Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podobni do nas lecz bardziej okrutni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podobni do nas lecz bardziej okrutni. Pokaż wszystkie posty

29 października 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni. VII [Arashi]

29 października 2011

Proszę czytać powoli, bez pośpiechu. Wsłuchać się w muzykę. Nikt was nie goni.
_______________________________________________
[muzyka]
      - Arashi, Arashi- słyszałam ciche głosy, jakby wywołujące mnie do świata żywych. Były jak szeptające ptaki, lecące nade mną w dużej wysokości.
     Gdzie ja jestem? Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie panowała ciemność, dlatego trudno mi było coś zobaczyć. Jednak po krótkiej chwili moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Ujrzałam dużą jaskinię. Była pusta. Całkowicie pusta. Było tu tak niezmiernie cicho...
     - Arashi- w głowie zahuczał mi wyraźny, dźwięczny głos. Mój głos. Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę, skąd dobiegał.
     W jednym z zacienionych wgłębień i tak ciemnej już jaskini siedziała drobna wilczyca o fioletowej sierści. Otworzyłam szeroko oczy, patrząc na wystraszoną, chudą, zmęczoną waderę. Czy to ja? Nie. To niemożliwe. Tamta wilczyca jest na skraju życia i śmierci. Ja jestem w pełni sił. To niemożliwe.
    - Arashi...- powtórzyła ochryple moje imię. Zbliżyłam się do niej kilka kroków, jednak ta się cofnęła, dysząc przez zęby- Nie zbliżaj się...- wyglądała tak słabo... jakby po zrobieniu kroku miała jej się złamać jakaś kość.
     Zatrzymałam się gwałtownie. Jednak nadal uważnie obserwowałam wilczycę, która spojrzała na mnie swoimi błękitnymi jak woda ślepiami, będącymi jedynym źródłem światła w pomieszczeniu. Wtedy zauważyłam, że szklą się one od łez. Nie wiedziałam, co mam mówić, co robić. Nie wiedziałam, co się tu w ogóle dzieje.
     - Twoje oczy... - szepnęła- Moje oczy... Twoje... Nasze oczy...- łza spłynęła jej po policzku.
     Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem, szukając spojrzeniem jej wzroku, będącego w punkcie znanym tylko waderze.
    - Twoje oczy są... inne- wychrypiała- są szare, ciemne, przyćmione. Pełne smutku i nienawiści- popatrzyła jeszcze raz w moje ślepia- Więc jednak im się udało...- mruknęła pod nosem.
     Ale... o co chodzi?
    - K... kim jesteś?-  w końcu zdołałam z siebie wydukać. To jedyne, co przyszło mi na język. Czułam wielką gulę w gardle, która blokowała moje słowa. Te wszystkie pytania, które mi się nasuwały.
    - Jestem... tobą- wyszeptała- A ty mną. Przynajmniej tak mi się zdaje. Czy ty nic nie pamiętasz?
     Dopiero wtedy się zorientowałam. W mojej głowie panowała kompletna pustka. Nic nie wiem. Nic nie pamiętam.
     Nic. To słowo tak wiele wyraża....
    - Nie- odparłam głucho- Co to za miejsce?- zapytałam, patrząc nadal na płaczącą waderę.
     Chcę płakać. Płakać z całych sił. I nie przestawać....
     - Nie wiem- powiedziała- Ja... ja umieram, Arashi- szepnęła cicho- Jeśli umrę... jeśli umrę...- znów się rozpłakała.
     - Spokojnie. Nie umrzesz. Jestem z tobą...
     - Mówiłam już. Nie zbliżaj się do mnie- rzekła, ocierając łzy- Muszę oddać ci oczy.
     - Słucham?- zapytałam lekko zdziwiona.
     - Oczy są zwierciadłem duszy, jak to powiadają. Ja jestem... twoją duszą Arashi- rzekła cicho. Jeśli oddam ci moje oczy... nie będziesz tylko cielesną powłoką, jaką jesteś teraz. I zostaniesz sobą. Nie będziesz chodzącą bronią, jak cię stworzono.
     Widziałam, jak po jej policzkach kapią łzy.
     A potem...
          Czułam ten ból, który wypalał mi oczy. Słyszałam swoje własne głuche wycie, spowodowane bólem.  A potem ukojenie w postaci błękitnych ślepi, które wstąpiły na miejsce starych, pustych, nikomu nieprzydatnych oczu. I przywrócone wspomnienia. I brak tej pustki w środku. I dopiero  wtedy przypomniałam sobie, co się tak właściwie dzieje.
     O      Mój    BOŻE
    Jeszcze raz spojrzałam ze smutkiem na miejsce, gdzie przed chwilą siedziała... siedziałam ja. Była tam mała buteleczka, wypełniona niebieskimi łzami, zawieszona na rzemyku. Wzięłam ją w pysk i zgrabnie zawiązałam rzemyk na przedniej łapie.
     Idę do Was. Witaj, ty durny świecie.

    
Gwałtownie otworzyłam oczy i poderwałam się z ziemi. Ciężko dyszałam, jakbym właśnie przebiegła stukilometrowy maraton. Znajdowałam się w głównej jaskini. Tak dobrze mi znanej. W pomieszczeniu znajdowały się Szera oraz Tiffany.
     Szera, widząc, że się obudziłam, zerwała się na równe łapy.
     - Arashi!- krzyknęła... chyba z radością. Podbiegła do mnie z uśmiechem na pysku.
     Ja jednak od razu się rozpłakałam, wspominając fioletową wilczycę o błękitnych oczach... moich błękitnych oczach.
     - Arashi...- powiedziała Szera niepewnie- kładąc mi łapę na ramieniu- Co się stało?
     Popatrzyłam na nią, jednak nie widząc żadnego zdziwienia na jej pysku, odpuściłam. Więc nie zauważyła zmiany.
     - Nic...- szepnęłam,a po chwili namysłu wydusiłam z siebie ciche:
     - Muszę iść pomóc reszcie.
    
     Gdy tylko wilczyca otworzyła pysk, nie pozwoliłam jej dojść do słowa
     - Jestem w pełni sił. Nic mi nie jest- powiedziałam przygnębionym tonem.
***
     Więc oddział trzeci. Miałam dojść do oddzału trzeciego, do której jeszcze wczoraj dobiegły Aldieb i Tin.
     Wybrałam się więc na szybkie polowanie. Po zjedzeniu małej sarny, poszłam na południowy zachód. Przełaziłam nad zwalonymi pniami, omijałam ostre krzewy, aż w końcu dotarłam do grupy, składającej się z Kitsune, Anaid, Aldieb, Tin i Uradium. Najwyraźniej na mnie czekały, bo siedziały wszystkie na niewielkiej polance. Wszystkie pięć popatrzyły na mnie, a ich wzrok wyrażał współczucie i smutek.
     - Boże, co oni ci zrobili- szepnęła jedna z nich, jednak nie wiedziałam która, gdyż nie zwróciłam na to uwagi.
     Odwzajemniłam ich wzrok, jednocześnie zbierając się w duchu. W końcu, po chwili powstrzymywania łez, poszłam na drugi koniec polany i ułożyłam się w gęstych krzakach, aby w razie czego dobrze się schować.
     - Rozumiem, że jak na razie robimy sobie krótki odpoczynek?- wymamrotałam.
     - Tak, dokładnie- odrzekła Uradium- Jednak tylko na godzinę. Już zaczyna się ściemniać, więc ludzie będą mieli gorszą widoczność. Wykorzystamy to i pójdziemy na przeszpiegi.
     Pokiwałam lekko głową. Potrzebowałam snu. Chociaż tej godziny, aby odsapnąć. Nie przyznawałam się do tego, ze okropnie bolały mnie wszystkie kości, które widocznie jeszcze nie ukończyły zmian genetycznych. Wtedy zorientowałam się, że nie wiem, jak wyglądam. Czy nadal jestem sobą?
     - Hej... czy gdzieś tu w pobliżu jest woda?- zapytałam.
     - Pół kilometra na wschód- rzekła Kitsune, wskazując łapą kierunek- Tylko wróć zaraz, a jakby coś się stało, to wyj.
     Kiwnęłam niemrawo głową, po czym ruszyłam swój ociężały tyłek i potruchtałam w kierunku wskazanym przez jedną z... przyjaciółek?
     Kim są dla mnie członkowie stada?
    Zaczęłam zastanawiać się w duchu nad sensem bycia. W tym stadzie i ogólnie na świecie. Czy jest jakikolwiek sens, gdy nie wiadomo ile ktoś dla ciebie znaczy?
     Westchnęłam ciężko, gdy ujrzałam malutki stawik, wyglądający bardziej jak duża, głęboka kałuża. Nabrałam w płuca powietrza, by po chwili zbliżyć się do niewzruszonego lustra wody. Łzy nabiegły mi do błękitnych oczu, kiedy tylko zobaczyłam swoje odbicie. W ogóle się nie przypominałam. Byłam... potworem. Ciemnoczerwona sierść koloru zaschniętej krwi, kły dwa razy dłuższe, niż miałam wcześniej. Pazury dłuższe niż u przeciętnej pumy, a na dodatek zalążki skrzydeł, które składały się z kości i cienkiej błony skórnej pomiędzy nimi. Usiadłam nad brzegiem, by patrzeć, jak słone krople jedna po drugiej wpadają do wody, mieszając się z nią i łącząc w jedno. Jedynym pocieszeniem były błyszczące w wodzie dwa błękitne punkciki na środku pyska.
    
     - Arashi- usłyszałam za sobą głos Tiinkerbell- Nie płacz, proszę- zbliżyła się do mnie.
     - Ona... ona się mnie bała- szepnęłam z żalem w głosie- Ona się mnie bała... To dlatego nie chciała, bym podchodziła- łkałam.
     - Arashi- powtórzyła- Nikt się ciebie nie boi. Uwierz mi. A teraz chodź, bo się martwimy o ciebie.
     Pokiwałam głową i poszłam za wilczycą na polankę. Ponownie schowałam się w krzakach i przymknęłam oczy. Owinęłam się ogonem, jednak ogarnęło mnie zdziwienie, gdy nie poczułam znajomego ciepła puszystej sierści. Bałam się uchylić powieki, jednak po kilku sekundach zastanowienia zrobiłam to. Mojemu spojrzeniu ukazał się ogon złożony dokładnie z dwudziestu grubych kręgów, zaś na samym jego końcu widniał wielki, kościsty kolec, z którego wciąż nieustannie, bez mojej kontroli, kapała fioletowa trucizna. Popatrzyłam na pył, który pozostał w miejscu trawy, na którą spływała ciecz. Przełknęłam ślinę, jednak nie płakałam. już starczy łez. Nie po to mi oczy, aby wciąż przysłaniać je łzami.
     - Tin...- szepnęłam- Pójdziesz w ludzkiej postaci na przeszpiegi, w ostateczności możesz użyć broni i zabić któregoś z nich, jednak staraj się nie wzbudzać żadnych podejrzeń- zarządziłam, mrucząc cicho pod nosem- My za to zbadamy teren i sprawdzimy, gdzie ludzie rozbili obóz.
     Wszystkie wilczyce pokiwały stanowczo głowami. Spojrzałam w rozgwieżdżone niebo z nadzieją na lepsze jutro. Właśnie. W końcu jakaś nadzieja zapłonęła małym płomykiem w moim sercu.
     To jest wojna. I my ją wygramy.
______________________________________________
No i kuniec. Wszystkich poszkodowanych, którzy ponieśli jakiś uszczerbek na zdrowiu bądź psychice przepraszam za zbyt długie czekanie na tę część. Ach, i jeśli ktoś wysiwiał od czekania to też przepraszam.
Nie wiem, czy drugi podkład pasuje, jednak mi się przyjemnie czytało przy tej piosence.
Arashi (19:14)

23 sierpnia 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni, VI [Aldieb]

23 sierpnia 2011

Minęła noc. Ciepłe promie słonecznego świata musnęły mój policzek, zmuszając do uniesienia powiek. Nastawał świt. Niebo przybierało ciepły odcień, który z każdą minutą wypędzał głęboki granat, którym to przystroił się firmament.Przetarłam twarz rękoma, po czym z cichym westchnieniem wstałam. Weszłam do ciemnego otworu w ścianie skalnej, który prowadził przez krótki korytarz do rozległej jaskini. Podeszłam do czterech postaci znajdujących się w dalszej części pomieszczenia. Obrzuciłam spojrzeniem nadal nieprzytomną Arashi oraz nadal osłabioną, lecz stojącą już na własnych nogach Tin. W następnej kolejności przeniosłam wzrok na Szerę i Anaid.
-Co z nią? – Spytałam już chyba rutynowo, jednak nie pozwoliłam sobie jeszcze na nadzieję, że nastąpił jakiś postęp.
-Bez zmian. – Szamanka posłała mi znaczące spojrzenie. Odeszłyśmy kilka kroków na bok. – Al., musimy ruszać.  Nie da się przewidzieć kiedy Arashi się obudzi, a reszta grupy może mieć spore kłopoty. Co jeśli ludziom udało się ich złapać? – Brunetka zadała pytanie, które od dłuższego czasu błąkało mi się po głowie. Miała rację. Nie mogliśmy dłużej zwlekać. Skinęłam poważnie głową, jednocześnie rozważając nasze kolejne kroki.  Odwróciłam się do dziewczyn, wiedząc już co zrobimy.
-Szera, zostań z Arashi, potrzebna jest jej opieka lekarska. W razie kłopotów będziesz miała Tiffany. Zajmie się patrolem i zdobywaniem pożywienia. Jest skrzydlata, więc w razie potrzeby będzie mogła szybko kogoś zawiadomić. – Szareoczy skierowały się ku Tiinkerbell – Tin, dasz radę biec? – Dziewczyna skinęła potakująco. – Dobrze. Musimy odnaleźć resztę. O ile się nie mylę w trzeciej grupie znajdowały się Biohazard, Rima oraz Destroy. Ruszamy za godzinę.Przygotujcie się.
           
            Rytm wybijany przez moje łapy idealnie harmonizował z biciem serca. Równy oddech wplatał się w ich melodię tworząc tajemniczą melodię. Mknęłyśmy przez las, niczym sokół przeszywający przestworza. Z gracją omijałyśmy drzewa, w pośpiechu trącając jedynie małe gałązki. Bez trudu złapałyśmy ślad. Podążałyśmy wyraźnym tropem od około czterdziestu minut, a ten stawał się coraz wyraźniejszy. Byłyśmy blisko.
-Stójcie! – Usłyszałam głos An i wyhamowałam, o mało nie lądując na jakimś krzaku. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
-Są tutaj. Kilkanaście metrów na zachód. Najprawdopodobniej na jakiejś polanie.Słyszę ich głosy.
Uniosłam zdziwiona brwi, usłyszała ich przy takiej prędkości? Ależ tak… szara wadera miała zdecydowanie czulszy słuch ode mnie, czy Tin. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.
            Już po kilku minutach wyszłyśmy na niezbyt dużą polanę, pokrytą kępkami trawy. Destroy zapoznała nas z obecną sytuacją.
-Ludzie gonili nas przez jakiś czas, jednak szybko zrezygnowali. To byli naukowcy, a nie wojownicy, czy łowcy. Nie nadawali się do takiego zadania.
W tym momencie wtrąciła się Biohazard. Kiedy otworzyła paszczę, z jej pyska uniósł się zielony obłoczek pary.
-Mogę wynająć kogoś, by zrobił to za nich. Z całą pewnością nie dadzą za wygraną, teraz, kiedy uciekła im tak zdobycz i kiedy wiedzą, że jest nas więcej.
-Ale jak znaleźliście się tutaj? – Spytała Tin. Mnie również ciekawiło to pytanie.
-Postanowiłyśmy ich gonić. – Pałeczkę znów przejęła vernidka.– Zawróciłyśmy i byłyśmy już prawie pod samą bramą. Jednak Rima stwierdziła, że powinnyśmy poczekać na resztę… - Samica wydawała się nie do końca pocieszona tą decyzją. – No i jesteśmy.
-W takim razie, co teraz? – Spytałam, spoglądając po kolei po członkach naszej grupy. – Chciałabym załatwić nasze kłopoty z ludźmi raz a dobrze. Nie mogą Nas ciągle nachodzić. Jeśli pokonamy tych, znajdą się następni. Macie jakiś pomysł?
-Peleryna niewidka? – Rzuciła An, nie zastanawiając się zbytnio.
-An, jesteś genialna! – Wykrzyknęła Tin, zaskakując nas wszystkich.
-Serio? – Szara wadera spojrzała na nią nieco dziwnym wzrokiem.
-Tak. Po pierwsze. Jeśli byłybyśmy niewidzialne, bez trudu mogłybyśmy wejść na teren ludzi. To mi podsunęło myśl, że przecież mamy swoje przemiany! Pod drugą formą bez trudu mogłybyśmy się wtopić pośród nich i poznać ich następne plany. –Widać było, że jej plan większości się spodobał. Jednak Biohazard nie miała zdolności, o których mówiła wilczyca. Musiałaby tu zostać sama. – Po drugie –Tin kontynuowała. Jakby dostała słowotoku. – Gdyby tereny stada były niewidzialne, nikt nigdy by nas nie znalazł. A może nawet nie po prostu niewidzialne,tylko… Gdyby na przykład rzucić na nie jakiś czar, który by nie dopuszczał do niego nikogo wrogiego… Co o tym myślicie? – Spojrzała na nas rozognionym wzrokiem. Była pełna zapału.
Odwróciłam gwałtownie głowę, słysząc przeciągły syk od strony Biohazard.
-Wejdziesz tam i co potem? Spytasz się, czy powiedzą Ci coś o zmutowanych zwierzątkach, a oni podadzą Ci wszystko na tacy?
-Gdyby zdobyła ich zaufanie.. – Doszedł nas cichy głos Rimy. Spojrzała po nas niepewnie, po czym kontynuowała, już dużo pewniej. - Podała się za jakiegoś speca od czegoś.. No na przykład od właśnie takich mutacji. Mogłaby się dowiedzieć czego oni chcą i co zamierzają osiągnąć. A może nawet dowie się jak ochronić stado.
-To ma sens. – An, uśmiechnęła się do Rimy. – Proponuję by do ludzi udały sięTin i Aldieb. Założymy obóz w pobliżu ich osiedli. Któraś z Was będzie nas informować. My wkroczymy kiedy zacznie robić się gorąco. A kiedy Wy - tu skinęła na mnie i Tin - będziecie bawić się w szpiegowanie, spróbujemy dowiedzieć się czegoś na temat czarów i artefaktów ochronnych. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli w pierwszej kolejności zajrzymy do wioski Naphalów.
W końcu. Jakiś plan.

-----------------------------------
Dialogi. Fuu. Nie umiem pisać dialogów.

Wyszło, że się rozdzielamy. Ale nie wiedziałam jak to inaczej zrobić, żeby zrealizować mój plan. Następną część może pisać Tin. A potem Anaid, Rima, Destroy albo Biohazard. Chyba że An, Des lub Rima będą chciały pisać wcześniej. O ile An będzie wgl chciała pisać, bo już sie zajmuje jednym opowiadaniem. No i Des i An sie nie zgłaszały do tego. o:'

Dobra, mam nadzieje, że sie podoba. x___x'' Nie czytałam, więc pewnie są błędy. ych.
Aldieb (23:05)

22 sierpnia 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni, cz. V [Tin]

22 sierpnia 2011


Najgorsze jest uczucie gdy biegniesz choc wiesz, że i tak cię złapią...

Leżałam w dziwnej, metalowe klatce. Była podobna do tej, w której przed moim przyjściem leżała Arashi. Miała jednak jakąś dziwną cechę. Nie potrafiłabym powiedziec jaką, ale samo przeczucie wystarczyło by odechciało mi się uciekac. Zresztą byłam zbyt słaba. Nie mogłam się prawie ruszac, jedynie mrugałam. Za każdym razem gdy wciągałam powietrze słyszałam charakterystyczny świst. Chyba byłam bardzo spragniona. Z reszta nie mogłam być pewna, nie czułam pragnienia, glodu, bólu ani smutku jaki mnie ogarnął. Wreszcie znalazłam siłę by podnieśc nieco głowę i rozejrzec się dookoła. Niewiele się zmieniło. Jednak jedna zmiana była przerażająca. Ar pływała w jakimś dziwny płynie i była nie do poznania. Chciałam krzyczec, wyrwac się z klatki jakkolwiem jej pomóc. Jednak ile kroc starałam się podnieśc i jakoś zareagowac nie mogłam. Leżałam więc wściekła na siebie, że nie mogę nic zrobic. W ciało miałam powbijane igły. Całe mnóstwo. Był różnokolorowe, z daleka pewnie wyglądały jak mozaika. Gdy tylko odczepiłam jedną z nich coś zaczęło piszczec i podszedł jakiś człowiek. Wbił mi strzykawkę i nagle zrobiłam się baardzo śpiąca...

Wszędzie głośno. Czerwone światła. Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Nie, ból to za mało. Czułam się jakby miało mi rozerwac czaszkę. Ale za to mogła już stac. Odzyskałam siły. Ktoś krzyczał. Było tak głośno. Szklana „probówka”, w której była Ar była rozbita, a Biohazard próbowała otworzyc klatkę, w której siedziałam. Po sporym placu biegali członkowie stada. Rozróżniłam jak na razie Aldieb, która majstrowała przy systemach bezpieczeństwa, Destroy i Anaid, które próbowały wynieśc jakoś Arashi i kilka innych osób. Więc jednak po nasz przyszli!
Biohazard otworzyła klatkę więc wybiegłam najszybciej jak się dało. Nadal bolała mnie głowa, w dodatku doszedł jeszcze ból po wyrwanym zębie, ale nie przejmowałam się tym. Chciałam jakoś pomóc, więc złapałam w zęby wiadro z wodą i chlusnęłam płynam na wymyślne sprzęty, aż zaczęły skwierczec. Al udało się otworzyc bramę, więc po doszczętnym zniszczeniu większości obozu wybiegliśmy. Niektórzy bardzo szybko, inni nieco wolniej, a ja całkiem wolno osłabiona przez ból. Po chwili jednak przezwyciężyłam to jakże ludzkie uczucie biegłam równo ze wszystkimi od czasu do czasu potykając się. Szukałam wzrokiem Arashi. Nie miałam pojęcia jak ją niesiono. Nie było nas dużo. Najwyżej 12 osób. Po 5 km biegu Stado rozłączyło się na 3 części i biegło w różnych kierunkach. Część, w której byłam biegła njprostszą ścieżką, zapewne ze względu na moje osłabienie. Druga część, co wiem ze znajomości terenu pobiegła drogą pełną zwalonych drzew i rowów. Ale drogi, którą pobiegła trzecia grupa nie znałam.

Po 15 minutach biegu dotarliśmy na polanę. Weszłam na miękki mech i położyłam się zmieniając w człowieka, a jedna z dziewczyn, zapewne medyk, okładała mnie ładnie pachnącymi ziołami. Obok leżała Arashi. Wyglądała bardzo słabo. Nią zajmowały się 3 osoby próbujące poprawic jej stan. Tak jej współczułam. Czułam się winna, że nie mogłam jej w żaden sposób pomóc. Aldieb poprosiła wszystkich o zebranie się. Nigdzie jednak nie widziałam osób z tej trzeciej grupy. Al nie musiała dużo mówic, wszyscy wiedzieli co się szykowało. Ludzie na pewno nie poprzestaną. Trzeba będzie coś zrobic.
--------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że jest ok... Sory za błędy. No nic, czekam na kolejną część. Teraz chyba Biohazard pisze?
Tin (20:26)

7 sierpnia 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni. IV [Arashi]

07 sierpnia 2011

Otworzyła powieki. Była wieziona jakimś wózkiem. Na suficie co chwila migały jej mijane lampy, świecące oślepiającym światłem. Nagle znalazła się na dworze. Minęła jakiś wielki wóz, jadący w przeciwnym kierunku. Zimny podmuch wiatru otrzeźwił ją nieco. Dopiero wtedy poczuła wszechogarniający ból, który rozsadzał jej ciało od środka.
Uniosła nieco łeb i spojrzała kątem oka na wilczycę, która ciągnęła wózek. Tin. Boże, co ona wyprawia!? Złapią je. Mają maszyny dużo szybsze niż najszybsze zwierzę w HOTN. Otworzyła pysk, chciała zacząć krzyczeć. Ale w gardle miała już strasznie sucho. Nie dawali jej ani jedzenia, ani picia. Przez cztery dni i cztery noce. Z jej pyska wydobył się tylko szept:
- Tin... oni nas złapią.
Wadera jednak zdawała się jej nie słyszeć.  Biegła dalej, na nic nie zważając.
Arashi nie mogła nic zrobić. Tylko czekać na najgorsze. Patrzyła na migające krzewy, nieliczne drzewa. Jednocześnie walczyła ze samą sobą, aby nie odpłynąć. Mroczki coraz gęściej przysłaniały jej obraz, ale się nie dawała.
Nie zasypiaj... Dasz radę...
Nie wiedziała, ile minęło czasu. Piętnaście minut? Godzina?W końcu jednak usłyszała ludzkie krzyki, huki, szczekanie psów. Pisk wilczycy, mocne uderzenie o ziemię. Czerń zasnuwającą jej świat...
***
I znowu siedziała w klatce. Dwunożne istoty podłączyły ją do jakichś rurek, powbijali igły. Założyli łańcuch na szyję, żeby tylko nie uciekła. Czuła się słaba i wyczerpana. Nie miała zamiaru się ruszać, dopóki nie usłyszała pisków dochodzących gdzieś z góry.
Podniosła wzrok. Przez kraty ujrzała, że szara wilczyca leży na białym stole, a ludzie coś jej robią. Kiwali głową z aprobatą, mówiąc coś o jakimś zmodyfikowanym kodzie DNA, o przemianie w człowieka. Coś o czipach i układzie nerwowym. Że mogliby zrobić z niej swoją marionetkę. Gdy Arashi tylko to usłyszała, ostatkami sił stanęła na łapach i warknęła kilka razy. Żeby tylko zwrócić na siebie uwagę.
Któryś z nich podszedł do niej i wyjął ją z klatki. Położył ją na stole obok, mówiąc do towarzyszy:
- Zwierzę jest już obudzone. Możemy zacząć zmianę powłoki cielesnej- odchrząknął- Wyobraźcie sobie. Jeśli uda nam się zmodyfikować jej DNA, zgarniemy tyle forsy, że nie będziemy musieli pracować do końca życia, a największe gwiazdy Hollywood będą nam zazdrościć fortuny.
Tamci zaczęli się śmiać wesoło.
- Dawaj wilczycę. Wstrzyknąłeś jej to, co potrzeba?
- No pewnie.
Wzięli ją na ręce i włożyli do jakiejś kapsuły. Powbijali jej dużo igieł podłączonych do kolejnych rurek, po czym zamknęli ciasne, szklane pomieszczenie.
Spocony grubas w białym fartuchu nacisnął jakiś przycisk i po chwili kapsuła zaczęła wypełniać się jakimś płynem.
***
Pływała w niebieskiej cieczy już od kilku dni. A może miesięcy? Nie... tyle czasu na pewno nie minęło. Ale nie wiedziała, ile dokładnie.
Już wiedziała, o co chodziło dwunogom. Codziennie czuła a to jakiś trzask kości, a to jakieś wypukłości na skórze, znikające się tak nagle, jak się pojawiały. Delikatnie uniosła łapę, aby móc ją zobaczyć. Jej sierść była rdzawo-czerwona, a nie fioletowa, jak wcześniej. Słyszała przytłumione głosy naukowców i płaczliwe nawoływania Tin.
- Zobacz, jaki wspaniały ogon. Kolec jadowy będzie mógł strzelać jadem na odległość, na razie jednak trucizna się tylko sączy. Skrzydła dopiero zaczynają się rozwijać. Jak skończymy mutację, to będzie zwierzę nie do pokonania...Więc to tak ma wyglądać? ogon skorpiona, a do tego skrzydła? Czerwona sierść? Czy ona ma być ich wojownikiem? Nigdy... nigdy jej nie zniszczą.
- Tin... ratuj mnie... proszę...- z jej pyska poleciało parę bąbelków.
Chciała wyć. Krzyczeć, ile się da! Ale nie mogła. Chciała, aby ktoś ją uratował. Czy to dużo?
Chyba jednak tak...
Niech ktoś się tu pojawi... błagam... Czym sobie na to zasłużyłam?
Uroniła jedną łzę, która błyskawicznie zmieszała się z błękitnym płynem.
____________________________________________________
Tin... czekam na następną część.
Nową fotę Arashi dodam potem ;)
Arashi (23:00)

18 lipca 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni. cz.III [ Tin ]

18 lipca 2011


-Powiedział, że oni mają szpiegów.- opowiadałam Aldieb co wydarzyło się w lesie. Byłam bardzo spokojna zważając na to, czego się dowiedziałam.
-To może miec związek ze zniknięciem Arashi, nie sądzisz?-zauważyłam.
Po dwudziesto-minutowej rozmowie Al postanowiła coś z tym zrobic. Oni wiedzieli o nas za dużo. Następnego dnia wybrałam się na węrówkę. Szłam tropem naukowca, którego dzień wcześniej Naphalowie musieli odstawic do domu. Doszłam do wioski i wyszłam poza tereny stada. Na szczęście ich stacja badawcza była umieszczona bardzo daleko od naszej siedziby. Zobaczyłam wysoki mur z drutem kolczastym i dużo ogromnych, przerażających maszyn z kołami, z których dochodziły piski i skomlenie. Nie zastanawiając się długo zmieniłam się w człowieka i jednym, sprytnym ruchem dostałam się na drzewo z rozgałęzioną koroną co zapewniało mi widok na prawie całą placówkę. Z jednej strony jakiś mężczyna zapisywał coś na tabliczce, z drugiej kobieta w białym płaszczu obserwowała jakieś dziwne zwierzę. Wszyscy ci ludzie wyglądali podobnie jak my, ale byli o wiele mniej zgrabni. Sprawiali wrażenie jakby jedno popchnięcie mogło ich przewrócic. Wodziłam wzrokiem, zdziwiona maszynami i zwierzętami jakich jeszcze nie widziałam. W oddali spostrzegłam klatkę. Na oko wyglądała jakby była zrobiona z żelaza, ale to co było w środku z pewnością potrzebowało więcej zabezpieczeń. Siedziała tam Arashi. W jej oczach było widac przerażenie, ale dzielnie nie dawała się, gdy ludzie próbowali ją zmusic do przemienienia się w człowieka. Jeden z nich wstrzykiwała jej co chwilę jakiś zielony płyn. Ar próbowała protestowac, ale była już słaba. Na jej nogach widac było ślady po pułapce. Jej widok spowodował u mnie płacz. Boże, co oni ci zrobili...Nie mogłam wytrzymac, gdy jeden z ludzi dotykał ją czymś co wyglądało jakby było podłączone do prądu i ją raziło. Odruchowo unaoczniłam łuk i strzeliłam celnie w ramię tego oprawcy. Wszyscy byli bardzo zdziwieni, nagle zaczęło połyskiwac czerwone światło na murze, słyszałam głośną syrenę, a wszyscy wyglądali źródła strzału. Przemyślałam plan i unaoczniłam pewne zioło, które dawno temu pokazała mi moja przyjaciółka. Zmieniłam się w wilka i przeskoczyłam z ziołem przez mur z drutem i przebiegłam się z nim po placu. Po kilku sekundach wszyscy przerażeni ludzie spali. Podbiegłam do klatki, w której siedziała Arashi. Nie miała siły nic powiedziec.
-Och, Ar. Dobrze cię znowu widziec. Nie mamy zbyt wielw czasu. Za 10 minut się obudzą.-powiedziałam.
Próbowałam otworzyc klatkę. Myślałam, że jest podłączona do prądu, zabezpieczona, ale wystarczyły dwa celne uderzenia w zamek by się rozpadł. Unaoczniłam wózek z kołami, na który położyłam Ar. Na szczęście brama była otwarta, bo na plac wieżdżała maszyna z kołami podczas mojego usypiania. Doczepiłam wóz do swojego ciała i zaczęłam biec w stronę bramy. Wybiegłam na ścieżkę prowadzącą do stada unaoczniając zioło, dzięki któremu nasz trop został zatarty. Biegłam ile sił. Dało się jeszcze usłyszec głośne wołanie.
-ROZPOCZYNAMY POŚCIG!
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest to połączenie mojego opowiadania i opowiadania Arashi. Mam nadzieję, że nikt nie jest zły za nasz pomysł. Ar, czekam na kontunuację  ;)
Tin (12:47)

12 lipca 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni cz.II [ Tin ]

12 lipca 2011


-Gdzie te poziomki?!-powiedziałam sama do siebie podczas wędrówki po lesie. Całe ręce i nogi miałam już pokłute przez komary, ale wiedziałam, że poziomki są najlepsze w tym okresie. Jednak za nic nie mogłam ich znaleźc. Poszłam więc nową ścieżką, której nigdy wcześniej nie widziałam. Była ładnie oświetlona przez promienie słońca przedostające się przez szpary między liścmi w koronie ogromnego drzewa. Szła i szła aż nagle usłyszała:
-Prze... Przepraszam.-średniego wzrostu chłopak z brązowymi włosami i zielonymi oczami odchrząkną i mówił dalej-Czy ja... Czy ja jestem na terenach Stada Nocy?
-Zależy kto i po co pyta?
-Jestem Vec. Naukowiec drugiego stopnia w OPB. Ochronnym Programie Badawczym. Muszę to wiedziec, gdyż zamierzamy przeprowadzic badania na hybrydach z tego stada i je usunąc.
-Hybrydach? O czym pan mówi? Przecież takie rzeczy nie istnieją!- udawałam, że nic nie wiem.
-Wilki potrafiające się zmieniac w ludzi. Często mające różne moce nadprzyrodzone.
-My w sumie po części jesteśmy ludźmi-pomyślałam.
-Jest tam na przykład wilczyca, która potrafi unaocznic sobie wszystko co chce.
Uśmiechnęłam się. Na szczęście nic nie zauważył.
-A z kąd to wiecie?-spytałam.
-Otóż mamy szpiegów.
-Będę musiała powiedziec Aldieb.-pomyślałam.
-Ale w czym oni szkodzą, że chcecie ich zniszczyc?
-Mają moce, o których nawet nie wiemy! Mogą byc bardzo niebezpieczni! Okazało się, że coraz bardziej interesują się ludźmi! Niedługo dojdzie do tego, że zaczną się podszywac pod nas.-mówił moim zdaniem z paranoją.
Szłam i szłam myśląc o poziomkach i o tym, że przecież ludzie nas nie obchodzą, a on dreptał za mną. Niechcący wdepnęłam w mrowisko.
-Widzi pan? Te mrówki są uważane przez wa... nas ludzi za złe. Bo gryzą. Ale czy nie pomyślał pan, że może one po prostu się bronią? Zniszczyłam właśnie ich dom. Mają prawo się mścic i bronic. Nie mogę jednak ich teraz pozabijac.
-Dlaczego? Pogryzły panią.
-Mogłabym zabic nie tę co trzeba. A nie wszystkie mrówki są złe jak sądzimy. Z resztą, po co szukac zemsty?
-Czy to ma byc jakaś aluzja? Do tych wilków.
-Możliwe.-odpowiedziałam.
-Nie powiedziałaś jak masz na imię.
-Jeśli musisz wiedziec to Tin.
-To śmieszne. Jedna wilczyca ma na imię Tiinkerbell. To byłby dobry skrót.
Śmieję się z nigo w duszy, że się nie domyślił. Skręcam tak, by iśc prosto na wioskę Naphalów, którzy ludzi raczj nie lubią.
-Hej! To odpowiesz mi na pytanie? Czy jesteśmy na terenach tego stada?-krzyczy za mną bo idę coraz szybciej, tak by nie mógł za mną nadążyc. Zgubiłam go więc pobiegłam nadzwyczajnie szybko ścieżką koło niego za drzewami i się zaśmiałam.
-Tak... Teraz chyba się domyślił.-pomyślałam śmiejąc się z tego, jacy ludzie potrafią byc naiwni. Jutro znajdą go Naphalowie i odstawią do jego stacji badawczej, by miec go z głowy. Już więcej tu nie wróci. Po drodze do domu naprawiłam mrowisko i unaoczniłam sporo mrówczych zapasów w przeprosiny. Znalazłam poziomki. Były bardzo słodkie.
-Kolejny zwykły spacer po lesie.-zamruczałam pod nosem widząc znajomą polanę, na której leżała Aldieb i Fene.

Tin (12:34)

11 lipca 2011

Podobni do nas, lecz bardziej okrutni cz.I [Arashi]

10 lipca 2011


Proszę Was, nie spieszcie się z czytaniem. Wsłuchajcie się w piosenkę, wczujcie się w akcję. Podkład jest trochę za krótki, więc będziecie odtwarzać 2 razy w trakcie czytania, ale nie sądzę, żeby to by jakis większy problem :))
_________________________________________________
[muzyka]
_________________________________________________
Przedzierała się przez gęsty las, kierując się na wschód. Łapy rytmicznie uderzały o ziemię, nie tracąc nadanego im tempa. Jej ciało idealnie zgrało się z otoczeniem. Zwinnie przeskakiwała przez przeszkody, omijała grube pnie drzew.Mknęła wraz z wiatrem, muskana smugami światła przedostającymi się przez korony wysokich drzew. Długimi susami pokonywała coraz to większe odległości. Leśne zwierzęta patrzyły na nią z zainteresowaniem, choć i tak w ułamku sekundy znikała im z pola widzenia. Biegła przed siebie. Nigdzie indziej...
Dalej...
Jej wzrok wbity był w nikomu nieznany punkt. Nawet ona sama nie wiedziała, gdzie patrzy. Gdzieś daleko.... za horyzontem znajdował się jej cel.
Nie oglądaj się...
Do jej nozdrzy dotarły nieznane jej zapachy, różniące się od tych, które wyczuwała do tej pory.Zdała sobie sprawę, że nie jest już na terenie stada.
Szybciej... nie wiesz, co może cię tu spotkać...
Wbiła pazury w ziemię, by mocniej odbijać się od podłoża. Jej ciało gwałtownie przyspieszyło. Poruszała się tak szybko, że nie dawała rady omijać wszystkich przeszkód. Gałęzie drapały jej pysk, tworząc małe, ale bolesne skaleczenia wokół oczu i nosa.

Ból nie jest w stanie cię zatrzymać... biegnij.

Wilczyca nabrała powietrza w płuca i, choć zmęczona, biegła dalej.
Nagle ujrzała dużego jelenia. Był w odległości około 20 metrów od niej. Wadera gwałtownie się zatrzymała i już po chwili, zanim ktoś zdążył ją zauważyć, była ukryta w krzakach. Podkradła się bliżej, ukryta w szalonej plątaninie gałązek i liści. Mogłoby się wydawać, że jej marne 70 cm nie zdoła pokonać 2-metrowego zwierzęcia, które na dodatek dysponowało wielkim rozbudowanym porożem. Nie można się bardziej pomylić.
Teraz...
W błyskawicznym tempie wyskoczyła z gęstwiny. Próbowała złapać kłami za gardło jelenia, jednak ten się uchylił i wadera upadła na ośnieżoną ziemię. Prędko się podniosła i w ostatniej chwili złapała zrywającą się do biegu ofiarę za tylną nogę. Zwierze bardzo się szarpało, szamotając się we wszystkie strony. Wilczyca czuła się jak szmaciana lalka. W końcu ugryzła nogę z całej siły, aż usłyszała trzask łamanych kości. Zwierzę zaryczało z bólu, na chwilę przestało się szamotać. Wadera wykorzystała tą chwilę słabości i z całej siły pociągnęła za trzymaną w zębach kończynę. Ogromny jeleń wylądował z hukiem na ziemi.
- Trafiłeś na mnie o złej porze- syknęła do sparaliżowanej strachem ofiary, przydeptując łapą jej pysk- Mam zły dzień- warknęła.
Złamała mu jeszcze dwie nogi, by upewnić się, że ofiara jej nie ucieknie.
Zacisnęła szczęki na pysku jelenia, by ten po chwili zaczął krztusić się własną krwią.
Będę patrzeć, jak cierpisz. Jak twój dawny majestat zamienia się w nędzę... Twa śmierć będzie bolesna i długa. Pełna cierpienia...
Powoli rozpruwała brzuch zwierzęcia, słuchając jego pełnych bólu jęków z uśmiechem na pysku. Krew tryskała z poranionego brzucha ofiary. Wilczyca powoli przesunęła pysk w stronę klatki piersiowej i zanurzyła długie kły głęboko pod skórę ciężko dyszącego i dławiącego się jelenia.
Mocniej...
Znów usłyszała trzask łamanych kości. Żebra zwierzęcia połamały się i wbiły w płuco. Wadera usiadła obok cierpiącego zwierzęcia i powoli wbijała pazury w jego ciało, po czym wolnymi ruchami rozpruwała skórę ofiary, dodając jej tylko bólu. Słyszała, jak krztusząc się, zwierzę prosiło ją o szybką śmierć. Nie posłuchała...
Masz cierpieć... Nie błagaj mnie o litość, nieszczęśniku.
Gdy jeleń zmarł w strasznych katuszach, a niezwykle czuły słuch Arashi nie rejestrował już słabego pulsu zwierzęcia, szybko wbiła w jego ciało ostre kły i zaczęła sie pożywiać. Wokół, na gałęziach drzew zobaczyła gromadzące się, duże ptaki. Najadła się szybko, zostawiając ponad połowę jelenia, po czym zmierzyła ptactwo wzrokiem.
- Darmozjady- mruknęła pod nosem i odeszła, by padlinożercy mogli się pożywić.
Szła powoli, mijając polany i źródła. Miała pełny brzuch, nie miała zamiaru biegać jak szalona po lesie. Obserwowała małe zwierzęta, które chowały się na jej widok lub uciekały. Wyciszyła wszystkie zmysły, odrywając się od świata. Nic nie słyszała, nie czuła zapachów. Tylko patrzyła. I to był jej błąd...
Wadera zawyła z bólu, gdy poczuła zaciskający się na jej tylnej łapie zimny metal zakończony ostrymi krawędziami, które wbijały się w jej ciało. Spojrzała w dół i pierwsze, co ujrzała to krew. Dużo krwi. Jej metaliczny zapach uderzył w jej nozdrza. Wilczyca skomlała głośno. Dopiero potem ujrzała zaciśniętą na jej łapie pułapkę. Do jej uszu dobiegł dźwięk czyichś kroków, a do nosa dotarły zapachy, których jeszcze nie znała.
Z gęstwiny lasu wyłoniły się smukłe sylwetki dwunożnych istot. Arashi jeszcze nigdy ich nie widziała.
Ludzie...
Słyszała o nich wiele i ich widok z pewnością nie napawał jej radością. Wręcz przeciwnie. Stanęła, sparaliżowana strachem, który jeszcze się powiększył, kiedy ujrzała trzymane przez nich na uwięzi psy, większe niż ona sama. Jeden z dwunożnych podszedł do wilczycy i złapał ją  za pysk.
- Ładna sztuka. Możemy ją zawieźć do badań- gdy tylko to powiedział, waderze od razu zrobiło się niedobrze. I nie wiedziała, czy to uczucie wywołane było smrodem wydobywającym się z ust stworzenia, czy raczej od słów, które przed chwilą wypowiedział.
Spojrzała pytająco na jednego z psów, ten jednak uśmiechnął się do niej pogardliwie, po czym zawarczał, pakazując białe kły.
Potem poczuła bolesne ukłucie w prawej przedniej łapie i jej świat spowity został przez wszechogarniającą ciemność...
______________________________________________
To oczywiście nie jest realizacja mojego pomysłu, na który nie otrzymałam zgody od alphy, więc nie martwcie się. To jest moje osobiste opowiadanie, nie realizowałabym stadnego opka bez zgody od Al.
Arashi (23:59)