Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybrańcy obrońcy stada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybrańcy obrońcy stada. Pokaż wszystkie posty

6 września 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XXIII [Szera]

Misja wypełniona II

Autor: Szera


Patrzyłam jak odchodzą po czym położyłam się, gdyż miałam mieć nocny zwiad. Podskoczyłam jak oparzona kiedy poczułam na sobie zimną wodę i wydarłam się na cały głos.
-Atakują?! - Rozglądnęłam się. Aldieb obok mnie tarzała się ze śmiechu.
-Nie... Tylko... Teraz... mamy... zwiad... - Wykrztusiła pomiędzy atakami śmiechu. Otrzepałam się ochlapując ją. Kiedy w końcu się uspokoiła ruszyłyśmy w drogę.
Postanowiłyśmy przyspieszyć, gdyż robiło się zimno. Rozpędziłyśmy się, gdy nagle przed nami pojawiła się ogromna czarna sylwetka. W pierwszej chwili pomyślałam, że to skała więc nie zwolniłam, ale nagle postać poruszyła się, a jej krwiste oczy zabłysły. Nagle chmury odsłoniły księżyc i naszym oczom ukazał się czarny smok. Wyhamowałyśmy z piskiem i stwierdziłyśmy jak na zawołanie.
-O rzesz w mordę jeża!! - Zrobiłyśmy zwrot i ruszyłyśmy biegiem w drugą stronę. Smok nas jeszcze nie zauważył. Byłyśmy wystarczająco blisko, aby Lady usłyszała nasze myśli. Dlatego siedziała w obozie, abyśmy miały z nimi kontakt. Nagle smok ruszył za nami. najprawdopodobniej już nas wyczuł.
-Musimy go tu jak najdłużej zatrzymać. - Krzyknęłam do Aldieb aby usłyszała mnie przez ryk, który właśnie rozdarł ciszę. Skinęła tylko głową i rozdzieliłyśmy się biegnąc w stronę, z której nadlatywał smok. Zrobiłyśmy ponowny zwrot tak aby nie mógł nas złapać.
Nagle zobaczyłyśmy biegnące w naszą stronę Nayshe i Lady u jej boku. Za nimi biegła Shesay i Eleuzis wraz z Goldi i Skazą w środku.
-Jaka jest sytuacja? - Krzyknęła Nay. Od razu Lady jej wszystko powiedziała co wyczytała z naszych myśli. Zbiegłyśmy się z Aldieb i dołączyłyśmy do reszty. - Szera i Aldieb współpracujecie! Lady mówisz nam o zamiarach smoka! Eleuzis przytrzymujesz go! Goldi proszę zostań ze Skazą! W razie potrzeby wspomóżcie nas tutaj! Shesay my atakujemy! - Wszyscy wsłuchiwali się w rozkazy, a kiedy ni kiwali głową i zajmowali pozycje. Stanęłam na boku razem z Aldieb. Lady trzymała się trochę obok razem z Eleuzis, aby dawać jej wskazówki. Goldi i Rose stanęły w tyle. Naysha skinęła głową i ruszyła zaatakować smoka.
W jednej chwili z ziemi wyrosły pnącza zaplatające się wokół kończyn i skrzydeł smoka ściągając go na ziemię i unieruchamiając.
-Aldieb robimy trąbę wodną! - Uśmiechnęła się tylko i przymknęła oczy, gdy je otworzyła wiatr już kształtował formę o którą prosiłam. Uśmiechając się szeroko wydobyłam całą wodę jaką mogłam i wplotłam ją w trąbę. Jednocześnie całą siła puściłyśmy ją na smoka kiedy ten rozwarł paszczę, aby zionąć ogniem. Rozszedł się cichy syk i para uniosła się do góry. Ogień został zwalczony. Naysha co chwilę zmieniająca postać wraz z Shesay już atakowały go zadając mu wiele ran. Walka trwałą długo, ale smok nadal nie padł. Mimo licznych obrażeń stał jakby nic się nie stało. Wszyscy powoli tracili siły. Nagle Ciemna sylwetka przebiegła obok nas. była to Goldi. Kiedy spojrzała w stronę Lady w jej oczach nie było, ani cienia strachu, ani cienia jakichkolwiek wątpliwości. Była w nich tylko pewność siebie. obok Lady nagle stanął demon Goldi. Kiedy ta skoczyła z tyłu dobiegło wołanie. Była to Skaza próbująca powstrzymać swoją matkę. Gold Fire skoczyła na smoka. Nagle wokół niej rozpętała się burza ognia. Wyglądała jakby leciała. Jej ciało wpadło na smoka w miejscu, w którym miał serce. Jej ciało zaczął chłonąć ogień. Po chwili nie było już ani jej ani smoka... Rozległ się cichy jęk, a demon stojący obok nas nagle rozpłynął się. Skaza pisnęła i zaczęła rysować mapę na skale obok niej. "A więc to jeszcze nie koniec." Przemknęło mi przez myśl. Lady podbiegła do Rose i przytuliła ją. Po chwili wszyscy stanęli przy głazie.
-Musimy się tam jak najszybciej dostać. - Powiedziała Naysha.
Shesay zadeklarowała się, że ma dobrą pamięć i nas poprowadzi według mapy.
-"Póki serce smoka bije on nadal będzie żył." - Odezwała się Lady. - Takie były ostatnie pomyślane przez nią słowa.
Wszyscy ruszyli biegiem za prowadzącą nas klaczą. Rose leżała na plecach wilczycy. Po dłuższym czasie zobaczyłyśmy wejście do jaskini.
-To tu. - Powiedziała Shesay. Wszyscy po kolei weszli do środka. Na górze złota znajdowała się mała szkatułka. Z jej środka dobiegło ciche bicie.
-Serce smoka.- Stwierdziłam automatycznie. Podeszłam aby je otworzyć, ale wieczko ani drgnęło.
-Musimy być jednością.- Powiedziała Aldieb i położyła łapę obok mojej. Wszyscy zrobili to co ona.
-Nadal nic. - Odezwała się w końcu Eleuzis.
-Brakuje wam ognia. - Rozległ się głos. W wejściu stała Glola. Niektórzy byli zdziwieni jej widokiem, ale nikt nic nie powiedział. Podeszła powoli i unosząc delikatnie łapę położyła ją na szkatułce. Rozległo się ciche kliknięcie. na szkatułce pojawiły się symbole wszystkich darów i spoczęły na łapach swoich przedstawicieli zostawiając swój ślad. Błysło i szkatułka otworzyła się.
-Pozwólcie mi to zrobić. - Poprosiła Lady. Nikt jej nie odmówił. Wzięła leżący w szkatułce złoty sztylet. - Za Goldi.- Mruknęła i wbiła go w serce, które zaczęło krwawić.
Rozległ się huk. Widać było jak więzienie powoli zaczyna upadać. jego mury pękły.
"A więc to koniec." Pomyślałam. " Misja została wypełniona... Ale jakim kosztem..." osunęłam się w przepaść nad którą stałam już dawno. Niebyt mnie pochłonął tak jak całą resztę. To był już koniec misji. Mogłyśmy spokojnie wracać do stada.

***

Kiedy się obudziłam razem z resztą leżałam w kręgu. Byłyśmy na terenie stada. Spojrzałam w bok.
- Misja wypełniona. - Powiedziała Wandessa stojąca obok nas.
Uśmiechnęłam się tylko i ponownie zamknęłam oczy...

28 sierpnia 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XXII [Aldieb]

Misja wypełniona I

Autor: Aldieb


Stałam nieco z boku, w głowie miałam mętlik, nie byłam wstanie zebrać myśli. Podeszła do mnie Szera, nadal nieco oszołomiona tym, czego przed chwilą była świadkiem.
- Co się tam działo? - spytała słabym głosem.
Opowiedziałam jej w skrócie co widzieliśmy i co usłyszeliśmy od Wandessy.
- Czyli mamy się zmierzyć ze smokiem... - mruknęła na moje słowa[to mrrukanie już do niej przylgnęło xD]
- Na to wygląda.
Gdy już się wszyscy nieco otrząsnęli z ostatnich wydarzeń, Naysha znalazła w miarę 'przytulną' jak na to miejsce polankę i zarządziła że tam odpoczniemy, przed wyruszeniem w dalszą drogę. Jednak nikt nie miał ochoty na sen. Siedliśmy w kręgu przy ledwo tlącym się ognisku, ogrzewając się nawzajem swoimi ciałami. Ja położyłam się opierając się barkiem o Nay.
- To co teraz zrobimy? - spytała milcząca do tej pory Eleuzis.
- Trzeba będzie zabić tego smoka - szepnęła Naysha, zastanawiałam się czy wspominała to samo co ja...
Lady Killer podniosła głowę. Jednak odezwała się Goldi.
- Ale gdzie go możemy znaleźć?
Przemknęło mi przez myśl że ona wcale nie chciałaby go znaleźć?
- Na pewno nie tu. - odezwała się Shesay - to jest Kraina Duchów, a z tego co słyszałam ten smok nie jest duchem.
- To prawda. Dzisiaj odpocznijmy, jutro o świcie spróbujemy się stąd wydostać. Do tego czasu może ktoś coś wymyśli.
- Taaak.Świetny pooomyyyyysł. - ziewnęła Szera - już mi się oczy zaczęły same zamykać.
Nie wytrzymując parsknęłam śmiechem. Zadziwiające jak ona to robi, że utrzymuje taką pogodę ducha. Lady uśmiechnęła się pod nosem, pewnie wyczytała z moich myśli co było przyczyną mojego śmiechu.
Następnego dnia [przynajmniej tak nam się wydawało, bo panował tu ciągły półmrok] wyruszyliśmy od razu w drogę, jednak tak samo jak wcześniej z brakiem pomysłów. Po jakiejś godzinie w końcu wyszliśmy z ponurej krainy. Słońce stało już wysoko na niebie, światło raziło odzwyczajone oczy.
Poszliśmy w stronę odległych gór nad którymi zbierały się ciemne chmury. Nay na czele ze skupionym wyrazem pyska, ja z Szerą za nią, dalej Lady i Skaza, potem dwie klacze i na końcu zamyślona Goldi.
Nagle przystanęłam i parsknęłam śmiechem. Lady pokręciła tylko głową, Nay odwróciła się, a Szera spytała.
- O co chodzi?
- Nie, nic. Tak tylko sobie pomyślałam, że musimy dziwacznie wyglądać. - Odpowiedziałam nadal chichocząc. - Gepardzica, 2 klacze, jedna niebieska i skrzydlata, druga chyba można ująć półmartwa, 3 wilczyce, z czego jedna fioletowa, potwór - wyszczerzyłam się do Lady - i mały szczeniak.
W tym momencie Lady podniosła gwałtownie głowę i rozejrzała się pilnie czegoś wypatrując. Spojrzałyśmy na nią z niepokojem, jednak nie otrzymałyśmy wytłumaczenia, Lady nic nie rzekłszy zerwała się i pobiegła w stronę Goldi, która nie wiedzieć dlaczego, była znacznie oddalona. Pierwsza zrozumiała co się dzieje Shesay.
- Nie ma Skazy!
Podbiegłyśmy do dziewczyn.
- Szłam na końcu i obserwowałam Rose, zdawało mi się że coś usłyszałam, więc przystanęłam, kiedy się odwróciłam jej już nie było!
Rozglądałyśmy się dookoła. Cofnąć się nie mogła, wyprzedzić też nie, ktoś by zauważył. Naprawo było kilka pagórku, a na lewo widniał las.
- Może będą jakieś ślady... - powiedziała Shesay.
- O ile ich jeszcze nie zatarliśmy - mruknęłam.
-Proponuję, żeby jedna osoba sprawdziła czy są jakieś tropy. - powiedziała Nay - Skaza nie mogła przecież odbiec daleko.
Przytaknęliśmy.
- Niech Lady idzie, ona jest najlepsza w te klocki - powiedziała Szera.
Lady krążyła przez jakiś czas z nosem przy ziemi, gdy skończyła, oznajmiła nam.
-Odłączyła się nagle. Pobiegła w stronę lasu.
Nie musieliśmy się nawet naradzać. Ruszyliśmy za Lady, która stała się chwilowo naszym przewodnikiem. Koło niej szły Naysha i Goldi. Cicho rozmawiały między sobą. Zagłębiłyśmy się między drzewa. Lady przyśpieszyła, musiała coś wyczuć. Nagle znalazłyśmy się na wielkiej polanie. Niedaleko nas na głazie siedziała Skaza Rose wpatrując się w coś ze skupieniem. Gdy nas spostrzegła na jej pyszczku zagościł wielki uśmiech. Zeskoczyła z kamienia i podbiegła do nas. Po wybuchu wielkiej radości usiedliśmy w kółko, a Rose zaczęła opowiadać.
-Straaaasznie mi się nudziło i nagle zobaczyłam takiego ślicznego motylka! Nie myśląc wiele pobiegłam za nim, pomyślałam sobie, że nic się nie stanie jeśli trochę za nim pobiegam, nawet nie zauważyłam kiedy wbiegłam las, a już byłam na polanie i wtedy sobie przypomniałam, ja tu kiedyś już byłam! Tą ścieżką - wskazała łapą - uciekałam kiedyś przed czymś strasznym, ale nie mam pojęcia co to było.
Popatrzyliśmy po sobie.
- Wygląda na to, że właśnie wskazałaś nam drogę do smoka. - powiedziała z uśmiechem Goldi.
-Zmierzcha już - rzekła Naysha patrząc w niebo - straciliśmy trochę czasu, ale może teraz z właściwą drogą uda nam się to nadrobić. I nie wiem jak wy, ale ja bym tu została na nocleg.
Nie będąc w stanie zasnąć poszłam się przejść po lesie, jednak nie oddalałam się zbytnio.
Nagle podeszła do mnie wielka lisica.
- Aldieb. Wiesz o czym chcę porozmawiać?
- Nie wiem. I nie wiem kim jesteś.
- Jestem Glola.
- Czyli tak jak myślałam?
-Posłuchaj!
- Słucham uważnie - usiadłam.
Rozmawiałyśmy jakieś pół godziny, o wielu sprawach, jednak nagle lisica powiedziała, że musi iść i że się spotkamy następnego dnia.
Tak też i było. Następnego wieczoru, również oddaliłam się trochę w las. Glola siedziała na drzewie przyglądając mi się.
- hmm? hej.
- hej.
Tym razem rozmawiałyśmy o mniej formalnych sprawach, zdążyłyśmy przełamać już dzielącą nas barierę. Nagle zaświtał mi w głowie pewien pomysł.
-Przyprowadzę Nayshę!
Na te słowa oczy Gloli zabłysły z radości. Wróciłam do obozowiska, nie było jeszcze całkiem ciemno, więc bez trudu znalazłam Nayshę. Była razem z Szerą.
- Masz coś na nosie Nay! - powiedziała krztusząc się ze śmiechu gepardzica.
- Aaa ! Gdzie?! Szera! - wołała Nay wymachując łapami i próbując strzepnąć z nosa niewidzialnego wroga xD
-Ekhmmm?
Popatrzyły na mnie zdezorientowane, wyrwałam je z ich głupawki, no cóż, zemszczą się. Nay będzie się musiała zemścić innym razem? [xD]
- Chodź! - chwyciłam Nay za łapę i odciągnęłam na bok.
- Haha. Nie uwierzysz z kim zaraz będziesz gadać!
- Z Glolą? - spytała z chytrą minką.
Szczęka mi opadła.
- A ty skąd wiedziałaś?
- Tak się domyśliłam. - odpowiedziała cała uchachana xD
- A ja chciałam zrobić niespodziankę.
- No dobra, chodźmy!

21 sierpnia 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XXI [Natessa]

Wizyta u Wandessy

Autor: Natessa

-Tutaj to wy jesteście duchami - Odpowiedziałam.
Wszyscy się trzęśli nie przyzwyczajeni do tych temperatur.
-Musimy iść. Za mną.- Ruszyłam po woli w stronę mgły.
-A..Ale Natessa... musimy tędy?- Zapytała Goldi ze strachem w oczach.-Bo... bo ja bardzo nie ... nie lubie mgieł...- Powiedziała szybko. - Nie ma drogi na około??-
-Nie zdążymy- Odpowiedziałam cicho.
Goldi zagryzała wargę, nie miała zamiaru iść w tamtą stronę.
-Dasz radę- uśmiechnęła się przed nią Szera
-Z nami dasz- Naysha klepnęła ją w ramie, reszta oprócz Lady która nie słuchała rozmowy pokiwała głowami.
-Ja Cię obrooonie!!- Krzyknęła Skaza wymachując piąstką w powietrzu. Goldi wstała, i zaczęła powoli iść obok mnie.
Uśmiechnęłam się w duchu, może jednak bardzo dobrze wybrała.
Wokół nas poruszały się dziwne stworzenia, niektóre miały po kilka rąk, łap lub szczypców, inne wiele oczu, a jeszcze inne były poprostu kłębkami życia.
Czerpały strach wybrańców, który wyraźnie od nich bił.
Czułam że w ich głowach układają się najdziwniejsze pytania, jednak już na początku prosiłam ich o zachowanie ciszy, ponieważ demony mogłyby zachować się agresywnie.
-Uważajcie komu ufacie- Rzekłam odwracając się w ich stronę.- Od początku jej nie wierzyłam. Podała się za moją siostrę (nie w RL), pokłóciłyśmy się na chacie, kazała mi pilnować swojego nosa. Więc zaczęłam się interesować Waszą misją, a skutki moich poszukiwań były skuteczne. Magika, chciała Was zabić.- Wybrańcy byliy wyraźnie zdziwieni, nie chcieli wierzyć w moje słowa.- dziś na kolacji Naysha miała dostać swoją własną jaskinie, jako że była najważniejsza. Mieli przynieść na ucztę wielkiego barana, zatrutego barana. Nie ważne która z Was by go zjadła, i która by padła, nie mogłybyście kontynuować misji bez którejkolwiek z Was. Zabicie gryfów pomogło jej pozbyć się odwiecznych wrogów, a nie uratować Wandessę.- Zacisnęłam zęby. musiałam im to powiedzieć, ale wiedziałam że Magika, ta podstępna klacz umiała rzucać uroki. Byłam pewna że teraz wszyscy zaczną jej bronić, sprzeciwiać mi się. Byłam nawet gotowa na walkę.
Ale to się nie stało. Widać tak ufała w ich łatwowierność, że nawet ich nie czarowała.
Szliśmy przez las pośród dziwnych stworzeń przez około dwie godziny, mijaliśmy różne jamy w których mieszkały duchy, aż na horyzoncie pojawił się wielki szary budynek.
-Oto i więzienie, kiedyś było tu pełno najsilniejszych panów żywiołów, to miejsce jest chronione tyloma zaklęciami- potrząsnęłam łbem- To największe, najsilniejsze i najlepiej chronione więzienie na całym... no.. na całym wszechświecie. Kiedyś konie wilki tygrysy i inne zwierzęta były tu przetrzymywane za niedotrzymane obietnice, za przegrane wojny... za wiele rzeczy za które idzie się do normalnego więzienia, jednak to było dla najsilniejszych z najsilniejszych. Przez wiele lat najpotężniejsi władcy nie mogli stąd uciec ani nikogo zranić.
Do póki nie przyjechała ona. Udało się wstawić ją do miejsca gdzie miała stać, ale tego dnia zmarli wszyscy więźniowie, wszyscy ochroniarze i cały personel budynku.
Nikt więcej do niego nie wszedł. Reszty dowiecie się później. Nie chciałam Was tu przyprowadzać, jednak nie miałam wyboru. Ona bardzo cierpi. Nie chciała by ktokolwiek widział ją w tym stanie.- Wiedziałam że wszyscy wybrańcy domyślali się o kogo chodzi.
Przekroczyliśmy drzwi budynku.
Szera zgodziła się zostać ze Skazą, a my byliśmy już w środku. Było ciemno, ale oczy powoli przyzwyczajały się do zmroku.
Z prawej biegła prosta wygładzona ściana, a z lewej było coś wyglądającego jak boksy.
Z bocznych ścianek boksów poruszały się wiązki podobne do piorunów, za pewne był to prąd. Co jakiś czas w boksie można było znaleść zwierze w zaawansowanym stopniu rozkładu. Po ścianach ciekła jakaś czarna maź, miejscami zamieniająca się w krew.
Z jednego boksu promieniował prąd, oświetlając tamten kawałek korytarza.
Dochodziliśmy do niego po woli, i widać było teraz sylwetkę konia.
Była to wielka wychudzona kara klacz dysząca ciężko. łeb miała pochylony, a grzywa zasłaniała jej oczy.
Była bardzo przygnębiająca, a widząc ją czuło się dziwne pulsowanie w głowie.
Sierść była spłowiała, a nogi wyglądały jak patyki.
Odeszłam nie zauważona na bezpieczną odległość.
-Wandessa?- Nieśmiało zapytała Naysha.
Klacz podniosła głowę, promienie przeszły przez niej ciało na co skuliła się nieco.
Grzywa odsłoniła oczy, wyglądające jak wgłębienia w czaszce.
- Nie patrzeć jej w oczy-Krzyknęłam. Jednak Naysha wypowiadając jej imię sama się wkopała.
Patrzyły sobie w oczy. Wyglądało to tak jakby Wandessa zaglądała do wnętrza wilczycy.
Naysha nagle rzuciła się w bok czując rozpierający ból w okolicy serca.
-Czego chcesz- szepnęła klacz- zaciskając zęby.
Fioletowa wilczyca zaczęła wić się z bólu.
Nagle Kara klacz spuściła z niej wzrok i spojrzała na kłąb Shesay.
-Aspeney?- Wydukała a jej oczy zrobiły się trochę bardziej przejrzyste.
Zwierzęta nieco przerażone tym co zaszło bały się powiedzieć choćby słowo do Pani Śmierci.
Musiałam szybko reagować bo wiedziałam że wzrok tylu istot szybko przestanie jej się podobać.
-Przyszli tu by Cię uratować- Wyszłam z mroku -Pozwól im-
Spojrzała mi w oczy i zaczęła czytać w myślach, przeszukiwała każdy zakątek mojej duszy, jednak nie czułam bólu, byłam w końcu martwym demonem.
-Persewetenikchoritositomorolawijanora - Powiedziała szybko stałym tonem.- No chodź tu... Czekam.-
Nagle z mroku wyłoniła się niebieska klacz, uśmiechnęła się wrednie.
-Natessa? Jak mogłaś! przecież...- Wandessa spojrzała na nią na co Magika zacisnęła zęby z bólu - Zostaw mnie!- syknęła.
-Proszę, daj mi z nią porozmawiać- Powiedziałam do wyraźnie wycieńczonej pani śmierci.
-Nie wiesz że na demony uroki nie działają?- odwróciłam się do niej przodem. Wybrańcy patrzyli na Nas dziwnym wzrokiem.
-No, dalej zaatakuj mnie- Magika wciąż patrzyła na Wandessę -trochę trudno używać mocy gdy przez ciało przechodzi 500 V podczas kilku sekund prawda?- Rzekła słodkim złośliwym tonem.- Nie zabijesz mnie, nie dasz rady- Znów się uśmiechnęła.
- Ale ja dam- Krzyknęłam i rzuciłam się na nią.
Zaczęłyśmy się szarpać. Zaczarowała mnie i wyrzuciła na zewnątrz o drzewo, a sama wybiegła śmiejąc się.
Wybrańcy zostali sami.
-To Wy... Naprawdę przyszliście uwolnić mnie... Dlaczego? mogliście zginąć...-po tych słowach Wandessy zapadła cisza.
-Jak możemy Cię uwolnić?- Aldieb przerwała ciszę.
Spojrzała po nich. W jej wzroku było coś niepokojącego.
-Nie dacie rady... Myślicie że przyjdziecie tu, znajdziecie mnie i uwolnicie? To nie jest takie proste. Żebym odzyskała wolność musicie dopełnić misję. Jeśli naprawdę chcecie to zrobić nie słuchajcie żadnych wiedźm, ani dobrych duszków. Nikt Wam nie pomoże, tak jak Wy sami.- wzięła głęboki wdech. Co kilka sekund jej ciałem wstrząsały dreszcze-prąd, który zabiłby każdego kto tylko tkną by klacz bądź ścianę boksu. Już prawie wszyscy mieli ochotę z tond wyjść, zwłaszcza że w dalszej części korytarza coraz częściej dało się usłyszeć wycie bądź płacz.- Pamiętacie co Was zwiodło? Smoki... Musicie zabić tego do którego drogę znać będzie tylko małe szczenie urodzone w lesie, nie kochane aż do momentu gdy znalazł je potwór, zwierze które zawsze było twarde i nie czułe, i ten szczeniak jako pierwszy wywołał jego uczucia... Dzięki małemu stworzeniu potwór zamienił się w wilczycę, której przyszłość mieni się barwami słońca. I choć ta opiekunka jeszcze nie wie o tym że jej życie zmieni się lada moment, tak właśnie będzie, tylko nie może go opuszczać. Jednak matka tego zwierzęcia musi polec. - Kolejny wdech- Musicie zabić Wielkiego Czarnego smoka. Widzi i słyszy wszystko, jest szybki jak strzała, zwinny jak jaszczurka i wielki jak bóg. Nie będzie łatwo. Ja będę w myślach Aldieb.- Klacz znów wzdrygnęła się tylko mocniej- A teraz idźcie już... Szybko.-
Posłuchali jej bez ociągnięć, bo choć wszyscy chcieli jej jeszcze o coś zapytać wiedzieli że ona nie kazałaby im tak szybko odchodzić bez powodu.
Gdy tylko wyszli z ociekającego krwią budynku Rose trzęsąc się przytuliła się do Lady Killer na co Goldi spojrzała ze smutkiem. Ale wiedziała że tak ma być, zwłaszcza po tym co usłyszała od Wandessy... A ona się nie myli... Skaza drżącą łapką pokazała trupa wielkiego konia. Wybrańcy podbiegli do niego, zobaczyli Natessę w której oczach widać było dumę. Dumę z tego że doprowadziła ich tu, i że dzięki niej misja się powiedzie.
-Ta... Ta Magika cały czas ją czarowała... nawet nie dała jej szans... kłóciły się, aż wreszcie Per... percośtam sprawiła że Natessa uniosła się i zaczęła się topić... w powietrzu... wreszcie opadła na dno, znaczy ziemię, a Magika uciekła... To było... straszne - Wilczątko powstrzymywało płacz wtulając się w wychudzone ciało Lady.
...

Mam nadzieję że ktoś zmyślnie skończy to opowiadanie, wybaczcie że musieliście tyle czasu czekać, jednak mam nadzieje że treść historii wynagrodzi Wam to.
Cierpliwość wnosi w twoje życie pewną beztroskę i zgodę na to, co niesie los. Bez niej nie ma wewnętrznego spokoju.
Dołączyłam tu nie wiedząc o Wandessie i takich tam...
Szczerze ? nie przeczytałam nawet regulaminu. Spodobał mi się nagłówek i atmosfera.
Natessa... czy to imię nie jest podobne do Wandessa? jest, nie ma to jak dwa "S".
Wcześniej pisałam książki, i opowiadania, jednak zawsze na papierze, i znów szczerze powiem, że pisanie na klawiaturce sprawia mi nie małe kłopoty, ponieważ tak na pamięć wiem tylko gdzie są A, M i L, a reszty muszę długo szukać...
Ale no cóż, dla dobra opowieści umarłam, no ale cóż, może jeszcze tu wrócę, ale nie prędko ponieważ po jutrze znów wyjeżdżam na kolonie do końca wakacji, a potem harówka. Jednak postaram się.
Byliście i jesteście wspaniali.
pamiętajcie że kto kontroluje przeszłość, ten ma władzę nad przyszłością.

Natessa

PS. Wandessa rozpoznała tylko Shesay ponieważ ta jako Aspeney była już po drugiej stronie, a pani śmierci znajdowała się między światami, jednak dużo lepiej widziała stronę śmierci, jako że była z nią powiązana duchowo. Jeśli chcecie wiedzieć na ten temat więcej poczytajcie gdzieś o takich sprawach typu Czakry bądź Wampiry energetyczne. Otóż Wandessa widziała Shesay jako Aspeney po tamtej stronie.

18 sierpnia 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XX [Gold Fire]

Kraj Duchów

Autor: Gold Fire

Trzeciego dnia otworzyłam oczy.
Głowa mi pękała, czułam się ciałem bez duszy.
Wszystko było szare.
Byliśmy w jaskini, szerokiej, z wąskim wyjściem.widziałam wybrańców siedzących wokół pulsującej energii- ogniska, jedynie Lady Killer leżała.
Rozmawiali, ale słyszałam tylko stłumione samogłoski.
Spróbowałam wstać, jednak nie mogłam podnieść nawet głowy.
Czułam, że jeśli szybko czegoś nie zrobię już nigdy nie wstanę.
Nie myśląc o niczym zaczęłam czołgać się w stronę ognia.
Gdy byłam już między nimi zapanowała wrzawa, która jeszcze bardziej podrażniła moje nerwy.
Wszyscy oprócz Lady Killer wstali i przemieszczali się w moją stronę, ale ja widziałam tylko ogień.
Gdy wyciągnęłam łapę w stronę ognia, i gdy zetknęła się z nim moja skóra, cała stanęłam w płomieniach.Poczułam się silna na tyle by wstać.
Usiadłam i rozejrzałam się wokół.
Gdy Naysha próbowała mnie dotknąć, rozżarzone ciało ją poparzyło.Skaza przytuliła się do mnie, jej płomienie nie dotykały.
Uśmiechnęłam się.
I wtedy zobaczyłam Natessę.
Stała za dziewczynami, one jej nie widziały.
-Pamiętaj, teraz Twoja kolej - Nie zrozumiałam tego.
---
Żyliśmy tam jak w raju przez tydzień.
Zwierzyna wręcz sama się dawała upolować, a konie miały ogromne pastwiska.
---
Siódmego dnia, wstałam rano.
Shesay stała przy wejściu do jaskini.
Po kolei wszyscy wstawali przeciągając się leniwie.
Gdy byłam już przytomna wyjrzałam na zewnątrz.
-Przecież jest jeszcze noc. - Rzekłam widząc ciemne niebo.
Coś było nie tak...
Po chwili rozejrzałam się wokół.
Drzewa były smutne, pochylone, między nimi przechadzały się dziwne postacie.
Nigdzie nie było widać centaurów, ani ich jaskiń.
Dalej niż pierwsze drzewa widać było tylko białą mgłę.
Inni wybrańcy też siedzieli już przy wyjściu z jaskini i wgapali się w dziwny teren.
- Jest pierwsza po południu - powiedziała Shesay, ona nigdy się nie myliła mówiąc takim tonem, więc nikt się nie sprzeciwiał.
Wyszliśmy z jaskini.
-Mrrrrrrr... Mrrrrrrr.- Mruknęła Szera (xDD)
-Trzymajmy się razem-Mruknęła Naysha.
Nagle z Mgły wyszła Natessa.
-Mamo! To są duchy! -krzyknęła do mnie Skaza.
I miała rację, co dopiero teraz zauważyła reszta załogi.
Wokół Nas kręciły się różniej wielkości stworzenia, pół przeźroczyste.
-Tutaj to Wy jesteście duchami.- powiedziała Natessa wydychając parę ustami.
Zaczęłam się trząść, temperatura sięgała poniżej zera....

CD chciała napisać Natka ^^

10 sierpnia 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XIX [Szera]

Wyprawa

Autor: Szera

Nic nie wiedziałam. Ogarniała mnie ciemność i to samo uczucie niemocy... Moje mięśnie były mi w ogóle nie posłuszne. Nagle przez ciemność przedarło się do mnie niebieski światło. Poczułam jak znowu przejmuję kontrolę nad mięśniami. Otworzyłam oczy. na początku nie wiele widziałam. Wszystko było rozmazane. Powoli jednak obraz zaczął nabierać ostrości. Uniosłam się delikatnie jednak nadal leżąc. Obok siebie ujrzałam Aldieb. Leżała jeszcze w bezruchu. Niedaleko nas u boku powoli budzącej się Nayshy leżała zwinięta w kłębek Rose. patrzyłam chwilę na nią. Wyglądała tak niewinnie... Za sobą usłyszałam szelest. Odwróciłam się szybko. To Shesay wstała już powoli. W naszym kierunku już powoli szła Eleuzis. Wstałam powoli i przeciągnęłam się czując lekkie szarpanie zaczynające się od łopatki, a kończące aż na brzuchu. Stanęłam i spojrzałam na szramę biegnąca w tamtym miejscu. mruknęłam tylko i podeszłam do Aldieb. Szturchnęłam ją delikatnie.
-Wstawaj. - Mruknęłam ponownie ją szturchając.
Otworzyła oczy lekko zdziwiona po czym wstała i otrzepała się.
-Gdzie jesteśmy?? - Mruknęła rozglądając się.
Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi więc zrobiłam to samo. Znajdowaliśmy się w jaskini. Wszędzie odbijało się to samo niebieskie światło. Wsłuchiwałam się w to co mówi reszta, ale powoli głosy przestawały do mnie docierać. nagle jakieś przebłyski wspomnień ukazały się w mojej głowie.
-To miejsce... - Mruknęłam. - Chyba już tu kiedyś byłam...
Stałam tak nieruchomo patrząc na obrazy przemykające mi przed oczami. Były to tylko skrawki, które pamięć zachowała. było ich nie wiele i nie wiele można było odczytać. Nagle spostrzegłam, że wszyscy się na mnie patrzą.
-Byłaś tutaj?? - Spytała lekko zdziwiona Nay. - Wiesz gdzie jesteśmy??
-Niewiele z tego pamiętam. - Mruknęłam. - To musiało być dawno. Nay skinęła głową.
-Ale przynajmniej wiemy gdzie iść. - Wskazała na jedyny prowadzący tunel. - Musimy się znajdować na jego krańcu. - Wskazała na ścianę za nami. - Musimy iść w zwartej grupie. ja idę na czele. Szera i Aldieb po bokach. Shesay na końcu razem z Eleuzis. - Wszystkie skinęłyśmy głową. Naysha wzięła Skazę na grzbiet. mała chwyciła się jej futra na karku. - A więc ruszajmy. Bądźcie czujne. - Mruknęła i ruszyła biegiem przez tunel.
Biegłyśmy już od jakiegoś czasu. Nikt nas nie próbował zaatakować. Nagle tunel rozdzielał się tworząc dwie drogi. Stanęłyśmy patrząc na obie drogi. Nagle zobaczyłam jakieś wspomnienie.
-Drugi tunel. - Powiedziałam osłupiała. Naysha spojrzała na mnie lekko zdziwiona. - To tylko moje przypuszczenia. - Odparłam na jej nieme pytanie.
-Nie powinniśmy się rozdzielać... - Mruknęła. - Ale musimy sprawdzić oba tunele. - Zamyśliła się na chwilę. - Aldieb i Szera ruszycie drugim tunelem. Reszta za mną. - Skinęłyśmy głowami i ruszyłyśmy natychmiast...
Wyglądało jakby tunel nie miał końca. Ciągnął się i ciągnął.
-Ciekawe jak idzie reszcie. - Usłyszałam głos Aldieb. Spojrzałam na towarzyszkę.
-Za pewne mają szczęście i już zdążyły z kimś stoczyć bojkę... - Uśmiechnęłam się. - Albo znalazły wyjście. - Spojrzałam na jej łapę. lekko utykała jeszcze, ale starała się tego nie pokazywać. - Kość się dobrze zrosła?? - pokiwała delikatnie głową.
-Nie do końca... - Uśmiechnęła się spoglądając na mnie. - Ale to pikuś. - Uśmiechnęłam się.
Przed nami pojawiały się coraz jaśniejsze smugi światła. Przyspieszyłyśmy trochę czując dopływ świeżego powietrza.
-Chyba jesteśmy blisko. - Skinęłam lekko łbem w odpowiedzi.
Nareszcie dobiegłyśmy... Zwolniłyśmy i zakradłyśmy się do wylotu tunelu. W dole grupa centaurów stała z włóczniami. W cieniu leżały dwie wilczyce. Aldieb warknęła cicho. Usłyszałam cichy świst. Wiatr uderzył w ścianę komnaty rozpraszając centaury. Skinęłam do niej głową uśmiechając się i obie skoczyłyśmy cicho zbiegając po ścianie. centaury patrzyły w drugą stronę na lekko uszkodzoną ścianę. Znalazłyśmy się na dole.
-Nie podejdziemy niezauważone. Trzeba będzie zaatakować. - Spojrzałam na towarzyszkę obmyślającą plan i skinęłam głową.
-Chyba, że uderzysz jeszcze raz w tamtą ścianę. - Wskazałam jej ścianę na przeciwko.
-Warto spróbować. - Spojrzała w tamtym kierunku. Po chwili rozległo się uderzenia. Centaury podbiegły w tamtą stronę.
-Ruszamy... - Mruknęłam i pobiegłyśmy cicho w stronę Lady i Goldi.
Kiedy byłyśmy w połowie drogi spojrzałam w stronę przeciwników. Ujrzałam nadlatująca włócznię, przed którą nie zdążyłam uciec.
-Cholera... - Warknęłam cicho starając się wycelować jak najlepiej miejsce uderzenia. nagle włócznia pękła i wyleciała na środek jaskini. Spojrzałam na towarzyszkę. Uśmiechała się.
-Dzięki. - Mruknęłam i jak na sygnał ruszyłyśmy na centaury. Zaatakowałam pierwszego. Doskoczyłam mu do tylnych nóg. Uniknęłam kopniaka i wskoczyłam mu na grzbiet drapiąc zbroje na plecach. nagle spojrzałam jak jeden z centaurów atakuje Aldieb od tyłu. Z posadzki uniosła się woda chwytając nogi zaskoczonego przeciwnika i powalając go. Uśmiechnęłam się, ale nagle poczułam przeszywający ból szramy. Syknęłam i upadłam na ziemię zlatując z grzbietu przeciwnika. Nic nie widziałam. Wszędzie ogarniała mnie ciemność. W końcu odzyskałam wzrok i ujrzałam spadające na mnie kopyta. W ostatniej chwili obróciłam się wstając i odskakując. Znalazłam się obok Aldieb.
-Ciągle ich przybywa. - Mruknęła i warknęła cicho. Znalazłyśmy się w kręgu przeciwników. Wszystkie uniosły włócznię gotowe do rzutu.
-Jedna na pewno nie spudłuje. - Mruknęłam i zaśmiałam się cicho.
-Nawet taka sytuacja cię śmieszy. - Mruknęła lekko kiwając głową, ale mimo to się uśmiechając.
-Nic na to nie poradzę. - Przeciwnicy wzięli zamach... - A więc to koniec... - Napięte mięśnie powoli puszczały włócznie w naszą stronę... Nagle po jaskinie rozległ się cichy gwizd, a wszystkie włócznie odbiły się tuż przed nami. - To twoja sprawka??
Aldieb pokiwała przecząco głową. nagle centaury rozstąpiły się. Między nimi szedł stary centaur ze swoją strażą.
-Witam was w moich skromnych progach. - Zabrał głos. - Przepraszam was za zachowanie moich drogi kompanów. - Spojrzał na nich srogo. - Jesteśmy wam wdzięczni za wybawienie nas spod władzy Derlisa. - Ukłonił się delikatnie.
-Przybyłyśmy tu po nasze przyjaciółki, które pojmaliście. - Odparła Aldieb.
-Mają opatrzone rany. - Wskazał na leżące wilczyce. - Przepraszamy was za tamto, ale nie mieliśmy wyboru. Skinęłam głową.
-A więc wybaczcie, ale musimy się z nimi zobaczyć. - Wskazał na nie ręką na znak zgody. Ruszyłyśmy w ich kierunku. Miały zabandażowane łapy i rany posmarowane jakimś lekarstwem.
-Weźmiesz Goldi?? - Spojrzałam na moją towarzyszkę, która zrozumiała od razu i uniosła nieprzytomną wilczycę prowadząc ją obok siebie.
Nagle poczułam jak Lady się porusza. Spojrzała na mnie u spróbowała wstać. Powstrzymałam ją. Wilczyca nie chętnie ponownie się położyła.
-Nie martw się. - Mruknęłam. - Jeszcze naganiasz się w walce. - Uśmiechnęłam się. Spojrzałam na jej tylną łapę. Najprawdopodobniej pękła tam kość. - Jak dobrze, że w jaskiniach jest wilgotno... - Mruknęłam tworząc bańkę z wody. Uniosłam w niej wilczycę usztywniając jej łapę.
-Bakara... - Mruknęła cicho. Jej demona nie było. Coś było nie tak.... Spojrzałam na Aldieb. Ona tez była zdziwiona i lekko niepewna. Ruszyłyśmy z powrotem unosząc obie towarzyszki obok.
Już miałam się zapytać o demony kiedy rozległ się huk, a ściana znajdująca się na przeciwko pękła. Eleuzis stałą uśmiechając się. To pewnie była jej sprawka. grupa razem z Nayshą na czele weszła do komnaty warcząc cicho. Po posadzce przemknęły dwa cienie natychmiast znajdując się przy Aldieb i Goldi. Spojrzałam na ledwo widoczny cię, którym za pewne był Bakara po czym spojrzałam na resztę grupy. Szykowały się do ataku. Naysha skoczyła na pierwszego centaura zamieniając się w orła. Kiedy znalazła się na grzbiecie przeciwnika pojawiła się jako kot. Zeskoczyła z jego grzbietu i skoczyła do ponownego ataku. Znowu rozszedł się ten sam gwizd co wcześniej i Nay zawisła w powietrzu.
-Pozwól, że ci wyjaśnię obecną sytuację. - Wyjaśnił jej to samo co nam i postawił ją na ziemi. Razem z Aldieb podeszłyśmy do grupy.
-Pozwólcie nam się naradzić. - Odparła Naysha. Skinął głową na znak, że się zgadza. Odwróciłyśmy się do siebie.
-Gdzie byłyście?? - Zapytałam patrząc na niektóre nowe rany.
-Wyjaśnię wam to później, ale teraz musimy się zastanowić co zrobić z centaurami... Nie wiem czy można im zaufać... - Zapadła głucha cisza.
-Opatrzyli rany Lady i Goldi. Uważam, że mówią prawdę. - Spojrzałam na reakcję reszty, ale żadnej nie było. Nagle ktoś odchrząkną. Spojrzałyśmy w tamtym kierunku.
-Zapomniałem coś dodać... - Mruknął centaur. - Była u nas Magika. Mamy dla was kolejne zadanie. Będziemy was eskortować.
Wszystkie spojrzałyśmy po sobie. Teraz było pewne, że są po naszej stronie... Stałam obok Aldieb i Goldi, która unosiła się obok niej po czym na Lady, która unosiła się obok mnie. Skaza siedziała rozdarta pomiędzy nimi dwoma raz biegając do jednej raz do drugie.
-Ile jeszcze wytrzymamy... - Mruknęłam.
-A gdzie twój entuzjazm? - Aldieb roześmiała się.
Uśmiechnęłam się. Miała rację. Nie warto myśleć o tym co będzie później. Ważne jest to co jest teraz... Spojrzałam na Starego Centaura. Mamy kolejną misję do wypełniania... I to się liczy...

_________________________________________________

Wybaczcie za błędy, albo inne pomyłki xD
No i za to, że mało pomysłowe ^^"

22 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XVIII [Aldieb]

Wywar

Autor: Aldieb

Właśnie wgryzałam się w nogę jednego z centaurów, gdy usłyszałam krzyk Nayshy "UCIEKAJMY! ZA MNĄ! JUUŻ". nie wiedziałam, gdzie jest reszta, ale nie było czasu sie za nimi rozglądać, puściłam stwora. Zręcznie uniknęłam ciosu centaura i czmychnęłam w bok, jednak wypatrując Nayshy nie zauważyłam celującej we mnie włócznią kreatury. Ledwo zdążyłam się uchylić, włócznia zahaczyła o mój grzbiet, a ja pod wpływem uderzenia poleciałam w bok i o dziwo wylądowałam na czymś miękkim. Nad sobą usłyszałam znajomy głos.
- Wstawaj! wiejemy stąd! - posłusznie zrobiłam to co kazała Szera, starając nie zwracać uwagi na wszechogarniający mnie ból pobiegłam za nią, po drodze odganiając się od centaurów, które postanowiły nas gonić. Wbiegłyśmy już na pagórek. Nay wodziła dookoła nerwowym wzrokiem i poganiając resztę, by już ruszała dalej. Przez deszcz była słaba widoczność, jednak w oddali dostrzegłam sylwetkę Eleuzis, ciągnącą jakieś wielkie cielsko. Nie było mi dane dojść cóż to może być, gdyż usłyszałam ponaglający głos Nayshy:
- Pośpieszcie sie! Lepiej nie ryzykować, mogą zacząć nas gonić!
Po minucie wszyscy już się czym prędzej oddalali. Po mojej prawej biegła Szera, przed sobą widziałam ogon Shesay. Nagle między nami pojawiła się Nay.
- Nigdzie nie widzę Goldi i Lady.. nie wiem, może.. może poszły inną drogą.. ale nie widziałam ich nigdzie.. wydaje mi sie że... to nie możliwe żeby zostały... w jaskini sprawdzałam.. nie ma nikogo... - poinformowała nas Nay, urywając co chwila, by zaczerpnąć potężne chaułsty powietrza, była zmęczona jak my wszyscy, jednak nie dawała tego po sobie znać.
- Zmienię sie w jakiegoś ptaka i polecę sprawdzić jeszcze raz.
- Nay! - krzyknęłam za nią, jednak już się przemieniła i poleciała w stronę miejsca walki. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na Szerę, miała pełno szram na całym ciele, a za nią ciągnął się trop z krwi... zmarszczyłam brwi i spojrzałam za siebie.. hmm... za mną też.. skąd to sie mogło...? a dobra, sprawdzimy wszystko na miejscu...

***
Po jakiejś pół godzinie byliśmy już na terenach HOTD, wybrańcy zebrali się we wspólnej jaskini, tak było po prostu łatwiej. Każdy otrzymał jakąś ranę, ech.. choćby tylko jedną! Całe szczęście że Nay kazała Shesay być na uboczu w trakcie walki, bo inaczej nie miałby kto nas leczyć. Reszta stada pomagała jak mogła. Mimo naszego stanu nie przestawaliśmy dyskutować. Sytuacja była naprawdę poważna. Zdążyliśmy się już przeliczyć, brakowało Goldi i Lady Killer. Rose tuliła się u boku Szery... Nay zdążyła już wrócić, niestety po Gold Fire i Lady nie zostało ani śladu, zresztą po centaurach też... to wszystko było naprawdę dziwne, jak tej wielkości stworzenia zdążyły się wynieść w tak krótkim czasie? no, przynajmniej to wyjaśnia dlaczego nie było żadnych problemów przy powrotnej drodze...
Przesunęłam się odrobinę na drugi bok i mimowolnie jęknęłam. Łapa bolała mnie niemiłosiernie, całe szczęście że mamy Shesay, wraz ze swoimi zdolnościami, udało jej sie poskładać mi kość, która niestety trochę ucierpiała... zastanawiałam sie nawet przez chwile jak to możliwe, że nie czułam tego piekielnego bólu przez tak długi czas.. hmm.. pewnie mi cuś nerwy popsuło.
Dałam se spokój z tym tematem i wróciłam z powrotem do ciemnej jaskini i żywych rozmów, zbliżaliśmy się do najważniejszego tematu...
- Mamy ogon Derlisa, krew jednego z jego obrońców załatwić nie było problemu - mówiąc to Nay uśmiechnęła się kwaśno - pozostaje nam tylko zrobić wywar i przenieść się na miejsce walki. - spojrzała bo twarzach wybrańców - każdy dobrze wie, że dziewczyn nie ma co szukać, byłoby to tylko stratą czasu. Po centaurach nie ma nawet cienia śladu. Widziałam na własne oczy, zupełnie jakby wyparowali! - Nay opanowała się momentalnie, po ostatnich wydarzeniach łatwo się rozemocjonowywała, zresztą nie tylko ona miała problemy, wszyscy byliśmy nerwowi - proponuję żebyśmy odczekali kilka dni, musimy nabrać sił trochę się podkurować i dać odpocząć Shesay, ona też jest zmęczona ciągłym leczeniem nas wszystkich, a sama przecież też poniosła straty - spojrzałam na Shesay, Nay miała racje, klacz wyglądała na trochę wychudzoną[ekhm.. jak my wszyscy] miała zmęczony wzrok, całe ciało pokryte szramami, a z boku paskudne uderzenia po kopytach centaura; byłam wtedy niedaleko niej i to widziałam, głupi stwór dostał za swoje. uśmiechnęłam się złośliwie na tą myśl, jednak opanowałam się i z powrotem skupiłam sie na Nayshy - ...sie przeniesiemy w takim stanie nie będziemy mogli walczyć. -oj, chyba trochę straciłam. ostatnio byłam jakoś dziwnie rozkojarzona... 
Głos zawarła Szera
- Czyli postanowione, za dwa dni, zbieramy sie tu wszyscy razem, kuchcimy miksturkę, spożywamy i oby nas przeniosło w miejsce pobytu dziewczyn.
Wszyscy pokiwali głowami. No, prawie wszyscy. Rose, siedziała skulona w kącie, nie reagując na nic. Juz kilka godzin wcześniej odeszła na bok, jednak nie zasypiała, mimo że pewnie padała z nóg, jeszcze bardziej niż my. Ale z drugiej strony straciła właśnie dwie bliskie jej osoby, w dodatku ta walka.. przecież to tylko dziecko... nagle zrobiło mi sie jej żal.. Rose jak na swój wiek w niektórych rzeczach była niezwykle poważna, oczywiście psociła, wygłupiała sie jak każde dziecko ,ale coś w niej było takiego poważnego... podczas gdy wybrańcy rozchodzili się do Rose podeszła Naysha, kulejąc na jedną łapę. Coś do niej powiedziała i uśmiechnęła się. Mała spojrzała na nią niepewnie, ale wdrapała jej się na grzbiet i wczepiła w futro wilczycy. Uśmiechnęłam się, ta to zawsze potrafiła pocieszyć.
Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że zostałam sama w jaskini. Jednak nie zamierzałam sie nigdzie ruszać, łapa bolała mnie jak cholera, miałam lenia i chciałam wreszcie odpocząć od wszystkiego, a na przelecenie do drzewa za brakło mi już siły. Ziewnęłam potężnie i zasnęłam z myślą, że upolować se zdobyć już mogę jutro.. hmm.. raczej dzisiaj popołudniu.. - poprawiłam sie w myślach [popołudniu gdyż wiedziałam że prześpię cały ranek]

***
Obudziły mnie ciepłe promyki słońca i.. chwilaaa... co to mogło być...? aaa.. no tak to Szera! A! Zerwałam sie na równe nogi i od razu padłam na ziemie, pod bólem łapy. Szera stała nade mną uśmiechnięta od ucha do ucha. Ziewnęłam przeciągle, skąd ona ten cały entuzjazm bierze? Robi jakieś zapasy czy co?
- Wstawaj śpiochu! przespałaś cały ranek!
O! a nie mówiłam, że tak będzie? bueehhh.. Szera znowu zaczęła paplać, lepiej wstanę zanim sie naprawdę rozkręci bo będzie kicha.
- No już, już! dajże mi stare kości rozprostować
- Gdzież tam od razu stare co najwyżej trochę nadużyte - wyszczerzyła do mnie idealny komplet śnieżnych kiełków. I kto by pomyślał że jeszcze wczoraj rozrywała nimi centaury?
- Pff.. - obruszyłam się na nią posłusznie wstając i przyglądając sie swojej dręczycielce. Gepardzica miała całą serię szram na łapach, to głównie tam obrywała, jednak to długo linia ciągnąc się od łopatki to brzucha zwracała największą uwagę. no dobra, jeśli ona może z czymś takim spokojnie se łazić, to ja ze swoją łapą też. pomyślałam jednocześnie zdając sobie sprawę z tego że jestem okropnie głoooodnaaaaa...

***
[Dzień stworzenia wywaru; jaskinia]

Siedzieliśmy w kręgu, w środku stał wielki kocioł pełen wrzątku. Shesay jako uzdrowicielka, ona najlepiej znała sie na tego typu sprawach [w sensie że wywary, eliksiry, zioła etc.] Ostrożnie wlała krew centaura. Potem wraz z pomocą Eleuzis wrzuciła do kotła ogon tego.. jak mu tam.. a.. Delirsa[czy jakoś tak o3o]. Coś tam zaczęła bełkotać... nie słuchałam już nie miałam siły, zapadałam w coś w rodzaju pół snu. Zmysły miałam otumanione, jednak jednocześnie wiedziałam gdzie sie znajduje i co robie.. to było dziwne.. ale przynajmniej mogłam wypocząć, a patrzeć na tworzenie wywaru nie miało sensu, bo po kiego? ziewnęłam i wtedy poczułam intensywny zapach. Otworzyłam oczu i stwierdziłam ze wszyscy patrzą sie na mnie z wyrzutem. poczułam wstyd. Nie powinnam se drzemać w takiej chwili... a co tam, przecież nic mnie ważnego nie ominęło. przewróciłam oczami i naśladując Rose wypiłam łyk wywaru.... i poczułam, że tracę przytomność... gdzieś tam jeszcze mi mignął zacierający sie obraz Nayshy, chciałam za nią krzyknąć ale nie starczyło mi sił... poczułam sie jakbym była... no właśnie jakbym nie istniała... a potem wydarzenia potoczyły się tak szybko...

----------------------------
kuniec. sorry że działo sie tak mało ważnych rzeczy, ale ja tak mam, że opisuje szczegóły itp itd xD
i sorry za brak znaków interpunkcyjnych i błędy ortograficzne i w ogóle za wszystko, no ale darujcie jest 2 w nocy o3o nie powinnam tyle siedzieć, szczególnie że jutro wstaje wcześnie i znowu wracam pod namiot, ale czułam się zobowiązana żeby coś napisać.

18 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XVII [Gold Fire]

Centaury II

Autor: Gold Fire

Pobiegliśmy przed centaury, tak jak prosiła Lady.
Te od razu zaczęły nas gonić, i nie trzeba było czytać im w myślach by odgadnąć czego pragnęły.
Nikt nie oglądał się za siebie, jedynie Naysha zamykająca pochód robiła uniki.
Około czternastu wielkich centaurów z czarnymi włóczniami biegło za nami krok w krok.
Skaza mocno trzymała się mojej szyi przyciskając głowę do mojego karku.
Nagle poczułam iż mała zeskoczyła ze mnie.
Odwróciłam się, Rose biegła do nie przytomnej Lady.
Zaraz za nimi, za wielkim kamieniem stał centaur, wyraźnie stary, nie mógł za nami biec, jednak chciał się na coś przydać, celował włócznią w Skazę.
Odwróciłam się, po czym zaczęłam biec w przeciwnym kierunku. Nie zrobiło to na nikim wrażenia, ponieważ też byłam przy końcu, i jedynie Naysha spojrzała na mnie wzrokiem "Nie rób tego!"
Ale to zrobiłam.
-Rose! uważaj!- krzyknęłam sprowadzając na siebie uwagę centaurów.
kilkoro z nich pogalopowało do mnie, i wpędziło mnie w ślepy zaułek
Gdy już miało być za późno mój demon zjawił się obok mnie i rozdarł bok wroga najbliższego nas.
Jego ciało było pokryte ogniem, a w oczach miał iskry i żądze śmierci.
Poszłam w jego ślady, ugryzłam jednego w udo, a ten kopnął mnie w oczy.
Przewróciłam się.
Krew poleciała mi z nosa i z buzi. Była gorzka. Nie byłam przyzwyczajona do takiego bólu. Leżałam na ziemi skulona, widziałam jak wybrańcy idąc w ślady moje i demona przystąpiła do walki. Lady, czy Natessa mówiły o bólu jako o czymś normalnym, jak o zwykłym członku życia, którym były już wręcz znudzone, jednak ja nie mogłam walczyć nawet z prawdopodobnie złamanym nosem. Wiedziałam że przedstawiam bardzo żałosny obraz kogoś kto nie umie się pozbierać.
Zauważyłam jak jeden z centaurów wbija ostrze głęboko w łapę Aldieb, jednak ta się nie poddaje,. walczy dalej, i prawie go zabija. Zaczynał padać deszcz, a raczej walić, tak jak to się zdarza gdy jest oberwanie chmury.
Widząc to zebrałam siły, i pobiegłam w stronę jaskini, gdzie leżał martwy stary centaur zabity przez Bakarę, Lady i Rose.
-Rose pomóż mi!- krzyknęłam wlokąc Lady do jaskini gdzie była bezpieczna od walki.
Czułam się winna, wiedziałam że nie mamy szans z taką przewagą centaurów.
-Mała, zawołaj jakoś Eleuzis, musimy uciekać, i wziąć ze sobą zwłoki Derlisa!- Prychnęłam plując krwią.
Wtedy uświadomiłam sobie co zrobiłam.
Wysłałam Skazę na pole walki?
Wybiegłam z jaskini i łapiąc Rose za kark wrzuciłam ją do środka, sama biegnąc do Eleuzis.
-Musisz wziąć jakoś tego trupa w jaskini, i uciec do stada, jak będziesz w bezpiecznej odległości daj nam znak! Naysha!- krzyknęłam do niej- Znasz się na chorobach, idź i zrób coś z Lady!-
Stanęłam z boku, ponieważ nie byłam zdolna do walki.
Słyszałam w głowie łomotanie, czas płynął tak szybko.
usłyszałam głos Nayshy -UCIEKAJMY! ZA MNĄ! JUUZ!-
Jednak nie byłam zdolna się ruszyć.
Zauważyłam Lady kulejącą do mnie
-Chodź Goldi, dasz radę!- podniosła mnie pyskiem., byłam cała mokra, po niej też ściekał deszcz strugami.
-Lady... Nie dam rady... idź, zaraz będzie za późno...- szepnęłam.
-Goldi! Masz tylko złamany nos! to przecież nic!- Mówiła.
Obydwie wiedziałyśmy że mnie nie zostawi...
Obydwie wiedziałyśmy też, że już jest za późno.
Lady ukryła się w trawie
-idą- szepnęła.
Siedziałyśmy niesłyszalne, jednak po chwili krzyknęłam, ponieważ jeden ze zwierząt nadepnął mi na nogę boleśnie ją łamiąc, a ja jak już mówiłam nie jestem odporna na ból.
-Tu jesteście- powiedział śmierdzącym oddechem.
Gdy wkładali mnie na kark jednego z nich nie opierałam się, widziałam że Lady walczyła z nimi, na co jeden kopnął ją w pysk, straciła przytomność.
Ja też zostałam kopnięta tylko że w tył głowy...

Obudziłam się, w jakiejś mokrej jaskini, zupełnie sama.
Nagle obok mnie pojawiła się Magika.
-Nie bój się, jeśli one mają wypełnić misję, musisz żyć. ich następna misja właśnie na tym polega.
Ty na pewno się nie uwolnisz, twoja czaszka jest pęknięta przez całą długość.
żyjesz tylko dzięki demonowi.
Nie martw się, wszyscy doszli żywi, jednak bardzo pokaleczeni.
acha, i jeśli chcesz wyzdrowieć, nie chodź.
Masz łapę pękniętą w dwóch miejscach.
Nie zabiją Was tu, jedynie... zobaczysz.
Ich następna misja, polega na odnalezieniu, i uwolnieniu Was.
Ty, i Lady, za dużo już zrobiłyście, reszta też ma się wykazać.-
-Magika!- krzyknęłam, lecz jej już nie było.
Byłam tylko ja
W ciemnym, pustym pomieszczeniu, z jednej strony obślizgła jaskinia, z innych kraty.
Czy ona jest po naszej stronie?
Czy po...
Właśnie, kto jest z kim, kto jest dobry a kto jest zły?
Kto nas tu uwięził?
Czemu nas tu trzymają?
I Co mam zobaczyć?
Czułam się jak małe dziecko.
ktoś wyraźnie opatrzył mi rany, czaszka tak bardzo nie bolała.
I czemu nie mogę się skontaktować z moim demonem?
Tylko my miałyśmy demony..
i tylko my już nie mamy z nimi kontaktu...
Czułam że to ma z tym coś wspólnego.

15 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XVI [Lady Killer]

Centaury I

Autor: Lady Killer

-Coś w Tobie pękło. Widzę to.-- Zimne oczy Demona zatopiły się w moim ciele.
- Daj mi w końcu spokój. Nigdy nie możesz przestać? Nawet jeśli to co? Ja też mam uczucia, ja też czasami cierpię!-- To go zaskoczyło. Przystanął nawet, ale już się nie odezwał. Zniknął w moim ciele, podeszliśmy do Magiki. Dogoniła mnie już Aldieb i Szera. Pegaz Siedział w kręgu, a wokół niej była zgromadzona reszta wybrańców. ,,Czekaliśmy na Was...'' Magika spojrzała na mnie. Usiadłyśmy. Ciekawiło mnie, co będzie naszą misją... Na pysku Aldieb zobaczyłam cień uśmiechu.
- Pierwsze zadanie wykonaliście pomyślnie. Teraz czeka na Was Kanion Ciemności, w którym zastaniecie mistyczne stwory. Mieszka tam Centaur imieniem Derlis. Musicie go zabić, i odciąć jego ogon. Potem ugotować w krwi jednego z jego obrońców. Wywaru starczy dla każdego, przeniesie on Was w następne miejsce walki. Ruszajcie na północ, powodzenia!
Podnieśliśmy się. Moje spojrzenie automatycznie padło na Skazę. Także spojrzała na mnie, i uśmiechnęła się. Nic nie rozumiała z przemowy Magiki. Odwróciłam się do Shesay.
- Gotowa?
- Tak. Ruszajmy. --Pobiegliśmy przed siebie, na północ- tak jak wskazała nam Magika. Mimo woli obejrzałam się na Gold Fire. Skaza siedziała wygodnie na jej grzbiecie. Mówiły coś do siebie, cicho chichocąc. Myśli wszystkich uczestników wyprawy kłębił się w moim łbie... Musiałam jakoś to wytrzymać, choć czasami miałam ochotę krzyczeć...

***
- Co to było? -- Cała siódemka stała w bezruchu. Każdy oddech wydawał się być zbyt głośny... ,,Boje się....'' Teraz tylko myśli Skazy wywierały na mnie wrażenie. To było naprawdę imponujące, jak interpretowała to co sie działo. Tak, to był zły pomysł aby ją zabierać.... Bardzo zły...
Znów usłyszeliśmy głosy. Naysha zmieniła się w małego ptaszka, i poleciała w ich stronę. Jak wiele mogła zobaczyć nie zauważona. Gdy stała znów obok nas, rzuciła krótko: Ludzie.
,,Lady będzie w swoim żywiole.'' Gwałtownie odwróciłam łeb w stronę Goldi. Szera i Aldieb spojrzały na siebie znacząco. Wszyscy wyczuli że to jej myśl zwróciła moją uwagę. Wilczyca zmieszała się momentalnie.
-Kto się zajmie zwabieniem ich w jedno miejsce?-- Spytała cicho Shesay.
- Ja.-- Obnażyłam czubku kłów.-- I Bakara...
-Dobrze. Reszta należy do nas.-- Spojrzała na wszystkich.
Demon poszedł przede mną. Okrążyliśmy mały obóz. Bakara wziął w kły gałąź, i złamał ją starając się trzasnąć jak najgłośniej. Ujadanie psów, od razu kilku ludzi z nabitymi strzelbami znalazło się tuż przed nim... Oni go nie widzieli, a kundle nie wyczuwały. Był tylko cieniem... W końcu ludzi było tam około dziesięciu, wszyscy patrzyli z przerażeniem na pozostawione ślady na ziemi, których ilość nadal się powielała. Obeszłam szałasy, dałam znak że to już wszyscy. Po niedługim upływie czasu przeszkoda była zlikwidowana...

***
Mgła unosiła się tuż nad ziemią. Drzewa były martwe, a ich gałęzie chude i porośnięte kolcami. Jedyne co można było znaleźć to szkielety zwierząt łownych. Kiedyś widocznie był tu las.
Weszliśmy do Kanionu Śmierci- to widocznie był on. Na ziemi widniały ślady kopyt dużej ilości zwierząt.
-Jestem zmęczona... --Jęknęła Skaza.
-Jeszcze troszkę, już niedługo.-- Odpowiedziała jej Goldi. Taaa....
-Uwaga, Gryf!-- Ogłosiła Aldieb, jako pierwsza zauważając lecące wprost na nas zwierze. Nie, coś było nie tak...
- Odsunąć się, szybko!-- Krzyknęłam, rzucając się w tył. ,,Co ona robi?!''
Zwierze zaryło ciałem w ziemie, wznosząc chmurę pyłu... Za nim rozciągała się szeroka smuga krwi. Spokojnie spojrzałam na zaszokowaną Szerę, i blado się do niej uśmiechnęłam.
-Leciał za szybko. --Mruknęłam. Poszliśmy dalej, rozglądając się uważnie.
Niedługo potem staliśmy na polanie, obserwując Centaury stojące wokół jednej, dużej jaskini. Tam zapewnie był Derlis...
,,Chyba ktoś nas obserwuje. Czy oni nas nie widzą? Ale fajnie! Jacy oni są śliczni! Głodna, kurde jestem... Jest za cicho, za cicho! Coś tu nie gra...''
-Przestańcie myśleć tak głośno, próbuje się skupić!-- Mruknęłam.
- Nie umiem myśleć cicho.-- Zachichotała Skaza. Goldi uciszyła ją natychmiast, zmieszana moim spojrzeniem.
- Słuchajcie. Odwróćcie uwagę tych strażników, a ja i Bakara zajmiemy się tamtym w jaskini. Kiedy wyjdziemy z ogonem, wracamy jak najszybciej. A kiedy żadne z nas nie wyjdzie, nie zajmujcie się naszymi szczątkami.-- Powiedziałam cicho. Pokiwali głowami, i rozeszli się podchodząc do Centaurów.
- Graj muzyko... -- Spojrzałam na stojącego obok Bakare, rzuciliśmy się bokiem do jaskini omijając wrogie postacie. Skryci w cieniu, czołgaliśmy się w kierunku największego z dwójki tych, co byli w jaskini- Derlisa.-- Ja zajmę się ogonem...
Skok. Odwrócili do nas srogie twarze, zdumione tym co się dzieje. Widzieli tylko mnie, tym bardziej przerażony był ten drugi kiedy padł na grzbiet pod ciężarem Demona.
Ostrze rozcięło mój bok, kiedy rozrywałam szczękami ciało Centaura. Wierzgał kopytami na wszystkie strony, rycząc jakieś niezrozumiałe słowa. Bakara już poradził sobie, i teraz bawił się ze mną. Dla niego była to zabawa... A może jednak nie? Koniec, Derlis zamarł w ruchach agonii.
Demon zrobił coś z jego ogonem, i podpierając mnie wyprowadził z jaskini omijając grupę. Ktoś krzyknął że już jesteśmy... Przed ślepiami zrobiło mi się ciemno, upadłam...

12 lipca 2009

Wybrancy, obrońcy stada, cz. XV [Aldieb]

Pogrzeb.

Autor: Aldieb


Wracaliśmy do stada. Szłam obok Lady, trochę z tyłu. Reszta szła przed nami. Popatrzyłam na Lady, obserwowała Goldi i Rose. "Taa, Rose wreszcie znalazła swoją rodzinę, pewnie będzie szczęśliwa...". Poczułam na sobie wzrok Lady... spojrzałam na nią, a w jej oczach zobaczyłam jakby cień smutku... a może mi się wydawało. Zmarszczyłam czoło. Czy to możliwe że Lady przywiązała się do Rose, no w sumie.. opiekowała się nią dość długo, Lady wbrew pozorom wcale nie jest taka nieczuła, musiała polubić Rose, a teraz wygląda to tak jakby ją straciła... Znowu zerknęłam na wilczycę jednak ona wyglądała na nie poruszoną jak zwykle, zbliżyłam się do niej i szepnęłam tak żeby tylko ona mogła usłyszeć.
- Ważne że mała jest szczęśliwa, po za tym nadal się możesz nią zajmować.
Na te słowa tylko obdarzyła mnie tym jednym ze swoich zimnych spojrzeń i ruszyła dalej, trochę przyspieszając kroku. O mało nie powstrzymałam sie od chichotu. Jednak od razu spoważniałam. Nie ma sie z czego śmiać. Czeka nas dużo pracy.. najpierw pogrzeb Black Hollow, potem od razu musimy wyruszać na kolejną misję.. echh.. mam nadzieję że nam się uda...
Przekroczyliśmy już tereny stada. Nay poprosiła Eleuzis, żeby wykopała grób, Goldi miała wybrać odpowiednie miejsce. A ona razem ze mną i Szerą[bo ta sie uparła żeby z nami iść] poszłyśmy do jaskini gdzie zostało złożone ciało Black Hollow. Zastanawiałam się jak to będzie wyglądało. Nigdy nie byłam jeszcze na pogrzebie, jednak słyszałam kiedyś, że ludzie chowają swoich bliskich w drewnianych skrzyniach. Zastanowiłam się.. my nic takiego nie mieliśmy, jednak moglibyśmy chociaż wrzucić kilka desek na dno... w sumie nie wiem co by to dało, ale chociaż tak symbolicznie...
Stanęliśmy przed jaskinią, Nay już znikała w środku, a ja podeszłam do Szery i przedstawiłam jej swój pomysł, ona kiwnęła głową na zgodę i zaoferowała się, że ona może to załatwić. Posłała mi ciepły uśmiech i pobiegła w stronę lasu.
Weszłam do jaskini, Nay stała nad ciałem, przykrytym płachtą i zastanawiała się jak je przenieść. Stanęłam obok niej.
- Mogę je przenieść z pomocą powietrza, zaoszczędzimy sobie dźwigania.
Nay się zgodziła, ale zauważyła że gepardzica zniknęła...
- A gdzie Szera? - spytała zdziwiona.
- Poszła coś załatwić - mrugnęłam do niej - będzie na nas czekać, przy grobie.
Nay na to tylko skinęła głową, ale mogłabym się założyć że główkowała nad tym co takiego Szera miała zrobić. Uśmiechnęła się pod nosem, cała Nay...
Szłyśmy raźnym krokiem, do miejsca w którym nasza grupa się rozdzieliła i nagle zdałam sobie z czegoś sprawę.
- Nay! Powinnyśmy zawołać resztą stada!
- Spokojnie – uśmiechnęła się – Lady Killer już się tym zajęła.Odetchnęłam z ulgą. Sama nie wiem czemu się tym wszystkim tak przejmowałam….
- Za to ja jestem ciekawa jak znajdziemy miejsce pogrzebu… - odezwała się Nay, w momencie kiedy weszłyśmy na polanę.
Ale na szczęście czekała tam na nas Shesay; dziewczyny o wszystkim pomyślały. Prowadziła nas ścieżką w stronę Posągu Wandessy.. na początku się zdziwiłam, ale po namyśle stwierdziłam, że to rzeczywiście dobre miejsce. Na miejscu byli już wszyscy. Eleuzis świetnie się spisała, dół był idealnej wielkości. Ostrożnie włożyłam ciało do grobu. Zaległa okropna cisza. W końcu po kilku minutach zrobiłam parę kroków do przodu i wygłosiłam mowę pożegnalną w końcu Black była moją przyjaciółką.. Gdy skończyłam, znowu cofnęłam się w tłum, potem każdy po kolei występował i żegnał się z nią. Na koniec Eleuzis zasypała dół ziemią i starannie ułożyła na nim kamienie. A potem ktoś wyniósł z za krzaków nagrobek, na nim były wypisane imię, oraz dzień śmierci zmarłej. Daty narodzin nie znaliśmy… Spojrzałam na całość, uznałam że prezentowała się naprawdę godnie. Niektórzy zaczynali już się rozchodzić małymi grupkami. Kilka osób jeszcze zostało. Siedziałam jeszcze kilkanaście minut przy grobie i rozmyślałam nad wszystkimi sprawami, które się ostatnio wydarzyły. Gdy zaczęło się robić naprawdę ciemno, ruszyłam do swojego drzewa. Położyłam się na gałęzi i momentalnie zasnęłam.

Następnego ranka, nasza grupa wybrańców zebrała się na dużej polania, tam już czekała na nas Magika….

7 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XIV [Gold Fire]

Gryfy

Autor: Gold Fire

Nie było jej przez kilka dni.
Czuła że nie chce opuszczać tego miejsca, ale było to jedynym sposobem.
Po kilku dniach biegu w samotności, miała tego już zupełnie dosyć, ale wiedziała że innego sposobu nie ma.
Wreszcie dobiegła do ciemnej jaskini, gdzie spoczywała wielka klacz, a cztery anioły ją przytulały.
Zadyszana dobiegła do klaczy, a anioły zamieniły się w wampiry.
Nieco przestraszona stanęła dęba i chciała uciekać, lecz Magika wstała, i wydała z siebie dźwięk , który Goldi usłyszała jako cichy pisk, anioły odpisknęły i zniknęły.
-Dlaczego uważasz że muszę dać jej szansę?- Zapytała Magika.
Nieco zdziwiona tym że pegaz odgadł jej prośbę, trochę ją zatkało, więc stała bez ruchu.
-Ja wiem wszystko- Odpowiedziała na jej zadane w głowie pytanie klacz
-E... To znaczy...- Otrząsnęła się trochę- Musisz dać Rose szansę, czuję że ona będzie grała ważną rolę w tej akcji, a przecież brakuje Nam jednej osoby.
-Co proponujesz? Nie jest wystarczająco dojrzała. Nie widzę w Twoich oczach, czy wiesz to...- wielka klacz przełknęła ślinę- Wiesz?- Zapytała.
-Wiem...- Goldi spuściła wzrok
-I chcesz ją narażać?-
-Tak... bez niej nie damy rady...-
-Ehh... Goldi, posłuchaj, jeśli ona weźmie udział w Tej misji, będziesz musiała zapłacić za to wielką cenę...-
-Jestem gotowa-
-Więc dobrze, zastąpi ona Rubina...- Skrzydlata klacz zagryzła wargę- A teraz już idź, bo się spóźnicie-
...
Gdy dobiegłam do stada zauważyła że COŚ się stało.
Dopiero po chwili zauważyłam, że atmosfera jest bardzo smutna, i zauważyłam też wielkiego trupa po środku stada.
Gdy podeszła bliżej zauważyła znamię na policzku klaczy.
-A... Aspeney?-
W oczach stanęły jej łzy.
Odbiegła.
Chciała być sama.
sama spędziła noc, i dzień. Czuła że As jest z nią, czuła że jest obok niej.
-Wiedziałaś że tak będzie... Prawda?-
Zapytała powietrza.
W odpowiedzi liście leżące przed nią zawirowały na wietrze.
Odwróciła głowę kryjąc łzy.
Była pewna że czas leci, że trzeba to zrobić jak najszybciej.

Wbiegła na teren stada, i zwołała wybrańców.
Powiedziała im że Rose idzie z nimi, i że muszą już ruszać.
Gdy chcieli biec, Aldieb stwierdziła że lepiej zrobią lecąc.
-Ale jak my ich znajdziemy?- zapytała nieco zdezorientowana Naysha patrząc jak Rose robi piruety ciesząc się lotem.
-Wyczuje ich myśli- Jak zwykle beznamiętnie rzekła Lady, jednak widać było że dopiero teraz na to wpadła. Zamknęła oczy
-A misja się uda czy nie? czy te gryfy są groźne? a ten tuńczyk był dobry. Kurde, pobrudziło mi się kopyto. Czy na pewno panuje nad tym powietrzem? Jaaaak tu wysooooko. spać mi się chcę.-
po czym otworzyła je wykrzywiając twarz.
-Kurde! Nie wytrzymam! Przestańcie wszyscy myśleć!- Lady złapała się za głowę, dobrze wiedziała że nikt tu oprócz niej nie umie nie myśleć. Postanowiła postarać się, i jednak dać radę wyłapać częstotliwość myśli gryfów. Udało się. Usłyszała myśli gryfów, jednak nie brzmiały one zbyt miło. Gryfy myślały tylko o mięsie. Były bardzo głodne.
Nagle Naysha dostała przekaz.
- Do gryfów podejdą cztery osoby.
Rose, Goldi, Lady i ... Shesay nie żyje, więc ja muszę dostać jej moc, więc ja pójdę.-
Nay dotknęła czoła Aldieb, po czym na oddzielnej chmurce poleciały prosto do gryfów.
-Musicie robić to, co Wam powiem. to jedyna szansa.- oczy Nay były białe, a jej ciało promieniowało na czerwono. dolecieli do pagórka, z którego widać było przełęcz śmierci.
-Zrobimy to tak. Goldi pójdzie jako przynęta. poślę ją. Lady usłyszy gdy gryfy będą myśleć tylko o zjedzeniu GF, wtedy poślemy tam Skazę, a ta będąc blisko gryfa wyrwie mu pióro na odległość.
Ja z Lady przelecimy w tedy na drugą stronę.
Przebiegnijcie w tę stronę,i skoczcie wtedy na naszą chmurę- powiedziała do Goldi i Skazy.
-Ale...- chciała protestować Gold, ale Nay spojrzała tylko w jej stronę białymi oczyma.
Gdy płynęły chmurą w stronę gryfów, obie wiedziały że może to być ich ostatnia chwila
w życiu.
-Heh, to wyrywaj szybko- uśmiechnęła się Gold.
Bez zastanowienia wbiegła na środek kółka gryfów.
Wszystkie zaczęły syczeć, i prychać.
Największy złapał Goldi i podniósł.
Zakrakał głośno i rozdarł klaczy nogę.
krew trysnęła z rany, na co wszystkie zaczęły głośno krakać.
-Ten trzymający Gold! Rose, ten trzymający Gold!- usłyszała Skaza w swojej głowie.
Nie mogła skupić myśli.
Bezmyślnie wbiegła i zaczęła gryźć alphe gryfów w nogę.
Wszystkie zaczęły się śmiać, po czym jeden z nich złapał małą za nogę.
Wtedy Goldi dostała Furii (CBO, chicken, backon, onion. e.. znaczy CBA xD kurde, głodna jestem [to jest BBA <<”] ) Zdawało jej się że jest wielka, ogromna...
Odgryzła trzymającą ją łapę, nagle stało się jej... więcej...
rozszarpała... rozszarpały gryfa trzymającego małą, po czym jeszcze dwa inne, a ostatni spadł w przepaść. Myślała tylko o zabijaniu... o smaku krwi...
gdy wszystkie były martwe jej skronie nadal drgały...
krew ciekła z pyska wraz ze śliną.
-Goldi!- krzyknęła mała- Goldi! ty... jak tylko twoje oczy zmieniły kolor zamieniłaś się... w wilka- nieco przerażony szczeniak przytulił się bez obawy do wilczycy we krwi.
-Przynajmniej nie potrzebujemy już piór. Wszystkie martwe.
Przed Goldi stał wielki wilk, podszedł do niej i włożył jejna szyję talizman.
-Od tej chwili, jestem częścią Ciebie o Pani.
Ja, Tarvain wielki, będę Twoim demonem. udało Ci się, wyzwoliłaś mnie. mogę też pomóc Ci w opiece, i zastąpić ojca Twojej córce.- wskazał na Skaze.
-Tak Rose... jestem twoją matką.-wilczyca przytuliła szczeniaka-No, to pierwsza misja wykonana. Dziękuje Ci Tarvainie.- A Tobie Skazo mogę powiedzieć... tylko że... kiedyś miałam faceta, ale ten zdradził mnie okrutnie... naprawdę go kochałam.... i urodziłam dziecko... byłaś wtedy taka malutka... - pogładziła wilczka po pysku- Niedawno uświadomiłam sobie, że gdy odkładałam Cie w krzakach, przy stadzie wilków, które miały się Tobą zaopiekować, zadrapałaś się o gałąź ostrokrzewu- wskazała na małą rankę pod pachą małej
Naysha z Lady przyleciały na obłoku, zdziwiły się tym co zobaczyły, Wilczyca, wilk i Skaza, na istnym cmentarzu gryfów.
Po wytłumaczeniu sprawy reszty wybrańców, powróciły do stada pogrzebać Aspeney, i poczekać na Magikę w celu dostania następnej misji.


(Autorka pomyliła się, ponieważ to nie Shesay zginęła, lecz Black Hollow)

2 lipca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XIII [Aldieb]

Czas ruszać…

Autor: Aldieb


Dobra.. trza ludzie sie wziąść w garść. |D"


Lista osób idących na misje wraz z ich mocami żeby wszystko było jasne:
Naysha - umiejętność przemiany w inne zwierzęta
Aldieb - powietrze
Lady Killer - umiejętność czytania w myślach
Gold Fire - ogień
Szera - woda
Shesay - dar uzdrawiania
Eleuzis - ziemia

Mam nadzieję, że wszystkie te osoby, się na to zgadzają..
Jest nas 7, ósmej osoby nie ma.. trudno, nie ma czasu żeby jej wybierać.
Persewetenikchoritositomorolawijanora powiedziała, że w najbliższą noc gryfy będą się zbierać w przełani(?) śmierci, mamy je odnaleźć i przynieść pióro jednego z nich. Po wyrwaniu mu pióra, i ugotowaniu go we krwi konia, wszystkie gryfy z tego stada mają umrzeć.

Najlepiej żebyśmy już wyruszyli w ciągu dwóch najbliższych dni. Chociaż powinniśmy tak naprawdę już dzisiaj ... tfu.. raczej kilka dni temu...


Według Miagiki to Naysha ma napisać pierwszą notkę, niech jej będzie. |D"
Ogólnie to ta cała sytuacja mi sie cholernie nie podoba, no ale trudno. W sumie to raczej nic nie stracimy.. chyba... no dobra, mniejsza z tym.

Do Magiki, sorry że Cie tak nazywałam, ale.. dobra, co ja sie tam będę tłumaczyć, sorry za to. Obiecuje, że nie będę już Cie tak nazywać. Przepraszam.

30 czerwca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XII [Aldieb]

Narada…

Autor: Aldieb

Dobra, od dawna miałam napisać tę notkę, tylko że jakoś nie mogłam sie do tego zabrać |D" thx Persewetenikchoritositomorolawijanora za komentarz.
------------------------------
Podeszłam do Lady Killer, ona już na mnie czekała, najwyraźniej musiała usłyszeć moje kroki.
- Chodź. - mruknęłam.
Ona nie pytając o nic poszła za mną, po chwili byłyśmy u Gold Fire.
- Powinniśmy zrobić jakąś naradę odnośnie ostatnich wydarzeń, pomożesz nam wszystkich zebrać w Jaskini Narad? [załóżmy że coś takiego istnieje |D"]
- No jasne! Już się biorę do roboty! ^^ - i jej nie było... xD"
Lady pobiegła w inną stronę, żeby poszukać, tych co się oddalili nieco od terenów stada, a ja pobiegłam do jaskiń.
Po jakiejś pół godzinie, wszyscy byliśmy w obszernej jaskini, usadowieni w kręgu, tak, aby każdy mógł każdego widzieć. Ja usiadłam obok Lady Killer, przytrzymującą Skazę za ogon[nie miał kto z nią zostać]. Odezwałam sie pierwsza...
- Pozwoliłam se zwołać tę naradę, ponieważ moim zdaniem ostatnie wydarzanie należałoby omówić... jeśli nie macie nic przeciwko wyraziłabym moje zdanie, chciałabym też wiedzieć co Wy o tym wszystkim sądzicie. No więc.. jakiś czas temu do stada dołączyła Persewetenikchoritositomorolawijanora.. - spojrzałam na nią - przyszła, nie wiadomo skąd, właściwie nikt oprócz Natessy jej nie zna. To może być ktokolwiek. Osoba z HOTN pod inną postacią, albo jakieś dziecko któremu sie nudzi i postanowiło sie zabawić[bez urazy], ewentualnie zupełnie obca nam osoba, która wie o HOTN i SŚ praktycznie wszystko, wie o Wybrańcach.. i zsyła nam misję. Cóż.. jeśli jest jakakolwiek szansa na uratowanie Wandessy, to jestem gotowa jej zaufać -znowu spojrzała na klacz, a potem przeniosła wzrok na resztę stada - Tylko czy Wy też? Jeśli tak, to mamy mnie władającą powietrzem, Lady Killer czytającą w myślach, Szerę władającą wodą, Goldi posługującą się ogniem, Denyę władającą ziemią, nam ma przewodniczyć Naysha potrafiąca się przemieniać we wszelakie zwierzęta i brakuje nam osoby z darem uzdrawiania.. Jednak w 'przepowiedni' zabrakło jednej osoby która zastąpiła, by Rubina potrafiącego przenosić przedmioty.. no chyba że ma nas być mniej. Załóżmy że będzie cały zespół, jeśli mamy uratować Wan przed wakacjami, musimy zacząć już teraz, no, przynajmniej tak powiedziała Persewetenikchoritositomorolawijanora.. Po za tym trzeba jeszcze wybrać te dwie.. hmm.. jedną osobę.. - zamilkłam na chwilę- No to jakie jest Wasze zdanie...? - spytałam i przesunęłam się odrobinę do tyłu, patrząc po pyskach zebranych.


Gold Fire

*zastanowiła się*
Nie Wiem, ale ja też mogę jej zaufać.
Myślę że As mogłaby uzdrawiać ;>
*ziewnęła*
Kurde, ale tu ciemno w tej jaskini.
Mam wątpliwość, Den raczej rzadko wchodzi na stado.
i ta Pe... pe coś tam chyba też
No i kolejna wątpliwość - Natessa mówi że wcale jej nie zna.

Eleuzis
Hm...zawsze można popytać tej p... coś tam jak mówi Goldi czy wie trochę więcej o dawnych stadach itd. albo coś w tym stylu. Jeśli da się coś wyłonić z niej. Trudno będzie wybrać kogoś na te dary ;/ trzeba pomyśleć.

Aldieb

No, to jest jakieś rozwiązanie, ale ja nie mam jej GG, a chat mi nie dział, na blogu trudno będzie coś takiego przeprowadzić. A co do tych dwóch osób, to ja bym proponowała As, tak jak mówi Goldi, tylko nie wiadomo czy się zgodzi.. natomiast druga osoba.. hm.. to już sama nie wiem. *przymknęła oczy*

Oo" acha, fajnie że |D" A As też mi jako pierwsza przyszła do głowy jako osoba z darem uzdrawiania, tylko nie wiem czy teraz jako Shesay się zgodzi, no ale zobaczymy. I fakt Den dość rzadko wchodzi, ale ja jej nie wybierałam Oo" z osób które tu są częściej to Eleuzis i Birdlay, ale Bird ma dość mało czasu. skomplikowane to to X_x"

Lady Killer
Tak... Nie znałam dobrze Wandessy, nie byłam jedną z wybrańców. Cieszę się że mnie też uwzględniliście... Co do mocy Rubina to ja znam kogoś o umiejętnościach Telekinezy, ale wydaje mi się że ten osobnik jest zbyt mało odpowiedzialny i nie rozumie sensu rzeczy... Więc może lepiej zamilknę... *Zerknęła karcąco na Skazę próbująca się wyrwać*

Aldieb
A kogo miałaś na myśli? Może jednak się nada? Bo nie mówisz o Skazie, prawda...?

Szera
*Przysłuchiwała się dyskusji obserwując wszystkich dookoła i zarazem nad tym rozmyślając* Uważam, że Shesay byłaby dobrą uzdrowicielką gdyby się zgodziła... Chyba, ze do grupy zostanie wzięty jakiś ogier... *Powiedziała w końcu i umilkła czekając co inni powiedzą na ten pomysł* I dziękuję, że przyjęłyście mnie do swojej grupy *Dodała po chwili i skinęła lekko głową*

Aldieb
*skinęła głową* Taa.. już kilka osób ją poparło, pytanie tylko czy się zgodzi. *ziewnęła* A co myślisz o tej całej Pe... pe.. coś tam?

Szera
Mówisz o Persewetenikchoritositomorolawij anorze?? *Uśmiechnęła się lekko* Nie znam jej i nie wiem czy możemy jej zaufać... Ale czy mamy inne wyjście jeżeli chcemy uratować Wandessę... *Pokręciła lekko głową* Jeżeli zaufamy to i tak będziemy musieli trzymać się na baczności. A co do ogierów. Ja też ich za bardzo nie znam... A z tego co pamiętam to tylko Sasuke był w HOTN. O ile to on...

Eleuzis
Przyłączyć samce. Dobry pomysł ale oni nie udzielają się za bardzo na stadzie..;/ Wybierzcie kogoś kto się najbardziej udziela ... i nie ma darów. *wiatr wplątał jej się w grzywę* Szera nom Lady Killer zarzuciła nam propozycje..mogła by się nadawać ale nie zbytnio bez przekonań na swoje.
*spojrzała na stado po czym przysłuchiwała się dalszej dyskusji*

Aldieb
Hm.. Skaza jest.. yy.. Skaza jest jeszcze mała, nie wiem czy by to jej wyszło na zdrowie.. zresztą bez urazy, Skaza na pewno jest świetna w wielu rzeczach, ale może sie okazać że będzie nam tylko przeszkadzać..

Naysha
*przysłuchiwała sie całej rozmowie... * moim zdaniem powinnyśmy jej zaufać.. :] raczej nie ma złych zamiarów...ale to tylko moje przypuszczenia *lekko sie uśmiechnęła* w sumie jeżeli ja to mam prowadzić... ech głos oddaje Wam. ;) dla mnie powinnyśmy spróbować uratować Wan..a kto ma dołączyć.. to Wy ustalcie ^^

Aldieb
Wielkie dzięki Nay, byś może trochę pomogła a nie. |D" no dobra, czyli większość powiedzmy że ufa tej P.. coś tam.. więc wynika z tego że ruszamy na wyprawę, teraz tylko trzeba wykombinować te dwie osoby, ja niestety As nie mogę złapać, zawsze jak jestem to ona jest niedostępna, a jutro wyjeżdżam i nie będzie mnie do poniedziałku, więc nie będę miała jak sie z nią skontaktować, niech ktoś inny z nią pogada.

Lady Killer
Persewetenikchoritositomorolawij anora prosiła aby jej imienia nie skrócać, a ,,P coś tam'' chyba nie jest zbyt przyjemne... ale ja się nie wtrącam. Spróbuję złapać As, ale nie zdajcie się tyko na mnie...

Aldieb
Na początku sie starałam no ale sorry, nie będę za każdym razem szukać jej notki, żeby skopiować to durne imię, bo jej sie tak podoba -.-"' zaczyna mnie już wkurzać ta całą sytuacja

Szera

Tak to imię jest dosyć długie, ale co na to poradzimy... *Odparła spokojnie* Ja też postaram się z nią skontaktować... Jeżeli się zgodzi to pozostanie nam jeszcze jedna osoba do wybrania...


Magika
*szła początkowo niewidzialna między rozmawiającymi zwierzętami.*
Nie jestem "Pe cośtam"
*spojrzała z urazem na Aldieb i Gold*
Jeśli taki kłopot robi Wam moje mię, to mówcie Magika.
Lepiej mi zaufajcie.
Co Wam szkodzi?
ta As jak na nią mówicie, nadaje się.
Zamiast Deny'i Eleuzis.
Naysha, jesteś przewodniczącą, napisz pierwszą notkę.
Przedstawie Wam plan działania.
Najpierw, jutro w nocy, do przełani śmierci, będą się zbiegać gryfy.
Waszym zadaniem jest do tamtego czasu odnaleźć je, i przynieść mi pióro jednego z nich.
Po wyrwaniu mu pióra, i ugotowaniu go we krwi konia, wszystkie gryfy z tego stada umrą.
Możecie też oczywiście zabijać je po kolei każdego z osobna, ale wątpię, że by się Wam to udało. Gdy wypełnicie misję, podam dalsze instrukcje.

21 czerwca 2009

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. XI [Magika]

Ja... Persewetenikchoritositomorolawijanora

Autor: Magika

*Nie widać było postaci wymawiającej te słowa, jednak każdy był pewny że stoi na obok niego. Przechodziła pomiędzy zwierzętami*
Wandessy nie da się wskrzesić.
Ona zwyczajnie nie zmartwychwstanie
*Na jej ramieniu była wrona... słychać było przez mgłę krakanie*
Jak żywe zjawisko w dawnej postaci...
Jednak nie umarła...
Zmieniła tylko miejsce, czas, i nowe kształty dla siebie przybrała
Pilnują jej dobrze, i jeśli przysięga nie zostanie wypełniona, ona nie wróci...
Lecz nic nie znika, nic nie ginie. Praca ni miłość, śmiech ni łza...
W każdym tygodniu... dniu... godzinie... chociaż w odmiennej formie trwa...
Niech znów ósemka wybrańców stanie, z letargu niech moce otrząsną się, Nikt nie zapomniał ziarenek w klepsydrze, które od wieków leżą na dnie, wystarczy odwrócić szklaną szkatułkę...
Przywódców zaangażować trójkę...
I czekać, aż zbiorą siłę, niech niemowlaki nauczą się chodzić...
By panią śmierci od zła wyswobodzić...
Gryfy, smoki, ludzie to przeszłość...
Susza, ulewa, mamuty co w ziemi tu pogrzebane...
To trudności te dla Was jeszcze nie znane...
By uratować tego, kogo trzymają śmierci moce, trzeba się przenieść w czasie, w epoce...
Wybierzcie ósemkę, co kiedyś powstała, lecz do tych czasów nie wytrzymała...
Aldieb powietrzem nadal włada, Nayshy słuchać ma się gromada.
Woda - Szera, Lady Killer w myślach czyta, Ogień płonie w oczach GoldFire, Ziemia się słucha Deny'i... Nie macie nikogo kto mógłby leczyć rany, musi dołączyć, być tej roli dany...
Wiem że nie mówię jasno...
Moje słowa są zagadką...


Dołączę do Was na czas misji...
Misja zostanie przerwana na czas wakacji
Pamiętajcie, że zawsze z tej samej, życiodajnej strugi czerpiemy napój, co pragnienie gasi...
Nasze nikczemstwa... Nasze zasługi będą pamiętać następcy Nasi...
Mam na imię Persewetenikchoritositomorolawijanora .
Proszę nie skracać mego imienia, podczas zwracania się do mnie.
Jestem jedną z sióstr Natessy, więc możecie zauważyć drobne podobieństwo...

4 września 2008

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. X [Aldieb]

Ostateczna walka II

Autor: Aldieb

Dopiero co wróciłam. Nie wiedziałam co sie dzieje w stadzie, ani co z Wybrańcami i naszą misją. Postanowiłam się przejść, może przy okazji, kogoś spotkam. Spacerowałam sobie lekkim krokiem, byłam w świetnym humorze. Wszystko było takie piękneee.... Nagle padł na mnie ogromny cień, powiał mroźny wiatr. Spojrzałam w góre. I o mało nie zemdlałam z wrażenia, nade mną leciał ogromny smok! Wybiegłam na polanę, tam stali wszyscy wybrańcy.
- Co sie stało?! - spytałam nie wiedząc o co chodzi.
- Nie czas na wyjaśnienia - odpowiedziała Misja - spójrz na niebo!
Spojrzałam i sie przeraziłam. Było tam mnóstwo gryfów, a na czele leciał smok.
- I co my teraz zrobimy? - spytałam bezradnie.
- No jak to co? Będziemy walczyć - odpowiedziała Glola z zapałem.
Popatrzyłam na nią dziwnym wzrokiem.
- Ja nie umiem walczyć.
Glola, chciała już mi odpowiedzieć, ale uciszyła nas Aquais.
- Cicho, nie czas teraz na gadanie.
- Mamy przecież swoje moce. - przypomniał nam Błysk
I nagle smok zionął ogniem. Ale nie celował w nas, trafił tuż przed nami. To było ostrzeżenie. Wszyscy napięli mięśnie, gotowi do odparcia ataku.



Wybrańcom nie udało się podołać misji.
Wandessa została porwana przez wielkiego smoka, z którym nie udało się wygrać walki.
Od jakiegoś czasu członkowie zastanawiali się jak dokończyć misję, aż pewnego dnia przybyła Magika.
Shesay, jest tą samą osobą co Aspeney, jednak As znajduje się drugiej stronie, jest już martwa…

13 sierpnia 2008

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. IX [Naysha]

Ostateczna walka I

Autor: Naysha


...Rankiem wszyscy byli podenerwowani...
Ja Glola i Misja rozmawialiśmy przez cały dzień...
Wieczorem wszyscy postanowiliśmy ze spotkamy sie i omówimy strategie walki przy ognisku...tylko zastanawialiśmy sie co będzie z Misją..ona jest naznaczona...ale nie została wybrana...głowiliśmy sie nad tym ale nic z Tego...
W pewnym momencie wyszeptałam do Błyska...
-Ej..nie wiem czy to przeczucie...ale coś czuje że w te noc coś sie wydarzy..m..mo..może to teraz...może to teraz nadszedł ten czas...może nadeszła walka z gryfami...
-Wiesz..ja tez coś przeczuwam....Odpowiedział zmartwionym głosem..
-Ale na razie im nic nie mówmy..nie siejmy paniki w stadzie...uspokajałam go...
Po paru godzinnych negocjacjach wszyscy poszli do groty...
Wszyscy spali jak zabici oprócz mnie Gloli Błyska i Neyli...
Szeptaliśmy miedzy sobą...ze ta walka może sie skończyć tragicznie.. i pożegnaliśmy sie ze sobą na wszelki wypadek...(ci co nie spali xD)
W środku nocy zmorzył nas sen ale chcieliśmy czuwać...
W pewnym momencie Neyla coś spostrzegła...
-Co to jest..??!!
-Nie mam pojęcia..O.o...odpowiedziała Glola...
Było to dziwne światło które bardzo mocno emanowało z ciemnego lasu...
Ja z Błyskiem spojrzeliśmy na siebie i wykrztusiliśmy to ...
-Mieliśmy wam wcześniej powiedzieć ze coś czuliśmy ze to niedługo nastąpi...
Wtedy ledwo obudzona Aqua wydarła sie..
-Co sie dzieje ?! co nastąpi.. I co to za światło...?!
-Walka..! To ma być ostateczna walka... ! odparła Misja..
Obudziliśmy pozostałych wybrańców i poszliśmy w stronę światła wraz z Misją..
Nikt nie wiedział jak sie zachować...
Doszliśmy do tego światła..nie wiem jak je opisać...było bardzo dziwne (xD)
Stanęliśmy w kółko tyłam do siebie....obserwowaliśmy to co sie dzieje wokół
W pewnym momencie Misja wyszła z koła...jak by była w jakimś transie
Spojrzeliśmy w stronę odchodzącej wilczycy..Nagle zatrzymała sie..
chciałam podejść do niej ale coś mnie zatrzymało..
Coś z góry zabrało wilczyce..to był podmuch wiatru...
I wtedy urwał sie nam wszystkim film ocknęliśmy sie gdy Misja niepewnym krokiem podbiegła do nas krzycząc...Uważajcie!! Wojna sie zaczyna..!!
*wszyscy wstaliśmy i rozglądaliśmy sie wokół...widząc mnóstwo gryfów i ogromnego smoka...*

5 sierpnia 2008

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. VIII [Glola]

Furia

Autor: Glola

Gdy szłam przez łąkę zobaczyłam śnieg.
Nie padał, był to kręg śniegu.
Jednak było coś nie tak...
Krew...
Całe litry krwi...
Łapy wilka i...
i jakiegoś wielkiego wilka...
Jego łapy były dwa razy większe od moich łap...
I ...
w ziemi...
nad tym...
duch!
to była Wandessa?
Tak!
Ale pochylała się nad kupą śniegu jakby się zastanawiając.
Podbiegłam do nich szybko.
-" Nie, to jeszcze nie czas "
- Ale na co? - odpowiedziałam na słowa Wandessy
- Na śmierć
Po tych słowach znikła
Podbiegłam do kupki śniegu.
To co tam zobaczyłam...
Misja?
Mało nie krzyknęłam
Miała coś na oku i była cała we krwi.
Nagle zjawili się Aqua Naysha i Rubin
Przez chwile coś mnie uderzyło
Czemu oni?
i czemu wybrańcy?
-Weźcie ją! - Krzyknęłam
Śnieg nagle zaczął padać
- Co tu sie stało? - Aqua
- Nie wiem! ale coś mi sie wydaje że jak jej nie weźmiesz to padnie! - Krzyczałam przez zęby.
czemu krzyczałam?
śnieg sprawiał że prawie nic nie było widać ani słychać.
Rubin i Naysha wzięli Misje, a Aqua pobiegła za nimi
gdy też pobiegłam zobaczyłam mgłę...
Nie widziałam ich
Tylko czarną sylwetkę.
Ktoś na mnie warczał.
Zaczęłam warczeć jak on.
Rzuciłam się, ugryzłam go w szyje.
odwdzięczył się tym samym.
Pobiegłam w stronę stada, ale on ugryzł mnie w ogon.
Żarliśmy się przez dobrą godzinę.
Kiedy on nagle ugryzł mnie w łapę przeszywając ją na wskroś.
Przeraźliwy skowyt uniósł się nad płachtą śniegu.
Wilk pokazał kły i zadrapał mi pazurem oko
Miałam teraz płaski pasek.
( CZytaliści BB... cośtam <xD> chyba O [To jest BBA ;) ] )
nagle moje oczy zaświeciły na czerwono.
Zaskowyczałam Ciszej.
Usłyszałam jak Rubin wyje do księżyca.
-Tak... to on!- powiedział jakiś gruby głos.
teraz Naysha wyła.
-To ona!- krzyknął głos, po czym usłyszałam przeraźliwy skowyt tego głosu.
Teraz rżenie Kony.
- To też ona -
Poczułam śliną energie....
Zawyłam do księżyca....
Widziałam wszystko w zwolnionym tempie.
- t...o.... o...n...a...-
krzyczał wilk ale ja słyszałam szept.
Życie nagle nabrało tempa.
Chciałam tylko walczyć...
Zabijać.
Zaatakowałam wilka po czym odgryzłam mu łape.
Uderzył mnie między żebrami.
Poczułam się normalnie.
- Tak, teraz jesteście naznaczeni... wybrańcy... uważajcie... ggryfy nadchodzą...-
Znów zwolnione tempo...
Potem zabiłam go.
Pobiegłam w strone przyjaciół bo mgła zeszła.
Rubin leżał we śniegu.
Misja stała na łapach.
Naysha nadal miała zielone oczy, a Aqua dobijała wilka znęcając się nad nim.
Aqua - Wiem co to jest - oczy po woli zmieniały kolor na niebieski jak zwykle
Rubin - To furia. Myślimy tylko o zabijaniu.
Ja - No... widziałam - spojrzałam na Kawałki wilka pod nogami Aquy
Naysha - Czyli znów "akcja - Wybrańcy" ma coś się dziać?
Ja - Mi powiedział że teraz zaatakują gryfy.
Misja skuliła uszy - czyli ja już nie jestem potrzebna?
Rubin - Jesteś! możesz nam towarzyszyć?
zobaczyłam iskry w jego oczach
Ja- spać mi się chce... chodźmy już
Wszyscy się zgodzili.
Nie czułam bólu.
Mimo rozszarmanej łapy i wielu blizn...
Jakby zagoiły się...
U innych też widziałam blizny
ale nikt nie skuczał...
Nawet Misja...

25 lipca 2008

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. VII [Misja]

Zemsta

Autor: Misja

Pognałam za czymś co szeleściło w krzakach i przemieszczało się z szybka prędkością… pobiegła za tym kimś …a to znikło… Gdzie jesteś *mruknęłam do siebie* byłam ja drzewa i wiatr… Poszłam dalej… poczułam dym biegłam w tą stronę… zobaczyłam ognisko. Psy przywiązane do drzew, porozsyłane rzeczy, naczynia, ubrania… Psy zaczęły szczekać i warczeć, odkręciłam się za mnie nikogo nie było, szczekały na mnie. Przy jakiś szmatach leżała dziwna postać, poruszyła się…
Wtedy odkręcił się i zrobił przerażoną, był zdziwiony, przerażony… wyczułam ze ogarnęła go panika kopną swojego kolegę ten wstał i podszedł do niego.
- Co.?
- Patrz…
- O! wilk
- Raczej wilczyca
- Sama?
- Nie wiem…
Rozejrzeli się pop lesie.
- Chyba sama.
- Sama, z pewnością-powiedział po jeszcze jednym obejrzeniu się wokół lasu.
- Bierzemy ją!
- Ok. ale powoli się poruszaj
- Wiesz… co ona ma na sierści?
- Co? To czerwone… chyba krew.
- Nie… ona nie jest ranna
- No… masz racje.
Byłam teraz przerażona, ogarnęła mnie panika. Nie wiem jak się poruszać jestem wilkiem 3 dni temu byłam koniem… i wiedziałam jak się poruszać-dudniło mi w myślach te słowa.
Podeszli do psów, widziałam jak zdejmują obrożę.
I co teraz Misja? Nic innego jak nie uciekać… chwila! To oni zamordowali moją matkę, to przez nich nie widziałam na oczy matki!
- Wrrrrrr….! - zagroziłam.
- Ja ci dam wrr…!- po tych słowach spuścił psa.
Czarny pies ruszył na mnie, stałam dalej. Rzucił się na mnie, machał tymi łapami mi przed oczami.
Wrrrr! Ciapnęłam go w bok, ten odwdzięczył się tym samym lecz w ogon bo zrobiłam unik (nie dokładny) Byłam zła na niego! Wystawiłam szeroko kły wyciągnęłam pazury i skoczyłam na wroga z taką szybkością i zamachem, iż ten stracił równowagę, upadł zapiszczał… odbiegłam.
Niestety byłam tak zajęta walką, że nie zauważyłam iż stałam parę metrów od tych dwóch. Wziął jakiś przyrząd i wymierzył we mnie. Ja niewiele myśląc zniknęłam za drzewem, po paru cichych przejściach z jednego na drugie drzewo byłam metr od ludzi. Wystawiłam szeroko kły, oczy zrobiły się czerwone, nie było już białek, sierść najeżyła mi się, wyciągnęłam pazury, po czym odwróciłam się i spojrzałam na nich. Ruszyłam szybko, ugryzłam jednego w nogę po czym skoczyłam na jego kolegę, ten upadł a ja ugryzłam go w szyje. Wrrrrrrrr! Obróciłam się i skoczyłam na drugiego, ten uderzył mnie nożem w bok. Zrobiłam z nim to samo co z tamtym. Zobaczyłam, że leżą. I nie wstaną już nigdy!!!

20 lipca 2008

Wybrańcy, obrońcy stada, cz. VI [Glola]

Ludzie

Autor: Glola


Gdy szliśmy już chwile nagle strasznie zgłodniałam.
Gdy przeszłam sie kawałek w stronę polany, która znana była z obfitości jeleni.
Byłam już obok nich i zauważyłam że nie ma nikogo.
Zwykle pełna łączka była zupełnie pusta...
Zrozumiałam...
To była pułapka!
gdy szłam dalej przerażona, zauważyłam dwa jelenie, wyraźnie przebite kulą z pistoletu...
Teraz byłam już pewna...
Pobiegłam do przyjaciół .
-Nie! to pułapka! oni mają sztuczki! są już niedaleko stada! Poczułam to! tam nie ma ognia! to sam dym wytwarzany przez maszynę...-
- Co? nie krzycz! Spokojnie - powiedziała Aquais rozglądając sie.
- Eh... Wracamy? - Rubin był zrozpaczony.
Aldieb szybko uderzyła łapą w czoło.
- A nie wolicie lecieć?-
- Tak! - Krzyknęliśmy.
Ku mojemu zdziwieniu wszyscy unieśliśmy sie w górę, i poszybowaliśmy.
-Dlaczego Kona odkryła swoją moc dawno, a my nie?- Zapytałam
- Nie ma Kony Glola... Jest Aquais - Powiedziała Aquais z nutą ironii w głosie.
Byliśmy na miejscu.
- Tak... czułem, że to tu! - Powiedział Błysk.
Nagle zdało sie słyszeć
- A...
Jakby urwany krzyk.
Od razu poznałam głos...
- Alinoe! - Krzyknęłam...
Oddaliłam sie trochę od grupy, i podeszłam do krzaków.
Nagle ciężka lina padła mi na szyje.
Nie mogłam oddychać!
Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia jak posługiwać sie ogniem!
Błysk od razu poczuł że coś jest nie tak...
Po chwili Kona lodowatym spojrzeniem utopiła jednego z ludzi.
Reszta puszczając nas odbiegła w popłochu.
Urwał mi sie film...
...
Obudziłam sie parę godzin później
Lady cała wycieńczona ożywiała poharataną Alinoe.
Lwica obudziła sie wreszcie.
- Al, czemu za nami szłaś! - Krzyknęliśmy jednocześnie.
- Bo ja... ja chciałam być z wami... chciałam tak jak Wy...
Być wybrańcem stada...
- To było bardzo niebezpieczne!
...
Zapadła noc..
Było ciemno
- oni tu nie wrócą...-Powiedział znudzony Rubin
- Wrócą! zobaczysz...-Odrzekł Błysk
- Niech se wracają, ale ja idę spać! - Powiedziała ziewając Neyla.
Po tych słowach zamknęła oczy.
Rubin położył sie spać.
Reszta też, tylko ja ,Aquais i Błysk zostaliśmy na chodzie.
- Czuje że oni tu są-powiedział Błysk nasłuchując.
Aquais odeszła do mnie i Błysk, szepnęła coś na ucho, po czym położyliśmy sie spać.
Leżałam długo udając że śpię, jak Aquais i Błysk.
Nagle Alinoe zaświeciły sie ślepia.
Zamieniła sie w ćmę i podleciała do Błyska
-Śpij maleńki śpij...- Powiedziała
Ogier usnął!
a nasza umowa mówiła że nie śpimy!
Ćma zamieniła sie w nietoperza i ugryzła go w gardło.
- Hetemotoroszan! - Wykrzyknęłam energicznie wstając.
Nietoperz spłonął.
Z czterech kątów wybiegło dziesięciu ludzi.
-Hej! Pobudka! - Krzyczałyśmy z Koną, ale tylko Naysha wstała.
- Myślicie że nie spałyście? Reszta prześpi dobrze całą noc ! - Zaśmiał sie człowiek w niebieskim.
- Herszomon! - Naysha wykrzyknęła, ale człowiek w ostatniej chwili zamienił sie w demona lodu...
- Walka między mną, a tobą - Powiedział patrząc na Nayshe
Dwa stworzenia podeszły pod wodospad, ja Kona, i dziewięciu ludzi ruszyło za nimi.
Człowiek zamienił sie w czarnego smoka i zjadł konia
Koń we wnętrzu buzi smoka zamienił sie w muchę, wleciał mu do ucha i zamienił sie w smoka czerwonego.
Czarnemu smokowi rozniosło ucho, a ten przybrał postać Tyranozaura.
Czerwony smok zamienił sie w robaka, po to by przeciwnik zamieniony już w kurę uciekał przed Nayshą w postaci orła.
Kura zamieniła sie w tygrysa, i złapała rozpędzonego orła.
Żegnaj mała
Warknął.
Ale Naysha zamieniła sie w kobrę i ugryzła Tygrysa.
Ten umarł na miejscu.
Nie ukrywając szczęście przytuliłyśmy sie do siebie.
Pozostali ludzie rozmyli sie w proch...
Podbiegliśmy do reszty wybrańców i położyłyśmy sie spać.
Rano Błysk powiedział
- Oj... nie powinienem był ufać mojemu mylnemu uczuciu- Naysha, Aquais i ja spojrzałyśmy sie po sobie i przez ponad godzinę opowiadałyśmy jedna przez drugą.
-Heh... mamy odpoczynek xD-
Nagle zjawiła sie biała klacz
- Jestem z was dumna... Ale teraz ufajcie bardziej uczuciom, i czekajcie na następną przygodę...
-Kiedy ona będzie?
-Poczujecie.. - po tych słowach znikła, a my pobiegliśmy do stada.

13 lipca 2008

Wybrańcy, obrońcy stada cz. V [Aquais]

Przygotowania

Autor: Aquais [dawna Kona]

Było już ciemno, jutro misja. Wszystkie zwierzęta poszły spać, tylko niektóre polowały, ale było ich mało. Nasza 8 wybrańców jednak nie spała, przygotowywała się do misji.
-Damy rade-powiedziałam patrząc na niektórych zmartwionych przyjaciół, zwłaszcza na Lady.-jak myślicie? Jesteśmy magią?
-Oczywiście, że tak...-powiedział Błysk
Popatrzyłam na niego dość zdziwiona
-Mylisz się, nie jesteśmy magią, magie można kontrolować, a władców nie da się kontrolować. Prawda, nie wszyscy jesteśmy czyjegoś władcami ale jednak wygramy, bo jesteśmy zgrani. -ziewnęłam bo już chciało mi się spać.
Jednak niektórzy zrobili kwaśne miny, byli ciągle zmartwieni.
-Mam nadzieje, że się nie mylisz Kono...-powiedziała Lady, położyła łeb na grzbiecie Błyska i zamknęła oczy. Błysk już spał.
Neyla popatrzyła na Rubina
-Czas spać-położyła się i zasnęła.
Rubin jednak nie zasnął, siedział w kole przy małym ognisku koło naszej nie śpiącej 5. Wszyscy patrzyli na ogień jakby widzieli co będzie, co będzie się działo. Może i tam coś zobaczyli ale po pół godziny zmartwiłam sie bo nikt nie patrzył nigdzie indziej niż na ogień. 
-Przestańcie już się tak w ten ogień patrzyć! Jutro musimy wstać! Misja nas czeka a wy patrzycie się w ten ogień i patrzycie! - mruknęłam po czym zgasiłam ogień a 4 patrzyogniów się wzdrygnęła i wstała po czym ułożyła sobie legowisko i zasnęła. Nie mogłam przez długi czas spać a kiedy zasnęłam miałam przedziwny sen. Coś do mnie mówiło Aquais(tak na niektórych stadach mam na imię).
-Miej na imie Aquais, to imie daje Ci szczęście a teraz szczęście dla Ciebie i dla twoich przyjaciół jest najważniejsze!
Tak trwało do rana, wierciłam sie i wierciłam, nie mogłam się obudzić, wrzeszczałam przez sen. W końcu Glola i Aldieb mnie obudziły. Wrzasnęłam i wstałam.
-Jestem Aquais - powiedziałam obojętnie, jakbym komuś mówiła jak mam na imię, tak jakbym od zawsze miała to imię.
-Co?! Przecież ty jesteś Kona.
-Nie! Teraz jestem Aquais! Aqua!- powiedziałam- Zjedliście? Musimy ruszyć na misje!
Wszyscy już byli najedzeni, przygotowani i nie bali się co sie stanie. Wandessa do nas podeszła, pożegnała się a my wyruszyliśmy...patrząc z oddali na stado...

7 lipca 2008

Wybrańcy, obrońcy stada cz. IV [Aldieb]

Zebranie

Autor: Aldieb


Wciąż nie mogąc się pogodzić z tym że mam moc siedziałam w najgłębszym kącie swojej jaskini....no ale w końcu musiało to nastąpić...zgłodniałam. Wyczołgałam się z ukrycia i wyszłam na powierzchnie. Poszłam do lasu....miałam zamiar coś upolować...nagle dosłyszałam jakieś odgłos, ktoś się szamotał. Poszłam za tym odgłosem i doszłam do jaskini Gloli. Zobaczyłam ją już obudzoną,całą zlaną zimnym potem....
-Coś się stało?- zapytałam i podeszłam do niej.
Glola opowiedziała mi swój dziwny sen...
Ze zdenerwowania zaczęłam krążyć po jaskini, nie mogłam ustać w miejscu....w dodatku nie wiedziałam co robić....i nadal nie chciałam wierzyć że jestem Panią Powietrza....W końcu się poddałam...Skuliłam się na środku pomieszczenia i zapłakałam gorzko....i to już nie chodziło wyłącznie o tę sprawę....Glola próbowała mnie pocieszać, ale ja jakbym jej nie słyszała, ani nie czuła....Nagle przybiegła do nas Naysha i Lady...i wtedy się przebudziłam ze swojego dziwacznego odrętwienia...Spojrzałam na nie..Rzuciłam krótko
-Trzeba działać.-I już byłam daleko od jaskini zwołując wszystkich[pomagając sobie przy tym wiatrem^^]