Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Event: "Uchronić Stado przed Klątwą". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Event: "Uchronić Stado przed Klątwą". Pokaż wszystkie posty

4 kwietnia 2012

Event: "Uchronić Stado przed Klątwą" IV (10.03.2012)

Event: „Uchronić Stado Przed Klątwą” IV (10.03.2012)


[~Szera] *Pociągnęła Syriusza za sobą, starając się go wyciągnąć z wody.* Dzięki Luu. Dzięki Seth. *Spojrzała na Niego. Na nadgarstku miała związany łańcuszek, który zdążył przeciąć skórę. Westchnęła cicho i spojrzała na szczeliny.* Chodźmy stąd.
[~Seth_] Luno, dasz radę iść?
[~Seth_] Bynajmniej nie wydaje mi się… *Szepnął.*
[MiladyWoe] *Z ziemi dookoła krateru wyłoniły się cztery szkielety. Podniosły ją*
[_Luna_] Nie. *Zadławiła się nagłym atakiem kaszlu i splunęła krwią na ziemię.*
[~Seru_] *Odgarnął włosy z oczu , wychodząc z wody. Spojrzał na Lusię i skrzywił się lekko.* Może Cię ponieść?
[MiladyWoe] *Spojrzała na nie i zaczęła się śmiać. Śmiać się szaleńczo i gorzko zarazem* Tak. Pomściłam Cię. *Krzyknęła w niebo i znów wybuchła śmiechem.*
[~Seth_] *Podniósł ją delikatnie, trzymając na rękach powiódł za resztą, czując jej krew na korpusie.* Byłaś… Dzielna, Luno.
[~Akai_] *Cofnęła się widząc szkielety, wyszła z krateru i spojrzała na Lunę, mokrego Syriusza i resztę.*
[~Seru_] No cóż.. Tak też można. *Wzruszył ramionami, łapiąc za swoje rzeczy.*
[~Szera] Pospieszmy się. *Spojrzała na Syriusza.*
[_Luna_] Tyle razy mówiłam Ci, żebyś nie mówił do mnie pełnym imieniem. *Odpowiedziała słabo, siląc się na złośliwy ton.* Jasu, złap mojego konika…
[~Seth_] Mam się uśmiechnąć?
[_Luna_] Masz nie mówić pełnym imieniem.
[~Seth_] Szero? Czy jesteśmy Ci potrzebni? Ona chyba nie ma już sił…
[MiladyWoe] *Opierając się o szkielety wstała i wolnym krokiem podeszła ku grupie. Jej sierść była przypalona i zmierzwiona, jej wzrok obłąkany, na twarzy widniał szaleńczy uśmiech. Stając jednak przed grupą zaczesała sierść łapą, zamknęła pysk i uśmiechnęła się przymilnie, jej oczy stały się łagodne.*
[~Seru_] *Przeniósł wzrok na klacz, zbliżając się do niej powoli i łapiąc ją tak, by móc ją prowadzić obok reszty.*
[~Seth_] Szero…?
[~Akai_] *Podeszła do nich i dotknęła ramienia Lu.*
[~Szera] *Wyszła ostatnia i zatrzymała się, spoglądając na jaskinię. Otarła rękę o nogawkę, zostawiając czerwony ślad. Owinęła dłoń bluzą i spojrzała na Niego.* Nie. Zabierz Ją do domu, jeżeli możesz.
[_Luna_] *Uśmiechnęła się blado do Akai* Wszystko w porządku. Szer. Chodźmy do Głazu. Wszyscy. Ja też. Dam radę.
[~Seth_] Hm.
[_Luna_] Znasz drogę? *spojrzała na dziewczynę*
[MiladyWoe] *Spojrzała na resztę, uśmiechnęła się i miłym acz drżącym głosem powiedziała.* Przepraszam .
[~Szera] *Przytaknęła.* Znam. Macie pozostałe klucze?
[~Seth_] Uwieram Ci chyba kark, Luno…? To znaczy, Lu. Uwieram?
[_Luna_] I znowu przeprasza. *Machnęła nogami i spojrzała na Jane* Nie przepraszaj, przestań w końcu przepraszać, bo nic się nie stało. *Chwilowy atak złości dodał jej odrobinę sił, jednak po chwili posłała Jane lekki uśmiech.*
[~Akai_] *Zakaszlała.* Seth weźmiesz Lu na grzbiet Chandry?
[_Luna_] Postaw mnie. Nic mi nie jest.
[~Seth_] *Opuścił ją, trzymała się na chwiejnych nogach.* Jesteś pewna?
[_Luna_] Tak, jestem pewna. *Faktycznie stała bardzo niepewnie, chwiejnie, szamanka oparła się o bok karej i uśmiechnęła się do Jasa.*
[MiladyWoe] *Szkielet podszedł i wyciągnął ze swojej klatki piersiowej dwa pozostałe amulety.*
[JustFollowMe] <Przekrzywiła głowę. Chabrowa grzywka przysłoniła lekko oczy. Samica machnęła ogonem i wstała. Chwilę jeszcze popatrzyła na znajome postaci. Tak znajome, a tak.. tak mało znane. Granatowe oczy pociemniały lekko w pewnego rodzaju smutku. Ruszyła więc między drzewa, odchodząc daleko, jak najdalej. >
[~Seru_] *Podszedł z Chandrą do Lusi.*
[~Szera] *Wyciągnęła do Niego dłoń.*
[MiladyWoe] *Uśmiechnęła się obserwując szkielet.* Jak to się wszystko toczy… *Szkielet podał amulety Szerze.*
[~Szera] Dziękuję. *Chwyciła klucze i spojrzała na resztę. Opuściła nogawki spodni i wyprostowała się.* Ruszamy?
 [~Seth_] Nienawidzę Cię, Lu. Jesteś dla mnie zbyt uparta. *Uśmiechnął się.*
[_Luna_] Dzięki za szczerość, Set. A ja nie wiem. I tak mam ochotę wbić Ci tą strzałę w… W dupę. *Zaśmiała się ochryple.*
[MiladyWoe] Tak. *Zebrała energię, jednak nie dała rady przemienić się w konia.*
[_Luna_] Ruszajmy. *wgramoliła się niezgrabnie na grzbiet klaczy i spojrzała na Jane* Wszystko w porządku?
[MiladyWoe] Tak, ja myślę, że po prostu pójdę. Dosyć mam już tego latania *Posłała niewesoły uśmiech reszcie.*
[~Seth_] Szero?
[_Luna_] No to ruszajmy. Szer, prowadź.
[MiladyWoe] Więc… idziemy?
[~Szera] *Skinęła lekko głową i ruszyła spokojnie przed siebie.*
[~Seth_] Czy bezpiecznie jest trzymać wszystkie klucze u jednej osoby?
[_Luna_] *Przekłusowała barko blisko Seta, niemalże zderzając się z nim, a klacz o mało co nie nadepnęła mu na stopę.*
[MiladyWoe] Osobno klucze są bezwartościowe… Wszystko albo nic.
[~Seth_] A razem są łatwym łupem.
[MiladyWoe] Strata jednego klucza załatwia sprawę.
[_Luna_] Nie sądzę, żeby były komuś potrzebne.
[~Szera] Nawet jak ukradną jeden to tak jak powiedziała Jadne, są bez większej wartości.
[~Seth_] Nam są…
[MiladyWoe] Coś Sanetille się nie odzywa.
[_Luna_] Jest niezadowolona, z naszych powodzeń.
[_Luna_] Ruszajmy.
[~Szera] Mówiła, że będzie obserwować.
[~Szera] *Westchnęła cicho, wspinając się na górkę. Postanowiła iść skrótem.*
[~Seth_] Trzymasz się, Lu?
[MiladyWoe] Ja, spróbuje. *Znów zebrała energię i znów nie udało jej zamienić się w klacz*
[_Luna_] Tak, trzymam się. *ruszyła stępa za Szerą, obejrzała się za resztą*
[MiladyWoe] *Zatrzymała się i zjadła w całości rubin. Oczy rozbłysły jej energią i ruszyła dalej.*
[_Luna_] Wszyscy są? Ooops. *Zachwiała się na grzbiecie Chandry, kiedy ta ruszyła żwawiej pod górkę, jednak utrzymała się.*
[MiladyWoe] *Zamieniła się w konia.* Luno, nie chciałbyś bardziej pewnego wierzchowca? *Zatoczyła się, zapomniała o ametyście.*
[~Szera] *Wycisnęła dół koszulki. Ściółka wbijała jej się w bose stopy, a wbijający się nadal łańcuszek drażnił. Skręciła lekko, nie parząc gdzie idzie.*
[_Luna_] Bez urazy, ale nie znam pewniejszego wierzchowca, nad moją Chandrę. Wprawdzie sprawia trochę kłopotów, ale w gruncie rzeczy jest posłuszna. *Uśmiechnęła się i poklepała klacz po szyi.*
[MiladyWoe] *znów się zatoczyła* Dobrze, chyba rozumiem *Uśmiechnęła się nikle.*
[_Luna_] Na pewno wszystko ok? Dasz radę iść?
[MiladyWoe] Tak, wszystko w porządku. * Przymrużyła oczy.*
 [~Seth_] Pochwalę wam się, nauczyłem się szermierki. *Spojrzał na przepasany na biodrze miecz, jelec miał kształt głowy konia, w którym bezpiecznie chowa się dłoń, a ostrze wyrastało z jego czoła jak róg u jednorożca.*
[_Luna_] Ładna broń, Set.
[~Seth_] Dziękuję, Lu.
[MiladyWoe] *Szkielety wciąż otaczały ją i upewniały się, że nie upadnie. Ich umysły były wciąż tak samo bystre.*
[_Luna_] *Kara klacz bryknęła niesfornie, a dziewczyna chcąc utrzymać równowagę chwyciła się mocno jej szyi.* Głupiaś. Niszczysz wszelkie pozory swojej dostojności.
[~Szera] *Wyszli z Lasu Śmierci.*
[~Seth_] Amortyzuje Cię, Lu. Bynajmniej z tej strony.
[MiladyWoe] *Zaczęła jechać z drugiej strony, zatoczyła się.* Jestem.
[_Luna_] Poczekajcie chwilę. *Trąciła boki klaczy łydkami, a ta podkłusowała do jednego z ostatnich drzew, dziewczyna przyłożyła doń rękę, między korą a skórą pojawiły się drobne, pół przejrzyste niteczki.*
[~Szera] *Przystanęła i rozejrzała się. Po chwili odbiła w bok, kierując się w stronę zagajnika. Czuła, jak amulety ciążą w dłoni.*
[~Seth_] Tu was zostawiam. Powodzenia.
[_Luna_] Va fail, Seth.
[MiladyWoe] Co mamy dalej zrobić z tymi amuletami?
[~Szera] Umieścić w sercu stada. Chodzi o skałę z zagajnika.
[_Luna_] *Zbyt zachłannie zaczerpnęła energii, wygłosiła nieme przeprosiny dla drzewa i przytknęła dłoń do swojego nosa, w obawie, że zaraz może polecieć zeń krew.* Szer, jak widzisz sytuacje? Widzisz głaz? Co robimy?
[~Szera] Głaz jest tam. *Wskazała przed siebie. W oddali majaczył zagajnik. Wybijające się wysoko drzewa i ściany ziemi odcinały się od otoczenia.*
[MiladyWoe] *Przyśpieszyła kroku i wybiła się przed grupę, jednak potknęła się i upadła. Szkielety doskoczyły do niej i pomogły jej wstać.*
[~Szera] *Przystanęła przy Niej.* Wszystko dobrze?
[MiladyWoe] Jestem, pi-pijana mocą… Przez ten Rubin. *Zatoczyła się.*
[~Szera] *Zerknęła na Lunę.* Idziemy wszyscy?
[Sky_Breathe] Przymknęła popielate ślepia, skryta w cieniu młodych roślin okalających zagajnik. Zerknęła w stronę postaci dążących najwyraźniej w jej kierunku. Oblizała pysk i przechyliła nieznacznie mordę, zupełnie nie przywykła do tak licznej gromady tutaj.
[_Luna_] Mogę Cię trochę odciążyć. Nie narzekam na nadmiar mocy…
[MiladyWoe] Tak. *Skupiła się i w kierunku Luny wyleciała ukierunkowana fala ciepła.*
[~Szera] *Uśmiechnęła się lekko i odwróciła w stronę zagajnika. Zmrużyła lekko oczy.*
[MiladyWoe] Poczekajcie. Za dobrze nam idzie. *Uśmiechnęła się ironicznie.*
[_Luna_] *Rozprostowała zdrętwiałe palce i przymknęła oczy na moment.* Nie kracz. Po prostu chodźmy. Zobaczymy co będzie dalej.
[MiladyWoe] *Zmrużyła oczy, a szkielety z wyciągniętymi rapierami zaczęły przeszukiwać zagajnik.*
[~Szera] *Poznała sylwetkę. Już raz Ją widziała. Ruszyła dalej.*
[_Luna_] Szer, nie jesteś zmęczona? Może wsiądziesz za mnie?
[~Szera] *Zerknęła na dziewczynę i uśmiechnęła się delikatnie.* Dam radę Luu. Ale dziękuję. Lepiej odpoczywaj.
[Sky_Breathe] Miarowe uderzanie jej pręgowanego ogona wzbijało kurz. Opuściła korpus na przednich łapach, kocie ślepia wbijając w przybyszy. Łopatki wyraźnie zarysowały się pod jej futrem.
[_Luna_] Chandra uniesie nas dwie.
[~Szera] *Ruszyła koło boku klaczy, czując lekkie pieczenie symbolu na łopatce.* Dziękuję za chęci Luu.
[MiladyWoe] *Szkielety stanęły plecami do siebie i przyjęły pozycję obronną.*
[_Luna_] Pospieszmy się.
[~Szera] Idziemy wszyscy? *Ponowiła pytanie, zerkając na Lunę.*
[_Luna_] Ja idę. Kto chce niech nam towarzyszy.
[MiladyWoe] Ja idę *I ruszyła, a szkielety szybko ją otoczyły.*
[~Szera] *Skinęła lekko głową. Zaczęła przedzierać się pomiędzy pniami drzew.*
[Sky_Breathe] Postawiła uszy i cofnęła się kilka kroków, gdy jej ślepia wielkości spodków śledziły poczynania szkieletów. Dogłębnie urażona ich niedbałym stosunkiem do ukochanego lasu wydała z siebie krótki pomruk i wycofała się, zupełnie niknąc w mroku. Przemknęła w głąb zagajnika, przy swojej ulubionej skale. Jedynej.
[MiladyWoe] Przydałoby się ciężkie wsparcie. *Wyszeptała jak przez sen. Szkielety opacznie zrozumiały majaczenie i rozbiegły się jakby w poszukiwaniu czegoś.*
[~Szera] *Wdrapała się po ziemnej skale i zatrzymała się, zerkając w dół. Wspinaczka nie była łatwa. Parę razy zjeżdżała na sam dół. Westchnęła cicho i otarła czoło dłonią.* To ta skała.
[_Luna_] I co dalej? *Utkwiła spojrzenie w głazie.*
[MiladyWoe] *Wystawiła skrzydła i pomogła sobie nimi przy wspinaczce.*
[_Luna_] Gdy klucze trzy znajdziecie, Każdy z osobna niewarty w zimnym mroku, Tam, gdzie serca Waszego Stada kwiecie, Elementy zespolicie wedle pór roku.
[MiladyWoe] Chwileczkę. *Zaczęła rozumować logicznie.*
[~Szera] Musimy umieścić w niej klucze. *Westchnęła cicho.* Wedle pór roku… Może chodzi o kolory? *Spojrzała na Lunę.*
[_Luna_] Trzy klucze. I cztery pory roku.
[MiladyWoe] Amulet znaleziony w wodzie *Wzdrygnęła się.* odpowiada chyba zimie, w górach jesieni, w drzewie wiosnę, chyba. Więc zaczynamy od jesieni, potem zima, potem wiosna.
[_Luna_] Myślę, że raczej góry mogłyby oznaczać już prędzej zimę, nie wiem czemu, ale tak mi się kojarzy.
[MiladyWoe] Lata nie ma.
[~Szera] Czy w górach, nie powinien odpowiadać zimie?
[~Akai_] *Przyglądała się im.* W takim razie ten w wodzie jesieni.
[MiladyWoe] Ale góry były jałowe, bez śniegu jak jesień.
[~Akai_] Ale woda teren podmokły.
[_Luna_] Też prawda.
[~Akai_] Błoto -jesień.
[_Luna_] Idąc tym tropem, można powiedzieć, że woda daje ukojenie w upały, czyli lato…
[MiladyWoe] Rzekłabym *Wzdrygnęła się.* Dużo wody – znaczy śnieg… chociaż może jesień w Anglii?
[~Szera] *Zerknęła na zawinięte klucze, zastanawiając się nad czymś. Przekręciła lekko głowę.*
[MiladyWoe] *Dziwnie zareagowała na własne słowo, Anglia.*
[_Luna_] Jak właściwie wyglądają klucze? Nie miałam okazji się im przyjrzeć. Jakie mają kolory?
[MiladyWoe] Jeśli są trzy miejsca na klucze, mamy sześć możliwości.
[Sky_Breathe] Kiedy zauważyła, że wycieczkowicze znaleźli się na owej skale, wydała z siebie tylko kolejny pomruk i znając dobrze przetarte kamienie kilkoma susami, zwinnie manewrując masywnym cielskiem, znalazła się na ścianie usypanej z ziemi. Kiedy stała już naprzeciw, skierowała w ich stronę wymowne spojrzenie.
[MiladyWoe] *Zaczęła płonąć, choć nie do końca kontrolowała płomienie.*
[~Szera] *Oplotła dłoń bluzą, chowając klucze. Wbiła spojrzenie w postać.*
[MiladyWoe] *Użyła swego głębokiego, majestatycznego, władczego tonu.* Kim jesteś? Czego od nas chcesz? *Jej głos lekko drżał.*
[~Akai_] *Przybliżyła się do Milady i wyszeptała ciche słowa.*
[MiladyWoe] *W tym momencie na dole skały pojawiły się cztery szkielety. Za każdym stał zwykły nagi szkielet i trzymał po trzy staromodne, XVII wieczne muszkiety. Przyjrzała się z zaciekawieniem* Ciężki sprzęt, hę?
[~Szera] Jane. Spokojnie.
[Sky_Breathe] Uniosła wargi, ukazując białe kły w niemej odpowiedzi. Spojrzała w stronę Millady. Zeszła znów na łapach, spoglądając w ich stronę z dołu, niby gotowa do skoku. Sierść na jej karku stanęła dęba. Wymachiwała miarowo ogonem, wcale nie mając zamiaru dzielić się z obcymi swoją kryjówką, która była już o krok od nich.
[~Szera] Spokojnie. *Westchnęła cicho.* Nie chcemy naruszać tego miejsca.
[MiladyWoe] *Powoli płomienie zaczęły przybierać na sile. Skrzydła wyrosły, łuski się uwidoczniły, postawa stała się bardziej „gadzia”.*
[Sky_Breathe] Władczy ton stanowczo nie wskazywał na pokojowe zamiary. Obejrzała się, dostrzegając na dokładkę dziwne uzbrojone stworzenia. Zatrzymała wzrok na Szerze, później przykuł go jednak huk płomieni, rozlegający się wokół Millady.
[~Akai_] Milady, Szera chyba chce żebyś zgasła.
[MiladyWoe] *Płomienie przygasły.* Ja… przepraszam…  *Upadła na kolana.*
[~Szera] *Patrzyła spokojnie na postać.* Rozumiesz co mówię, prawda?
[_Luna_] *Zaśmiała się słysząc słowa Akai, wiedziała, że to zupełnie nie odpowiedni moment na to, ale zaniosła się głupim śmiechem.*
[MiladyWoe] *Szkielety zaskoczone nagłym hałasem chwyciły po pierwszym muszkiecie.*
[~Akai_] *Jej ręce były chłodne, złapała ją za ramiona. * Nic się nie stało. *Uśmiechnęła się, słysząc śmiech Lu.*
[MiladyWoe] *Wstała, jej oczy były spokojne, uśmiechnęła się ciepło.*
[_Luna_] Dobra. Już jestem spokojna. *Trąciła Chandrę łydkami i zbliżyła się delikatnie do postaci na głazie.* Nie naruszymy tego miejsca… *Powtórzyła słowa Szery.*
[MiladyWoe] Czy – czy chcesz z nami porozmawiać? *Rzekła w las. Była spokojna, opanowana.*
[~Szera] *Patrzyła na Nią spokojnie.* Nie chcemy nic zrobić. Jedynie potrzebna nam jest skała, aby ściągnąć urok z tych terenów. Jeżeli nam się nie uda, przepadnie i to miejsce.
[MiladyWoe] *Jej głos był miły, głęboki i uwodzicielski.* Czy nie cieszy Cię życie otaczające twe siedlisko?
[Sky_Breathe] Zupełnie zbita z tropu wbiła pełne konsternacji spojrzenie w Woe. Później zerknęła w stronę zanoszącej się śmiechem Luny. Nie rozumiała już zupełnie nic. Lepka cisza unosząca się wokół niej mimo wszystkich dźwięków jak zawsze ograniczała jej możliwości rozumowania. Przez to też nie dała się uwieść Woe, poza tym – z całym szacunkiem – nie kręciły jej gady. Widząc nad sobą natłok nieznajomych, najwyraźniej zwracających się do niej, cofnęła się o krok.
[~Szera] *Usiadła.*
[~Akai_] *Usiadła po turecku i spojrzała na cofającą się o krok postać.*
[~Szera] Nie mówisz, co? *Uśmiechnęła się lekko.*
[MiladyWoe] Więc? Możemy tylko zamieścić trzy klucze, i wszyscy będą szczęśliwi? *Na znak pokoju odwołuje cztery szkielety, wraz z ich sługami, z powrotem do ziemi.*
[Sky_Breathe] Na krótko przeniosła wzrok na Szerę. Nie chcąc patrzeć na nią z góry również usiadła, idąc w ślady dwójki.
[_Luna_] *Dziewczyna westchnęła i zmusiła karą klacz do cofnięcia się o kilka kroków.*
[~Szera] Potrzebna nam pomoc, wiesz? Nigdy Cię tu nie spotkałam, jednak widzę, że mieszkasz tutaj. *Spojrzała na skałę.* Znasz to miejsce, prawda?
[MiladyWoe] *Myśląc, że to jakiś pokojowy rytuał, również przysiadła.* Wiesz może, czy jakieś elementy tego głazu reprezentują pory roku, lub może żywioły? *Zwróciła się do Sky.*
[~Szera] *Spojrzała na Nią.* Skoro nie mówisz… *Wyciągnęła powoli rękę i zaczęła pisać palcem po ziemi.* To może i nie słyszysz. Zatem zostaje tylko napisać.
[MiladyWoe] Kiedy ta zaczęła kreślić znaki na podłożu, uniosła masywne cielsko i podeszła kilka kroków, by zerknąć w stronę jej tworu. Skinęła pyskiem, unosząc wzrok. *
[_Luna_] *Stworzyła mizerną świecącą kulkę na dłoni i wypuściła ją między nie, a nieznajomą postać oświetlając miejsce w którym Szera pisała.*
[~Szera] *Gdy skończyła cofnęła dłoń i odsunęła się, pozostając w pozycji siedzącej. Spojrzała na postać.*
[MiladyWoe] *Zaczęła szeptać do Sky w tym samym języku, języku emocji, w którym szeptała do Chandry*
[~Szera] *Wysunęła dłoń kreśląc ‚Pomożesz nam?’*
[MiladyWoe] *Zapytała o to samo. Przekazała strach związany z grupą, nadzieję związaną z rozmówczynią i ulgę związaną z całym lasem.*
[~Akai_] Zaraz nie będzie wiedziała kogo słuchać i z kim rozmawiać. * Powiedziała cicho.*
[Sky_Breathe] Zastrzygła półokrągłym uchem, czując dziwne słowa głęboko wewnątrz siebie. Nie znała tego uczucia, a nie miała nastroju na poznawanie. Wyczytała pytanie i wbiła wzrok głęboko w oczy nęcącej ją niedawno gadzicy. Jej nieme pytanie zastygło między kotką i znawczynią języka milczenia.
[MiladyWoe] Zapytała co ma robić. *Rzekła nieco zmienionym tonem.* Ona nas zapytała. *Wskazała na Sky.*
[~Szera] Rozumiem. *Wyciągnęła rękę i nabazgrała wytłumaczenie, odnoście kluczy. Nie wiedziała dlaczego, ale ufała tej istocie.*
[~Szera] *’Na stado została rzucona klątwa. jesteśmy w posiadaniu trzech kluczy, które musimy umieścić w skale, zgodnie z porami roku. Są trzy, więc głaz musi oznaczać czwartą.’*
[MiladyWoe] Zabroniła nam, dotykać skały – chyba.
[MiladyWoe] „Nie dotykajcie skały. Od kiedy przyszedł czarny potwór o śliskim ogonie i ostrych kłach, od kiedy zatopił w niej złoty klucz, nie jest dobrą skałą.”
[MiladyWoe] Albo ten złoty klucz jest czwarty?
[MiladyWoe]*Zwróciła się do grupy* Znam jeden sposób na pozbycie się zarazy, jakiejkolwiek.
[Sky_Breathe] Powiodła wzrokiem po sylwetce Szery, szukając owych kluczy. Wbiła znów wzrok w Millady.
[~Szera] *Po chwili dopisała coś jeszcze. ‚Mieszkasz tu, więc znasz to miejsce. Wydajesz się wyczuwać różne rzeczy. Pomogłabyś nam?’*
[MiladyWoe] „Skała potrafi mówić, masz rację. Ale nie podchodźcie do niej wszyscy, proszę.”
[~Szera] *’Zgoda. Jednak mogłaby iść z Tobą jedna osoba?’*
[MiladyWoe] *Przekazuje emocje – zło związane ze skałą, ogień związany z nią samą i czystość, znów związaną ze skałą, a na koniec pytanie.*
[MiladyWoe] „Tylko nie wszyscy. I bez tych.. agresywnych zwłok.” *Prośba.*
[~Szera] *’Dobrze. Wybierz osobę.’*
[Sky_Breathe] Z Szery przeniosła wzrok na Lunę, czując, że to ona powinna podejść. Później spojrzała tylko na Millady i ruszyła przed siebie, po przetartym szlaku muru ziemi.
[MiladyWoe] Poprosiła nas, abyśmy wybrali sami. Więc? Kto na ochotnika? *Uśmiechnęła się mrocznie.*
[~Szera] *’Jesteś pewna?’*
[~Akai_] Kto pójdzie zamiast Luny ?
[MiladyWoe] Ktoś, kto oczyści skałę.
[~Szera] Akai? *Spojrzała na Nią.*
[~Akai_] *Kiwnęła głową na znak zgody.*
[~Szera] *’Mogę być ja i Akai?’ Wskazała na dziewczynę.*
[~Szera] Jane, stanęłabyś na czatach, jeżeli zgodzi się na ten układ? *Spojrzała na Nią.*
[MiladyWoe] *Westchnęła * Tak.
[Sky_Breathe] Wyczytała jedynie „Mogę być” i skinęła pyskiem, w gruncie rzeczy było jej to obojętne. Jeżeli skała zabije, zabije. A jej milcząca, podobnie jak kotka, przyjaciółka miewała różne humory po odwiedzinach demonicy. Przemknęła po zwałach ziemi i obejrzała się po nich, stojąc już na dole.
[MiladyWoe] Więc, komu w drogę temu jadeit.
[~Akai_] *Podeszła do Szery i spojrzała na Milady.*
[MiladyWoe] Proszę *spojrzała jej w oczy ze wdzięcznością.* Mów mi Jane.
[~Szera] *Spojrzała na Akai i ruszyła za kotką.*
[~Akai_] *Zmieniła się w lisice i kiwnęła głową.* Dobrze, Jane
[~Akai_] *Podbiegła do Szery i zrównała się z nią.*
[~Szera] *Trzymała się za kotką, idąc spokojnie. Jej spojrzenie wbite było w skałę.*
[MiladyWoe] Zgodziła się, na to aby szły dwie osoby.
[~Akai_] *Przechwyciła spojrzenie Szery i zwróciła fioletowe oczy na skałę, drgnęła delikatnie, ale za chwilę na jej małe ciało spłynął kompletny spokój.*
[Sky_Breathe] Ciepło, bijące od skały dało jej się we znaki już po kilku krokach. Emanowała ona intensywną, ciemną mocą. Oparła o nią przednie łapy i polizała delikatnie jej wierzch. Zamruczała lubieżnie, by zerknąć w stronę klucza, zatopionego w kamieniu, niby w bursztynie.
[MiladyWoe] *Spojrzała smutno na skałę.*
[~Szera] *Zatrzymała się w bezpiecznej odległości.*
[~Akai_] *Machnęła ogonem.* Co będziemy musiały zrobić, Szero ?
[Sky_Breathe] Przeklęła w duchu z niemocy, spojrzała jedynie wymownie w stronę Szery, oczekując od niej poleceń.
[~Szera] *Przykucnęła i rozwinęła bluzę. W ręku zaciskała dwa amulety, a trzeci wisior oplatał poranioną rękę. Rozwinęła go i ułożyła trzy elementy na dłoniach. Spojrzała na kotkę.* Jesteśmy tu, aby w razie czego pilnować kluczy.

[…] – (Niestety fragment został urwany, z powodów niezależnych od Szery, która kopiowała końcową część tekstu)
[Sky_Breathe] Skuliła się w sobie, gdy poczuła dreszcz oddechu zimnej przyjaciółki. Kierowana dziwnym zewem wzięła delikatnie jeden z kluczy do mordy, poczuła na języku drobinki ziemi. Odwróciła się w stronę szarej, chropowatej powierzchni i ujrzała tam trzy wgłębienia obok wtopionego klucza.
[Sky_Breathe] Prychnęła cicho, przekonana, że wcześniej ich tam nie było. Trzy, trzy wgłębienia. Obróciła się przez ramię, światło księżyca odbiło się od jej ślepi. Spojrzała w stronę Akai, z wyraźnym pytaniem malującym się na obliczu.
[~Akai_] *Wyprostowała się i podeszła do Sky.*
[MiladyWoe] *Wysunęła skrzydła, i zaczęła krążyć nad nimi, by lepiej patrolować okolicę.*
[~Akai_] *Wysunęła dłoń w jej stronę.*
[Sky_Breathe] Położyła na tej dłoni ściskany w pysku przedmiot. Były trzy. Potrzebowała objaśnienia, jakiegokolwiek.
[MiladyWoe] *Wylądowała w pobliżu, jednak wciąż poza skałą.* Spróbuj okrągły, zielony amulet po lewej, mokry po prawej.
[~Akai_] *Spojrzała na okrągły amulet leżący na jej dłoni , podeszła jeszcze bliżej do skały , wzięła zielony przedmiot i powoli wkładała go do otworu w skale.*
[MiladyWoe] A ostatni w środku.
[MiladyWoe] *Przymyka oczy i nieświadomie okrywa się skrzydłami w geście ochrony.*
[~Akai_] *Spojrzała na wodny amulet i włożyła go po prawej stronie , teraz tylko jedno miejsce w skale zostało wolne.*
[Sky_Breathe] Pokręciła pyskiem i zatrzymała się przed Akai, powstrzymując ją. Mokry, nie.
[MiladyWoe] *Zacisnęła mocniej szczęki, nie ufała swojej radzie.*
[~Akai_] *Cofnęła rękę i zabrała mokry amulet .*
[Sky_Breathe] Zerknęła ku Millady, pytając ją w milczeniu o to, co wie o kluczach. Skąd je mają.
[MiladyWoe] Przekazała emocjami – *Zielony – las, mokry – jaskinia, trzeci jałowe góry.*
[~Akai_] Gdzie ma być mokry? *Dłoń z amuletami zadrżała lekko.*
[MiladyWoe] *Przedstawia widok pór roku – z nimi miało być skojarzone klucze.*
[MiladyWoe] *Przeciwstawia liczbę 3 do 4. Pyta o czwarty, złoty klucz. Pyta o samą Sky, czy czasem nie czuje jakieś więzi do kluczy.*
[~Akai_] *Jej oczy błysnęły dziwnym blaskiem spytała dość ochrypłym głosem* Czyli po prawej ma być trzeci, a mokry w środku?
[MiladyWoe] *Przekazała to emocjami.*
[~Szera] *Siedziała w bezruchu, a jej spojrzenie jasnych oczu wbite było w skałę.*
[Sky_Breathe] Ona nie. Skała ich łaknie. Jaskinia? Jaskinia. W takim razie wiosna. Spojrzała na klucz, do jej nozdrzy dostał się zapach śmierci. Nie, to nie wiosna. Jesień. Góry, zapach zimna i wiatru. Zima. Złoty klucz, iskrzący się słońcem, lato. Zielony leżał już na swoim miejscu, dając ukojenie zimnej kochance kotki. Przekazała słowa Millady, wbijając w nią wzrok.
[MiladyWoe] *Powtórzyła je na głos, automatycznie i nieprzytomnie.*
[MiladyWoe] Czyli… Zrobione? Sanetille wyjdź, pokaż się!
[~Akai_] Milady, jeszcze klucze nie są na swoim miejscu. Znaczy, Jane.
[MiladyWoe] No, tak… Ale Ona *Wskazała na Sky.* Wie.
[~Akai_] *Spojrzała na skałę i na zielony klucz, skoro to była wiosna, to teraz lato , potem jesień, no i zima.*
[MiladyWoe] Wycofaj się. *Wyszeptała do Akai.*
[~Akai_] *Spojrzała Na Jane, klucze były na swoim miejscu, powoli wycofywała się od skały.*
[MiladyWoe] To chyba nie jest bezpieczne. *Cała była spięta, gotowa do skoku, aby ewentualnie osłonić ją skrzydłami.*
[Sky_Breathe] Nie była oczywiście przekonana swoich myśli, czuła, że odpowiedź tak brzmi. Absurdalnym wydawał jej się też fakt porozumienia z innymi za pomocą  tłumacza. Skuliła się i wbiła pazury w ziemię, gdy mocny impuls odrzucił ją w tył.
[MiladyWoe] *Skoczyła i zasłoniła Akai skrzydłami, objęła ją.*
[~Akai_] *Spojrzała na Sky i zadrżała delikatnie, jej ręce robiły się gorące.*
[MiladyWoe] *Nie przeszkadzając w robieniu czegokolwiek i unosząc się nad skałą.*
[Sky_Breathe] Skała jakby zapłonęła, księżyc okalał ją jasną łuną. Ze zbocza ziemistego muru posypały się kamienie i żwir. Cisza zalegająca wokół przerywana była tylko miarowym dudnieniem – ogromny głaz pulsował.
[~Akai_] *Czuła obejmujące ją skrzydła, ale jej oddech był krótki i urywany, czuła pulsację skały.*
[MiladyWoe] *Była gotowa na każdy mocniejszy puls, by poderwać Akai.*
[Sky_Breathe] Mimowolnie wydała z siebie cichy skowyt, wycofując się natrafiła na Szerę. Kilkoma ruchami zrzuciła z jej ciała żwir, dziewczyna była nieprzytomna. Powiodła wzrokiem w stronę Millady, tak bardzo błagalnym wzrokiem. Nie mogła się odezwać.
[MiladyWoe] *Z wahaniem porzuciła ochronę Akai i podniosła Szerę.*
[~Kired] *Na skale pojawił się masywny basior. Wodził spojrzeniem po zebranych istotach.* Udało się Wam. *Z gardła wyrwał sie gardłowy pomruk.*
[MiladyWoe] *Odniosła ją na odpowiednią odległość*
[MiladyWoe] *Zaczęła płonąć i skoncentrowała się na basiorze*
[~Akai_] *Patrzyła na basiora ,jej oczy nie były już jasno fioletowe . Jej ciało drgało delikatnie. Przykucnęła i położyła dłoń na ziemi *
[Sky_Breathe] Wydała z siebie pomruk, ukazując białe kły w pełnym agresji uśmiechu. Kolejny. Kolejny pachnący siarką, bez cienia szacunku dotykający jej ukochanej skały. Zmrużyła ciemne ślepia, masywne, pręgowane cielsko wygięło się w łuk. Rozwarła szczęki, niczym ryczący lew, szczerząc zębiska.
[~Kired] Brawo. *Uniósł lekko łeb.* Sanetille Wam gratuluje wytrwałości. *Jego postawione na sztorc uszy drgnęły lekko.*
[~Akai_] * Z jej gardła wydobyło się coś na miarę charkotu. * Sanetille.
[MiladyWoe] Czy to ty nas przekląłeś *zapytała z furią*
[~Kired] Nie, ale i nie zdradzę kto to zrobił. *Spojrzał na agresywne pozy zebranych.*
[MiladyWoe] Odejdź i zabierz swą klątwę. *Warknęła.*
[~Kired] Klątwy? Klątwy nigdy nie było. *Odsłonił kły w demonicznym uśmiechu.* Ale, któremu Demonowi można wierzyć? *Po polanie rozszedł się gwałtowny impuls, a wilk wybił się ze skały z cichym pomrukiem rozbawienia, który niczym prąd przeszywał ciało. Po chwili już go nie było.*
[MiladyWoe] Łał… Ja… jestem zmęczona… Idę *Nie dokończyła, upadła i zasnęła głębokim snem.*
[~Akai_] *Zakasłała i popatrzyła zdziwiona na Sky i na skałę.*
[Sky_Breathe] Wolnym krokiem podeszła do skały i znów polizała czule jej chropowatą powierzchnię. Zerknęła w stronę Akai. Nie ważne, nie ważne który z nich kłamał. Teraz było już ciepło, spokojnie. Żwir opadł na ziemię, a księżyc oświetlał zagajnik swoim przyjaznym światłem.

Koniec.  

Wystąpili:
Sanetille
Milady Woe
Luna
Tin
Szera
Syriusz
Devourer
Arashi
Kuo
Fene
Duch
Neban
JustFollowMe
Akai
Sky Breathe
Kired

Wszystkim bardzo dziękujemy!

23 marca 2012

Event: "Uchronić Stado przed Klątwą" III (10.03.2012)

23 marca 2012
[...]
[~Szera] W Lesie Śmierci. *Spojrzała na Lunę.*
[_Luna_] W głębokiej części jeziora, jaskinie mieszkalne, Las Śmierci…
[~Szera] Tam, gdzie drzewa śmierci są pośrednikami. *Zacytowała.*
[_Luna_] Czyli raczej w Lesie Śmierci.
[~Szera] *Wstała i podeszła do Luny.*
[~Akai_] *Podeszła do jednego z drzew oparła się o nie i nadal przysłuchiwała rozmowie.*
[~Seru_] *Przeniósł zmęczony wzrok na nieznajomą.*
[~Szera] *Usiadła obok Niej, zastanawiając się, czy dałaby radę wykryć płynącą tam wodę.*
[_Luna_] *Zerknęła na wilczycę.* Jakieś pomysły?
[~Szera] Najpierw powinniśmy się tam udać. Później mogę spróbować w jakiś sposób odkryć jaskinie, które mają połączenie z wodą.
[~Akai_] *Uniosła nieco głowę i spojrzała fioletowymi oczami na Niego , kiwnęła delikatnie głową.*
[~Seru_] *Uniósł kąciki ust, w nieznacznym uśmiechu i również kiwnął głową na powitanie.*
[~Szera] *Wstała i spojrzała na resztę.* Kto idzie z nami do Lasu Śmierci po ostatni klucz?
>*** ~Sheyn wszedł do pokoju.
[~Sheyn] Witam
[~Szera] Witaj.
[Tin] Ja pójdę. *Podniosła się z ziemi.*
[~Akai_] Czy jeśli ktoś nie jest stąd może iść? *Spytała niepewnie.*
[~Szera] *Uśmiechnęła się lekko i skinęła łbem. Spojrzała na resztę zebranych.* Może.
[_Luna_] Mhm. *Mruknęła patrząc na nieznajomą postać.* Mówią mi Lu.
[~Akai_] *Spojrzała na dziewczynę i odpowiedziała.* Ja jestem Akai Yuki ,ale mówią mi Akai.
[Tin] Tin. *Uniosła kąciki pyska w ciepłym uśmiechu.*
[~Szera] Szera. *Wilczyca skinęła lekko łbem.*
[~Sheyn] Jestem Sheyn. *Wilczyca z zaciekawieniem przyjrzała się grupie istot.*
[~Szera] Szera. *Skinęła lekko łbem.* Wybierasz się z nami do Lasu Śmierci po klucz?
[~Sheyn] Mogę pójść.
[~Szera] A reszta? Asharad? Neban? Syriusz? *Spojrzała na Akai.* Idziesz z nami?
[~Akai_] *Zaśmiała się cicho* Tak, tak, idę .
[~Seru_] Mogę iść.. *Poniósł się leniwie, wkładając ręce do kieszeni.*
[~Akai_] Jeśli mogę. To chciałabym pójść.
[~Szera] Czyli rozumiem, że idzie Luu, Tin, Akai, Syriusz, Sheyn, ja. Asharad zostaje. *Spojrzała na Nebana.* A Ty?
[~Neban] *Wstał spod drzewa i podszedł do Tin* Idę.
[Tin] *Uśmiechnęła się do Nebana.*
[~Akai_] *Spojrzała na resztę i przewiązała kręcone włosy chustą.*
[~Szera] Zatem mamy zespół. *Spojrzała na Lunę.* Prowadzisz?
[_Luna_] Mogę. Ale pozwólcie, że ułatwię sobie podróż… Po wczorajszych rytuałach nie jestem jeszcze do końca na siłach. *Wydała z siebie cichy dźwięk przypominający gwizd, albo ćwierkanie i czekała wpatrzona w ścianę lasu.*
[~Akai_] *Podeszła do grupy i stanęła obok chłopaka do którego kiwnęła głową.*
[Tin] *Wilczyca zmieniła postać na ludzką w zaskakująco szybkim tempie i stanęła obok Lusi, zachęcając Nebana ruchem dłoni by poszedł za nią.*
[~Szera] *Stała z drugiej strony Luny, obserwując Ją spokojnie.*
[~Akai_] *Przechyliła delikatnie głowę przyglądając się z zaciekawieniem Lunie.*
[_Luna_] *Po chwili z lasu wyłoniła się czarna jak noc klacz, o długich, smukłych nogach, wdzięcznie przykłusowała do dziewczyny o równie kruczych włosach, co grzywa klaczy.*
[~Neban] *Poszedł za Tin i stanął za nią patrząc na klacz.*
[~Seru_] *Splótł dłonie na karku, przyglądając się reszcie.*
[_Luna_] Mogę zabrać jedną osobę. *Powiedziała wskakując na grzbiet karej.*
[Tin] *Dała Nebanowi lekkiego kuksańca w bok z uśmiechem na ustach i spojrzała na klacz.*
[~Szera] Nie kopnie, jeżeli wpadnę na pomysł biec za Wami? *Mruknęła cicho, spoglądając na klacz.*
[_Luna_] Nie kopnie. Kto jedzie ze mną?
[Tin] Ja mogę? *Podniosła rękę w górę.*
[~Akai_] *Spojrzała na połyskującą sierść klaczy i z jej ust wyrwało się delikatne westchnięcie.*
[_Luna_] *Zaśmiała się cicho spoglądając na Tin.* Wskakuj.
[Tin] *Uśmiechnęła się szeroko i z wprawą wskoczyła na konia objęła Lu w pasie jedną ręką, a drugą przyłożyła do czoła, pokazując Nebanowi znak ‚luzer’ i śmiejąc się.* Na piechotkę, bracie!
[~Arashii] Witajcie.
[~Akai_] Witaj.
[~Neban] *Zaśmiał się i zmienił w wilka stając koło klaczy.*
[Tin] Yokoso, Ar.
[~Neban] Witaj
[~Szera] Witaj. Idziesz z nami po klucz? *Spojrzała na Nią.*
[_Luna_] *Ponownie zaśmiała się i zerknęła na Szerę.* Wszyscy gotowi?
[~Arashii] *Popatrzyła na Szerę i skinęła głową.*
[~Szera] *Wstała i przeciągnęła się, do momentu, aż kości przeskoczyły. Stanęła kawałek za klaczą.*
[~Akai_] Chyba tak.
[Tin] Yep. *Pokiwała głową, mocniej obejmując Lu.*
[~Szera] *Spojrzała na Lunę.* Zamknę grupę. *Mruknęła cicho.*
[_Luna_] No to ruszamy. *Energicznie dodała łydek, zmuszając klacz, aby lekko przysiadła na zadzie i ruszyła mocno wybijając się z ziemi, tak dla szpanu.*
[Tin] *Zaśmiała się cicho i przyległa nogami do boków klaczy wczuwając się w jej rytm.*
 [~Seru_] *Pokręcił głową z uśmiechem, patrząc na Lusię.*
[~Neban] *Ruszył z miejsca, dorównał kroku klaczy i biegł jej tempem.*
[~Szera] *Czekała, aż wszyscy ruszą, obserwując klacz.*
[~Akai_] *Spojrzała na swoje trampki i zaczęła biec za resztą grupy.*
[~Szera] Arashi, idziesz? *Zerknęła na Nią.*
[~Szera] *Gdy wszyscy ruszyli, pobiegła za Nimi.*
[~Akai_] *Chustka podczas biegu zaczęła rozwiązywać się , powoli zsunęła się z włosów dziewczyny.*
[_Luna_] *Krzykiem popędziła klacz, obejrzała się przez ramię na resztę i rzuciła Tin wesoły uśmiech.*
[~Seru_] *Dobra, dobra. Też biegnie. *Przy okazji złapał chustkę.*
[Tin] *Objęła Lu tak, by sięgać dłońmi do grzywy klaczy. Obejrzała się za siebie sprawdzając, czy wszyscy są i zaśmiała się sama do siebie.*
[~Neban] *Zerknął przez swoje ramię żeby zobaczyć na resztę.*
[_Luna_] *Pochyliła się mocno, wręcz przytulając do czarnej szyi.*
[~Szera] *Obserwowała grupę, biegnąc ostatnia.*
[~Akai_] *Spojrzała na chłopaka i pomiędzy urywanym oddechem zdążyła wydyszeć.* Dziękuję.
[~Seru_] Nie ma sprawy.. *Uśmiechnął się do niej.*
 [~Szera] *Zastrzygła lekko uszami. Zastanawiała się, czy Demonica nadal ich obserwuje.*
[~Arashii] *Dorównywała im kroku, nic nie mówiąc*
[~Akai_] *Jej zielone trampki pokrywały się błotem.* No pięknie. *Mruknęła.*
[_Luna_] Wymyjesz. *Rzuciła niedbale, zwalniając nieco, aby dać wytchnąć reszcie „drużyny”.*
[~Akai_] Oby. *Uśmiechnęła się i zwolniła tempo , oddychała dosyć szybko.*
[~Szera] *Uśmiechnęła się pod nosem, obserwując klacz.*
[~Neban] *Zwolnił nieco i biegł teraz nieco bardziej z tyłu.*
[Tin] *Odchyliła się do tyłu gdy Lu zwalniała i z cichym westchnieniem zmierzwiła jej włosy dłonią.*
[~Szera] *Przyspieszyła trochę, zmniejszając dystans do ostatnich.*
[_Luna_] Już niedaleko…
[~Szera] W takim tempie. *Znów zwolniła, zerkając na Lunę z lekkim rozbawieniem w ślepiach.*
[_Luna_] Wybaczcie. Udzielił mi się jakiś dobry humor. *Poklepała klacz po szyi, na co ta odpowiedziała wesołym rżeniem.*
[_Luna_] Heej, heeej. *Zatrzymała gwałtownie klacz widząc przed sobą jaskinie.*
[~Szera] *Dogoniła Ich i zatrzymała się na równi z klaczą.* No to jesteśmy.
[Tin] *Uśmiechnęła się pod nosem widząc cel.*
[_Luna_] Od razu mówię, że ja się nie będę moczyć. Po poprzednim zadaniu z jeziorem do tej pory nie wyleczyłam się całkowicie.
[~Szera] *Uśmiechnęła się pod nosem.* Ja mogę. Przydadzą się jednak dawne umiejętności.
[~Akai_] Jak długo już zbieracie te klucze ? *Spojrzała na Lunę.*
[~Neban] *Zatrzymał się kawałek za nimi i popatrzył na jaskinie przed nimi.*
[_Luna_] *Klacz zatańczyła niespokojnie drobiąc kilka kroków w tył.* Ehh, Chandrze nie podoba się to miejsce. A klucze zbieramy… Niedługo w sumie.
[~Akai_] Chandra – oryginalne imię. *Spojrzała na ciemne jaskinie.* Wchodzimy tam do środka?
[_Luna_] Nie ja je nadałam. To mój demon. *Wzruszyła ramionami, jednocześnie posyłając Akai lekki uśmiech.* Wchodzimy.
[~Szera] Trochę dużo ich do sprawdzenia. *Spojrzała na Lunę.*
[_Luna_] Fakt.
[~Szera] *Przesunęła łapą po ziemi, jakby skupiając się nad czymś. Jedno z oklapniętych uszu podniosło się lekko.*
[~Akai_] *Przyglądała się poczynaniom wilczycy, wsunęła ręce do kieszeni bluzy, robiło się co raz chłodniej.*
[_Luna_] Złaź Tinka. *Klacz wciąż nerwowo stąpała w miejscu, kładła uszy po sobie i prychała.*
[MiladyWoe] *Obudziła się po środku pustej polany. Nawet nie zauważyła, kiedy wszyscy odeszli, tak była zamyślona.*
[_Luna_] Coś jest w wodzie. I nie jest to przyjaźnie nastawione. Ale wciąż nie wiemy która jaskinia…
[Tin] Uh. *Mruknęła i zeszła z klaczy uginając kolana przy lądowaniu.*
[~Szera] *Drgnęła lekko.* Tamta. *Wskazała na jedną z większych.*
[Aconitum] *Cicho stąpając wkroczył na teren polany. Obrzucił ziemię szkarłatnym spojrzeniem, napełnił nozdrza zielonym powietrzem i usiadł pod drzewem.*
[_Luna_] *Dodała łydek, ale kara nie ruszyła się z miejsca.* Hej, nie stawiaj się. *Mruczała pod nosem, złożyła palce w znak, a ogłupione nim zwierzę ruszyło przed siebie już nie stawiając oporu*.
[Tin] *Ruszyła za karą klaczą rozglądając się dookoła niepewnie.*
[_Luna_] Chodźcie do jaskini wszyscy… A potem uzgodnimy kto zajmie się znalezieniem klucza.
[MiladyWoe] *Przypomniała sobie, że mówili coś o jeziorze.* No, to lecimy.
[~Neban] *Skinął głową i podszedł do Tin, kierując się w stronę jaskini.*
[~Szera] *Ruszyła spokojnie za grupą.*
[MiladyWoe] *Zmieniła się w konia, rozpostarła skrzydła i szybko poleciała nad jezioro.*
[Tin] *Zwolniła, by zrównać się z bratem.*
[MiladyWoe] *Odkrywa, że nad jeziorem innych istot brak.*
[_Luna_] *Wykłusowała przed wszystkich, chcąc się upewnić, czy nic groźnego się tam nie czai, zniknęła w ciemności jaskini.*
[MiladyWoe] *Zatrzymuje jakieś przechodzące stworzenie i słodkim głosem pyta o jaskinie zalane wodą, skrzydła zdecydowanie nie pasują do sytuacji.*
[~Szera] *Zmrużyła lekko ślepia, chcąc nie stracić Luu z oczu.*
[MiladyWoe] *Poleciała bez podziękowania we wskazanym kierunku.*
[_Luna_] *Złożyła palce w inny znak, na jej dłoni pojawił się płomyk oświetlający ściany jaskini.*
[~Szera] *Ruszyła za Luną.* Luu? *Spojrzała na Nią, idąc w Jej ślady.*
[MiladyWoe] *Dostrzega grupę z góry i ląduje wśród nich w błysku ognia, i dymu.*
[_Luna_] Tu jest ok. Ale w wodzie coś na pewno się czai.
[~Szera] *Przytaknęła lekko.* Jeżeli do niej nie dotrzemy, to się nie dowiemy.
[_Luna_] *Spojrzała na ostro kończącą się linie stałego, kamiennego lądu, dalej rozciągało się czarne lustro wody.* Kto ma ochotę na zimną kąpiel ?
[~Szera] *Ruszyła spokojnie w stronę wody.*
[MiladyWoe] *Podchodzi do niej* Witaj
[MiladyWoe] Przepraszam, że Cię zostawiłam *Skrucha.* Luna?
[_Luna_] *Dziewczyna cisnęła ognistą kulką światła w wodę, ta zniknęła pod powierzchnią na moment oświetlając ją i ukazując uciekające w popłochu stworzenia* Nie szkodzi Jane. Jesteśmy już wszyscy. Zajmijmy się szukaniem klucza.
[MiladyWoe] *Delikatne płomienie jęły muskać zewsząd skórę Milady, tu i ówdzie ukazując błyszczące jakby łuski.*
[~Szera] *W krótkiej chwili dostrzegła drobne, niebieskie, łuskowate ciałka. Tafla zafalowała, gdy rozbłysły oczy i ostre, małe ząbki.* Są tam… *Mruknęła.*
[MiladyWoe] *Zmarszczyła brwi, dało się wyczytać emanujący od niej niepokój.*
[_Luna_] Są. I coś przez moment błysnęło w skale. To może klucz, którego szukamy.
[MiladyWoe] Ja, może… tego… zostanę na czatach *Spojrzała nieufnie w stronę jeziora.*
[~Szera] Ja mogę iść. *Spojrzała na Lunę.*
[~Seru_] *Kucnął przy brzegu, spoglądając w wodę.*
[MiladyWoe] *Przestępuje z nogi na nogę nerwowo.* Ja, nie… ja… woda zawsze zwiastowała śmierć mojej rodzinie…
[_Luna_] Jasu, bo Ci zjedzą oczka. Uważaj. *Ponownie w jej dłoni wystrzeliła świecąca, ognista kulka.*
[~Seru_] Mhm, postaram się. *Uśmiechnął się do niej nieznacznie.*
[MiladyWoe] Synu… *Wymamrotała patrząc nieufnie w wodę.*
[_Luna_] Cóż. To też wejdę… *Westchnęła, zeskakując z grzbietu klaczy, która znów niespokojnie prychnęła.*
[~Szera] *Spojrzała na Lunę.* Luu zostań. Nadal jesteś chora po ostatnim. *Mruknęła.*
[~Seru_] *Przeniósł wzrok na Jane, wzdychając cicho.*
[MiladyWoe] *Otrząsnęła się.* Nie, nic…
[~Seru_] *Potrząsnął głową, uśmiechając się znowu i kiwnął głową.*
[_Luna_] Ktoś musi osłaniać Cię przed Tymi dziwnymi stworzonkami.
[MiladyWoe] Widzisz *Westchnęła ciężko.* woda zabrała mi wszystko co miałam…
[~Szera] A Syriusz? *Spojrzała na Niego spokojnie.* Idziesz?
[~Seru_] Cóż.. Mogę iść. Nie wiem czy się przydam, ale mogę.
[_Luna_] To ja spróbuję pomóc z brzegu. Jane, spróbuj jakoś przytrzymać i uspokoić Chandrę…
[MiladyWoe] *Podeszła do niej w formie konia, bez skrzydeł, i położyła łeb na karku.*
[~Seru_] Mam nadzieję, że nie będzie tak zimno. *Ściągnął bluzę, koszulkę i buty. Spojrzał na wodę i wzdrygnął się lekko.* Tylko mi ubrań nie chować.
[MiladyWoe] *Zaczęła szeptać coś do Chandry w dziwnej, tajemniczej mowie.*
[_Luna_] *Zachichotała głupkowato, gdyż Jas powiedział właśnie to, o czym myślała.* Dobra, dobra.
[~Seru_] Właściwiee.. z czym mamy do czynienia?
[_Luna_] Nie mam pojęcia. *stanęła obok niego i spojrzała w wodę*
[~Szera] *Przybrała ludzką postać i ściągnęła bluzę.* Chyba jakieś chochliki. *Mruknęła.*
[~Seru_] Pilnować, żeby nie zbliżyły się do Szery, czy od razu atakować? *Ha, ha. On i walka. Cóóóż.. Postara się chociaż.*
[MiladyWoe] *Choć na początku jej słowa, gesty itp. były uspokajające, to obecność jeziora, nie tego co się w nim znajdowało, ale samej wody ją stresowało.*
[~Szera] Może nie zaatakują. *Zastanawiała się kogo próbuje przekonać. Ich czy siebie.*
[_Luna_] Raczej spróbuj eskortować Szer do skały, a ja może coś wymyślę jeśli chodzi o to coś.
[MiladyWoe] *Jej mowa stawała się coraz bardziej nerwowa.*
[~Seru_] *Kiwnął głową.*
[MiladyWoe] *Zauważyła to, jednak nie dawała rady wyrównać tonu.*
 [~Szera] Idziemy? *Spojrzała na Niego, upinając włosy i podciągając nogawki spodni.*
[MiladyWoe] *Przestała mówić w ogóle, tylko tuliła.*
[~Seru_] Idziemy, idziemy.
[_Luna_] Czekajcie.
[~Szera] *Skinęła lekko głową i zebrała się do skoku.* Luu? *Zerknęła na Nią.*
[_Luna_] *Przeciągnęła się i cisnęła kulkę światła w wodę, a po chwili wykonała energiczny gest. Woda ‚zadrżała’ a kłębiące się pod powierzchnią chochliki zatrzymały się w miejscu.* Macie kilka chwil. Wskakujcie, szybko.
[~Szera] *Skinęła lekko głową i skoczyła.*
[~Seru_] *Skoczył za nią.*
[_Luna_] *niektóre z wodnych stworzeń drgało, zaraz mogły się wybudzić, zerknęła przez ramię na swoją klacz.*
[~Szera] *Manewrowała między małymi ciałami stworzonek. Dopłynęła do klucza. Wystawała jedynie jego mała część. Był jakby wtopiony w ścianę.*
[~Seth_] Luno, pomóc Ci? Nie uczynię nic z wodą, bo zabiję Szerę, ale…
[~Seth_] Jak mogę służyć?
[~Seru_] *Niepewnie przyglądał się chochlikom, płynął za Szerą. Zatrzymał się mniej więcej w połowie.* I jak tam?
[_Luna_] *Złożyła palce w odpowiedni znak, próbując go ponowić i wzmocnić* Trzymaj Chandrę, żeby mi nie uciekła. *Kiwnęła głową w stronę karej klaczy.*
[MiladyWoe] *Przytuliła mocniej.* Dobrze.
[_Luna_] Nie wiem Seth, nie wiem co możesz zrobić.
[~Seth_] Czy klucz da się wyjąć? *Spojrzał w pobudzoną wodę.* Nie dowidzę tam.
[~Szera] *Wskazała powierzchnię wody i popłynęła ku niej. Po chwili się wynurzyła.* Klucz jest wtopiony w skałę. Macie jakiś sztylet?
[~Seth_] Szero, strzały.
[Seru_] *Wyciągnął z kieszeni swój scyzoryk, patrząc to na niego, to na kluczyk i stwierdzając, że nie wie czy by się przydał.*
[~Szera] Nie wiem czy dadzą radę. *Jedną dłonią zaczesała przyklejające się do twarzy kosmyki włosów.* Nie ma wyjścia. Mogę jedną?
[~Szera] Dajcie cokolwiek.
[~Seth_] *Podrzucił Szerze zwitkę strzał po gładkiej tafli.*
[~Seth_] Luno…
[_Luna_] Weź strzały i kryształ, spróbuj czymkolwiek. *Rzuciła jej i ‚podarek’ Jane.*
[~Seth_] Zapomniałem znaki…
[MiladyWoe] *Zaczęła szeptać do siebie, zaczęła tracić rozum.* Mordaunt, mój synu… Woda zabija… Woda to zło… Mordaunt… Synu…
[_Luna_] Czego zapomniałeś? *Przysiadła na swoich nogach, zerknęła przelotnie na Seta.*
[~Seth_] Luno, nie wiem co robić, wybacz…
[~Szera] *Złapała obie rzeczy i szybko się zanurzyła. Spojrzała na Syriusza. Musieli to wydobyć. Wyciągnęła w Jego stronę strzały i kryształ.* Co wolisz? *Poruszyła ustami, zastanawiając się, czy Jego scyzoryk nie będzie lepszy.*
[~Seth_] *Chwycił się za głowę* Wybacz…
[MiladyWoe] A ja? *Zapytała się, jakby się nagle ocknęła.*
[_Luna_] Przestańcie mnie ciągle przepraszać. *Mruknęła rozeźlona.*
[~Seru_] *Wzruszył ramionami, podając jej scyzoryk i wskazując głową, żeby zaczęła próbować go wydobywać.*
[MiladyWoe] *Rozejrzała się po jaskini, jakby była tu obca. Spojrzała na Chandrę.*
[~Seth_] *Rozgryzł skórę na nadgarstku.* Pij Luno, krew, pij…
[MiladyWoe] Kim ty…? Kim ja…? *Złapała się za głowę, jakby walcząc ze sobą.*
[~Szera] *Chwyciła go, podając Mu resztę. Podpłynęła do skały i oparła się o nią jedną dłonią. Drugą, w której trzymała scyzoryk zaczęła uderzać w szczelinę obok klucza.*
[_Luna_] Weź to. Albo obiecuję Ci, że wpakuję Ci jedną z podobnych do Twoich strzał w tyłek.
[MiladyWoe] *Opuściła Chandrę i zaczęła pełzać w stronę wyjścia.*
[_Luna_] I łap mojego konika. *Spojrzała na Jane, która zmierzała ku wyjściu z jaskini i na Chandrę, również szykującą się do odwrotu.*
[~Seth_] *Przyłożył dłoń do ust Luny.* Więc mnie zabij, tylko nie daj zginąć im pod wodą…
[MiladyWoe] *Już, już prawie pierwsze promienie światła padały na jej pysk.*
[_Luna_] *Drugą dłonią odsunęła jego rękę.* Łap mojego konika. *Pisnęła rozzłoszczona.* Dam radę, utrzymam znak, ale łap Chandrę!
[~Seru_] *Uważnie wpatrywał się w stworzenia, wysuwając przy okazji kły. Spojrzał za siebie.* Weźcie ją!
[~Szera] *Scyzoryk pękł. Spojrzała na Niego przepraszająco i chwyciła kolejny przedmiot, wbijając go w powoli odłamującą się skałę.*
[~Seru_] *Skrzywił się lekko, słysząc dźwięk pękającego metalu.* Mój scyzoryyk.. A był taki fajny.
[~Seth_] *Wskoczył do wody i zwinnie jak wąż podpłynął do Szery i wydał cichy pomruk.*
[MiladyWoe] *Wyszła na zewnątrz, po czym spowiła ją chmura dymu, ognia, iskier, można było poczuć zapach siarki, przeraźliwy głos niosący się zarówno po jaskini jak i wszystkim co poza nią oznajmił tylko jedno słowo.* MORDAUNT *Po czym wzleciała w niebo, szybko znikając z pola widzenia.*
[~Seth_] *’Nie zniszcz klucza’ – pomyślał szukając czegoś do łupania kamienia.*
[~Szera] *Nie odwróciła się, dalej próbując wydobyć klucz. Coś błysnęło, gdy po raz kolejny wbiła przedmiot.*
[_Luna_] *Westchnęła, klęczała na zimnej skalnej podłodze, powiodła spojrzeniem za Sethem, a następnie za swoim demonem wychodzącym z jaskini.* A miała być mi wierna, psia mać. *Zaćwierkała słabo, a kara klacz odwróciła niepewnie łeb w jej stronę.*
[MiladyWoe] *Leciała długo pionowo w górę.*
[~Seth_] *Wypłynął na powierzchnię.* Mogę ich odgrodzić! *Zakrzyknął do padającej Luny.*
[~Szera] *Złapała za łańcuszek, do którego przymocowany był błyszczący lekko kamień. Kilka razy uderzyła w skały, które kruszyły się mozolnie.*
[_Luna_] *Jej ręka drżała, drugą opierała się o ziemię.* Rób co uważasz. *Odpowiedziała ochryple, wlepiając w niego spojrzenie.*
[MiladyWoe] *Powietrze stało się zbyt rzadkie, by stawiać odpowiedni opór, lecz ona uderzyła o jeden raz za dużo. Poczuła jak nadrywają się jej ścięgna. Zaczęła opadać. Nie mogła machać skrzydłami. Nic nie widziała zaślepiona przez łzy.*
[~Seth_] *Okrążył kilkakrotnie Szerę, zostawiając za sobą cienką warstwę grubiejącego kryształu, zostawiając dojście powietrza.*
[~Akai_] *Patrzyła na wszystkich, nie do końca wiedząc co się dzieje.*
[~Szera] *Oparła się stopami o skały. Oplotła łańcuszek wokół dłoni, drugą opierając o ścianę. ‚Wytrzymaj.’ – Warknęła w myślach i zaczęła ciągnąć.*
[~Seth_] *Lód zaczął pękać* Ta woda, ona nie reaguje, nie…
[MiladyWoe] *W formie płonącej kuli ognia, z głuchym gruchotem uderzyła o ziemię.* […]yca w pozycji embrionalnej* Byłam tam… nie ocaliłam go .*Mamrotała pod nosem.*
[~Akai_] *Wbiegła do krateru i zeszła do wilczycy ,próbowała dotknąć  jej ciała.*
[MiladyWoe] *Widocznie energia ognia pod nią wystarczyła, by zamortyzować upadek.*
[~Akai_] Na pewno nic ci się nie stało?
[MiladyWoe] *Było strasznie gorące. Ona sama skuliła się jeszcze bardziej.*
[_Luna_] *Wodne stworzenia ledwo widocznie zaczęły poruszać kończynami, znak słabł.*
[~Szera] *Skała powoli zaczynała pękać. Uderzyła w nią ostrzem. W wodzie rozległ się cichy zgrzyt, raniący uszy.* Jeszcze chwilę… *Krzyknęła, jednak nie wiedziała czy słyszą.* Znów zaczęła ciągnąć.*
[~Akai_] *Cofnęła dłoń czując ciepło bijące od jej ciała.*
[MiladyWoe] Mogłam go uratować *Szeptała wciąż.*
[~Seth_] *Odsunął Szerę, aby ta zawzięła wdechu, zaczął uderzać szponami w kamień, krusząc go. Po chwili woda zabarwiła się krwią spod złamanych pazurów.*
[~Akai_] *Wychyliła się z krateru, ale ponownie uklęknęła.* Milady.
[MiladyWoe] *Jakby obudziła się, przez łzy spojrzała na postać nad sobą.*Kim jesteś?
[~Szera] *Szarpnęła. Szczeliny rozszerzyły się, wypuszczając oślepiający, jasny blask. Syknęła cicho, wyrywając mocnym szarpnięciem klucz. Jaskinia zalała się oślepiającym blaskiem, a powietrze przeszyły piski i zgrzyty.*
[JustFollowMe] <Kompletnie nieogarniająca otoczenia niebiesko-fioletowo-różowa samica rasy bliżej niezidentyfikowanej szła drobnymi, acz często stawianymi kroczkami w stronę grupy zwierząt. >
[~Seth_] *Przymknął oczy, pochwycił Szerę i wyciągnął ją z wody.*
[~Szera] *Zdążyła złapać Syriusza za rękę i pociągnąć za sobą.*
[~Seth_] Żyjesz? *Sapał*
[_Luna_] *Opadła bezwładnie na zimną, kamienną posadzkę, liczyła na to, że zdążą wyjść z wody, zanim wszystkie wodne stwory obudzą się z ogłupienia.*
[~Seru_] *Potrząsnął głową, płynąc za Szerą.*
[JustFollowMe] <Jeżeli pytanie skierowane było do niej, nie zakapowała po prostu i szła dalej, nucąc. Usiadła w końcu i owinęła łapy ogonem, gapiąc się na nich i nucąc dalej.>
[~Akai_] *Wyszeptała delikatnie słowa zaklęcia i chuchnęła na ciało wilczycy aby je ochłodzić.* Akai. Jestem Akai .
[MiladyWoe] *Skuliła się czując chłód.* Dziękuję.
[~Szera] *Pociągnęła Syriusza za sobą, starając się go wyciągnąć z wody.* Dzięki Luu. Dzięki Seth. *Spojrzała na Niego. Na nadgarstku miała związany łańcuszek, który zdążył przeciąć skórę. Westchnęła cicho i spojrzała na szczeliny.* Chodźmy stąd.

Rada HOTN (23:52)

11 marca 2012

Event: „Uchronić Stado Przed Klątwą” II (9.03.2012)

11 marca 2012
Ciąg dalszy eventu, wciąż wyłącznie z piątku… 
—————————
[_Luna_] *Przywołała do siebie słabnącą kulkę, która rozsypała się migoczącym pyłkiem na talizman, teraz szamanka normalnie uchwyciła do w dłoń.*
[_Luna_] Co dalej? *zmarszczyła brwi lekko przypominając sobie słowa Demona* W zielonych ostępach czasu, koronie wieczystej drzewa. U stóp olbrzymów jałowych, przez milczącego strażnika strzeżony.
[MiladyWoe] Mogę Ci jakoś pomoc *Jej głos był zatroskany.* Nie możemy ryzykować straty medium.
[MiladyWoe] Jałowe olbrzymy… Góry?
 [_Luna_] Już wcześniej mi pomogłaś. *uśmiechnęła się ciepło* A właśnie. *Wyciągnęła jej bransoletę.* Dziękuję. Znajdę sobie potem jakieś źródło i nadrobię stratę energii. Podoba mi się Twój tok myślenia.
[_Luna_] Mamy na terenie HOTN góry. Chyba musimy się tam udać.
[MiladyWoe] Rubin daje energię, ametyst zapobiega upiciu – w tym wypadku upiciu mocą.
 [_Luna_] Czyli musimy poszukać kolejnego klucza u stóp olbrzymów jałowych. Ciekawe jaki strażnik stanie nam na drodze…
[MiladyWoe] Więc… w góry? *Zmieniła się z powrotem w klacz* Może cię poniosę?
 [_Luna_] Mhm. Tylko co z tym zrobić… *Zerknęła na wisior.* Boję się go zakładać na siebie. Po pierwsze, może kolidować z moim pentagramem, a po drugie, może nie być kompatybilny ze mną.
 [MiladyWoe] *Wywołała szkielet z ziemi.* On go poniesie.
[MiladyWoe] Jakie jest najbardziej mistyczne miejsce w górach?
[Kuo] Wąwóz Dusz… *Wypaliła, zanim pomyślała. Stuliła uszy, patrząc to na Lusię, to na nieznajomą.*
[_Luna_] *zagwizdała cicho, niemalże zaćwierkała, a po chwili zza drzew wyłoniła się czarna jak noc klacz* Chandra. *uśmiechnęła się na widok swojego demona, po czym zerknęła na Kuo* Trafne. *wyciągnęła dłoń z wisiorem w stronę szkielet.*
[Kuo] A bo ja wiem czy trafne… po prostu pierwsze, co przyszło mi do głowy…
 [MiladyWoe] *Szkielet przyjął wisior i schował wewnątrz swojej klatki piersiowej.*
[MiladyWoe] Więc dokąd?
[_Luna_] Wąwóz Dusz.
 [MiladyWoe] Ruszajmy…
[MiladyWoe] Teoretycznie możemy polecieć, ale… mogę wziąć jedną osobę, która musiałaby mi coś przysiąc.
[_Luna_] Stąd nie jest daleko. Ja mam Chandrę. Kuo, wskoczysz jakoś na Jane?
[Kuo] Spokojnie, Lu. Dam radę biec. *Uśmiechnęła się nikle*
[_Luna_] Ars, Cicaro. *Przejechała dłonią po szyi czarnej jak smoła klaczy, po czym uśmiechnęła się do wadery.* Więc ruszajmy.
[MiladyWoe] Dobrze, więc ruszamy *Wzleciała, jednak cały czas krążyła nad pozostałymi dwiema i rozglądała się w poszukiwaniu ewentualnych zagrożeń.  Spod szkieletu ukazał się jeszcze szkielet rosłego konia, na którym ten pogalopował.*
 [_Luna_] *wskoczyła na grzbiet swojego wierzchowca, poczuła delikatnie zawroty głowy, jednak zignorowała je, chwyciła się grzywy i dodała łydek, a czarna ruszyła prędko w stronę gór na terenie Stada*
[Kuo] *Otrząsnęła się z resztek senności, która niespodziewanie ją dopadła i pędem puściła się w kierunku gór, trzymając się blisko Chandry.*
[~Devourer] *Szarooki chłopak pojawił się na polanie Stada Nocy. Wychynął spośród drzew z okrzykiem powitania na ustach… Jednak nikogo na polanie nie zastał. Jedynie ślady prowadzące w głąb lasu. Bez zastanowienia ruszył śladami. Zajmował się w życiu różnymi rzeczami, tropienie nie należało z nich do najtrudniejszych. Jeden wilk i człowiek. Szedł szybko. Niemal biegł. Potrafił poruszać się naprawdę szybko, nadludzko. Kiedy chciał. Ciekawość gnała go do przodu. W końcu znalazł. Usłyszał dźwięki rozmowy i zauważył jakąś odlatującą istotę, usłyszał galopującego konia. Trochę nie nadążał, ale trop był wyraźny. Miał nadzieję złapać ich przy najbliższym postoju.*
[Kuo] *Wybiegła przed Lunę, zmuszając jej klacz, by się zatrzymała.*
 [_Luna_] *Klacz przysiadła delikatnie, zatrzymując się gwałtownie, prychnęła niespokojnie i zarzuciła łbem.* Quiete, quiete. *Dziewczyna szeptała cicho, kojąc nerwy zwierzęcia, złożyła dłoń w układ znaku, koń momentalnie się uspokoił.* Co jest Kuo?
[MiladyWoe] *Zaczęła krążyć nad nimi.*
[Kuo] *Przystanęła przed jeźdźcem.* Widzisz skały za nami, Luno? Widzisz ich strome, wręcz pionowe, nagie zbocza? Jesteśmy prawie na miejscu. Jakieś… 20 metrów w głąb leży granica pomiędzy światem naszym a światem duchów… *Ruszyła wolno ku przejściu.* Zachowaj ostrożność…
 [_Luna_] Chodźmy więc zobaczyć kim jest owy strażnik. U stóp olbrzymów jałowych, przez milczącego strażnika strzeżony…
[Kuo] *Obejrzała się, czekając na Lu*
[_Luna_] Poczekaj chwilę. *Zerknęła w górę, na kołującą nad nimi Jane* Ktoś idzie. *jej klacz zastrzygła uszami i skierowała je do tyłu, przestąpiła z nogi na nogę.*
[~Devourer] *Nie spodziewał się, że trop doprowadzi go aż do gór. Był niemożliwie styrany. Ale dogonił. Człowiek na klaczy, wilczyca.* Witajcie – wydyszał. Nieźle pędzicie.
 [Kuo] *Zastrzygła uszyma. Nie słyszała, ani nie widziała niebezpieczeństwa. Lecz postanowiła zaufać Lunie. Przeniosła wzrok na samca. Skinęła mu łbem.*
 [~Devourer] Jestem Devourer – przedstawił się szarooki brunet.
[_Luna_] Devourer. Miło Cię widzieć. *Uśmiechnęła się na jego widok, jednak szczerze zdziwiona.* Wskakuj za mnie, dojedziemy do gór, a potem pożegnamy się z Chandrą. Wyjaśnię Ci wszystko na miejscu.
[~Devourer] Się robi. *Gibkim ruchem wskoczył na wierzchowca sadowiąc się za Luną.*
 [_Luna_] *Klacz ponownie zadrobiła kilka kroczków i zarżała cicho, wyrażając dezaprobatę dla kolejnego ciężaru na jej grzbiecie, jednak trącona łydkami posłusznie ruszyła.*
[MiladyWoe] *Skinęła łbem Devourerowi na powitanie i podążyła za nimi.*
[MiladyWoe] *Szkielet na swoim wierzchowcu również.*
 [Kuo] *Wznowiła wędrówkę. Zachowując czujność, stąpała niezwykle ostrożnie. Nie wiedziała czemu, lecz bała się tego miejsca. W jej sercu zagościł niepokój, zmysły wyostrzyły się nienaturalnie.*
 [MiladyWoe] *Widząc, że są już na miejscu wylądowała obok nich, skrzydła zniknęły.*
[~Devourer] *Obserwował wszystko czujnie. Napięty i gotowy do działania, siedział na grzbiecie Chandry. Majestat gór miał w sobie coś ze sfery sacrum. Nie pojmował tego do końca.*
[Kuo] *Otoczenie zmieniło się nie do poznania. Tereny leśne odeszły w zapomnienie, na ich miejscu pojawiły się szare, jałowe ściany zimnego kamienia, który subtelnie emanowały niespotykaną nigdzie indziej mocą. Wokół panowała niezmierna cisza… nawet echo nie niosło stukotu kopyt klaczy.*
 [MiladyWoe] *Zwolniła kroku* To pułapka…
[_Luna_] *Klacz powolnym krokiem zbliżała się do stromej, kamiennej ściany, zwiesiwszy łeb strzygła uszami, jednak zamroczona znakiem nie zdawała sobie do końca sprawy z miejsca, w którym się znajdują. Dziewczyna zeskoczyła z konia i spojrzała na zimny, marmurowy pomnik.*
[MiladyWoe] *Syknęła z przerażenia na widok pomnika, gdyż wcześniej go nie zauważyła.*
[_Luna_] Abolescere, Chandra. *Dziewczyna przytuliła się do szyi Demona i zdjęła zeń działanie znaku, klacz nerwowo zarzuciła łbem i uciekła w stronę lasu.*
 [MiladyWoe] Gdzie i czego szukać? *Spytała niepewnie Lunę*
[~Devourer] *Chłopak zeskoczył z wierzchowca, przyjrzał się bliżej pomnikowi. Przekrzywił przy tym głowę przypominając nieco głupawego szczeniaka. Tylko ostro zmarszczone strapieniami czoło psuło wrażenie.*
[~Devourer] A szukamy…? – odezwał się niepewnie nadal przypatrując się pomnikowi.
 [_Luna_] *Utkwiła wzrok w kamiennej postaci. Majestatyczny posąg, wykonany z bazaltu przedstawiał stworzenie podobne do monstrualnego psa z długim, jaszczurzym ogonem i łbem przystrojonym zakręconymi, masywnymi rogami, niczym u diabła. Siedział tak, strzegąc panujących wokół ciszy i spokoju. Pilnował zmarłych, by żadna żywa istota nie przerwała im spoczynku. Dopiero po chwili można było dostrzec, iż między szponami poczwary skryty był niewielki, niezidentyfikowany przedmiot, który połyskiwał dyskretnie, dawał oznaki życia, rozpoznawane tylko przez szamankę.*
 [_Luna_] Szukamy klucza.
[_Luna_] Klucz jest tam. *Wskazała na łapy monstrum.*
[MiladyWoe] *Podchodzi niepewnie i próbuje wyciągnąć amulet, jednak jakaś siła odpycha ją, nie pozwala dotknąć, jest tym silniejsza im bliżej jest sam przedmiot.*
[_Luna_] Nie podchodź tak blisko, Jane.
[Kuo] *Stanęła u boku Luny, przyglądając się łapom kamiennego bydlaka.*
[MiladyWoe] *Odskoczyła rzucona jeszcze silną mocą i wylądowała kawałek dalej.*
[_Luna_] Wszystko w porządku?
[MiladyWoe] Tak. Po prostu siła…
 [~Devourer] Jak można przekonać strażnika, że nam to się bardziej przyda? Tym bardziej, jeśli nie wygląda, jakby mógł chcieć czegoś w zamian. – zapytał zamyślonym głosem Devourer.
 [MiladyWoe] Zapytajmy go?
[Kuo] Zapytajmy! *Powtórzyła. Parsknęła przy tym śmiechem.* Przepraszam… ale pytać posąg… albo jestem wilczycą małej wiary, albo ten stwór naprawdę nie ma chęci z nami rozmawiać.
[_Luna_] Scire narro? *Wysyczała cicho, w szamańskim dialekcie, oczekując odzewu na pytanie czy potrafi mówić.*
[_Luna_] *Poklepała Kuo po głowie, ta znów mogła poczuć mrowienie, dziewczyna o kruczoczarnych włosach wlepiła spojrzenie w posąg.*
[MiladyWoe] Musimy odciąć źródło siły posągu tylko… czy możemy? *zamyśliła się*
[MiladyWoe] Może by tak… Antymagię?
 [_Luna_] Responsum. *ponownie syknęła rozzłoszczona podchodząc bliżej kamiennej postaci*
 [MiladyWoe] Kryształ górski w najczystszej postaci potrafi pochłaniać wielkie ilości energii w tym magicznej…
[Kuo] *Chwyciła Lunę za ubranie, zatrzymując ją tym samym.* Stój…
[_Luna_] Kiedy to mnie wkurza. Nie chce mówić! *jęknęła niezadowolona*
[MiladyWoe] Mam pewien pomysł.
[_Luna_] *Spojrzała na Jane.* Mów.
[MiladyWoe] *Rzekła i oddaliła się od reszty, zaczęła kopać w ziemi.*
[Kuo] *Chciała coś powiedzieć, ale postanowiła wysłuchać Jane.*
[MiladyWoe] *Wyciągnęła sporej wielkości przeźroczysty kamień i po prostu go zjadła. Potężny chrupot i pisk mógł wzdrygnąć niektóre postaci.*
[~Devourer] *Przyglądał się całej sytuacji z uniesionymi brwiami. On cały czas zastanawiał się, jak przekonać posąg, gdy już z nim porozmawiają…*
[_Luna_] *Uniosła brew spoglądając na poczynania Jane.*
 [MiladyWoe] *Zaczęła podchodzić do posągu, nie czując już odpychającej energii, jednak czuła jak kryształ i całe jej ciało się nagrzewają.*
[MiladyWoe] *Nagle skoczyła chwyciła za przedmiot szarpnęła, wyemitowała potężną falę ciepła, rzuciła amulet pod nogi Luny, padła na ziemie zemdlona, a siła posągu miotnęła nią o skałę.*
 [_Luna_] *Posąg nagle zaczął pękać, ziemia drżała, a ze ściany i kamiennej postaci sypał się żwir*
 [~Devourer] Potężna fala gorąca na chwilę go otumaniła – słabo znosił wysokie temperatury. Podbiegł do leżącego bezwładnie ciała i od razu sprawdził oddech. Żyje. Oddycha. Tylko straciła przytomność.

9 marca 2012

Event: "Uchronić Stado przed Klątwą" I (9.03.2012)

09 marca 2012
Publikuję część eventu, niestety tylko tyle (choć i tak jest tego bardzo dużo), ponieważ uznałam, że dawanie całości na raz to jednak byłaby przesada… A i tak nie udało nam się dzisiaj dokończyć – w tym celu spotykamy się jutro, w sobotę, o godz. 18:00, również na spikerii.

"Klątwę rzuconą na Stado Nocy, 
Nim konie poranka na niebo wkroczą, 
Zdjętą musi zostać wedle waszej mocy, 
Nim czerń Wasz dom pochłonie z radością ochoczą.

Gdy klucze trzy znajdziecie, 
Każdy z osobna niewarty w zimnym mroku, 
Tam, gdzie serca Waszego Stada kwiecie, 
Elementy zespolicie wedle pór roku.

Pierwszy, drugi, trzeci, wedle kolejności: 
W zielonych ostępach czasu, koronie wieczystej drzewa, 
U stóp olbrzymów jałowych, przez milczącego strażnika strzeżony, 
W głębokich jaskiniach wodnych, tam gdzie drzewa śmierci są pośrednikami.

Pod osłoną nocy, z Duchów starożytnych pomocą, 
Idźcie nim kukułka kresu czas oznajmi."

——————————-
[Sanetille]*Niespodziewanie z lasu zaczęły wypełzać mroźne opary mgły, zasnuwając swoją bielą całą polanę. Wraz z nią zjawił się nagły podmuch chłodu, a zaraz potem pojawiła się niewyraźne, półprzezroczysta postać, która wyłoniła się jakby wprost z powietrza. Jej kontury zdawały się zamazywać, a patrzeć można było przez nią niczym przez ducha.*
[Sanetille]*Rozejrzała się po zebranych, wiedząc, że Jej nie zobaczy. Nie bez powodu wybrała właśnie ten moment, kiedy zabrakło Jej obecności. Samica rozwarła swój pysk, pełen ciemnych i ostrych jak brzytwa kłów. Z jej gardzieli wydobył się chrapliwy, syczący szept, który spłynął leniwie, wędrując przez polanę i wnikając wprost do uszu słuchaczy.* Witajcie, Dzieci Nocy.
[~Arashii] * Zastrzygła uchem, patrząc na białą postać.*
[MiladyWoe] *Przyjrzała się uważnie, lekko krzywiąc łeb.*
[Fene] *Skuliła uszy, obserwując niepewnie mgłę. Zadrżała i przestraszyła się, widząc zęby postaci i słysząc jej głos. Schowała się za Szerą.*
[MiladyWoe] *Zaczęła lekko świecić, zbierając moc potrzebną przy ewentualnej przemianie.*
[Sanetille] *Demon przekręcił łeb o całe dziewięćdziesiąt stopni, świdrując zwierzęta czarnymi jak otchłań, pustymi ślepiami.* Raz, dwa, trzy, liczysz Ty…
[~Arashii] *Zadrżała, słysząc głos postaci. Nie wiadomo czemu napięła wszystkie mięśnie.*
[MiladyWoe] *Zastyga w bezruchu oczekując na dalsze wydarzenia. Widocznie widać, że przeszywa ją strach.*
[~Szera] *Poczuła jak symbol na łopatce piecze. Zmrużyła lekko ślepia.* Witaj Demonie. *Mruknęła cicho, nadstawiając uszy.*
[_Luna_] *Zerknęła na Szerę, a następnie na postać, która pojawiła się na polanie*
[Fene] *Przerażona wyjrzała nieśmiało zza Szery, spoglądając na Demona. Przyciskała uszy do czaszki.*
[Sanetille] Klątwę rzuconą na Stado Nocy, Nim konie poranka na niebo wkroczą, Zdjętą musi zostać wedle waszej mocy, Nim czerń wasz dom pochłonie z radością ochoczą. *Jej łeb wrócił do poprzedniej pozycji, wraz z nieodłącznym dzikim uśmiechem samicy. Z całą pewnością nie zamierzała mówić, że to ona była tą, która rzuciła czar na stado. Dlaczego? Któż mógłby rozgryźć co też demonowi przyjdzie w danej chwili do głowy i jakie są jego pobudki.*
[MiladyWoe] *Zadrżała na dźwięk słów klątwy, odruchowo łapiąc się za bransoletę i coś szepcąc.*
[~Szera] *Szybko przybrała ludzką postać i palcem zaczęła kreślić po ziemi, zapisując słowa.*
[Fene] Idź sobie..! *Rzuciła do Sanetille, nie mogąc wytrzymać jej głosu. Schowała się za Szerą.* Co to znaczy? *Spytała Ją szeptem, spoglądając strachliwie na Demona.*
[~Szera] Jeszcze nie wiem. *Szepnęła.* Ale nie wygląda, aby żartowała.
[Sanetille] Gdy klucze trzy znajdziecie, Każdy z osobna niewarty w zimnym mroku, Tam, gdzie serca Waszego Stada kwiecie, Elementy zespolicie wedle pór roku. *Zachichotała jedynie cicho, na reakcje otaczających ją stworzeń, a ten zgrzytliwy dźwięk nieprzyjemnie ranił uszy zwierząt. *
[~Arashii] *Przekrzywiła lekko głowę, patrząc ze zdenerwowaniem na demona, a potem na Szerę* Rozumiesz coś z tego? *Spytała cicho.*
[MiladyWoe] *Przeszła o jedną przemianę wyżej, stając się niewysokim, wciąż śnieżnobiałym koniem.*
[MiladyWoe] Trzy klucze i cztery elementy? *Spojrzała niepewnie na demona.*
[Fene] Boję się. *Skuliła się.*
 [Sanetille] Pierwszy, drugi, trzeci, wedle kolejności: W zielonych ostępach czasu, koronie wieczystej drzewa, U stóp olbrzymów jałowych, przez milczącego strażnika strzeżony, W głębokich jaskiniach wodnych, tam gdzie drzewa śmierci są pośrednikami. *Zniżyła łeb, zastygając w bezruchu, niemal całkowicie zlewając się z otaczającą ją przyrodą. Jedyne co wyraźnie się odznaczało to para bezdennych ślepi.*
 [~Szera] *Pisała szybko.* Zaraz się dowiemy. *Starała się skupić na słowach. Przesunęła się, jednak pozwalając Fene dalej się za nią kryć.*  Nie bój się.
 [MiladyWoe] *Przemaga się i wolnym krokiem zaczyna iść w stronę ślepi.*
[Sanetille] Pod osłoną nocy, z Duchów starożytnych pomocą, Idźcie nim kukułka kresu czas oznajmi. *Dokończyła, zniżając coraz bardziej głos. Powoli zaczęła się wycofywać, a jej ostatnie słowa brzmiały jakby z oddali.* Gdybyście byli w rozterce… me imię brzmi Sanetille. Wystarczy zawołać. Czuwam. *Zniknęła, tak jak się zjawiła, a wraz z sobą zabrała mgłę, jak i chłód.*
[Fene] *Zapiszczała. Za dużo raniących umysł słów.*
[MiladyWoe] *Odwraca się zdezorientowana do reszty obecnych.* Jesteśmy bezpieczni, czyż nie? Gdyby chciał, już by się na nas rzucił.
 [MiladyWoe] Czyli się z nami bawi brrr…*Otrząsa się.* Nienawidzę gierek demonów.
[~Szera] *Zatrzymała palec, gdy skończyła. Przyglądała się napisowi.* To nie o nas chodzi, a o całe stado. A przynajmniej tak wynika ze słów. To nie jest głupi żart. A przynajmniej na taki nie wyglądała. *Westchnęła ciężko, uważnie czytając słowa. Powoli zaczęła gładzić Fene po karku.*
[Fene] O co w tym chodzi? *Spytała pewniej,  nie czując już obecności Demona, nie widząc mgły, tych przerażających oczu, nie czując przenikliwego zimna. Końcówka ogona Fene poruszyła się, kiedy Szera ją pogłaskała.*
[~Szera] Klątwę rzuconą na Stado Nocy, nim konie poranka na niebo wkroczą, zdjętą musi zostać wedle waszej mocy, nim czerń wasz dom pochłonie z radością ochoczą.  *Odczytała.*
[MiladyWoe] *Zerwała z kończyny bransoletę, i zakopała płytko w ziemi po czym potężnie poubijała.* Czyli gierka. Demon obarczył nas odpowiedzialnością za stado.
[~Arashii] *Zerknęła na Szerę* Ciekawe co to może znaczyć. *Popatrzyła na Milady Woe.* Wiesz… jesteśmy za nie odpowiedzialni, bo to nasz dom. To chyba normalne.
[Fene] Mamy się obawiać… koni? *Zmarszczyła nosek, przyglądając się zapisanym słowom, choć nic nie mogła zrozumieć.*
[~Szera] Wyznaczyła termin. „Nim konie poranka na niebo wkroczą”.
 [~Szera] Konie poranka… Konie poranka… *Zaczęła cicho powtarzać.* Na niebo…
[MiladyWoe] Konie poranka – świt, prawda?
 [~Szera] Uhum. Pewnie chodzi o pierwsze promienie słońca.
 [~Seru_] W jakiejś tam mitologii bóg wjeżdżał na rydwanie na niebo.
[~Szera] *Uśmiechnęła się pod nosem.* To prawda.
 [MiladyWoe] Greckiej…? Nieważne.
 [MiladyWoe] Więc mamy średnio czasu.
[~Seru_] Nie pamiętam jakiej… Możliwe, że greckiej.
[MiladyWoe] I egipskiej.
[~Szera] Gdy klucze trzy znajdziecie Każdy z osobna niewarty w zimnym mroku, Tam, gdzie serca Waszego Stada kwiecie Elementy zespolicie wedle pór roku. *Odczytała kolejne słowa.*
[MiladyWoe] Czyli wszystko albo nic. Nie ma półśrodków.
[Fene] Środek HOTN? Gdzie jest środek stada?
[MiladyWoe] *Ziemia przed nią zaczęła się kruszyć, pękać i świecić.*
[~Szera] Myślisz, że serce oznacza środek? *Zerknęła na Fene.*
[~Arashii] *Patrzyła na nich z zaciekawieniem, próbując coś sensownego wymyślić, ale nic jej nie przychodziło do głowy.*
[MiladyWoe] Środkiem stada nie jest przypadkiem alpha?
[~Arashii] Hmmm… Zależy  w jakim sensie. Może to być albo członek stada, albo miejsce.
 [~Seru_] A jak miejsce to chyba Polana, nie?
 [Fene] Właśnie mi o miejsce chodzi. A wcześniej byli inni przywódcy, więc jeśli o osobę chodzi – nie możemy być tego pewni.
[~Szera] Mamy umieścić klucze w sercu stada. Tylko nie wiem dlaczego trzy….
 [Fene] Co może być kluczem?
 [~Szera] Gdy klucze trzy znajdziecie Każdy z osobna niewarty w zimnym mroku, Tam, gdzie serca Waszego Stada kwiecie Elementy zespolicie wedle pór roku. *Powtórzyła.*
[MiladyWoe] Czyli musi być też jakaś kolejność. Hmm…
 [~Seru_] Ile było przywódców HOTN?
[~Szera] Z Aldieb 3 Alphy. To chyba nie o Nią chodzi.
[~Seru_] Huum.. *Zamyślił się.*
[Fene] Może prawowity władca? Założyciel? *Podsunęła.*
 [~Szera] Założycielem była Glola. Prawowitym władcą Wandessa. *Odpowiedziała cicho.*
[MiladyWoe] Wywoływanie duchów przeszłości może pożreć nadzieję na przyszłość. *Rzekła melancholicznym, nieco innym, nieco mrocznym głosem.*
[~Szera] *Przekręciła lekko głowę.* Czy ktoś z Was, mijał kiedyś ogromy, porośnięty mchem głaz, rozwidlający się w cztery strony? *Nie wiedziała czy dobrze myśli, jednak nagle jej się coś przypomniało.*
[Fene] Nie kojarzę go. *Położyła uszy po sobie.*
[~Seru_] Ja też nie… Nie przypominam sobie.
[MiladyWoe] *Ziemia przed nią przestała się świecić, spojrzała na to i skinęła sama sobie głową.* Dobra, jestem gotowa.
[~Szera] A chodzicie drogami, których nikt wcześniej nie wydeptał? *Spojrzała na Nich.* W zagajniku jest taki głaz. Porasta go mech. Jego czubek wskazuje niebo, a zawsze, gdy nocą nie zasłaniają go chmury, księżyc rzuca na niego blask. Jego powierzchnia błyszczy lekko, przyciągając ćmy. Znajduje się w malutkiej dolinie. Z każdej strony wznosi się ziemia, a nad tym wszystkim górują wysokie drzewa. Nie łatwo tam dotrzeć.
[Fene] Mamy tam iść?
[MiladyWoe] Jest to jakiś pomysł. Pasowałoby do gaju, w końcu „W zielonych ostępach czasu”.
 [~Seru_] Możemy się wybrać. Skoro nie mamy na razie żadnych lepszych pomysłów.
[MiladyWoe] Może odnosić się do czegoś starego. A więc, ruszajmy.
[Fene] *Spojrzała pytająco na Szerę.*
[MiladyWoe] Chwileczkę *Zmarszczyła brwi.* A jałowe olbrzymy i milczący strażnik?
[~Szera] Jak mamy tam ruszać, skoro nie mamy kluczy? *Spojrzała na resztę wiersza.* Pierwszy, drugi, trzeci, wedle kolejności: W zielonych ostępach czasu, koronie wieczystej drzewa U stóp olbrzymów jałowych, przez milczącego strażnika strzeżony
[MiladyWoe] Trzy klucze… Trzy klucze…
[~Szera] W głębokich jaskiniach wodnych, tam gdzie drzewa śmierci są pośrednikami.
[MiladyWoe] W-wodnych? *Tu niepokój przebił wszystkie jej emocje.* Wodnych?
[~Szera] *Przytaknęła.*
[Fene] Pogubiłam się.
[MiladyWoe] *Jęła się nerwowo rozglądać.* Ja, ja… nie… to znaczy… Stanę na czatach przed jaskiniami? *Momentalnie się opamiętała i przyjęła ten sam co zwykle miły wyraz, choć nie pasował on do sytuacji.*
[~Szera] Czekajcie. Najpierw się zastanówmy gdzie ich mamy szukać.
[MiladyWoe] Właśnie… to może, nie wiem… Czego tu w HOTN jest troje?
[~Szera] W zielonych ostępach czasu, koronie wieczystej drzewa… *Szepnęła.*
 [MiladyWoe] W sumie, to mamy trzy pary… Nic więcej nie wymyślę *przepraszająco spogląda na resztę.*
[~Szera] Koronie wieczystej drzewa…
[Fene] *Spojrzała na drzewo, pod którym zasiadała jej matka.*
 [MiladyWoe] Słuchajcie musimy zacząć bo marnujemy czas. *Z zachowania można odczytać niecierpliwość.*
[_Luna_] *Cały czas w ciszy słuchała tego co mówią inni, sama nie miała żadnych pomysłów, więc się nie odzywała, po ostatnim ‚wodnym’ zadaniu wciąż dręczył ją uporczywy kaszel.*
[~Szera] W zielonych ostępach czasu. Tu nie chodzi o las mieszany, otaczający stado? *Spojrzała na Nich.* Zielone ostępy czasu…
[Fene] Nie mam pojęcia, naprawdę.
[MiladyWoe] Wybacz, że zakłócę ciąg twego kreatywnego myślenia Szero, jednak bez kluczy jesteśmy nigdzie. Musimy od nich zacząć.
[~Szera] Właśnie o tym mówię. Staram się zrozumieć, gdzie leży pierwszy klucz.
[MiladyWoe] Osoba wchodząca na terytorium stada po raz pierwszy przechodzi przez bramę. A gdzie brama tam i jakiś klucz nieprawdaż?
[~Szera] Jesteśmy w mieszanym lesie. Koronie wieczystej drzewa. Tu nie chodzi o najstarsze drzewo tego lasu?
 [MiladyWoe] Też opcja.
[~Szera] Demonica podała położenie kluczy. Pierwszy, drugi, trzeci, wedle kolejności: W zielonych ostępach czasu, koronie wieczystej drzewa U stóp olbrzymów jałowych, przez milczącego strażnika strzeżony W głębokich jaskiniach wodnych, tam gdzie drzewa śmierci są pośrednikami.
 [MiladyWoe] Wersja a) martwe, wersja b) największe – prawdopodobnie.
[_Luna_] Wiesz które drzewo jest najstarsze…?
 [~Szera] Lub żywe i największe. Umie ktoś z Was latać? *Spojrzała na Nich.*
[MiladyWoe] Nikt nie ma mocy związanej z naturą lub ziemią?
[~Arashii] *Popatrzyła na nie, nie odzywając się. Nie miała pomysłów*
[_Luna_] A czy najstarszego drzewa nie będzie można uznać za serce Stada?
[_Luna_] Ja jestem szamanką, mogę spróbować coś pokombinować.
[MiladyWoe] Ja… e… Ja nie… chociaż… *Skupiła się i z jej pleców wyrosły dwa znacznie większe niż powinny skrzydła. Co bardziej spostrzegawczy mogli dostrzec tam drobne łuski.*
[_Luna_] Mogę spróbować… *Wzruszyła ramionami. Jej postura i pysk zrobiły się jakby bardziej… gadzie.* Przelecieć i sprawdzić?
[~Szera] *Patrzyła spokojnie na Lunę.* Jesteś w stanie wyczuć siłę życiową?
 [_Luna_] Też. Poczekajcie chwilę. Najstarsze drzewo, tak?
[~Szera] Tak. I chciałabym, abyś sprawdziła energię życiową w tamtym kierunku i porównała z tą drzewa.
[MiladyWoe] *Niecierpliwiąc się, rozwarła skrzydła powodując stosunkowo mocny podmuch powietrza.*
 [_Luna_] *W pośpiechu ułożyła przed sobą mały stosik patyków. Wyprostowała się i wykonała energiczny gest, jakby pchnęła coś w stronę ziemi, dookoła niej nagle pojawiły się płomienie, a sam stosik również się zajął. Dziewczyna o kruczych włosach wyjęła z małej, skórzanej sakiewki garstkę mieniącego się różnymi drobinkami pyłu, cisnęła nim w małe ognisko, które buchnęło iskrami.*
[~Szera] Poza tym, gdyby to było sercem stada, czy nie powinno być od początku? Z tego co wiem, HOTN zaczynało się od Lasu Śmierci, a dopiero później szło w tę stronę. *Westchnęła.* A poza tym musielibyśmy szukać dwóch kluczy, a nie jednego. Chyba.
[_Luna_] *Uklęknęła przed ogniem, bez wahania wsadziła dłonie w płomienie, uformowała w nich małą świecącą kulę, którą ścisnęła w dłoni.*
 [Kuo] Kutsua *Wadera weszła na polanę zanosząc się kaszlem.*
[~Szera] Witaj.
 [~Arashii] Hej Kuo *powiedziała i uśmiechnęła się do niej*
[MiladyWoe] Lecieć czy nie? *można odczytać wyraźne zniecierpliwienie*
 [~Szera] Gdzie chcesz lecieć? *Spojrzała na Nią.*
[MiladyWoe] Ktoś coś mówił o zwiadzie z powietrza?
 [~Szera] *Skinęła lekko łbem.* Poczekaj, aż Luna skończy.
[_Luna_] Terminatio… *szepnęła cicho, a płomienie gwałtownie zniknęły* Jane, leć za tym. *wypuściła kulkę z dłoni, a ta ruszyła w nieznanym jej kierunku*
 [MiladyWoe] Dobrze *Wyraźne zniecierpliwienie gładko zostało zamaskowane przez udawany spokój. Wzbiła się w powietrze, lekko nieudolnie na początku, coraz sprawniej dalej i podążyła tuż nad czubkami drzew za kulką.*
 [~Szera] Oby znalazła drzewo. *Westchnęła cicho.*
[MiladyWoe] *Gdy tylko nikt już nie mógł jej wyraźnie widzieć, można było dostrzec błysk i wyraźnie odczuć jak przyspiesza ku mitycznemu środkowi watahy. Ląduje z błyskiem, i na ziemi stoi już koń bez skrzydeł. Od razu wykorzystuje wcześniej przygotowane zaklęcie i obok niej pojawia się szkielet z rapierem w kapeluszu z szerokim rondem i opończy koloru czerwonego.*
 [_Luna_] *Święcąca kuleczka nie prowadziła do drzewa, jak się wszystkim wydawało, odbiła gdzieś w lesie i powoli zmierzała w stronę głazu o którym wspominała Szera.*
 [MiladyWoe] *Znalazła się przed porośniętym mchem głazem w małej kotlince. Zaczęła przemawiać głębokim, lekko przerażającym, a na pewno władczym głosem* Wielki duchu, wysłuchaj mej prośby. Istoty zamieszkujące te tereny są w potrzebie. Czy zechciałbyś udzielić nam pomocy?
[_Luna_] Kuo. *w końcu kiedy nie czuła w okolicy swojego ‚zaklęcia’ spojrzała na postać która przybyła na polanę, zatoczyła się delikatnie kiedy ruszyła w jej stronę*
[MiladyWoe] *Odpowiedziała jej cisza. Pod ciężarem klątwy cała dolina wydawała się wstrzymywać oddech. Zaklęła pod nosem* A więc tak duchu? Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie ma Cię tu? *Oczy zaiskrzyły jej srodze, wokół kopyt pojawiły się płomienie. Po czym wszystko ustało.* Nie, nie mogę zeszcześcić swego nowego domu…
 [_Luna_] *kuleczka mieniła się różnymi kolorami, iskrzyła się wesoło, drgała delikatnie nad mchem, a po chwili zniknęła, pozostał po niej błyszczący pył, który spadł na kamień, ten sam, który szamanka rzuciła w ogień*
[Kuo] *Uśmiechnęła się nikle do Luny. Atak kaszlu minął, wadera stała spokojnie, patrząc na zbliżającą się doń znajomą.*
[_Luna_] *Czarnowłosa ukucnęła przed wilczycą i delikatnie przejechała dłonią po jej głowie, aż do barków.*
[Kuo] *Nie miała jeszcze okazji doznać pieszczot. Dotyk Luny odebrała jako przyjemny, lecz nie na tyle, by zareagować pomrukiem, bądź wygięciem swego ciała, oczekując na więcej.*
 [MiladyWoe] Muszę… wrócić, donieść. *Przywołała szkielet z powrotem w ziemię, wzbiła się w powietrze i mniej więcej znaną trasą poleciała to gromady współodpowiedzialnych. Po kilku minutach wylądowała w obłoku dymu, kurzu a nawet pojedynczych płomieni na środku polany* Nic. Duchy nie odpowiadają na me prośby *Zmarszczyła brwi. W głębi duszy przekonana była, że miejsce jakkolwiek piękne i malownicze nie posiadało żadnych magicznych własności.* Jakieś inne pomysły?
 [~_Duuch_] *Powietrze zafalowało lekko.* Szukając ciepła w zimnie, które od wieków nie drgnęło, nie znajdziesz tego czego szukasz. *Po polanie rozszedł się cichy szept.*
 [MiladyWoe] *Zirytowana odpowiedziała.* Mogę rozgrzać każde zimno *Wokół jej kopyt zaczęły wirować płomienie.*
[_Luna_] *Po chwili po prostu wtuliła się w sierść wilczycy, obejmując ją za szyję, przymknęła oczy, wbrew pozorom szamańskie ‚zaklęcia’ były dość męczące.*
 [~_Duuch_] *Ciepły wiatr otulił ciała zebranych.*
[MiladyWoe] *Ogarnęła się, zgasiła swoją furię i przybrała ten jakże nieodpowiedni, miły, potulny wyraz twarzy.*
[Sanetille] *Cały czas obserwowała bieg wydarzeń, kryjąc się w zaświatach. Zmarszczyła nos, czując nagle czyjąś silną obecność. A więc jednak… Postanowił się mieszać.*
 [~Destroy] *Wchodząc na polanę spojrzała na Nieznajomych, po czym zatrzymała wzrok na Lunie.* Witaj.
 [_Luna_] Destroyka. *Uśmiechnęła się i przelotnie zerknęła na przybyłą, poczym utkwiła spojrzenie w Jane, wciąż tuląc się do wilczycy.* Skoro ona Cię tam zaprowadziła, to na pewno to miejsce. Kulka wychwytuje aurę, którą mi przekazuje, a ja czuję, że jest ewidentnie silną i magiczną aurą. Ten głos na pewno nam pomoże.
[MiladyWoe] Może i tak, ale przepraszam, *Skuliła głowę.* Nie wiem jak przekonać je do mówienia, pomocy, wskazówki, czegokolwiek.
[Kuo] *Zastrzygła uszyma, w miarę swych możliwości oddając uścisk. Opatuliła Lunę swym długim, dwukolorowym ogonem.*
[MiladyWoe] Może mogłabym zanieść tam kogoś z was?
[_Luna_] Nie przepraszaj, zaraz do tego dojdziemy. Potrzebne nam są klucze, tak? Może bez kluczy Głaz na nic nam się zda. Klucz  miał być w koronie drzewa, tak mówiło to coś?
[MiladyWoe] W zasadzie Demon nie mówił nic o głazie.
[~_Duuch_] Tysiące lat istniejemy, widzimy zbyt wiele. *Cichy głos, jakby wędrował po polanie.* Żywi są tam gdzie ich miejsce, a Duchy budzą się we własnym rytmie.
[_Luna_] Powtórzę rytuał, poszukam tego najstarszego drzewa. Wcześniej chciałam znaleźć najsilniejszą aurę, ale teraz poszukam jednak drzewa. Tylko potem będziecie musieli mnie nosić. *Uśmiechnęła się zadziornie.*
[MiladyWoe] *Odpowiedziała tym samym głosem którym przemawiała do głazu* Jak ukarana zostaje istota która weszła w posiadanie nie swojej tajemnicy Duchu?
[MiladyWoe] *Kontynuuje tym samym głosem* Skoro zobaczyłeś zbyt wiele, jaka spotkała Cię kara?
[_Luna_] *Delikatnie wyplątała się z objęć Kuo, miźnęła ją za uchem i ponownie stanęła w miejscu, które jeszcze niedawno stało w płomieniach.*
[MiladyWoe] Luno, czy mogę Ci jakoś pomoc? Oddać energię, nie wiem?
[~_Duuch_] *Na polanie dało się wyczuć obecność, jednak teraz panowała cisza.*
[MiladyWoe] Wierzę, że twe szamańskie zdolności przydadzą nam się jeszcze wiele razy tej nocy…*Do Luny mówiła już zwykłym, miłym, głębokim głosem.*
[Kuo] *Zdusiła w sobie głuchy pisk, gdy dziewczyna ją opuściła. Nie wiedziała czemu tak zareagowała… Osamotniona, siedziała, przyptarując się poczynaniom Luny.*
[_Luna_] To potem. Jak skończę rytuał pewnie nie będę miała siły ustać… Jeśli będziesz tak miła ofiarować mi nieco swojej energii, abym mogła potem znaleźć jakieś inne źródło, to byłabym wdzięczna. *uśmiechnęła się wesoło* A teraz..
[~_Duuch_] Duchy zbyt wiele widziały. Duchy zbyt wiele wiedzą. Duchy są częścią życia, która odcina się od świata. Duchy milcza, gdy chcą. Duchy mówią, gdy wiedzą, że to konieczne.
[_Luna_] Requiro. *ponownie wykonała energiczny, szybki gest pchnięcia, a ziemia wokół niej na nowo zajęła się ogniem* Requiro… *wyszeptała, ‚mierzwiąc’ dłonią płomienie, tak jak poprzednim razem sypnęła pyłem w ogień, który wystrzelił niebieskimi iskrami w powietrze*
[~Destroy] *Za cholerę nie mogła zrozumieć co robi Luna z Nieznajomymi. Dziewczyna usiadła pod drzewem przypatrując się swoim grubym udom. Od jakichś paru miesięcy przebywała w swojej jaskini, wychodząc tylko po jedzenie. Przytyła i zrobiła się lekko pucułowata. Westchnęła cicho patrząc na Luś.*
[Sanetille] *Wędrowała wokół polany, widząc znajdujące się na niej postaci niczym niewyraźne mary. Zaintrygowana wbijała wzrok w Ducha, który nie dość, że zaszczycił ich swoją obecnością, to jeszcze niesamowicie się rozgadał. Jak to mówią, dziwny ten świat.*
[MiladyWoe] *Wpatrywała sie niespokojnie w Lunę, wyraźnie martwiąc się o nią.*
[~_Duuch_] *Duch czuł ta obecność. Gdy Demon się miesza w ten świat i równowaga musi pozostać ta sama.*
[_Luna_] *Wsunęła dłonie w płomienie, szepcząc słowa, które ona, ale także osobniki z bardziej wyczulonym słuchem mogły dosłyszeć* Palaeo arbor. Gravis, Quaerere. *Westchnęła cicho, czując narastające zmęczenie, iskrząca się kulka już została uformowana, tylko siła życiowa drzewa nie chciała dać odzewu* QUAERERE! *wykrzyczała prośbę i nawet nie wydając rozkazu zakończenia rytuału ten sam się przerwał, upadła na kolana, a kulka powędrowała w las* Leć, Jane.
[~_Duuch_] *Powietrze zawirowało. Patrzył spokojnie na próby znalezienia jego domu.* Szukasz pnia, czy jego duszy?
[MiladyWoe] *Wystartowała natychmiast, jednak obejrzała się jeszcze na Lunę. Pędziła za kulą nie bacząc, że łamie niektóre szczytne gałęzie drzew.*
[~_Duuch_] *Duch zatańczył wokół kuli, po czym zatrzymał się.*
[MiladyWoe] *Pozostawiła po sobie małą bransoletę z ametystem i rubinem na ziemi obok Luny*
[Sanetille] *Podskoczyła jak oparzona, czując na ciele nagły impuls mocy. Zarechotała ochryple, a echo jej głosu poniosło isę po zaświatach. Przedstawienie zaczęło się rozkręcać.*
[Kuo] *Zerwała sie z miejsca i podbiegła do Luny, nie zważając na płomienie i emanujące od dziewczyny resztki mocy. Stanęła przed nią, proponując oparcie. Otarła się pyskiem o ramię dziewczyny, wyrażając w ten sposób swoją troskę.*
[_Luna_] Omitte. *Wyszeptała schylając się ku ziemi, oddychała ciężko, oparła się delikatnie o bok wilczycy, płomienie szybko zniknęły kiedy ta wkroczyła do kręgu, czarnowłosa dziewczyna trzymała dłoń nad bransoletą, między jej opuszkami palców a szlachetnymi kamieniami wytworzyły się ledwo widoczne niteczki, które co chwilę mieniły się jaśniejszą poświatą.*
[MiladyWoe] *Przed drzewem staje koń ze skrzydłami, mocno jednak przypominający postawą jaszczura. Z ziemi za nim wyłania sie znany nam juz szkielet.*
[~_Duuch_] Wiesz, że póki mnie tam nie ma, nic nie znajdą. *Duch zatańczył wokół Demona.* Czego szukasz bestio?
[Sanetille] *Łypnęła ku istocie czarnymi ślepiami.* Oho, ktoś Cię wzywa. *Zachichotała, kiedy duch znikł. Pomoże, pomoże, a jakże. A potem jak gdyby nic zniknie.*
[~_Duuch_] *Bez słowa odleciał. Powietrze przy drzewie załopotało.* Życie płynie w koronach, a śmierć chowa się w korzeniach. *Zamilkło, zapadając w letarg.*
 [MiladyWoe] *Skrzydła zniknęły, a koń zamienił się w wilka, na chwilę się zachwiał, po czym spojrzał na drzewo. Odezwała się władczym głosem, powoli zamieniając się z powrotem w konia.* Duchu drzewa, porozmawiajmy!
[MiladyWoe] Rozmowę możemy zacząć od pytania, które ci zadam – czym jest duch bez siedliska? *Tu uśmiechnęła się podle, a wokół prawego przedniego kopyta poczęły tańczyć płomienie.*
 [_Luna_] *Po chwili chwyciła bransoletę normalnie, zacisnęła ją w dłoni, powoli podniosła się.* Chodźmy za nią, Kuo.
[MiladyWoe] Duchu, znam wasze zasady. Wyznacz mi zadanie, jeśli chcesz, lecz wiedz, że nie ustąpię.
 [MiladyWoe] *Szkielet podszedł do drzewa i zaczął przeglądać okolice w poszukiwaniu zagrożeń*
[Kuo] *Nie do końca wiedziała co się dzieje, wpadła na polanę w trakcie zamieszania. Skinęła jednak łbem, bez słowa. Spojrzała Lunie w oczy, dając jej tym samym do zrozumienia, że jej ufa.*
 [_Luna_] *Uśmiechnęła się ciepło i ruszyła dość chwiejnym, aczkolwiek szybkim biegiem w stronę gdzie kula powiodła Jane.*
[MiladyWoe] *Rozstawiła pięć sporych rubinów w regularnym pięciokącie dookoła drzewa. Wyciągnęła jeden ametyst i pożarła go, tak na zaś. Zastanawiając się, czy ktokolwiek pomoże jej z upartym drzewem, jęła w wyobraźnie rysować linie łączące każdy rubin z pozostałymi.*
[Kuo] *Ruszyła za dziewczyną. Wkrótce wadera wpadła w znany już sobie rytm, jej łapy wybijały miarowy takt, ciało gięło się w biegu.*
[MiladyWoe] Duchu drzewa wzywam Cie jeszcze raz. Odpowiedz mi, lub daj znak. Inaczej uznam Cię świadomego swego rychłego unicestwienia. Nie tylko świadomego *Jej oczy zapłonęły.* ale i winnego.
[DuchDrzewa] *Liczne gałęzie rozłożystej korony potężnego drzewa zadrżały jakby z oburzenia, że ktoś śmie im rozkazywać, a tym bardziej grozić. Uparcie jednak milczało.*
[_Luna_] *Nie miała teraz wystarczająco siły żeby się zmienić, ludzka istota nie mogła biec zbyt szybko, zwłaszcza po dwóch rytuałach, w końcu wypadły zza drzew, na miejsce gdzie była już Jane.*
 [MiladyWoe] *Odwróciła się zaskoczona, wcisnęła szkielet w ziemię (był sporo oddalony) i ozwała sie miłym acz wytrąconym z równowagi głosem.* Nie chce ze mną rozmawiać *Po czym dostrzegła rubiny i zniżyła łeb.*
[_Luna_] Co robisz? *Oparła się o pobliski pień, łapczywie łapiąc powietrze przez lekko rozchylone usta.*
 [MiladyWoe] Chcę… wyprodukować energię? Rubiny znane są z potężnej mocy w nich zawartej.
[_Luna_] Pierwszy, drugi, trzeci, wedle kolejności: W zielonych ostępach czasu, koronie wieczystej drzewa… *Powtórzyła słowa Demona.* W koronie wieczystej drzewa.
 [Kuo] *Wyhamowała gwałtownie tuż przy boku Luny. Oparła się o jej nogi, spoglądając na twarz dziewczyny. Oczy wadery wyrażały więcej troski i współczucia, niż dotychczas.*
[MiladyWoe] *Uniosła głowę i spojrzała w górę*
[MiladyWoe] Jak mogłam być aż tak głupia *Wyszeptała do siebie. Zebrała rubiny i schowała wszystkie poza jednym.*
 [MiladyWoe] *Zmieniła się w wilka i zaczęła wspinać na drzewo, po cichu przepraszając tak za groźby jak i za dotykanie kory pazurami, choć robiła to niezmiernie delikatnie.*
 [_Luna_] *Ruszyła w stronę drzewa, trzymając dłoń na barku wilczycy, delikatnie zasugerowała jej dotykiem, żeby podążała za dziewczyną, ta stanęła obok drzewa i przyłożyła doń rękę.*
[MiladyWoe] *Zatrzymała się wpół pnia i spojrzała pytająco na Lunę* Mam… zejść?
[_Luna_] Nie. Poszukaj czegoś charakterystycznego. Coś czego nie powinno być w drzewie…
 [Kuo] *Podążała za Luną ciągnąc za sobą niezwykle długi ogon, który po drodze zgarniał zgniłe liście.*
 [_Luna_] *Poruszając wargami, szeptała nieme przeprosiny, wciąż nie odsuwając ręki od kory drzewa.*
[MiladyWoe] *Wspinała się coraz wyżej ledwo muskając korę. nie czuła się już tak pewna jak na ziemi, tym bardziej, że na dole była dwójka członków stada.*
[_Luna_] *Drugą dłoń wplotła w sierść wadery, która mogła poczuć na skórze delikatnie mrowienie, które zawsze wywoływał dotyk szamanki po rytuałach.*
[Kuo] *Przytknęła łeb do ud Lusi. Wzrok miała wbity we wspinającą się wilczycę, jednak gdy poczuła subtelne mrowienie na karku, mimowolnie przymknęła ślepia. Czuła jak nieznana jej dotąd energia pojawia się w barkach, po czym rozchodzi po całym ciele, wywołując wiele sprzecznych uczuć: od rozkoszy po lęk.*
[_Luna_] *Uśmiechnęła się ledwo widocznie. Czuła przepływającą po ciele wilczycy energie, czuła jej reakcje, jednak wzrok dziewczyny wciąż utkwiony był w buszującej w koronie drzewa Jane.*
[MiladyWoe] *Wdrapała się już na najwyższe partie gałęzi. Czuła jak narasta w niej gniew, jednak robiła wszystko, aby go hamować.* Nic nie widzę. *Wyszeptała ujęta magią chwili, ale też aby nie wzbudzać w sobie emocji.* Czego mam szukać?
[_Luna_] Nie poddawaj się. Musi tam być coś do nie pasuje do miejsca w którym się znajduje. Klucz, ale klucz niekoniecznie musi wyglądać jak klucz, tak sądzę. Cokolwiek, co przykuje Twoją uwagę… *Powiedziała dość cicho, melodyjnym, miękkim głosem.*
[MiladyWoe] *Zamknęła oczy i zaczęła kumulować energię wewnątrz. Wokół niej zrobiło się chłodno, jednak ona tego nie odczuła. Oczyściła umysł, zobaczyła śnieżnobiałą przestrzeń i niedaleko od niej niewielki ciemniejszy przedmiot. Otworzyła oczy, uwolniona fala ciepła rozeszła się po lesie. Spojrzała w kierunku gdzie leżał przedmiot. Odkryła niewielki wisior, okrągły o średnicy około 15 cm, wykonany z litego, rzeźbionego kamienia. Założyła go na szyje, zeskoczyła na ziemię gładko i z gracją i jak najszybciej go zdjęła*
[_Luna_] *Poczuła falę energii drzewa, znajdującą się w naszyjniku*
 [MiladyWoe] *Podała wisior Lunie i spojrzała na nią pytająco.* Nic Ci nie jest? Wszystko w porządku?
 [_Luna_] Tak, jestem trochę osłabiona, ale to normalne. Szukajmy dalej. *ujęła wisior, po czym gwałtownie wypuściła go z dłoni i w locie uchwyciła za łańcuszek* Skubany. Parzy. Ale wiadomo, że to ten.
[_Luna_] *Przywołała do siebie słabnącą kulkę, która rozsypała się migoczącym pyłkiem na talizman, teraz szamanka normalnie uchwyciła do w dłoń.*