Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syriusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syriusz. Pokaż wszystkie posty

2 października 2013

To, co utracone... [Syriusz]

1 października 2013

To, co utracone...

    Zachód końca, koniec dnia. Symbol kończącego się życia? Zapewne można tak powiedzieć. Zdecydowanie się starzał. Może jeszcze nie tak fizycznie, ale psychicznie na pewno. Żarty z niczego, bezsensowne teksty na podryw, niemające jednak mocy zdobywania czy też zwykle harce.

   Gdzie się zgubiłeś, Lisie? 
   Biegnij przed siebie. Biegnij, jeszcze dogonisz swą młodość. Możesz przeżyć to jeszcze raz tylko biegnij, aż braknie Ci sił w krótkich łapach.    Słyszysz ten nawołujący głos w swojej głowie? Nie mogę obiecać, że będzie dobrze, ale nic już nie ryzykujesz. Twoje życie to ruina. Ufaj temu, co nieznane, zrób pierwszy krok do postawienia nowego, trwałego schronienia, gdzie znów poczujesz się bezpiecznie. Biegnij, Syriuszu.
   
    W końcu zmysły zawiodły, zbyt przytępione jak gdyby przez cienką mgiełkę bliżej niezidentyfikowanej substancji. Zgubił się po prostu gdzieś daleko od rodzinnych stron, nie znając drogi powrotnej. Jedyne co widział to zarys postaci, prawdopodobnie kobiecej. Nie mając możliwości ucieczki stał tak, wpatrując się przed siebie. Paraliż objął jego kończyny, pysk, pozwalając tylko na oddech podtrzymujący życie.
-Braciszku... Wreszcie Cię znalazłam... Po tak długim czasie znów możemy się spotkać. Widzisz? Urosłam. -kilkunastoletnia dziewczyna obróciła się wokół własnej osi, pozwalając by zwiewna, biała sukienka zafalowała, a niesforne, ciemne loczki ułożyły się na jej ramionach. - Zabiłeś mnie, pamiętasz? Stałeś się tym, czym straszyłeś mnie, gdy byłam niegrzeczna...
    Lis chcąc nie chcąc musiał jej słuchać, usilnie starając się przypomnieć sobie skąd zna tą twarz. Powinna być o wiele młodsza. Jego ludzka siostra... Sprzed przemiany. Ale przecież to niemożliwe. Jakim cudem? Było tak, jak powiedziała-nie żyła od dawna. 
-A teraz... -kontynuowała- mam dla Ciebie niespodziankę.. Na pewno Ci się spodoba. Zabrałeś mi wszystko... Zabiorę Ci równie dużo... W tym świecie obowiązuje równowarta wymiana, więc nie możesz czuć się pokrzywdzony, że niczego nie dostałeś w zamian...  Będziesz mógł jednak to odzyskać. Będę Ci podpowiadać, obiecuję. - dziewczyna zamknęła lisie ślepia, składając na głowie zwierzaka krótki pocałunek, lekki niczym muskanie skrzydeł motyla. Nie miał nawet możliwości wyrywania się, powstrzymania tego, co nieznane.
    Chwilę później rudzielec po prostu odpłynął.   
[...]
    Skrzywił się, czując promienie światła przebijające się między gałęziami drzew, padające wprost na jego głowę. Czując nieprzyjemny piasek w ślepiach przetarł je łapą, zaraz przeciągając się i machając leniwie ogonem. Spojrzał na swoje łapy, które wydawały mu się jakieś takie niewielkie. Nawet bardziej niż zwykle. Chociaż nie... Przecież zawsze były takie małe, jeszcze przecież nie dorósł. Rozejrzał się jeszcze sennie po polanie, przechylając głowę w zaciekawieniu. Była inna niż gdy kładł się spać. Dziwne.
-Maaaaaamo~! Taaaatoo~! - żadnego odzewu. Zaczął się niepokoić. -Yui...? Rak....? Jest tu kto....?


________
No więc tak. Postać Sera powoli mi się sypie. Starzeje się, więc chcę to jakoś naprawić, albo chociaż coś poprawić. Więc kombinuję, kombinuję i jest. Otóż Syriusz stracił pamięć, myśli, że znów jest szczeniakiem. Jego ciało również cofnęło się do tego okresu. Wszelkie osoby, które poznał później-no po prostu ich nie pamięta.

30 marca 2013

Kartki z pamiętnika. Nr.1 [Syriusz]

''Nienawidzę go. Drażni mnie jak mało kto. Myśli, że może wszystko, choć nawet nie jest jednym z nas. No i niesamowicie śmierdzi benzyną. Mam go dość i ciągle marzę o tym, by go nie spotkać. Najlepiej by było, gdyby się gdzieś wyniósł i nastałby błogi spokój."

"Śmieszy mnie. Jakimś cudem poprawia mi humor. Okazał się nie taki zły, za jakiego go uważałem. Ale jest ćpunem, więc to nadal nie towarzystwo dla mnie. Nie mam zamiaru myśleć o nim bardziej niż o koledze. A na przyjaźń to już w ogóle nie ma co liczyć. Na mózg by musiało mi paść, gdybym miał zmienić zdanie."

"Cholera. Moje postanowienia poszły na marne. Nie udało się i wpadłem po uszy. Nie chciałem się nigdy zakochać. Miało to pójść całkiem inaczej. Chciałem być wolny jak ptak i żyć samotnie. Ciężko mi teraz o nim nie myśleć. Spróbujemy być razem. Mój humor o ile to jeszcze możliwe wszedł na wyższy poziom myślenia pozytywnie. Nikt tego nie zniszczy. Nikt."

"Przejechałem się. Myślałem, że wyjdzie inaczej, a teraz mam żal sam do siebie, że się nie udało. Widocznie nie jesteśmy sobie pisani. Nigdy nie przypuszczałem, że może tak to boleć. Ale nie stracimy kontaktu. Przynajmniej nie tak bardzo. Na chwilę obecną jednak nie mam ochoty o tym z kimkolwiek rozmawiać. Byłem zawsze chętny do rozmowy. Teraz umilkłem i nie umiem sobie z tym poradzić. Potrzebuję czasu."

"Minęło dużo czasu, odkąd z nim rozmawiałem. Przyjaźnimy się, tak? I nie czuję się tak źle jak na początku. Ale z kimś innym mi nie wyszło. Po raz kolejny. Fakt faktem chyba chciałem po prostu o nim zapomnieć i w kolejnym związku nie czułem się tak zobowiązany. Może to i dobrze. Nie każdy stworzony jest do związku, no trudno. Czuję się spokojniejszy, gdy jest obok, choć może to trochę śmieszne. Nie czuję potrzeby płakania, może nawet nie mam siły. Jest obok i to poprawia mi humor."

"Zakochałem się? Może nie przestałem kochać? Nie chcę o tym myśleć, ale tym razem nie dam wszystkiego zepsuć. Nie mam zamiaru już sobie odpuszczać i będziemy razem choćby nie wiem co. Nie muszę nikogo udawać i bez skrępowania mogę się zachowywać jak duże dziecko. Zresztą... I tak jestem tym dojrzalszym w naszym związku. Jeju... Odzwyczaiłem się od tego, że z kimś jestem. Kurde, kurde, kurde. Czuję się dziwnie. Prawie jak jakieś dziewuszysko, które ciągle się chwali, jakie to jest szczęśliwe, zakochane i w ogóle urocze aż do mdłości. Ale mam to gdzieś. Współczuję otoczeniu."

"Minął ponad rok. Nadal jesteśmy razem. To mój najdłuższy związek. Aż się dziwię, że tyle mógłbym z kimś wytrzymać. No i że sam jestem jakoś znoszony. Ufam mu, ale to nie znaczy, że czasem się nie boję. Bywały sprzeczki, ale nie na tyle poważne, by chcieć się rozstać. Trzeba ciągle go pilnować, bo trudno odgadnąć co planuje. Z mojego przypływu masochizmu mam bliznę po wbitym scyzoryku. Wtedy naprawdę się bałem, ale moja psychika wróciła do względnej normalności. Jestem szczęśliwy. Chcę, żeby trwało to już tak zawsze. Przecież go kocham, nie?"


Lis, który aktualnie był w ludzkiej postaci uśmiechnął się pod nosem, patrząc na swoje całkiem zgrabne pismo w zeszycie, którym mógł być jego pamiętnik. Śmieszyło go to, że tyle się zmieniło. Nigdy by przecież nie przypuszczał, że w ciągu kilku lat jedna osoba może tak namieszać. Ale nie chciał tego zmieniać. Podniósł wzrok na śpiącego zielonowłosego. Tknął go palcem w policzek, słysząc zaraz jakiś niekontrolowany pomruk bądź inny bliżej niezidentyfikowany dźwięk. Odłożył zaraz zeszyt, czując napływającą senność. Położył się wygodnie przy Asmosiu, obejmując się jego rękoma, by bezkarnie kraść ciepło. Wtulił się w kochane ciało, wdychając już nie tak straszny zapach benzyny. Przymknął powieki i chwilę później po prostu odpłynął.


[Tak, to mój dobry czas na aktywność. Nie jestem tak dobra w pisaniu jak reszta, ale jakoś daję radę. Numerowane, bo może jeszcze coś w tym stylu napiszę. ]

27 marca 2013

... [Syriusz]

Samotność. Zazdrość. Złość. Ale także zwątpienie i rezygnacja. Coraz więcej nieprzyjemnych uczuć kotłowało się w małym, lisim sercu. Radził sobie? Uśmiech na pysku to nie radzenie sobie. To zakrywanie uczuć negatywnych pod pozorem tego, że nic się nie dzieje. Nie martwić nikogo - to cel najwyższy. Ale czy najlepszy? Z tym jest już gorzej. Podobno, gdy o problemach się nie mówi, są one jeszcze straszniejsze. Jeśli to prawda, to jakiś czas temu stał się sadystą dla swojej psychiki.

Kierując się w stronę jaskini nawet nie oczekiwał, że kogoś tam zastanie. Nikogo i tak nie spotka, więc nawet się nie łudził. Przestał już jakiś czas temu. Osamotniony, ale wciąż tkwiący w nadziei. Otoczony jedynie przez kotłujące się myśli i pustą ciszę, która wręcz raniła uszy zwierzęcia. Jedyne dźwięki to szum na zewnątrz, nierówny oddech i niespokojne bicie serca. Jakby na coś czekał, ale bał się, że to co miało by się zjawić nie będzie takie, jakie powinno. Przyjaźń wymuszona, potrzebna tylko do tego, by cegiełki, które tworzyły stado nie zniszczyły kruszącej się budowli. Jak cement, który kruszeje, ale jakimś cudem choć niezbyt dokładnie rozrobiony nie chciał przestać istnieć.
Przyjdź tu. Bądź obok. Pozostań na zawsze. I powiedz, że kochasz bez względu na to kim się stanę i co postanowię. Stań u mego boku, gdy będę bezbronnie błagać o litość los, by znów dała ukojenie i te pozytywne myśli, które chroniły przed zgubą. Miały swój początek w chwili narodzin. Skończą się, gdy nie będzie tych, które podtrzymywały je jak ogień.
Oczy wysuszone. Pieką praktycznie już każdego dnia. Noce nieprzespane, a nawet jeśli to nie na tyle, by czuć się wypoczętym. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że obok bije inne serce, tak głośno słyszalne wśród tej cholernej ciszy. Myśli kotłujące się w głowie, nie na tyle silne, by się przebić w miejsce, gdzie analizowane są słowa. Drażniące na tyle, by mieć ochotę uderzyć głową w cokolwiek, co było by twarde.
Plany ogniska. Czekanie z niecierpliwością. Dobry humor. Dziwne, prawda? Nieme błaganie o to, co uciekło. Za ciche, by ktokolwiek usłyszał. Nikt nie przyszedł. Próbuje kolejny raz, ale nadal nic. Komuś innemu się udaje, jemu jakimś cudem nie. Niegdyś lubiany-dziś zapomniany i zostawiony na pastwę otoczenia, które trzyma go jak w klatce. Jeśli ktoś kieruje jego życiem to jest to strasznie nieudolny lalkarz, który widocznie nie ma tyle chęci bądź werwy by utrzymać przy sobie więcej niż tylko rude stworzenie.

Widząc to nawet nie reagujesz. Jesteś tylko widzem i nie masz prawa mieszać się w sztukę, nawet jeśli jest najgorszą z możliwych. W końcu nie Ty jesteś autorem, prawda? Niech tak zostanie. Patrz jedynie jak potoczą się losy i czekaj na szczęśliwe zakończenie.



[Nie wiem czy jest do ogarnięcia. Nie wiem czy jest dobre, ale skoro była wena na takie coś to jest.]

20 sierpnia 2011

Niech to się okaże snem... [Syriusz]

20 sierpnia 2011

   Cisza i spokój. No może nie całkiem. Jeszcze kilka osób zostało na polanie, by prowadzić długie rozmowy. Już dawno odpuścił i poszedł w swoje ulubione miejsce. Mógł tam zastanowić się nad życiem. Był z dala od reszty, choć nadal ich słyszał. Reszta spała lub szykowała się do zapadnięcia w błogi stan snu. On tego nie potrzebował. Spał tylko wtedy, kiedy musiał. Kiedy wolał zapomnieć lub po prostu się nudził.
   Tej nocy akurat chciał sobie powspominać swoje dzieciństwo. Nie było idealne, ale złe też nie. Nagle słychać podniesione głosy. Spojrzał w kierunku polany, ale uważając, że po prostu towarzystwo się bawi, zignorował to i przymknął powieki, opierając się o pień grubego drzewa. Po kilku minutach stwierdził, że coś jest nie tak i podnosząc się leniwie, zaczął kierować swe kroki w stronę głośniejszych niż zazwyczaj odgłosów. Były one dość niepokojące, inne niż zwykle. Przypomniało mu się ostrzeżenie od Aspeney. Skrzywił się na samą myśl, mając nadzieję, że to jednak nie to. Stanął wśród drzew jak wryty, gdy to zobaczył.
   Walka. Krew. Rozszarpana skóra. I przyjaciele. Omiótł ich wzrokiem i chciał do nich dołączyć, choć jego walka byłaby z góry przegrana. Ludzi łatwo było mu zabijać. Szczególnie tych, którzy nie uważali na siebie wieczorami i zakradali się w ciemniejsze uliczki. Ale teraz? Nic by nie mógł zrobić. Zresztą.. Nienawidził walki. Dlatego nigdy nie chciał się uczyć walczyć.
   Zapach krwi drażnił jego nos, ale jakoś udało mu się zapanować nad przybywającym pragnieniem ciepłej cieczy. Zrobił krok, ale jakby tylko w swojej własnej wyobraźni. Nie poruszył się ani na milimetr. Nawet nie był w stanie. Stał tak coraz bardziej otępiały, nie wiedząc co robić. Przyglądał się tylko jak idiota, jak zwykły gap, nieczuły na ból znanych mu osób, bez krzty współczucia. Jego ciało odmawiało posłuszeństwa, gdy chciał wykonać jakikolwiek ruch.
   Ból w jego od dawna nie bijącym sercu był silniejszy nawet od tego, gdy zmieniał się w innej rasy istotę. Kierował się w każdą komórkę jego ciała, chcąc go zniszczyć od środka. Zapewne będzie miał od tego widoku uraz, choć pewnie tego po sobie nie pokaże. Słone krople, które mogłyby ukoić ten ból, jak na złość nie chciały spłynąć. Zresztą co? Popłakałby się jak dziecko? Świat mu się walił. Pewnie nadal będą zabijać jego Braci i Siostry. Co chcieli osiągnąć? Na pewno zniszczenie jego domu, jego najmilszych wspomnień. A później by przyszło ukojenie, gdy i jego dosięgła śmierć.
   Śmierć.. Ciekawe co by po niej nastąpiło? Dla niego pewnie nic dobrego. Nie chciał o tym myśleć, ale wolałby już sam zginąć, niż trwać tak ze świadomością ogromnej straty, którą są jego najbliżsi. Po kilkunastu minutach, które zdawały się wiecznością, odetchnął z cichą ulgą, czując wilgoć spływającą po jego policzkach. Psychiczny ból pewnie nie mógł się równać z tym cielesnym, chociaż właściwie mogły ze sobą te dwa bóle rywalizować. Jemu, któremu nic się nie stało krwawiło tylko serce. Im, ciała. Widząc martwą Vierę, przeraził się jeszcze bardziej.
   Chciał, żeby to wszystko było tylko chorą wyobraźnią, płatającą mu nieśmiesznego figla. Najgorszym koszmarem, z którego wkrótce się przebudzi. Ale nie. Wszystko było prawdziwe, a on jedyne co mógł robić to patrzeć na ich śmierć.
Syriusz (16:59)