Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michelle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michelle. Pokaż wszystkie posty

4 kwietnia 2011

. . . [Michelle]

Wilczyca poczuła ból przeszywający jej tylne łapy. Zacisnęła powieki i delikatnie nabrała powietrza, chociaż to sprawiało jej jeszcze większy ból niż złamane żebra. Długo oczekiwany koniec właśnie nadchodził.

Więc tak umrę...

Z oczu Michelle popłynęły dwie srebrne łzy. Z pyska dobiegł stłumiony szczek pełny rozgoryczenia i bólu. Jak na razie wilczyca nie była w stanie nawet poruszyć pyskiem. Leżała na plamie jej własnej krwi. Jej uszy i znaczna część futra także była nią pokryta.

Czy to koniec? Czy koniec mojego życia będzie wyglądał właśnie tak?

Zamknęła oczy. Schowała pysk w futrze. Odpłynęła. Umarła. Odeszła do wieczności. Tylko, czy ktoś będzie za nią tęsknił? Czekał na nią?

Na pewno nie...

Istnienie będące jednym wielkim grzechem jest najgorsze. Dlaczego niektóre rzeczy spadają na nas, a my nie możemy tego zatrzymać?

Dlaczego?


Czemu to właśnie jej zwłoki leżą teraz na tej ziemi? Na ziemi HOTN. Jej już tu nie ma. Odeszła nic nikomu nie mówiąc.

2 marca 2011

Spotkanie z wrogiem [Michelle]

Michelle w zamyśleniu przemierzała jakieś pola. Nie wiedziała, gdzie nawet jest. Nie bała się, że zginie, ani, że coś jej się stanie. No bo co? Wszędzie było spokojnie. Za spokojnie. Przeskakując ziemię i kupki śniegu w oddali zobaczyła dużą, ciemną postać. Kojot? Nie. To był wilk, na pewno. Z ciekawości zrobiła kilka susów do przodu, jednak postać ani trochę się nawet nie poruszyła. Kreatura była wielka i stała w bezruchu. Wilczyca wolnym krokiem poszła do miejsca, w którym się znajdowała. Po prostu była ciekawa tego, kim jest i co tutaj robi.

          Stworzenie nie poruszało się. Wilczyca dziwnie czuła się zmierzając do niego. Interesowało ją to, a szczególnie - dlaczego się nie porusza. Kiedy znalazła się blisko niego zauważyła, że jest to ciemnoszary wilk. Dość duży i bardzo ciekawy. Jego uszy były długie i przyczepione do nich były jasne pióra, prawdopodobnie przepiórek lub bażantów. Pierwsze pióra były największe, a trzy następne już mniejsze. Wyglądało to bardzo ciekawie. Na dodatek, na końcu jego ogona przyczepiony był pasek oklejony piórami. Wilczyca zauważyła, że oczodoły wilka są puste. Wzdrygnęła się widząc to. Na pysku, a dokładniej pod oczami, widać było zakrzepnięte, ale bardzo dobrze widoczne ślady krwi. Pazury wilka były połamane. Wyglądał jak siedem szczęśliwych nieszczęść. To głupawe określenie według Michelle najlepiej określało jego wygląd.

        Machnęła ogonem tuż przed jego pyskiem. Domyślała się, że jest martwy. Jednak kichnął. Wilczyca jak oparzona skoczyła kilka kroków w tył. On najwidoczniej to zauważył, bo powiedział spokojnym, jednak denerwującym głosem:
- Kim jesteś?
Michelle obejrzała się wokół. Nikogo nie było. ,,No fajnie. Zaczepiam nieznajomych na ulicy. Wyglądam na zdesperowaną samotniczkę" - pomyślała cicho.
- Wilkiem, jak mniemam i ty nim jesteś. - odpowiedziała.
Spojrzał na nią przenikliwie, a raczej zwrócił pysk w jej stronę. Jednak ona odczuła to jak nieprzyjemne spojrzenie. Widziała, że wilk zastrzygł lewym uchem. Ona też lubiła to robić.
- To ty jesteś Michelle. Z wioski Lavlee. Wychowanka Chiriona i Armetis.
Wilczyca otworzyła oczy ze zdziwieniem.
- T-tak. Ale do jasnej cholery - skąd ty to wiesz? - zapytała niegrzeczne. Ostatnio życie coraz częściej ją denerwowało, dlatego nie lubiła nieprzyjemnych niespodzianek. Za przyjemnymi też nie przepadała. Popatrzyła jeszcze raz na szarego wilka.
- Może jestem ślepcem, ale mój węch jest całkiem dobry. Wydzielasz charakterystyczną woń. Jakby połączenie lawendy, mięty i ognia. Specyficzny, ale łatwy do rozpoznania zapach. - powiedział i uśmiechnął się blado. - Mam do ciebie sprawę.
- Jaką? - wilczyca przeszła do razu do rzeczy, nie przepadała za odwlekaniem wszystkiego.
- Jesteś potrzebna. Nie wiem jak dojść do wioski, nic nie widzę. Muszę tam być jeszcze jutro. Moje łapy nie są już tak wytrzymałe. Jestem starcem.
- Mogę Ci pomóc, ale tylko pokierować.
- Nie. Na to jest sposób. - wilk uśmiechnął się blado. - Musisz... musisz pomóc naszej watasze, ponieważ jesteśmy bardzo osłabieni. Po prostu musimy złączyć swoje siły. To nie boli, nic z tych rzeczy. Po prostu musisz... oddać mi swoją duszę. Będziemy jednością. Zgadzasz się?
Michelle ocknęła się. Przed jej oczami stanął obraz z dzieciństwa, kiedy przestrzegali ją przed pewnym wilkiem... To był on!
- Kechrei... Ty jesteś Kechrei? - krzyknęła do niego. - Myślisz, że jestem idiotką?!
W odpowiedzi wilk uśmiechnął się do niej szyderczo i zawarczał. Nagle wokół nich utworzyła się mgła. Wilk złapał ją za kark i rzucił o drzewo. Wilczyca szybko wstała i zaatakowała go. Wgryzła się w jego kark, potem w tętnicę. Zaczęła rozrywać jego mięśnie. Co prawda wilk też był dobrym wojownikiem, jednak teraz był stary. Jej prawa tylna łapa nie wyszła z tego cało. Prawdopodobnie została złamana. W końcu puściła wilka. Cały we krwi spojrzał na wilczycę z szyderczym uśmiechem i zaśmiał się. Potem znów położył łeb na ziemi i jakby nigdy nic - przestał się ruszać. Wyglądał jak trup, ale nadal żył.
- Jeszcze tego pożałujesz. - powiedział cicho. Po kilku minutach jego serce przestało bić. Widać było, że jest to krwotok wewnętrzny.
Wilczyca zaklęła cicho. ,,Dlaczego mnie to spotkało?" - powiedziała sama do siebie. ,,Chociaż... to całkiem zabawne" - rzuciła na odchodne do wilka, który już nie żył.

          Postanowiła wrócić do stada. Po godzinie była już w dobrze znanym jej lesie. Noga dokuczała. Bolała jak diabli. Nic nie mówiąc udała się od razu do medyka.

28 lutego 2011

O tym jak Michelle zrobiła dobry uczynek [Michelle]

Wilczyca ze znudzonym wyrazem pyska chodziła po lesie. Chciało jej się spać, ale nigdzie nie mogła znaleźć odpowiedniego miejsca. Słońce już wyszło. Była ładna pogoda - niebo było prawie bezchmurne, tylko tu i ówdzie majaczyły beztroskie, bialutkie obłoczki. Michelle spuściła nisko pysk, aby móc popatrzeć w śnieg. Był nijaki. Ubity, brudny i skrzypiący pod łapami. Zima... na szczęście już niedługo przyjdzie długo oczekiwana wiosna. Będzie można chodzić po zielonej trawie, a przyroda wreszcie wróci do życia. Wilczyca podniosła łeb do góry i prychnęła z odrazą. Nagle usłyszała jakiś pysk. Jej uszy stanęły na sztorc. Na pewno nie pochodził ze stada, bo mieściło się w przeciwnym kierunku. Postanowiła sprawdzić co to hałas. Puściła się biegiem po śniegu, który jakby przestał wydawać te denerwujące dźwięki, albo Michelle już tego po prostu nie słyszała. Teraz usłyszała skamlenie. Jakiegoś młodego stworzenia, tylko nie wiedziała jeszcze jakiego. Wpadła na miejsce, z którego dochodziły piski. Obok wodopoju ujrzała dwójkę lisków. Jeden był wyraźnie starszy, o czym świadczyła jego postawa i masywniejsze łapy. Stał na przodzie, jakby chcąc swym ciałkiem obronić brata. Przed nimi stał masywny wilk, którego wyraz pyska nie mówił nic dobrego. Kiedy zobaczył wilczycę od razu zmierzył ją chłodnym spojrzeniem, mówiącym wyraźne: przeszkadzasz. Odwdzięczyła mu się tym samym i uśmiechnęła się cynicznie. Zerknęła na maluchów. Jeden miał uszkodzoną łapę, a drugi zakrwawione podbrzusze. Nagle poczuła ból w okolicach szyi i upadła z impetem na ziemię. Leciała jej krew. Warknęła na wilka i podniosła się. Doskoczyła do niego i zatopiła zęby w grubej warstwie futra i mięśniach na jego łapie wyrywając je. Czarny zacisnął pazury na jej ciele i rzucił nią o drzewo. Upadła z impetem, jednak szybko podniosła się. Zaatakowała szybko wilka od tyłu i z całych sił zacisnęła szczęki na jego tętnicy. Chcąc odczepić ją od siebie mocno pociągnął ją zębami za ucho, nadrywając je. Wilczyca kopnęła go tylnymi łapami wtapiając kły mocniej. Poczuła, że wilk traci siły. Upuściła go na ziemię i chwiejąc się podeszła do wodopoju. Upiła łapczywie trochę wody i skierowała wzrok na maluchów przyglądających się z zainteresowaniem i strachem wilczycy. Resztkami sił uśmiechnęła się i podeszła do nich. Przestraszeni odsunęli się trochę do tyłu. Michelle westchnęła. Spojrzała na czarnego, który już wykitował do końca. Odwróciła wzrok do lisków. Pokazała głową na czarnego wilka.
- Znacie go?
Maluchy w ciszy przypatrywali się nieznajomej, po czym mały, siedzący za bratem lis odpowiedział:
- Nie. On nas po prostu zaatakował, bo był głodny. Tak nam powiedział.
Spojrzała pytająco na większego, siedzącego przed nim lisa.
- On nie umie mówić. - odpowiedział wyprzedzająco mały i wysunął się zza brata siadając bliżej. - A ty kim jesteś?
- Cóż... trudne pytanie. Jestem na pewno wilkiem, jak pewnie zauważyliście. A na imię mi Michelle. A wam?
- My jesteśmy lisami. Mój braciszek ma na imię Rudy, a ja Rudzielec.
- Nietypowe imiona. - wilczyca popatrzyła na niego ze zdziwieniem. - Skąd jesteście?
- Mieszkaliśmy w norze, ale teraz jesteśmy tutaj.
- A wasza matka?
- Zgubiła się nam. To znaczy... my się jej zgubiliśmy.
Michelle westchnęła ze znużeniem. Wskoczyła na pobliskie drzewo, aby przyjrzeć się terenowi.
- Chcecie ją znaleźć?
W odpowiedzi kiwnęli łebkami. Wilczyca ruszyła przodem, a za nią szły (co chwila się potykając) dwa słodkie rudzielce.

-

Było południe, kiedy wróciła do stada. Od razu zobaczyła Lunę i Anaid, potem Aldieb, Cirę, Aspeney i Tiffany.
- Gdzie byłaś? - od razu przeszła do rzeczy Luna. - I jak ty wyglądasz?
- Spotkałam dwójkę małych lisów i wilka, który je atakował, dlatego tak wyglądam. Potem pomogłam znaleźć ich matkę. - dodała z udawaną dumą. A co do wyglądu... nie jest tak źle.