Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koniec początku początek końca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koniec początku początek końca. Pokaż wszystkie posty

30 stycznia 2012

Koniec początku, początek końca cz. IV [Arashi]

29 stycznia 2012


[ Muzyka ]
Świat spowija ciemność. Wszechogarniająca czerń, okalająca moje ciało i duszę. Czuję chłód. Boję się uchylić powieki, toteż zapadam się we wszechogarniającym obłędzie, który lepkimi mackami oblepia skrawki mej poharatanej duszy. W końcu zdobywam się na odwagę i uchylam bardzo powoli powieki. Spodziewam się, że blask moich błękitnych ślepi jak zawsze rozświetli nieco mrok, jednak nic takiego się nie dzieje. Do moich uszu dociera jakiś szelest. Kulę się, próbując cokolwiek dojrzeć w wysysającej zmysły ciemności. Nie mogę. Słyszę, jak ktoś porusza się w ciemności. Boję się go. Kulę się jeszcze bardziej, lecz nie zamykam oczu. Czekam.

- Nie bój się, to tylko ja- dochodzi do mnie znajomy, melodyjny głos.

Przed moimi oczyma przelatują po kolei obrazy. W uszach wciąż odbija się jedno zdanie, wypowiedziane przed chwilą przez kogoś mi znajomego. Wiem, że mogę mu ufać. Choć nie pamiętam, kim jest. Cała dygocząc marszczę brwi, próbując dojrzeć coś w ciemnej jaskini. Zimno i ból. Czuję, jakby moje kości były połamane i składane od nowa, jednak jeszcze nie zdążyły się zagoić. Z trudem przekręcam się do pozycji siedzącej, macając zmarzniętymi rękoma podłoże.
Zaraz... rękoma?
Dłonią napotykam jedną ze swoich stóp. Moje oczy rozszerzają się w szoku. W jednej chwili wszystko wraca. Wszystko sobie przypominam. Patrzę przed siebie, w ciemność. Ten ból... trzaski  łamanych kości, przemieszczające się mięśnie zmieniające swój kształt. Moje oczy stają się suche, jednak powieki usilnie nie chcą się zamknąć. Po chwili oślepia mnie światło pochodzące z zapalonej lampy, którą trzyma chłopak o ciemnych jak smoła włosach i szarych źrenicach okolonych czarnymi białkami.
- Arashi...- mówi, głaszcząc mnie po policzku.
Patrzę na siebie, swoje ciało. Całkowicie nagie, skulone w rogu jaskini. Nie wiem, czy mam się wstydzić, czy nie. Nie obchodzi mnie to teraz. Próbuje przypomnieć sobie, co się stało. Nie mogę. Do mojej głowy dochodzi jeden z obrazów. Przypominam sobie imię chłopaka stojącego przede mną.
- Atau- uśmiecham się delikatnie, ledwie widocznie.
Jego ręce jakby zaczynają się kruszyć, patrzą na niego.
- Co się dzieje?- pytam całkowicie zdezorientowana.
-  Nic, Arashi. Nic- mówi i całuje moje usta, by po chwili rozpaść się na kilka tysięcy drobnych kawałeczków.
Pod moimi stopami brakuje gruntu, zapadam się pod ziemię, w nicość. Krzyczę, jednak nikt mnie nie słyszy. Sama siebie nie słyszę. I wtedy znajduję się pod grubym drzewem nieopodal wodopoju. Tak dobrze mi znanego. Otwieram klejące się do siebie powieki, patrzę na znajomy świat.
Sen... to tylko sen.
Patrzę na siebie. Człowiek. Para dłoni i stóp zlewa się z oblepioną śniegiem ziemią. Mój oddech przyspiesza, dotykam zimną dłonią warg. Wciąż czuję na nich usta Atau.
Dziękuję, ze byłaś ze mną tak długo. Mam nadzieję, że moje życie ci się przyda.
W mojej głowie rozbrzmiewa znajomy melodyjny głos. Patrzę w górę, a po moich policzkach płyną słone łzy.
Sen... to tylko sen. Sen o rzeczywistości. Rzeczywistość o śnie...
__________________________________
Ar ma teraz ludzką postać, zeby nie było. Foty jeszcze nie mam, muszę ją zrobić, co mi naprawdę opornie idzie. W każdym razie proszę o usunięcie przemiany gryfa.
Arashi (21:51)

15 stycznia 2012

Koniec początku, początek końca, cz.III [Arashi]


Biegałam po niewielkiej polance ze śmiechem, goniona przez Atau.Czułam naprawdę ogromną radość, a uśmiech wcale nie był udawany. Nagle poczułam na sobie jego łapy i po chwili obydwoje leżeliśmy na zmarzniętej ziemi. Z wyszczerzonymi w uśmiechu kłami popatrzyłam na wilka.
- Dogoniłeś mnie- zaśmiałam się.
- Jak zwykle- odwzajemnił moje spojrzenie.
Po chwili milczenia w tej pozycji, Atau podniósł się, a ja za nim. Nie wierzyłam, że jestem z nim już ponad miesiąc. Każdy dzień mijał jak pięć minut. Byłam ciekawa, co dzieje się w stadzie. Wiedziałam jednak, że nie mogę tam teraz iść. Musiałam zostać tutaj. Z nim.
Powoli skierowaliśmy się na znaną mi już bardzo dobrze ścieżkę. Codziennie pokonywałam tę drogę kilka razy.
Z ledwo widocznym uśmiechem na pysku stawiałam chwiejnie kroki, idąc za moim towarzyszem. Patrzyłam błękitnymi ślepiami uważnie na każde drzewo, każdy krzew, ba, nawet każdy kamyk, który mijałam. Wszystko wydawało się wciąż inne. Nie wiem, ile razy dziennie tędy przechodziłam. Jednak zdążyłam już zauważać takie szczegóły jak nowy liść czy pąk na jednym z drzew, czy to, że któryś z kamyków leży metr dalej, zapewne popchnięty przez jakieś przebiegające zwierzę. Czuję wszystko. Każdą różnicę. Widzę, jak cienie się  poruszają, napędzane przez tchnienie wiatru.

Wszystko się zmienia. 
Nic nie pozostaje takie samo. 
Chociażby na chwilę.

Zwróciłam swe uważne spojrzenie na kościsty ogon należący do basiora. Wciąż nie wierzyłam w to, co się dzieje. Nie jestem sama. Są tacy jak ja. A właściwie to jest. Ten jeden, jedyny. Na mój pysk wpłynął nikły uśmiech, gdy tak na niego patrzyłam.

Kochasz go, Arashi.

Pokręciłam przecząco głową, jakby sama do siebie, spuszczając pysk. Nie mogłam go pokochać. Nie mogłam. I wciąż odrzucałam od siebie tę myśl, która tak bardzo mnie przerastała. Niedługo miałam wrócić do stada. Miałam go opuścić.

- Arashi, ty płaczesz?- te słowa wyrwały mnie z zamyślenia.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że po moich policzkach płynie kilka łez. Popatrzyłam na niego i pokręciłam głową.
- Nie... nie płaczę- powiedziałam cicho, odwracając wzrok.

Tak, płaczesz. Boisz się, Arashi. Boisz się, że go stracisz.

Czułam, jak głosy w mojej głowie stają się coraz głośniejsze. Czułam, jak uświadamiają mnie czegoś, czego powinnam sama już dawno się domyśleć. Ale nie. Ja tę myśl po prostu odrzucałam. Robiłam bariery wokół mojego umysłu, byle żeby jej nie dopuścić.

Nie czułam, gdy drżące łapy przestały mnie słuchać. Kiedy się zatrzymały. Stałam na zmarzniętej ziemi, wciąż się trzęsąc. Nie wiedziałam, kiedy on zjawił się obok mnie. Kiedy mnie przytulił i zaczął pocieszać. Nie słyszałam. Słowa zlewały się w niewyraźny bełkot, a obrazy rozlały się  w jedną, niewyraźną plamę.

Stchórzysz znowu?

Z mojego pyska wydało się przeciągłe wycie, pełne żalu i przerażenia. Mówili do mnie. Nie wiedziałam kto. Ale jego słowa trafiały prosto w środek duszy. Wypalały ją od środka. Nie miałam pojęcia, co się dzieje.

Moją klatką piersiową szarpnęła fala bólu. Dźwięki zlewały się coraz bardziej, jedyne co słyszałam wyraźnie to trzask kości i mój przeraźliwie szybki oddech.

To twój czas, Arashi.

Czułam szyderstwo w jego głosie, choć nie wiedziałam, kim jest. Znał mnie lepiej niż ja sama.

Świat zawirował. Poczułam silne uderzenie w bok, a następnie zimno na mojej skórze. Dławiłam się swoim własnym bólem, który wyginał moje ciało w łuk. Trzaski stawały się coraz głośniejsze. I jedyne, co było w stanie mnie utrzymać przy świadomości to niewyraźny głos wilka stojącego nade mną i próbującego jakoś mnie podnieść...

Nic nie pozostaje takie samo... nawet na moment...

Arashi 

4 grudnia 2011

Koniec początku, początek końca, cz. II [Arashi]

04 grudnia 2011

Muzyka: klik
__________________________________________________
Obudziłam się w miejscu, którego nigdy nie widziałam. Wyglądało to jak jakaś mała polana, porośnięta granatowymi kwiatami. Dopiero po chwili zorientowałam się, że leżę we wgłębieniu wielkiego drzewa, z którego miałam doskonały widok na polankę.
Obce zapachy uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Uchyliłam szerzej powieki. Przed sobą ujrzałam tamtego basiora, który był ostatnim moim widokiem przed utraceniem świadomości. Siedział tyłem do mnie, jednak wyczuwałam  od niego silne uczucie niepewności. Ani nutki zawiści lub zła. Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym podniosłam się ociężale, nie spuszczając z niego wzroku. Gdy tylko stanęłam na czterech łapach, gwałtownie odwrócił się w moją stronę.
Spojrzał mi prosto w oczy, a jego wzrok był pełen strachu, wątpliwości. Cofnęłam się o krok.
- Wiesz, czemu tu jesteś? - zapytał szorstko.
Popatrzyłam na niego, marszcząc brwi. Nie odpowiedziałam. Chyba bałam się odpowiedzi.
- Bo umierasz i nawet tego nie wiesz- dokończył, spuszczając nieco łeb.
Poczułam szybsze bicie mego serca. Nie wiedziałam czemu, ale mu uwierzyłam. W jego oczach była szczerość. A ja zawsze ufałam oczom. Odbicie duszy... Poza tym... on był taki sam jak ja.
W moim gardle pojawiła się ogromna gula, nie wiedziałam, co mam mówić. Otworzyłam tylko pysk, ale nie wydobyłam z siebie żadnego dźwięku.
Basior podszedł do mnie i kolcem na końcu ogona podniósł moją łapę.
- Widzisz, co to jest!?- popatrzył na małą buteleczkę zawieszoną na czarnym rzemieniu.
Do moich oczu napłynęły łzy, na samo wspomnienie o spotkaniu mojej własnej duszy.
- Ty nic nie wiesz- szepnęłam- NIC!- nawet go nie znałam, a on tak po prostu... po prostu... Mówi mi, że umieram? Niedorzeczne.
Comatose
I'll never wake up without
An overdose of you
- Wiem więcej, niż myślisz. Bo jestem taki, jak ty, Arashi- wypowiedział moje imię.
- Skąd mnie znasz?- zapytałam drżącym głosem.
Spuścił głowę.
- Szukałem cię... Muszę ci pomóc.
- Nie chcę niczyjej pomocy!- wyrwałam się i pobiegłam przed siebie. 
Nie wiedziałam, gdzie jestem. Nie znałam tego miejsca. 
Zagubiona. Obłąkana. Lękaj się, potykaj. Przewracaj się, by za każdym razem wstawać z coraz większą niechęcią.  Arashi... Tchórz. Uciekasz od rzeczywistości i myślisz, że ci się uda? Nie, skarbie. Nie uda ci się. 
W mojej głowie pojawiły się nieznane głosy.
Umierasz.
Nareszcie.
Nie wysilaj się.
On mówi prawdę.
Powinnaś się cieszyć.
W końcu i tak nie chcesz być tym, kim jesteś.
Żałosne.
- Przestańcie!- Wrzasnęłam, potykając się o własne łapy.
Przewróciłam się i wylądowałam pyskiem na ziemi. Nawet nie próbowałam się podnieść. Po moich policzkach płynęły błyszczące łzy. Nie wiem, ile tam leżałam. Godzinę? Dwie?
W każdym razie, gdy usłyszałam Jego kroki, było już ciemno. Wciąż wpatrywałam się w jeden, tylko mi znany punkt. Ciemnoczerwony basior szturchnął mnie nosem i położył się obok mnie.
- Jesteś Arashi, eksperyment 24601. Widzisz... Jestem twoim poprzednikiem. Ludzie nazwali mnie eksperymentem 24600. Znam pewien bardzo ważny szczegół co do naszego gatunku, o ile mogę to tak nazwać. Ludzie wszczepili nam również geny człowiecze. Umierasz, Arashi, bo one są u ciebie jak wirusy. Nawet tego nie czujesz. A pewnego dnia... po prostu zaśniesz i już się nie obudzisz, rozumiesz? Ty im uciekłaś... ja nie. Więc wiem, że tak jest. Podawali mi różne środki, żeby moje geny się zrównoważyły. Gdyby nie to, już bym nie żył. A wciąż trudno mi panować nad tym, jaki jestem. Zrozum to. Powoli, ale umierasz. Nie ma czasu. Chcę, abyś żyła.
Słuchałam tych słów z zapartym tchem. Otworzyłam szerzej zaszklone oczy i popatrzyłam na niego.
- Nawet mnie nie znasz... czemu chcesz, bym została przy życiu?
Przez chwilę wydało  mi się, że w jego oku zakręciła się pojedyncza łza.
- Bo... ja też spotkałem swoją duszę- szepnął- Jestem taki, jak ty. Chcę, żebyś żyła- powtórzył zdecydowanym tonem,a ja tylko się do niego przybliżyłam, nic nie mówiąc.
- Mogę ci ufać?- zapytałam cicho, czując bijące od niego ciepło.
Znowu popatrzył na mnie szarymi ślepiami.
- Musisz Arashi... i musisz się pogodzić z tym, że będziesz w jakiejś części człowiekiem.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nienawidzę ludzi. Nie znoszę. Ale muszę się z tym pogodzić.
- Jestem Atau- basior uśmiechnął się do mnie- I mam coś, co sprawi, że będziesz mogła normalnie funkcjonować. Ale na razie musisz opuścić swoje stado i zostać tutaj, ze mną.
Przytuliłam się do jego puszystej sierści, przymykając powieki i kiwając głową. Czułam, ze mogę mu ufać.
- Nie zawiedź mnie... - szepnęłam tylko i zapadłam w głęboki sen, wciąż czując zaschnięte łzy na moich policzkach i pysku.
______________________________________________________
Beznadzieja, wiem. Ale chciałam to napisać.
Arashi (21:45)

1 listopada 2011

Koniec początku, początek końca, cz.I [Arashi]

01 listopada 2011

[ muzyka ]
Polana była zapełniona, można by nawet powiedzieć, że było zbyt tłoczno. Popatrzyłam na niebo. Księżyc zaraz powinien wzejść. Dziś pełnia. To dlatego są wszyscy.A mnie jak zwykle nie będzie tej wyjątkowej nocy. Tak, jak co miesiąc.
Podniosłam się  z ziemi i cicho zrobiłam parę kroków w stronę lasu.
- Hej, Arashi, gdzie idziesz?- zawołała za mną Destroy.
Odwróciłam się do niej, lecz nie odpowiedziałam, tylko posłałam jej ciepły uśmiech, by po chwili zniknąć w gęstwinie drzew.
Moje łapy wygrywały wciąż niezmienny rytm. Biegłam przed siebie, żeby tylko znaleźć się jak najdalej od polany. Księżyc już wschodził, dlatego musiałam się pospieszyć. Wbiłam długie pazury w ziemię, by odbić się od ziemi i wielkimi susami pokonywać większe odległości. Gdy w końcu dotarłam do wielkiego drzewa, gdzie spędzałam każdą pełnię księżyca, odetchnęłam z ulgą i położyłam się pomiędzy korzeniami. Czekałam, aż poczuję, jak ból rozrywa moje ciało, by ustąpić miejsca nowej powłoce w postaci gryfa.
Minęło 5 minut...
10 minut...
20 minut...
Nic się nie stało. Popatrzyłam wysoko na niebo. Księżyc wisiał nad nieboskłonem, pokazując się w całej okazałości i oświetlając las swoim nikłym, tajemniczym światłem. Zrozumiałam, że tym razem przemiana nie nastąpi.
Westchnęłam, nadal patrząc na księżyc. Nie wiedziałam, czy mam się cieszyć, czy raczej smucić. Pozbyłam się jednego z moich problemów, jednak powód, przez który został on rozwiązany sam w sobie był straszny...
***
I znów moje łapy odbijały się od ziemi, jedna po drugiej,  aby znaleźć się daleko od terenów stada. Normalnie wróciłabym na polanę, jednak dziś nie miałam na to ochoty. Patrzyłam przed siebie, próbując zobaczyć jak najwięcej szczegółów, by się nie zgubić w drodze powrotnej.

Czy da się uciec przed czasem?
Nagle gwałtownie się zatrzymałam. To, co zobaczyłam kompletnie zbiło mnie z tropu. Około trzy metry przede mną stał duży basior. Jego oczy odbijały światło księżyca, a kościsty ogon z kolcem na końcu poruszał się bardzo powoli na boki. Miał bardzo ciemną czerwoną sierść, znacznie ciemniejszą niż moja oraz nieproporcjonalnie duże uszy.
Gwałtownie się cofnęłam, widząc, że patrzy na mnie szarymi ślepiami.
- W końcu cię znalazłem- powiedział, uśmiechając się lekko.
Łapy się pode mną zatrzęsły. Poczułam lekkie ugryzienie w kark. Przez całe moje ciało przeszedł nieznany mi dreszcz.
Po chwili świat został zasłonięty przez czarną mgłę. Nawet nie próbowałam się ocknąć, czułam się tak niesamowicie błogo. W końcu odpłynęłam całkowicie. jedyne co czułam, to to, że ktoś mnie podnosi i zaczyna gdzieś nieść...
____________________________________________
Żadne dzieło. Po prostu wena mnie naszła.
Arashi (17:20)