. To boli. Ale, powiedz mi…
-Tak?
-Nie uważasz, że już czas odejść?
Zwijam się w kłębek. Drżę z zimna i zamykam oczy. Czuję delikatny dotyk na policzku. Uśmiecham się smutno.


Kostucho… Już przyszłaś…?



___________________________
*Three Days Grace - Pain
Szera (00:47)

25 listopada 2011

[Przemyślenia] [Szera]

25 listopada 2011

To również nie ma "tego czegoś"...
__________________________________________
<podkład: Bardzo Smutna Melodia>

Wszystko jest dobrze, aż do chwili, gdy tracę panowanie nad sowim życiem. Gdy zaczynam rozumieć, że nie wszystko zależy ode mnie. Patrzę w bezsilności na to co się dzieje. Mimo to bywają momenty, że chcę odzyskać kontrolę nad rzeczywistością. Podążam za bólem, aby chociaż przez chwilę poczuć, że jestem silna. Jednak szybko tracę nadzieję. Wiem, że nie wygram… Wiem, że znowu upadnę pod naporem smutku. Jednak próbuję. Bezskutecznie.
I w tedy wiem, że samotność jest tym, czego pragnę. Zamykam się, by nie zostać dostrzeżoną. W tej chwili pozwalam wygrać słabości. Uderzam z całej siły pięścią i nagle pojawiają się emocje. Znowu nadchodzą po tak długiej nieobecności. Lecz moja dusza nie pamięta ich burzliwego dotyku. Ciało reaguje zbyt gwałtownie i po policzkach spływają drobne kropelki. Tak słabe i tak nikłe w swym trwaniu jak ja. *„Jak na deszczu łza…”
Ale nie mogę tak trwać. Ocieram mokrą twarz i znowu stawiam czoła światu. Jednak robię to niepewnie. Emocje tlą się w zakamarkach serca.Stąpam ostrożnie, unikając pocieszenia. Nie, nie będzie dobrze. Ja to wiem. Nie chcę słyszeć tych kłamstw. Tych bezlitosnych kłamstw, które odbijają się echem w tragedii świata.
I nagle dostrzegam to co się dzieje. Znowu otwieram oczy,gotowa na starcie z brutalnością istnienia. Lecz nic się nie zmienia. Wszędzie ból, smutek, rozczarowanie, a w moim sercu chaos. Chaos, który podburza emocje. Te obrazy są zbyt wyraźne, dźwięki zbyt ostre. Nie powinno mnie tu być. Nie powinnam tego oglądać. Już zbyt wiele razy zapisało się to w mojej pamięci. Zbyt wiele razy dotyczyło to i mnie.
Odwracam się i biegnę. Słyszę trzask zamykanych drzwi i opadam bezwładnie w dół. Emocje jeszcze nie odeszły. Ich dotychczas słaby ognik, teraz pożera moją duszę, ogarniając ją wzburzonym płomieniem. Oddaję się temu w samotności.
W mojej głowie panuje chaos. Łzy opadają na zimną podłogę. A ja czekam kiedy to przejdzie. By wyjść i z uśmiechem zagrać rolę wesołka. Jednak nie wiem, czy jestem gotowa. Ten moment nadchodzi zbyt szybko… Mimo to wychodzę i mijam znanych mi, a tak obcych ludzi. Siadam na swoim miejscu, wbijając wzrok w tańczący wesoło ogień. I nagle powracają zapisane przeze mnie słowa. Nagle rozumiem, że one nic nie znaczą. Ja jedynie wymyślam metafory, nie wiedząc czym one naprawdę są. Pisane przeze mnie są bezwartościowe. Nie mają najmniejszego sensu, ponieważ to co piszę nie dotyczy mnie. To nie są moje emocje, a myśli. Nie potrafię tego prawdziwie nazwać, gdyż one nie płynął z tego, co akurat czuję. Dlatego zaczęłam pisać „Ty” zamiast „ja”… „Ja” przestało już cokolwiek znaczyć…
Ta myśl sprawia, że powraca otępienie. Siedzę wpatrzona w płomień, w którym odbija się pustka mojego wnętrza. I znowu zostaję wystawiona na próbę. Poniżam się i przegrywam. Znowu…
Nie wiem co staje się prawdą, a co kłamstwem. Nie mogę już niczemu ufać. Jak mogę to zrobić, gdy nie wiem tak naprawdę, co sama kryję? I to w tedy dostrzegam, że emocje znowu odeszły. Znowu zostałam sama, niezdolna by cokolwiek poczuć. Pusta, zmęczona walką i łzami. Czuję jak życie ponownie opiera się na moich barkach, ale ja uginam się i pękam, niczym uschnięta gałąź, niezdolna tego udźwignąć.
Jak długo to jeszcze potrwa, nim w końcu dokonam wyboru?
Nim zrozumiem, że dalej nie da się tak żyć?
Że nie można żyć bez emocji, które pojawiają się, by po chwili popaść w zapomnienie?


Jak długo jeszcze potrwa, nim w końcu upadnę…?



________________
*Dżem - Do Kołyski

 Ciężko będzie to zrozumieć, gdyż jest to opis pewnego zdarzenia... Niestety nie jestem zbyt dobra w odzwierciedlaniu tego co było...
Szera (18:01)

20 listopada 2011

[Przemyślenia] Help me, I'm buried alive! [Szera]

20 listopada 2011

Jeżeli ktoś nie chce czytać opowiadania, które nie ma sensu i większego znaczeni to od razu odradzam czytania tego.... Al, potwierdzam Twoje słowa, ale te opowiadania mi ciążą, więc je opublikuję. Później się zobaczy co dalej...
_____________________________________________
<podkład: Within Temptation - Lost>

Podobno, gdy z nieba spadnie gwiazda, jakaś dusza właśnie opuściła ten świat…

Szarość pada na świat. Szukasz światła nadziei, nieświadomy, że stoisz pod samą jej latarnią. Ze spuszczoną głową pozwalasz, aby smutek nieba spływał na Ciebie. Bez słowa akceptacji stoisz i patrzysz. Świeża ziemia, a na niej kwiat. Pod nią zakopałeś żywcem uczucia i resztę życia.
Wkroczyłeś na ścieżkę rozpaczy i strachu. Z niej nie ma powrotu. Zdezorientowany idziesz, krok po kroku popadając w ciemność. Czerń staje się jedyną rzeczą jaką rozpoznajesz. Miałeś wszystko, nie pozostało Ci nic. Pustka. Klękasz, wbijając spojrzenie w milczący obraz niebios, jakby doszukując się sprawcy bólu wyrytego w Twym sercu. A smutek szarego nieba spada na Ciebie z każdą kolejną kroplą. Teraz będziesz podążał tą ścieżką zgubienia w cichym krzyku, próbując odnaleźć to, co stracone. A życie zamyka się w czarnym prostokącie, który równie czarny koń pociągnie aż do bram piekieł.
Stąpasz bez celu. Boso, pod całunem deszczu. Zagubiony, ze spuszczoną głową. Mijasz ludzi, dla których jesteś jedynie nic nie znaczącym pyłem. Dociera do Ciebie cichy płacz i wiesz, że to łzy wylane za Ciebie – symbol Twojego końca. I nagle krzyk wołający Ciebie, jednak Ty już odszedłeś, Twoje serce zastygło. Śmierć zamknęła Twe oczy. Stałeś się tylko cieniem w mroku przeszłości. Niedostrzegalny, spłonąłeś w ogniu. Twoja dusza odeszła, a uczucia zakopałeś żywcem pod ziemią…

Help me, I'm buried alive!

Samotna ścieżka zagubiona w szarości deszczowego dnia. Oświetla ją jedynie ogień, znicz zapalony dla Ciebie. Tlący się ogień pamięci, który powoli przygasa…

Buried alive!

Wspomnienia tłoczą się w zakamarkach pamięci, czekając na swoją kolej, aby wyblaknąć, gdy bez reszty popadniesz w szaleństwo rozpaczy.
Wokół Ciebie czarny tłum. Łza za łzą. Ale Ty nie płaczesz. Patrzysz na gładki marmur bezrozumnym spojrzeniem. Nikt nie dostrzeże Twojego otępienia, które skrywa się pod łzami nieba. One wylewają Twój smutek. Dlaczego nie Ty?
Chciałbyś zawrócić czas. Akurat w tej chwili przeanalizować wszystko na chłodno. Ale to już nie wróci. Czas zatoczył pełne koło, a Ty stałeś się jego ofiarą. Nie, nie Ty… To co było dla Ciebie wszystkim, lecz nie Ty.
I nagle nadchodzi to znajome przygnębienie. Poddajesz się, jeszcze zanim rozpoczęła się walka. To była jedynie próba. Ułamek sekundy, który ciągnie się zbyt długo i nie zauważasz, jak wszystko znika, traci sens. A Ty bezpowrotnie odchodzisz wraz z tym. I nagle ciemność , w której się znajdujesz przeszywa strzał. Otwierasz oczy i rozumiesz, że dalej podążasz już sam. To boli. Mimo, że dociera do Ciebie kolejny szloch, nadal pozostajesz bezduszny. Odwracasz wzrok i odchodzisz. To Ty powinieneś być strażnikiem reguł gry. Ale zawiodłeś. Zrozumiałeś, że straciłeś kontrolę nad rzeczywistością. Życie, które kiedyś miało kolorowe barwy poszarzało. A Ty na to pozwoliłeś, nie wyrażając sprzeciwu. Pozwoliłeś by Twój sen się zmienił, przybrał odcień smutku. Lecz nie wiedziałeś jak bardzo to rani. Ciepły dotyk odszedł, pozostał chłód i pustka. Pozwalasz, by niemoc dopadła Twoje serce i z krzykiem upadasz na kolana.

Help me, I'm buried alive!

Znowu znajdujesz się w grupie ludzi. Więc biegniesz, by odejść. By zostawić ból. On i tak Cię dopadnie. Straciłeś. Straciłeś to. Zakopałeś pod ziemią.

Buried alive!

Ukryłeś pod gładkim marmurem. Ale krwawa rana pozostała. To jej ostre krawędzie pokażą, że coś jest nie tak. Zapłoniesz niemocą i upadniesz.
Wykrzyczysz ból i wylejesz łzy, ale to nie wróci. Pozostanie otępienie i pustka. To jeszcze nie koniec, a Ty już jesteś zagubiony, bezradny. Życie odebrało Ci możliwość złapania oddechu, więc dusisz się, powoli umierasz, zabijany przez własny umysł. Więc po co walczysz? To tylko gra, tylko życie. To, którego już nie ma. Pieczenie na skórze niesie wspomnienie ciepła. Ale Ty zakułeś się w lodzie, wspomnienie boleśnie parzy.
Jeden płomień.
Jedna łza.
Jedno istnienie.
A tak wiele znaczyło…
Ale Ty cierpisz w ciszy, odcinając się od świata. Nie martw się. Może to jednak koniec?
Szum brzóz, które w swych uściskach kryją groby rzeczywistości, przyćmiewając światło. A na jednej z tabliczek Twoje imię i mały, gasnący płomyk znicza.
Sam sobie odpowiedz czy to sen, czy rzeczywistość. Tylko kilka rzeczy tu jest pewne.
Jeden płomień.
Jeden ból.
Jedna łza.
Jedna pustka.
Jedno istnienie.
I jedno zakończenie…


_____________________________________
Tak, dużo chaosu.
Dziękuję Al. To dzięki Niej to opowiadanie jest w miarę znośne. Naprawdę dużo mi przy nim pomogła.
Szera (21:49)

19 listopada 2011

Potrafisz ranić nawet milczeniem cz.2 [Szera]

19 listopada 2011

I znowu najzwyklejsze opowiadanie. A w sumie jego kontynuacja.
_______________________________________________________
<podkład: Nox Arcana - Labyrinth of Dreams>

Biegłam przez las. Cały czas słowa zapisane w książce wypływały na wierzch myśli, jakby nie chciały utonąć w studni zapomnienia. To co się niedawno wydarzyło, zbyt silnie na mnie wpłynęło. Niby nic, a jednak tak wiele. Z cichym westchnięciem spojrzałam na łapy, które wyłaniały się z leśnej ściółki, by móc zaraz zatonąć z powrotem. I nagle obraz się rozmazał… Nic więcej nie pamiętam…

Rozmazane obrazy przelatywały mi przed oczami, niczym przewijany zbyt szybko film.
Ciche szepty.
Szarpnięcie i krzyk.
Mój krzyk…

Zerwałam się, układając w pozycji siedzącej. Poczułam nagłe kłucie w skroniach. Przyłożyłam dłoń do głowy z cichym sykiem.
-Wszystko dobrze? – Usłyszałam zatroskany głos. – Nie wstawaj.
-Gdzie… gdzie ja jestem? – Wychrypiałam cicho unosząc wzrok.– Luu?
W oczach dziewczyny tliły się resztki przerażenia, zastępowane troską.
-Co się stało?
-Znalazłam cię leżącą pod drzewem. – Zmarszczyła lekko brwi, zgrabnymi palcami zaczesując zbłąkany kosmyk. – Nic nie pamiętasz?
-Nie. – Westchnęłam ciężko, zamykając oczy. Czułam się obolała i zmęczona. Nagle na ręce zobaczyłam bandaż. Pogładziłam go gładko dłonią. – Coś mi się stało?
Dziewczyna pokręciła delikatnie głową, wprowadzając włosy w delikatny, falisty ruch.
-Tylko drobne otarcia.
Skinęłam lekko głową i bez ostrzeżenia spuściłam nogi na ziemię i wstałam. Koc zsunął się w dół, a ja poczułam jak tracę równowagę, a przed oczami pojawia się ciemność. Opadłam na kanapę, niczym marionetka, której sznurki wypuszczono z dłoni.
-Szera! – Mruknęła Luu, a w jej głosie można było wyczuć naganę.
Podniosła koc z ziemi i przykryła moje nogi. Powstrzymując łzy, podciągnęłam kolana do klatki i zaplotłam wokół nich ręce. Oparłam na nich głowę, przymykając oczy. Zmęczenie źle na mnie wpływało. Robiłam się drażliwa, a zarazem bardzo łatwo popadałam w histerię.
-Przepraszam. – Szepnęłam cicho.
Dziewczyna westchnęła cicho.
-Nie masz za co przepraszać.
Nagle odwróciła się i wyszła. Słyszałam jak jej kroki oddalają się, by po chwili znów się przybliżyć.
-Masz.
Otworzyłam oczy. Wyciągała do mnie rękę, w której spoczywał kubek. Patrzyłam na niego bezmyślnie, po czym wyciągnęłam rękę i pochwyciłam go, przysuwając powoli do twarzy. Wzięłam głęboki wdech, a parująca ciecz  zachlupotała cicho, pozwalając parze musnąć ciepłem moje policzki.
-Kakao. – Szepnęłam cicho biorąc ostrożny łyk.
Dziewczyna usiadła koło mnie, trzymając w rękach drugi kubek. Nie odzywała się już. Patrzyła za okno, jakby w cichym oczekiwaniu, że zaraz coś się wydarzy.  Ale nic się nie działo. Tylko cisza i spokój. I ciche przeczucie, że coś jest nie tak…

<podkład: Dark Piano Song - "Night of Rain">
-Szera!
Nagle podniosłam wzrok znad kubka, w którym zostało jeszcze trochę zimnego kakaa. Nie wiedziałam ile czasu tak siedziałam. Spojrzałam zdezorientowana na Luu. Stała przy kanapie wpatrując się we mnie zmęczonym wzrokiem.
-Zjesz z nami kolacje?
Nie docierało do mnie co mówi, dopóki nie pojawiła się przy niej Thell.
-Muszę się zbierać. – Mruknęłam cicho.
-Nawet o tym nie myśl. Nigdzie cię nie wypuszczę. Przywiążę cię jeżeli mnie do tego zmusisz. – Milczałam, a dziewczyna wpatrywała się we mnie spokojnie, ale zarazem z przekonaniem. – Przepraszam. – Szepnęła obracając się i idąc w stronę kuchni.
Westchnęłam ciężko i wstałam powoli by nie wywołać zawrotów głowy. Cicho poszłam za Luną i stanęłam koło niej w kuchni.
-Jeżeli mam tu zostać, muszę się do czegoś przydać. – Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się lekko. Na nic więcej nie było mnie stać.
Dziewczyna odpowiedziała bladym uśmiechem. Widać było, że jest zmęczona  pragnie spokoju. W ciszy zaczęłyśmy robić kolację. Żadna się nie odzywała. Przy stole również panowało milczenie. Przerwało je jedynie pytanie Thell, czy może iść do pokoju. Luna sprawdziła czy dziewczynka wszystko zjadła i kiwnęła lekko głową. Przez cały czas, gdy przebywałyśmy w kuchni czułam się jakaś nieobecna. Wszystko jakby działo się zbyt szybko, a ja zostałam spowolniona i odcięta od reszty rzeczywistości. Pomogłam jeszcze posprzątać po kolacji.
-Śpisz na górze. – Nagle do mojej głowy wdarł się głos Luny. Spojrzałam na nią i już miałam przeciwstawić się i zapewnić, że wystarczy mi kanapa, ale napotkałam jej spojrzenie.
Skinęłam jedynie głową. Nie chciałam się już sprzeciwiać.Nie dość, że wyglądała na wycieńczoną to jeszcze znowu musiała mnie u siebie gościć.
-Luu nie chcę się narzucać. Powinnaś jednak wypocząć. Nie wiem czy ta kanapa jest do tego odpowiednia. – Zaproponowałam w końcu, widząc jak szykuje pościel.
-Szera jesteś moim gościem. Nie pozwolę ci spać na kanapie.
-Mi nic więcej nie jest potrzebne.

<podkład: Kuroshitsuji OST2 ~ Doll House>
Spojrzała na mnie i znowu uśmiechnęła się. Wiedziałam, że jej nie przekonam więc spokojnie weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Jeszcze wczoraj stąd wybiegałam, a teraz muszę tu nocować. Przechyliłam się lekko w poszukiwaniu książek, ale zniknęły. Luna pewnie je schowała. Westchnęłam cicho i położyłam się na czystej pościeli, utkwiwszy wzrok w obraz za oknem. W pokoju panowała cisza, która wisiała w powietrzu, niczym zapowiedź burzy. Przekręciłam się na bok, a luźne kosmyki opadły bezwiednie na twarz. Nagle świat jakby się zatrzymał, a ja zostałam pominięta. Każda minuta stawała się godziną, a natrętne myśli, które kryły się przed światłem słonecznym, nagle zaczynały wypełzać z najdalszych zakamarków umysłu. Zamknęłam oczy, chcąc zasnąć. Bezskutecznie obracałam się z boku na bok. W końcu z cichym westchnięciem wstałam przybierając postać wilka i ostrożnie zwinęłam się w kłębek. Miałam tylko nadzieję, że Luna nie zabije mnie za sierść na pościeli. Otworzyłam ślepia, a mój wzrok padł na okno. Czerń za nim była nieprzenikniona i złowróżbna. Jej obcość sprawiała, że czułam się nieswojo. Gdyby tylko pojawił się księżyc lub gwiazda… Ale niebo było dzisiaj skryte i odległe. Poczułam ruch i poderwałam łeb, przygotowując się na niespodziewane. Ze zdziwieniem obserwowałam jak na łóżko wskakuje bury kot i bez większych problemów zwija się w puszysta kuleczkę tuż przy moich łapach. Obserwowałam go przez chwilę, po czym złożyłam koło niego łeb. Przymknęłam ślepia, aby móc wsłuchać się w rytm jego serca, skoro moje nie potrafiło mnie uspokoić. Ale wszystko to zagłuszył cichy stukot. Uchyliłam powieki. Deszcz cicho bębnił w szybę, jakby błagając o schronienie. Westchnęłam cicho. Nie wiem ile czasu już minęło odkąd się położyłam. Czułam jakbym w połowie była już w świecie snów, a po części moja dusza błądziła tutaj, szukając klucza, by otworzyć bramę do obrazów marzeń. Wiedziałam, że i tak będę one ciemne i bezsensowne. Dawno marzenia senne zmieniły się w czarną otchłań. Mimo to westchnęłam cicho, czując narastający niepokój, napięcie i senność. Usłyszałam ciche skrzypnięcie, ale nie miałam siły podnieść łba. I tak pewnie znowu miałam omamy, nie odróżniając co należy do snu, a co do rzeczywistości. I nagle ta dołująca myśl… Wspomnienie ostatnich dni. Wizja przyszłości…

*Świat tonie.
Pogrąża się w rozpaczy.
Umiera w krwi oceanie.


A potem, nadszedł sen….
__________________
*Aldieb
Dziękuję Al za zgodę na wklejenie tych słów, które napisałaś i za podkłady.
Szera (01:07)

31 października 2011

Potrafisz ranić nawet milczeniem. [Szera]

31 października 2011

To nie jest ani kolejna część "Początek bez końca", ani "Przemyślenia".
Ot. Pierwsze, zwykłe opowiadanie.
_________________________________________

<podkład: Two Steps From Hell - Heart of Courage>

Biegłam. Nie patrzyłam gdzie. Po prostu starałam się prześcignąć czas i zgubić za sobą cały świat. Wszystko mieszało mi się w głowie. Plątanina myśli tworzyła nieład, który kłębił się w moim sercu. A ja biegłam. Znowu biegłam. Cały czas biegłam.Wilcze łapy wybijały rytm. Jednak tym razem coś go zniekształcało. Wydawał się obcy i odległy. Ściółka paliła, jakbym stąpała po rozżarzonych węglach i stawała na nich zbyt długo. I nagle poczułam, że futro zaczyna coraz bardziej ciążyć. Padał deszcz. Ale cichy szmer nie dawał spokoju. Każde uderzenie kropli był niczym bolesny impuls dla umysłu. I nagle stanęłam. Otaczała mnie reszta roślinności. Jeszcze jeden krok, a moja sylwetka będzie widoczna dla ludzi w domu, który znajdował się na wprost mnie. Ale nie czułam się zagrożona. Znajomy zapach dotarł do mych nozdrzy, a ja bez namysłu ruszyłam biegiem przed siebie. Potykałam się na śliskiej ścieżce. Ludzkie nogi znowu mnie zawodziły. Skórę owinął zimny wiatr, mokre ubranie okleiło moje ciało. Zadrżałam docierając do zadaszonej werandy. Ostrożnym krokiem podeszłam do drzwi i uniosłam rękę. Zamarłam. Nie byłam pewna co zrobić. Może tak naprawdę nie powinnam tu przychodzić…
Mimo to dłoń delikatnie uderzyła o drzwi. Ciche kroki zbliżały się coraz bardziej. Chciałam się cofnąć i jak najszybciej uciec, ale było już za późno. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem i ukazała się zdziwiona twarz dziewczyny.
-Luna. – Szepnęłam cicho, zgarniając mokre włosy, które przykleiły się do policzków.
-Szera. – W jasnych, błękitnych oczach dziewczyny odbijał się szok, który czuła na mój widok. – Wejdź. – Dodała, pośpiesznie odsuwając się, bym mogła wejść.
Niepewnym krokiem przekroczyłam próg Jej mieszkania. Dziwnie się czułam w otoczenie ludzkich przedmiotów. Jednak szybko o tym zapomniałam, czując jak chłód przeszywa moje ciało.
-Co się stało? – Dziewczyna stanęła przede mną, a Jej brązowe włosy z delikatnym przebłyskiem rudego zalśniły w sztucznym świetle lampy.
-Mogę wziąć prysznic? – Zapytałam szybko.
Nie miałam siły na wyjaśnienia. Jedyne czego pragnęłam to pozbyć się chłodu i pustki. Dzięki prysznicowi przynajmniej jedna z tych rzeczy była możliwa.
-Jasne. – Luna nie pytała o nic więcej. W tym momencie byłam Jej za to wdzięczna…
Ruszyłyśmy dalej przedpokoikiem. Luna poprowadziła mnie schodami na górę. Wpatrywałam się w ziemię nie zwracając najmniejszej uwagi na otoczenie. Nagle Luna skręciła w prawo, otwierając przede mną drzwi. Stanęłam obok Niej, zaglądając do środka. Zerknęłam w lewo na umywalkę i wiszące lustro. Nie zwróciłam uwagi na więcej szczegółów. Mój wzrok padł na prysznic. Uśmiechnęłam się słabo do Luny i weszłam do środka. Usłyszałam tylko jak drzwi się zamykają i wyłączyłam się.

<podkład: Two Steps From Hell - Forgotten September>

Ocknęłam się dopiero, gdy siedziałam w wannie, a ciepła woda z prysznica obmywała moją skórę, tuląc w kojącym dotyku. Podciągnęłam kolana,oplatając je rękami. Jedna dłoń spoczęła na lewym ramieniu. Pod opuszkami poczułam delikatne uwypuklenia. Blizny ciągnęły się jedna koło drugiej. I nagle zorientowałam się, że płaczę. Mimowolnie odchyliłam głowę, a ciepły strumień wody spłynął w dół po policzkach. Westchnęłam cicho doprowadzając zmysły do porządku. Gdy słuch przyzwyczaił się do równego szumu wody usłyszałam coś jeszcze. Ciche, nerwowe kroki, zagłuszane od czasu do czasu duszącym kaszlem.Luna… Zapewne teraz się o mnie niepokoiła. Od zniknięcia Teama stała się bardzo nerwowa. Opuściłam głowę, opierając ją o kolana. Przymknęłam powieki, aby jeszcze na chwilę móc odpłynąć…
Zakręciłam wodę i wstałam. Zbyt długo pozwalałam sobie na odpoczynek. Rozejrzałam się. Po przeciwnej stronie umywalki stała szafeczka, a obok niej wisiał ręcznik. Ostrożnie wyszłam z wanny. Widoczność utrudniała unosząca się mgiełka. Chwyciłam ręcznik i owinęłam się nim szczelnie, po czym ruszyłam do drzwi. Uchyliłam je lekko, wpuszczając odrobinę świeżego powietrza. Moją uwagę przyciągnęła mała sterta, leżąca przy ścianie. Wychyliłam się, by zobaczyć co to jest. Moje palce natrafiły na delikatny materiał. Uśmiechnęłam się i chwyciłam rzeczy. Luna jak zawsze pomyślała za mnie. Wsunęłam się z powrotem do łazienki i zamknęłam drzwi.  Wciągnęłam na siebie suche ubrania składające się z luźnej, ciemnej koszulki i zwykłych dżinsów. Podeszłam do umywalki z lusterkiem i przetarłam dłonią zaparowaną powierzchnię szkła. Spojrzałam na swoje odbicie. Długie pasma ciemnych, mokrych włosów opadały na ramiona. Westchnęłam ciężko. Blada twarz i sińce pod oczami w pełni informowały o moim zdrowiu psychicznym. Z odrazą odwróciłam wzrok i wyszłam z łazienki.
Nie wiedziałam gdzie iść. Gdy Luna prowadziła mnie do łazienki nie myślałam co robię i którędy idę. Rozejrzałam się. Na wprost mnie znajdowały się kolejne drzwi. Wyszłam z łazienki. Na prawo ode mnie były kolejne. Mimowolnie ruszyłam najpierw ku nim. Syknęłam cicho, gdy poczułam mocny ból w stropie. Mój wzrok padł na podłogę. Wszędzie porozrzucane były zabawki o nieokreślonym kształcie. Podeszłam do drzwi i uchyliłam je. Moim oczom ukazał się dziecięcy pokój, a w nim Thell. Mała spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, po czym wróciła do czynności, w której jej przerwałam, nie poświęcając mi więcej uwagi. Zamknęłam drzwi i ruszyłam do tych, na wprost łazienki. Uchyliłam je i zaglądnęłam do środka.
Gdy weszłam mój wzrok padł na okno, które znajdowało się na wprost drzwi. Przez cienkie zasłonki przebijała się szarość dnia. Podeszłam bliżej, opierając dłoń na zimnej szybie. Krople cicho wybijały rytm na szklanej powierzchni. Powędrowałam wzrokiem dalej, na rozciągające się pole i drogę. Wszystko przyodziało senny płaszcz, kryjąc się przed łzami nieba. Jedynie od czasu do czasu powietrze przeciął ptak, zabłąkany w ponurości milczącej przyrody. Jedynie cichy stukot kropli…
Poczułam jak zaczyna kręcić mi się w głowie, a blizna ciągnąca się przez bok zaczęła boleśnie piec. Osunęłam się od okna, cofając na oślep. Obraz przed oczami rozmazał się i zastąpiła go czerń. Złapałam się za głowę i nagle moje nogi poczuły opór. Upadłam, natrafiając plecami na coś miękkiego. Zamknęłam oczy czując jak świat dalej wiruje i powoli nadchodzi fala mdłości. Obróciłam się na bok i zwinęłam w kłębek.
Nie wiem ile leżałam, ale świat powoli zaczął się uspokajać i wracać do poprzedniej formy. Niepewnie uchyliłam powieki. Wyciągnęłam rękę, aby dotknąć miękkiej pościeli, która kłębiła się z kocem. Uniosłam lekko głowę. Leżałam na sporym, dwuosobowym łóżku. Powoli usiadłam, pilnując aby zawroty nie powróciły. Zwiesiłam luźno nogi, siadając blisko krawędzi. Pokój wydawał się skromny. Po podłodze rzucało się parę elementów garderoby i zabawki. Po prawej stronie łóżka znajdowała się szafeczka nocna z lampką, a obok wejście do pokoiku, gdzie pewnie  znajdowała się garderoba. Rozejrzałam się jeszcze raz i dopiero w tedy ujrzałam parę książek rozrzuconych przy boku łóżka. Przesunęłam się kawałek, aby móc dostrzec tytuły. „Pokój do wynajęcia”, „Miasto kości” – czytałam po kolei, aż mój wzrok padł na wyróżniającą się okładkę. Wyciągnęłam rękę, aby pochwycić książkę. Ponownie usiadłam na łóżku, tym razem po turecku i spojrzałam na starannie wykonaną delikatną oprawę. Pogładziłam palcem po gładkim grzbiecie książki.

<podkład: Two Steps From Hell - The Truth Unravels>

-„Blond Gejsza”. – Odczytałam cicho tytuł, który odcinał się na okładce.
Położyłam książkę przed sobą. Podparłam głowę na dłoni, drugą natomiast zaczęłam sunąć palcami po złożonych kartkach. Delikatnie uniosłam strony, czując gdzie najczęściej książka była otwierane. Ujrzałam czarne literki wydrukowane na delikatnie kremowym papierze. Po chwili jednak ujrzałam, że było tam coś jeszcze. Przejechałam palcem po małych, starannie zapisanych literkach.
-Luna. – Szepnęłam, przysuwając książkę bliżej.
Ręczne dopiski ewidentnie różniły się od książkowego druku.
To jest taka tęsknota, o której on nie ma pojęcia, a jej serce toczy walkę z rozumem.
Wpatrywałam się w zdanie w milczeniu. Z cichą nadzieją przełożyłam stronę, a moim oczom ukazało się kolejne zdanie.
Miał dać jej siłę,okazał się jej słabością.
Kolejna kartka, kolejny dopisek.
Wydaje mi się, że jesteś gdzieś daleko. Tak się tylko wydaje, bo właściwie Ciebie nie ma…”.
Poczułam jak powoli zaczynają się budzić we mnie emocje. Bez namysłu zaczęłam kartkować książkę, nie zwracając uwagi na cytaty. To było bezsensu. Czytając dopiski czułam, jakbym wkradała się bezprawie do umysłu Luny. I wtedy kartki zatrzymały się, a mój wzrok padł na kolejne słowa.
Potrafisz ranić nawet milczeniem.”
Zamarłam. Moje oczy nigdy nie powinny odczytać tych słów. Tym razem nie odkryłam myśli Luny. Włamałam się do własnego umysłu. Ale nie mogłam odwrócić wzroku od tych słów. Zdawały się wbijać we mnie niczym sztylety. Poczułam pieczenie na skórze, ale nie patrzyłam w to miejsce. Bałam się co tam ujrzę. I nagle na kartkę spadła maleńka kropla, a za nią następna. Poczułam jak pokój nagle stał się nieprzyjazny, niczym cela, której drzwi mają się zaraz za mną zatrzasnąć. I w tedy usłyszałam kroki. W drzwiach stanęła zdziwiona Luna, ale nagle w Jej oczach ujrzałam przerażenie.
-Szera. – Szepnęła, ruszając w moją stronę.
Ale ja nie panowałam nad sobą. Książka wypadła z trzęsących się dłoni, a ja zerwałam się z łóżka i mijając dziewczynę rzuciłam się w stronę schodów. Uderzenie książki o ziemię odbiło się echem w mojej głowie, zaburzając nagle rytm serca. Zatoczyłam się, ale pobiegłam dalej w dół. Słyszałam jak Luna rzuciła się za mną, ale nie mogłam pozwolić się dogonić. Nie wiem jak znalazłam wyjście, ale nagle cztery łapy zatopiły się w błocie, a na sierść spadły kolejne krople deszczu. Łzy nieba. Jedyne co jeszcze usłyszałam to krzyki biegnącej za mną Luny. Nie mogłam zawrócić, chociaż wiedziałam, że będę tego żałować.

Wybacz Luu, ale czasem lepiej nie wiedzieć co człowiek kryje w zakamarkach umysłu…

________
Większość opowiadania powstała dzięki Lunie. Dziękuję za pomoc (w tym opisy oraz cytaty i znoszenie moich bezsensownych pytań).
Szera (00:35)

27 października 2011

[Przemyślenia] Całe życie grasz... [Szera]

27 października 2011

Należy zacząć czytać od pierwszych słów piosenki i wczuć się w jej rytm.
___________________________________


The burning desire to live and roam free
It shines in the dark
And it grows within me
You're holding my hand but you don't understand
So where I am going, you won't be in the end...

Dlaczego?

Jedyne pytanie na jakie nie znam odpowiedzi…
Jedyne, które wciągnęło mnie w bezduszną loterię życia.
Grę, której stawką jest życie…
A ja pociągnęłam kartę, przyjmując wyzwanie. A teraz? Zagubiona we własnym umyśle odcinam się od reszty świata. Skalna ściana staje się coraz wyższa, a ja nie potrafię podnieść na nią wzroku. Wyryte w niej napisy znaczą zbyt wiele.
Ze spuszczoną głową staję na deszczu szukają ukojenia w bólu. Ale to nie pomaga… Woda spłukuje marzenia i gasi resztki tlącego się ognia życia. Ostatnie błyski nadziei w mroku i nagle świat traci barwy. Zostaje tylko czerń i biel. Smutek i nienawiść…

Dlaczego?

Szukam odpowiedzi tylko po to, by poczuć się lepiej. By zrozumieć. Ale to już się nie liczy. Lecz, gdy to do Ciebie dociera jest już za późno. Stajesz się wyrzutkiem we własnej rzeczywistości.
Odsunięta.
Niechciana.
Inna…

Dlaczego?

Ręka, która kiedyś wyciągałam spoczywa w kieszeni. Stracona szansa, zaprzepaszczone nadzieje. Podpory butwieją, by w pewnym momencie ulec. Upaść, pokonane w swej bezsilności.

Dlaczego?

Dlaczego odwracasz się plecami z okrutnym uśmiechem na twarzy, gdy ja upadam?
Dlaczego odchodzisz, a gdy dociera do Ciebie co się stało, jest już za późno na powrót?
Dlaczego odrzucasz, by później naprawiać?
Dlaczego poniżasz, by później błagać o wybaczenie?
Dlaczego ranisz, by patrzeć z satysfakcją na łzy?
Dlaczego patrzysz na słabość, by później móc wyśmiać?
Dlaczego trzymasz za rękę, by puścić, gdy spadam w dół?
Dlaczego wspierasz, by później móc popchnąć w przepaść?
Dlaczego?

I'm searching for answers
not given for free
You're hurting inside, is there life within me?
You're holding my hand but you don't understand
So you're taking the road all alone in the end…

Ściany zbliżyły się, przygniatając do ziemi. Ale niedługo wszystko zniknie. A Ciebie tam nie będzie. W miejscu, do którego idę Ty nie masz wstępu.
Zamknięte bramy umysłu rdzewieją.
Serce zastyga.
Oczy mętnieją.
Życie wygasa…
Ale nadal nie ma odpowiedzi. Nic nie rozumiem. Życie tańczy do bezbarwnej muzyki. Nuty i słowa mieszają się. A ja opętana tym chaosem unoszę głowę ku płaczącemu niebu, by połączyć się z nim w smutku.
Łza za łzę. Tajemnica skryta w tajemnicy.
Życie za życie. Świat skryty w wyobraźni.
Marzenie za marzenie. Destrukcja skryta w uśmiechu…
A to wszystko bezgłośnie zabija w środku. Za późno by zrozumieć. Za późno by wrócić. Za późno by oczyścić zardzewiałe zawiasy i otworzyć kłódki uczuć.

Dlaczego?
Nie wiem.
Ale nie potrzebuję odpowiedzi by zrozumieć…

Why does it rain, rain, rain down on Utopia?
Why does it have to kill the ideal of who we are?
Why does it rain, rain, rain down on Utopia?
How will the lights die down, telling us who we are?

A gdy padną słowa „Ona nie żyje, popełniła samobójstwo” będę wiedziała, że jestem wolna…

Szera (21:10)

Początek bez końca cz. XIV [Szera]

27 października 2011


Tak to był on. Ten, który zawsze dodawał mi sił, a w tym momencie mi je odbierał.Ten, który sprawiał, że zawsze byłam w stanie zrobić o jeden krok więcej. Ten, którego słowa prowadziły mnie, niczym ślepca. Ten, który chronił od bólu, a teraz go zadawał.
Zdradzona.
Oszukana.
Nie tak to miało wyglądać. Zawsze razem. Takie były ostateczne słowa przysięgi. A teraz?Staliśmy po przeciwnych stronach, niczym dwaj najwięksi wrogowie. Zacisnęłam zęby wbijając w niego wzrok. Był mi przyjacielem, a stał się… kim tak właściwie?
Widziałam jak walczą w nim dwa oblicza. Jedno z nich należało do mnie… Egoistka – mruknęłam do siebie, ale wszystko zmieniło swoje oblicze, więc dlaczego ja miałam pozostać taka sama?
I nagle poddałam się temu uczuciu, a gniew był teraz moim partnerem. Rzuciłam się w taniec rozpaczy. Wszystko się zatrzymało. Życie, oddech, serce… A ja dalej oddawałam się temu. Pozwoliłam się prowadzić. Chciałam krzyczeć. Chciałam rzucić się w objęcia nicości, a jednocześnie poczuć ciepło i bliskość jedynej przypisanej mi duszy. By w końcu zaznać spokoju.
Ale to nie było wystarczające. Nowe rany się otwierały, a ja nie byłam w stanie tego powstrzymać. Sama… Niezdolna do czegokolwiek… Rzucona w świat, w którym nie miałam prawa istnieć, do którego nie pasowałam… Byłam inna…Po prostu inna…
Mam serce, a jestem nieczuła.
Mam duszę, a jestem martwa.
A to wszystko spowodowane zamknięciem rozdziału o nazwie „Szczęście”, który zakończył powieść zwaną życiem.
Poczułam jak moje łapy dotykają ziemi. Znowu byłam wilkiem. Patrzyłam na Kireda.
-Zdrajca. – Warknęłam.
Ale dlaczego? Dlaczego mieszały się w nim dwie dusze? Jedna należała do kogoś innego. I nagle ta część przybrała w nim inną postać. Znaną mi, ale wymazaną z pamięci.
Poczułam się bezsilna. Wiedziałam, że musimy ze sobą walczyć. I nagle nasze ciała zwarły się w krwawym uścisku niemocy. Odskoczyliśmy od siebie. To nie była walka kto wygra, a kto przeżyje i będzie trwał bez części siebie. Nasze ciała były idealnie zsynchronizowane. Mój ruch był jego ruchem jego myśl była moją myślą. Ta walka nie miała pokazać kto lepiej walczy, a kto jest bardziej wytrwały. Kto potrafi zawalczyć, a kto ulegnie…
A ostatnie co z tego pamiętam to czerwony rozbłysk i przeszywający ból , gdy to moje ciało jako pierwsze upadło na ziemię…

<podkład: Assassins Creed - Immediate Music (Liberty Sheild)> 


Najpierw dotarł do mnie dźwięk jego głosu, a następnie zobaczyłam jak siedzi wpatrzony w dal. Poruszyłam się, chociaż kosztowało mnie to wiele wysiłku. Sztywne, zmęczone ciało stawiało opory. Mimo to z cichym westchnieniem podeszłam do niego.
-Dlaczego tego nie zrobiłeś… - Szepnęłam z wyrzutem. Czułam jak moje wilcze ciało oplatają ciasne, szkarłatno zabarwione bandaże.
Nie odpowiedział, chociaż wiedziałam jakie słowa wypływają na wierzch jego pamięci.
-Przysięga… - Spojrzałam na niego. – I tak ją złamałeś występując przeciwko mnie…
-Biorąc pod uwagę, że kazałaś mi odejść, przysięga tak naprawdę nie została złamana.
-Zdradziłeś.
-Zapomniałaś.
Zamilkłam. To prawda. Odkąd opuściłam tereny HOTN nie myślałam o nim. Spełniałam swoją własną prośbę. Chciałam, aby nie istniał… Ale chcąc, aby on nie istniał chciałam unicestwić również siebie… A on dobrze o tym wiedział…

***
Stanęłam na granicy terenów stada. Nie wiedziałam czy chcę zrobić kolejny krok. Wiedziałam, że już nic nie wróci do normy. Ciekawe czy ktoś zauważył… Zerknęłam na Kireda wspominając naszą rozmowę.
„-Pewna osoba nazwała cię upadłym. Czy to prawda?
-Tak.
-Więc byłeś czymś w rodzaju mojego anioła stróża?
-Nie.
-A więc kim jesteś?
-Upadłym demonem. – Patrzyłam na niego w milczeniu. -  Tak nazywamy tych którzy powstali. Dla demona jest to upadek. Anioła, który zszedł ze swej ścieżki nazywamy powstałym aniołem, chociaż z punkty widzenia innych właśnie upadł.”
Zacisnęłam szczęki ruszając przed siebie. Mimo, że wszystko się zmieni, życie i tak będzie parło naprzód dzikim strumieniem. A wszystko nadal będzie tylko grą, w której przyodzieję maskę by odegrać zapisaną sobie rolę, dla uciechy publiczności.

***
Weszliśmy na polanę jakby nic się nigdy nie wydarzyło. Położyłam się pod tym samym wyżłobionym głazem, a Kired spoczął obok. Nie zwracałam uwagi, że mimowolnie zawsze naśladuję jego ruch. Gdy on stanie ja również, gdy rusza ja za nim, chociaż zawsze z tyłu… *„Jedno jest ciałem, drugie umysłem, choć o tym nie wiedzą.” Obserwując innych zamyśliłam się. Niby wszystko tak samo, a zupełnie inaczej. Trwam lecz mnie nie ma. Wróciłam do stada, ale moje dni w nim są już policzone…
___________________________________________________
*Cytat, autor niestety nieznany.
Szera (20:52)