Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kayoko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kayoko. Pokaż wszystkie posty

4 lutego 2013

To nie Sen... Tylko Koszmar na Jawie [Kayoko]

Minęła dość długa i męcząca noc
Miałam jeszcze cień nadziei, że to wszystko było tylko snem. Że obudzę się w jaskini naszego stada, i zacznie się kolejny typowy dla mnie dzień.
Niestety to nie był sen... a koszmar w najczystszej postaci

Znów zaczęłam nerwowo krążyć po celi, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Podchodziłam do krat i gryzłam, intensywnie ale ciszej niż kiedy to robiłam w przypływie w agresji, usłyszałam kroki idącego do mnie Sadatakę i spojrzałam "spod byka" na niego...

- I jak się spało mojej kochanej siostrzyczce?
- ...
- czyżbyś się nie wyspała?
- przestań mnie drażnić, wypuść mnie w końcu
- oh, jeszcze nie mogę. To by mi wszystko popsuło
- możesz chociaż mi powiedzieć, co planujesz?
*westchnął, pokręcił się i wyszczerzył do mnie kły*
- Powiedz mi, kochanie co byś mogła zrobić dla mnie, bym cię wypuścił?
do czego jesteś w stanie się posunąć bym, cie uwolnił czy też nie krzywdził twoich "przyjaciół"
- ty... ty, mnie zwyczajnie szantażujesz!
- Hahhaa! tak dokładnie
*odsunęłam się od krat i odwróciłam od niego*
- To nie ma sensu... *powiedziałam cicho* cokolwiek bym nie zrobiła i tak będę na przegranej pozycji...
- Dlaczego mi nie ufasz, kochanie? *dalej mówił tym swoim drażniącym mnie głosem*

Nie odpowiedziałam nic, milczałam... myśląc czy nie znalazłabym innego wyjścia z tej sytuacji. Wiedziałam do czego on zmierza, jeśli bym mu się oddała, zrobił by ze mnie swoją niewolnice, tak jak z reszty swoich sługusów, wieczne usługiwanie mu na zawsze... na pewno by się mną posłużył. To ja bym była najeźdźcą na swoje stado, bo widzi jak bardzo mi zależy. Głupie uczucia! *warknęłam do siebie w myślach* wszystko niszczą, nie masz ich czujesz się przygnębiona, zabijasz bez litości. Nikogo nie żałując... Ale kiedy je masz i zaczynasz się poświęcać dla innych, wtedy zawsze ktoś to musi wykorzystać.
Zerując na twoje słabości...

Sadatake zaczął się niecierpliwić, że tak długo milczę, wreście on postanowił za mnie.

- Skoro teraz nie potrafisz zdecydować, to zrobimy inaczej. Daje ci trzy dni na przemyślenie, nie zobaczysz nikogo. Ani mnie ani moich sług. Będziesz miała dość czasu, na odpowiedź a przy okazji zobaczymy czy twoi przyjaciele się po ciebie pofatygują i spróbują uwolnić.
*chwilę milczy i uśmiechając się do siebie szyderczo powiedział*
W każdym bądź razie i tak bym ich zabił, bez względu na to co byś postanowiła...
*Odszedł od kraty a za nim, jego opętane wilki, głucho zamknęła się brama komnaty...*

Wyszczerzyłam kły do siebie, zaciskając mocno oczy, chyba kilka łez spłynęło mi po pysku, skuliłam się próbując dusić w sobie ogromną ilość mieszanych uczuć. Zadając sobie pytanie, najeżdżając sama na siebie
cicho szeptałam
- Dlaczego...? dlaczego mi tak bardzo zależy? gdybym tylko nie okazywała swoich uczuć, mogłam ich uratować, nie powinnam w ogóle tam zbyt długo przebywać... co ja zrobiłam!? dlaczego...
całe moje ciało drżało, wreście już nie wytrzymałam... uniosłam łeb wysoko w stronę małej szczeliny, gdzie mogłam ujrzeć mały skrawek nieba.
Z głośnym jękiem i rozpaczą, żałośnie zawyłam...


24 stycznia 2013

Spotkanie po latach... [Kayoko]

Kiedy słońce już dawno zaszło, i zaczął górować na niebem piękny jasny Księżyc. Wyszłam na mały spacer, jak zawsze by nacieszyć się urokiem Nocy. Tylko tym razem "ktoś" po tylu latach spokoju, postanowił mnie odwiedzić... 

Usłyszałam szelesty za drzewami, które coraz bardziej narastały, wokół mnie panowała cisza a szelest i kroki a także moje szybkie bicie serca coraz bardziej były nie do wytrzymania, rozglądałam się nerwowo dookoła siebie czując małą nutę mrocznej Aury. Nagle usłyszałam uderzenie mojego ciała o ziemię i zobaczyłam ciemność, jak przez mgłę słyszałam śmiech. Ocknęłam się w celi, byłam za kratami w jakiejś jaskini.
Nie musiałam się rozglądać długo by wiedzieć że znów po tylu latach wylądowałam w Krainie Cienia w tej przeklętej wierzy, gdzie pierwszy raz zostałam zabita.
Zobaczyłam jak powoli podchodzi do celi w której siedziałam opętany pół-żywy pół-martwy wilk. widziałam każdą jego część wewnętrznego ciała, białe oczy, połamane łapy, poszarpane ciało...
cofnęłam się lekko, mimo iż wiedziałam że na razie nic mi nie grozi bo byłam zamknięta. Otarł się o kraty i odwrócił łeb w moją stronę, nie widział a jednak wiedział że tam jestem bo wyczuł mój lęk. stał tak z parę sekund po czym odszedł.
Z nerwów oddychałam bardzo niemiarowo. W końcu moim oczom ukazał się wreście Sadatakę.
Od razu zaczęłam do niego fukać agresywnie

- Wypuść mnie natychmiast, nie mam zamiaru tu siedzieć! ty skończony draniu zapłacisz mi za to! boisz się mnie? że mnie zamknąłeś! no powiedz strach cię obleciał!?

A on spokojnie podszedł do mnie i z lekkim uśmieszkiem powiedział

- Uspokój się, bo moi słudzy zaczną się Tobą bardziej interesować, a tego byśmy nie chcieli prawda?

Wyszczerzałam kły cicho powarkując, Sadatkę usiadł przed celą i jakby nigdy nic, spokojnie zaczął mówić lekko przeciągając końcówki słów jakby notorycznie chciał pokazać za jakiego się "księcia" uważa

- Oj Kayoko, Kayoko moja kochana siostrzyczko. Postanowiłem cię w końcu odwiedzić dawno się nie widzieliśmy prawda? ile to już 76 lat temu 82? 120? Haha...
ahh... kto by to liczył i pamiętał kiedy cię, zabiłem. Widzę że dobrze ci się powodzi, tym razem dałem ci tą szansę byś na trochę dłużej znalazła dom

Opuściłam łeb, rezygnując z groźbami które i tak by mi nic nie dały, chłodno odpowiedziałam

- Po co mnie tu sprowadziłeś? jaki masz w tym plan...
- chcę zrobić mały eksperyment, sprawdzę jak bardzo jesteś dla nich ważna...
- Nie...! ty ich do tego nie mieszaj, proszę tak wielu już zabiłeś...
a ja ich polubiłam, bardzo... stali się moją rodziną...

Uderzył łapą gwałtownie w kraty a ja podskoczyłam ze strachu, z lekkim podenerwowaniem a on z psychopatycznym uśmieszkiem zaczął krzyczeć

- Ja! tylko ja jestem twoją rodziną, jestem twoim bratem tylko ja ci zostałem,
a ty tak ich pokochałaś? tobie dać szansę. Ha! nie warto... to oni są dla ciebie ważniejsi? może powinienem ich tak samo zabić jak resztę. Ale chciałem, żebyś nabrała sił, a nie związała się z nimi! jesteś taka marna, i słaba zobacz co oni z tobą zrobili... ja bym do tego nie dopuścił, nigdy. Przez nich zmiękłaś zachowujesz się tak jak za czasów szczeniaka, śmiejesz się, bawisz...
Jak mogłaś zaprzyjaźnić się z kotem? to nie do pomyślenia

Zaczął się naśmiewać i kręcąc łbem zmienił całkowicie ton udając mój głos,
chcąc mnie sprowokować

- Oh, Raksha jesteś dla mnie jak siostra, bla bla bla...
cieszę że cię poznałam, oh jejku, będę cię bronić
Ghrrr aż mi się rzygać chce... kłonisz się przed jakimś Sethem przed Smokiem, żałosne. Już zapomniałaś jak załatwiłaś mojego ożywionego smoka szkieleta? równie dobrze byś i żyjącego mogła zabić. Ale nie ty tylko mu się poddajesz jesteś potulna jak głupia owca! Albo chcesz się zabić by kogoś uratować, jak on miał? Ah Baru, no tak. Specjalnie zaczęłaś się topić w tej lodowatej wodzie żeby cię tylko uratował? myślisz że o tym nie wiem? udajesz nieśmiałą? widzę w co ty z nim pogrywasz...

Teraz ja walnęłam łapą w kraty, i ze łzami w oczach, zaczęłam wrzeszczeć

- Tylko spróbuj im coś zrobić! to obiecuje ci że wcześniej niż zamierzałam zabije cię, zejdziesz z tego świata! już mi nikogo nie zabierzesz, ty draniu! ty nie jesteś moim bratem, nigdy tak na ciebie nie powiem! nigdy! nigdy! jesteś skończony dla mnie! co ja ci takiego zrobiłam!? że mi to robisz? słyszysz! nawet nie waż się wchodzić na tereny mojego stada...

Uśmiecha się zadowolony że mnie znów sprowokował do furii, najwyraźniej o to mu chodziło, wstał i odchodził powoli ode mnie, a ja z wściekłości już kraty zaczęłam gryźć, niestety na próżno. Wszystkie opętane wilcze zwłoki podbiegły do mnie warcząc i wyć zwołując kolejne. Ja już na to nie zważałam, chciałam się wydostać i za wszelką cenę dopaś Sadatakę. Coraz bardziej zmęczona jednak odpuszczałam, już słabiej gryzłam kraty ze łzami w oczach i trzęsąc się... Bałam się że znów mi zabierze wszystko co nabrało dla mnie sens w życiu, położyłam się mając cichą nadzieję że nic na razie nie zrobi i zastanawiając się czy w stadzie już zauważyli że mnie nie ma, czy się martwią, czy zaczną szukać... zmęczona zamknęłam oczy...

Sadatakę słysząc że się uspokoiłam kątem oka zerknął
jeszcze na mnie cicho szepcząc do siebie
- Śpij słodko, kochanie... zobaczymy ile jesteś warta się poświęcić dla swoich "przyjaciół"

~Cdn...

16 grudnia 2012

Moja Historia, cz. 3 [Kayoko]

Nie wiedzieliśmy że byliśmy obserwowani przez... mojego, brata.
Tak, mnie też to zaskoczyło kiedy się dowiedziałam, ale żebyście teraz i
wy mogli to lepiej zrozumieć, opowiem wam w skrócie, historię jaką
niesie przeszłość mojej Matki...
~
Moja Matka, miała potężną moc...
Zamieszkiwała w "Krainie Cienia" będąc partnerką najsilniejszego Wilka w całej tej Krainie.
Po paru miesiącach narodził się, Sadatake... mój brat... i mój wróg.
Wszystko było by dobrze gdyby któregoś dnia,
nie popełniła strasznego czynu, gdzie zdradziła swoją Krainę dla dobra innych.
Została wygnana za zdradę, i nieposłuszeństwo.
Znalazła w końcu swoje miejsce, daleko od byłego domu, gdzie spotkała swoją drugą połowę, zakochała się...
I tak urodziłam się ja.
Odziedziczyłam dużą część jej mocy, o której nic nie wiedziałam. Dorastałam, a wraz ze mną moja moc.
Dorastał i Sadatake...
Który był ze swoim Ojcem nadal w Krainie Cienia. On niestety odziedziczył niewielką część tej mocy. Wiedział co to była za moc, i jaka potężna ona jest.
Za wszelką cenę próbował, stać się taki jak Matka, i być niepokonanym.
Ale cały czas odnosił porażki, a z każdą porażką jego wściekłość wzrastała.
Któregoś dnia, w przypływie agresji zabił swojego Ojca...
stając się nowym panem Krainy Cienia.
A jego rządy były okrutne. Niegdyś piękna Kraina, stawała się coraz bardziej podobna do swej nazwy. Kiedyś ona nie była pustkowiem, ze zgniłym powietrzem i bez roślin. Była to piękna Kraina jedynie tylko położona w części świata gdzie szybko zapadał zmrok... Sadatake mimo swojej słabej mocy, wyczuł moją.
W końcu byliśmy rodzeństwem, z jednej Matki i różnych Ojców. Obserwował mnie... wszystko co robiłam, przez cały czas.
Na początku chciał mnie zabić i posiąść moją moc...
Ale zamiast tego pokochał mnie...
nie jak siostrę,
ale jak partnerkę. Zapragnął być ze mną. I mieć ze mną potomstwo które
by odziedziczyło w pełni moc naszej Matki...
~
Sadatake widząc mnie, leżącą w deszczu i oblizywaną przez Tsuginoriego...
Nie wytrzymał...

- Zabieraj! swoje łapy od niej...

Tsuginori, spojrzał w jego stronę, nie odsuwając się ode mnie, ani na krok

- Powiedziałem... zabieraj się od niej!!!
- Czego od niej chcesz?

Warkną Tsuginori na niego, a on ze strasznym uśmiechem i spokojem powiedział

- Co... nie pozwolisz mi, przywitać się z własną siostrą?

Powiększyły mi się oczy, wstałam i agresywnie powiedziałam

- Łżesz! nie jesteś moim bratem, ja nigdy nie miałam brata...!

Zaśmiał się jak opętany, i zaczął krążyć wokół mnie i Tsuginoriego, co chwila szyderczo się uśmiechając, opowiedział Historię mojej Mamy. Nie mogłam uwierzyć, Tsuginori bacznie go obserwował, warcząc na niego.
Kiedy zaczęło do mnie dochodzić, to co teraz się działo i wszystko poukładało się w jednolitą całość...

- Ty... to ty... porwałeś moich rodziców!

Sadatake wybuch swoim szyderczym śmiechem.
Tak i jesteśmy blisko, twojego domu... tego przeklętego domu, gdzie nasza Matka i twój ojciec, związali się ze sobą...
i w tym momencie Tsuginori
rzucił się na niego gryząc, gdzie popadnie. Ja stałam jak opętana,
On, był temu wszystkiemu winny i na dodatek był moim baratem... on...
~
Zagryzł Tsuginoriego bardzo boleśnie i zaczął uciekać, moje oczy się zaszkliły i
pobiegłam zanim w szaleńczym tempie, Tsuginori mimo ran biegł równo ze mną. Dzięki temu dobiegliśmy do Krainy Cienia, do tego pustkowia. A pośrodku niego była wieża, z dwiema smoczymi czaszkami...
Byliśmy wewnątrz niej, Sadatakę też został mocno poraniony przez Tsuginoriego, krew leciała mu z pyska... i znów zaczęła się konfrontacja, atakowałam razem z Tsuginorim, odskakiwaliśmy i znów atak.
Rozpoczął się morderczy taniec życia i śmierci...
Sadatake używając swojej mocy, odepchnął nas gwałtownym wybuchem...
i rzucił się na Tsuginoriego, zagryzając go na śmierć, jedyne co usłyszałam to głośny pisk, i cichy chichot...

- NIEEE...!

Skoczyłam na Sadatake, ze łzami w oczach, ale on był silniejszy, chwycił mnie łapą za gardło, lekko je rozcinając. Krew spłynęła mi z pyska na jego łapy...
Jak przez mgłę usłyszałam...

- Dlaczego tak cię kochają? co nas różni? masz wszystko, o nic nie musiałaś walczyć, o miłość Matki, przyjaciół...

Czułam jak oczy mi się powoli zamykają...

- Zasadzę w tobie nasienie, i urodzisz dla mnie istotę godną tej mocy...
Ale ta moc jest przeklęta, na co mi ona? jest s hańbiona, głupotą matki...
nie! nie potrzebuję cię...
Zabije, tu i teraz...

Stało się...
wbił mi swoją łapę w serce, zabił... bez litości, ale czemu potem mnie wskrzesił?
był roztrzęsiony że to zrobił, miał inne plany, ułożone ze mną... chciał mieć potomstwo... dlatego. Wydawało się że sam ze sobą toczył walkę... Zapomniał że nie chce mojej mocy, dla siebie. Tylko dla istoty którą miałam urodzić... nawet nie mogę sobie tego wyobrazić, co by się z tym szczeniakiem mogło stać, byłoby nieszczęśliwe, to nie byłoby wilczątko tylko narzędzie w jego łapach... pół wilk - pół duch... bez uczuć, emocji, bez nadziei na lepsze życie. Moja mama, wspaniała istota z mocą wskrzeszania i uzdrawiania, którą wykorzystywała do pomagania innym, gdzie za to została ukarana i wygnana, teraz była wykorzystywana do zabijania, i robienia z
normalnych wilków, bezdusznych zabójców...

Umarłam, a moja krew rozlewała się po szarym piasku...
Sadatake bez namysłu, wbił swój pazur w swoją żyłę w łapię, gdzie płynęła jego
zatruta krew... jedna jego kropla krwi, kapnęła mi do pyska, dając mi nowe życie, ale nie zrobił ze mnie swojej sługi, dostałam uczucia...
Wstałam w lekkim szoku i w przypływie agresji znów podjęłam się próbie ataku, kiedy nagle przede mną stanęło Wielkie Smoczysko, pół martwe... widać było jego stare ciało i kości. Opętane chroniło swego pana. Sadatake jak tchórz poszedł nie patrząc na rozwój wydarzeń. Ja wskoczyłam na grzbiet Smoka i zagryzłam w jego długą szyję z jego martwymi tkankami ciała. Nie było to trudne bo były już uszkodzone z
poprzedniego życia. Smocze ciało upadło a ja w pysku trzymałam jego
czaszkę. Kątem oka spojrzałam na to miejsce gdzie moje życie straciło sens... gdzie umarłam, i gdzie straciłam ukochanego... Już nie miałam siły na szukanie moich rodziców, czułam się rozdarta. Wiedziałam o tym że mnie zabił, dlatego coraz bardziej ściskałam w kłach trupią głowę Smoka... by być pewną że żyję...

Wyszłam ledwo na siłach, pozostawiając za sobą ślady krwi...
Zaczęłam błądzić, bez celu.
Przez parę długich lat.. coraz bardziej wyczerpana
Nie jadłam, nie piłam, dość długo wytrzymywałam pod wpływem zatrutej krwi
Aż w końcu doszłam... do was...
Straciłam przytomność
~
A wy zaopiekowaliście się mną, przygarnęliście... dając mi szansę
na drugie lepsze życie
gdzie jestem wam za to niezmiernie wdzięczna
i zawszę będę,
aż do końca
...
Teraz już wiecie...
Jaką ze sobą niosę historię
i jakie niebezpieczeństwo nam grozi...
jeśli tu zostanę
On nie odpuści...
nigdy...
~
Każde stado jakie mnie przygarniało, i kiedy opowiadałam im o swojej historii, wyganiało mnie... traciłam przyjaciół... i znów szukałam domu, i tak w kółko.
Nie chce żeby i tu, to samo się powtórzyło,
ale zrozumiem to...

7 grudnia 2012

Moja Historia, cz. 2 [Kayoko]

Parę lat później... 

Stałam się, nastoletnią Waderą.
Przepełniona bólem i nienawiścią do wszystkich i do wszystkiego co mi
było obce. Po tym co w moim życiu się wydarzyło, nie myślałam o niczym

innym jak o zemście...

Właśnie w tym momencie, zaatakowałam Lidera Stada Sarn.
Nie zwracając, nawet najmniejszej uwagi na popłoch, który tak szybko
stworzyłam, położyłam się pośrodku polany tego Stada i skręciłam
Rogaczowi kark na oczach jego młodych. Nie licząc się z ich uczuciami.
Pozbawiając Stado Przywódcy i Ojca Koźląt. żaden z członków nie odważył
się go obronić, ani mnie przepędzić, patrzyli tylko wszyscy bezradnie
jak wgryzałam się coraz bardziej w jego mięso, i oblizując się z krwi.
Wstałam jak gdyby nigdy nic i poszłam w swoją stronę, nie wiem co dalej
działo się ze Stadem, nie interesowało mnie to. Pozbawiałam się swoich
uczuć, już nie byłam tamtą szczęśliwą Wilczycą za czasów szczeniaka
chciałam mieć tylko pustkę w Sercu, nie czuć bólu ani smutku, chciałam
stać się groźna żeby mnie się wszyscy bali...
Zamyślona, poszłam w stronę mojego byłego domu i próbowałam sięgnąć jak
najdalej pamięcią, w którą stronę zabrano moich rodziców. Stanęłam za
drzewem tak jak wtedy kiedy się ukrywałam, kiedy obrałam już prawidłowy
kierunek, zerknęłam jeszcze po raz ostatni na mój dom, przypomniałam
sobie wszystkie wspomnienia aż do chwili obecnej i zaczęłam biec. Po
chwili zdezorientowana nie miałam pojęcia gdzie dalej iść... wiedziałam
że nie mogę się tak łatwo poddać, i od razu na wejściu. Ale nic nie
przychodziło mi do głowy gdzie mogli dalej pójść.
I dokładnie teraz usłyszałam szelest, zanim się zorientowałam ktoś lub ,

coś, powaliło mnie na ziemię obezwładniając.
Szarpałam się nie dając za wygraną. Kiedy się oswobodziłam, moim oczom
ukazał się Wilk.


- Spokojnie, nie chciałem cię aż tak przestraszyć
Milczałam...
- nie jesteś zbyt rozmowna...
- to dlatego że mnie wystraszyłeś!
- nie chciałem cię spłoszyć żebyś przypadkiem nie uciekła bo bym cię nie
dogonił...
- czego chcesz ode mnie?
- Porozmawiać... widziałem jak zabiłaś tego Kozła, dość niespotykane
zachowanie, ale wspaniała technika
- co masz na myśli mówiąc dość niespotykane?
- wyglądałaś na zagubioną, albo opętaną
- i śledziłeś mnie tylko po to by mi to powiedzieć?
- nie, nie do końca, przyglądając ci się pomyślałem że mogę zaoferować
ci swoją pomoc
- kto ci powiedział że potrzebuje pomocy? sama sobie świetnie radzę, nie
potrzebuje niczyjej łaski...

Sama sobie zaprzeczałam, ale nie byłam pewna czy mogę mu zaufać,
zaczęłam, próbowałam dalej węszyć, Basior widział moje zagubienie więc
znów spytał

- jesteś, tego pewna, że nie potrzebujesz mojej pomocy?
- Eh... ale ty jesteś natrętny... jeśli to cię usatysfakcjonuje to
szukam Krainy Cienia, zapewne nie wiesz gdzie to jest, a teraz idź i
mnie nie denerwuj...
- wiem...
Spojrzałam się na niego nie dowierzając
- dlaczego od razu zakładasz że nie wiem, no ale skoro nie chcesz mojej
pomocy...
- Nie! czekaj... przepraszam, że tak cię potraktowałam. Jestem
podenerwowana minęło tyle czasu odkąd zabrano moich rodziców, i muszę
ich odnaleźć, i nie wiem gdzie szukać...
- Zabrano ci rodziców...?

~

Opowiedziałam, mu całą Historię aż do teraz...
Dowiedziałam się że ma na imię Tsuginori, był oczywiście ode mnie
stosunkowo wyższy, jak inne Basiory, Ciemno-brązowy gdzieniegdzie
szczególnie w okolicach pyska i brzucha jasny brąz, może nawet beż.
Klika dawnych ran w okolicach szyi i nosa. Niebieskooki tak jak u mojej
mamy...


Długo chodziliśmy, aż w końcu się ściemniło... Ciemne chmury coraz
bardziej się zaczęły kumulować, zapowiadając deszcz. Tsuginori pobiegł w
stronę skał, szukając jakiejś wnęki żebyśmy schronili się przed deszczem
i odpoczęli. Nie chętnie schyliłam łeb i schowałam się razem z nim...
Popatrzył na mnie, rozbawiony tą sytuacją

- Co cię tak bawi?
- Nic, nic mnie nie bawi.
Próbował powstrzymać śmiech.
- Ej, to nie jest zabawne o co ci chodzi?!
I w tym momencie polizał mnie w pysk, ja zaszokowana odskoczyłam od
niego, czerwona, stałam w deszczu a serce szalało
- Wracaj tu, bo zamokniesz.
- Co to miało znaczyć?!?!
- Wyznałem ci gestem moje uczucie...
Wstał, powoli podszedł do mnie nie zważając już na deszcz, i znowu mnie
polizał, upadł ze mną na mokrą trawę. A ja, wciąż zaszokowana pozwalałam
mu na to. Jeszcze nigdy nie zaznałam takiego uczucia, przez które
brakowało mi tchu, i robiłam się czerwona.
Pierwszy raz odkąd zabrano moich rodziców, nie zaznałam takiej radości
aż do teraz, chciałam żeby czas się zatrzymał. Już nic innego mnie nie
interesowało. Niestety jego też nie...

Nie wiedzieliśmy że byliśmy obserwowani...


Cdn...

14 listopada 2012

Moja Historia, cz. 1 [Kayoko]

Wiele lat temu... byłam zupełnie inną Waderą niż jestem dzisiaj...
jakbyście mnie wtedy poznali zanim to się wszystko zaczęło nie
uwierzylibyście mi że taka kiedyś byłam...

Ale wszystko po kolei...

Kiedy byłam szczeniakiem może i nie miałam zbyt kolorowo ale to był
częściowo najlepszy okres mojego życia przynajmniej pierwsza połowa mojego
dzieciństwa
Byłam zawsze pełna energii i ciekawa świata
Bardzo szanowałam moich rodziców.
Po mojej Matce odziedziczyłam kolor sierści brązowo-szarawy miała
piękne błękitne oczy, Ojciec natomiast miał ciemniejszą sierść również

Szarą
prawie że Czarną po nim odziedziczyłam złotawe oczy

Chętnie słuchałam opowiadań mojego Ojca o różnych rzeczach jakie widział
ile złych wilków zabił, chciałam być taka jak on
być szanowaną i zobaczyć niezwykłe miejsca...
Matka natomiast uczyła mnie jak polować i skutecznie zabić po cichu
często mi się nie udawało ponieważ byłam jeszcze za młoda na polowanie
i poważne podchodzenie do życia. Moja mama śmiała się często z moich
daremnych prób a ja ze smutkiem wracałam do niej i wtulałam się w jej

sierść

- Znowu mi się nie udało...
- Nie martw się z czasem wszystko przyjdzie łatwiej
otarła swój łeb o mój uśmiechając się ciepło
Na dziś wystarczy wracamy do jaskini
uśmiechnęłam się do niej i jak zwykle po każdym polowaniu ścigałam się
z Matką w drodze powrotnej do groty...
Aż pewnego razu kiedy szybciej wróciłam do domu moim szczenięcym oczom
ukazał się widok który mnie sparaliżował...
Zobaczyłam mojego Tatę który krwawił z poszarpanych i bardzo głębokich
ran... stałam jak zamurowana... a oczy mi się zaszkliły
Za mną stanęła Matka i od razu zareagowała nie zwracając na mnie uwagi
cała drżałam chciałam wykrztusić z siebie
"Tatusiu... kto ci to zrobił"
Ale słowa utknęły mi w gardle tak jakby niewidzialna ręka mnie chwyciła.
Mama zabrała go w głębszy kąt jaskini też chciałam iść ale stanowczym i

agresywnym
głosem mnie wygoniła

Słyszałam... krzyki... płacz, później przerodziły się one w agresję i

kłótnie
nadal nie dowierzałam w zaistniałą sytuację
usłyszałam mały strzępek rozmowy moich rodziców...

- To nie możliwe... nie zgodzę się na to
Powiedziała Mama
- Musimy to zrobić widzisz do czego są zdolni
Odpowiedział Tata
- Nie nie zostawię jej tu samej
- Musisz jeśli chcesz żeby przeżyła!!!

Gwałtownie oczy mi się powiększyły w strachu a żółte ślepia zmniejszyły

Podeszłam do nich mimo zakazu
- Czy... ja umrę...?
Spojrzeli na mnie oboje, Matka przytuliła mnie płacząc gorzko
a Tacie zaszkliły się oczy...

"Stanowczo mogę powiedzieć że na tym zakończyła się ta dobra część
mojego dzieciństwa..."

- Musimy iść... zwrócił się Tata do Matki
Zaczęłam płakać, Matka odsunęła się ode mnie i powiedziała drżącym

głosem
- Nie kochanie... ty nie umrzesz...
Odeszła w stronę wyjścia z jaskini z wielkim trudem.
Wiedziała że musi, ale nie mogła. Zaraz za nią poszedł Tata
lekko trącając mnie w głowę mówiąc
- Bądź silna... pamiętaj co ci mówiłem, jeszcze wiele osiągniesz
pamiętaj...

Nie... nie, nie mogłam uwierzyć że to się dzieję
- Dlaczego mnie zostawiacie...?!
Krzyknęłam z płaczem za nimi
- Nie mamy wyboru... to dla twojego dobra
Odpowiedział Ojciec
- Ucieknijmy razem... proszę nie zostawiajcie mnie...

Dalej nalegałam i nalegałabym dłużej gdyby nie zawyłyby wilki

- Szybko! uciekaj już tu są!!!
Krzyknął Tata

Przestraszyłam się... uciekłam... mogłam zostać, wiedziałam że powinnam
była tam zostać...
Gdybym była wtedy odważniejsza i mogłabym cofnąć czas wszystko by
potoczyło się inaczej...

Moich rodziców zabrano do Krainy Cienia gdzie wilki są opętane
i wykorzystują innych dla własnych korzyści.
Chowałam się za drzewem i patrzyłam jak ich zabierają, chciałam
krzyczeć... ale nie mogłam znowu niewidzialna ręka mnie chwyciła
za gardło...
łzy powoli mi leciały... zostałam sama, zdana na siebie, nic nie mogłam
zrobić nic... zupełnie nic...
Kiedy odzyskałam kontrole nad sobą, zaczęłam biec a może uciekać?
nie wiem biegłam... jak najszybciej od domu... byłego domu. Z czasem
poczułam zmęczenie a także coraz bardziej narastający głód, mogłabym
zapolować ale nie miałam już siły.
Straciłam przytomność...

Cdn...

5 października 2012

Czy to Wybawienie? [Kayoko]


               ~”Wilczyca jedynie co zrobiła to otworzyła lekko pysk…
                        i runęła na ziemię, unosząc pył piachu w górę
                             Napięcie Stada rozładowało się widząc, że Alfie i im,
                                 nic nie grozi, gdyż Wilczyca była w pełni nieprzytomna…” ~ Lisica Acodine…

*pomknęła w stronę nieprzytomnej, gdy tylko jej ciało gruchnęło o poszycie.
Trąciła jej łapę nosem, a gdy utwierdziła się w przekonaniu, że coś jest nie tak, spojrzała wyczekująco w stronę zgromadzonych* – Kurde. Zróbmy z Nią coś. – Wyskamlała. Nie miała pojęcia, co powinna zrobić, nigdy nie zajmowała się medycyną. Jeżeli samica przyszła na teren stada i padła u ich stóp, ruda czuła się zobowiązana, by jej pomóc.


Klacz Rozalia…
*Poszła w ślad za Acodine lustrując wzrokiem głowę smoka, później przeniosła spojrzenie na nieprzytomną* Trzeba zatrzymać krwawienie.. *poszła na chwilę i wróciła z szybko znalezionymi bandażami próbując owinąć je w okół ran. Dała resztę dla lisicy, żeby pomogła, samej będzie trudno* I hmm nie wiem co dalej, może jakieś zaklęcie? Na zielarstwie znam się średnio. *wilczyca poruszyła się, ostatkiem sił podniosła łeb i spostrzegła bandaż… spokojnie i powoli położyła łeb z powrotem na ziemię i przyglądała się lisicy i klaczy które ją opatrywały...*
                                                          
                                                             ~ * * * ~
- Ju…już nic mi… nie jest *wstała na równe łapy, i chwiejnie zrobiła jeden krok*
Wszyscy patrzyli w milczeniu, Wilczyca popatrzyła ponownie na bandaże i na pozostałych
- Ch… chciałabym prosić o wybaczenie *ukłoniła się powoli na znak przeprosin*
jestem wyczerpana ponieważ uciekałam przed… *wolała to przemilczeć*
przed… kimś…
*po chwili milczenia*
Jestem Kayoko…
Pragnę, znaleźć tymczasowy dom bym mogła… pozałatwiać… pewne niedokończone sprawy…
*powiedziała bardzo spokojnym i tajemniczym głosem ale było można stwierdzić że te „sprawy” nie należały do tych dobrych*
potrzebuje nauczyciela, znam się na Nekromancji i wiele też potrafię…
jeśli dalibyście mi tą szansę dając mi kawałek schronienia ja będę w pełni zobowiązana i gotowa na spełnienie każdej waszej prośby… jestem gotowa na wszystko…
Zabijam z nienawiści, nie dla zabawy ale jeśli będzie to od was wymagane to uczynię to bez wahania, wielu już zabiłam i wielu mam też zamiar zabić…
tak więc proszę o specjalne zadanie na sprawdzanie moich umiejętności Nekromancji i Zabijania …
Jeśli mnie przygarniecie i trochę odpocznę zaraz o świcie wykonam takie zadanie…
*usiadła na ziemi lekko się kuląc, czkając na werdykt*
Dziękuje wam… *zwróciła się do Lisicy i Klaczy* za pomoc…


6 Komentarzy:

  1. *ślepia Wilczycy zabłysły z nadzieją, uśmiechnęła się lekko po mimo zmieszania* Tobie również dziękuję za twoje słowa *wyjąkała*

  2. Nie musisz dziękować. W tym stadzie od samego początku uczyłam się pomagać innym. *uśmiechnęła się lekko przenosząc wzrok na wszystkich członków Herd Of The Night* To podstawa, żeby pomóc każdemu członkowi HOTN. Jesteśmy jak rodzina, do której także możesz należeć. *zwróciła łeb ku Kayoko* Jak się czujesz?
    • Już mi lepiej, po prostu zakręciło mi się w głowie… *przypatrzyła jej się uważniej* wiesz… może kto by mógł mnie poduczyć Nekromancji? albo nowych technik zabijania…? *zapytała niezręcznie*
      • *pomyślała chwilę* Anaid jest szamanką, a z nekromantów jest tylko MiladyWoe. Kiedyś było w owej hierarchii więcej osób
        • Aha, rozumiem *spuściła wzrok* muszę jak najszybciej odzyskać siły i się jak najszybciej do nich zgłosić…

22 września 2012

Wróg czy Przyjaciel...? [Kayoko]


Była ciemna, bezchmurna noc…
 
Jedynie blade światło Księżyca i kilka towarzyszących mu Gwiazd
rozjaśniało szare pustkowie.
Szare pustkowie
które
było
zalane…

Krwią…
Ślady te pozostawiało stworzenie,
inne niż wszystkie…
które właśnie teraz chwiejnym krokiem wchodziło do ciemnego lasu…
kierując się w stronę stada…
nic nie spodziewających się wilków.
Do czasu kiedy stworzenie zbliżało się coraz bliżej,
Wilki zareagowały gwałtownie, stawiając na równe łapy z podniesionymi
uszami i sterczącymi ogonami.
Pełne niepokoju, lęku, strachu ale także i z narastającym napięciem
agresji.
A kroki nieznajomego im jeszcze stworzenia, już było słychać
zza krzaków i drzew mrocznego lasu.
Wszyscy wybiegli na pozycje obronną chcąc ochronić swoje terytorium
a przy okazji sprawdzić kim jest lub czym jest to co wzbudza
w nich te napięcie.
Całemu stadzie ukazała się…
Wilczyca…
Wyczerpana, z Krwawiącymi ranami, która trzymała w pysku…
Trupią… Głowę… Smoka…
Z dwoma rogami i wywalonym długim językiem.
 
Mimo wyczerpania, ściskała ją w kłach coraz mocniej marszcząc
groźnie oczy i pysk. Stado uspokoiło się na moment widokiem Wilczycy
ale niepokój wrócił kiedy Ciemno-Szara Wilczyca upuściła Smoczą Głowę i pustym
wzrokiem przeleciała po stadzie, zatrzymując się na Alfie…
Stado cicho warcząc, gotowe do ataku, zwlekało do ostatniej chwili
Wilczyca jedynie co zrobiła to otworzyła lekko pysk…
i runęła na ziemię, unosząc pył piachu w górę
Napięcie Stada rozładowało się widząc że Alfie i im,
nic nie grozi, gdyż Wilczyca była w pełni nieprzytomna…

                       Pytanie było tylko jedno…
                       „Co oni z nią zrobią?”
                    Nie wiadomo jakie ma zamiary
                                        …
             Czy okaże się ich Wrogiem czy Przyjacielem
                                        …
            Czy Stado dobije ją zanim odzyska przytomność?
                                        …
            Czy też spróbują ją uratować i dowiedzieć się
                             Kim ona jest…?
>>>KLIK<<<
(P.S. Bardzo dziękuję za zaproszenie i obiecuje że jeżeli dacie mi tą szansę nie będzie
nigdy pusto z mojej strony)

3 Komentarz:

  1. Lisica pomknęła w stronę nieprzytomnej, gdy tylko jej ciało gruchnęło o poszycie. Trąciła jej łapę nosem, a gdy utwierdziła się w przekonaniu, że coś jest nie tak, spojrzała wyczekująco w stronę zgromadzonych. – Kurde. Zróbmy z Nią coś. – Wyskamlała. Nie miała pojęcia, co powinna zrobić, nigdy nie zajmowała się medycyną. Jeżeli samica przyszła na teren stada i padła u ich stóp, ruda czuła się zobowiązana, by jej pomóc.

  2. *Poszła w ślad za Acodine lustrując wzrokiem głowę smoka, później przeniosła spojrzenie na nieprzytomną* Trzeba zatrzymać krwawienie.. *poszła na chwilę i wróciła z szybko znalezionymi bandażami próbując owinąć je w okół ran. Dała resztę dla lisicy, żeby pomogła, samej będzie trudno* I hmm nie wiem co dalej, może jakieś zaklęcie? Na zielarstwie znam się średnio.

  3. *wilczyca poruszyła się, ostatkiem sił podniosła łeb i spostrzegła bandaż… spokojnie i powoli położyła łeb z powrotem na ziemię i przyglądała się lisicy i klaczy które ją opatrywały…*