Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiara. Pokaż wszystkie posty

12 października 2011

Huragan... [Tiara]

12 października 2011
Zacznijcie czytać od 0:08 (wtedy wchodzi nowy rytm, rozpoznacie na pewno, bo nasamym początku jest cicha melodia, a dopiero potem jest taka muzyczka xp),wtedy tekst się dobrze skomponuje. Gdy dojdziecie do tekstu pisanego kursywą –wtedy w piosence będą te słowa. Przeczytajcie je równo z piosenką, nieprzyspieszajcie i zastanówcie się nad znaczeniem tych słów, bo mają one swójsens i są w sumie częścią opowiadania.
~~
Na tereny HOTN właśnie zawitały pierwsze promienie porannego słońca. Kara pegazica wyszła z jaskini i spojrzała w niebo. Mimo, że słońceradośnie opromieniało polanę, z daleka nadciągały burzowe chmury. Wiatr wiałdookoła i bawił się kosmykami grzywy i ogona klaczy. Tiara prychnęła zniepokojem, bo przypomniała sobie coś, przez co jej serce zaczęło bić szybciej.Nie pamiętała dokładnie wszystkiego, nie wiedziała w ogóle co to za dziwnewspomnienie. Zapomniała, działo się to bowiem przed jej śmiercią… Las, wilki,demon – takie obrazy ukazały się w jej głowie. Powoli zaczynała sobieuświadamiać, co ją dzisiaj czeka.
No matter how manytimes that you told me you wanted to leave…
Nie mogła oszukać przeznaczenia, więc ruszyła w las. Przeraźliwe myśli kłębiły się teraz w jej głowie. Strzygła uszami dookoła i czujnymi oczamiwychwytywała każdy ruch w ciemnych zaroślach. Szła naprzeciw śmierci, wiedziałajuż o tym doskonale. Ale nie bała się, musiała to zrobić, musiało się dokonaćjej przeznaczenie…
Where did you go?Słowa niesione z echem – dokąd odeszłaś?
Szum, dookoła słyszała tylko szum w koronach drzew. A potem cisza… i bicie jej serca. Sercedudniące w stałym rytmie…
Tell me would you kill to save for a life?
Tell me would you kill to prove your rights?
Crash, crash, burn let it all burn
This hurricane’s chasing us all under ground
Nagle niebo pociemniało, nadszedł huragan, potężna wichura. Klaczrozglądnęła się z niepokojem, a w pewnym momencie, pośród drzew dostrzegłaczarną, smukłą postać. Nabrała powietrza w płuca i spojrzała demonowi prosto wślepia.
- Godin van de Sterren*, znowu się spotykamy – duch uniósłgłowę i przeszył klacz chłodnym spojrzeniem. – Przyjaciele Ci pomogli, co? Wróciłaś do świata żywych. Wiesz o tym, że to już koniec? Już nikt Ci niepomoże… – zaśmiał się cynicznie i podszedł bliżej.
Klacz cały czas stała nieruchomo i patrzyła w stronę ducha.Jej boki unosiły się i opadały równomiernie, serce przestało bić w klatcepiersiowej jak oszalałe, oddech stał się spokojniejszy.
- Nie boję się – odparła krótko i przemieniła się wczłowieka. – Nie boję się śmierci…
- Dusza Bogini Gwiazd pójdzie do nieba, a jej krew przelejesię przez czarę księżyca – powiedział cicho.
- Przeznaczenie musi się wypełnić… - skinęła głową iprzełknęła ślinę. Dopiero teraz poczuła strach, opuściła głowę i westchnęłacicho. Demon również zmienił się w człowieka, Tiara spojrzała na niego idostrzegła wysokiego, chudego jak szkielet mężczyznę o bladej cerze ikruczoczarnych włosach. Stała przez chwilę wpatrując się w niego. Oczy zaszłyjej łzami. W jednej chwili przypomniała sobie wszystkie cudowne momentyspędzone pośród Dzieci Nocy, pośród HOTN.
Do you really want me dead?
Or alive to torture for my sins?
Duch podszedł do Tiary i wyciągnął sztylet. Serce znowuzaczęło szybko bić.
- Widzę, że chcesz tego dokonać… bardzo po ludzku –mruknęła. Mężczyzna uśmiechnął się tylko i złapał dziewczynę za rękę. Zacisnąłdłoń na nadgarstku tak mocno, że aż ugięła się z bólu.
- Pożegnaj się ze światem, bo wszyscy czekają na Twojeprzybycie tam, w niebie – powiedział.
- Niebo nie istnieje – odparła cicho.
- Oh, ależ tu nie chodzi o Boga i te sprawy… owszem, one nieistnieją. Ale czy nie pamiętasz swojego ojca? Swojej rodziny? Jesteś jedną zRodu Gwiazd, Twoje miejsce jest w niebie. Zabłyśniesz na niebieskim sklepieniujako kolejna błyszcząca piękność, a Twoja krew wypełni to, na co wszyscyczekaliśmy od Twojego urodzenia. Aż osiągniesz pełnoletność i Twój Ród będziemógł żyć w spokoju – wyjaśnił spokojnie, zbyt spokojnie…
- Mają żyć w spokoju dlatego, że umrę?
- To skomplikowane, moja droga…
- Cóż, nie rozumiem tego, bo jestem Dzieckiem Nocy. Jestemczłonkinią HOTN, zapomniałam o swojej przeszłości, teraz muszę też zapomniećswojego drugiego i prawdziwego domu, jakim było Herd Of The Night.
- Zdarza się, a teraz… koniec rozmowy, wybacz – mężczyznawzruszył ramionami, porzucając spokojne i miłe zachowania.
- Do zobaczenia – powiedziała prawie bezgłośnie. – Dozobaczenia, HOTN.
Świat zatrzymał się na chwilę. Dziewczyna powróciła pamięciądo swoich pierwszych dni w Stadzie Nocy. Przypomniała sobie wszystkich jejukochanych przyjaciół, Aspeney, Aldieb, Mi-Chan, Crystal Glace, Anaid, Tiffany. Uśmiechnęła się na ich myśl…


Tell me would you kill to save for a life?
Demon wbił sztylet w jej serce. Tiara upadła na ziemię, a najej twarzy pozostał uśmiech. W jej głowie i sercu pozostała pamięć o Stadzie,które tak bardzo kochała. Nie będzie potrafiła o nich zapomnieć, nawet pośmierci.


This hurricane’s chasing us all under ground
Dusza dziewczyny powędrowała do nieba, a tej nocy pojawi sięna nim nowa gwiazda, która będzie świecić tak mocno, by przypominać innym o Tiarze – Bogini gwiazd. Zapamiętajcieją, bo ona zapamięta Was. Na wieki…

Running away from the night
Running away from the light
Running away to save your life
 ~~
*Godin vande Sterren – Bogini Gwiazd
TUTAJ jest tłumaczenie piosenki, w razie gdybyście nie zrozumieli tych wyróżnionych przezemnie fragmentów, a to jednak dość ważne…
 ~~
Tak, dokładnie. Tiara odchodzi. I tak jak to pisało wopowiadaniu, nic już nie można na to poradzić. To koniec, gdyż już naprawdę niemam siły na bycie tutaj. ;< Będzie mi Was cholernie brakowało, wszystkichchwil spędzonych z Wami na chacie, wszystkich odpałów, zabaw i tak dalej…Kocham Was z całego serca, dlatego nigdy Was nie zapomnę, będziecie Ważnączęścią mojego życia. c: Z pewnością wiele razy jeszcze spotkamy się na GG,chacie, bo na pewno do Was wpadnę. A kto wie, może i na jakiś zlot uda mi sięprzyjść? c:
5 dni po moich realnych urodzinach (nie osiągnęłampełnoletności, no ale xp) umieram tutaj, w wirtualu… Cóż, przykro mi,naprawdę, ale jak widzicie, zupełnie ostatnio się nie udzielałam…
A więc… do zobaczenia HOTN! Będę o Was pamiętać. <3


Tiara - zakręcona postać, o łagodnym uosobieniu.
Uprzejma, okrzesana i przyjazna, prawdziwa członkini HOTN.
Została opiekunką Pamiętnika. Była Zasłużoną...

28 listopada 2010

Koniec życia początkiem nowego istnienia. [Tiara]

28 listopada 2010

Klacz obudziła się wcześniej niż zwykle. Dużo wcześniej. Słońce jeszcze nie wzeszło, a ona już była pełna energii. Zregenerowała się wyjątkowo szybko, po zaledwie trzech godzinach snu. Pegazica od kilku dni chodziła przybita, jakby wyparowała z niej cała chęć do życia. Tego dnia postanowiła znaleźć swego rodzaju oazę, gdzieś z dala od zatłoczonych terenów stada. Wiedziała, że to ciężkie zadanie - ma przecież duże wymagania. Z pewnością nikt nie może jej tam odnaleźć, musi być tam woda, trawa i przede wszystkim cisza. Chciała tam odpocząć od codziennych wrażeń i poukładać sobie wszystkie myśli.
Wyruszyła natychmiast, nie żegnając się z nikim. Nie wiedziała, czy ktokolwiek mógłby za nią tęsknić. Dowie się tego za parę dni, gdy już wróci. Z pewnością stadni znów zastaną ją pełną humoru i pomysłów. Wierzyła w to całą duszą. Szła przez kilka godzin, nikt jej nie zaczepiał i nie przeszkadzał. Nie chciała rozłożyć skrzydeł czy nawet galopować. Gdy tak wędrowała, nie myślała o niczym. Wyłączyła całkowicie umysł i odpoczywała, napawając się pierwszymi promieniami wchodzącego słońca i pięknym zapachem żywicy. Po kilku godzinach zatrzymała się. Inne otoczenie sprawiło, że nie czuła zmęczenia, chociaż szła bez przerwy przez długi czas. To jednak nie wystarczyło jej, żeby się uspokoić. Chciała znaleźć jeszcze lepsze miejsce. Tutaj niestety nie ma wody, a przecież tak strasznie chciało jej się pić. Nie poddała się jednak i powędrowała dalej.
Minęło południe, Tiara znalazła w końcu to czego szukała. Zachwycona weszła spokojnie do wody i ochłodziła się. Mimo, że na terenach HOTN już spadł śnieg, tutaj było ciepło. Po kilku minutach pławienia się w cudownie chłodnej wodzie, położyła się na trawie i zaczęła rozmyślać.
Nie miała pojęcia, dlaczego ostatnio posmutniała, będąc w stadzie. Przecież nikt nic jej nie zrobił, nic się nie wydarzyło. Mogła wieść w dalszym ciągu bardzo szczęśliwe życie, ale teraz nie potrafiła się niczym cieszyć. Miała przecież w Stadzie Nocy wielu prawdziwych przyjaciół. Ze świecą szukać drugich takich osobowości! Rozumieli się doskonale i pomagali sobie nawzajem, więc dlaczego ona nie była zadowolona? Długie rozmyślania nie przyniosły jej odpowiedzi. Była zdruzgotana, bo to nie był jedyny jej problem. Wiele lat temu straciła kontakt z ojcem. Szczerze nienawidziła go za to, co zrobił. A konkretniej za to, czego nie zrobił. Bo nie zrobił nic, odkąd umarła jej matka. Zapomniał  całkowicie o córce, zostawiając ją samej sobie. Po jakimś czasie podarował jej Licindę, której Tiara również nie znosiła. Ostatnio kontakty między nimi się polepszyły, a ojciec klaczy, próbował nawiązać z nią kontakt. Pegazica jednak nie miała największej ochoty się z nim spotkać, ale on nalegał. W końcu doszło to do skutku, a klacz dowiedziała się od niego, że jej mama nie zmarła w wyniku choroby, lecz zabił ją demon, który od lat prześladuje ich rodzinę.
Tiara w końcu przestała o tym myśleć. Wstała i otrzepała się z kurzu. Poczuła się nieco lepiej. Stwierdziła, że była smutna, bo po prostu wpadła w dołek. Jeśli chodzi o jej ojca - nie wybaczy mu nigdy, że kłamał. Teraz wróci do stada, będzie cieszyć się każdą chwilą i spróbuje zapomnieć o tacie. Jednak w głębi duszy bała się tego co mówił. W trakcie tamtej rozmowy, poinformował ją, że nie powiedział jej prawdy, żeby ją chronić. Na samą myśl o tym, że może jej się coś stać, serce podskoczyło jej do gardła. Nie mogła zostawić HOTN. Nie chciała opuszczać żadnego ze swych przyjaciół.
Ruszyła gwałtownie w las. Każdy szmer ją przerażał. Karciła się w duchu, że w ogóle przypomniała sobie o historycznej rozmowie. Galopowała przez puszczę, było ciemno, bo słońce nagle zaszło. Zrobiło się obrzydliwie zimno. Klacz nie przejmowała się tym, że kamyk utkwił jej w kopycie, że poraniła sobie ciało cierniami i gałęziami. Chciała tylko jak najszybciej wrócić do stada. W pewnym momencie drogę zagrodził jej wilk. Stanęła przed nim ze zdumieniem. Serce biło jej jak oszalałe, oddech stał się płytki i szybki. Ruszała nerwowo uszami, bo naokoło słyszała trzaski i szmery. Wilk zachichotał  i oblizał wargi. Tiara wyciągnęła szyję w jego stronę i prychnęła ostrzegawczo, ten jednak nie zwrócił na to większej uwagi. Szedł w jej kierunku, cały czas patrząc w oczy przekrwionymi oczyma. Z krzaków wyszedł kolejny osobnik, potem jeszcze jeden. Z tyłu była ściana drzew. Nie zmieściłaby się między nimi, więc stała tam, uwięziona przez drapieżniki. Skrzydła trzymała przyciśnięte do ciała, położyła po sobie uszy i wystawiła zęby prychając nerwowo. W końcu jeden z wilków skoczył na jej grzbiet. Ruszyła wystraszona przed siebie, ale po kilku krokach drugi wilk wbiegł jej pod nogi. Mimo, że sam się poobijał, był zadowolony z siebie, bo Tiara upadła na ziemię, uderzając się boleśnie w głowę. Świat zawirował przed jej oczami, ale miała jeszcze siłę. Samiec, który przed chwilą siedział na jej grzbiecie, teraz dobierał się do jej nogi. Klacz szybko się podniosła i zatoczyła w miejscu. Po sekundzie wszystko wróciło do normy, gdy trzeci z drapieżników wbił pazury w jej ciało. Oszołomiona stanęła dęba, bijąc przednimi kopytami w powietrzu. Rżała przeraźliwie, aż wilki skuliły się przy ziemi. W końcu stanęła na czterech nogach i pobiegła przed siebie. Zabójcy biegli jednak szybciej i w mgnieniu oka znaleźli się przy niej. Znowu jeden z nich skoczył na jej grzbiet. Zaczęła wierzgać kopytami i machać głową. Uderzyła jednego z nich tylnymi nogami, a on skomląc uciekł w las. Została z dwoma osobnikami. Jeden kąsał jej szyję, a drugi biegał między nogami. Po chwili rzucił jej się do gardła, szarpiąc przy tym zaciekle. Klacz upadła bezsilnie na ziemię i wzięła kilka głębokich oddechów.
Przypomniała sobie o swoich mocach i zdolnościach. Dlaczego nie zmieniła się w panterę, lwa, czy chociażby wilka?! Dlaczego nie sprowadziła deszczu meteorów? Dlaczego nie spróbowała stamtąd wylecieć?
Gdy zobaczyła nad sobą potężną czarną postać, której kontury niemalże rozpływały się w powietrzu, zrozumiała czemu nie pomogła sobie mocami. To była jej ostateczna walka, z największym wrogiem. Walka na śmierć i życie. Demon pochylił się nad nią i ukazał ostre, białe zęby, cicho warcząc. W oddali zawył wilk. Jego głos wwiercał się w jej mózg.
-Żegnaj Tiaro, Godin van de sterren*. Jesteś ostatnią z rodu gwiazd. - powiedział do niej czarny demon i zacisnął zęby na jej tchawicy.
Tiara nie przekonała się, czy stado za nią tęskniło i nie dowie się tego już nigdy. Gdy umierała, była pewna, wiedziała, że odrodzi się w nowym wcieleniu. Miała szansę wrócić do HOTN, jednak wie, że nie zrobi tego. Nie chce znowu zranić wszystkich jego członków i narażać ich na niebezpieczeństwa. Postanowiła jednak, że będzie pilnować wszystkich istot z tego stada...
Spoglądam na śmierć jako na tak konieczną dla istnienia jak sen. Odrodzimy się odnowieni o poranku.
Żyjąc w tym świecie, wierzę że będę w takiej lub innej formie – istnieć zawsze.
Beniamin Franklin
A więc do zobaczenia HOTN! Będzie mi Was brakowało... Walczyłam z tym wszystkim, nie chciałam odchodzić od Was, ale teraz widzę, że muszę. Nie umiem cieszyć się stadami tak jak kiedyś. Wszyscy się zmieniamy i wszyscy niedługo zapomnimy o stadach. Ja postaram się nie zapomnieć, bo to dla mnie jak druga rodzina.
Pisząc to opowiadanie, drżały mi ręce. Nie mam pojęcia czy dobrze mnie zapamiętacie i czy będziecie za mną tęsknić. Ja za Wami tęsknię już teraz, więc nie zdziwcie się, gdy spotkacie mnie czasami na chacie. Poza tym, mam jeszcze GG, Skype'a.
Nie znikam całkowicie - moja dusza tu zostanie. :) Poza tym, wierzę w to, że jeszcze kiedyś tu wrócę. I wy też w to wierzcie.
Amen.*Godin van de sterren - Bogini gwiazd
Tiara. (14:31)

16 sierpnia 2010

Walka o medalion. Cz. 4 [Tiara]

16 sierpnia 2010
Walka o medalion. Cz. 4


Chcąc uwolnić Licindę, Tiara galopowała przez las. Nie wiedziała dokąd ma zmierzać,więc po prostu biegła przed siebie. Na pewno wkrótce natrafi na jakieś ślady. Tak przynajmniej myślała. Najgorsze było to, że nie mogła zmienić się w inne zwierzę, które wyczułoby zapach, ani nie mogła długo latać, bo uszkodziła skrzydło. Wszystko działo się nie tak jak powinno.
Po kilkugodzinach wędrówki, Tiara zrobiła sobie przerwę. Pijąc wodę usłyszała szelest.Zastrzygła uszami i poruszyła nerwowo skrzydłami. Z krzaków wyleciała sikorka.Tiara odetchnęła, ale po chwili ptaszek podszedł do niej. Klacz zniżyła łeb ilekko się uśmiechnęła.
- Witaj. Tyjesteś Tiara? – zaćwierkała. Klacz skinęła głową i spojrzała na nią pytająco. – Mam dla Ciebie wiadomość! Ostatnio jak walczyłaś z tym leopardem i tygrysem,widziałam Cię i poleciałam do Twojego stada. Wiem gdzie zaczynają się jego tereny, ale to trzy dni drogi stąd. – na te słowa Tiara zaklęła w duszy.Wierzyła, że jest niedaleko HOTN, a jednak to nie prawda. – Nie powiedziałamCi, że znam drogę, bo wiem, że musisz jeszcze odzyskać swój medalion. – klacz popatrzyła na sikorkę zaskoczona. – Nie dziw się. Widziałam i słyszałam comówisz do tygrysa. Stąd to wiem. No ale przejdźmy do rzeczy… Poleciałam więc dostada i zawiadomiłam członków, że nie znasz drogi powrotnej i musisz odzyskaćtą kotkę. Oni więc powiedzieli, że Ci pomogą i będą tu jutro. Byłam tam wczoraj i wczoraj wyruszyli. Zebrali naprawdę szybkich i silnych członków, więc napewno Ci pomogą. – na koniec ptak zaćwierkał radośnie, a potem przysiadł nagałęzi na wysokości łba Tiary.
- Dziękuję Ci, że mi chciałaś pomóc. Jednak nie wiem, czy oni znajdą mnie w tej puszczy. –kara spojrzała ze smutkiem na ptaka.
- Na pewno sobie poradzą. Na pomoc wyruszyły chyba 4 zwierzęta. W tym jedno uskrzydlone,jedno z bardzo dobrym węchem, trzecie silne, a czwarte posiada doskonały wzrok.Ich imion niestety nie znam, ale zapewniam Cię, że dadzą radę.
- Szczerzemówiąc, to wierzę w nich. Ale nie wiem czy potrzebuję ich pomocy. To moja sprawa i ja sama powinnam się tym zająć. Wiem oczywiście, że już ich nie powstrzymasz. – klacz pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Cóż, uważam, że powinni Ci pomóc. Te koty to też zagrożenie dla całego stada, a Tysobie z nimi nie poradzisz. Zwłaszcza, że jesteś roślinożernym i masz złamane skrzydło.
- Złamane?! Skąd wiesz?
- Jestem ptakiem, znam się na tym. – sikorka zaśmiała się cicho. – A teraz wybacz, ale muszę Cię opuścić… Do zobaczenia, miło mi, że Cię poznałam! – ptak wzleciał wpowietrze.
- Dziękuję, żegnaj. – Tiara skinęła do niej łbem.
Klacz opuściła głowę i zaczęła skubać trawę. Robiło się późno, więc poszła szukać jakiegoś cichego miejsca do snu. Szybko znalazła przestronną i niezamieszkałą jaskinię. Ułożyła się w niej wygodnie, dając odpocząć nogom. Po kilku minutach zasnęła…
Obudziła siędrugiego dnia, około godziny ósmej. Wstała i poszła się napić. Gdy skończyłaśniadanie, usłyszała znajome głosy. Aspeney, Anaid, Luna i Dag! Tak, to one. Klacz ucieszyła się i pobiegła w stronę rozmówców. Wyszła z krzaków na polanę,a samice słysząc szelest, odwróciły się i z radością powitały konia.
- Tiara! Gdzieś Ty była? Nic Ci nie jest? Dlaczego poszłaś tak daleko sama? Co zLicindą? Gdzie te lamparty? – Aspeney zasypała klacz pytaniami.
- Uh, uh!Jak ja Was dawno nie widziałam. – klaczka uśmiechnęła się do nich ciepło. – Nobyłam… Tu i ówdzie. Najpierw poszłam do naszego lasu, a potem zemdlałam iznalazłam się w tej puszczy. Czy nic mi nie jest? Ogólnie to nie, ale mamzłamane skrzydło. Nie wiem kiedy i gdzie… Licindę schwytali i poszli niewiadomogdzie…
- Dziękujemy za tak wyczerpującą wypowiedź. – Anaid uśmiechnęła się szeroko do pegazich.
- Wieszgdzie teraz musimy iść? – As zwróciła się do Lu, która wciągnęła powietrze
- Chodźcie za mną. – spojrzałyśmy po sobie, po czym poszłyśmy za wilczycą.

CDN.
----------------
Dobra, to jest przedprzedprzedostatnia część. Albo przedprzedostatnia. Jeszcze się zobaczy.
Tak w ogóle, to jest kolejne DNO.
Tak w ogóle, to wypiszcie mnie z nieobecnych, bo i tak odkąd się zawiesiłam, codziennie wchodziłam na stado. ._.'
Tiara. (21:42)

1 sierpnia 2010

Homo sapiens. [Tiara]

01 sierpnia 2010


Przebudziłam się o świcie. Wyszłam na polanę i odetchnęłam głęboko. Przymknęłam powieki, a potem zamieniłam się w człowieka. Jakże ja lubię to ciało. Mogę robić co tylko mi się podoba i wyjątkowo mam władzę nad wszystkim co jest ode mnie mniejsze. Usiadłam na trawie i skrzyżowałam nogi. Ludzkie ciało daje wiele możliwości, jakich nie mam w ciele innych zwierząt. Jednak najlepiej czuję się jako koń. Dlaczego? Nie wiem dlaczego akurat kopytny, ale zwierzęta są przynajmniej cywilizowane. Pff, jak to brzmi. Ale w sumie…

Ludzie najpierw twierdzą, że są najlepszymi przyjaciółmi zwierząt. Bo niby je kochają, dają im jedzenie i schronienie. O miłości nie ma mowy. Nie można przecież kochać zwierząt. To niedorzeczne. To przecież zwykłe… zwierzęta! Nie mają ponoć uczuć.              I dlatego nienawidzę ludzi.

Włożyłam rękę do kieszeni, w której jak zwykle miałam całą szafkę. Doszukując się żyletki, wypadły zapałki, ołówek, kartki i jakiś sznurek. Reszta zawartości na szczęście pozostała w środku. Chwyciłam żyletkę i pomyślałam o bezczelności ludzi. Położyłam drugą rękę na nogach i wbiłam ostrze w skórę. Nie bolało, więc wbiłam jeszcze głębiej. Poleciała krew, ale się tym zbytnio nie przejęłam. Wycięłam na ręce napis „Ludzie są popierdzielonymi idiotami”, a na drugiej ręce napisałam „GREENPEACE!”. W końcu wytarłam żyletkę o trawę i schowałam ją z powrotem do kieszeni. Spojrzałam na obie ręce i zaczęłam się śmiać. Jestem tak cholernie głupia. Po kilku minutach wzruszyłam ramionami i poszłam nad jezioro. Przykucnęłam na brzegu i popatrzyłam na horyzont. Widziałam wiele zwierząt i ludzi z HOTN. Wszyscy pochłonięci swoimi codziennymi zajęciami. Westchnęłam i zanurzyłam ręce w zimnej wodzie, która momentalnie zmieniła kolor na czerwony. Przepłukałam rany i wstałam. Wytarłam ręce w koszulkę i poszłam do lasu.

Ludzie, ludzie, ludzie… Nie tylko zabijają zwierzęta, ale i rośliny. No, znaczy dla nich to przecież nie zabijanie… Drzewa to przecież przedmioty martwe. Nie będą płakać z tego powodu, że ktoś przerobi je na szafkę. Teoretycznie nie mam nic do tego, żeby wycinać drzewa, bo sama korzystam z drewnianych mebli. Ale chociaż się ograniczyć. Jest już tyle programów przyrodniczych o tym, że nadmiernie wycinając drzewa, niszczymy naturalne środowiska zwierząt. Cóż, znów wracam do tematu fauny. Wszystko zmierza do jednego – wkrótce zabijemy samych siebie, bo i my jesteśmy zwierzętami…

Rozejrzałam się po borze, ale utkwiłam wzrok w jednym z wielu drzew. Podeszłam do niego i dotknęłam dłonią kory. Była zdarta przez niedźwiedzia. Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam w najciemniejsze miejsce lasu. Ruszyłam w tamtą stronę. Szłam dwie minuty, las stawał się coraz ciemniejszy. Wchodziłam coraz głębiej do puszczy. W końcu natknęłam się na dużą jaskinię wyścieloną trawą i sianem. To pewnie gawra. Wolałam nie wchodzić do środka. Zawróciłam więc i poszłam w kierunku polany. W końcu dotarłam na miejsce i podeszłam do pokaźnego dęba. Rozciągnęłam się, a potem zrobiłam szpagat. Trwałam przez chwilę w takiej pozycji, rozmyślając co mogę teraz robić. W końcu wstałam i pobiegłam przed siebie. Zamieniłam się w pegaza i pogalopowałam na tereny HOTN.

Za długo byłam w ciele zabójcy…
Tiara. (19:42)

19 lipca 2010

Walka o medalion. Cz. 3 [Tiara]

19 lipca 2010
Kotka została schwytana. Teraz Tiara nie mogła zmieniać postaci. Musiała zostać w ciele pegaza do czasu, gdy odzyska Licindę. O tyle dobrze, że mogła posługiwać się swoimi mocami. Była dość szybka i silna. Nie mogła jednak dużo latać. Uszkodziła skrzydło, nawet nie pamiętała kiedy.
Tygrys obrócił się szybko i spojrzał z powątpieniem na tęczowego pegaza.
-Gdzie ona jest?! – krzyknął rozwścieczony i popatrzył naleoparda.
-Ale kto, ser Krijger? – leopard spojrzał potulnie nadowódcę.
-Ten gepard! – tygrys warknął i rozejrzał się nerwowo.
-Stoję przed Tobą. – Tiara zachichotała i podeszła do niego.
-Nie żartuj sobie ze mnie! – wystawił kły i najeżył sierść.
-Krijger... Jak dla mnie, to trochę dziwne imię. A jak jestna imię Twemu towarzyszowi? – pegazica spojrzała na lamparta, który skulił sięprzy drzewie. –Co jest? Boisz się konia?
-Jesteś taka… Duża… - powiedział cicho.
-Krijger to wojownik po holendersku. – tygrys warknął ispojrzał w górę na pegaza.
-Ah tak… Jakże mogłabym zapomnieć? Ojciec mi o tym wspominał. Swoją drogą, kiedy oddasz mi mój medalion? – zapytała a potem popatrzyła drwiąco na leoparda.
-Ojciec? Skąd Twój ojciec mnie zna? – tygrys zaciekawił się,jednak w jego głosie nadal było słychać gniew.
-Raczej znał. No wiesz, to długa historia, nie mam zamiaru Ci jej opowiadać… No więc kiedy mi oddasz Licindę? – ponowiła pytanie.
-Nigdy… A jeśli nie kłamiesz i naprawdę jesteś Tiarą i jesteś pod swoją naturalną postacią, to jesteś żałosna! Ot co. – zaśmiał się.
-Haha, nie znasz mnie dokładnie. – klacz uśmiechnęła się tajemniczo.
-Czyli chcesz walczyć?! Oh, to wiesz co, mogę od razu Cię zabić. – syknął.
-Raczej ja Ciebie. – powiedziała krótko.
W tym samym momencie tygrys skoczył na klacz i wbił pazury wjej ciało. Tiara wystraszona, nie wiedziała co ma robić lecz po chwili zaczęła wierzgać i kopać. Potężny kot trzymał się mocno ciała konia.
-Uciekaj z tym kotem do kryjówki! – tygrys krzyknąłdo leoparda. On skinął tylko głową i pobiegł w las.
-Swoją drogą… To skąd wiesz, że ten kot to mój medalion? –Tiara spojrzała na niego wyraźnie rozbawiona.
Tygrys odwzajemnił spojrzenie, był zdenerwowany. Puścił ją istanął na ziemi.
-A to nie on? – kot zadał pytanie, a Tiara korzystając zmomentu, odwróciła się i pogalopowała za leopardem.
Po chwili usłyszała za sobą kroki tygrysa. Przyspieszyła docwału i pędziła zwinnie między drzewami. Kilkanaście metrów później, stwierdziła zadowolona, że go zgubiła. Zwolniła do stępa i maszerowała po lesie. Wiedziała, że nie ma pojęcia, gdzie pobiegł leopard. Ale przynajmniej zgubiła tygrysa. Postanowiła jednak kontynuować podróż…
CDN.
Taa, to jest krótkie, bo nie miałam pomysłu. Czwarta część dopiero po moim powrocie. c:
Tiara.(20:36)

16 lipca 2010

Walka o medalion. Cz. 2 [Tiara]

Tiara szła przez dobre 20 minut. Już wzeszło słońce. Stadopewnie siedzi teraz na polanie, rozmawia i wygłupia się. Uśmiechnęła się dowłasnych myśli, ale potem posmutniała. W końcu jej przy nich nie było.Pokręciła głową z niedowierzaniem. Jak mogła pójść tak daleko sama? Jestkoniem, a konie nie są samotnikami. Co z tego, że teraz zamieniła się wdrapieżnika? W duszy nadal jest potulnym wierzchowcem i rozchichotanymcharakterem stadnym. Po krótkim postoju poszła dalej. Znowu usłyszała porannepiski. Rozejrzała się, jednak nikogo nie zauważyła. Ignorując wszystko naokoło,szła przed siebie, byleby dojść jak najszybciej do terenów HOTN. Po kilkunastumetrach zobaczyła leoparda. To ten sam, którego zabiła. Wystraszyła się ipotrzepała głową. Czy dobrze widzi? Przecież go zabiła. Podeszła bliżej izobaczyła dwie hieny, które niosły samca na grzbietach. Zaczęła przysłuchiwaćsię ich rozmowie.
-Ciekawe kto zabił Lancelota...
-A po co on nam kazał w ogóle biegać obok terenów tegostada?
-Nie wiem. Może mieliśmy kogoś zwabić?
-Pewnie tak… Ale chyba nam nie wyszło. – Hiena skrzywiłasię.
-Skąd wiesz? Może to właśnie ten ktoś go zabił. – Druga zhien zatrzymała się i ruchem głowy nakazała pierwszej rzucić ciało na ziemię.
Pantera poszła jednak dalej, starając się nie myśleć o tym,że zwierzyna, którą chciała wytropić, była tylko pułapką zastawioną przezleoparda. Przełknęła ślinę i uniosła łeb ku niebu. Było jasno, ale onawpatrywała się w gwiazdy. Mimo, że nikt nie widział gwiazd o tej porze, onawidziała je doskonale. Była smutna z tego powodu, że w jej rodzinie jest ktoś,kto pochodzi od ciał niebieskich. Przez to, ciągle miała kłopoty. Po chwilirozmyślań sprawdziła okolicę i ruszyła przed siebie.
Kilkanaście minut później doszła do niedużego stawu.Przysiadła na brzegu, a potem schyliła się do tafli wody. Przyglądała się sobieprzez dłuższą chwilę. Nagle usłyszała za sobą hałas nie do opisania. Piski,wrzaski, krzyki, tętent kopyt, łomot i inne dźwięki dochodziły z gęstwiny.Odwróciła się, a potem zamieniła w pegaza. Wzleciała ponad las. Z góry niewidziała terenów HOTN i nic podobnego. Tylko lasy i lasy. Nie wiedziała jakdługo zajmie jej powrót do rodziny. W końcu obejrzała się w miejsce, z któregodochodziły dźwięki. Zamiast drzew, zobaczyła ogień. Wielki płomień pożerający drzewa.Z sekundy na sekundę płomień był coraz bliżej. W powietrzu była bezpieczna, alezbyt szybko traciła siły pod postacią pegaza. W końcu znalazła się na ziemi.Zamieniła się w geparda i pognała ile sił w nogach przed siebie. Po pewnymczasie zgubiła stado przestraszonych zwierząt, ale czuła, że ogień jest corazbliżej. Wtem z którejś strony wyskoczył na nią leopard. Wystraszyła się, boprzecież zabiła jednego. Owszem jest na świecie wiele takich kotów, ale czemuwszystkie uwzięły się na nią? Popatrzyła w jego oczy. Nie były pomarańczowe,jak oczy poprzedniego kotowatego. Ten miał oczy czarne jak węgle. Jednak miałna swoim ciele coś, co przykuło szczególną uwagę Tiary. Miał znak, któryposiadał również Lancelot. Nie na łopatce, jak tamten, ale na przedniej łapie.Są z tego samego klanu!
Gepardzica warknęła zaciekle i już chciała się wydostać spodciężaru zwierzęcia, jednak nie miała wystarczająco dużo siły. W ciele gepardabyła szybsza, ale słabsza. Już nie mogła zamienić się w panterę czy innezwierzę. Było za późno. Leopard uderzył samicę łapą. Tiara nie wiedziała gdziejest, co robi, co się dzieje. Nie wiedziała i nie czuła nic. Po chwili pojawiłasię Licinda. Tiara spojrzała szybko na leoparda, ale ten nic nie zauważył.
-Ti, Tiara, Tiaruśku. Nie umieraj mi tu! – krzyknął duszek.
-Ej cicho… - szepnęła Tiara. –Jeszcze Cię usłyszy.
-A co by mi zrobił? – Licinda przeleciała nad pyskiem Tiary
-Skonfiskował. – gepardzica zachichotała.
-No i co z tego? Nie zależy Ci przecież na mnie…
-W sumie to tak. Ale czemu Ty nie chcesz, żebym umierała?Przecież mnie nie lubisz.
-Yhm… Uoeh… No, jakby to powiedzieć… Lubię Cię… - duszekodleciał na bok.
-Łał. To nowość. Cóż, musimy być cicho.
Leopard usłyszawszy rozmowę, zwrócił się do leżącej ofiary:
-Do kogo Ty mówisz?!
-A Ty czemu nic ze mną nie robisz, tylko czegoś wypatrujesz,a drugim okiem mnie pilnujesz?
-Bo czekam na kogoś, kto rozkazał mi Cię schwytać! – leopardryknął nad uchem geparda, a potem znowu usiadł 3 metry od niej.
Po dziesięciu minutach w końcu przyszedł zleceniodawca…Tiara spojrzała na niego tylko i jęknęła.
-A więc to jest dziedziczka. – potężny samiec uniósł dumnie łeb.
-A więc to jest ktoś, kto chce mnie zabić. – gepardzica syknęław stronę tygrysa, który nad nią stał. –Czemu masz gang leopardów, a nietygrysów? I czemu masz hieny jako pomocników?!
-Ponieważ chcę, by moi poddani byli ode mnie mniejsi. Chcę,żeby nie byli równi mnie. Powiedz mi, gdzie trzymasz ten medalion?
-On sam się trzyma. – gepardzica zaśmiała się i spojrzała na niego z ironią.
-Mów gdzie! – tygrys warknął i przybliżył się do Tiary.
-Hmm… W sumie to w powietrzu… Lata po świecie. Bo wiesz, to jest taki… Duch. – Tiara uśmiechnęła się sztucznie do tygrysa, a zza jej barkuwyskoczyła biała kotka.
Licinda przejechała ogonem po łapie Tiary i podeszła dogeparda.
-Licinda! – Tiara krzyknęła, ale potem zdała sobie sprawię ztego, co zrobiła.
-Licinda? Zaraz… Czy to nie… To jej medalion! Łapcie tegokota! – samiec wydał polecenie.
Tiara w ostatnim momencie wypowiedziała zaklęcie zmieniającew pegaza.

CDN.
Tiara. (16:47)

13 lipca 2010

Walka o medalion. Cz. 1 [Tiara]

13 lipca 2010
Klacz obudziła się jeszcze przed świtem. Na zewnątrz panowałpółmrok, ale czuć było już poranne rześkie powietrze. Tęczowa wciągnęłapowietrze przez chrapy i skierowała uszy w stronę z której usłyszała dziwny pisk.Wstrzymała oddech i nasłuchiwała. Zwierzę uciekało przez las. Sarna czy królik- to nie miało dla samicy większego znaczenia. Ruszyła przed siebie galopem apo chwili zamieniła się w panterę. Po kilkunastu metrach wbiegła w las. Zwolniła,a potem zatrzymała się w pół kroku. Skierowała głowę w lewą stronę. Źrenicekota rozszerzyły się maksymalnie. Czarne koło praktycznie całkiem zakrywało tarczęzłotozielonej tęczówki.
Poszła w stronę zwierzyny. Głosy uciszały się, a potem znówzbliżały w jej kierunku. Ktoś lub coś widocznie goniło słabszą od siebieistotę. Pantera stała w krzakach i czekała. Po kilku minutach piski ucichłycałkowicie. Wyszła więc pewnym krokiem przed siebie. „Pewnie się oddalili”pomyślała i przystanęła na chwilę. Nagle poczuła ból na grzbiecie. Potem wklatce piersiowej, a na końcu, nie czuła zupełnie nic. Ostatkiem sił uniosłalekko łeb do góry. Coś przemknęło obok niej i zniknęło w zaroślach. Potemosłabła.
Ocknęła się w całkiem innym miejscu puszczy. Spojrzała naniebo – nadal nie świtało. Nie spędziła więc tu dużo czasu. Od razu wstała.Otrzepała się i rozejrzała po okolicy. Nie znała tego miejsca. Podbiegła paręmetrów przed siebie. Potem zawróciła, aż w konću wbiegła między drzewa.Spojrzała w bok. Kilka metrów obok niej, biegła równie duża istota. Patrzyła woczy Tiary. Pantera aż wzdrygnęła się i przyspieszyła kroku. Zobaczyła przedsobą duże drzewo. Najniższa gałąź była dostatecznie nisko, by móc na niąwskoczyć. Jednym susem znalazła się tuż pod wypatrzonym drzewie. Odwróciła sięi skontrolowała ruchy rywala. Wskoczyła na gałąź, potem na kolejną i przysiadłana niej, obserwując teren. Jej czarna sierść powinna ukryć jej ruchy, chociaż wmałym stopniu. Po chwili z krzaków wybiegł leopard i rozglądnął się po małejpolance. Tiara wbijała w niego swe żółtawe ślepia. Leopard uniósł łeb do góry iwarknął donośnie. Podbiegł do drzewa i oparł się o pień przednimi łapami.Pantera zatrzęsła się na gałęzi i rozmyślała nad planem działania. W końcupostanowiła zeskoczyć na kota. Spojrzała tylko w dół i westchnęła. „Raz kozieśmierć” powiedziała do siebie w myślach i skoczyła na leoparda. Kotowatywybałuszył tylko oczy i nie zdążył zareagować. Tiara wbiła w jego ciało, swojeprzeźroczyste pazury i odskoczyła na bok.
-Czego ode mnie chcesz? – Pantera skrzywiła się, patrząc naprzeciwnika. Ten rozejrzał się, a potem popatrzył na nią pomarańczowymi oczami.
-Wiem, że ojciec powierzył Ci niegdyś swego rodzajumedalion. Dzięki niemu możesz zmieniać postacie. – Cętkowany kocur wstał zziemi i wylizał swoje rany.
-Tylko po to mnie szukasz? – Czarna uniosła brew i spojrzałana niego drwiąco.
-Tylko, nie tylko… Nie ważne! Chcę go mieć! – Warknął ikłapnął zębami.
-Na co Ci Licin… Mój medalion?
-Chcę zmieniać swoje postacie. Chcę być w tym momenciezebrą, a w innym – lwem! To najlepsza rzecz, jaką można mieć. Jaka jest Twojaprawdziwa postać?
-Raczej wolisz nie wiedzieć. – Syknęła i już chciała odejść,gdy samiec zadrapał jej bok potężną łapą. –Auu! – Pantera odwróciła się momentalniei machnęła łapą obok głowy przeciwnika. Zraniła go w oko, a gdy ten użalał sięnad swoim losem, pobiegła przed siebie.
-Ej! Przecież nawet nie wiesz gdzie jesteś! Dokąd uciekasz?!
„Nie wiesz gdzie jesteś… No jasne, że nie wiem! Co mam na toporadzić? Kto chciał mnie zabić, a potem przywlókł tu? Hm… No jasne!” Panterazatrzymała się i spojrzała za siebie. Samiec już ją doganiał. Odwróciła się ipobiegła wprost na napastnika. Wyskoczyła w tym samym momencie co on iprzewaliła go na grzbiet. Wbiła pazury w jego pierś i warknęła nad głową.
-Nie zabijaj mnie tylko dla medalionu! Nie zabijaj mnie zato, że urodziłam się w nieodpowiednim dla mnie rodzie! – Uniosła wargi iukazała wszystkie zęby.
Leopard jednym ruchem przewrócił się na bok i teraz to onabyła pod nim. W oczach miała panikę, w głowie gniew, a w sercu tęsknotę dorodziny. Nie wiedziała co zrobić. Zmrużyła tylko powieki i zebrała w sobie całąsiłę. Kopnęła leoparda tylnymi łapami w brzuch, a potem szybko się podniosła.Patrzyła tylko jak samiec ląduje grzbietem na kamieniu. Na dźwięk łamanegokręgosłupa w oczach pantery pojawiły się łzy. Zacisnęła zęby, jednak wiedziała,że zrobiła dobrze. Westchnęła i nabrała powietrze do płuc. Poszła znów przedsiebie.

CDN.
Tiara. (19:49)

5 czerwca 2010

Takie, o. [Tiara]

Klacz wstała wcześnie tego dnia. Coś nie dawałojej spać. Była zaledwie 3 nad ranem. Wyszła z jaskini i poszła nadrzekę. Ostatnimi czasy, lubiła tu przesiadywać.
  Napiła się wody iposkubała trochę trawy. Później ruszyła do lasu, jakaś nieznana siła jątam próbowała zaciągnąć od dłuższego czasu, jednak zawsze odkładała tona później.
-Witaj Tiaro.
-Licinda? - zdziwiła się - Czego chcesz?
-Mam dla Ciebie ciekawą wiadomość.
-Jakaż to ciekawa wiadomość wyrwała Cię z wiecznego snu?
-Wsumie to ciekawe dla Ciebie. Od naszego przedostatniego spotkania,ponad 2 lata temu, krążyłam po świecie. Widziałam wiele martwychstworzeń i wkradałam się do duszy jednego zwierzęcia każdego gatunku.Tym sposobem, wypowiadając odpowiednie zaklęcie, możesz zmienić się wdowolne zwierzę. Wiem, że zawsze tego chciałaś.
-Racja. - przytaknęła - Ale w sumie do czego może mi się to przydać?
-Na przykład do walki z innymi zwierzętami.
-Ten Debil... - pomyślała i zachichotała
-Albo do wędrówki po terenach, po których jako koń nie dasz rady iść.
-Jestempegazem, mogę przelecieć nad danym miejscem... Tyle razy Ci topowtarzam, a Ty nadal traktujesz mnie jak zwykłego konia. Wiesz, żezwykła nie jestem...
-A jeśli byś chciała pozwiedzać okolicę?
-Raczej wątpię.
-Ale jeśli EWENTUALNIE?
-No, może ewentualnie... Ale z lotu widać wszystko lepiej.
-Ale wtedy możesz się zmęczyć bardziej niż jak idziesz.
-A mogę? - nie kryła zdziwienia, bo myślała, że nie męczy się, lecąc
-Jasne, że tak.
-No dobra... Jakie jest to zaklęcie?
-Jeśli chcesz zmienić się w wilka, mówisz:
W wilka zmień się naraz już, o nic nie pytaj, tylko skórę jego włóż.
W miejsce "wilka" możesz wstawiać różne gatunki zwierząt, w zależności, którym z nich chcesz być.
-Mam to za każdym razem mówić?! Nawet gdy nie chcę by inni to słyszeli, bo ma żałosną treść?
-Yhm... Możesz też wypowiedzieć je w myślach.
-To dobrze...
Takim sposobem zakończyły swoją rozmowę. Bodajże czwartą w ich życiu. Po chwili jednak duszek zjawił się ponownie.
-JezuLicinda! Działasz mi na nerwy... Zaraz Cię zamknę w Wisiorku! A jeśli to nie pomoże, to w jakiejś Lampie Alladyna, czy czymś...
-Nie, tylko nie do wisiorka! Ja tylko chciałam spytać, czemu jesteś dzisiaj jakaś zła.
-Bo rozmawiam z Tobą.
-Ale cały dzień.
-Skąd wiesz, że przez cały dzień jestem zła?
-Bo Cię widzę. Jestem małą częścią Ciebie.
-Tobyć może dlatego jestem czasem aż za bardzo wnerwiająca. - klaczzaśmiała się do siebie - No a jeśli mnie widzisz, to czemu nie widzisz,że kłócę się z Tym Debilem?
-Dobra, dobra... Widzę.
-Więc ja nie widzę żadnego problemu.
-Żegnaj...
-Taa... Do zobaczenia.

Totyle... Nie mam weny, poza tym to tylko "sprawozdanie" z rozmowy z TąDebilką. *zaśmiała się* Nie, no dobra. Ten Debil, jest tylko jeden.
A napisałam to, żebyście się nagle nie zdziwili, że zamieniam się w coś innego od człowieka...
Chcę być zdrowa, bo tracę zmysły! D:
Tiara. (10:24)

18 maja 2010

Zadanie na zwiadowcę. [Tiara]

17 maja 2010
Doszły Nas słuchy, że gromada Ostatnich Pum weszła na nasze terytorium bez zezwolenia i wybija Nam zwierzynę. Pójdź na zwiady. Stadko znajduje się na północ od naszego siedliska, 8km od Doliny Siedmiu Rzek. Opisz swoje przygody podczas tej wędrówki.

Gdy dostałam zadanie, postanowiłam wyruszyć już w drugi dzień.
  Poszłam przed siebie, a po piętnastu metrach postanowiłam lecieć no bo w końcu od czego są skrzydła. Rozłożyłam je, rozpędziłam się i wzniosłam w powietrze. Wiatr rozwiewał mi grzywę i ogon. Słyszałam tylko szum skrzydeł.
  Leciałam 10 minut, wylądowałam w lesie. Odpoczęłam tam chwilę, po czym ruszyłam stępem przed siebie. Było ciemno, ale w sumie tylko tam można było wylądować. Na około były tylko zarośla, zarośla, rzeki, zarośla, góry... Szłam na oślep, bo szczerze mówiąc nie wiedziałam w jakiej części boru jestem. Wiedziałam tylko, że do celu, zostało mi mniej niż kilometr drogi.
W pewnym miejscu, natknęłam się na ślady ludzi. Nie tylko odciski butów, ale były tam też ich rzeczy. Np. puszki.-.- Powąchałam je, ale że nie mam doskonałego węchu, nie mogłam ocenić dokładnie ile już tam leżały. Ale mniej więcej był to tydzień. Spojrzałam w górę. Nade mną rozciągał się wielki baldachim drzew. Gdy padał mały deszcz, to krople wody na pewno się tu nie przedostawały, a burzy ostatnio nie było. Nic nie mogło zmyć śladów, więc na pewno nie są świeże. Jeszcze z tym zapachem... Postanowiłam iść po tych śladach, może na coś ciekawego natrafię. Ruszyłam zgodnie z kierunkiem odcisków. Szłam około 3 minut i w celu stanęłam jak wryta. Chata! Tutaj mieszkają ludzie! Podeszłam do domu, popatrzyłam przez okno. Nikogo nie było. W środku wszystko porozrzucane. Ale jednak to miejsce było niebezpieczne. Trzeba będzie coś z tym zrobić. Wygonić ludzi, spalić dom... Coś musimy wymyślić. Cóż, na razie nie sprawiali zagrożenia, bo skoro byli tu około tydzień temu, to mamy jeszcze czas.
Przeszłam jeszcze kawałek. Zobaczyłam wilka. Był odwrócony do mnie tyłem. -"To nasze tereny..." pomyślałam i podeszłam do niego. Nie usłyszał mnie, więc go zagadnęłam.
-Wiesz, że to są tereny Stada Nocy? - zagadnęłam.
-Wiem, ale chyba do Was dołączę. Szkoda tylko, że macie je od nowa. Alpha Was porzuciła, co? - przeszył mnie lodowatym spojrzeniem.
Ostatnie pytanie puściłam mimo uszu. Zabolało mnie to.
-A czy dla Ciebie to jest przeszkodą, żeby dołączyć? A może chcesz przejąć stado i znów Nas opuścić? - spojrzałam na niego i prychnęłam.
Wilk tylko ukazał zęby w fałszywym uśmiechu i rzucił się w moją stronę.
-Mam zadanie do wykonania... - powiedziałam stając dęba -Nie powinnam tracić czasu dla takich idiotów. - zarżałam.
-Może tym zadaniem jestem ja?
-To raczej wątpliwe... - kopnęłam go.
Wilk odskoczył z piskiem.
-Pożałujesz tego. - powiedział.
-Raczej Ty pożałujesz. - przewróciłam oczami i zesłałam na niego deszcz meteorytów. -To by było tyle z mojej strony. - odbiegłam dalej.
Po kilku krokach znowu wzleciałam 20 metrów nad ziemię. Potem wznosiłam się wyżej i wyżej. Z powietrza widziałam wszystko. Wzrok mam dobry i widzę wszystko dwa razy lepiej i dwa razy dalej. Zauważyłam więc na polanie, stadko pum. Wzdrygnęłam się na ich myśl. Wylądowałam nieopodal nich, kryjąc się w lesie. Pumy właśnie jadły sarnę. Miałam ochotę wybiec tam i powiedzieć im co o tym myślę. Ale to by było żałosne i na pewno zabiłyby mnie jeszcze zanim zdążyłabym powiedzieć, że to nasze tereny i nie powinny zabijać tutejszej zwierzyny. Oczywiście chciałabym powiedzieć o dwadzieścia zdań więcej, ale udałoby mi się to tylko wtedy, gdyby zamiast pum były żuczki. Pomyślałam o Destroy. Przywołałam ją telepatycznie. :3. Szybko zjawiła się na miejscu. Wkroczyłyśmy na polanę. Des zabiła dwa koty. Ja odganiałam pozostałe. Trzy odbiegły poranione kopytami. Jedna skoczyła mi na grzbiet. Wbiła pazury w moją szyję. Zarżałam z bólu i stanęłam dęba. Machałam skrzydłami i próbowałam ją zrzucić. Trzy pumy otoczyły Destroy. Zabiła dwie pozostałe. Trzecią zaczęła gonić, w końcu i ją zabiła. Ja w tym czasie podleciałam kilka metrów do góry. Robiłam salta w powietrzu. Czułam jak wielki kot trzyma się pazurami mojej szyi by nie spaść. Wzleciałam parę metrów wyżej. W końcu spadła, zabiła się.
Wylądowałam koło Des. Pogratulowałam jej. Wróciłyśmy na tereny stada. Destroy bez ran i nawet najmniejszych zadrapań, ja - pokaleczona, lecz zadowolona ze swojego zadania. Zwiadowca nie musi umieć walczyć. Skinęłam łbem do Aspeney i odeszłam do wodopoju nabrać sił.
Tiara. (17:48)