Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajemnica chatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajemnica chatki. Pokaż wszystkie posty

3 listopada 2010

Ostatnia IV część chatki @.@ [Jenna]

,, (...) - Rozumiecie? On.. zjadł moją.. ŁOPATKE! - zaczęła się walić jakimś korzeniem dinozaura po łbie - jak mogłeś! dam tę sprawę do W-11
Nagle stwór się podniósł i spojrzał na zebranych dziwnym wzrokiem, po czym bez słowa wyszedł z groty.
- Ej to dobry moment żeby zwiać - szepnęła Anaid
- okey
Wszyscy wymaszerowali cichaczem z groty i ruszyli dalej. "
       Kiedy udało im się umknąć w głąb lasu z dala od groty dinozaura, wreszcie odetchnęli z ulgą.
- No dobra, musimy odpocząć - westchnęła Aspeney i glebnęła pod najbliższym drzewem mocno już zmęczona
- Ale As..
Zobaczyła na sobie kilka zdenerwowanych par oczu.
- No dobra ale ja chce do taczki. - wskoczyła do taczki i położyła się obok Anaid i Acebira.
Ruszyli dalej kiedy nagle usłyszeli dziwne dźwięki. Ktoś puścił na cały regulator piosenkę >>>Klik<<<
- No nie tego nie wytrzymam ! - wrzasnęła Aldieb która jakoś nie mogła tego słuchać, po czym schowała łeb do dziupli w pniu drzewa.
- Al nie wygłupiaj się, nie takie rzeczy się przeżyło.. -westchnął Tee i poszedł w stronę z której najwyraźniej wydobywał się dźwięk.
 Wszyscy poszli za nim oprócz Al która nie mogła wyswobodzić łba z tej szczeliny. Zostawili ją na pastwę losu nie zauważając że jej nie ma.
-patrzcie! to Jen! - zarżała z radości że mogą już wracać do domu Rozalia
Faktycznie ona, siedziała w tym momencie na najwyższym drzewie na najwyższej gałęzi z radyjkiem z którego wydobywała się dziwaczna muzyka. Machała ogonem wyraźnie zadowolona, nie słysząc nawoływać z dołu.
- Jen wyłącz to bo ogłuchnę! - wrzasnęła Dag, ale i tak jej nie usłyszała.
W pewnym momencie udzieliło się kilku innym osobom. Acebir i Anaid wyszli z taczki i zaczęli śpiewać i tańczyć do rytmu. Nagle Mi zauważyła nieopodal tańczącego dinozaura, a obok niego stał Robin Hood i wymachiwał jakimś patolem. Wszystko było tak zagmatwane że właściwie nikt nie wiedział co am zrobić. Wtem Mikey wskoczył na pień drzewa i zaczął wspinać się w górę. Dag opłukała łopatkę w strumieniu i rzuciła nią w Robina. Ten natychmiast znalazł się przy nich.
- Ej koleś? Co tu się wyprawia?
- Bo, bo tego dinozaura osłabia ta piosenka. Zaraz uśnie.
- taa - mruknęła zirytowana As.
Wtedy właśnie muzyka przestała grać, gdyż Mikey wchodząc na gałąź Jenn, niechcący trącił ją i radio wypełzło jej z łap i spadło na ziemię.
-ups.. - wyszczerzył się do wilczycy, a ta wstała i zaczęła szykować się do skoku - Jenn!
- Jenn będzie skakać! - wydarła się Anaid patrząc w górę.
- Rozalia dawaj tę taczkę.
Podbiegła z taczką próbując asekurować jej lot. Radio gruchnęło o ziemię i od razu muzyka przełączyła się na coś spokojniejszego i milszego dla ucha. Dinozaur wstał i podszedł do Drzewa, chwycił Jennę do pyska i ostawił na ziemię po czym po prostu odszedł. Mikey też przetransportował się trzymając się jej ogona. Tee wskoczył na Robina, powalając go tym samym na ziemię.
- Tee spokojnie, miał racje.
- Ale.. - wciąż zdezorientowany wilk nie mógł pojąć o co chodzi i posłusznie ustąpił miejsca As
- Dobra kolego, my teraz wrócimy do domu nie krzywdząc Cię, a ty również zostawisz nas w spokoju.
- okey- rzucił krótko, zabrał i wyłączył radio i znikł im z oczu.
Cała grupka zaczęła szykować się do powrotu do HOTN. Lecz kogoś znów brakuje. Aldieb
Po kilku minutach wstępnego rozglądania się zaczęli śledztwo.
- Gdzie widzieliście ją ostatnio?
- To było jak zaczęli śpiewać: Moje miasto to Białystok!- krzyknęła Mi
- Ej a jak to nie było radio tylko Ufo? i porwało ją? - rzucił mądrością Acebir
Poszli więc tam gdzie ostatnim razem była widziana. Faktycznie była tam. Jej łeb wciąż tkwił w pniu drzewa. Wyglądało to dość dziwnie, gdyż ta z braku sił po prostu sobie wisiała.
- Aldieb? - spytała niepewnie
- taa, a tyś się kogo spodziewał? - dało się słyszeć warknięcie jakby z zamkniętej butelki.
Po Czterogodzinnych staraniach w końcu udało się oswobodzić wspaniałą Alphę. Jej sierść była posklejana i rozczochrana.
- Oj Al, masz strasznie krzaczastą fryzurę - zaśmiała się Aspeney
- dzięki za komplement.. - westchnęła.
Wtedy dopiero wszyscy mogli powrócić do domu. Do HOTN. Po drodze minęli Shreka z dzidą, Luke Skywalkera który wreszcie odnalazł Królową i zacieszał na max'a. Pole kwiatków, przy których kilku osobom zaczęło się udzielać. W końcu doszli do chatki. Ostawili taczkę na miejsce i powrócili na tereny stada Po powrocie każdy zaczął rozkładać się jeden obok drugiego układając się do snu.
- Nigdy więcej żadnych spacerków  - jęknęła Jenna z miną w stylu : @_@.
- Dobry pomysł Jenn.. - westchnęła Mi.
Powstała spora grupka zwierząt leżących "na kupie" Jeden wtulony w drugiego - wszyscy zasnęli.
- Robin nie oddał mi łopatki! - wrzasnęła Dag po błogich 15 minutach ciszy.
- teraz mówisz? (-.-) - zdenerwowana Rozalia miała ochotę czymś jej przyłożyć
- ...

Wystąpili: Aldieb, Aspeney, Mi -Chan, Acebir, Anaid, Dag, Rozalia, Mikey, Jenna, Tee_Saatus oraz osoby które już do nas nie należą: Nyna, Roy
i postacie filmowe/bajkowe: Robin Hood, Luke Skywalker, Dinozaur Shrek ( z dzidą [ By Tee xD] ) i nie pamiętam już oO'
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
KONIEC :D
mam nadzieję że moja 4 częściowa seria się wam podobała. A teraz idę na urlop. Skończyły mi się pomysły.
Może kiedyś coś podobnego skrobnę, ale na razie to koniec :>
Jenna (16:02)

4 sierpnia 2010

Tajemnica Chatki cz.3 [Jenna]

03 sierpnia 2010


"(...)  Wszystkie oczy padły na zarośla a z nich wyszedł Robin Hood i jego ekipa.
- Robin Hood? - Wypaliła Rozalia - własnym oczom nie mogła uwierzyć. "


                 Wszyscy stali przez moment w totalnym osłupieniu. Nagle w lesie rozległa się dziwaczna muzyka. >dla ciekawskich<  Każdy zaczął się rozglądać, a gdy spojrzał w miejsce w którym stał Robin, nie było już nikogo.
- hmmm. - zaczęła się głośno zastanawiać Aspeney.
- Nie dość że nie ma Mi i Jenn to jeszcze Robin Hood sie rozpłynął - zapłakała Rozalia.
- Roz nie rozpaczaj.. najważniejsze są one.. Robin Hoodem sie nie zajmujmy ok?
- Ale As może to on je porwał? i teraz robi z nich futerka dla biednych? - Jak wiadomo Acebir w końcu musiał powiedzieć jakąś mądrość życiową.
- Chyba nie.. - zawahała sie As.
Wtem obudziła się Dag która spała już długo. Zwlekła się nietrzeźwo z taczki i spojrzała na zebranych.
- Gdzie jest moja łopatka?
Reszta zamarła nie mając bladego pojęcia o co jej chodzi.
- jaka łopatka? w końcu wyjąkała Rozalia.
- no moja . ta żółta którą dostałam na urodziny od As -  na jej pysku pojawił się delikatny banan.
- eeey no tak.. - potwierdziła As - Ale jesteś pewna że ją tu przynosiłaś?
- tak - odpowiedziała bez zastanowienia.
- No to mamy dużo do szukania.. Jenn, Mi oraz niepozornie małej żółtej łopatki.
Poszli dalej. Acebir zaczął jęczeć że jemu się już nie chce, ale inni byli nieugięci.
Wskoczył więc do taczki zapominając o śpiącej w środku Anaid.
- Aaaaaaa! - z wrzaskiem obudziła się An i spojrzała ze złością na Acebira.
- Sorry.. zapomniałem o tobie.
Warknęła pod denerwowana gdyż akurat w tym momencie miała najwspanialszy sen w swoim życiu, mianowicie śniło jej się że została porwana przez Supermena i właśnie szybowała w jego ramionach.
- a miałam taki piękny sen.. - westchnęła  i usiadła w tym samym momencie gdy Acebir się położył.
- Tam ktoś jest! - krzyknął Mikey idący tuż obok Aldieb
Zarośla delikatnie się poruszyły. Zwierzęta pognały w tamtym kierunku. Jednakże nikt nie poznał człowieka tam stojącego, prócz Mikeya
- Luke Skywalker?
- taa.
Mężczyzna był ubrany na biało, miał ciemny blond włosy. Oczywiście nie zabrakło jego dziwacznie świecącego mieczyka.
- Widziałeś tu Robin Hooda? - spytała Rozalia drążąc tylko w jednym temacie
- Nie.
- szkoda..
- A co tutaj robisz? - spytał Mikey
- Szukam królowej - wskazał palcem na rozgrzebane mrowisko
- bardzo inspirujące zajęcie - nie kryła zdziwienia Aspeney
- a co z nią zrobisz jak ją znajdziesz?
- Stworze własną kolonie - uśmiechnął się podejrzanie i wybuchł śmiechem szalonego naukowca.
- To my nie będziemy przeszkadzać - uśmiechnęła się krzywo As i przeprowadziła wycieczkę szerokim łukiem od tamtego osobnika.A więc podreptali dalej
- Yeti!!! - rozległ się głos, a z zarośli wybiegł przestraszony Roy.
- gdzie?
- tam?
Faktycznie biegło za nim coś białego, ale gdy było już wystarczająco blisko można byłoby stwierdzić że jest szare i że to  wilk a nie Yeti.
- Roy to tylko Tee - warknęła zdenerwowana już As. Za dużo się działo.
Wilk dobiegł do nich zdyszany. W jego spojrzeniu kryło się coś zagadkowego.
- A.a.as? - wyjąkał jakby nie swój.
- co?
- Co byś zrobiła gdybyś zobaczyła Shreka z dzidą? - Znów zadał swoje ulubione pytanie.
- już Ci kiedyś mówiłam..
- Ale odpowiedz raz jeszcze.
-  pojęcia nie mam..pewnie bym uciekła. Ale czemu akurat teraz o to pytasz?
- bo on tam stoi.
- kto? Shrek? chyba nie powiesz mi że ... - i tu urwała gdyż uświadomiła sobie że sama widziała dość dziwne postacie.. - wierze ci.
- tak?
- Ja już widziałam jakiegoś jegomościa Robin Hooda i jakiegoś Luka. Proszę Cię, nie pytaj.
- no dobrze - zrezygnowany głos wydobył się z jego pyska.
- Tee, Roy. szukamy Mi, Jenn i żółtej łopatki zrozumiano?
- Łopatki? - zerknął na As niedowierzając.
- Tee mówiłam już.. nie pytaj..
Anaid zwlokła się z taczki i podeszła do Aldieb.
- głodna jestem.
- nie przejmuj się.. ja też.
- Może zjemy łosia? - Roy usadowił się obok Acebira na taczce.
- tu nie ma łosi Roy - warknęła Anaid
- Wszyscy ciągle na mnie warczą - powiedział z rozpaczą*
- To zmień swoje zachowanie - powiedziała najmądrzejsza Alpha
- ... Nie potrafię - zaczął ryczeć i odbiegł w zarośla - Nikt mnie nie kocha!
- Przejdzie mu..
- tylko żeby nie trafił na te kwiatki - przypomniała Rozalia zerkając na Dag i Aca którzy wciąż zachowywali się podejrzanie.
Tee już chciał zadać kolejne pytanie ale sie powstrzymał, gdy tylko zobaczył minę Aspeney.
- Jest! - krzyknęła nagle Aspeney wyrywając Dag z zamyślenia. - tam jest Mi!
- Mi?
- Mi.
- Mi Chan?
- tak!
Wszyscy ruszyli biegiem w stronę najprawdopodobniej Mi Chan. Tak to była ona. Wszyscy zachwyceni postępami ich ciężkiej pracy zaczęli wypytywać jak to się stało. Mi wszystko im szybko wyjaśniła. Otóż zjechały taczką na dół i porwał ich Dinozaur. Następnie z jego szponów wyzwolił je Robin Hood, który zostawił ją w tym miejscu a z Jenn poszedł gdzieś dalej.
- Nic nie mówił? - spytał Acebir.
- Nie.. tylko coś o naleśnikach i basenie
- On ją chce utopić - ryknął Acebi - najpierw każe jej zjeść tonę naleśników a potem wrzuci do basenu żeby sama opadła na dno!
- Ac.. proszę cie nie myśl tyle bo sie zmęczysz.. -  spojrzała na niego Aldieb, wiedząc że to on wymyśla same mroczne scenariusze.
- Mamunciu! Goni nas Shrek z dzidą  - Zaczęła wydzierać się Anaid
- w nogi - wrzasnął Tee.
I tak uciekali przez kilka godzin aż znów trafili na Robin Hooda.
- Mam Cie! - naskoczył na niego Acebir - Oddawaj Jennę!
Wszyscy rzucili sie na Robin Hooda i wtem światełko zgasło.
Obudzili się w jakiejś grocie. Burza szalała na zewnątrz. Pierwsza wstała Anaid i Dag. Obudziły resztę i zaczęli obmyślać kolejny plan. Kiedy Mi się przebudziła od razu wstała.
- Już tu kiedyś byłam!
- kiedy? - zapytała Dag
W tym momencie pysk jej zbladł i odwróciła się ostrożnie za siebie. Nie myliła się. tuż za nią spał ten sam wielki dinozaur który poprzedniego dnia je porwał
- ciii.. to grota dinozaura który nas wczoraj porwał.
- Co tak śmierdzi? - szepnął Tee
- Znalazłam ! - wrzasnęła Dag - Moja łopatka - wygrzebała coś żółtego z wielkiej kupy błota leżącej w jednym kącie groty.
- Dag?
- Była w tym błocie
- Dag to nie jest błoto - skrzywiła się Mi
- Nie? - zrezygnowana mina zagościła na jej twarzy
- to jest... -zaczęła Mi
- nie kupa błota? - wywaliła z łap resztki zagadkowej mazi
- Nie.. to kupa czegoś innego..
- Kupa dinozaura - wyrzuciła z siebie w końcu Aldieb
Dag natychmiast wywaliła łopatkę z pyska i zaczęła pluć i się wydzierać. Na końcu oparła się o łeb bestii. Potwór otworzył oczy i przyjrzał się zgromadzonym. Wszyscy zamarli w bezruchu, oprócz Dag która wciąż gadała coś pod denerwowana.
- Rozumiecie? On.. zjadł moją.. ŁOPATKE! - zaczęła się walić jakimś korzeniem dinozaura po łbie - jak mogłeś! dam tę sprawę do W-11
Nagle stwór się podniósł i spojrzał na zebranych dziwnym wzrokiem, po czym bez słowa wyszedł z groty.
- Ej to dobry moment żeby zwiać - szepnęła Anaid
- okey
Wszyscy wymaszerowali cichaczem z groty i ruszyli dalej.
                   ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
koniec części 3 oO' przewiduję jeszcze jedną... bo mi się pomysły już kończą o3o'
Chyba że to przez brak weny, która to wypłynęła mi gdzieś w połowie tego opowiadania..
mam na dzieje że was nie zanudziłam na śmierć..
Teraz mam neta no i musze korzystać bo dowiedziałam sie że jak tylko wrócę do domu to bede miała od razu następny wyjazd =.=' i tam moge nie mieć wgl neta.
No chyba że troche u brata i u ciotek.. ale to raczej sporadycznie.. tak więc sądzę że mogę być nieobecna od 11.08 na bliżej nieokreślony czas.
To tyle dziękuję za uwagę.
Jenna (23:22)

21 lipca 2010

Tajemnica chatki - część 2. [Jenna]

"- A może zostały porwane o.o?' W końcu nie znamy tych terenów
Aldieb uniosła łeb wysoko... Nyna.. po raz pierwszy chyba możesz mieć rację.."
      W głowie Aldieb szamotały się przeróżne myśli." Gdzie one są?" Myślała. Lecz nie myślała długo gdyż na miejscu zdarzenia znalazła
się niespodziewanie dziwnie zachowywująca się Dag oraz Anaid. Obie ledwo trzymały się na nogach i były dziwnie szczęśliwe.
- Wszystko gra? - spytała przerażona tym niecodziennym widokiem Aspeney.
- Motylki! - wrzasnęła Dag i zemdlała.
Nyna widząc że coś nie jest tu na miejscu chwyciła taczkę i wsadziła do niej Dag i Anaid.
Alideb zamknęła na chwilę oczy i szepnęła:
- Jak będziemy stać w miejscu to na pewno nic nie zrobimy.. Idziemy na poszukiwania.
Tak więc wycieczka znowu posunęła się do przodu.
Pierwsza szła Aldieb i Aspeney zaś na końcu Nyna pchająca taczkę z Dag i Anaid, a tuż za nią szedł spokojnie Mikey.
Po drodze znajdywały dziwne i nienaturalne rzeczy, np to że na drzewach rosły ziemniaki, na co bynajmniej dowiodła Nyna i Mikey.
- Patrzcie brązowe owoce 8D!- pokazała na drzewo Nyna
- to są bulwy - spojrzał na nie podejrzliwie
- Bulwy mmm..
Aspeney zerwała jedną i powąchała
- Ludzie przecież to ziemniak! - wywaliła bulwę w zarośla, co spowodowało że wybiegł z nich wyleciał Dinozaur.
Na szczęście był to roślinożerca
Reakcja As była dość spontaniczna na co wszyscy odpowiedzieli jednakowo: "O_O"
Dinozaur na szczęście widząc zgromadzonych tak się przestraszył że prawie nie wyrobił na zakręcie. Wyszli w końcu po dość długiej drodze na polanę pełną kwiatów,a wśród nich ujrzeli znajomą twarz. Acebir. Wąchał sobie kwiaty w najlepsze.
Polana była otoczona drzewami tylko z jednej strony widniało jezioro. As zerwała jakieś kwiecię, podniosła i powąchała. Rzeczywiście zapach był niesamowity
- As może lepiej tego nie wąchaj.. bo jeszcze będziemy wyglądać tak jak Dag i An..- ostrzegła ją w porę Aldieb
Wyrzuciła z rąk roślinkę i podeszła do Acebira.
- Co tutaj robisz Ac?
- To samo co ty. - odpowiedział z zachwytem wilk
- Szukasz Jen i Mi?
- nieee.. wącham kwiatki. Nie widać?
As desperacko przejechała dłonią po rudych włosach. W głębi duszy czuła że coś tu jest nie tak, skoro nawet Acebir stracił głowę.
Nyna porzuciła taczkę i wskoczyła w kwiaty, z chęcią chwili zabawy, to Też Mikey który tym razem trzymał się blisko niej wszedł w labirynt kwiatów. Po chwili ruszyli dalej. Nyna znów pełniła swój obowiązek popychając taczkę, lecz Mikeya już za nią nie było. Czyżby się zgubił? O tuż tak. Zgubił się i on. Zostały tylko dwie Trzeźwe, bo Nyna co chwile śpiewała coś w stylu Disco Polo czyli wyglądała na "pod wpływem" kwiatków.
- zaraz.. gdzie Mikey? - Aspeney zmierzwiła znów swoje włosy i spojrzała poważnie na Aldieb. - Nasza liczba się kurczy
- Więc lepiej się pilnujmy..
- taa.. - westchnęła i zamieniła się w swą kocią postać. - tak będzie lepiej.
- Hej! - zza rośli wygalopowała Rozalia i powitała wilczyce radośnie - Wreszcie ktoś normalny
- Oh Roz.. widziałaś może Jen Mi albo Mikeya?
- Tak. Widziałam Jen..
- Znakomicie. Gdzie ona jest? - zapytała podekscytowana Aspeney
- W lesie .. Szukałą Mi
- Fajnie.. i je rozdzielono..cóż prowadź..
Klacz odwróciła się i w momencie w którym chciała poderwać się do biegu Nyna glebła się z takich hałasem że Acebir przybiegł zapytać co się stało.
- um.. - As uwiązała jakimś sznurkiem Taczkę do Roz a na Taczkę wsadziła jeszcze Nynę po czym wszyscy łącznie z Acebirem powędrowali z
nadzieją na odnalezienie Jen.
Jednak zamiast Jen znaleźli Mikeya, który w postaci małego chłopca o lisich uszach i ogonie, spacerował ze strachem w oczach po okolicy.
- Mikey! - wrzasnęła Aldieb
- Byłą tu Jenna?- zapytała szybko As
Roz podbiegła do chłopca i pomogła mu wejść na taczkę.
- Siedź tu i nie uciekaj więcej.
- To nie ja uciekłem.. - powiedział drżącym głosem
- A co się stało? - spytała z szokowana Aldieb.
- Ja.. ja.. oni mnie tu przynieśli. - wskazał palcem na poruszające się z lekka gałęzie krzewu.
Wszystkie oczy padły na zarośla a z nich wyszedł Robin Hood i jego ekipa.
- Robin Hood? - Wypaliła Rozalia - własnym oczom nie mogła uwierzyć.
C.D.N
Jenna (21:03)

6 lipca 2010

Tajemnica chatki - Skrzypiące drzwi. [Jenna]

 Pewnego dnia na polanie siedzieli: Mi Chan, Aldieb,Nyna, Jenna, Mikey oraz Aspeney. Każdy w zasadzie robił co innego. Aldieb wpatrywała się niczym zahipnotyzowana w najbliższe drzewo, Mi Chan leżała co chwila w innej  pozycji, nie mogąc znaleźć tej najwygodniejszej, Nyna spała wtulona w Aspeney, która z kolei popadła w manię głaskania jej. Jenna siedziała obok As, co jakiś czas zerkając na Aldieb czy oby na pewno nic jej nie jest. Mikey natomiast siedział o 2 metry dalej od każdej z samic co jakiś czas dodawając swoje opinie. Wszystko toczyło by się dalej w swym monotonnym, nudnym i nieskończonym kierunku, ale jak zawsze coś musiało przerwać.
- Oddaj mi tę łopatę!!!!!!!! - Wrzask był nie do opisania, nawet biedna Aldieb obudziła się z zamyślenia i skierował swój tępy wzrok na sprawcę.
Nyna. Widocznie śniło jej się coś i zaczęła krzyczeć przez sen. Wszystkie zdezorientowane oczy pobiegły to na jednego to na drugiego osobnika
przebywającego na polanie.
- Ja kopałam pierwsza!!! - drugi wrzask i wiercenie się Nyny doprowadziło Aspeney do obłędu. Wstała ona odruchowo, co spowodowało że łeb
Nyny opadł na ziemię. Wtedy Tygrysica się obudziła i popatrzała na nich leniwie.
- Jestem głodna.. Chodźmy na polowanie ! - Wstała energicznie i zachęciła resztę do wyprawy. Aldieb w tym momencie  otwarła szeroko oczy
i zaprotestowała:
- Nie możemy iść na polowanie! Przecież Aspeney jest na Diecie!
- Wydało się .. - Aspeney z wyraźną złością szepnęła patrząc wprost na Alphę.
- Jak As jest na Diecie to Mikey jest  Wegetarianinem! - wybuchła śmiechem Mi.
- No to najwyżej nie będziecie się częstować. Idziemy..
Zrezygnowana Aldieb poszła za grupką zwierząt, wciąż chciała znaleźć w tym wszystkim jakieś "ale" ale w tym momencie była na zerowym miejscu.
Szli sobie tak długo, szli, szli, szli, szli ,szli, szli, szli, szli, ,szli ,szli, szli, szli szli , szli, szli, szli ,szli ,szli, szli szli, szli, szli, szli, szli, szli, szli, szli, szli  (...)
Aż doszli. Nie wyglądało to wprawdzie jak teren na polowanie. Przed ich oczyma ukazało się wzgórze na którym znajdował się ludzki dom. Aspeney byłą w tym momencie w ludzkim ciele i jako pierwsza wyrwała się w stronę owej chatki. Wszyscy oczywiście poszli za nią. Uchyliła delikatnie stare skrzypiące drzwi. Weszli do środka. Był bałagan, książki i różne rzeczy codziennego użytku leżały rozwalone na podłodze.
-  O_O Ale Tu Bajzel! - krzyknęła Aldieb widząc nie irytujący nieporządek.
- Pasowałoby posprzątać .. - dodała Jenna
- Ale Fajne 8D -  Mi wzięła do  łap jakieś wiadro
- Ja też coś znalazłem - wyprostował się Mikel wygrzebując zza łóżka widelec.
As złapała się za głowę załamana. Nic już nie mówiła gdyż stwierdziła że to nie  będzie potrzebne. Podniosła z ziemi starą zakurzoną książkę i zatopiła się w lekturze, nie zwracając uwagi na to co dalej się działo.
W tym czasie Aldieb potknęła się o leżący na ziemi koc i wylądowała tuż przy Nynie która tak się jej wystraszyła że odskoczyła tym samym na znajdującego się w pobliżu Mikey'a, który wydał z siebie cichy  warkot. Z niezadowoleniem wyczołgał się z pod Tygrysic y i walnął ją widelcem w
łapę.
- Co ty robisz kobieto? Zgniotłaś mi Żebra!
- Jak bym ci zgniotła żebra to już byś nie żył - Zaczęła się śmiać.
Aldieb w tym czasie wstała i wymamrotała coś pod nosem. Natomiast Mi i Jenna opuściły domek i wybrały się na spacer wokół chaty.
- Patrz jakie Fajne - Mi podbiegła do siekiery w bitej w pień drzewa - ciekawe do czego  to służy...
Natomiast Jen zainteresował jedno kołowy środek transportu. Wskoczyła bez wahania na taczkę.
- Mi, chodź tu zjedziemy sobie na dół ;D
Mi oczywiście natychmiastowo przybyła i również wskoczyła na taczkę. Zaczęło się.  Wciąż nabierając prędkości zbliżały się ku dolinie. Ich miny nie były.
[ Mi - O__O', Jen - O____O'' ]  Al w tym momencie spojrzała przez okno, gdy zobaczyły wilczyce zbliżające się do porządnego upadku krzyknęła:
- AWARIA! Jenna i Mi umierają!!!!! - wszystkie oczy skierowały się na nią. W jednej chwili wszyscy wyskoczyli z chaty w pogoni za uciekającą taczką.
Jeden biegł szybciej od drugiego, inny woniej. Wszyscy pobiegli oprócz As którą widać bardzo wciągnęła owa książka.
Aldieb biegła na przodzie..ale... ale nie zdążyli.. Nie szczęśliwy wypadek.. Po okolicy rozległ się dźwięk walącego się drzewa.
- To nie może być prawda... - jęknął Mikey.
Po chwili postoju pobiegli dalej.. a może one jeszcze żyły?
Na miejscu zdarzenia była tylko wywalona taczka.. a ofiar nie było.. Znikły?
- :O Gdzie one są?
Postanowili przeszukać las w pobliżu.. jednak nikogo nie znaleźli.
- Tu nikogo nie ma - powiedział zrozpaczony Mikey.
Aldieb usiadła zdołowana na kamieniu.
- Super..
- a może rozpłynęły się w powietrzu? - zaproponowała Nyna
- to raczej nie możliwe.. - odpowiedział Mikey
- A może zostały porwane o.o?' W końcu nie znamy tych terenów
Aldieb uniosła łeb wysoko... Nyna.. po raz pierwszy chyba możesz mieć rację..
C.D.N.
Jenna (19:05)