Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dalia Seron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dalia Seron. Pokaż wszystkie posty

5 kwietnia 2017

Łatwe jest zejście do piekła... [Dalia Seron]

...lecz gorzej już z niego wyjść.
   Kropelki potu spływały po jej czole. Ogniste włosy lepiły się do niego, nasiąkając słoną wodą. Powieki nerwowo drgały, jakby gałki oczne poruszały się szybciej niż to było możliwe. Usta rozchyliły się, lecz minęła chwila, zanim jakikolwiek dźwięk się z nich wydobył.
- Liam! - Krzyknęła przenikliwie, zrywając się z łóżka, zbudzona przez własny koszmar. Rozejrzała się dookoła, przeczesując szarym spojrzeniem otaczającą ją czerń nocy. Schowała twarz w dłoniach i zaczęła gorzko szlochać, a ramiona trzęsły się w niekontrolowanych spazmach.
   Płakała długo i rzewnie, nie mogąc się uspokoić. Znów to samo. Wciąż, na nowo, jak zapętlony film w jej głowie odgrywała się ta sama scena.
   Przed jej oczami rozgrywało się wspomnienie, najgorsze jakie miała. (...)
   Baru stoczył się w dół. Doskoczyła do niego próbując pomóc mu się wydostać. Była opadnięta z sił i nie potrafiła poprosić wiatru o pomoc. Basior był za ciężki, a ona wykończona.
- Idź do Liama, pomóż jemu! - Nakazał, a Dalia z ciężkim sercem posłuchała. On był bezpieczny, natomiast jej jedyny syn walczył o życie. Odwróciła się i pognała między drzewami. Łapy paliły ją niemiłosiernie, lecz biegła dalej. Wypadła z pomiędzy drzew, rozglądając się pieczołowicie dookoła. Usłyszała skomlenie, a jej lazurowe tęczówki wyłapały ciemną sylwetkę syna.
- Liam! - Chciała do niego podbiec, lecz zauważyła drugą postać. Nie rozpoznała go w pierwszej chwili, lecz zaraz jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Ruszyła na "zdziczałego" wilka, rozkładając śnieżne skrzydła i wyskakując w górę, by po chwili wylądować na jego grzbiecie. Wbiła kły w jego kark. Nie chciała go atakować, nie chciała z nim walczyć, lecz musiała bronić syna. Szarpnęła łbem, czując jak gorzka krew wpływa do jej pyska, pozostawiając na języku metaliczny posmak. Czarny basior próbował zrzucić ją z siebie, lecz trzymała się mocno. Lazurową tęczówką wyłapała leżące pod głazem ciało syna.
   Nagle poczuła jak leci, a po chwili ból przeszył całe jej ciało. Spróbowała się podnieść, lecz była bez sił. Powieki miała jak z ołowiu, a ciało trzęsło się w konwulsjach. Nim oczy zakryła jej ciemność, widziała jak ciało syna jest dewastowane. W głowie tliła się tylko jedna myśl:
~"Mój jedyny syn, Liam ", lecz było już za późno i ona o tym wiedziała. Jej dziecko było martwe.

27 października 2015

Ściśle tajne... (zawiera treści +18) [Bary Saya & Dalia Seron]


27 października 2015

Ściśle tajne... (zawiera treści +18)

Basior siedział nad jeziorem wpatrzony w swoje odbicie, wyglądał na nieobecnego.
Wróciła. Po długiej nieobecności znów zawitała na tereny stada i co zastała? Pustkę. Nie wyczuła prawie żadnego znajomego zapachu. Prawie, gdyż ten jeden, który był jej szczególnie bliski, należący do ukochanego przychodził razem z wiatrem. Wabił ją niczym miód. Łapy same pokierowały nią nad jezioro i nim się obejrzała - nim on się zorientowała również - wskoczyła mu na grzbiet z radosnym śmiechem i okrzykiem bojowym. Była to niesamowicie zabawna mieszanka, która na pewno go ostrzegła, lecz nie w porę.
Wyraźnie zszokowany całą sytuacją padł płasko na ziemie mocząc przednie łapy w wodzie. Rozpoznał jej zapach dopiero, gdy na nim lądowała, obejrzał się na wilczycę i zaśmiał głośno. - W końcu Cię widzę... - Wyszeptał. Jego wzrok był radosny, jednak po chwili trochę jakby zblakł. On jednak cały czas miał uśmiechnięty pysk.
Zlazła z niego, pełna radości, że go widzi i szturchnęła pyskiem na powitanie. Ogon kołysał się na boki, niczym u zwykłego psa. Przebywanie wśród ludzi dało jej się we znaki, lecz on o tym nie wiedział, a ona nie wiedziała czy mu powiedzieć. Na pewno wyczuł ludzki zapach. Chociaż jego resztki, gdyż ona nadal go czuła mimo przyzwyczajenia do niego. Skrzydeł nie miała, lecz nie miała też blizn. Była od krwi i nie wszędzie jej własnej. Nie wiedział, lecz na pewno zaraz zauważy, że ma podpalone ucho. Wyglądała strasznie, lecz była pełna wigoru co gryzło się z tym. Nie mówiła też. Dlaczego? O tym mu za chwilę powie. Za chwilę, jeżeli będzie chciał wiedzieć.
Na jego sierści też dało się wyczuć ludzi, a raczej ich negatywne emocje. Spojrzał po wilczycy. - Co robiłaś u ludzi? - W jego oczach pojawiła się lekka nieufność i ciekawość.
Uśmiechnęła się. Tak jak zawsze tylko do niego się uśmiechała, z miłością. Nie zbliżyła się, wyczuwając jego nieufność. - Byłam... zobaczyć. - Odparła z lekkim wahaniem, lecz spokojnie i bez większych emocji. On nie wiedział czemu była. Ona dopóki tam nie poszła, sama nie wiedziała czemu tak robi. Ale zrobiła i mimo tego co jej się potem przytrafiło, nie żałowała. Może miała lekkie poczucie winy, że nie powiedziała nic nikomu, ale była to niewielka cena za to czego była świadkiem i uczestnikiem. - Oni... nadal nie rozumieją. Nie... nie umieją zrozumieć. - Powiedziała. On też nie umiał zrozumieć jej. Wiedziała o tym, ale to nic. Za chwilę zrozumie. Ona mu powie. Niech tylko dobrze zapyta.
Zastrzygł uchem i wstał. Obszedł Ją dookoła i usiadł naprzeciw. - Zobaczyć? W takim razie co takiego zobaczyłaś, że jesteś w ludzkiej krwi? - Spojrzał na ucho. - A ucho? Kto Ci je przysmażył? - Patrzył na Nią pytająco. - Nadal nie rozumieją? Czego? Tego kim jesteś?
Spojrzała gdzieś w dal. Lazur jej oczu się zamglił, jakby w napływie łez, lecz po chwili zmienił odcień na szmaragd. To była dziwna zmiana. Nagle jej głos też się zmienił. Był przerażająco spokojny. - Oni nie rozumieli jak to boli. Nie rozumieli, że ogień sprawia ból. Uratowałam ją, a oni mówili, że odebrałam jej szansę... - Potrząsnęła głową i spojrzała na niego już normalnie. - Szansę na śmierć. - Dodała cicho. Poruszyła się, a krew na jej sierści błysnęła. - To jej krew i moja. Musiałam oddać jej trochę własne, bo nie przeżyłaby tego. Ucho... - Zawahała się, jakby zastanawiała się czy mu powiedzieć. Przecież to co zrobiła było głupotą, prawda? - Wskoczyłam w ogień by zobaczyć jak boli... Jak boli, gdy on Cię trawi. Skończyło się na uchu. Więcej nie byłam w stanie znieść. - Odwróciła się od niego zawstydzona.
Potrzepał łbem. - Czekaj, czekaj... Chcesz powiedzieć, że chcieli spalić jakąś dziewczynę, a Ty ją uratowałaś? Czy skoczyłaś w ten ogień tylko z ciekawości? - Otworzył szeroko oczy.
Westchnęła. - To było małe dziecko. Drobna dziewczynka, która nawet nie wiedziała co ją czeka. - Spojrzała na niego z niedowierzaniem, lecz łatwo było się domyślić, że chodziło o to co oni chcieli zrobić. - Chcieli zabić dziecko! - Krzyknęła i znów odwróciła wzrok. - Skoczyłam by ją ratować, a potem drugi raz... - Spuściła łeb. - Żeby poczuć. - Dodała o wiele ciszej.
Wstał na cztery łapy i zrobił kółko dookoła miejsca, w którym przed chwilą siedział. - Oszalałaś?! - Krzyknął lekko. - Uratowałaś dziecko, fajnie, ale po co ten drugi skok?! - Walnął łapą w taflę wody, tak, że rozprysła się w różne strony. Znowu usiadł i spojrzał na poruszoną wodę. - Co kolejne sprawdzisz, hm? - Dodał po chwili ciszy. - Wydłubiesz sobie oko, żeby zobaczyć jak to jest być ślepą? - Obejrzał się na Nią z surową miną.
Skuliła uszy. - Nie krzycz na mnie. - Powiedziała cicho. Wyglądała jakby była przerażona, lecz ona czuła tylko żal. Żal za to, że ludzie nie rozumieją. - Jej matka błagała, by oddali jej dziecko, a oni się śmiali i wiwatowali. Ona płakała. Jako jedyna płakała. - Znów to spojrzenie w dal. Widział je na pewno. Nieruchome i pełne zamyślenia i złych myśli. - Jeżeli to w przyszłości pomoże, to wydłubię sobie oko. - Odpowiedziała po bardzo długiej chwili ciszy. Spojrzała na niego. - Bo mój skok pomógł. Pomógł mi zrozumieć.
- Tak?! - Wstał i zaczął wchodzić do wody. - To teraz może pora na wodę. Z ogniem dałaś radę... - Wchodził coraz głębiej. - Zaraz nie będę miał gruntu i uwierz... - Patrzy na Nią. - Nic z tym nie zrobię, będę szedł na dno. - Woda dosięgała mu do szyi. - Uratujesz mnie, a przy okazji zrozumiesz jak to jest się topić, same plusy. - Mówił dość agresywnie, szczególnie jak na niego, słowa były przepełnione sarkazmem.
Dalia uniosła dumnie łeb. Próbował ją? Miał pecha. Była w tym momencie wściekła na niego i nie miała zamiaru go ratować. Ani tym bardziej się topić. - A idź na to dno! - Wrzasnęła na niego gniewnie i odwróciła się do niego tyłem, dając tym znak, że je to wisi, choć nie do końca była to prawda. Nie przyzna się i nie uratuje go. Umie pływać? To niech z tego korzysta!
Zrobił kilka kroków w tył. - Ty możesz robić głupoty, to czemu ja miałbym nie móc. A do tego ja nie mam prawa się gniewać na Ciebie, więc zapamiętaj, że jak przeżyję, to nie masz się na mnie gnie... - Chciał dokończyć, lecz nagle stracił grunt pod łapami i zniknął pod wodą. Zachłysnął się i zaczął kaszleć, przez co połykał jeszcze więcej wody.
Usłyszała, że nagle urwał i odwróciła się. - Głupi... - Mruknęła pod nosem i skoczyła za nim. Ona przynajmniej była uważna na to co robi. Dopłynęła do niego i utworzyła wokół niego bańkę z powietrza. - Idiota! - Wrzasnęła na niego, zła. - Mnie nikt nie ratował z płomieni. Sama wyskoczyłam, ale ty nie pilnowałeś dna. - Wyskoczyła na brzeg i go na nim również osadziła. Otrzepała futro z wody i odeszła trochę dalej. Czekała, aż on się wysuszy i łaskawie sam do niej podejdzie.
Kiedy wylądował na suchym lądzie przestał kaszleć, wypluł trochę wody i spojrzał na Nią. - Głupi idiota udawał... - Otrzepał się i podszedł do Niej. Usiadł za jej plecami. - Nie mam za złe, że ratowałaś to ludzkie coś. Pasożyt prawie mnie spalił żywcem, więc okaż trochę zrozumienia. Gdybym ja ci powiedział, że skoczyłem sobie w ogień ot tak, żeby zobaczyć jaki to ból, to zapewne byś biła brawa... - Skrzywił się.
Spojrzała na niego z wyrzutem. - Wiele spraw jest dla mnie niezrozumiałych, a najlepszym sposobem by się czegoś dowiedzieć jest sprawdzenie tego samemu. - Jej słowa były zbyt poważne jak na nią. Ona to wiedziała i on zapewne też.
Pokręcił łbem i wstał. - Jak tam chcesz. Dowiaduj się w takim razie po swojemu. Sory, że się martwię... - Odwraca się do niej plecami. - To się więcej nie powtórzy. - Patrzy za Nią i rusza znowu na brzeg jeziora, tam siada i dalej patrzy w swoje odbicie.
Warknęła pod nosem. - Czyli będziesz zły tylko dlatego, że przyjarałam sobie ucho? - Spytała, nadal na niego nie patrząc. Wolała, żeby nie widział jak ją boli jego niezrozumienie. Niech się domyśla. Ona lepiej mu tego nie wytłumaczy, ewentualnie poda więcej szczegółów. Jeśli by chciał, w co zaczynała poważnie wątpić.
Westchnął. - Tak, Dalia, tylko dlatego, bo mam dosyć...
Wściekła wstała i zaczęła krążyć. - Zacznijmy od tego, że po raz pierwszy odkąd się znamy, widzisz mnie w... - Zawahała się. - W gorszym stanie, niż ty po takich wypadach, choć ja Ciebie nigdy po czymś takim nie widziałam. Tylko ślepe szczęście - lub nieszczęście,(zależy jak na to patrzeć) - sprawiło, że ci się trafił ten... - Warknęła po raz kolejny. - Zaszczyt! - Podeszła do niego i wpatrywała się gniewnym wzrokiem w jego czerwone ślepia.
Spojrzał na nią, jakby te krzyki wcale go nie ruszyły. - W starym stadzie jestem wygnańcem... - Powiedział spokojnie. - Mój ojciec wyrzeka się mnie, bo zabiłem swoją byłą. Nie mam prawa zbliżyć się do matki... - Mówił coraz głośniej. - Stado w którym żyję zniknęło, a gdy po długim zniknięciu pojawiasz się Ty, to uświadamiasz mnie, że wskoczyłaś w ogień, bo chciałaś zobaczyć jaki to ból płonąć... - Mówił, zaciskając zęby. - Mam dosyć tego, że wszystkich powoli tracę, więc może oszczędź mi krzyków i też postaraj się zrozumieć, co?! - Słowo "co" wykrzyczał jej w pysk i spojrzał gniewnie.
Wzrok jej nieco złagodniał, lecz nadal był w nim gniew. - Staram się. - Powiedziała cicho, niemal tak, że sama siebie nie słyszała. Jakby te słowa były tylko jej myślami. Odwróciła się, żeby nie zobaczył jej łez. - Staram się, ale jest ciężko zrozumieć cokolwiek, czego nie przeżyło się na własnej skórze. - Spojrzała gdzieś w dal przed siebie. - To boli kiedy tych, których kochasz najmocniej, tracisz bezpowrotnie, bo już nie żyją. - Spojrzała na niego smutno. - A boli jeszcze bardziej, gdy żyją, a ty ich straciłeś. Wiem, że boli, ale nie wiem jak bardzo. - Odwróciła się i odeszła trochę dalej. Nie chciała, by na nią krzyczał. Przecież nie musiał. Mógł po prostu powiedzieć, ale rozumiała, że niekiedy nad emocjami nie da się zapanować.
Podszedł do niej powoli. - Tak Dalia, boli. Wiem, że nie jesteś w stanie tak dobrze tego zrozumieć, ale zrozum, że zostałaś mi tylko Ty... - Sztura jej pysk. - Tylko Ty jesteś już teraz powodem dla którego walczę z tym pajacem, który siedzi w mojej głowie. - Liznął jej pysk i spojrzał w oczy. - Mogę zrozumieć dlaczego to zrobiłaś, ale nie wymagaj ode mnie abym to tolerował, bo nie będę.
Zerknęła na niego spode łba. - Nie chcę byś to tolerował. Chcę byś rozumiał i nie prawił mi kazań o mojej głupocie. Ja doskonale zdaję sobie z niej sprawę. Jestem - jak to mówią - młoda i głupia. To chyba normalne, prawda? - Nikle się uśmiechnęła.
- Tak, zdecydowanie jesteś. - Wtulił pysk w jej szyję. - Nie wiem jak tam z Twoją młodością, ale co do głupoty mam pewność. - Uśmiecha się pod nosem. - To co? - Patrzy jej w oczy. - Może opowiesz mi na spokojnie jak to było z tym uchem?

- Osz ty! - Krzyknęła oburzona. - Uważasz, że jestem stara?! Wyglądam staro?! - Zapytała, niby gniewnie, choć żartobliwie. - No dobra... Dobra... Koniec. Nie ma. Nie będzie nic. - Uniosła dumnie łeb i odwróciła się. A żeby jeszcze go odrobinkę powkurzać, zmieniła postać na ludzką i machając mu tyłkiem przed nosem, odeszła sobie, niby niewybaczalnie obrażona, choć na pewno oboje wiedzieli, że nie na długo. A może... - I zero seksu przez miesiąc! Albo przez rok! - Krzyknęła na niego.
Zaśmiał się i przybrał też humanoidalną postać. Oparł się o pień drzewa z szerokim uśmiechem na twarzy. - No wiesz, przez te twoje przygody przybyło ci trochę lat. - Przestał się uśmiechać kiedy wspomniała o seksie. Wstał i otrzepał się. - No wiesz, trochę długo bez seksu wytrzymuję to co mi tam. - Podrapał się po głowie, idąc w jej stronę.
Wzruszyła ramionami i legła na trawę. - To teraz znajdź sobie jakieś drewienko z dziurkom, bo tylko to ci pozostaje przez najbliższy miesiąc lub rok. Zależy jak długo będziesz mnie jeszcze wkurzać i twierdzić, że jestem stara. - Wyrzuciła ręce za siebie. Gdyby ją teraz ktoś napadł - a jedynym zagrożeniem dla niej był on - to byłaby bezbronna.
Kucając, chwycił jej nadgarstki i nachylił się nad twarzą dziewczyny. - O ho ho, cóż to za drewienko z dziurką tutaj leży. - Zaśmiał się do niej.
- Ej! - Krzyknęła, nie do końca zadowolona z takiego obrotu sprawy. - Ja drewienkiem nie jestem i pamiętasz, że jak jestem w tej postaci to teoretycznie igrasz z ogniem. - Uniosła głowę, chcąc mu przywalić, lecz coś jej nie wyszło i jej wargi delikatnie - nie zamierzenie - a jednak prowokacyjnie, musnęły jego usta. - Ups. - Wydusiła tylko.
- Mhm. - Mruknął cicho, wpatrzony w jej oczy. - Najlepiej wyrzeźbione drewienko jakie kiedykolwiek widziałem, najbardziej podniecające. - Przejechał czubkiem nosa po Jej szyi - A jak pachnie. - Podniósł głowę do poprzedniej pozycji i uśmiechnął się delikatnie. - Planujesz mnie rozpalić tymi swoimi ognistymi sztuczkami?
Wydęła wargi, lekko zirytowana. - I kto to mówi? Facet, który jeszcze przed chwilą twierdził, że na babcię się nadaję. - Starała się zachować zimną krew, ale cholera, wiedział gdzie ona lubi być dotykana i jak. To było naprawdę trudne do wytrzymania. On to, do cholery, wiedział najlepiej.
Przeskoczył nad nią, nadal trzymając nadgarstki. Teraz leżał obok dziewczyny. - Najpierw musiałabyś być mamą... - Wyszeptał, udając, że nie wie o co chodzi z tą babcią. Powoli puścił jeden nadgarstek i delikatnie opuszkami palców zjechał po przedramieniu i ramieniu dziewczyny, zjechał na talię. Drugi nadgarstek nadal trzymał i przyglądał się jej z lekkim uśmiechem i pożądaniem w oczach.
Zagryzła wargę, by się nie zaśmiać, a kąciki warg jej zadrżały. Miała łaskotki. Powoli wyciągnęła rękę i pociągnęła go za pasek od spodni. - Tylko, żeby zostać mamą muszę znaleźć jakiegoś chętnego tatusia. Cóż... Póki co chętnych nie było. - Przyznała i oblizała lekko spierzchnięte wargi - pamiątka po głupocie.
Spojrzał na jej wargi i przełknął ślinę. - Ja bym się nadał? - Dotknął czołem jej czoła i głębiej oddychał.
Uśmiechnęła się lubieżnie. - Możemy to zawsze sprawdzić. - Przejechała palcem wskazującym po linii jego szczęki. Ciekawiło ją co zrobi.
Przymknął oczy. Uwielbiał jej dotyk. Dłonią z talii zjechał na udo dziewczyny, drugi nadgarstek poluzował i dotknął polika dziewczyny, patrząc na nią jak zaczarowany. - Kocham Cię. - Wyszeptał i pocałował ją, wpijając się w wargi, na początku delikatnie, później trochę agresywniej. Pod koniec pocałunku przygryzł jej delikatnie dolną wargę.
Odwzajemniła pocałunek i cichutko jęknęła, gdy przygryzł jej wargę. Nie bolało. To było przyjemne. Wsunęła mu rękę pod koszulkę i delikatnie, pieszczotliwie głaskała go po brzuchu i klatce piersiowej. Uwielbiała czuć pod palcami igranie jego mięśni, a nawet - jeśli się dobrze wczuła - bicie jego serca. Czuła, że wtedy jest w raju. Do szczęścia nic więcej nie było jej potrzebne. A niech szlag trafi roczny post! Przyciągnęła go do siebie jeszcze bliżej i pocałowała z większą mocą. - Ja Ciebie też kocham. - Wyszeptała mu w usta.
Uśmiechnął się szerzej kiedy wyznała uczucie. Jedną rękę włożył pod plecy dziewczyny, sięgnął do jej uda, usiadł i szybkim pociągnięciem posadził ją na sobie, twarzą do twarzy. Sukienka dziewczyny sama się podwinęła, jednak on ponowne namiętnie ją pocałował i z powrotem powoli położył ją na ziemi. Teraz kucał między jej nogami, nadal całując.
Uśmiechała się kokieteryjnie. Zdjęła mu koszulkę by mieć lepszy dostęp do jego ciała. Przewróciła go na plecy i usiadła na nim. Nie przestawała go całować. Jak ona go nieziemsko i niebosko pragnęła. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby go teraz stracić. Oparła dłonie na jego klatce piersiowej. Choćby chciał, nie mógł jej z siebie zrzucić, a ona miała zamiar go lekko torturować w sposób, który będzie dla niego bardzo przyjemny, ale nie do wytrzymania. Pochyliła się znów i musnęła lekko jego wargi, po czym koniuszkiem języka zlizała z nich jego smak. Opuszkami palców przejechała mu po twarzy, po ramionach, barkach, klatce, brzuchu... Jeździła w tę i z powrotem, drażniąc się w ten sposób z nim.
Przyglądał się jej na przemian przygryzając albo oblizując usta. Chwycił koniec jej sukienki i zacisnął w dłoni. Drugą dłoń położył na jej udzie znowu podwijając sukienkę. Oddychał coraz głębiej, momentami nawet zastygała w bezruchu wpatrzony w dziewczynę. Uśmiechał się łobuzersko. Chciał coś zrobić, jednak powstrzymał się i dalej oddawał się przyjemności.
Pochyliła się i obsypała jego twarz pocałunkami. - Nie bronisz się? Nie protestujesz? Nie próbujesz przejąć pałeczki? - Pytała, zaskoczona między pocałunkami. Przygryzła płatek jego ucha, po czym zjechała na szyję i smakowała go, rozkoszując się każdym zetknięciem jej warg z jego skórą.
- Troszkę pieszczot też mi się przyda. - Wyszeptał i mruknął, jednak zaraz po tym poniósł się do półsiadu, złapał ją i szybkim ruchem pozbawił sukienki. Zaraz po tym przyciągnął ją do siebie tak, że ich ciała stykały się ze sobą całkowicie. Ułożył ręce nad pośladkami dziewczyny i zaczął muskać ustami Jej szyję.
Szeroki uśmiech przyozdobił jej lico. Ułożyła dłonie na jego barkach i podczas, gdy on całował jej szyję, ona ugryzła go delikatnie w ramię. Była niemal naga i powinna czuć chłód, lecz jedyne co czuła to trawiący ją wewnętrzny ogień pożądania.
Syknął wyraźnie zadowolony ugryzieniem. Dłonie powoli wędrowały po jej plecach, podczas tego "spaceru" on przeszedł ustami na dekolt dziewczyny. Dłonie zatrzymały się na zapięciu stanika, on oderwał na chwilę usta od Jej ciała i spojrzał na twarz dziewczyny. Uśmiechnął się i oblizał wargi, opinając bieliznę.
Zagryzła wargę widocznie zadowolona i przyciągnęła go do siebie. - Chcesz żebym zmarzła? - Zapytała półszeptem i odpięła mu pasek od spodni.
- Bez obaw, przy mnie nie zmarzniesz... - Wyszeptał i pozbawił ją stanika całkowicie. Znowu zaczął całować ją po dekolcie, chwycił jedną pierś w dłoń, westchnął głośno, była idealna. Położył dziewczynę na trawie, nie przestając całować, od biustu przeszedł na szyję. Pocałował w usta kiedy Ona leżała już całkowicie na trawie. Obie ręce zaczęły masować jej piersi, dając przy tym swobodę przy spodniach, do których Dalia się dobierała.
Wygięła się w łuk, czując te wszystkie delikatne pieszczoty. Każde muśnięcie docierało do nie dziesięciokrotnie mocniej, jakby jej skóra była szczególnie wrażliwa na jego dotyk. Bardzo chciała rozebrać go do końca osobiście, lecz pieszczoty, które jej oferował skutecznie jej to uniemożliwiały. - Baru... - Szepnęła, nie mogąc znieść tej przyjemności i cicho jęknęła.
Oderwał się na chwilę od niej i z uśmiechem stał nad nią na czworaka. - Tak? - Uśmiechnął się pod nosem. - Już jestem grzeczny. - Uśmiecha się szeroko.
- Nieee... - Jęknęła i przyciągnęła go na powrót do siebie. Udało jej się w końcu zdjąć mu spodnie, co skwitowała triumfalnym uśmiechem. Jej oczy błyszczały niekłamanym pożądaniem, któremu nie mogła i nie miała najmniejszej ochoty się oprzeć.
- Mmm... - Mruknął. - Uwielbiam cię. - Pochylił się do jej ust i pocałował, później zaczął schodzić pocałunkami coraz niżej i niżej. Dłonie wróciły do masowania piersi dziewczyny, a on zszedł ustami do pępka i całował coraz niżej.
Zaczęła się niespokojnie wiercić. Przyjemność była nie do opisania. Jej zmysły jakby się wyostrzyły. Złapała go za włosy i pociągnęła. Uniosła się lekko i wpiła w jego wargi, smakując i penetrując językiem wnętrze jego ust. Jej dłonie zjechały na jego pierś, brzuch i niżej.
Przyciągnięty przez dziewczynę, wpił się w Jej usta, muskał swoim językiem Jej język, delikatnie zjechał dłońmi na talie, aby zaraz wrócić na piersi i masować je trochę mocniej niż wcześniej. Kiedy oderwał się od jej ust jego usta drżały, przyjemny dreszcz przeszedł jego ciało gdy dotykała go coraz niżej.
Złapała go za najwrażliwszą część męskiego ciała i spojrzała mu w oczy, ciekawa jego reakcji. Na jej ustach błąkał się lubieżny uśmiech, a oczy lśniły niekłamanym pożądaniem. Przewróciła go na plecy tak, że teraz ona była na górze. Całowała go z oddaniem i mocą. - Kocham Cię - Wyszeptała.
Ta cześć męskiego ciała wyraźnie się napięła, chłopak nabrał powietrza i spojrzał na dziewczynę kiedy przewracała go na plecy, dopiero kiedy leżał wypuścił powietrze, był podniecony, co dziewczyna mogła teraz łatwo wyczuć. Również uśmiechnął się pod nosem. Pokiwał lekko głową. - Wiem, ja Ciebie też kocham - Wyszeptał, a w oczach tańczyły jakby iskierki. Poruszył lekko miednicą przez co dłoń dziewczyny przejechała po jego czułym miejscu. - O matko. - Wysapał i zamknął oczy. - Jesteś cudowna...
Satysfakcja ze sprawiania mu przyjemności była dla niej cudowną nagrodą. Pochyliła się i przygryzła płatek jego ucha. - Chcę Cię poczuć. - Wyszeptała. Uniosła głowę i spojrzała na jego piękną twarz, wykrzywioną przyjemnością. Chciała zobaczyć jego oczy. Złapała zębami za jego wargę i zaczęła lekko ssać. Czuła to TAM, że już nie da rady długo wytrzymać. Jej pragnienie niedługo osiągnie szczyt.
Otworzył szeroko oczy na słowa dziewczyny. - Też chce... - Wyszeptał i wstał do półsiadu, chwycił jej twarz obiema dłońmi i pocałował długo i namiętnie. Podczas pocałunku odchylił Ją lekko w tył i szybkim ruchem pozbawił reszty bielizny. Była całkowicie naga, oderwał się od Jej ust i spojrzał na ciało dziewczyny, przejechał dłonią od polika do pępka. - Jesteś śliczna. - Mruknął Jej do ucha. - Robiłaś to już? - Zapytał szeptem i spojrzał Jej w oczy.
Podczas pocałunku przytuliła się do niego całym ciałem. Gdy zadał jej to pytanie, którego się najbardziej obawiała, jej policzki przybrały szkarłatny odcień. Spuściła głowę i pokręciła nią przecząco. - Nie. Jesteś pierwszy. - Wyszeptała, zerkając na niego niepewnie.
Uśmiechnął się delikatnie, nie wyglądał, ale ta informacja bardzo go ucieszyła. - To dobrze - Wyszeptał i położył Ją delikatnie na trawie. - Bo Ty też jesteś pierwsza - Wyszeptał. Pocałował dziewczynę i przesunął palcem po Jej wilgotnym miejscu. Zajął Ją pocałunkami, zaczął masować piersi. Wszedł w Nią jednym mocniejszym ruchem i został w środku, nie poruszał się, dał Jej chwilę na przyzwyczajenie się z tym uczuciem.
Mimo, że pochłonięta była pocałunkiem, to poczuła. Delikatny ból przeszył jej ciało, a po policzku spłynęła jedna samotna łza. Oplotła jego biodra nogami i pozwoliła mu działać. Była cała jego. Mimo chwilowego bólu jej twarz promieniała szczęściem, a ust nie opuszczał uśmiech. Tera już nie było odwrotu, a nawet jeśli i by był to ona by się nie cofnęła. Chciała tego.
Otarł samotną łzę z polika dziewczyny i cmokał delikatnie jej usta, przeszedł na szyję, dopiero po chwili zaczął powoli poruszać się w przód i tył, na początku robił to powoli, jednak z czasem trochę przyspieszał. Podniecenie rosło, sapał lekko, oderwał się od szyi dziewczyny, podparł się rękoma nad Jej ramionami i patrzył w oczy posuwając trochę głębiej.
Cichutki jęk wyrwał się z jej piersi, gdy poczuła jak się porusza. Szybko odnalazła z nim wspólny rytm. Mocniej oplotła go nogami. Jęki wydobywały się z niej jeden za drugim. Była blisko spełnienia. Wygięła się w łuk i otwierając szeroko oczy, wykrzyczała jego imię. Łzy płynęły po jej policzkach jedna za drugą.
Oddychał coraz głośniej. - Dalia... - Wyszeptał, odpływał, widać było jak jego fiołkowe tęczówki unoszą się w górę. Posuwał trochę szybciej, zaraz miał szczytować, jego oddech drżał. - O tak! - Krzyknął i zakończył w dziewczynie. Ciężko oddychając opadł delikatnie na Jej ciało.
Dyszała ciężko. Na ustach błąkał się delikatny uśmiech. Uniosła dłoń i zaczęła czule głaskać chłopaka po włosach. Czuła się cudownie. Prosiła w myślach, żeby tak zostało. Uniosła drugą dłoń, którą zaczęła wodzić po jego nagim ciele. - Dziękuję. - Wyszeptała.
Podniósł się z Jej ciała i powoli wyszedł z dziewczyny, pogładził Jej polik. - To ja dziękuję - Uśmiechnął się i Pocałował Ją delikatnie, położył się obok i objął Ją ramieniem. Spojrzał w gwieździste niebo z szerszym uśmiechem.
Wtuliła się w niego i zamknęła oczy. Była wykończona. Zdawała sobie sprawę z tego, że następnego dnia będzie miała nie małe zakwasy, ale nie zamieniłaby się z nikim innym. - Jak się czujesz? - Zapytała. Była bardzo ciekawa jego odpowiedzi, szczególnie, że powiedział, że jest pierwsza.
Spojrzał na Nią, uśmiech nie znikał mu z twarzy. - Dobrze, bardzo dobrze, wiesz... - Przytula Ją mocniej. - trochę się bałem, że kiedy już do tego dojdzie to nie będę wiedział co robić, ale przy Tobie czuję się tak swobodnie, że ... - Pocałował Ją w czoło. - że wiedziałem i było lepiej niż myślałem - Wtulił się w Nią. - A Ty? Wszystko dobrze?
Uśmiechnęła się do niego czule. Pokiwała potakująco głową jako odpowiedź na jego pytanie. - Ja się czuję lepiej niż kiedykolwiek. - Zawahała się zastanawiając się czy powiedzieć to co przyszło jej na myśl. Zagryzła wargę. - Jesteś cudownym kochankiem. - Powiedziała w końcu, cicho.
Uśmiechnął się ciepło. - Mam nadzieję, że jedynym. - Pocałował Ją. - Chodź, ubierz się i zabieram Cię do domu, jeszcze się rozchorujesz i będę Cię miał na sumieniu. - Usiadł i sięgnął Jej rzeczy, podał je dziewczynie nadal się uśmiechając.
Z ociąganiem ubierała poszczególne części garderoby. Nie ominęła żadnej okazji by trochę go pokusić swoimi kształtami. To zakręciła tyłeczkiem, schyliła się itp. Cały czas przy tym lubieżnie się uśmiechała. Wciągnęła sukienkę i zbliżyła się doń odwracając tyłem. Wzięła włosy do góry, odsłaniając gołe plecy. - Zapniesz? - Zapytała, wskazując zamek od sukienki.
Przygryzał wargę i nie miał najmniejszego zamiaru przestać przyglądać się Jej sztuczkom, uśmiechnął się szeroko i wstał kiedy zapytała, podszedł do Niej i chwycił w tali, przyciągnął tyłem do siebie. - Oj zapnę bardzo chętnie. - Wyszeptał Jej do ucha i przejechał dłonią po udzie dziewczyny. Zaśmiał się lekko i zapiął Jej sukienkę. Sam dopiero chwycił swoje bokserki i spodnie. Powoli zaczął nakładać je na siebie.
Zadrżała lekko, gdy poczuła jego dotyk na swoim udzie. Dopiero co się kochali, a ona mimo to reagowała na niego jak nastolatka. Usiadła na przewalonym drzewie i bez skrępowania przyglądała się mu i jego poczynania. Usta zdobił uśmiech, a oczy świeciły się niesamowitym blaskiem.
Ubrał się całkowicie i podszedł do dziewczyny. - To jak? Gotowa? - Zapytał i bez czekania na Jej odpowiedzi chwycił Ją i podniósł na rękach, zaśmiał się. - Mm... jaka leciutka. - Puścił oko i zaczął iść w stronę Jej domu.

Autor: Dalia Seron

17 czerwca 2015

Tak szybko dorastają... [Dalia Seron]

16 czerwca 2015

Tak szybko dorastają...

Dawno, dawno temu....
A nie, to nie ta historia. xD

- Gdzieś się szwendał?! - Warknęła ostro, widząc syna w progu drzwi domu. Liam wsparł się ramieniem o framugę, a z jego twarzy nie spełzał zawadiacki uśmiech.
- Tak, mamo, też się stęskniłem. - Odparł spokojnie. Oczy jej rozbłysły morderczym blaskiem. Podeszła do chłopaka, złapała za ucho i zaciągnęła na kanapę. Chodziła w kółko naprzeciw niego, niczym tygrys zamknięty w klatce.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Nie jesteś dorosły, żeby łazić, gdzie ci się podoba! Co ci strzeliło do łba, aby znikać nie wiadomo gdzie, z kim i dokąd?! Jaki ja z ojcem... - Urwała raptownie, zdając sobie sprawę ze swej pomyłki. W końcu Baru i ona też znikali w "magiczny" sposób.
- Polemizowałbym w kwestii dorosłości.. -Odparował niezrażony. Wbrew charakterowi całej tej sytuacji, w  malachitowych oczach chłopaka tańczyły wesołe ogniki. - Hmm? - Wymruczał, kiedy urwała, a uśmiech nieco się poszerzył. - Coś nie tak? - Spytał z miną niewiniątka, doskonale wiedząc, czemu nagle zamilkła.
- Szczeniaku! Ty masz 17 lat! - Zmarszczyła brwi. W rzeczywistości miał mniej. - W ludzkich standardach. - Dodała po namyśle. - Masz zakichany obowiązek siedzieć w domu i pytać się o zgodę na cokolwiek! Czy ty wiesz jak ja się martwiłam?! - Wyrzuciła ręce w górę w geście totalnej irytacji. - Nie! Oczywiście, że nie! - Spojrzała na niego, a w jej oczach dało się widzieć ledwo hamowaną złość. Liam oparł się o kanapę, krzyżując ręce na piersi. Ciemne, zmierzwione i zbyt długie włosy opadały mu nieco na oczy, prosząc się o obcięcie. Cóż, zdążył się zdeczka zapuścić.
- Heej, za małego było się grzeczniutkim, to czas najwyższy pobroić. Wybacz, ale to nieodzowny element macierzyństwa, nic nie poradzę. Nie miałbym serca was tego pozbawiać. - Przechylił nieco głowę. Wyraz twarzy miał rozbrajający. Dalii rozszerzyły się źrenice. Podeszła do stołu i chwyciła leżący na nim talerz, po czym cisnęła go w chłopaka. Ten jednak się uchylił. Warknęła, będąc bliska wybuchu nieopanowanej furii.
- Jak ja ci dam element macierzyństwa, to zapamiętasz go do końca swojego życia! - Cisnęła kolejnym talerzem, lecz nie trafiła. Gdzieś na pograniczu świadomości cichy głosik podpowiadał jej, że zniszczenie całej porcelanowej zastawy nie rozwiąże problemu, ale miała to gdzieś. Była wściekła i miała ochotę wszystko rozwalić. - Twój "nieodzowny element" dzieciństwa również został zaniedbany. Na przykład typowy dla każdego normalnego dziecka szlaban! - Jej usta wykrzywiły się w pełnym zadowolenia, okrutnym uśmiechu. Liam przygryzł wargę, próbując pohamować poszerzający się uśmiech. Widok matki na skraju szaleństwa wydał mu się zabawny.. poniekąd. Jak dotąd nieczęsto miewał okazję widywać ją w takim stanie. W ogóle, nieczęsto miał okazję ją widywać.
- Od każdej reguły są wyjątki. - Odparował, dalej nie tracąc dobrego humoru pomimo gróźb skierowanych pod jego adresem. Kiedy Dalia już, już miała dać upust całej swojej złości, on podniósł się z siadu, podszedł do niej i po prostu mocno ją przytulił, wprawiając matkę w niemałą konfuzję.
- Kocham cię, mamo. -Wymruczał tylko, wtulając się w nią jak za czasów, kiedy ledwie odrastał od ziemi. W pierwszej chwili, gdy poczuła oplatające ją ramiona, zesztywniała, lecz gdy usłyszała słowa syna cała dotychczasowa złość ją opuściła. Poczuła się kompletnie bezsilna.
- Jak ojciec... - Mruknęła, w marnej próbie gniewania się na niego dalej. Objęła go jednak mocno, a po policzkach pociekły jej małe strumyczki łez.

* * *
Dalia i Liam wracają do żywych. W ramach przeprosin fundujemy pisane wspólnie "Trudne Sprawy" wersja HOTN xD 

6 listopada 2014

Sen III [Dalia Seron]

6 listopada 2014

Sen III

Białe ściany, biały sufit, biała podłoga.. Nawet białe meble! Wszędzie, gdzie nie spojrzałam wszystko białe. Podeszłam do stołu, gdzie było dla mnie ustawione śniadanie. Nie wiedziałam kiedy, ale przynosili mi całe to jedzenie, a najgorsze w tym wszystkim było to, że choć było ono wyborne niczym u króla na uczcie, to byłam więźniem i dla mnie równie dobrze mógłby być to papier.
Usiadłam pod ścianą na podłodze. Każdego dnia (a nazbierało się ich już 87) wyczekiwałam tylko jednego. Chłopaka o włosach czarnych jak heban i oczach niczym wrzos kwitnący na łące.
Nie wiem jakim cudem on to wyczuwał, ale za każdym razem, gdy już traciłam wszelką nadzieję, on magicznie się zjawiał. Przychodził, robił mi zastrzyk, pobierał krew lub inne tego typu czynności, dawał to jakiemuś mężczyźnie w białym kitlu i zostawał by mnie nakarmić.
Dawało to dwa spotkania na miesiąc.
Opatuliłam rękoma kolana i oparłam na nich głowę. Kropelki słonej wody spokojnym strumieniem spływały mi po policzkach. Nagle usłyszałam czyjś głos dochodzący z głośników.
- 'Czemu nie jesz?' - Zapytał. Uniosłam powoli głowę.
To był ON. Ten na którego tyle czekałam i zamiast do mnie przyjść, stosuje taki wybieg?! Wściekłam się. Spojrzałam morderczym wzrokiem w obiektyw kamery.
- Bo inna niż głodowa śmierć mnie z tego nie wyzwoli.- Powiedziałam niemal szeptem. I po tych słowach niemal widział jak kręci głową z rozdrażnieniem, ale jednocześnie jest rozbawiony. To jeszcze bardziej mnie wkurzyło. - Czego ode mnie chcesz?! - Wrzasnęłam i zaniosłam się szlochem. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam walić pięściami w poduszkę.
Nie usłyszałam kiedy otworzyły się drzwi, lecz gdy tak wyładowywałam swoje emocje, czyjś mocny uścisk postawił mnie do pionu. Wyciągnęłam rękę, myśląc, że chcą kolejną dawkę mojej krwi, lecz nie poczuł nic. Żadnej igły, żadnego ukłucia. Uniosłam głowę i spojrzałam zza kaskady kruczych włosów na stojącą przede mną postać. Gdy mój wzrok padł na wrzosowe oczy, nagle poczułam bezwład we wszystkich kończynach. Oczy zaszły mi mgłą, po czym wszystko stało się czarne.
Moją ostatnią myślą było to, że w końcu mi się udało, a ostatnim słowem usłyszanym, było wykrzyczane z jego ust moje imię "Aliare".

***
Tam tam tam xD Trzecia część jest. Uh.. Dawno nic nie pisałam takiego "twórczego", więc się nie czapiać plis.. 
Choć komętarze - pozytywne i negatywne - będą mile widziane. 
Gratki dla wytrwałych, tak wgl. 

23 października 2014

Jedyny Słuszny Pan #7 [Dalia Seron]

22 października 2014

Jedyny Słuszny Pan #7

      [...] Otworzyła oczy i zerknęła na pogrążonych we śnie zebranych. Pierwsze promienie słońca rzucały blask do jaskini, przyjemnie grzejąc i sprawiając, że jej futro lekko się mieniło. Poczuła ruch pod skrzydłem, a potem usłyszała cichy szloch. Złożyła lotki i lazurem swych oczu przyglądała się skulonej postaci.
- Nie jedz mnie... - Wyszlochała dziewczynka, ledwo zrozumiale. Wadera zaśmiała się dobrotliwie i pokręciła z dezaprobatą i rozbawieniem głową. Podniosła się i zmieniła formę na ludzką. 
- Nie zjem Cię. Chcę Ci pomóc. Gdybym chciała Cię zjeść, już bym to dawno zrobiła. - Odpowiedziała spokojnie i przytuliła do siebie rozpłakane dziecko. Dziewczynka powoli się uspokoiła. 
- Ja chcę do mamy... - Wyszeptała. Dalia myślała, że ta za chwilę znów się rozpłaczę, lecz na szczęście nić takiego się nie stało. 
      Minęła jakaś godzina nim wszyscy się obudzili, lecz udało się dojść do ładu. 
- Widzę, że ktoś tu jest rannym ptaszkiem. - Usłyszała bardzo znajomy śmiech. 
- Baru... - Wymruczała. Dziewczynka schowała się, chwytając się kurczowo jej spódnicy. - Ciii.. To jest Baru. Nie skrzywdzi Cię. - Spojrzała na chłopaka ostrzegawczo. Ten jednak wyciągnął przed siebie ręce w geście kapitulacji.
- Spokojnie. Nie tknę. - Uśmiechnął się zadziornie. Złapała dziewczynkę za rączkę i przeszła obok niego tanecznym krokiem. Poklepała go po policzku.
- Dobry pies. - Zaśmiała się cicho i nawet Mała wyszczerzyła ząbki w uśmiechu. - Ja i... - Zerknęła na dziewczynkę. - Jak ty właściwie masz na imię? - Zapytała ją szeptem. 
- Lukrecja. - Odszepnęła, przytulając się do Dalii. Ta skinęła głową.
- Ja i Lukrecja wyruszamy na poszukiwania za półtorej godziny. Do tego czasu będę u siebie w domu. Nad wodospadem, jakby ktoś nie wiedział. - Zmieniała znów formę, a dziecko wskoczyło na jej grzbiet i Biała zniknęła w obłokach.
      [...] Krzątała się po cały domu, biegając w tę i wew tę, a Lukrecja przyglądała się wszystkiemu z zaciekawieniem. Dziwne, że Dalia pomieściła wszystko w niewielkim plecaczku. Przez całe półtorej godziny był u niej chyba każdy. Raksha i Error, żeby coś pożyczyć, a Baru tylko po to by sprawdzić jak jej idzie i oczywiście, żeby ją podenerwować swoją osobą, bo w końcu to mogła być jego ostatnia okazja. Zanim wyszedł, wycisnął na jej ustach długi i soczysty pocałunek, co Lukrecja skomentowała zwykłym "fuuuj".
- Lecimy. - Zakomenderowała.
      [...] Wylądowała przed górską doliną i tam zmieniła formę. Zerknęła ukradkiem na dziewczynkę, która kurczowo ściskała jej rękę. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Żmijoptaka. Był. Siedział bardzo wysoko na skalnej półce, a pod sobą miał gniazdo, w którym - mogłaby dać sobie rękę/łapę dać uciąć - były jaja niewyklutych piskląt. Pochyliła się do Lukrecji.
- Schowaj się. Nie ważne co by się działo nie wychylaj się. Jasne? - Nakazała dziewczynce. Ta skinęła potakująco głową i skryła się w skalnej szczelinie, gdzie chyba tylko ona mogłaby się zmieścić.
      Znów zmieniła formę na wilczą i odbiła się od ziemi ruszając szybkim lotem w stronę Żmijoptaka. Z impetem walnęła w stworzenie, zwalając je z gniazda. Zaatakował. Udało jej się uniknąć ptasiego dzioba, lecz zaraz chwycił ją szponami za skrzydło, wyrywając kilka lotek. Udało jej się uniknąć kolejnego ciosu wymierzonego w łeb i złapała zwierzę za nogę. Nie chciała go zabić. Żmijoptak wyrwał się i zakrwawionymi szponami złapał ją za tułów, wbijając ostre niczym sztylety pazury pomiędzy żebra. Przeraźliwe i donośne wycie wydało się z pyska wilczycy, co - o dziwo - odstraszyło Żmijoptaka. Zaczął wymachiwać skrzydłami na oślep i odlatywać od niej, jakby wycie było dla niego za głośne. Zawyła powtórnie i stworzenie odleciało jeszcze dalej. Uradowana, że odkryła sposób na Żmijoptaka wyła ile sił w płucach, zbliżając się powoli do gniazda. Będąc blisko podkradła jedno z jaj i odleciała, wyjąc. Schowała się szybko w jedną ze szczelin, czekając aż Żmijoptak da sobie spokój z szukaniem jej. Trwało to bardzo długo, lecz w końcu, gdy zaczęło się ściemniać, zrezygnował i wrócił do gniazda.
      Wyszła ze swej kryjówki, zabrała Lukrecję i znalazła bezpieczne miejsce na nocleg, gdzie dziewczynka opatrzyła ją i poinformowała o szokującej sprawie. Dalia była w ciąży!
     Wróciły do Stada następnego dnia. Wilczyca zdała jajko w Jaskini i nie mówiąc nic nikomu, udała się z Lukrecją do swojego domu. Położyła wyczerpaną dziewczynkę spać i również postanowiła się zdrzemnąć. Zadanie wykonała, a o następne postanowiła prosić po odpoczynku.

*  *  *
INFORMACJE PARAFIALNE:
Tak tak :D Dalia będzie miała dzidziusia. Ale nie liczcie na rozczulanie się nad nim, bo osoba prowadząca tą postać nie lubi za długo grać dzieckiem. Ewentualnie tydzień :D Płeć jeszcze nie znana. Wszelkie formalności związane z tą postacią załatwiać będę w najbliższych dniach :) 
Ps. Wiem, że słabe, ale w końcu musiałam napisać swoją część :) 

28 marca 2014

Gdy serce tęskni to znak, że pora coś zmienić... [Dalia Seron]

27 marca 2014

Gdy serce tęskni to znak, że pora coś zmienić...

Zaciśnięte powieki uniemożliwiały słonym łzom popłynąć. Cichy szmer wiatru był jedynym towarzyszem, a ona pragnęła czegoś więcej. Tęskniła za kimś więcej. Nie była to jedna osoba. Jej serce było rozdarte na wiele kawałków. Myśli błądziły od jednej postaci do drugiej. Jak długo ich nie widziała ? Dzień, tydzień, miesiąc...? Czuła jakby minęły wieki. Nie.. Tysiąclecia. Pragnęła znów ujrzeć ukochane roześmiane ślepia Baru. Znów szybować wraz z Rakshą po niebie. Słyszeć filozoficzne myśli Kendala. Przejść do innego świata w towarzystwie Aldieb. Widzieć wszystkich z którymi miała ciepłe i miłe wspomnienia. I co ? Nie było nikogo.
~ Gdzie jesteście ?! 
Wołało jej stęsknione serce. Zazwyczaj pełna radości, życia i niezachwianego optymizmu biała wadera, teraz była tylko smutną, szarą plamą pod drzewem. Ona nie wierzyła w żadne bóstwa, lecz teraz z jej pyska co chwila wydobywała się cicha modlitwa. Pragnęła, żeby chociaż przez chwilę było tak jak dawniej. Żeby było tak jak w dzień, gdy bez żadnych pytań przyjęli ją do swego grona. 
Przypomniała sobie z nikłym, smętnym uśmiechem świętowanie nowego roku i grę w HOTN. Przypomniała sobie jak się wtedy czuła - czuła się jedną z nich - i ile radości sprawiało jej towarzystwo w jakim się znajdowała. 
~ Piękny dzień... 
Pomyślała z żalem i posmutniała jeszcze bardziej. Zamknęła oczy. Nie chciała zapomnieć, poddać się. Pragnęła żyć i korzystać z tego co daje los. 
~ Los dał mi Was, a teraz próbuje odebrać ? Nie pozwolę ! 
Zerwała się z miejsca i otarła łzy, które nie wiedzieć jakim sposobem uciekły spod jej powiek. Ruszyła biegiem w stronę lasu, postanawiając odszukać "zagubionych".

Co jest ?! Halo, halo ? Żyjecie jeszcze, czy już wszyscy mają HOTN gdzieś ? Wiem, że flash póki co nie działa, postanowiłam odrobinkę ingerować i założyłam taki chat zastępczy. 
Chatzy - wiem, że nie jest to chat pierwsza klasa, ale nie znam innego. Mam nadzieję, że stado się obudzi i ruszy zdrętwiałe tyłki ! 
TĘSKNIĘ ZA WAMI KOCHANI !!!!!!
Dalia Seron... 

24 listopada 2013

Przepowiednia [Baru Saya]

Historia ta jest znana tylko jednej istocie z tego stada. Stwierdzam jednak, że podzielę się nią z wami wszystkimi, aby rozświetlić kilka ostatnich wydarzeń.

***  

Basior wyskoczył na brzeg i otrzepał się z szerokim uśmiechem, przyglądał się Jej wyraźnie zadowolony
- Fajnie wyglądasz - położył się obok nadal uśmiechnięty, przymknął powieki i wciągnął głośniej powietrze - uwielbiam to miejsce - wyszeptał i spojrzał na zamknięte oczy wilczycy.
- Mrrr... - mruknęła iście zadowolona. Otworzyła oczy i ze zdumieniem napotkała krwiste ślepia Basiora. Spuściła szybko wzrok i przewróciła na brzuch składając skrzydła - opowiesz mi coś ? - zapytała.Wilk odwrócił łeb w przeciwną stronę kiedy Dalia zmieniała pozycję, spojrzał na nią dopiero, gdy usłyszał pytanie, uśmiechnął się ponownie.
- Opowiedzieć? Hm... Nie wiem czy jestem dobry w opowieściach. Wolisz wesołe czy smutne historie? - zerka na nią zaciekawiony. Zastanowiła się chwilę.
- Życiowe... - szepnęła, nieśmiało na niego zerkając - z elementami i smutnymi i wesołymi - dodała po chwili. Westchnęła i spojrzała na spadającą wodę wodospadu. Zamyślił się spoglądając w niebo.
- W takim razie mogę Ci opowiedzieć historię o dwóch wilkach - spojrzał na nią z lekkim uśmiechem
- o tym, jak przeciwieństwa się przyciągają. Zainteresowana? - patrzy jej w oczy. Chytry uśmieszek przyozdobił jej pyszczek. Podczołgała się bliżej niego i oparła łeb na łapach.
- Opowiadaj - poprosiła patrząc w jego szkarłatne oczy. Chrząknął.

- Pewnego dnia urodziły się dwa wilki, ten sam czas, miejsca iście podobne, a jednak tak odległe, że owe wilki nie miały prawa wiedzieć o sobie. Legenda głosi, że taki rodzaj ,,bliźniaków,, jest niezwykle rzadki i wyjątkowy. Dlaczego bliźniaków pewnie spytasz - spogląda na nią z tajemniczym uśmiechem - nazwano tak ich nie ze względu na identyczny wygląd. Ze względu na to, że jak to bliźniaki, jeden był dokładnym przeciwieństwem drugiego.

Patrzy na jej pysk, aby zorientować się czy choć odrobinę jest zainteresowana. Słuchała z zainteresowaniem jakie można było dostrzec tylko u uczniów, którzy w swej ambicji chcą prześcignąć mistrza. Nic nie było w stanie jej oderwać od wsłuchiwania się w jego głos
- Dalej... - szepnęła ciszej niż mogło się wydawać to możliwe. Uśmiechnął się lekko pod nosem.

- Jeden z nich, mieszaniec dobermana z wilkiem, o sierści niczym likaon i oczach okrytych tajemnicą, nazwany został Malum, drugi, wilk czystej krwi, czarny jak noc o oczach niezwykle urodziwych - Bonum. Przeze mnie nazwani Zły i Dobry. Który przydomek pasuje do którego? To już sama ocenisz, przy końcu opowieści. Życie obu miało swoje zloty i upadki, jednak dla wielkich mędrców wiadome było, że ich przeznaczeniem jest... - spojrzał na nią znowu z tym tajemniczym uśmiechem - jest stać się jednością. 

Kąciki jej smolistych warg uniosły się ku górze. Nadstawiła uszu nie chcąc uronić ani słówka. Nagle poczuła gorąco i kropelki potu na skórze. Zerknęła niepewnie na samca i przybrała ludzką formę. Uśmiechnęła się przepraszająco i położyła na ziemi.
- Mów dalej... - poprosiła cicho, uciekając wzrokiem, zmieszana. Odruchowo i on przybrał postać humanoidalną, siedział w siadzie skrzyżnym, dłonie ułożone miał za plecami, podpierał się. Omiótł dziewczynę wzrokiem fiołkowych ślepi, zatrzymał wzrok na jej tęczówkach i puścił z uśmiechem oczko.

- By wszystko stało się dla Ciebie jaśniejsze, dodać muszę, że oba wilki wychowywały się w nieco staroświeckich stadach. Malum żył w gromadzie wierzącej w przepowiednie, jedną z tradycji było, że wilczyca spodziewająca się potomstwa wyruszała do stadnego proroka, aby dowiedzieć się czegoś o szczenięciu. Na jego nieszczęście prorok przepowiedział u nienarodzonego wybicie całego ich stada, przez co malec, jeszcze nie narodzony, obdarzony był nienawiścią od wszystkich członków, nawet własnego ojca. Tylko matka nie wierzyła w słowa przepowiedni. W rodzinie Bonum'a było inaczej, szczenie po porodzie nie posiadało imienia, wierzono, że imię jest częścią charakteru danego osobnika, dlatego nazywano maluchy dopiero wtedy, gdy pokazywały swoją prawdziwą naturę. Temu zdecydowanie bardziej się poszczęściło, jako przeciwieństwo "bliźniaka" był uwielbiany w stadzie, za swoją pogodę ducha - zamilkł na chwilę, nie odrywał od niej wzroku - mimo wszystko jedna cecha łączyła te wilki... Oba stały się utrapieniem swoich własnych rodzin.

Znów ten tajemniczy uśmiech. Ciemny rumieniec wystąpił na jej lico. Spuściła zawstydzona wzrok. Słuchała go uważnie wystawiając twarz na łagodne podmuchy wiatru. Kątem oka lustrowała jego sylwetkę. Gdy przerwał zerknęła na jego twarz. Wydawała się być zmieszana. Ułożył się obok niej, na boku, podpierał głowę na ręce, aby nie stracić dziewczyny z oka. Na chwilę spuścił z niej wzrok i wplątał palce w długie źdźbła trawy, jednak zaraz potem znowu uchwycił jej spojrzenie z tradycyjnym uśmiechem.

- Malum zmuszony był szybko dorosnąć, kiedy trochę podrósł, schwytano go i zamknięto w odosobnieniu. Tam odwiedził go ojciec, Alpha stada, i poinformował o śmierci matki. Malum dostał szału, wtedy pierwszy raz odkrył moc swoich oczu, przypadkiem wtargnął do umysłu ojca i zobaczył, że to on jest mordercą jego rodzicielki. Serce wilka przepełniło się mrokiem - chwila przerwy - w tym samym czasie Bonum przeżywał najlepsze chwile młodości, z wesołego samotnika stał się obiektem westchnień wielu wilczyc, jednak on trzymał się tylko jednej. Starszyzna stada nie bardzo za nim przepadała. Dlaczego? Uwierz mi na słowo - zaśmiał się - straszny z niego był dowcipniś. Nikt nie spodziewałby się, że już za tak krótki czas, role "bliźniaków" zmienią się, szczęśliwy będzie cierpiący, cierpiący zażyje szczęścia. 

Patrzył na dziewczynę trochę nieobecnym wzrokiem, nadal się uśmiechał. Urwał źdźbło trawy i przejechał nim po jej ręce.
- Podoba się coraz bardziej czy coraz mniej? - zapytał. Spuściła wzrok na swoją dłoń, jednak jej nie cofnęła. Przez cały ten czas rosło jej zaciekawienie. Odwróciła wzrok i spojrzała w górę. Jej myśli krążyły, gdzieś przy postaciach o których mówiła Baru. Wyrwana z tego zamyślenia w pierwszej chwili zastanawiała się jaki było pytanie po czym się zarumieniła.
- Coraz ciekawsze. - Przyznała wreszcie. Zastanawiała się chwilę. Podniosła się z ziemi i nieśmiało spojrzała mu w oczy. Włosy opadły jej na ramiona rdzawą falą, jednak słońce dało im efekt jakby płonęły żywym ogniem - Baru..? Czy.. - zawahała się. Nabrała w płuca powietrza i podjęła wątek na nowo - Czy tęsknisz za rodzicami i... - szukała odpowiedniego słowa. - ...i innymi ze swojej watahy ? - wyszeptała. Uśmiechnął się nikle i założył jej włosy za ucho, patrzył w oczy.
- Czy tęsknie? - pokręcił głową - prawdę mówiąc nie doznałem jeszcze tego uczucia, trudno mi więc odpowiedzieć - zamyślił się na chwilę i położył na plecach. Spojrzał w niebo, po chwili jednak wrócił wzrokiem do dziewczyny - nie czuje z nimi rodzinnej więzi, może to trochę brutalne, ale na tą chwile są dla mnie zwykłymi informatorami - uśmiecha się do niej - a inni to kompletnie mnie nie interesują, teraz jestem tu. Jeżeli chodzi o przeszłość chce ją poznać, ale do niej nie wracać.
[...]
Ułożyła pysk na łapach.
- Baru ? Opowiesz mi co było dalej ? - zapytała patrząc na niego.
- Jak się wysilisz na uśmiech i zdradzisz mi na czym skończyłem to owszem, dokończę - uśmiechnął się szerzej. Uśmiechnęła się.
- Hm... To chyba było coś o tym, że ,,bliźniaki'' zamienią się miejscami czy jakoś tak - spojrzała na Baru lekko zakłopotana.
- Ach, no tak, już pamiętam - chrypnął głośniej.

- Bonum był niezwykły w swojej pogodzie ducha, tolerancji czy bezinteresowności. Pomagał, bo uważał, że należy pomagać, nic więcej nie było mu do tego potrzebne. Rzecz jasna, mimo wszystko, jak prawie każdy z nas, miał wrogów. Starali się oni uprzykrzyć mu życie, a on wydawał się nie do złamania. Jednak zawsze musi być ten pierwszy raz. Bonum miał wszystko, obojga rodziców, stado, ukochaną wilczycę, wszystko co było ważne dla wilka w jego wieku. Jak to jest? - spojrzał na wilczycę tajemniczym wzrokiem -  nie dość, że ktoś zada Ci cios w plecy, to jest to istota, której ufasz nad życie. Jak to jest? - chwila milczenia - Bonum się dowiedział. Jego ukochana wilczyca złamała mu serce, roztrzaskała na małe kawałki. Właśnie wtedy przeżywał najgorsze momenty swojego życia, na długi czas zamknął się w sobie, nie przywykł do porażek - pokręcił głową - w tym samym czasie Malum przeżywał rozkwit, można to tak ująć. Żył nienawiścią, która dawała mu niezwykle dużo siły. Stado obawiało się go, obawiało się spełnienia przepowiedni, więc nadal trzymano go w zamknięciu. Jednak ten zdołał uciec. Uciekł i przysiągł zemstę. Poznał wiele nowych istot, które pomogły mu w rozwijaniu swojej mrocznej strony, rozwijaniu zdolności. Wyrobiono w nim niezwykle wielką samoocenę, bano się go, co najbardziej sprawiało radość młodemu wilkowi. Stał się na tyle egoistyczny i apatyczny, że w przypadku sprzeciwu potrafił zabić nawet swoich sprzymierzeńców. Właśnie ten okres uważał za odpłacenie wszystkich złych chwil. To był dla niego raj, dopóki nie wybił wszystkich będących przy nim, dopóki nie został sam. Nie dla tego, że poczuł się samotnie, nie... - spojrzał na wilczycę lekko nieobecnym wzrokiem - po prostu nie miał już kim pomiatać, nie było już kogo zabić... 

Zamyślił się i utkwił wzrok w nieznanym mu punkcie. Słuchała go z rosnącym zainteresowaniem. Z każdym słowem czuła narastające w niej napięcie. Gdy przerwał przyglądała mu się.
- I co się z nimi stało? - zapytała cicho, nieśmiało. Uśmiechnął się lekko.
- Pytasz co się z nim stało? - spojrzał na wilczycę.

- Zupełnym przypadkiem trafił do sporego stada. Nie wiedząc czemu dołączył do niego, był oziębły, oschły, apatyczny, niezbyt lubiany. Jednak zwrócił uwagę pewnej wilczycy, zakochała się w nim - jego oczy zrobiły się bardziej puste -  rozumiesz? W nim. Ranił ją, ale ona go nie opuściła. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo ją pokochał - pokręcił łbem - tak na prawdę, to właśnie ten okres był najszczęśliwszym z całego życia wilka, tyle, że on nie zdawał sobie z tego sprawy. Zmienił się, chociaż nadal żył zemstą - zamilkł na chwilę, jego wzrok wrócił do normy, uśmiechnął się ciepło do wilczycy - Bonum nadal żył w swoim odosobnieniu, nie chciał z nikim gadać, nikogo widzieć, nawet na ten czas opuścił stado. Kręcił się tylko w jego pobliżu, schudł, nawet bardzo, zmarniał, nie uśmiechał się. Znalazł sobie miejsce, urwisko... Siedział nad nim godzinami, dniami i nocami, siedział i rozmyślał. Nad czym? Myślał co by tu w swoim życiu zmienić.

Uśmiechnął się szeroko. Utkwiła wzrok przed siebie. Rozmyślała co ona by zrobiła na miejscu Maluma.
- Dowiedział się co chce zmienić? - zapytała. Sama już znała odpowiedź na to pytanie. Spojrzał z uśmiechem na wilczycę,
- Tak, dowiedział.

- Bonum w końcu wrócił do stada, wrócił taki jaki był wcześniej, wesoły, uśmiechnięty. Jednak nie pobył tam długo, znowu stał się samotnikiem, pozytywnie nastawionym ale samotnikiem. Z niewiadomych mu przyczyn chciano z niego zrobić popychadło, myśleli, że pozwoli na to. Stało się jednak inaczej, odegrał się na wszystkich, którzy traktowali go z góry. Jak już wcześniej wspominałem, nie należał do agresywnych, złość okazywał zaczepkami, żartami. Tak też właśnie zakończył pobyt w swoim stadzie. Zepsuł najważniejszą uroczystość stada, ośmieszył parę Alpha i znokautował ich syna. Zanim został wygnany, pożegnał się ze swoimi i ruszył w świat - zaśmiał się lekko i puścił jej oko - Malum... - przerwał na chwilę i westchnął ciężko - Bonum się pozbierał, a więc Malum musiał upaść. Dokonał swojej zemsty. Stare stado tak bardzo chciało chronić się przed nim, że zasiało w jego sercu żądzę zemsty. Przepowiednia się dokonała. Zamordował wszystkich, ojca także. Wrócił do nowego stada, wrócił do ukochanej, został ojcem - pokręcił łbem - jednak nie na długo, znowu był zimny i apatyczny, oszalał... Nie miał celu w życiu, musiał zabijać, a nie miał kogo. Nie potrafił kochać, znikał. Kiedy urodził się jego syn mało kiedy miał go nawet na rękach. Potem... Dowiedział się, że ta która była przy nim oddała się innemu. Ta którą obdarzył uczuciem, nie dbał o to uczucie ale kochał. Chciał ją zabić i zabrać syna. Spróbował - spojrzał smutno na wilczycę - jednak nie dał rady i po prostu zniknął ze stada - zamilkł i spojrzał w głąb lasu - dotknął dna. Bonum sięgał zenitu - spojrzał na nią z lekkim uśmiechem, jednak nie do końca był on radosny - wtedy nadszedł dzień ich spotkania...

Wsłuchana w jego słowa nie spostrzegła ciszy jaka między nimi zapanowała po ostatnich słowach. W końcu potrząsnęła łbem i spojrzała na Samca.
- Co było dalej? - zapytała z powagą w oczach i lekkim uśmiechem na pysku. Spojrzał jej w oczy.
- Dalej? Sam nie jestem pewien, wiem tyle, że są jednością, że ciągle walczą. Wiem, że mają jedno ciało i dwa umysły. Wiem też, że za cholerę nie dam Mu nad sobą zawładnąć - uśmiecha się do niej pod nosem - wiem, że ich historia nadal się toczy - szturchnął lekko jej pysk - I wiem, że uwielbiam Twój dotyk i zapach - ułożył łeb na jej łapach, przymykając ślepia. Liznęła go po pysku. Uśmiechnęła się.
- To bardzo podobna historia do Twojej - położyła łeb na jego łbie i przyglądała się gwiazdą. Mlasnął cicho wyraźnie zadowolony.
- Śniła mi się ta historia, mam wrażenie, że jest moja - wyszeptał nadal przymykając ślepia - nigdy wcześniej nie miałem takiego snu. Nie dość, że zapamiętałem wszystkie słowa, to śnił mi się w częściach, trzy noce z rzędu - wtulił się w jej białą sierść - jeden jedyny sen, który trochę rozświetlił mój umysł, reszta raczej stara się mnie doprowadzić do jakiejś depresji - uśmiechnął się pod nosem - ale ja się nie dam - dodał z kolejnym mlaśnięciem i zaczął przysypiać z szerokim uśmiechem na pysku.

***
 [ Opowiadanie stworzone z komentarzy, czyli można powiedzieć, oparte na faktach heh. ]

28 września 2013

Sen II [Dalia Seron]

28 września 2013


Sen II

      Powieki unoszą się powoli, ociężale i w jednej chwili opadają z powrotem.
Widzę biel. Światło wdziera się do środka. To boli, lecz po chwili mija.
Próbuję się podnieść z ziemi, lecz coś mnie trzyma.
Łańcuchy !
Unoszę się powoli, a nogi trzęsą mi się w kolanach. Słyszę mój własny jęk.
Ból.
Nagle słyszę skrzypnięcie i przyciszone szepty. Unoszę lekko głowę, lecz widok przysłaniają mi hebanowe włosy.
- ...Nie doszła jeszcze do siebie. - Mówi pierwszy głos z jakby prośbą.
- Trzeba rozpocząć badania. - Drugi głos jest stanowczy i władczy.
- To ją zabije. - Już nie szeptają.
Słyszę zbliżające się kroki. Ktoś łapie mnie za rękę i czuję ukłucie, a potem w moich żyłach zaczyna krążyć szybciej krew.
- Przeżyje. - Kroki się oddalają, ale wiem, że tylko jedna osoba wyszła. Drzwi się zatrzaskują.
      Nie widzę go, lecz czuję obecność.
Siły mnie opuszczają i osuwam się na podłogę. Słyszę szybkie kroki skierowane w moją stronę.
Ktoś podstawia mi do ust szklankę.
- Pij. - W głosie słyszę troskę.
Zamoczyłam najpierw język po czym upiłam kilka łyków.
- Kim jesteś ? - Zapytał Głos.
Uniosłam głowę, odrzucając włosy do tyłu. Wzrok miała twardy, choć wcale nie czułam się silna. Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna ubrany w czerń, kontrastował z otoczeniem. Jego oczy koloru wrzosu, były niczym azyl do którego bałam się wejść.
- Kim jesteś ? - Ponowił pytanie.
- Demonem. Twoim największym koszmarem. Twoim, jego i wszystkich Was największym cierpieniem. Duchem. Zmorą nocną. Córą samego diabła. Czystym Złem ! - Z każdym słowem mój głos przybierał na sile. Byłam niemal pewna, że odejdzie.
Został.
Przyglądał mi się. Widziałam jak taksuje wzrokiem moje czarne, bujne loki, jak zjeżdża niżej na zielono - czarne oczy, na kuszące, blade usta. Widziałam jak przesuwa wzrokiem po mojej zdecydowanie za chudej sylwetce i wypukłościach piersi.
Podniósł się. Miałam nadzieję, że wyjdzie, lecz on tylko przykrył mnie kocem.
Usłyszałam brzdęk metalu, a po chwili moje ręce i nogi były wolne.
Nie próbowałam uciec. Nie było sensu.
- Kim jesteś ? - Zapytał ponownie. Usiadł obok mnie i karmił owocami.
Rozejrzałam się dookoła. Biel była wszędzie.
- Mówiłam Ci. - Wyszeptałam, nie patrząc na niego.
- Nie wierzę. - Pokręcił głową wkładając mi do ust kolejne winogrono.
Spojrzała na niego surowo, lecz nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.
- Mam na imię Aliare*. - Moje imię nic mu nie da. - A ty ? - Czemu zadałam to pytanie ?
Ciekawość. To tylko ciekawość.
- Victor. - Co za dziwne imię.
Istoty tego świata w ogóle są dziwne.
Czułam jego wzrok na sobie. Nie chciałam, żeby na mnie patrzył. Dziwne uczucia się we mnie budziły.
- Czego ode mnie chcecie ? - Zapytałam unosząc głowę.
- Dowiedzieć się wszystkiego o Tobie. - Odpowiedział spokojnie.
Ten spokój zasiał ziarnko niepokoju we mnie.
- Dlaczego ? - Zapytałam naiwnie.
- Jesteś inna. - Odparł i wstał. Wyjął klucze z kieszeni.
- Proszę nie. - Szepnęłam cicho. Spojrzał mi w oczy i schował je z powrotem.
- Żegnaj. - Powiedział i podążył do wyjścia.
- Nie wrócisz ? - Wstałam i podbiegłam do niego łapiąc za rękę.
Odwrócił się.
- Wrócę. - Uśmiechnął się i nachylił.
Nasze wargi złączyły się w długim pocałunku. Czułam jego dłonie na swojej talii i plecach.
Oderwał się i wyszedł, zostawiając mnie w stanie niespełnienia. Wiedziałam, że nie wróci.

* Alare - łaciń. alia - inna

* * *
Podoba mnie się xD Będę kontynuować ten bezsens póki mi tego nie zabronicie lub/i skończy mi się wena. 

22 września 2013

Sen I [Dalia Seron]

22 września 2013


Sen I

      Stoję na chodniku i widzę... Uskrzydlona śnieżnobiała wilczyca. Widzę dziecko co wybiega na ulicę. Matka. Widzę jak krzyczy. Słyszę. Nadjeżdża samochód, a ona nie może się ruszyć. Nagle czuję chęć pomocy. Muszę uratować...
      Nie mam już dwóch nóg. Cztery łapy i para skrzydeł niosą mnie do... Przytulam je do wilczej piersi i okrywam skrzydłami. Wiem co się stanie. Nie ma ratunku przed...
      Ból. Cierpię. Czuję jak żebra pękają pod naporem...
      Krzyk. Matka krzyczy. Chcę się wyrwać z objęć tego bólu i cierpienia, ale... Trzyma mnie i wiem, że to już koniec. Nie ma mnie i nigdy nie było.
      Zamykam oczy. Obraz.
      Ostatnie co widzę to matkę, która tuli do piersi swoje dziecko. Widzę... Ona płacze, lecz nie ze smutku.
      Szczęście. I tylko ona głaszcze mnie... Nikt mnie nie zauważa.
       Obraz znika, a ja ?  Cierpię i tak ma być. Tak ma zostać.
      Oddałam ducha, a szczęście ogarnęło i mnie.
      Udało mi się.
*   *   *
Nie odchodzę xD To tylko takie tam coś co mi przyszło do głowy. Komentować ! xD

23 czerwca 2013

Jedyny Słuszny Pan #5 [Dalia Seron]

     Wylądowała na Polanie, składając swe śnieżne skrzydła. Już w górze czuła ludzką woń, która wraz z każdym jej krokiem w stronę jaskini, nasilała się. Ślepia jej zapłonęły, aby po chwili zgasnąć.
- Dobry Wieczór. - Przywitała się, lustrując lazurem zebranych przy ognisku. Na koniec jej wzrok padł na małą, dziewczynkę, która przerażona, wpatrywała się w postać wadery. Bez żadnych pytań, podeszła do małej i usiadła, okrywając ją skrzydłem.
      Gdy uniosła wzrok, widziała, że wszyscy się jej przyglądają. Wiedziała co im chodzi po głowie.
- Nie można żyć zemstą. - Wyszeptała. - A zresztą, ja moją dokonałam i nie skrzywdziłabym dziecka. Nie ważne jakiej by nie było rasy. - Spuściła oczy na Małą i  uśmiechem stwierdziła, że zasnęła. Gdy tak wpatrywała się w postać śpiącej dziewczynki, dotarło do niej, że w Jaskini panuje dziwna cisza. Spojrzała na Error. Lisica odchrząknęła i przesunęła wzrokiem po zebranych.
- Wydaje mi się, że powinniśmy ustalić co dalej. - Jej głos rozbrzmiewał, odbijając się echem od ścian. Oczy wszystkich wędrowały między dwoma punktami : białą waderą, a rudą lisicą. - Dalio ? - Usłyszawszy swe imię, wyprostowała się czekając na ciąg dalszy. lecz go nie było.
- Tak ? - Odpowiedziała, przeklinając się za niepewność w głosie.
- Jak zauważyłaś, wszyscy tu zebrani, oprócz Ciebie, nie żywimy do tego dziecka szczególnej sympatii. - Skinęła łbem. - Mała nie powinna być bez opieki. Czy podejmiesz się tego zadania i zajmiesz się nią ? - Znów ta nieznośna cisza. Wadera przymknęła ślepia, zastanawiając, czy da radę zaopiekować się ludzkim szczenięciem. W końcu, po dość długim namyśle, naznaczonym milczeniem, westchnęła z rezygnacją.
- Żaden problem. - Odparła. Miała dziwne przeczucie, że nie powinna tego robić, lecz zdusiła je w sobie.
       Ruda przeniosła wzrok na pozostałych. Przyszła kolej, aby porozdawać zadania.
- Pozostaje jeszcze kwestia odnalezienia i zdobycia kilku przedmiotów. - Wodziła oczyma od jednej postaci do drugiej. Biała nie była pomijana. Co z tego, że opiekowała się dzieckiem ? Pomóc mogła. Lisica nie musiała się bać, że ta pomyśli iż to niesprawiedliwe. Wadera jak najbardziej chciała pomóc.
      Oczy wszystkich zwróciły się ku Error.
- Zadania rozdzielę według listy. Każdy będzie musiał odnaleźć jeden przedmiot. - Lisica powiodła spojrzeniem po zebranych. - Raksho... - Pantera wystąpiła na przód. - Ty odnajdziesz Poroże Kirina. - Pantera skinęła łbem i wstąpiła do szeregu. - Dalio... - Biała uniosła łeb, by wysłuchać i dobrze zrozumieć słowa Rudej. - Ty będziesz musiała przynieść Fragment Skorupy Nie Wyklutego Żmijoptaka. - Wadera skinęła nieznacznie łbem. Nagle jednak uniosła go z powrotem.
- Error, tylko ja nie znam za dobrze tych terenów, ani tym bardziej innych, więc powiedz mi proszę, gdzie mam szukać tego Żmijoptaka ? - Zapytała. Poruszyła lekko skrzydłem, tak, że przez ułamek sekundy można było zobaczyć śpiącą dziewczynkę.
      Lisica na powrót odwróciła się do Białej.
- To stworzenie żyje w górach. To połączenie ptaka i węża. - Odpowiedziała. Wskoczyła na swoją półkę i ułożyła się wygodnie. - Ja odnajdę Łuski Węża Morskiego.  - Powiadomiła. Zastanawiała się chwilę, czy o czymś nie zapomniała. - Miejmy nadzieję, że ktoś jeszcze przyjdzie i weźmie udział w wyprawie. - Westchnęła i zwinęła się w kulkę.
      Biała przyglądała się śpiącej dziewczynce. Gdzieś ją już widziała, ale gdzie? Poruszyła się niespokojnie. Uchyliła delikatnie powiek, lecz gdy Dalia uśmiechnęła się doń, ta znów zapadła w głęboki sen. Biała mogła się założyć, że Mała nie zaznała prawdziwego, spokojnego snu od bardzo dawna. Przerażona i zziębnięta na pewno nie była w stanie zmrużyć oka. To straszne, gdy takie małe szczenię, nie ważne czy ludzie, czy inne, jest samo. Bez rodziców, czy zwykłej życzliwej duszy przy sobie. Mała musiała przeżyć straszne chwile.
      Wadera zerknęła na Lisice.
- Właściwie to jak ona tu się znalazła ? - Wypaliła. A co jej tam ? Skoro ma się nią opiekować, musi coś o niej wiedzieć. Lisica uniosła łeb i w skrócie opowiedziała jak to z Kotką ją znalazły i przyniosły tutaj. Właściwie psowata przyniosła. Przy tej małej wzmiance, Biała nie wytrzymała i się zaśmiała.
      Gdy Ruda skończyła, Dalia nie męczyła już jej pytaniami. Ułożyła się na ziemi, nadal okrywając dziecko skrzydłem i przymknęła ślepia, pogrążając się w błogim stanie snu na jawie.
*   *   *
[ Krótkie wiem. Skończyłam pisać o 00 : 21 więc się nie czepiać. Jeżeli komuś się nie podobają wypowiedzi to możecie mnie śmiało opieprzać. Zadania rozdzielałam po kolei. Osoby które będą pisały następne części powinny zwrócić na to uwagę. Coś takiego pisze po raz pierwszy. Raksho i Error. U was nie podałam, gdzie macie szukać. Wybór należy do was. Hm.. Nie umieszczałam w tej części Seth'a, czy Black Hollow, bo oni już do stada nie należą. Jakby co mogę wszystko poprawić. Ja nikogo nie proponuję po mnie, bo wiem, że będzie ciężko. ]

6 czerwca 2013

Why do not chase the past? [Dalia Seron]

      Zakołowałam nad polaną, lustrując zarazem członków HOTN. Nie wylądowałam, tak jak zazwyczaj na drzewie lub pod, a bliżej. Podeszłam siadając wśród nich. Zdjęłam z grzbietu plecak i uśmiechnęłam się do zebranych.
- Serwusik Wam ! - Ozwałam się. Error zlustrowała moją postać, po czym przeniosła wzrok na torbę.
- Jednak zdecydowałaś się wyruszyć ? - Zapytała. O dziwo, nie wyczułam w jej głosie przygany czy dezaprobaty, a jedynie lekki smutek.
- Gdzie ? - Usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się z wesołym wyszczerzem.
- Witaj Baru ! - Usiadł pomiędzy mną, a lisicą. - W pogoń za przeszłością. - Zaśmiałam się i posłałam Rudej porozumiewawcze spojrzenie. - Postanowiłam wyruszyć na poszukiwanie dawnych członków mojej watahy, ale wrócę. Tak lekko to ze mną nie ma. Nie pozbędziecie się mnie. - Znów śmiech.
- Gdzie chcesz rozpocząć poszukiwania ? - Tym razem głos należał do Pantery.
- Jeszcze nie wiem. Tak właściwie to mam zamiar obejść całe tereny, byłe tereny, stada i powłóczyć się po górach. Podejrzewam, że większość, którym udało się uciec właśnie tam się skryła. - Przyznałam i zlustrowałam nieboskłon. Była względnie wczesna pora. Poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciłam się, napotykając wlepiony we mnie wzrok, pary szkarłatnych ślepi. Uniosłam pytająco brew.
- Pozwolisz, że Ci potowarzyszę ? - Uśmiechnęłam się, zastanawiając  nad odpowiedzią.
- Tylko do granicy. - Baru skinął głową. Byłam trochę zdziwiona jego potulnością, lecz nie pytałam jakie są tego powody. Wstałam, ładując sobie na grzbiet cały mój niewielki ekwipunek. - Ruszamy ? - Był to bardziej rozkaz niż pytanie. Basior wstał i stanął na przeciw mnie, przytłaczająco wielki. Zdawkowym skinieniem, pożegnałam się z Alphą i resztą.
      Ledwo upewniłam się, że mnie nie usłyszą, westchnęłam głośno z ulgą. Mój towarzysz zaśmiał się serdecznie.
- Wybacz. Nie lubię pożegnań. - Usprawiedliwiłam się, choć najgorsze miałam jeszcze przed sobą.
- Podejrzewam, że jak tylko dojdziemy do granicy, rozłożysz skrzydła i znikniesz mi z oczu w obłokach ? - Spoglądał na mnie wyczekując potwierdzenia, lecz ja miałam inne plany. Pokręciłam przecząco łbem, na co Basior uniósł, zdumiony, brew.
- Nie mogę. Jeżeli chcę odnaleźć moje stado, muszę być godna zaufania. Użycie skrzydeł nie wchodzi w grę. Żałuję tylko, że zatraciłam zdolność ,,chowania'' ich. - Spuściłam łeb, a przed oczyma mignął mi niewyraźny obraz, gdy ojciec prawił kazania na temat krycia skrzydeł i ćwiczenia tej umiejętności. Owszem, ćwiczyłam. Miałam, nawet z tego niezłą frajdę, lecz byłam szczeniakiem, małym urwisem, któremu nie w głowie były ,,nudne'' lekcje.
- Czemu nie możesz ? - To pytanie gwałtownie wyrwało mnie z zamyślenia. Chwilę zajęła mi ocena sytuacji.
- Cóż... - Westchnęłam. - W mojej watasze panowało pewne prawo, które mówiło :
Skrzydła, rzecz ptakom przypisana,
Wilkom nie powinna być dana.
Lecz, ażeby daru nie marnować,
W święta winniśmy go używać.
- Tak brzmi wierszowana forma, a znaczy tyle, że powinniśmy wstydzić się skrzydeł i jednocześnie być z nich dumni. - Wyrecytowałam. wytłumaczyłam i na tym skończyłam.
      Doszliśmy do granicy. Z trwogą patrzyłam na rozległe równiny, a z tęsknotą na ogromne, wiekowe drzewa, które dawały mi schronienie.
- Ty się rozstajemy. - Patrzyłam w rubinowe ślepia Baru, próbując odszukać w nich odwagi i siły na dalszą podróż.
- Życzę Ci szczęścia. Uważaj na kłusowników. Takie futerko to niezły nabytek na sprzedaż. - Skinęłam łbem i z trwogą w oczach, lecz odwagą w sercu przekroczyłam granice Herd of the night - Stada Nocy. Mojego domu, azylu i miejsca bliskiemu sercu.
*   *   *
Takie małe co nie co. Jak się spodoba to może będzie ciąg dalszy, a jak nie to nie będę Was męczyć.
Mam nadzieję, że nikogo w tym (jakże krótkim) fragmencie nie obraziłam, ani i napisałam nic co by się nie podobało.
Gratulacje dla tych którym uda się dotrwać do końca bez zasypiania. 
Baru Saya pisze...
*w milczeniu odprowadzał wilczycę wzrokiem, uśmiechał się, ale z każdym jej krokiem coraz mniej*