Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.
Chat
(25)
Event: "Poszukiwania zaginionego Orzecha"
(1)
Event: "Uchronić Stado przed Klątwą"
(4)
Event: "Wyprawa do Tinolandii"
(1)
Historia Stada
(29)
Historie
(10)
IPCY
(6)
Inne
(10)
Jedyny Słuszny Pan
(7)
Koniec początku początek końca
(4)
Konkursowe
(28)
Kosmici
(10)
Ludzie - opowiadanie stadne
Misja różowego rycerza
(2)
Nasza przeszłość
(25)
Nie powiązane ze stadem
(31)
Ogniska
(5)
Opowiadanie stadne
(20)
Opowiadanie świąteczne
(5)
Pierścień Czarnego Feniksa
(9)
Początek bez końca
(14)
Podobni do nas lecz bardziej okrutni
(7)
Poezja
(20)
Pożegnania
(12)
Proza
(420)
Przemyślenia
(7)
Tajemnica chatki
(4)
The Rush
(7)
Wybrańcy obrońcy stada
(23)
Z dziennika mamuśki
(4)
Z życia stada
(16)
Zadania
(36)
Zloty
(10)
Acebir
Acodine
Ai
Aldieb
Alethia
Altair
Anaid
Arashi
Arjuna
Asmodeusz
Aspeney
Baru Saya
Batista
BlackHollow
Corey
CrystalGlace
Dalia Seron
Destroy
Dragon Soul
Error Buen
Fene
Fragaria
Glola
Gold Fire
Hecate
Hiacynt
Imloth
Ireth
Jah
Jenna
Kayoko
Kirke
Kitsune
Koga
Kuo
Lady Killer
Liam
Luna
Membu
Mi-Chan
Michelle
Midnight
Mortis Tempesta
Naphill Naomi
Naysha
Neferetti
Nikita
Nitroglyzerin
Nyks
Padma
Quick Furious
Raksha Morte
Rozalia
Scarlett
Setenes
Seth
Syriusz
Szera
Team
Tee Saatus
Tequila Isha
Texi
Theliss Gesha
Tiara
Tiffany
Tin
Tristan
Valkkai
Vendela
Venus
Viera
Zbiorowe
Zoltan
Czego szukasz?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludzie - opowiadanie stadne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludzie - opowiadanie stadne. Pokaż wszystkie posty
22 listopada 2009
Ludzie, Cz. 4 [Quick Furious]
Listopad 2009 rok
-To nie może być prawda...- zakrakał Total
- No zamknij się wreszcie! Jedna krowa nie uratuje świata! Mamu tera poważniejszy problem- ludzi na karku, a Ty o krowie! - Warknąłem na niego.
Szczerze mówiąc cieszyłem się z nagłego zniknięcia wielkiej mućki.
Już kilka razy miałem wielką ochotę ją zjeść, ale gdy tylko się zbliżałem między nami z ziemi wyrastał kruk...
Stałem przed jaskinią, i patrzyłem na stado w rozsypce, kulejąca Nef, tnąca się [-.-''] Nelsi, i Glola uganiająca się za piątką łobuziaków...
I najgorsze- brak Venus... a raczej fakt iż zabrali ją odwieczni wrogowie...
Którzy rozbili obozowisko na Naszych terenach!
- Musisz pozbierać myśli... - Podeszła do mnie jedna z córek Gloli - Florka - Będzie dobrze, zobaczysz, uda Nam się.
Spojrzałem na nią nieco prażony...
Taka mała, a gada jak prorocznia...
Nieważne, nad tym zastanowimy się potem.
Stałem tak chwilę rozmyślając, gdy nagle usłyszałem wołanie Szery - Wandessa prosi o zebranie się w wielkiej jaskini! - Już od jakiegoś czasu zauważyłem że Szera pełni tu miejsce niejakiego powiadamiacza. Ale chyba czuła się z tym dobrze, ponieważ biegła, a za nią jakaś ruda kulk... a nie, to Raksha biegła zaraz za Szerą, i starała się złapać gepardzicę za ogon.
Spojrzałem na rozpaczającego kruka, który tym razem lamentował wraz z Neferetti, która wyraźnie nie słuchała o czym kracze mój podopieczny.
Gdy tylko ruszyłem w stronę jaskini spotkań, Total oderwał się od rozmowy i usiadł mi na ramieniu.
- Ależ gdzie ona może byy - Przerwał widząc mój lodowaty wzrok.
Zapamiętaj - Nigdy nie pozwól totalowi się rozgadać.
- Zrozum mnie, Quick, wczoraj była, dziś nie ma! - Total wyraźnie smutny spojrzał na mnie. To było chyba najkrótsze zdanie jakie wypowiedział od kiedy go spotkałem...
Doszliśmy do jaskini.
Usiadłem obok Lady Killer, i spojrzałem na resztę stada.
Zebrali się już prawie wszyscy, i rozmawiali w trwodze.
Wandessa musiała spojrzeć na Glolę, Szerę Icee i Kirke by zapadła cisza, bo one głównie gawędziły na cały głos.
-Wiecie, że od jakiegoś czasu na naszych terenach znajdują się ludzie... Nie wiem skąd się wzięli, nasz teren znajduje się gdzieś na odludziu, wcześniej nikt tu nie dotarł... Zauważyliście pewnie też, że posługują się dziwnymi i prymitywnymi narzędziami, i nie są wielce zdumieni widząc Nasz umiejętności. - Klacz spojrzała na Nas czujnie. - Macie może jakieś propozycje, co możemy zrobić?.
Pierwsza łapę podniosła oczywiście Glola.
- Proste, wejdź wśród nich, i wszystkich zabij wzrokiem. - Powiedziała jednym tchem.
- To nie jest takie proste... Nie mogę zabijać bo tak mi się podoba. Mam zadanie, i muszę go dokonać, to nie jest to moc, tylko obowiązek. - Wandessa chyba była zirytowana.
Teraz odezwała się Aldieb
- Musimy z nimi walczyć... - Mruknęła
- Popieram... - Chyba trochę przerażona Krasa uśmiechnęła się do Aldieb.
- Ej, a widział ktoś może wielką krowę ze skrzydłami? - Total zakrakał ile sił
- Ale musimy to zrobić raczej szyyybko. - Moony uśmiechnął się chytrze, i nie spojrzał nawet na obrażonego za ignorancję kruka - Bo oni mogą zaatakować pierwsi...
- No to zaatakujemy jutro.- Kirke spojrzała na Wandessę. - Damy radę?
To pytanie było skierowane do Wandessy, jednak wszyscy jednocześnie zaczęli burczeć różne odpowiedzi, co dało efekt szumu.
- Cisza, no proszę Was! - Czarna klacz podniosła ton. - O takich rzeczach nie mogę decydować sama... Dumo, a chwilowo Rado HOTN, co sądzicie?
Aldieb skinęła głową, Silver poszła w jej ślad. Legion zawachał się, jednak przytaknął. Lady Killer uśmiechnęła się złowrogo i rzuciła krótkie - jasne że damy - a Naysha wyszczerzyła się - popieram-. Gdy przenieśliśmy wzroki na Glolę i Evę, patrząc pytająco te nadal gawędziły. Eva spostrzegła zabójczy wzrok Wandessy, i trąciła łokciem opowiadającą coś Glolę. Ta też odwróciła się w Naszą stronę i rzekła - Ta... zgadzam się. Eva też.
Więc decyzja podjęta.
Gdy wychodziliśmy z jaskini usłyszałem rozmowę Evy z Glolą.
- Ej. Glola, ale na co się zgadzamy ?
- No... nie wiem.... ale wolę to niż obdarcie ze skóry!
Total podleciał do nich i uśmiechnął się - Chodzi o to, czy na walkę z ludźmi wyruszamy jutro, czy później.-
- A, no to później, nie damy rady, mamy dzieci, i tak dalej... ej, Total, i za czym zagłosowałyśmy? - Do Gloli docierało na co się zgodziła. Total się zaśmiał.
-Za tym żeby była jutro...
- Nie, nie, ej, wracać do tej jaskini! wiem jaki mamy stan, jesteśmy ranni, mamy... No nie damy rady! - pokrzykiwała Glola, jednak stado rozeszło się już dawno...
-Szlak! - Glola zagryzła wargę i spojrzała na kruka błagalnie.
- Damy radę. - podszedłem do niej i uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Mam nadzieję... - Lisica spojrzała w stronę dymu z niepokojem...
[ Dalsze części opowiadania przepadły.]
3 listopada 2009
Ludzie, Cz. 3 [Nefferetti]
Listopad 2009 rok
- Neff... Co jest?
*...*
- Neff?! Co jest, zbudź się! - ktoś szturchnął mnie w ramię. Obejrzałam się i zobaczyłam Aldieb wpatrującą się we mnie.
- Coo?... - nie kojarzyłam faktów. - Coś nie tak?
- Chyba z tobą. Biegniesz i nagle hamujesz na środku polany jakbyś ducha zobaczyła... Wszystko gra?
Nagle wszystko sobie przypomniałam. Potrząsnęłam głową.
- Grać gra, acz nie stroi... - mruknęłam. Wiedziałam już co mnie zatrzymało. - Szósty zmysł... - wyszeptałam - coś w lesie... - bez wahania puściłam się biegiem. Skupiłam się na szóstym zmyśle. Krzyki Aldieb przestały być słyszalne.
*...*
- Neff?! Co jest, zbudź się! - ktoś szturchnął mnie w ramię. Obejrzałam się i zobaczyłam Aldieb wpatrującą się we mnie.
- Coo?... - nie kojarzyłam faktów. - Coś nie tak?
- Chyba z tobą. Biegniesz i nagle hamujesz na środku polany jakbyś ducha zobaczyła... Wszystko gra?
Nagle wszystko sobie przypomniałam. Potrząsnęłam głową.
- Grać gra, acz nie stroi... - mruknęłam. Wiedziałam już co mnie zatrzymało. - Szósty zmysł... - wyszeptałam - coś w lesie... - bez wahania puściłam się biegiem. Skupiłam się na szóstym zmyśle. Krzyki Aldieb przestały być słyszalne.
Szósty zmysł zawiódł mnie w stronę siedliska ludzi. Prychnęłam lekko niezadowolona, nie lubiłam tych rejonów. Tak to jest, jak się nie kontrolujesz! Nie chciałam już jednak zawracać - jeśli szósty zmysł mnie ostrzegał, to znaczy że oni czegoś od nas chcą...
Stałam się niewidzialna i podkradłam bliżej. Ujrzałam gromadę mężczyzn szykujących dzidy i łuki, obok parę kobiet.
- Czy jesteście pewni, że chcecie tam iść? - jedna z nich zwróciłam się do wojowników. - Tylu braci już nie wróciło...
- Dlatego musimy - odparł największy z nich. - Czas to skończyć. Nie martw się, wrócimy.
"Nie wrócicie... Nawet nie wyruszycie..." - kłębiło mi się w myślach. Starałam się jednak to opanować. Szósty zmysł nie może mieć nade mną władzy, nie może mi mówić co mam robić! Przecież oni mieli Venus... Dopiero ta ostatnia myśl mnie ujarzmiła.
Jeden z ludzi podniósł się i rozejrzał.
- Zwierzęta są niespokojne... Coś tu wisi w powietrzu.
Zamarłam... Przecież jestem nauchilistką... Te zwierzęta mnie czują... No to mogłam sobie nakichać. Teraz będą czujniejsi. Zaklęłam w duchu.
Nagle w moim kierunku poleciała strzała, którą jeden z ludzi wypuścił w ramach ćwiczeń. Ja to mam pecha! Szósty zmysł mnie ostrzegł i udało mi się uskoczyć, ale zaskoczona, straciłam niewidzialność. Ludzie osłupieli na widok czarnej wilczycy pokrytej runami, która jakby spod ziemi wyrosła pośrodku wioski.
- Te bestie nigdy nie mają dość... - usłyszałam z którejś strony. W mgnieniu oka poleciało na mnie kilka strzał, ale ostrzeżona uskoczyłam do góry tak, że strzały pouderzały w siebie nawzajem lub poleciały w kierunku innych ludzi, trafiając kilku śmiertelnie. Zachichotałam jak hiena i rzuciłam się do ucieczki. Nie miałam wyboru, musiałam zostawić tam Venus.
Podczas ucieczki zostałam zraniona w tylną lewą nogę zatrutą strzałą. Niewiele sobie z tego robiłam, dopiero gdy się zatrzymałam dla odpoczynku, odczułam poważniejszy ból. Wyrwałam strzałę z nogi, lecz został mi w niej kawałek grotu. Przyłożyłam sobie kilka ziół i wylizałam ranę, ale mała cholera nie chciała wyjść, więc musiałam jakoś dokuśtykać do domu.
Na chwilę obecną to tyle, jeśli chodzi o mnie... Gdyby ktoś pomógł mi wydobyć kawałek grotu z łapy, byłabym wdzięczna. Mam tych ludzi serdecznie dość...
2 listopada 2009
Ludzie, Cz. 2 [?]
Listopad 2009 rok
Biegłam jak szalona przez tereny HOTN, w tej chwili żałowałam, że nie
posiadam skrzydeł, ani nie znam żadnego inteligentnego czaru, który pozwoliłby
mi wzbić się nad ziemię. Chociaż przemieszczałam się szybko, starałam się
uważnie obserwować otoczenie, chociaż w głowie miałam straszną mieszaninę
przeróżnych myśli.
Po prostu się bałam, bałam, że stado zostanie
zaatakowane przez dwunogich. Nie chciałam stracić tej rodziny, którą tak
niedawno zyskałam. Sama sobie dziwiłam się, że interesuje się kimś poza sobą…
Przez całe życie z losem wzmagałam się samodzielnie; rzeka wyrzuciła mnie na
brzeg jako niewielkie szczenię i
przeżyłam tylko dzięki magii. Bardzo różniłam się od innych wilków, a jednak… A
jednak dołączyłam tu. Wszyscy byli dla mnie tak nierealnie mili, że co rano
miałam wrażenie, że to sen spowodowany nadmiarem drobiu na kolację. Tak,
przyznać muszę, że za czasów mojej samotności wyprawy do kurników i na
pastwiska były dla mnie rzeczą codzienną, gdy opanowałam bardziej zadawanie
śmierci i bólu moimi zdolnościami, przynajmniej raz na tydzień z niedalekich
mojemu domowi wiosek znikał jakiś człowiek. Zaciągałam ich bądź zmuszałam do
wejścia do mojej samotni po czym robiłam mniej lub bardziej brutalną, krwawą
masakrę. Gdy pojawiali się przyjaciele tych nieszczęśników pozwalałam im
spotkać się z bliskim w piekle. Niestety, po jakimś czasie mój teren
okrzyknięto nawiedzonym i zaprzestano wierzyć, że przychodząc tam zmieni się
los moich ofiar. Niestety, po dołączeniu do stada musiałam skończyć z tymi
zabawami, gdyż można było tym sprowadzić niebezpieczeństwo na stado, szczególnie
w tych czasach kiedy ludzie sami, bez powodu przychodzą tam gdzie nie powinni.
Och, tak… I jeszcze nie byłam do końca
pewna co powiedzieli by inni członkowie stada, kiedy przeszłabym obok nich z
wrzeszczącym jednonogim już dwunogiem.
Nigdy nie żywiłam do ludzi jakichś specjalnych uczuć. O ile spokojnie
dawali się zmasakrowywać i nie wchodzili
mi w drogę, jednak ostatnimi czasy miałam wielką ochotę spowodować wyginięcie
tego żałosnego gatunku. Nie dojrzę, że włażą na tereny HOTN, to jeszcze porwali
Venus! To robiło się coraz bardziej chore…
Moje rozmyślania przerwał dziwny
zapach na który wcześniej nie zwracałam uwagi, jednak zrobił się teraz już
bardzo mocny. Doskonale wiedziałam czego to zapach. Byłam już przy granicy HOTN, zwolniłam, moje kroki przestało
być słychać, wszystkie zmysły skupione były teraz tylko na zlokalizowaniu
ludzi. Wkrótce też usłyszałam szmer ich głosów. Nie wierzyłam… Oni znów tutaj!
Warknęłam cicho- trochę na siebie, by
się tak nie denerwować, trochę na nich, choć nie mogli tego jeszcze
dosłyszeć. Skradałam się cicho, powoli,
gotowa do ataku…
I oto są!
Zmory, które wkrótce zginą… Dwaj mężczyźni stali równiutko przed granicą
terenów HOTN. Silver pokazała mi je całe i orientowałam się już dość dobrze…
Czekałam Tylko aż przekroczą tą granicę… Przekroczyli. Więc teraz spotka ich
kara. Pognałam w ich stronę z zadziwiającą nawet mnie szybkością. Skoczyłam
jednemu do gardła, lecz jakimś cudem nie udało mi się go chwycić. Drugiego,
który chciał pomóc przyjacielowi zabiłam czarem, lecz w tym czasie pierwszy
zaczął uciekać.. W stronę stada. Idiota! Dopadłam go szybko i tym razem już
skutecznie rozpłatałam szyję. Cały czas wściekła, pokrwawiona i obolała od
ciągłego biegu weszłam do rzeki i opłukałam się. Wróciłam do stada i rzekłam
grobowym głosem;
-Moi drodzy, chyba mamy tu małą inwazję.
1 listopada 2009
Ludzie, Cz. 1 [Venus]
Listopad 2009 rok
"Ludzie" - Opowiadanie stadne.
Spoczywając na płycie kamiennej jaskini.
- To wydawało się zbyt proste... - Wysyczałam przez zęby.
- Eee ? - Ciemne oczy szczura skierowały sie w stronę jeziora.
- Nie nic mówie do siebie... Podaj mi rybe hmm ? - Uśmiechnełam sie.
Dunaj z respektem powędrował w kąt jaskini gdzie wczoraj leżała sterta ryb.
- Niestety wszystkie skonsumowane - Jego rozbawienie stawało się irytujące.
- No więc udam się do jeziora - Zadecydowałam.
- Ale... - mały gryzoń chciał dyskutować.
- Nie koniec kropka ! - Podniosłam głos.
W jednej sekundzie wybiegłam przed jaskinie starając się biec niezauważona. jednak co ja mogłam sobie myśleć że przebiegając w południe przez wioskę ludzi nikt nie zauważy czerwone plamy która biegnie O.o. Zaraz odczułam na sobie wzrok gapiów. Na szczęście moje męki nie trwały długo. Stając na krawędzi błyszczącej tafli starałam się wypatrzeć zdobycz. Zgrabnym ruchem skoczyłam do jeziora. Cichy plusk przerwał cisze. Ognista sylwetka z sykiem zanurzyła się pod powierzchnie. Rozszerzyłam powieki starając się zlokalizować łup. Bul bul bul. Powietrze kończyło się w płucach a w brzuchu burczy. Kolorowe elfy starały skusić mnie do przypatrzenia się hipnotyzującym koralowcom. Coś mi sie nie podobało. Po kij w wodzie słodkiej koralowce ? Jednak czasu było mało a głodna znaczy wściekła. Lodowata woda paraliżowała ogniste ciało. To wbrew nauce bym mogła zanurzać sie w niebiańskim strumieniu. Jednak pokusa łowów była zbyt wielka. Ostatnie płomyki gasły. Moje ciało bezwładnie zaczęło opadać na dno. Z irytacją zaczęłam machać łapami. Dopływałam do granicy wody z lądem. Na pysku rozkwitał uśmiech satysfakcji że mi sie udało. Przerażona spojrzałam jednak że coś trzyma mnie za tylną łapę. Ostatni bąbelek wydobył się z mojego pyska. Szarpałam kopałam i gniewnie wydostałam się na brzeg plując wodą. Otrzepałam sie zniesmaczona i spojrzałam w stronę zbiornika. Jaskrawy materiał został na mojej łapie.Grr oderwałam materiał rozszarpując na drobinki. Ludzie...byłam zagrożona. Ile sił w łapach starałam sie odbiec od stada. Jednak ciągle przeczuwałam za sobą czyjąś obecność. Opadnięta z sił zatrzymałam sie.
-Czego Chcesz !? - Zawołałam niezdolna do walki w środku lasu.
W odpowiedzi dostałam tylko szum drzew. Nie mogłam opanować strachu który teraz obezwładnił logiczne myślenie. Wiedziałam że teraz z człowiekiem nie mam szans. Nie mogłam wracać. To było zbyt ryzykowne. Po prostu ... Umrzeć ? Nie nie teraz gdy czułam że życie nabiera sens. Co za ironia losu. Co za beznadzieja. Jaskrawy błysk zawitał przed oczyma wilczycy.
- No prosze prosze - Usłyszałam śmiech.
Odebrało mi mowę. Przede mną stał człowiek z wielkim łukiem w dłoni.
- Czego chcesz ? - Starałam sie byc opanowana co średnio mi wychodziło.
- Powiedzmy... że chce sie zabawić - Jego mina przypominała minę kota na pustyni -.-"
- A może być... Chowanego ? - Zachichotałam jak Hiena.
- A może raczej w berka ? - Uśmiechną sie idiotycznie.
- Najpierw może porozmawiajmy zboczeńcu? - zaproponowałam.
- Prosze prosze pierwszy raz widzę by Venus zniżyła sie do rozmowy z "obiadem:" - Mruknął gniewnie.
- Kim czym jesteś skąd znasz moje imię ? - Obrzuciłam go pytaniami.
- Jestem niższą formą. Człowiekiem. Od długiego czasu prowadzę badania nad waszym stadem. A raczej obserwuje pewnego wilka - jego melodyjny głos zabrzmiał mi w uszach.
Na stadzie... Na stadzie... Zabić Zabić ! Musze go zabić ! Siadłam spokojnie. Próbując zregenerować siły.
- Skoro uważasz że dobrze mnie znasz... Powiedz dlaczego byłam ostatnio w niekończącej sie melancholi ? - Palnełam.
- Nie mówiłem że cie dobrze znam... Ale odpowiedz jest prosta byłaś za...- Przerwał zdezorientowany.
Silny cios w głowe obezwładnił stworzenie które z rumorem rozbiło sie na ziemi. Małe odłamki upadły pod łapy Venus która z triumfem na pysku udała sie padnięta w strone domu. Jej sielanka nie trwała długo. Jak cudownie było by po drodze nie spotkać przykrych zwierząt.
- Czeeeęęść Ven - Przed nosem zawitała mi Samanta z młodymi.
- Słuchaj... - Nie dokończyłam kiedy ta złapała mnie pod ramie.
- Chodź chodź muszę ci coś pokazać. - Jęczała.
Dałam sie ponieść. Przynajmniej nie musiałam iśc o własnych siłach. Samanta poprowadziła mnie pod wioskę ludzi.
- Widzisz zabrali mi patelnie ! - miauczała.
- Sami jestem padnięta... - Jednak ta wypchnęła mnie zdecydowanym ruchem na środek wioski.
Zaświeciłam oczami klnąc pod nosem.
- Cholera....
- Pamiętaj Paaaatelnia ! - Usłyszałam wołania Sami.
Nie mogłam uwierzyć że znajduje sie w paszczy lwa teraz kiedy jestem nie zdolna do ruszania łapami. Lodowata cisza powitała jednak moje przybycie. Odetchnęłam z ulgą kiedy na środek wkroczyli prymitywni ludzie z włóczniami.
- Tak... Nigdy więcej nie ufaj Salami...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zostałam uwięziona uratuje mnie ktoś ? xD.
"Ludzie" - Opowiadanie stadne.
Spoczywając na płycie kamiennej jaskini.
- To wydawało się zbyt proste... - Wysyczałam przez zęby.
- Eee ? - Ciemne oczy szczura skierowały sie w stronę jeziora.
- Nie nic mówie do siebie... Podaj mi rybe hmm ? - Uśmiechnełam sie.
Dunaj z respektem powędrował w kąt jaskini gdzie wczoraj leżała sterta ryb.
- Niestety wszystkie skonsumowane - Jego rozbawienie stawało się irytujące.
- No więc udam się do jeziora - Zadecydowałam.
- Ale... - mały gryzoń chciał dyskutować.
- Nie koniec kropka ! - Podniosłam głos.
W jednej sekundzie wybiegłam przed jaskinie starając się biec niezauważona. jednak co ja mogłam sobie myśleć że przebiegając w południe przez wioskę ludzi nikt nie zauważy czerwone plamy która biegnie O.o. Zaraz odczułam na sobie wzrok gapiów. Na szczęście moje męki nie trwały długo. Stając na krawędzi błyszczącej tafli starałam się wypatrzeć zdobycz. Zgrabnym ruchem skoczyłam do jeziora. Cichy plusk przerwał cisze. Ognista sylwetka z sykiem zanurzyła się pod powierzchnie. Rozszerzyłam powieki starając się zlokalizować łup. Bul bul bul. Powietrze kończyło się w płucach a w brzuchu burczy. Kolorowe elfy starały skusić mnie do przypatrzenia się hipnotyzującym koralowcom. Coś mi sie nie podobało. Po kij w wodzie słodkiej koralowce ? Jednak czasu było mało a głodna znaczy wściekła. Lodowata woda paraliżowała ogniste ciało. To wbrew nauce bym mogła zanurzać sie w niebiańskim strumieniu. Jednak pokusa łowów była zbyt wielka. Ostatnie płomyki gasły. Moje ciało bezwładnie zaczęło opadać na dno. Z irytacją zaczęłam machać łapami. Dopływałam do granicy wody z lądem. Na pysku rozkwitał uśmiech satysfakcji że mi sie udało. Przerażona spojrzałam jednak że coś trzyma mnie za tylną łapę. Ostatni bąbelek wydobył się z mojego pyska. Szarpałam kopałam i gniewnie wydostałam się na brzeg plując wodą. Otrzepałam sie zniesmaczona i spojrzałam w stronę zbiornika. Jaskrawy materiał został na mojej łapie.Grr oderwałam materiał rozszarpując na drobinki. Ludzie...byłam zagrożona. Ile sił w łapach starałam sie odbiec od stada. Jednak ciągle przeczuwałam za sobą czyjąś obecność. Opadnięta z sił zatrzymałam sie.
-Czego Chcesz !? - Zawołałam niezdolna do walki w środku lasu.
W odpowiedzi dostałam tylko szum drzew. Nie mogłam opanować strachu który teraz obezwładnił logiczne myślenie. Wiedziałam że teraz z człowiekiem nie mam szans. Nie mogłam wracać. To było zbyt ryzykowne. Po prostu ... Umrzeć ? Nie nie teraz gdy czułam że życie nabiera sens. Co za ironia losu. Co za beznadzieja. Jaskrawy błysk zawitał przed oczyma wilczycy.
- No prosze prosze - Usłyszałam śmiech.
Odebrało mi mowę. Przede mną stał człowiek z wielkim łukiem w dłoni.
- Czego chcesz ? - Starałam sie byc opanowana co średnio mi wychodziło.
- Powiedzmy... że chce sie zabawić - Jego mina przypominała minę kota na pustyni -.-"
- A może być... Chowanego ? - Zachichotałam jak Hiena.
- A może raczej w berka ? - Uśmiechną sie idiotycznie.
- Najpierw może porozmawiajmy zboczeńcu? - zaproponowałam.
- Prosze prosze pierwszy raz widzę by Venus zniżyła sie do rozmowy z "obiadem:" - Mruknął gniewnie.
- Kim czym jesteś skąd znasz moje imię ? - Obrzuciłam go pytaniami.
- Jestem niższą formą. Człowiekiem. Od długiego czasu prowadzę badania nad waszym stadem. A raczej obserwuje pewnego wilka - jego melodyjny głos zabrzmiał mi w uszach.
Na stadzie... Na stadzie... Zabić Zabić ! Musze go zabić ! Siadłam spokojnie. Próbując zregenerować siły.
- Skoro uważasz że dobrze mnie znasz... Powiedz dlaczego byłam ostatnio w niekończącej sie melancholi ? - Palnełam.
- Nie mówiłem że cie dobrze znam... Ale odpowiedz jest prosta byłaś za...- Przerwał zdezorientowany.
Silny cios w głowe obezwładnił stworzenie które z rumorem rozbiło sie na ziemi. Małe odłamki upadły pod łapy Venus która z triumfem na pysku udała sie padnięta w strone domu. Jej sielanka nie trwała długo. Jak cudownie było by po drodze nie spotkać przykrych zwierząt.
- Czeeeęęść Ven - Przed nosem zawitała mi Samanta z młodymi.
- Słuchaj... - Nie dokończyłam kiedy ta złapała mnie pod ramie.
- Chodź chodź muszę ci coś pokazać. - Jęczała.
Dałam sie ponieść. Przynajmniej nie musiałam iśc o własnych siłach. Samanta poprowadziła mnie pod wioskę ludzi.
- Widzisz zabrali mi patelnie ! - miauczała.
- Sami jestem padnięta... - Jednak ta wypchnęła mnie zdecydowanym ruchem na środek wioski.
Zaświeciłam oczami klnąc pod nosem.
- Cholera....
- Pamiętaj Paaaatelnia ! - Usłyszałam wołania Sami.
Nie mogłam uwierzyć że znajduje sie w paszczy lwa teraz kiedy jestem nie zdolna do ruszania łapami. Lodowata cisza powitała jednak moje przybycie. Odetchnęłam z ulgą kiedy na środek wkroczyli prymitywni ludzie z włóczniami.
- Tak... Nigdy więcej nie ufaj Salami...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zostałam uwięziona uratuje mnie ktoś ? xD.
Subskrybuj:
Posty (Atom)