Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neferetti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neferetti. Pokaż wszystkie posty

24 stycznia 2012

Prezent cz.2 [Neferetti da Astra]

24 stycznia 2012

Neferetti bez pośpiechu wybierała ścieżki wśród skał. Była w drodze już od kilku godzin, choć słońce dopiero przed chwilą ukazało się nad horyzontem. Wilczyca nie powiedziała dziś jeszcze ani słowa, głęboko zamyślona; na jej szyi wisiał podarowany jej przez Miriel kryształ - mniej więcej wielkości łapy, zmieniający często barwę - raz zielony, raz błękitny, raz znowu biały, choć Neferetti o tym rzecz jasna nie wiedziała - emanujący dziwną energię, która jeszcze tydzień temu przyprawiała Neff o zawroty głowy, choć teraz już szczęśliwie przyzwyczaiła się do tego.
Za wilczycą lekko płynął w powietrzu Dakao, podążający za nią jak cień, równie milczący jak ona sama.
Instynkt prowadził Neferetti wzdłuż urwiska. Dakao zagwizdał cicho, niepewnie spoglądając w dół, ale uspokoił się nieco na dźwięk łagodnego "Io, Dakao, io" i podfrunął bliżej do swojej towarzyszki, która w tym momencie zatrzymała się, czując znajome drganie na granicy umysłu i obróciła się w kierunku dużego głazu kilkadziesiąt metrów od niej. Zza kamienia ukazała się duża głowa orła, za którą podążyło masywne lwie ciało, zaopatrzone w parę wielkich, silnych skrzydeł.
Gryf.
Krzycząc agresywnie, stworzenie powoli szło w stronę Neferetti i Dakao. Dookoła pojawiły się jeszcze trzy gryfy, odcinając wszelkie drogi ucieczki - z wyjątkiem powietrza i urwiska.
 - Dakao, waree - rzuciła wilczyca w stronę swego przyjaciela, który spojrzał na nią z niedowierzaniem. - Waree! - krzyknęła jeszcze raz i ptak wreszcie poderwał się do ucieczki. Dwa gryfy rzuciły się za nim w pogoń, dwa pozostałe rzuciły się na Neferetti. Ta instynktownie odskoczyła do tyłu, lądując na samym skraju urwiska. Ostrzeżenie przyszło za późno - skała pod tylnymi łapami złamała się i Neff, straciwszy równowagę, runęła w dół.
W tym momencie kryształ zabłysnął oślepiającym światłem, a Neff poczuła, że dzieje się z nią coś dziwnego.
Serce zaczęła pracować szybciej. W mięśnie, wyniszczone treningiem szóstego zmysłu, wstąpiła nieznana dotąd siła. Zniknęło futro, zastąpione gładką skórą. Ogon stał się cieńszy i dłuższy, włosy zostały zastąpione grzebieniem, nad uszami pojawiły się dwie dodatkowe kości, pysk wydłużył się i wypełnił ostrymi zębami.
A co najważniejsze, na grzbiecie pojawiły się dwie dodatkowe, wielkie kończyny.
Trzy sekundy później ujrzała pod sobą ostre kamienie, ku którym spadała. Instynktownie machnęła skrzydłami i uniosła się do góry, unikając śmierci.
... Ujrzała?
... Skrzydłami?
__________________________________________

Po ucieczce przed gryfami, Neferetti i Dakao zatrzymali się na odpoczynek nad małym górskim jeziorkiem. Dakao nie spuszczał wzroku ze swej towarzyszki. Ona zaś również patrzyła na niego przez dłuższą chwilę - dotąd nie wiedziała, jak naprawdę wygląda - aż powoli, ostrożnie wyciągnęła podobną do lwiej łapę i, uważając by nie zranić przyjaciela, pogłaskała jego pióra. Następnie rozejrzała się dookoła - na góry, trawę, niebo - dopóki nie nabrała odwagi i spojrzała w dół, na swoje odbicie w wodzie.
Ujrzała smoczy łeb z grzebieniem i parą długich rogów, wokół jednego z których uwiązana była wstążka, do tej pory zasłaniająca jej oczy. Ujrzała też parę żółtych ślepi, wpatrujących się w nią. Neff długo patrzyła na swoje odbicie, niepewna, co ma o tym myśleć.
Gdy już pierwszy szok minął, spojrzała za siebie, na swoje ciało. Delikatnie dotknęła łapą skóry i grzebienia wyrastającego na zgięciu każdej nogi. Machnęła długim ogonem, także zakończonym podobną do owych grzebieni błoną i o mało nie uderzyła Dakao, za co natychmiast go przeprosiła. Na koniec wreszcie rozciągnęła długie, typowe dla smoków, błoniaste skrzydła.
Odetchnęła głęboko. Stała się smokiem. To był prezent od Miriel.
Po chwili poderwała się do lotu i razem z Dakao ruszyła w kierunku domu.
__________________________________________

Gdy już byli blisko, smoczyca wylądowała na ziemi, kilkadziesiąt metrów od siedziby stada. Zamknęła oczy i wezwała smoka do ukrycia się. Ciało skurczyło się i ponownie stało słabsze, choć zwinniejsze. Rogi, skrzydła i grzebienie zniknęły, skórę ponownie pokryło futro, ogon także wrócił do poprzedniego wyglądu. Na szyi (teraz już) wilczycy pojawił się kryształ.
Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie i, z Dakao na ramieniu, wróciła do domu.


Wiem, wiem, kiepskie. Ale nie czuję się ostatnio najlepiej.
Chciałabym poprosić o zmianę mojej foty na oraz dodanie mojej przemiany. Obie narysowane przez mnie.
Tyle na razie, bla bla bla, dziękuję za uwagę.
Neferetti da Astra (20:43)

17 stycznia 2012

Prezent cz.1 [Neferetti da Astra]

17 stycznia 2012

(Podczas czytania możecie słuchać sobie tego.)

Neferetti wolnym krokiem wracała ze spaceru po lesie. W uszach wciąż słyszała daleki już szum wodospadu, na twarzy czuła lekki powiew wiatru. Mimo woli na jej pysku pojawił się nikły uśmiech. Upewniwszy się szóstym zmysłem, że nikogo nie ma w pobliżu, sięgnęła łapą i ostrożnie rozwiązała opaskę, po czym powoli otworzyła oczy. Z opaską w pysku szła powoli dalej, rozkoszując się wszystkimi odczuciami, jakie oferowały jej zmysły, wysoce rozwinięte ze względu na ślepotę.
Delikatny wiatr we włosach, na pysku, unoszący lekko futro.
Chłodna trawa pod stopami, wciąż wilgotna od rosy.
Szum wodospadu, jeszcze niedawno głośny, teraz już tłumiony przez drzewa.
Ćwierkanie i śpiew ptaków.
Cała galeria zapachów - owoce leśne, kwiaty, zioła, drzewa...
"Widzisz? Nawet twój żywot ma swoje uroki."
Neff lekko kiwnęła do samej siebie i ponownie się uśmiechnęła. Tym razem trochę szerzej.
Mimo, że był to przecież dzień jakich wiele i spacer jakich przeszła już tysiące, czuła się dziwnie szczęśliwa. Spokojna, szczęśliwa i rozluźniona.
______________________________________

Gdy mogła już wyraźnie wyczuć bliskość stada, ponownie zasłoniła oczy. Wyszła zza drzew i przeszła między członkami grupy, kiwając głową na powitanie każdemu, kogo mijała. Miała właśnie wejść do swojej jaskini, gdy usłyszała dobrze znany, melodyjny dźwięk.
Dakao.
Biało-złoty ptak wielkości mewy podleciał do niej miękko. Neff, jak zawsze, wyciągnęła łapę i pogłaskała swego przyjaciela.
 - Gdzieś ty był tak długo? - Zapytała go z uśmiechem, bynajmniej nie zagniewana.
Dakao zagwizdał i zatrzepotał mocniej skrzydłami, zwracając uwagę na to, co trzymał w pazurach. Neff, nieco zdziwiona, wzięła od niego niewielkie, przewiązane wstążką zawiniątko, po czym, z Dakao na ramieniu, weszła do jaskini.
______________________________________

"Droga Neferetti
Minęło kilkadziesiąt lat, odkąd ostatnio się widziałyśmy. Cieszy mnie, że mimo upływu czasu i tych kilometrów, które nas dzielą, nadal o mnie pamiętasz. Dziękuję ci za twe porady w sprawie anielskiego ziela - były naprawdę przydatne.
Jestem ci też niezmiernie wdzięczna za tak troskliwą opiekę nad Dakao. To urocze ptaszysko nareszcie znalazło bratnią duszę i znów cieszy się życiem. Wszystko mi opowiedział.
W dniu urodzin życzę ci, abyś nadal trzymała się tak dobrze jak dotąd. Pamiętaj, masz przyjaciół, którzy nie zostawią cię samej.
Przesyłam ci dość specjalny prezent. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Opiekuj się nim.
Twoja Miriel"

... W dniu urodzin... O rany, zupełnie zapomniałam...
Neff odłożyła liścik i zwróciła uwagę na zawiniątko, przyniesione przez Dakao razem z listem. Ostrożnie wzięła je i rozwiązała wstążkę, po czym rozwinęła materiał. W środku leżał kryształ. Dość duży, ciemnozielony, błyszczący (o czym Neff oczywiście nie wiedziała), emanujący dziwną energią, zawieszony na długim łańcuszku. Nieco zdziwiona, trzymała tajemniczy prezent w łapie przez dłuższą chwilę, pogrążona w myślach.
Dlaczego miała wrażenie, że coś ją do niego ciągnęło?...

C.D.N.


Wybaczcie, pisane na szybko, ale musiałam opublikować to dzisiaj. Część druga już niedługo.
I tak, na serio mam dzisiaj urodziny. xD
Neferetti da Astra (17:10)

31 grudnia 2011

Neff i Ta Druga (?) [Neferetti]

31 grudnia 2011

Do jakiej perfekcji można dojść w gadaniu do siebie samej?

Noc. Księżyc w pełni, mnóstwo gwiazd na niebie.
Co ją to obchodziło, przecież ich nie widziała. Setki lat minęły, odkąd zaklęcie umierającego wilka wypaliło jej oczy, które od tamtego dnia były bezużyteczne. Jedynym znakiem, że wciąż są, był ostry, piekący ból, który czasem czuła pod opaską, ból, na który nie było lekarstwa, który sprawiał, że miała ochotę wyć.
Tej nocy, niezdolna do snu właśnie z powodu tego bólu, przyszła nad jezioro leśne. Usiadła tuż nad jego taflą, zupełnie sama.
Sama?
"Myślałaś, że cię zostawię?" - usłyszała własny głos, choć nie powiedziała ani słowa. Tak jej się przynajmniej zdawało.
 - Czego chcesz?
"Dotrzymać ci towarzystwa. Skąd ta agresja?"
Neff nie odpowiedziała. Westchnęła tylko i wbiła niewidoczny wzrok w taflę jeziora w miejscu, gdzie powinno znajdować się jej odbicie. Ból nie ustępował. Ta Druga wciąż siedziała obok z lekkim uśmiechem na pysku.
"Po co tu przyszłaś?"
 - Nie mogę spać. Pieką mnie oczy.
"Wiem, dlaczego tu przyszłaś. Pytam po co. Mogłaś zostać w domu."
 - ... Pobyć trochę sama ze sobą. -Westchnęła. Miała, co chciała, była ze sobą. Nadal wpatrywała się uporczywie w swoje odbicie, jakby myślała, że dzięki temu albo w końcu je ujrzy, albo uśmierzy ból.
"Może ci pomóc?" - usłyszała nagle, a po chwili wyraźnie poczuła dotyk na opasce. Nie, to niemożliwe, nikogo oprócz niej tu nie było... Ale wyraźnie poczuła czyjąś łapę na twarzy.
 - Zostaw! - Neff gwałtownie wstała i cofnęła się o kilka kroków, ale Ta Druga zatrzymała ją. Nie wiedziała jak.
"Czemu? Przecież nikt nie widzi. Jak dawno temu wpuściłaś pod nią trochę powietrza?"
 - Ale...
"Przecież im to nie szkodzi, prawda? Chodź. Nie bój się. Jestem tu z tobą. Pomogę ci."
Machinalnie wróciła tam, gdzie siedziała. Nie wiedziała, czyja łapa - jej własna, czy Tej Drugiej - rozwiązała węzeł za jej głową. Opaska zsunęła się miękko na ziemię, ale wilczyca bała się otworzyć powieki.
 - ... Nie zrobię tego.
"Dlaczego?"
 - Nie robiłam tego od tak wielu lat...
"No i nie sądzisz, że czas najwyższy to zmienić? Nie martw się, jesteśmy razem."
Poczuła, że ktoś położył swoją łapę na jej łapie. Wyraźnie to poczuła.
Powoli, jakby kosztowało ją to wiele wysiłku, Neff otworzyła oczy - a dokładniej mówiąc, dwie puste, blade jamy, które rozrzuciły dookoła mdłe, wyblakłe światło. Po raz pierwszy od co najmniej stu pięćdziesięciu lat poczuła chłodny, nocny powiew na całej twarzy. Zaczerpnęła głęboko powietrza i rozejrzała się dookoła. Ból zdawał się być mniejszy, jakby koiło go świeże powietrze. Ta Druga uśmiechnęła się łagodnie.
"I co, aż tak źle?"
 - N-Nie.
Wiatr powiał mocniej, rozwiał jej włosy. Leżąca u jej stóp opaska o mało nie odleciała, ale Neff zdążyła ją chwycić. Przez chwilę trzymała ją w łapie, przyglądając się jej bez słowa pustymi oczami. Na materiał padło blade światło. Zmoczyła go w chłodnej wodzie, wycisnęła lekko i zawiązała ponownie oczy mokrą opaską, rozkoszując się odświeżającym zimnem, które poczuła na oczach. Ta Druga siedziała w bezruchu i milczeniu, dopóki wilczyca nie skończyła. Dopiero wtedy przemówiła.
"Widzisz, twoje oczy, niewidome czy nie, są częścią ciebie. Szanuj je i kochaj takimi, jakie są. Może teraz wydają ci się bezużyteczne i cierpisz z ich powodu, ale kiedyś przecież służyły ci wiernie przez wiele lat. Czasem bolą, bo są chore, a wtedy ty musisz się nimi zaopiekować. Bo dużo im zawdzięczasz."
 - ...

Jeszcze pewien czas siedziały obie (?) nad taflą jeziora, bez słowa. Neff zrelaksowała się i było jej dobrze. Przyjemnie jest tak siedzieć i milczeć. Milczenie to też jakaś rozmowa.
Gdy już wystarczyło jej milczenia, wstała i udała się z powrotem do jaskini. Zostało jej jeszcze kilka godzin snu.



Tak, wiem, dość badziewne. Nie wyszło mi. Ale chciałam coś napisać.
Potraktujcie to jako opowiadanie z cyklu "Co się dzieje, gdy Neff nasłucha się za dużo muzyki z Wolf's Rain i dostanie weny, siedząc w śmierdzącym pociągu."
Gratuluję, jeżeli ktoś to przeczytał do końca.
Neferetti da Astra (20:29)

14 września 2011

"Zostań, zawsze chciałam mieć zwierzątko..." cz. II [Neferetti]

14 września 2011

Pierwszą rzeczą, którą uświadomiła sobie po przebudzeniu, było to, że nie jest w domu. Drugą, że mimo wszystko nie czuła się tu zagrożona. Trzecią zaś, że ktoś na niej leżał. Nie potrzebowała nawet używać szóstego zmysłu, by rozpoznać tą osobę. Uśmiechnęła się lekko, obróciła łeb i trąciła nosem głowę dziewczynki.
 - Pora wstawać, Kariko.
Mała ludzka istota przeciągnęła się rozkosznie i przewróciła na drugi bok. Aż żal było ją budzić, ale z zewnątrz dobiegały odgłosy świadczące o tym, że Kariko była jedyną, która jeszcze nie wstała. Neff połaskotała ją ogonem.
 - Budź się, Kariko. Twoi ludzie mogą martwić się o ciebie. Nie wiedzą, że tu jesteś.
Kariko kichnęła i w końcu obudziła się. Powaga sytuacji nareszcie do niej dotarła. Dziewczynka podrapała Neff za uchem, na co ta znowu zesztywniała, nie będąc do tego przyzwyczajoną, i wybiegła z namiotu. Z zewnątrz dobiegło kilka głosów ludzkich naraz, w większości zmartwionych i zdenerwowanych, mieszających się z głosem Kariko, która usiłowała się wytłumaczyć. Ludzie nie byli zadowoleni, że odwiedziła tajemniczą wilczycę wbrew zakazowi i do tego jeszcze z nią spała. Co będzie, gdy dowiedzą się, że na domiar tego jeszcze uwolniła ją z więzów? Neferetti westchnęła i ułożyła głowę na łapach. Przestała zwracać uwagę na dobiegające z zewnątrz dyskusje, od czasu do czasu tylko wyłowiła jakiś mocniejszy dźwięk. Po chwili znowu drzemała.
 - Zaraz wam pokażę! - usłyszała nagle krzyk Kariko i po chwili dziewczynka znowu pokazała się w namiocie, tym razem trzymając w ręce zwinięty sznur. Podeszła do wilczycy i pogłaskała ją, ta zaś przekrzywiła głowę - nie mogąc unosić brwi z powodu przepaski, w ten sposób okazywała zdziwienie.
 - Choć ze mną - szepnęła Kariko, po czym owinęła sznur wokół jej szyi. Neff, choć nie wiedziała o co chodzi, pozwoliła jej zawiązać niezbyt ciasną pętlę. Teraz Kariko mogła prowadzić ją jak na smyczy. Dziewczynka wstała i podeszła do wyjścia. Pociągnęła lekko za sznur, wilczyca zaś posłusznie wstała i podążyła za nią. Wyszły z namiotu. Neferetti nagle poczuła dookoła kilkadziesiąt nieznanych postaci. Większość była ludźmi, choć wilczyca rozpoznała też kilka zwierząt - psów, osłów, koni.
 - Widzicie?! Ona jest dobra! - wrzask Kariko kompletnie ją zaskoczył, obróciła się więc do niej. - Nie czarownica, nie wiedźma, nie bestia! Rozmawiałam z nią, spałam dzisiaj na niej!
Ta ostatnia wiadomość chyba najbardziej ich zaskoczyła. Nikt już nie powiedział ani słowa, rozległo się tylko kilka zaniepokojonych odgłosów, gdy Kariko znienacka przytuliła się do Neferetti. Ta ostatnia, zaskoczona, początkowo się nie poruszyła, ale szybko zdała sobie sprawę, że powinna wyglądać tak przyjaźnie jak to możliwe, zaczęła więc ocierać się o Kariko, jak robiłby to kot, aż w końcu pozwoliła przewrócić się na ziemię i głaskać.
___________________________

Nikt się jej już nie czepiał. Leżała sobie między namiotami, ze zwiniętym powrozem u nóg. Mogła wstać i iść gdzieś, gdyby tylko chciała. Na razie nie miała ochoty ani powodu się ruszać. Czuła się tu dobrze. Miała jedzenie i wodę, i kogoś, kto się nią opiekował. Ale czegoś jej brakowało... Zorientowała się, że coraz częściej jej niewidzące oczy spoglądają w dal. W kierunku, z którego została przyniesiona przez dwóch ludzi, którzy uwolnili ją z potrzasku. Obróciła się do Kariko, która była obecnie zajęta pomaganiem jakiemuś mężczyźnie w karmieniu zwierząt. Dziewczynka zauważyła to i uśmiechnęła się do niej. Wilczyca odwzajemniła uśmiech, ten jednak zniknął, gdy tylko Kariko odwróciła wzrok.
Jak ona ma jej powiedzieć, że niedługo będzie musiała odejść?
___________________________

 - Neffi?
Ocknęła się z półsnu, ziewnęła i przewróciła na bok na posłaniu. Było dość późno, obie leżały już w namiocie, gotowe do snu.
 - Tak?
 - ... Chciałam cię o coś zapytać.
Neferetti kiwnęła głową, w jej myśli jednak natychmiast wdarła się jakaś obca, nieznana trwoga. Jakby już znała pytanie...
 - Hm?
 - Ty... Zostaniesz z nami, prawda?
W istocie, znała je. Wahała się, nie wiedząc, jak to powiedzieć, by nie urazić Kariko. Jej milczenie musiało trwać zbyt długo, gdyż po chwili poczuła na szyi dwie małe, dziecięce rączki, a następnie zaczęło się najgorsze.
 - Zostań, Neffi.
 - Kariko... Ja nie mogę. Ja...
 - Zostań!
 - Ja bardzo bym chciała, Kariko. Ale zrozum, ja... Ja mam też swoją rodzinę. Wilczą.
Chwila milczenia.
 - Zostań.
 - Zostanę tak długo, jak długo twoi ludzie tu będą... Ale gdy ruszycie dalej... Ja będę musiała wracać. Do moich "ludzi".
 - Nie zostawiaj mnie, Neffi...
Neff chciała coś odpowiedzieć, ale zamilkła, zaskoczona tą zmianą tonu. Z żądania w prośbę. Do dwóch rączek ściskających ją dołączyła się buzia, a po chwili cała reszta Kariko.
 - Nie zostawiaj mnie. Zostań. Ja... Ja zawsze chciałam mieć zwierzątko. Takie moje, tylko moje...
...
... Zwierzątko?!

C.D.N.
Neferetti da Astra (21:01)

11 września 2011

"Zostań, zawsze chciałam mieć zwierzątko..." cz. I [Neferetti]

11 września 2011

Poranny wietrzyk i szum liści zbudziły ją wcześnie ze snu. Ziewnęła, wstała i przeciągnęła się leniwie, po czym wyszła z jaskini. Podniosła głowę i zdawała się patrzeć przez swoją niebieską opaskę prosto na słońce, wciąż widziała jednak tylko ciemność.
Zorientowała się, że poza czujkami wszyscy jeszcze spali. Przeciągnęła się ponownie i weszła w las, podążając w kierunku, w którym nigdy jeszcze nie szła, w część lasu, której nigdy jeszcze nie zgłębiła.
Otoczenie było ciche i spokojne. Zwierzęta i rośliny dopiero budziły się do życia. Neferetti z rozkoszą zaciągała się zapachem kwiatów, ziół i owoców leśnych. Usłyszała poranne trele pierwszych ptaków. Jej serce napełniło się jakąś nieznaną radością. Dawno nie czuła czegoś podobnego.
Ruszyła biegiem. Mimo, że była słaba fizycznie, potrafiła nadspodziewanie szybko biegać. Jej łapy niosły ją prawie nad ziemią, ledwo jej dotykając. Pędziła jak wicher, jej szósty zmysł ledwo nadążał z prowadzeniem jej.
Miała tego szybko pożałować.
Ostrzeżenie przyszło za późno. Neferetti gwałtownie zahamowała, ale nie zdołała się zatrzymać i znienacka poczuła w lewej przedniej łapie paskudny, ostry ból, który przeszył całe jej ciało.
Zorientowała się, że wsadziła nogę w potrzask.
Przez chwilę usiłowała się uwolnić, ale nie była w stanie. Każdy ruch powodował straszny ból, a była zbyt słaba fizycznie, by wyszarpnąć nogę lub otworzyć pułapkę.
Kto zastawił potrzask na terytorium stada?
Wtedy dopiero coś kazało jej uspokoić się i się rozejrzeć. To wyjasniło sprawę, i to bardzo szybko. Energia tego miejsca była całkowicie obca.
A ona nie była już na terytorium HOTN.
I siedziała teraz z łapą w potrzasku.
Nagle poczuła kolejne ostrzeżenie - zbliżał się do niej ktoś obcy. Usłyszała szelest liści i zza krzaków wyszło dwoje ludzi, których ubiór, nawet widziany jedynie szóstym zmysłem, wyglądał dziwnie. Musieli należeć do jakiejś wędrownej grupy ludzi. W dzisiejszych czasach normalnie by się tak nie ubrali. Wyczuła ich zdziwienie i niepewność - biało-liliowy wilk z zawiązanymi oczami nie był dla nich zapewne codziennym widokiem.
 - Patrz no, znowu ktoś zastawił potrzask. - Jeden z tych mężczyzn w końcu westchnął i zrobił kilka kroków ku niej. Cofnęła się na tyle, na ile pozwalał jej na to potrzask, warcząc.
 - Hej, spokojnie skarbie. Chcę cię uwolnić. - Powiedział nadspodziewanie miękko i spokojnie, choć wciąż niepewnie. Neff zdawała sie patrzeć na niego nieufnie przez chwilę, jakby namyślając się, czy ma mu pozwolić, po czym przestała warczeć i schowała zęby, mając nadzieję, że zrobi to, co zapowiedział. Poczuła lekki ból, gdy ruszył on potrzask, potem usłyszała jego stęknięcie i noga została uwolniona. Neferetti westchnęła z ulgą, lecz zaskomlała, gdy spróbowała postawić nogę na ziemi. Potrzask musiał ją trochę poszarpać.
 - Co z nią zrobimy? - Były to słowa mężczyzny, który ją uwolnił. - Nie wypuścimy jej chyba z tą nogą.
 - Bo ja wiem - Drugi się wahał. - Ten wilk jest jakiś dziwny. A co, jeśli to jakiś potwór, albo czarownica?
Chwila ciszy. Ten, który ją uwolnił, parsknął.
 - Nieważne. Nie zostawię bez pomocy rannego zwierzęcia, jeśli możemy mu pomóc.
 - Jak chcesz. - Ten drugi wzruszył ramionami. - Ale jeśli coś sie stanie, pamiętaj, że cię ostrzegałem.
Mężczyzna kiwnął tylko głową i podszedł do niej. Wahała się, czy nie uciec, ale ostatecznie pozwoliła wziąć się na ręce.
______________________________

W dwie godziny później leżała z obandażowaną nogą w namiocie należącym do wędrownych ludzi. Okazali oni duże zdziwienie na jej widok, ale tylko kilku zaprotestowało przeciw udzieleniu jej pomocy, podobnie jak towarzysz jej wybawcy bojąc się czarów. Miała jednak zawiązany pysk, bo gdy jeden z tych ludzi chciał zdjąć jej przepaskę z oczu, ugryzła go. Nie zrobiła mu wielkiej krzywdy, ale wzbudziło to strach i podejrzenie pozostałych. Zabroniono więc zbliżania się do niej.
Nie spodziewała się więc usłyszeć cichego szelestu, świadczącego o tym, że ktoś wszedł do namiotu.
Użyła szóstego zmysłu i ujrzała małą, może ośmioletnią dziewczynkę. Dziecko podeszło do niej, z odrobiną lęku, ale ufnie. Neff nie poruszyła się. Zesztywniała, czując na karku dotyk małej rączki.
 - Ty nie jesteś potworem, prawda? - Usłyszała ciche pytanie, pełne nadziei. Zaskomlała i położyła łeb na ziemi, a dziewczynka uśmiechnęła się.
 - Wiedziałam. Ty byś go nie ugryzła, gdyby on nie chciał odkryć twojej tajemnicy.
Poczuła lekkie zdziwienie. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że ona ma na myśli jej przepaskę i człowieka, który chciał ją zdjąć. Ku zdumieniu dziewczynki podniosła głowę i kiwnęła nią, tak jakby zrobił to człowiek.
 - Rozumiesz, co mówię? - Szepnęło dziecko po chwili. Neferetti znowu zaskomlała i położyła przednią łapę na pysku, obwiązanym grubym sznurem. Dziewczynka zrozumiała i małym nożykiem, który miała przy sobie, rozcięła więzy. Spadły one na łapy wilczycy, która uśmiechnęła się zupełnie po ludzku i wyraźnie powiedziała:
 - Dziękuję.
 - Ty... Mówisz?
 - Trochę. I tylko do tych, do których chcę.
Dziewczynka nie odpowiedziała przez chwilę. Uśmiechnęła się tylko, rozumując, że doznała zapewne jakiegoś zaszczytu, skoro wilczyca chciała do niej mówić, i gładziła jej futro.
 - Masz imię? - Spytała w końcu.
 - Neferetti... Ale mów mi Neffi.
 - Neffi. Ładnie. - Dziecko pogładziło jej pysk. - Jestem Kariko.
Przez chwilę jeszcze głaskała Neff, po czym zaczęła nucić jakąś cichą, spokojną pieśń. Wilczyca słuchała, przyzwyczajając się do ludzkiego towarzystwa i dotyku - nigdy jeszcze nie była głaskana przez człowieka. Czuła jednak, że nie trafiła do złego miejsca, że może się tu czuć bezpiecznie... W końcu wyciągneła głowę na łapach i usnęła, uśpiona głaskaniem i kołysanką śpiewaną przez Kariko.

C.D.N.
Neferetti da Astra (21:36)

28 sierpnia 2011

Wspomnienia, czyli dlaczego jestem ślepa. [Neferetti]

28 sierpnia 2011

Las o poranku wyglądał przepięknie. Przez liście drzew przebijało się słońce, dosięgające to niżej rosnących kwiatów, krzewów i ziół, pokrytych poranną rosą. Wszystko dookoła było jasne, rozświetlone, przepiękne.
Oczywiście, Neferetti nic z tego nie widziała. Takie szczegóły jak odbijające się w rosie promienie słońca uchodziły szóstemu zmysłowi, zastępującemu jej oczy, które od wielu, wielu lat były bezużyteczne i zawiązane opaską, mającą ukryć je przed oczyma innych. Wilczyca wiedziała jednak, jak może wyglądać teraz las - kiedyś widziała tak, jak inni, mogła więc używać wyobraźni. Na szczęście wyobraźnię miała bujną - szósty zmysł nie rozróżniał nawet kolorów i zdecydowaną większość szczegółów trzeba było dodać w ten właśnie sposób.
Neff westchnęła. Dużo by oddała, by móc zdjąć tą swoją opaskę i zobaczyć świat normalnie. Ale wiedziała, że nie powinna wierzyć, że kiedykolwiek to odzyska.
________________________
 - Wracaj tutaj, przeklęta wiedźmo!
Odwróciła się. Siedem wilków, prawie dwa razy większych od niej, pokrytych czarną, posklejaną, brudną sierścią, z kłami jak u tygrysów szablozębnych, pędziło jej śladem. Skrzywiła się z obrzydzeniem i odwróciła, patrząc przed siebie. Mieli dłuższe od niej, umięśnione nogi. Byli szybsi. Za chwilę mogli ją dopędzić.
Odbiła się gwałtownie od ziemi i wskoczyła na drzewo. Niczym wiewiórka zwinnie przeskakiwała z gałęzi na gałąź, dopóki nie znalazła się dość wysoko. Zerknęła w dół i z uśmiechem patrzyła, jak ciężkie, brudne cielska mozolnie włażą za nią. Ich przywódca, największy i najbrzydszy, był na przodzie.
 - Tym razem... Cię mamy... - Wydyszał. - Sama... Wlazłaś... W pułapkę.
 - Och, czyżby?
Neff posłała mu mieszankę czarującego uśmiechu i drwiny, po czym zgrabnie przeskoczyła na oddaloną o metr gałąź sąsiedniego drzewa. Goniące ją wilki, które jeszcze przed chwilą były w połowie drogi, zaczęły rzucać w nią przekleństwami. Wilczyca spojrzała w niebo, od rana już przykryte burzowymi chmurami. Jeszcze nie padało, ale co jakiś czas odzywał się z nich grzmot. Gdyby udało jej się pokierować piorunem... Kiedyś już to zrobiła. Ze swojego ogona wyciągnęła małą książeczkę oprawioną w jelenią skórę. Szybko przewertowała kartki, zapisane wszelakimi zaklęciami, i szybko znalazła to, czego szukała. Zaklinanie pogody.
 - Anera blenze iori katare, vinor iori wa! - krzyknęła, patrząc na jedną z chmur, wiszącą nad nimi. Wiedziała, że dużo ryzykuje - jeden błąd, ułamek sekundy dekoncentracji i zamiast w ich drzewo, błyskawica trzaśnie w nią. To jednak, na szczęście, nie nastąpiło. W trzy, cztery sekundy po tym, jak wypowiedziała zaklęcie, z chmury, na której się skupiła, wypadł piorun. Zasłoniła oczy od blasku, poczuła jak ziemia i jej drzewo drżą od grzmotu, i chwilę potem sypane w nią wyzwiska zmieniły się w krzyki bólu, gdy drzewo zajęło się ogniem. Mimo woli, na jej pysk wypełzł uśmiech. Bardzo rzadko używała tego zaklęcia - w ogóle bardzo rzadko korzystała z czarów, choćby dlatego, że były przeżytkiem. A jednak udało jej się skierować błyskawicę na właściwy punkt.
Nie wiedziała, że zemsta za to będzie tak okrutna.
Przywódca bandy, który wspiął się jeszcze wyżej i znajdował się teraz dokładnie naprzeciw niej, rzucił się do przodu, chwytając gałąź Neff i swoim ciężarem łamiąc ją. Oboje zaczęli spadać. Neferetti jednak, korzystając z długiego ogona i łap, chwyciła się jednej z niższych gałęzi i zamortyzowała upadek. Zeskoczyła na ziemię i podeszła do przeciwnika, który zleciał na ziemi jak worek kamieni, a teraz dogorywał po upadku z około 10 metrów. Otworzył ślepia i spojrzał prosto w jej oczy. Uśmiechnęła się.
 - Jakieś ostatnie życzenie?
Brudny, pokrwawiony pysk wykrzywił się wymuszonym uśmiechem, odsłaniając rzędy wielkich zębów.
 - Ferde ladea visiona, odero l'esse quore da...
Neff zamarła. Ona znała to zaklęcie! Zasłoniła oczy ogonem, ale było za późno. Wysłuchała pierwszych trzech słów, patrząc na niego i pozwalając mu patrzeć w jej oczy. Po chwili poczuła, jakby coś wyżerało jej je od wewnątrz. Jęknęła, usiłując nie krzyczeć, ale czuła, za za chwilę nie zniesie tego bólu. Odwróciła się i z zaciśniętymi powiekami pognała w las.

~*~*~*~

 - I potem użył zaklęcia visiona, tak?
Neff kiwnęła głową, nadal usiłując nie płakać. Stara wilczyca, jej znajoma, pokiwała tylko smutno głową. Podeszła do jednej z kamiennych półek swej jaskini i coś z niej wzięła, ale Neff, której szósty zmysł nie był jeszcze zbyt wykształcony, nie widziała zbyt wiele. Po chwili poczuła na oczach materiał nasączony czymś ciepłym, pachnącym dość przyjemnie.
 - To wszystko, co mogę dla ciebie zrobić, moja droga. Uśmierzę ból, ale obawiam się, że nie odzyskasz wzroku. Nie znam niczego, co mogłoby odwrócić zaklęcie.
Neff znowu kiwnęła głową, nic nie mówiąc. Czuła, że ból mija. Zrobiło jej się trochę lepiej. Stara dała jej jeszcze coś do picia, po czym zdjęła to, co położyła jej na oczach i zawiązała je błękitną przepaską.
 - A to po co? - Zapytała Neferetti, dotykając materiału.
 - Uwierz mi, że nie chciałabyś wiedzieć, jak wyglądają teraz twoje oczy. Ci, którzy będą na ciebie patrzeć, również woleliby nie wiedzieć.
Wilczyca westchnęła.
 - Jak ja mam teraz żyć?
 - Musisz wykształcić swój szósty zmysł. Gdy nauczysz się nim posługiwać, z powodzeniem będzie zastępował ci oczy. Niestety, nie pozwala on na rozróżnianie kolorów ani na widzenie jakichś bardzo drobnych szczegółów, ale da ci też możliwości, których nie dawał ci wzrok cielesny...
________________________
Neff ocknęła się. Była nad jeziorem, tak jak wcześniej. Najwyraźniej ucięła sobie drzemkę.
Westchnęła i uniosła głowę, "patrząc" w niebo. Nie mogła się załamywać, musiała być silna. Było, minęło. Niedługo chce przystąpić do zadania na Zielarza. Pora zacząć się przygotowywać.
Wilczyca napiła się czystej wody z jeziora, po czym wstała i ruszyła w drogę powrotną.


Takie trochę nudne, ale stwierdziłam, że wypadałoby się odezwać. Jestem już w domu, można mnie usunąć z listy nieobecnych.
Neferetti da Astra (18:47)

15 sierpnia 2011

Z cyklu: Poetyckie próby Neferetti - "Matka" [Neferetti]

14 sierpnia 2011

~*~
Ciemność zapada nad lasem,
W ciszy pogrąża on się
Okrutne stworzenia nocy
Już wyruszają na żer
Młode skuliły się razem
Zagląda im w oczy śmierć
Lecz matka swych skarbów nie odda
Chyba, że za własną krew

Nie bój się dnia ani nocy,
Matka odpędzi zło
Cokolwiek przyniesie światło,
Cokolwiek przyniesie mrok
Bo choćbyś o śmierć miał się otrzeć
I ze strachu trząść będziesz się
Matka ochroni, pocieszy:
"To nic, kochanie, to zły sen"

Już małe śpią spokojnie
Wiedzą, że mama tuż
Nieważne, kto gdzie i ilu
Ważne, że ona tu
Jej ciepłe futro tuż obok
I jej spokojny głos:
"Nie bój się skarbie i zaśnij
Nie sięgnie cię żadne zło"

Nie bój się dnia ani nocy,
Matka odpędzi zło
Cokolwiek przyniesie światło,
Cokolwiek przyniesie mrok
Nieważne bowiem, co się stanie
I jak bardzo bać będziesz się
Matka utuli, pocieszy
I wszystko zamieni w sen
~*~
Neferetti da Astra (20:01)

3 listopada 2009

Ludzie, Cz. 3 [Nefferetti]



 Listopad 2009 rok

 - Neff... Co jest?
*...*
 - Neff?! Co jest, zbudź się! - ktoś szturchnął mnie w ramię. Obejrzałam się i zobaczyłam Aldieb wpatrującą się we mnie.
 - Coo?... - nie kojarzyłam faktów. - Coś nie tak?
 - Chyba z tobą. Biegniesz i nagle hamujesz na środku polany jakbyś ducha zobaczyła... Wszystko gra?
Nagle wszystko sobie przypomniałam. Potrząsnęłam głową.
 - Grać gra, acz nie stroi... - mruknęłam. Wiedziałam już co mnie zatrzymało. - Szósty zmysł... - wyszeptałam - coś w lesie... - bez wahania puściłam się biegiem. Skupiłam się na szóstym zmyśle. Krzyki Aldieb przestały być słyszalne.

Szósty zmysł zawiódł mnie w stronę siedliska ludzi. Prychnęłam lekko niezadowolona, nie lubiłam tych rejonów. Tak to jest, jak się nie kontrolujesz! Nie chciałam już jednak zawracać - jeśli szósty zmysł mnie ostrzegał, to znaczy że oni czegoś od nas chcą...
Stałam się niewidzialna i podkradłam bliżej. Ujrzałam gromadę mężczyzn szykujących dzidy i łuki, obok parę kobiet.
 - Czy jesteście pewni, że chcecie tam iść? - jedna z nich zwróciłam się do wojowników. - Tylu braci już nie wróciło...
 - Dlatego musimy - odparł największy z nich. - Czas to skończyć. Nie martw się, wrócimy.
"Nie wrócicie... Nawet nie wyruszycie..." - kłębiło mi się w myślach. Starałam się jednak to opanować. Szósty zmysł nie może mieć nade mną władzy, nie może mi mówić co mam robić! Przecież oni mieli Venus... Dopiero ta ostatnia myśl mnie ujarzmiła.
Jeden z ludzi podniósł się i rozejrzał.
 - Zwierzęta są niespokojne... Coś tu wisi w powietrzu.
Zamarłam... Przecież jestem nauchilistką... Te zwierzęta mnie czują... No to mogłam sobie nakichać. Teraz będą czujniejsi. Zaklęłam w duchu.
Nagle w moim kierunku poleciała strzała, którą jeden z ludzi wypuścił w ramach ćwiczeń. Ja to mam pecha! Szósty zmysł mnie ostrzegł i udało mi się uskoczyć, ale zaskoczona, straciłam niewidzialność. Ludzie osłupieli na widok czarnej wilczycy pokrytej runami, która jakby spod ziemi wyrosła pośrodku wioski.
 - Te bestie nigdy nie mają dość... - usłyszałam z którejś strony. W mgnieniu oka poleciało na mnie kilka strzał, ale ostrzeżona uskoczyłam do góry tak, że strzały pouderzały w siebie nawzajem lub poleciały w kierunku innych ludzi, trafiając kilku śmiertelnie. Zachichotałam jak hiena i rzuciłam się do ucieczki. Nie miałam wyboru, musiałam zostawić tam Venus.
Podczas ucieczki zostałam zraniona w tylną lewą nogę zatrutą strzałą. Niewiele sobie z tego robiłam, dopiero gdy się zatrzymałam dla odpoczynku, odczułam poważniejszy ból. Wyrwałam strzałę z nogi, lecz został mi w niej kawałek grotu. Przyłożyłam sobie kilka ziół i wylizałam ranę, ale mała cholera nie chciała wyjść, więc musiałam jakoś dokuśtykać do domu.

Na chwilę obecną to tyle, jeśli chodzi o mnie... Gdyby ktoś pomógł mi wydobyć kawałek grotu z łapy, byłabym wdzięczna. Mam tych ludzi serdecznie dość...