Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IPCY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IPCY. Pokaż wszystkie posty

19 listopada 2011

Idę po Ciebie, Yuuv - cz. 6 [Anaid]

19 listopada 2011

PODKŁAD ] 

- Cholera. – Destroy zaklęła siarczyście, po czym poleciała z jej pyska dalsza wiązanka. Były otoczone ze wszystkich stron. Gnolle. Niepozostawało nic innego jak walczyć, prawda? Kitsune spojrzała na każdą z samic kolejno, by zaraz potem ocenić sytuację i dać im sygnał do ataku.
Ruszyły. Mimo, że te przeklęte humanoidy miały przewagę liczebną, podjęły się walki. Anaid zmieniła postać na ludzką, wręcz w locie. W takiej najlepiej jej się walczyło. Rzuciła się na pierwszego lepszego gnolla,wyjmując wcześniej sztylety zza pasa. Wbiła ostrza w nogę stworzenia, gdyż jego pierś chronił pancerz. Humanoid zawył, padając na ziemię. Zaraz potem Des rzuciła się na niego, jako zabójca dobijając wroga.
Parszywe pyski wykrzywione w grymasach przypominających uśmiech
Przybywa ich..
Smocza łuska.
Klacz parskająca przeraźliwie.
I hieni rechot, tuż za nią.
Wizja na czas ostrzegła.
- Roz! – zdążyła wykrzyknąć Anaid, zaraz po niej Koga i Kitsune oraz Szera. Dziewczyna rozejrzała się nerwowo, by zaraz potem z dzikim wrzaskiem zaatakować szarżującego na nią od tyłu kolejnego z wrogiego stada. 
Każda miała co najmniej dwóch humanoidów do pokonania, a ciągle ich przybywało. Ciemnowłosa powaliła na ziemię potwora, siadając na jego klatce piersiowej i szybkim ruchem sztyletu przecięła mu tętnicę szyjną. Koga rzuciła się na pomoc klaczy. Reszta walczyła zbyt zaciekle, by zauważyć zniknięcie także Tiffany i Leiko. Dostrzegła to wybawczyni Rozalii, jeszcze chwilę przed wstrzyknięciem kwasu siarkowego w skórę gnolla. Zakomunikowała to,wyjąc. Humanoid jednak odrzucił ją wielkim łapskiem, nie dając wilczycy zatruć go mocniej, by jakoś to wpłynęło na jego zdrowie. Rzucił, tak, dosłownie, klacz w stronę innego osobnika jego gatunku, który stał bliżej lasu, samemu znikając w gęstwinie.
Stwory powoli zaczęły się wycofywać, co jeszcze bardziej umożliwiało wyciągnięcie pomocnej dłoni w stronę Rozalii i pościg za oprawcami.
- Gońcie skurwiela! – darła się Destroy, samej nie mogąc sięruszyć, oczywiście nie szczędząc też wulgaryzmów. Skoczyła na jednego z gnolli i skręciła mu kark, momentalnie. Drugiego spróbowała odepchnąć tylnymi łapami. Dziewczyna rzuciła jej się na pomoc, podcinając wrogowi stawy skokowe w obydwóch nogach. Potem starała się przedzierać przez tłum stworów, co było wręcz idiotyzmem, ale musiały cofnąć się po Roz. Przy okazji wykorzystała trik z podcinaniem stawów, lecąc na dwa sztylety. Odór krwi gnolli zaczął unosić sięw powietrzu, bo reszta wykonawczyń misji, Destroy i Kitsune w szczególności,wzięły sobie za cel dokończenie roboty ciemnowłosej.
Szera ruszyła do przodu, wyłapując trop pozostałychosobników, które zdołały uciec.
[ WYŁĄCZYĆ PODKŁAD ]
~*~
- To nie ma sensu. – sapnęła Des, doganiając resztę, gdy jużsię ‘ wybawiła ‘. Oblizała się długim jęzorem z krwi i spojrzała na swoją siostrę, która miała nietęgą mimikę pyska. –Sama przyznaj, nie dogonimy ich. – dodała sceptycznie.
Reav’zhotka milczała, wpatrując się w ziemię, ale tempo chodu wciąż pozostawiała jednolite, równomierne. Najwyraźniej starała sięwszystko ułożyć w głowie i przemyśleć wszystko.
W tym samym czasie, ciemnowłosa dziewczyna dopadła jednego zdrzew, biorąc głęboki wdech przy samej korze. Miała zamiar rozpoznać zapachy,pomóc Szerze złapać trop, bo niestety gnolle nie były takie głupie i potrafiły porządnie zmylić.
- Nic z tego. – rzekła, jakby potwierdzając słowa Des, którepowiedziała przed chwilą. Szera skinęła łbem, wyrażając swoje zdanie.
Liderka grupy zatrzymała się, obracając łeb, by zorientowaćsię, jak daleko zaszły. – An, wyślij telepatyczną wiadomość do stada. Niech przyślą nam posiłki i odbiją Roz, potem odeskortują do stada, nie ma co jej dalej w to mieszać. – poleciła dziewczynie, unosząc wargi i odsłaniając kły w nieznacznym grymasie. Była zdenerwowana.  
W czasie, gdy brunetka odeszła od grupy, by przesłać informacje w odosobnieniu, Kitsune zaczęła niespokojnie kręcić się w miejscu, natomiast reszta grupy usiadła na zmęczonych zadach. Większość utkwiła swoje spojrzenie w przewodniczce wyprawy. Głucha cisza powodowała niemałe napięcie, które z całą pewnością napawało liderkę jeszcze głośniejszym biciem serca,większym mętlikiem w głowie. Co będzie, jeśli Roz już nie żyje? A jeśli posiłkinie dotrą? Jeżeli nie podołają zadaniu, to co wtedy?
Gdy Anaid powróciła do zgromadzonych, jedynie kiwnęła ku Reav’zhotce,teraz już siedzącej, głową na potwierdzenie, iż wykonała rozkaz. Samicapodniosła się, trzepnąwszy energicznie głową.
Skierowała swoje spojrzenie ku kierunkowi, z którego przyszły.
- Kits, dokąd się wybierasz? – Destroy poderwała się z miejsca i pobiegła za siostrą.
- Dokończyć misję.


Fuuuu. Spieprzyłam D: Pojechałam po całości, wyszłam z wprawy, no. Muszę więcej pisać~ @________@'' Przepraszam Cię, Kits ;A; 
A. Pisałam w wordzie, więc za sklejenia i literówki przepraszam także. Podkład za długi trochę i ogółem jakieś to takie.. Ble. 
Anaid (22:23)

18 lipca 2011

Idę po Ciebie, Yuuv. - cz.5 [Szera]

17 lipca 2011


<Podkład>

Od jakiegoś czasu zmieniłyśmy taktykę podróży. Dni były zbyt upalne, aby móc spokojnie podróżować więc chowałyśmy się w cieniu i przesypiałyśmy je, aby nocą móc ruszyć w dalszą podróż. Co jakiś czas jedynie zmieniałyśmy się na warcie. Już dawno opuściłyśmy tereny HOTN i z coraz to nowymi postojami robiło się coraz nieprzyjemniej i niebezpieczniej. Otoczenie zmieniało się diametralnie, a nasze szeregi były bardziej zwarte niż poprzednio. Kitsune prowadziła grupę, a tuż za Nią podążały Destroy z Kogą. Trochę dalej trzymały się Rozalia i Tiffany, a ja z Anaid zamykałyśmy grupę. Mimo ostatniego niepowodzenia za znalezieniem wodopoju dostałam za zadanie zaopatrzyć nas w coś do picia. Znak boleśnie piekł na łopatce, gdy resztkami siły wyciągałam ostatki wody z przesuszonej gleby. Nie tylko ja jednak miałam coś do roboty. Destroy i Kitsune zdobywały dla nas pożywienie, Tiffany i Rozalia szukały miejsca, gdzie będzie można się położyć ukrywając przed promieniami słońca - co nie było łatwe. Tutaj ziemia robiła się coraz bardziej wyschnięta i popękana, a roślinności ubywało tak samo jak zwierząt i wody. Zerknęłam na boki. Koga i Anaid szły po bokach grupy. One odpowiedzialne były za sprawdzanie okolicy, czy jest wystarczająco bezpieczna. Każdy powoli odczuwał wyczerpanie, ale nikt nie mówił tego na głos. Zgłosiliśmy się na ochotników więc musieliśmy to przetrwać. Położyłam łeb na łapach czując znużenie. Kolejny upalny dzień dawał się we znaki, ale mimo to mieliśmy większy problem. Ktoś deptał nam po piętach. Warty zaczęły sprawować dwie osoby. Kto nas śledził? Nikt do końca nie wiedział. Nasz przeciwnik okazał się wyjątkowo sprytny. Zwodził nas więc po jakimś czasie nasz zapał do dorwania go zmalał. Nasłuchiwałam. Do końca dnia nie zmrużyłam oka starając się uspokoić natrętne myśli. Coś wisiało w powietrzu. Nie tyko ja to czuła. Wszyscy chodzili spięci i podminowani. W grupie trwała prawie nieustanna cisza. Cisza, która przytłaczała niemal każdego. Westchnęłam cicho. Nawet nie zauważyłam momentu, gdy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi. Kitsune powoli podniosła się, a za Nią reszta. Powoli uniosłam się na łapach wychodząc z kryjówki. Nadeszła kolejna noc, a razem z nią kolejne godziny wędrówki. Jednak nie była to zwykła noc. Spojrzałam po reszcie. Nerwowe kroki odbijały się w mojej głowie. Coś miało się niedługo wydarzyć. Rozejrzałam się ostrożnie. Ktoś się zbliżał. Był coraz bliżej. Nagle wszystkie zareagowałyśmy jednocześnie niczym na niemy rozkaz. Ustawiłyśmy się do siebie grzbietami tworząc okrąg. Bok przy boku. Byłyśmy otoczone. W gęstwinie dało się słyszeć ciche kroki. Wiedzieli, że się zorientowałyśmy. Dzikie ślepia zabłysły w mroku... Wyszli nam na spotkanie...
Szera (18:05)

19 kwietnia 2011

- [44] - łapą Destroy nabazgrane | Idę po Ciebie, Yuuv. cz. IV| [Destroy]

19 kwietnia 2011

- No i jak, kurwa mamy znaleźć tą całą Yuuv? - Tiffany warknęła poirytowana. Destroy spojrzała na Nią uśmiechając się. Nareszcie zrozumiała, że życie nie jest kolorowe - pomyślała. Grupka samic odpoczywała na niewielkiej, opuszczonej polanie. Na niektórych drzewach pojawiły się kotki.
Wierzbowe kotki:
Mała Destroy bawiła się na łące tarzając z bratem wśród traw. Podszczypywała i podgryzała go wesoło. Przyturlali się pod kwitnącą wierzbę, na której były małe, brudnoszare puszyste kuleczki. Szczeniaki obwąchały jedną łodygę przyglądając się kwitnącym owocom, które łaskotały ich w wilgotne nosy. W tym małym puchu było coś przyciągającego, magicznego. Des nie wiedziała co to, może to, że są włochate? Nie. To było coś innego. Od tej pory każdej wiosny przychodziła pod tą samą wierzbę i godzinami wpatrywała się w puszyste kotki. To stało się jej nałogiem. Śmieszną miłością.
- Destroy! - Kitsune krzyknęła ponownie jej do ucha, wyrywając wilczycę z wspomnienia. Spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na Siostrę, która uśmiechała się do Niej serdecznie, zastrzygła niesamowicie długimi uszami, których nigdy nie umiała unieść, mogła, ale nie umiała. - Szera znalazła dostęp do wody.
Puma stała przy drzewie machając spokojnie ogonem na boki. Des podniosła się, wykończona. Machnęła zamaszyście lwią kitą nad głową Leiko.
Szera prowadziła przez wzgórze. Koga pchnęła Kits barkiem wesoło. Samica odwdzięczyła się tym samym.
- Po co idziemy nad tą wodę? - Rozalia wlokła się z tyłu zmęczona.
- Bo wszystkie jesteśmy głodne i wykończone tak samo jak ty - odparła Anaid, zmarszczyła brwi dodając - To znaczy nie wszystkie jesteśmy głodne... - rzuciła limonkowo-grzywej waderze zazdrosne spojrzenie.
- No co chcesz? To było przy okazji, a z resztą nie potrzebuję jedzenia, i tak te dwa ptaki nie odbudowałyby mojej tkanki tłuszczowej.
- Pobawimy się w coś? - Roza zarechotała głupkowato. Póki szły nad wodę mogły się rozerwać i na chwilę zapomnieć o powadze misji.
- Mi się nie chce bawić - narzekała Destroy burcząc pod nosem.
- Taa, ja wiem czym byś się chciała pobawić. Dwiema piłkami i pałką - odpowiedziała zgryźliwie Koga. Wszystkie wybuchnęły śmiechem.
Po godzinie dotarły zmęczone i spragnione nad wodę. Był to niewielki strumyczek z brudną wodą. Nie zwracały już na to uwagi i piły wodę łapczywie. Woda smakowała padliną. Wyszły z strumyka z kwaśnymi minami.
- Coś tu zdechło...- rzekła Tiff rozbawiona minami koleżanek, gdyż nawet nie poczuła smaku padliny, bo piła 20 metrów dalej.
- Tak Tiff, Twój mózg - Leiko zatrzepotała skrzydłami.
- Szer, ale żeś wodopój znalazła - mruknęła pod nosem Des.
- Ty byś nie znalazła nawet własnego ogona - zachichotała uśmiechając się wrednie.
Pięć minut później wszystkie spały jak zabite, lecz nie Kitsune. Leżała wpatrzona w przestrzeń.
- Dziewczyny wstawać! Wyprawa się jeszcze nie zaczęła, a wy śpicie. Wiem, że jest upał, że nie ma pożywienia, że nie ma wody, tylko błoto z gównem, ale weźcie się w garść i wstańcie.
Obudzone wstały posłusznie patrząc na Kitsune.
- A więc prowadź dalej. - Leiko wpatrywała się w Reav'zhotkę.
----
Wybaczcie, nie miałam weny. Do dupy to to to coś to włochate, beżowe z dziurkami o_O'
to opowiadanie xD *wysłowiła się*
Desu <3
Destroy Limone (15:43)

18 kwietnia 2011

Idę po Ciebie,Yuuv cz.3 [Tiffany]

18 kwietnia 2011

Zgodnie z instrukcjami ochotnicy zebrali się nad ranem na polanie. Kits wyszła na środek, przedstawiając nam "regulamin".
- Tym razem, wszyscy mamy wrócić żywi. Nie rozdzielamy się. Będzie ciężko, nie jest to krótka droga i w każdej chwili możemy nie mieć co jeść. Mam nadzieje, że jesteście na to przygotowane.
Parę osób kiwnęło głową.
 ***
Szły bez ustawienia, obok siebie. Słychać było świst wiatru, przeczesujący sierść. Żadna z nich nic nie jadła od paru godzin. Zbliżała się ósma, gdy słońce oślepiło je po długim marszu w cieniu.
Milczały. Było to pierwsze grupowe opuszczenie terenów HOTN w tym roku. Destroy zatrzymała się. Spojrzała kontem oka, na pobliskie ptaki zajadające się robakami. Szybkim ruchem udusiła je, zostawiając plamy krwi na trawie. Zjadła je i dołączyła do grupy. Było gorąco - jak na tę porę roku, postanowiły znaleźć wodę i cień. Nim dalej szły, tym mniej było roślinności, pożywienia.
___
Nie było to nic wielkiego ale coś się w końcu stało x.x
Wena mnie opuściła i wrócić nie chce..

Tiffany Tara III (18:07)

7 marca 2011

IPCY cz. 2 "Komu w drogę, temu czas. [Kitsune]

7 marca 2011

Słońce już schodziło coraz niżej,chowając się powoli za horyzontem. Znerwicowana Reav'zhotka wróciła na tereny Stada Nocy. Powarkiwała,a jej pyska kapała posoka przeciwnika. Z daleka zauważyła zarysy kilku zwierząt,wylegujących się na polanie spotkań przy gasnącym,lecz jeszcze rozżarzonym ognisku. Bez zastanowienia wpadła na ów polanę z impetem. Stanęła. W jej oczach malowało się coś na kształt strachu. Zebrani HOTN-owicze spojrzeli na nią ze zdziwieniem,nie wiedząc co się dzieje i jakiej reakcji mogą się spodziewać po prawie dwumetrowej waderze,która wyglądała,jakby wpadła w amok,czy coś w ten deseń. Kitsune znała te osoby. To była Tiffany,Szera,Rozalia,Leiko oraz Destroy. Na widok ostatniej trochę oprzytomniała i uspokoiła się. Des podniosła łeb ze swoich chudych łap,odwróciwszy go w kierunku ciemnoszarej.
- Coś nie tak, Kits? - zapytała natychmiastowo,mierząc wzrokiem swą przyjaciółkę,a zarazem siostrę.
-Bardzo nie tak... - odparła,oddychając z trudem. Usiadła na chwilę by odsapnąć. Destroy wiedziała,że coś jest nie tak. Starała się zachować powagę. Kitsune wzięła parę głębokich wdechów i wydechów. Gdy się uspokoiła i wyrównała oddech zaczęła mówić co i jak -  Gdy polowałam zaatakował mnie posłaniec Yuuv. Przekazał mi od niej wiadomość. Chce, żebym odwiedziła ją w siedzibie na północ od dawnej Watahy Wilków Cienia. Jest mi toakurat na rękę,bo już rok usiłuje ją dorwać i zemścić sięna niej za zabójstwo mojego męża. Wiem,gdzie przesiaduje ta suka. Potrzebuje tylko ochotników z którymi mogłabym pójść - gdy skończyła mówić nastąpiła chwila ciszy. Destroy milczała. Ruszyła tylko swoje chude cielsko i dołączyła do kręgu,wokół ogniska. Skrzydlata wilczyca zaczęła naradzać się z resztą zebranych samic. De'Ayamari domyślała się o co chodzi,lecz wolała nic nie mówić. Tiffany nagle zbliżyła się do Reav'zhotki żwawym krokiem i ogłosiła:
- Idziemy z Tobą, Kits.
- A przemyślałyście to aby na pewno? No wiecie... - zaczęła niepewnie,ale zaraz Tiff jej przerwała,mówiąc z lekkim oburzeniem.
- Przecież jesteś jedną z nas. Herd of The Night jest rodziną, a Ty,jak każdy inny też - powiedziała, uśmiechając się szczerze. Kitsune nie wiedziała co powiedzieć. Odwzajemniła tylko uśmiech, mówiąc pierwsze, lepsze słowo,które przyszło do jej głowy:
-Dziękuje Wam... - skinęła do każdego łbem,a zaraz potem ruszyła w kierunku swojej jaskini - Spotkajmy się tutaj jutro nad ranem. Resztę ogłoszę potem - dodała na odchodne i zniknęła w wysokich trawach.
-------------
Nie rozpisywałam się zbytnio, bo już trzecia. Nie zauważyłam nawet, kiedy to zleciało o:
Każdy napiszę tylko jedną część, więc pewnie znajdziecie chwilę czasu na napisanie czegoś krótkiego c:
Kitsune Kagerou De'Ayamari (03:05)

26 lutego 2011

Idę po Ciebie Yuuv, cz. I "Niespodziewany zwrot akcji" [Kitsune]

26 lutego 2011


Wczesnym świtem stado zaczęło powoli się budzić ze swego snu.Słońce swym jasnym blaskiem rozjaśniło zasypaną śniegiem polanę ; połyskującą niczym miliony kryształów,a a delikatny wiatr szeleścił suchymi liśćmi drzew.Nagle ze swej jaskini wyłoniła się Kitsune,która nie spała całą noc,jednak nie odczuwała wcale zmęczenia.Wyszła ze swojego domostwa mozolnym krokiem,stąpając twardo po ziemi.Reav'zhotka raczyła się tą chwilą.Zatrzymała się na chwilę,aby zaczerpnąć świeżego,porannego powietrza.Nabrała je do płuc,wypuściwszy je po chwili w postaci pary.Stała tak jeszcze przez kilka minut,aby nacieszyć się tym błogim porankiem,po czym zaczęła iść w kierunku rzeki,by ugasić pragnienie.Przyspieszyła nieco kroku,aby się rozgrzać.W końcu mrozy były niemiłosierne,a nie chciała zmarznąć.Będąc na miejscu nachyliła się i zaczęła pić lodowatą wodę z fragmentu w którym woda nie zamarzła.Po zwilżeniu swego gardła oblizała się,machnąwszy ogonem kilkakrotnie.Nagle jej uwagę zwróciły dwie sarny - matka i młode,cisnące się do jej boku.Obie wpatrywały się swymi czarnymi oczami w wilczyce,stojąc w bezruchu.Ta tylko czekała na odpowiedni moment do ataku.Omiotła je uważnym,niemalże przeszywającym na wskroś spojrzeniem,śledząc ich każdy najmniejszy ruch.W końcu zdecydowała zaatakować.Sapnęła pod nosem,po czym przeskoczyła jednym susem na drugą brzegu.Wylądowała na łapach,wbijając delikatnie szpony w zamarzniętą ziemię,unikając przy tym poślizgu.Ją i jej ofiary dzielił tylko dwa metry.Wyprostowała się po chwili,a następnie skoczyła na sarnę,odbiwszy się od ziemi,za pomocą tylnych łap.Przygniotła ją do ziemi swym cielskiem,a następnie zatopiła szczęki w jej szyi,przegryzając tętnicę szyjną.Ofiara szamotała się pod nią z coraz mniejszą siłą.W końcu zakrztusiła się własną krwią.Umilkły jej jęki i inne tego typu odgłosy,co oznaczało,że sarna zdechła.Młode zadrżało,po czym paroma susami zniknęła z pola widzenia wadery,która nie zwróciwszy na nią najmniejszej uwagi zabrała się natychmiastowo za jedzenie swego posiłku.Przytrzymała ją łapami za łeb oraz podbrzusze zwierzęcia,wgryzając się w nie.Zaczepiła kłami jadowymi o brzuch,rozrywając go zamaszystym ruchem.Wyciągnęła co poniektóre wnętrzności sarny na zewnątrz,brocząc ośnieżone podłoże krwią.Połykała spore kawały mięsa i wnętrzności,które były nie do końca przeżute.Chciała w miarę szybko się uwinąć ze swoim żarciem.Pochłonęła ostatni skrawek ciała,skończywszy ‘robotę z bebechami’ oraz z resztą zwłok.Oblizała pysk z ciepłej,sarniej posoki i spojrzała kątem oka na oczyszczone z mięśni kości.Ujrzała jeszcze nieduży fragment jelita.Chciała go wziąć do pyska,lecz usłyszała ciche skrzypnięcia śniegu pod czyimiś łapami.Ktoś się na nią czaił.I to od dłuższego czasu.Rywal zbliżał się do niej coraz szybciej,po chwili odbił się od ziemi,chcąc na nią rzucić,lecz Kitsune w ostatniej chwili pochyliła się,a tamten typ rąbnął pyskiem w drzewo.Otrzepał brunatne futro i zawarczał krótko,mrużąc jadowicie żółte ślepia.
- Nie waż mi się uciekać,suko – zaśmiał się pogardliwie,a na jego pysku zakwitł chytry uśmiech.
- Nawet nie miałam takiego zamiaru,gnido... – syknęła nienawistnie,ukazując swe okazałe kły.
- Spokojnieee...chce tylko pogadać – powiedział z pobrzmiewającą kpiną w głosie.
- No więc mów.Tylko bez obelg,bo Cię jeszcze bardziej poturbuje,a wtedy nie będzie Ci tak wesoło.
- Wielmożna Yuuv Cię szuka od sześciu miesięcy – zaczął ją okrążać,nie spuszczając Reav’zhotki z oczu – Dlaczego nie kisisz się na tej swojej żałosnej Wataszce Cieni ze swymi równie żałosnymi kumplami? – zaśmiał się ponownie,ale tym razem głośniej i bardziej bezczelnie.Wadera zawarczała gniewnie.Złapała przeciwnika za gardziel,rzucając nim o to samo drzewo, w które wcześniej uderzył.Tyle,że z jeszcze większą siłą niż wcześniej.Wychudzony wilk znowu upadł na ziemię.Miał złamane kilka żeber,które przebiły płuco i spowodowały krwotok wewnętrzny.
- Masz coś jeszcze do powiedzenia...? – nastąpiła na niego masywną łapą.
- Tak... – odpowiedział,kasłając krwią.Obrażenia wcale mu nie przeszkadzały w dalszym prowokowaniu przedstawicielki rodu De’Ayamari – Masz przyjść do jej siedziby na północy i spotkać się z nią w cztery oczy.Możesz zabrać ze sobą jakieś towarzystwo.Wielmożna by popatrzyła z chęcią na jakąś masakrę... – wycharczał,splunąwszy krwią.Wtedy nerwy Kitsune już naprawdę puściły.Zanurzyła szczęki w gardle irytującego oponenta,miażdżąc przy tym krtań.Gdy puls był niewyczuwalny puściła jego bezwładne ścierwo ze swojego pyska.Zerwała z szyi medalik przedstawiający trójgłową harpią z literą ‘Y’ na piersi,po czym zgniotła go w łapie,niczym bezwartościową biżuterie z kruchego tworzywa.Odwróciwszy się od jego ciała ruszyła w stronę Imperium,nie spiesząc się przy tym wcale.

-------------
Jeśli ktoś chce dołączyć się do mojej wariackiej misji - Zapraszam.
Maksimum 6 osób.Wytyczne poznacie w swoim czasie.

Ta notka ukazała się tutaj ponownie,ponieważ odeszłam z tamtej watahy,eh.

Kitsune Kagerou De'Ayamari (18:31)