Michelle w
zamyśleniu przemierzała jakieś pola. Nie wiedziała, gdzie nawet jest. Nie bała
się, że zginie, ani, że coś jej się stanie. No bo co? Wszędzie było spokojnie. Za
spokojnie. Przeskakując ziemię i kupki śniegu w oddali zobaczyła dużą,
ciemną postać. Kojot? Nie. To był wilk, na pewno. Z ciekawości zrobiła kilka
susów do przodu, jednak postać ani trochę się nawet nie poruszyła. Kreatura
była wielka i stała w bezruchu. Wilczyca wolnym krokiem poszła do miejsca, w
którym się znajdowała. Po prostu była ciekawa tego, kim jest i co tutaj robi.
Stworzenie nie poruszało
się. Wilczyca dziwnie czuła się zmierzając do niego. Interesowało ją to, a
szczególnie - dlaczego się nie porusza. Kiedy znalazła się blisko niego
zauważyła, że jest to ciemnoszary wilk. Dość duży i bardzo ciekawy. Jego uszy
były długie i przyczepione do nich były jasne pióra, prawdopodobnie przepiórek
lub bażantów. Pierwsze pióra były największe, a trzy następne już mniejsze.
Wyglądało to bardzo ciekawie. Na dodatek, na końcu jego ogona przyczepiony był
pasek oklejony piórami. Wilczyca zauważyła, że oczodoły wilka są puste.
Wzdrygnęła się widząc to. Na pysku, a dokładniej pod oczami, widać było
zakrzepnięte, ale bardzo dobrze widoczne ślady krwi. Pazury wilka były
połamane. Wyglądał jak siedem szczęśliwych nieszczęść. To głupawe określenie
według Michelle najlepiej określało jego wygląd.
Machnęła ogonem tuż przed jego
pyskiem. Domyślała się, że jest martwy. Jednak kichnął. Wilczyca jak oparzona
skoczyła kilka kroków w tył. On najwidoczniej to zauważył, bo powiedział
spokojnym, jednak denerwującym głosem:
- Kim jesteś?
Michelle obejrzała się wokół. Nikogo nie było. ,,No fajnie. Zaczepiam
nieznajomych na ulicy. Wyglądam na zdesperowaną samotniczkę" - pomyślała
cicho.
- Wilkiem, jak mniemam i ty nim jesteś. - odpowiedziała.
Spojrzał na nią przenikliwie, a raczej zwrócił pysk w jej stronę. Jednak ona
odczuła to jak nieprzyjemne spojrzenie. Widziała, że wilk zastrzygł lewym
uchem. Ona też lubiła to robić.
- To ty jesteś Michelle. Z wioski Lavlee. Wychowanka Chiriona i Armetis.
Wilczyca otworzyła oczy ze zdziwieniem.
- T-tak. Ale do jasnej cholery - skąd ty to wiesz? - zapytała niegrzeczne.
Ostatnio życie coraz częściej ją denerwowało, dlatego nie lubiła nieprzyjemnych
niespodzianek. Za przyjemnymi też nie przepadała. Popatrzyła jeszcze raz na
szarego wilka.
- Może jestem ślepcem, ale mój węch jest całkiem dobry. Wydzielasz
charakterystyczną woń. Jakby połączenie lawendy, mięty i ognia. Specyficzny,
ale łatwy do rozpoznania zapach. - powiedział i uśmiechnął się blado. - Mam do
ciebie sprawę.
- Jaką? - wilczyca przeszła do razu do rzeczy, nie przepadała za odwlekaniem
wszystkiego.
- Jesteś potrzebna. Nie wiem jak dojść do wioski, nic nie widzę. Muszę tam być
jeszcze jutro. Moje łapy nie są już tak wytrzymałe. Jestem starcem.
- Mogę Ci pomóc, ale tylko pokierować.
- Nie. Na to jest sposób. - wilk uśmiechnął się blado. - Musisz... musisz pomóc
naszej watasze, ponieważ jesteśmy bardzo osłabieni. Po prostu musimy złączyć
swoje siły. To nie boli, nic z tych rzeczy. Po prostu musisz... oddać mi swoją
duszę. Będziemy jednością. Zgadzasz się?
Michelle ocknęła się. Przed jej oczami stanął obraz z dzieciństwa, kiedy
przestrzegali ją przed pewnym wilkiem... To był on!
- Kechrei... Ty jesteś Kechrei? - krzyknęła do niego. - Myślisz, że jestem
idiotką?!
W odpowiedzi wilk uśmiechnął się do niej szyderczo i zawarczał. Nagle wokół
nich utworzyła się mgła. Wilk złapał ją za kark i rzucił o drzewo. Wilczyca
szybko wstała i zaatakowała go. Wgryzła się w jego kark, potem w tętnicę.
Zaczęła rozrywać jego mięśnie. Co prawda wilk też był dobrym wojownikiem,
jednak teraz był stary. Jej prawa tylna łapa nie wyszła z tego cało.
Prawdopodobnie została złamana. W końcu puściła wilka. Cały we krwi spojrzał na
wilczycę z szyderczym uśmiechem i zaśmiał się. Potem znów położył łeb na ziemi
i jakby nigdy nic - przestał się ruszać. Wyglądał jak trup, ale nadal żył.
- Jeszcze tego pożałujesz. - powiedział cicho. Po kilku minutach jego serce
przestało bić. Widać było, że jest to krwotok wewnętrzny.
Wilczyca zaklęła cicho. ,,Dlaczego mnie to spotkało?" - powiedziała sama
do siebie. ,,Chociaż... to całkiem zabawne" - rzuciła na odchodne do
wilka, który już nie żył.
Postanowiła wrócić do
stada. Po godzinie była już w dobrze znanym jej lesie. Noga dokuczała. Bolała
jak diabli. Nic nie mówiąc udała się od razu do medyka.