Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jedyny Słuszny Pan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jedyny Słuszny Pan. Pokaż wszystkie posty

23 października 2014

Jedyny Słuszny Pan #7 [Dalia Seron]

22 października 2014

Jedyny Słuszny Pan #7

      [...] Otworzyła oczy i zerknęła na pogrążonych we śnie zebranych. Pierwsze promienie słońca rzucały blask do jaskini, przyjemnie grzejąc i sprawiając, że jej futro lekko się mieniło. Poczuła ruch pod skrzydłem, a potem usłyszała cichy szloch. Złożyła lotki i lazurem swych oczu przyglądała się skulonej postaci.
- Nie jedz mnie... - Wyszlochała dziewczynka, ledwo zrozumiale. Wadera zaśmiała się dobrotliwie i pokręciła z dezaprobatą i rozbawieniem głową. Podniosła się i zmieniła formę na ludzką. 
- Nie zjem Cię. Chcę Ci pomóc. Gdybym chciała Cię zjeść, już bym to dawno zrobiła. - Odpowiedziała spokojnie i przytuliła do siebie rozpłakane dziecko. Dziewczynka powoli się uspokoiła. 
- Ja chcę do mamy... - Wyszeptała. Dalia myślała, że ta za chwilę znów się rozpłaczę, lecz na szczęście nić takiego się nie stało. 
      Minęła jakaś godzina nim wszyscy się obudzili, lecz udało się dojść do ładu. 
- Widzę, że ktoś tu jest rannym ptaszkiem. - Usłyszała bardzo znajomy śmiech. 
- Baru... - Wymruczała. Dziewczynka schowała się, chwytając się kurczowo jej spódnicy. - Ciii.. To jest Baru. Nie skrzywdzi Cię. - Spojrzała na chłopaka ostrzegawczo. Ten jednak wyciągnął przed siebie ręce w geście kapitulacji.
- Spokojnie. Nie tknę. - Uśmiechnął się zadziornie. Złapała dziewczynkę za rączkę i przeszła obok niego tanecznym krokiem. Poklepała go po policzku.
- Dobry pies. - Zaśmiała się cicho i nawet Mała wyszczerzyła ząbki w uśmiechu. - Ja i... - Zerknęła na dziewczynkę. - Jak ty właściwie masz na imię? - Zapytała ją szeptem. 
- Lukrecja. - Odszepnęła, przytulając się do Dalii. Ta skinęła głową.
- Ja i Lukrecja wyruszamy na poszukiwania za półtorej godziny. Do tego czasu będę u siebie w domu. Nad wodospadem, jakby ktoś nie wiedział. - Zmieniała znów formę, a dziecko wskoczyło na jej grzbiet i Biała zniknęła w obłokach.
      [...] Krzątała się po cały domu, biegając w tę i wew tę, a Lukrecja przyglądała się wszystkiemu z zaciekawieniem. Dziwne, że Dalia pomieściła wszystko w niewielkim plecaczku. Przez całe półtorej godziny był u niej chyba każdy. Raksha i Error, żeby coś pożyczyć, a Baru tylko po to by sprawdzić jak jej idzie i oczywiście, żeby ją podenerwować swoją osobą, bo w końcu to mogła być jego ostatnia okazja. Zanim wyszedł, wycisnął na jej ustach długi i soczysty pocałunek, co Lukrecja skomentowała zwykłym "fuuuj".
- Lecimy. - Zakomenderowała.
      [...] Wylądowała przed górską doliną i tam zmieniła formę. Zerknęła ukradkiem na dziewczynkę, która kurczowo ściskała jej rękę. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Żmijoptaka. Był. Siedział bardzo wysoko na skalnej półce, a pod sobą miał gniazdo, w którym - mogłaby dać sobie rękę/łapę dać uciąć - były jaja niewyklutych piskląt. Pochyliła się do Lukrecji.
- Schowaj się. Nie ważne co by się działo nie wychylaj się. Jasne? - Nakazała dziewczynce. Ta skinęła potakująco głową i skryła się w skalnej szczelinie, gdzie chyba tylko ona mogłaby się zmieścić.
      Znów zmieniła formę na wilczą i odbiła się od ziemi ruszając szybkim lotem w stronę Żmijoptaka. Z impetem walnęła w stworzenie, zwalając je z gniazda. Zaatakował. Udało jej się uniknąć ptasiego dzioba, lecz zaraz chwycił ją szponami za skrzydło, wyrywając kilka lotek. Udało jej się uniknąć kolejnego ciosu wymierzonego w łeb i złapała zwierzę za nogę. Nie chciała go zabić. Żmijoptak wyrwał się i zakrwawionymi szponami złapał ją za tułów, wbijając ostre niczym sztylety pazury pomiędzy żebra. Przeraźliwe i donośne wycie wydało się z pyska wilczycy, co - o dziwo - odstraszyło Żmijoptaka. Zaczął wymachiwać skrzydłami na oślep i odlatywać od niej, jakby wycie było dla niego za głośne. Zawyła powtórnie i stworzenie odleciało jeszcze dalej. Uradowana, że odkryła sposób na Żmijoptaka wyła ile sił w płucach, zbliżając się powoli do gniazda. Będąc blisko podkradła jedno z jaj i odleciała, wyjąc. Schowała się szybko w jedną ze szczelin, czekając aż Żmijoptak da sobie spokój z szukaniem jej. Trwało to bardzo długo, lecz w końcu, gdy zaczęło się ściemniać, zrezygnował i wrócił do gniazda.
      Wyszła ze swej kryjówki, zabrała Lukrecję i znalazła bezpieczne miejsce na nocleg, gdzie dziewczynka opatrzyła ją i poinformowała o szokującej sprawie. Dalia była w ciąży!
     Wróciły do Stada następnego dnia. Wilczyca zdała jajko w Jaskini i nie mówiąc nic nikomu, udała się z Lukrecją do swojego domu. Położyła wyczerpaną dziewczynkę spać i również postanowiła się zdrzemnąć. Zadanie wykonała, a o następne postanowiła prosić po odpoczynku.

*  *  *
INFORMACJE PARAFIALNE:
Tak tak :D Dalia będzie miała dzidziusia. Ale nie liczcie na rozczulanie się nad nim, bo osoba prowadząca tą postać nie lubi za długo grać dzieckiem. Ewentualnie tydzień :D Płeć jeszcze nie znana. Wszelkie formalności związane z tą postacią załatwiać będę w najbliższych dniach :) 
Ps. Wiem, że słabe, ale w końcu musiałam napisać swoją część :) 

9 września 2013

Jedyny Słuszny Pan #6 [Baru Saya]

Wiem, nie jestem tutaj planowo, ale stwierdzam, że nikt nie będzie miał mi za złe wtrącenia swoich trzech groszy do opowiadania.
____
Basior siedział w pobliżu jaskini i obserwował niebo, ukradkiem zerkał na wejście do jamy. O dziewczynce wiedział już od dłuższego czasu, był świadkiem wprowadzenia jej do jaskini. Wolał jednak zostać na zewnątrz i nie ujawniać się, wyczuwał bowiem coś niepokojącego w tej drobnej istocie. Poza tym, miał nad czym rozmyślać i wolał to robić w samotności. Dopiero kiedy oczom ukazała się biała, skrzydlata wilczyca, skończyły się jego kontemplacje. Przyglądał się jej z lekkim uśmiechem, śledził wzrokiem, dopóki nie zniknęła za skałami. Zaciekawiony przerwaną ciszą wśród zebranych, podniósł zad i ruszył powoli w ich stronę. Kiedy wszedł do jaskini kilka spojrzeń powędrowało w jego stronę.
- Witam. - uśmiechnął się jak zwykle.
- Witaj Baru. - Ruda odpowiedziała mu i skinęła lekko łbem.
- O, Baru. - Dalia posłała mu zadziorny uśmiech, podobnie jak i Raksha.
- Cześć Baru. - odpowiedziała pantera. Po tym miłym powitaniu każdy skierował wzrok na śpiącą dziewczynkę, basior także.
- Kto to? - zaciekawiony skierował wzrok na Raksh. Kotka westchnęła lekko i opowiedziała skróconą wersję wydarzeń. Basior lekko zmrużył ślepia i ruszył w stronę białej wilczycy, usiadł obok i posłał ciepły uśmiech.
- Tak, chce się nią zająć, żadne dziecko nie powinno przebywać bez opieki i nie próbuj zmieniać mojego zdania. - Dalia spojrzała kątem oka na wilka.
- Nie mam najmniejszego zamiaru. - pokręcił łbem - Po prostu chciałem popatrzeć. - uśmiech nie znikał z jego pyska. Wilczyca spojrzała na niego i odwzajemniła uśmiech, odsłoniła lekko dziewczynkę i spojrzała na nią.
- Śpi. - wyszeptała i ponownie spojrzała na basiora.
- Nie na nią chciałem popatrzeć. - wilk uśmiechnął się zadziornie, Dalia zmrużyła ślepia i odwróciła łeb w drugą stronę powstrzymując śmiech, bądź uśmiech.
- Głupek... - dodała. Ruda i Raksha wymieniły się porozumiewawczymi spojrzeniami.
- No Baru, nasz Romeo, może zechciałbyś pomóc w poszukiwaniach? - Error machnęła kitą i ulokowała spojrzenie w czerwonookim. Basior skierował na nią swój wzrok.
- Pomóc? Pomogę bardzo chętnie. Tylko czego miałbym szukać? - zaciekawiony zastrzygł uchem.
- Cóż, Raksha zajmuje się Porożem Kirina, Dalia Skorupą Żmijoptaka, a więc ty znajdź Kolec grzbietowy Smoka Norweskiego Kolczastego. - posłała mu lekki uśmiech. Wilk nieco wykrzywił pysk.
- Pięknie, zawsze marzyłem o spotkaniu Smoka Norweskiego. - powiedział z lekką ironią i uśmiechnął się szeroko.
- To może jeszcze jedno zadanko? Tyle optymizmu w tym twoim spełnianiu marzeń. - dodała Raksha śmiejąc się pod nosem.
- Nie, nie, może na później, co za dużo to niezdrowo. - basior posłał panterze zadziorny uśmiech i też lekko się zaśmiał, Dalia i Error również lekko prychnęły śmiechem.
- A więc? - Ruda ponownie spoważniała.
- To mam jakiś wybór? - wilkowi nadal udzielał się humor, jednak widząc powagę Alphy uspokoił śmiech i kiwnął łbem. - Nie ma problemu, postaram się zdobyć. - w jaskini ponownie zapanowała cisza, wszystkie oczy powędrowały ku dziewczynce.
- Biedna... - wyszeptała Dalia. Nagle dało się słyszeć trzepot skrzydeł, który wyrwał wszystkich z zamyślenia. Wszystkie oczy skierowane były na czarnego kruka, wleciał on do jaskini i przysiadł na półce skalnej. Z niewyjaśnionych przyczyn zaczął robić sporo hałasu. Ruda warknęła w jego stronę, Raksha i Dalia posłały mu groźne spojrzenie, basior zastrzygł uchem i przymknął ślepia. Mimo to ptak dalej nie przestawał, zerwał się do lotu i dalej skrzeczał. Wszyscy podążali za nim wzrokiem.
- Zamknij dziób! - uniosła się pantera i skoczyła w stronę ptaka, który ponownie przysiadł niedaleko jej. Miała go już na celowniku, zirytowana machała końcówką ogona. Kruk zakrakał trzy razy i nagle usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk. Dziewczynka się obudziła, siedziała skulona zakrywając uszy i coraz głośniej krzyczała, piszczała wręcz, wszystkich skręciło od tego hałasu, nie wiedzieli co się dzieje. Do tego płomień ogniska stał się nienaturalnie wysoki i ruchliwy. Basior skoczył szybko w stronę Dalii i dziewczyny odpychając je od ognia, zanim coś im zdążył zrobić. Dziewczynka umilkła, kruk wyleciał, a ogień wrócił do normalnych rozmiarów. Wszyscy spojrzeli po sobie mocno zdezorientowani, najdziwniejsze jednak było to, że mała znowu spała.

____
 Sorki jeżeli się nie podoba, ale pomyślałam, że ożywię trochę nasze stado.

23 czerwca 2013

Jedyny Słuszny Pan #5 [Dalia Seron]

     Wylądowała na Polanie, składając swe śnieżne skrzydła. Już w górze czuła ludzką woń, która wraz z każdym jej krokiem w stronę jaskini, nasilała się. Ślepia jej zapłonęły, aby po chwili zgasnąć.
- Dobry Wieczór. - Przywitała się, lustrując lazurem zebranych przy ognisku. Na koniec jej wzrok padł na małą, dziewczynkę, która przerażona, wpatrywała się w postać wadery. Bez żadnych pytań, podeszła do małej i usiadła, okrywając ją skrzydłem.
      Gdy uniosła wzrok, widziała, że wszyscy się jej przyglądają. Wiedziała co im chodzi po głowie.
- Nie można żyć zemstą. - Wyszeptała. - A zresztą, ja moją dokonałam i nie skrzywdziłabym dziecka. Nie ważne jakiej by nie było rasy. - Spuściła oczy na Małą i  uśmiechem stwierdziła, że zasnęła. Gdy tak wpatrywała się w postać śpiącej dziewczynki, dotarło do niej, że w Jaskini panuje dziwna cisza. Spojrzała na Error. Lisica odchrząknęła i przesunęła wzrokiem po zebranych.
- Wydaje mi się, że powinniśmy ustalić co dalej. - Jej głos rozbrzmiewał, odbijając się echem od ścian. Oczy wszystkich wędrowały między dwoma punktami : białą waderą, a rudą lisicą. - Dalio ? - Usłyszawszy swe imię, wyprostowała się czekając na ciąg dalszy. lecz go nie było.
- Tak ? - Odpowiedziała, przeklinając się za niepewność w głosie.
- Jak zauważyłaś, wszyscy tu zebrani, oprócz Ciebie, nie żywimy do tego dziecka szczególnej sympatii. - Skinęła łbem. - Mała nie powinna być bez opieki. Czy podejmiesz się tego zadania i zajmiesz się nią ? - Znów ta nieznośna cisza. Wadera przymknęła ślepia, zastanawiając, czy da radę zaopiekować się ludzkim szczenięciem. W końcu, po dość długim namyśle, naznaczonym milczeniem, westchnęła z rezygnacją.
- Żaden problem. - Odparła. Miała dziwne przeczucie, że nie powinna tego robić, lecz zdusiła je w sobie.
       Ruda przeniosła wzrok na pozostałych. Przyszła kolej, aby porozdawać zadania.
- Pozostaje jeszcze kwestia odnalezienia i zdobycia kilku przedmiotów. - Wodziła oczyma od jednej postaci do drugiej. Biała nie była pomijana. Co z tego, że opiekowała się dzieckiem ? Pomóc mogła. Lisica nie musiała się bać, że ta pomyśli iż to niesprawiedliwe. Wadera jak najbardziej chciała pomóc.
      Oczy wszystkich zwróciły się ku Error.
- Zadania rozdzielę według listy. Każdy będzie musiał odnaleźć jeden przedmiot. - Lisica powiodła spojrzeniem po zebranych. - Raksho... - Pantera wystąpiła na przód. - Ty odnajdziesz Poroże Kirina. - Pantera skinęła łbem i wstąpiła do szeregu. - Dalio... - Biała uniosła łeb, by wysłuchać i dobrze zrozumieć słowa Rudej. - Ty będziesz musiała przynieść Fragment Skorupy Nie Wyklutego Żmijoptaka. - Wadera skinęła nieznacznie łbem. Nagle jednak uniosła go z powrotem.
- Error, tylko ja nie znam za dobrze tych terenów, ani tym bardziej innych, więc powiedz mi proszę, gdzie mam szukać tego Żmijoptaka ? - Zapytała. Poruszyła lekko skrzydłem, tak, że przez ułamek sekundy można było zobaczyć śpiącą dziewczynkę.
      Lisica na powrót odwróciła się do Białej.
- To stworzenie żyje w górach. To połączenie ptaka i węża. - Odpowiedziała. Wskoczyła na swoją półkę i ułożyła się wygodnie. - Ja odnajdę Łuski Węża Morskiego.  - Powiadomiła. Zastanawiała się chwilę, czy o czymś nie zapomniała. - Miejmy nadzieję, że ktoś jeszcze przyjdzie i weźmie udział w wyprawie. - Westchnęła i zwinęła się w kulkę.
      Biała przyglądała się śpiącej dziewczynce. Gdzieś ją już widziała, ale gdzie? Poruszyła się niespokojnie. Uchyliła delikatnie powiek, lecz gdy Dalia uśmiechnęła się doń, ta znów zapadła w głęboki sen. Biała mogła się założyć, że Mała nie zaznała prawdziwego, spokojnego snu od bardzo dawna. Przerażona i zziębnięta na pewno nie była w stanie zmrużyć oka. To straszne, gdy takie małe szczenię, nie ważne czy ludzie, czy inne, jest samo. Bez rodziców, czy zwykłej życzliwej duszy przy sobie. Mała musiała przeżyć straszne chwile.
      Wadera zerknęła na Lisice.
- Właściwie to jak ona tu się znalazła ? - Wypaliła. A co jej tam ? Skoro ma się nią opiekować, musi coś o niej wiedzieć. Lisica uniosła łeb i w skrócie opowiedziała jak to z Kotką ją znalazły i przyniosły tutaj. Właściwie psowata przyniosła. Przy tej małej wzmiance, Biała nie wytrzymała i się zaśmiała.
      Gdy Ruda skończyła, Dalia nie męczyła już jej pytaniami. Ułożyła się na ziemi, nadal okrywając dziecko skrzydłem i przymknęła ślepia, pogrążając się w błogim stanie snu na jawie.
*   *   *
[ Krótkie wiem. Skończyłam pisać o 00 : 21 więc się nie czepiać. Jeżeli komuś się nie podobają wypowiedzi to możecie mnie śmiało opieprzać. Zadania rozdzielałam po kolei. Osoby które będą pisały następne części powinny zwrócić na to uwagę. Coś takiego pisze po raz pierwszy. Raksho i Error. U was nie podałam, gdzie macie szukać. Wybór należy do was. Hm.. Nie umieszczałam w tej części Seth'a, czy Black Hollow, bo oni już do stada nie należą. Jakby co mogę wszystko poprawić. Ja nikogo nie proponuję po mnie, bo wiem, że będzie ciężko. ]

4 marca 2013

Jedyny Słuszny Pan #4 [Raksha Morte]

 Czarna jak noc pantera powoli przemierzała las, zgrabnie przeskakując między gałęziami, niemal szybując pośród drzew, a jednak skrzydła miała zwinięte. Całe stado dziś zebrało się, żeby uczcić pamięć Kitsune, ale jaguar nie przybył. Oddalał się do miejsca pogrzebu, nawet nie oglądając się za siebie. Nie poszła, choć powinna. Nie potrafiła. Śmierć - jedyne czego możemy być pewni, przyjdzie po każdego, choćby krył się całe życie.
 Kotowata przystanęła na jednym z drzew, pochylając łeb i nasłuchując. Czuła dziwne wibracje powietrza. Uniosła łeb akurat w momencie, w którym nad jej głową przeleciał ogromny kruk. Sprężyła się, gotowa do ataku, odsłaniając kły, ale ptak odleciał tak szybko, jak się pojawił. Warknęła cicho, nie wiedząc jak zinterpretować to zdarzenie. Wiedziała, że właśnie zobaczyła coś ważnego.
 Zeskoczyła z gałęzi, miękko lądując na śniegu i rozglądając się. Wyczuła go na chwilę przed tym, zanim się na nią rzucił. Uskoczyła i obróciła się do intruza, warcząc wściekle. Jej skrzydła rozłożyły się na tyle, ile mogły w gąszczu drzew, nadając mrocznej postaci jeszcze groźniejszego wyglądu. Przeklinała się teraz w duchu, że wyszła tak daleko poza granice terenów Stada Nocy. Zmrużyła ślepia, obserwując napastnika i nagle zdała sobie sprawę, że wygląda niemal jak ona sama. Czarna, ogromna sylwetka nieco tylko bardziej przypominała lamparta aniżeli jaguara. Spokojne, błękitne ślepia również wpatrywały się w nią, tak iż niemal miała wrażenie, jakby przewiercał jej duszę na wskroś. Była pewna, że zna te oczy. Dziwne ciarki przeszły ją na samą tę myśl, ale czuła, że nie zrodziła się ona z niczego.
 Przez długą chwilę milczeli, nawzajem mierząc się wzrokiem i oceniając swoje siły. W końcu pantera nie wytrzymała dłużej tej niepewności i odezwała się pierwsza.
 - Czemu mnie zaatakowałeś? - zapytała chłodno, prostując się i składając skrzydła.
 - Wiedziałem, że nie dasz się powalić - odpowiedział jej niski, zachrypnięty głos.
 Ponownie poczuła tą dziwną pewność, że skądś zna tego osobnika, a jednak nie potrafiła go rozpoznać. Pamiętałaby, gdyby spotkała czarnego lamparta o tak błękitnych ślepiach. 
 - Więc po co ci to było?
 Nieznajomy przez chwilę milczał.
 - Nie poznajesz mnie, prawda? - Pytanie to nieco zbiło ją z pantałyku. Spojrzała na niego z niemym pytaniem wymalowanym w ślepiach.
 Lampart westchnął cicho i już chciał coś powiedzieć, ale w ostatnie chwili zmienił zdanie.
 - To teraz nie jest ważne - powiedział, co nieco zdziwiło panterę, którą już zdążył zaintrygować tajemniczy osobnik. - Mam dla ciebie wiadomość, możliwe że już o tym słyszałaś, ale muszę ci ją przekazać.
 Czuła w jego głosie, jak ważna może być ta informacja, dlatego skinęła tylko pyskiem, by kontynuował.
 - Zwierzęta znikają i to coraz częściej, jeszcze jakiś czas temu było to jedno zniknięcie na parę tygodni, teraz na kilka dni - wyrzucił z siebie niemal na jednym oddechu, ciągle nie odrywając od niej wzroku. - Musisz zawiadomić o tym... swoje stado, podobno możecie coś zdziałać - zakończył, mając nadzieję, że krótkie zawahanie w jego głosie nie zostało zauważone. Jakże płonna była to nadzieja.
 Pantera wyczuło to. Niechęć, kiedy wypowiadał się o stadzie. Teraz jednak nie to było najważniejsze, informacje te dotarły już do niej jakiś czas temu, jednak uważała je tylko za plotki, teraz stały się poważniejszym problemem. Przez chwilę uważnie obserwowała lamparta, namyślając się nad wszystkim co jej przekazał.
 - Dobrze - odpowiedziała w końcu, skinąwszy pyskiem. - Zawiadomię o tym stado.
 Obcy także skinął jej, jakby na pożegnanie i odwrócił, chcą odejść.
 - Spotkamy się jeszcze? - Głos skrzydlatej zatrzymał go w pół kroku, a nikły uśmiech zawitał na jego pysku. Czyli jednak musiała go kojarzyć, widocznie wspomnienia zaczęły do niej powracać.
 - Kiedyś na pewno -  odpowiedział, teraz już znikając pomiędzy drzewami.

***
 Był już zmierzch, kiedy Raksha w końcu zaczęła zbliżać się do jaskini, skacząc po drzewach ile sił w łapach. Czuła w powietrzu dziwny zapach i skądś wiedziała, że przechodził tędy człowiek. Ale czego tu szukał? Ostatnio spotkała tu kłusowników, ale był to jednorazowy przypadek i szybko się stąd wynieśli. Przyspieszyła jeszcze, teraz jednak wzbijając się w powietrze i pokonując w locie dzielącą ją od jaskini odległość. Wylądowała zgrabnie na polanie, niemal niewidoczna w mroku nocy. Tutaj zapach stał się jeszcze wyraźniejszy. Złożyła skrzydła przy bokach i wkroczyła do jaskini, nagle ukazując się w jasnym kręgu światła i niewątpliwie napędzając strachu dziewczynce. Zmrużyła ślepia, wpatrując się w ludzkie szczenię, nieświadomie odsłaniając kły. Jej ogon strzelił po bokach, a ona już miała się odezwać, kiedy uprzedził ją inny głos.
 - Rakshasho Morte, raczysz przedstawić nam swoje wieści? - ozwał się głęboki głos, w którym bez problemu rozpoznała Seth'a. 
 Przez chwilę jeszcze przypatrywała się małej, jednak zaraz potem zwróciła swój wzrok na zgromadzonych w jaskini. Skinęła im pyskiem na powitanie, zanim zaczęła mówić.
 - Byłam poza naszymi granicami i spotkałam kogoś, kto potwierdził nasze przypuszczenia - zaczęła, wiedząc, iż do każdego doszły już te plotki. - Zwierzęta znikają, coraz częściej i podobno w naszej mocy jest, by temu zaradzić - zakończyła, spoglądając na Seth'a.
 - Owe dziewczę nie trafiło do nas bez powodu, a jak się okazuje, jest ich nawet więcej niż jeden. - Pantera znów spojrzała na dziecko, podczas gdy półsmok mówił, próbując rozgryźć dlaczego to właśnie do nich trafiła.
 - Co więc zrobimy? - zapytała Lisbeth.
 - Winniśmy otworzyć portal i sprawdzić co się ma na rzeczy - odpowiedział, a głos jego poniósł się po wnętrzu jaskini i wszyscy ucichli.
 Po dłuższej chwili, w końcu głos zabrała lisica.
 - Na nasze nieszczęście nie jest to takie łatwe, a czasu widocznie nie mamy za dużo.
 Raksha podniosła pysk, spoglądając na Error z zamyśleniem wymalowanym we fiołkowych ślepiach.
 - Czasu rzeczywiście mamy mało, jednak co dokładnie masz na myśli?
 - Musimy zdobyć szereg przedmiotów i to bardzo trudnych do znalezienia, w dodatku nie znamy receptury ich połączenia - oznajmiła czarna kotka.
 - Tylko Fuzja zna tą tajemnicę, a chowana jest gdzieś przez ludzi - ozwał się ponownie półsmok.
 - Pewnie w głównej siedzibie Stowarzyszenia Nocy, myślą, że jest tam najbezpieczniejsza - powiedziała Raksha, sama nie wiedząc, skąd przyszły do niej te słowa, a jednak wiedza ta wydawała jej się naturalna. 
 Ponownie w jaskini zaległa krótkotrwała cisza, podczas której każdy obecny zastanawiał się nad słowami poprzedników.
 - A więc znamy już powody, teraz wszystko musimy znaleźć czego nam trzeba, by móc portal otworzyć i zbadać ową sprawę. Czy się ze mną zgadzacie? - Głos Seth'a po raz kolejny rozniósł się po jaskini, a wszyscy zgodnie skinęli w potwierdzeniu. 
***
[Wyszło, jak wyszło. Mi się nie bardzo podoba, wena gdzieś mi uciekła i zostały mi marne jej resztki. Wybaczcie, jeśli kwestie nie pasują zbytnio, nie potrafię kierować innymi postaciami. Nie wiem kto następny, ale sugeruję Lisbeth lub kogoś kto podjąłby się rozdzielenia zadań, już chyba na to najwyższa pora. ]

21 lutego 2013

Jedyny Słuszny Pan #3 [BlackHollow]

21 lutego 2013

Jedyny Słuszny Pan #3

Szkarada, jak co wieczoru udawała się na polowanie. Tak, polowanie. Pomimo tego, że kopytne gustują raczej we wszelkiego rodzaju roślinach, ona była wszystkożerna. Z biegiem lat utworzyła sobie taki jadłospis, bo gdzież zimą znaleźć zapasy 'zielonego'? Nie miała w zwyczaju przechowywać pożywienia, toteż szukała sikorek, kawek, a nawet sów.
Biegając tak po lesie w poszukiwaniu ptactwa natknęła się na miejsce ceremonii upamiętniającą Kitsune. Cicho i ponuro. Szara mgła spowiła otoczenie. Jednakże szkapa dostrzegła coś, co pomimo mroku wyróżniało się na śniegu. Chcąc przyjrzeć się tajemniczemu przedmiotowi podkłusowała doń. Nieufność nawet do rzeczy martwych kazała jej się zatrzymać na półtora metra od celu. Schyliła łeb i powoli zaczęła się zbliżać. W końcu była na tyle blisko, że mogła dotknąć tejże rzeczy chrapami. Materiał, a na nim ludzki zapach. Ludzkie dziecię. Zerknęła na ślady za kocem. Stopy, a obok towarzyszące ślady łap lisich i kocich. Szybko zapomniała o głodzie, była całkowicie zdezorientowana. Co człowiek robił na terenie Stada Nocy? Jeszcze tak młodego wieku. Mgła wydawała się gęstnieć, nie czekając ruszyła przed siebie galopem.

***
Będąc już nieopodal jaskini, ludzki zapach wydawał jej się natężać. Czyżby ktoś faktycznie zechciał się zaopiekować człowieczym stworzeniem? Przyspieszyła, mimo iż nienawidziła ludzi, za to co jej zrobili, ciekawa była, czy węch i wzrok jej nie omylił.
Zauważyła już płomień i zarys postaci przed nim zgromadzonych. Przeszła do kłusa, śnieg wymuszał unoszenie jej kościstych nóg nienaturalnie wysoko. Takim też tempem wbiegła do jaskini. Stukot jej kopyt spowodował zebranie na sobie wszystkich par oczu. Zatrzymała się i przeszywając każdego wzrokiem szukała tego, co wydawało jej się dziwne. I znalazła. Wbiła wzrok na otuloną w skóry dziewczynkę. Fuknęła znacznie się cofając. Usłyszała znajomy chichot Error. -Czy ty naprawdę myślisz, że taka mała istota mogłaby Ci coś zrobić? -lisica spojrzała na widocznie wystraszoną szkapę. -Skądże to małe ustrojstwo się tu wzięło? Ślady z miejsca pochówku Kitsune mnie tu przywlokły. -niepewnym głosem skierowała pytanie do Rudej. Ta jednak nie odpowiedziała. -Czyli się nie dowiem? -uniosła łeb i już z widocznie mniej wystraszonym wzrokiem spojrzała na lisicę. Error kiwnęła przecząco głową. -Przynajmniej na razie.
Niezadowolona z odpowiedzi Rudej ułożyła się przy ognisku odwracając od niego całkowicie łeb. Różne myśli zaprzątały jej umysł, jednak chyba najbardziej ta, że nie nasyciła dzisiaj swego żołądka. Z kaprysem na pysku oparła łeb o skalną posadzkę i przymknęła oczy. Nie na długo, gdyż wyczuła na sobie czyiś wzrok. Niezadowolona z tego faktu, że ktoś ją bacznie obserwuje otworzyła ślepia. Zdążyła zauważyć chowającą się w okrycie młodą damę. Prychnęła pod jej adresem. -Chyba nie masz zamiaru wystraszyć naszego gościa, BlackHollow? -usłyszała znajomy głos hybrydy wilka i smoka. Przeniosła wyraźnie niezadowolony wzrok na Setha, jednak nie odpowiedziała. -Dobrze by było gdybyś się w końcu na coś przydała, rusz upolować jakieś strawne dla niej ptactwo. Dziewczę pewnie jest głodne. Zjadła tylko jeden gęsi udziec. -wyraźnie poddenerwowana szkapa wstała na polecenie Setha, jeszcze raz spojrzała na wystraszone dziecię i wyszła z jaskini, aby zaszyć się w mroku lasu i znaleźć jakąś zwierzynę.




__________________________________________________________________
Kto wymyślił, żeby koń pisał opowiadanie, macie efekty, zepsułam wam zabawę. XD
Musicie wybaczyć mi wszelkie błędy stylistyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, bo ostatnio nawet na lekcjach j. polskiego ledwo czego idzie się dowiedzieć.
A, no i książek też nie czytam, więc ciężko o plastyczny język użyty w opowiadaniu.

Tak, tak. Nic nie wniosłam do fabuły, bo wolę, żeby zrobiła to osoba o większej wyobraźni.
Więc ode mnie to tyle.

Aha i jeszcze jedno. Miało być ładnie, ale nie będzie, bo tablet posłuszeństwa odmówił ((: Tak to bym wam ilustracje nabazgrała.

15 stycznia 2013

Jedyny Słuszny Pan #2 [Seth]

Dzielna z tej małej dziewczynka. Nóżki i dłonie już niemal ma szare od odmrożeń, jednak poganiana krokiem narzuconym przez ciemną kotkę i lisicę stawiała kroczek po kroczku na białym puchu, załamującym się pod stopami na zbitej masie zmrożonego już śniegu. Syriusz gdzieś zniknął, pewno zainteresowany czymś, co tylko jego mogłoby zainteresować. Panienka wciąż ze swoją lalką. Mała szmacianka, kurczowo trzymana przez mimowolnie otwierające się co chwila dłonie, wydawała się teraz równie żywa, jak jej właścicielka. Dwa trupy, tyle, że jeden ze szmat, a drugi jak z porcelany.
 - Nie sądzisz, że nie da rady iść dłużej sama? - Zapytała kocica. Pewno już jakiś czas chciała to powiedzieć, jednak nie przejmująca się wcale stanem dziewuszki Error nie zachęcała jej do zadania ów pytania. Dopiero teraz obie przystanęły, odwracając wzrok za siebie. Blada panienka powoli człapała za samicami z niepojętym wyrazem twarzy, bo ni to strach, ni to ciekawość, ni to nic, bo pewnie trudno było dziewczynce myśleć o emocjach, kiedy umierała z zimna, którego jednak zdawała się nie czuć, próbując wzbudzać w swoich oczkach różne iskierki, różnych uczuć. Mały paradoks.
Lisica westchnęła ciężko. Wzrok Lisbeth wiercił w jej umyśle, niemal każąc jej wziąć na siebie 8-latkę i zanieść ją do Jaskini na własnych plecach. Chwilę jeszcze trwało, nim schyliła łeb w geście ugody, jednak tą przerwę można wybaczyć faktem, że dziewuszka dopiero teraz zbliżyła się do samic.
 - Wskakuj. - Error oznajmiła krótko, przyjmując pozycję, która w zamyśle powinna ułatwić małej wejście na grzbiet.
Dziewczynka była niewiele mniejsza od samej lisicy, a ruda nie mrówka, toteż niesienie takiego ciężaru nie sprawiało żadnej przyjemności.
Pasażerka raz po raz podnosiła główkę, by spojrzeć w kierunku, w którym zmierzali, jednak wciąż nie widząc obiecanej jaskini, kładła ją z powrotem między łopatkami lisiej tragarki. Wyciągnęła swoją krótką rączkę, by dotknąć satynowej sierści kotki, bo tylko to mogła sięgnąć, wszystko inne było za daleko. Trudno jest teraz postawić się w sytuacji małej. Jeszcze niedawno bawiła się wśród szarych ludzi na łące, kiedy teraz umiera z zimna na plechach mówiącej lisicy.

***

Mroźny wiatr odpuścił swoją srogość tej nocy, jednak wciąż dawał się mocno we znaki. Powoli spadające kryształki śniegu kłębiły się w powietrzu niczym pył anieli, delikatnie smagając ciało i uczepiając się wszelkiej sierści. Mimo przyjemności dla oka, dłuższy pobyt wśród tego piękna mógł kosztować zdrowie, toteż w Jaskini nie było tłoku, ale na pustkę również narzekać nie sposób. Połsmoczysko znów leżało tam, gdzie niegdyś, nie na spodzie groty, na wilgotnym mchu i błocie. Błękitny kamień znów ożył, rozciągając się z głuchym łomotem wydawanym przez jego zdrętwiałe kości. Odezwał się po chwili.
 - Przygotujcie ogień, mleko, skóry i strawę. - Nośny ma głos, więc choćby tylko półgłosem mówił to cała polana by usłyszała. Wszelkie rozmowy ustały, a dotychczas wesołe spojrzenia ze zdziwieniem zlustrowały Seth'a. Skoro zwrócili na niego uwagę powiedział, nim jeszcze się kto ruszył. - Nie dla nas, a dla gościa. - mówił. - Przyrządźcie gęsi udziec dla małej dziewczynki, miękkie mięso łatwo strawi...
Nietrudno było o poruszenie w tej sytuacji. Wiadomym było, jak półsmok nienawidzi dzieci, a jeszcze bardziej ludzi, a tu znikąd każe przygotować gościniec dla dziewczynki. Przynajmniej nie trzeba też było prosić drugi raz, bo i każdy zrobił, o co proszono.

***

A lisica, kocica i mały gość wciąż był w drodze.
 - Nie zamykaj oczu, panienko, już widzę ogień z naszego domu. - Oznajmiła kocica, by dodać otuchy małej. Pomogło, bo podniosła główkę, by obejrzeć wspomnianą jej grotę. Księżyc nie świecił tej nocy jasno, tylko pół jego obręczy wisiało na niebie, więc światło z Jaskini widoczne było jak na dłoni. Lisbeth wyprzedziła towarzyszy i pierwsza wbiegła do środka.
 - Seth, jest... - przerwała. - A..., nieważne. - skończyła widząc, że nie musi uprzedzać o przybyciu Error z małą niespodzianką.
Niedługo potem zjawiła się też lisica. Złożyła ciężar obok ognia. Któreś ze zwierząt otoczyło ją baranią skórą, a i jedzenie było już niemal gotowe.
 - Jakże wielka ulga dla kręgosłupa, Error Buen. - powitał ją półsmok, kiedy resztami sił wspinała się do niego.
 - Kpij, póki możesz. Nie życzę ci, żebyś musiał choć jeden mięsień nadwyrężyć tak, jak ja całe ciało... - powiedziała z przekąsem, choć czuć było rozbawienie w jej głosie. - Skoro wiedziałeś, że przybywa, - kontynuowała - to pewnie siedzisz już w jej głowie, jak sądzę...? - było to polecenie, po prostu "zrób to". Półsmok pokiwał jednak przecząco łbem.
 - Nie. - zaprzeczył. - Wiedziałem, że idzie, bo wy mi to powiedziałyście. - Odpowiedział, kiedy i Lisbeth do nich dołączyła.
 - Seth nie potrafi wnikać w dzieci. - Wyjaśniła, na co ruda skinęła.
 - Nikt nie potrafi. - mówił dalej po chwili, - Ta skaza to istny dowód na historię o Jedynym Słusznym Panu. - Nie czekał już na zapytanie, co ma na myśli, nie przerywał. - Skoro ta dziewczynka zjawiła się tutaj przez wielkiego kruka na chwilę przed poświęceniem jej Davidowi Walkerowi znaczy, że jest wyjątkową nawet wśród dziewcząt, które miały ponieść ofiarę i skrywa wielkie sekrety nie tylko samego Davida Walkera, ale i całego świata, który stworzył. Nawet datę jego końca i początku. Jeślibym mógł ją poznać, stałbym się równie wielki, jak i Jedyny Słuszny Pan.
 - Więc co tu robi? - zapytała lisica, kiedy Lisbeth milczała słuchając. - Z taką wiedzą zasługuje na pomoc, nie poradzi sobie z takimi sekretami. Powinna być martwa...
Nastała chwila milczenia. Ani z zewnątrz nie dochodził żaden istotny dźwięk. Pohukiwania sów, trzeszczenie gałęzi i granie owadów. Delikatna mgła wlewała się do środka, widocznie zarysowana przez blade światło księżyca, nadające chmurze kolor mleka.
 - Winna otworzyć portal, nim umrze. - dopowiedział samiec. - Sam Jedyny jej nie pozwolił, ale pewno nie z litości. Skoro do niemal samego końca wszystko było jak należy... - zastanowił się. - Pewnym jestem, że powstały portal stworzyłby komplikację.
 - Sugerujesz, że...?
 - Sugeruję, - przerwał jej. - że jeśli otworzono by przejście tego dnia, coś poważnie zagroziłoby nie tylko nam, ale i Davidowi Walkerowi...

***

Koniec.
Nie wiem, kto ma pisać dalej. Pokłóćcie się o to.

14 stycznia 2013

Jedyny Słuszny Pan #1 [Error]

13 stycznia 2013


Jedyny Słuszny Pan #1

Wtedy właśnie zapadła ta niewymowna cisza, zdająca się wwiercać ciężkim przygnębieniem w czaszkę lisicy. Uroczystości dobiegły końca, a całe stado milczało teraz tuż przy miejscu spoczynku Kitsune. Śnieg nieprzerwanie prószył, ogromne płatki leniwie spadały na pokryte swoimi bliźniakami poszycie. Łkanie stało się teraz przyciszone, wszyscy wiedzieli, że jedyną możliwością na ciąg dalszy jest twarde utrzymanie się na nogach - zima robiła z nas odrobinę aspołecznych, głód, mróz i choroby chyba po raz pierwszy tej pory roku ucięły nasze regularne, radosne spotkania w jaskini. Rozłam teraz mógłby pociągnąć coś strasznego. Wtedy niebo przeciął ogromny kruk. Jego wielkie skrzydła uderzyły powietrze, osuwając płachty śniegu z koron drzew. Zdawał się być niemal tak wielki, jak nieboskłon - jego rozmigotane pierze było wiatrem.  I wszyscy zawiesili na nim wzrok. I nikt nie powiedział słowa.
 ***

- Nie bądź już taki cwany, Sir. - Rdzawa samica żwawo kłusowała przed siebie, podobnie jak jej potomek. Na jej mordce pojawił się zawadiacki uśmiech. On prychnął i żachnął się teatralnie, zadzierając pysk.
- Nie wyobrażasz sobie nawet ile poświęcenia wymagało ode mnie, żeby ten baran wreszcie uwierzył. - Lis zamilkł i nagle zamarł w bezruchu, ryjąc łapami w śnieżnej masie.Wpatrzył się w ciemny punkt, odcinający się kontrastem od bieli podłoża.
- Tam coś jest. - Konspiracyjny szept uwieńczył głośnym przełknięciem śliny.
- To Lisabeth, mistrzu intryg. - Ruda parsknęła śmiechem, delikatnie pociągnęła go kłami za ucho i ruszyła ku kotce. Gdy była już wystarczająco blisko, pewny uśmiech odrobinę jej zrzedł - spojrzenie czarnej ogniskowało się u zacienionych stóp drzewca nieopodal. Dochodziło stamtąd cichutkie, szarpane spazmami łkanie. Zwolniła i już otworzyła pyszczek, chcąc przemówić do gotowej do skoku Lis, ta jednak ją uprzedziła.
- Siedzi tam od trzech godzin. Wciąż płacze i mówi, a jest tam sama. Bełkota o przeklętym szamanie, rzezi kruków i wszystko wskazuje na to, że jest obłąkana. Krwawi, ale przeżyje tu jeszcze do rana. Później znajdzie ją ktoś równie głodny. Mam wrażenie, że to ludzkie szczenię. - Zdała relację. Po cóż siedziała sama, odmrażając łapki, obserwując człowieka przez godziny? Już wspominałam o tym, jak mieszkańcy Stada Nocy stali się odrobinę zdziwaczałymi dezerterami.
- Zaprowadźmy ją do Wielkiej Jaskini. Jeżeli ma umrzeć na tych terenach, to tylko po naszej decyzji. - Odparła druga. Wtedy też Syriusz, który wcześniej czając się obchodził Lisabeth, by upewnić się czy faktycznie nie jest zabójczym stworzeniem wielkości jego ogona, natrafił wzrokiem na zacieniony obszar pod drzewcem, z którego w objęcia światła księżyca wyłaniała się blada rączka, tuż przy jego łapie.
Nie trzeba tłumaczyć, że w mig zapomniał o swoim planie pozostania nieuchwytnym i niezauważonym. Z jego niepozornego gardła wydał się paniczny skowyt, ciskając śniegiem na boki, oraz dziewczynkę dobiegł do Error i Lis. Wściekle dysząc zdradził i umiejscowienie dwójki, łapa lisicy powędrowała w stronę pyska, w geście bezgranicznego załamania.
Rączka pędem schowała się w cieniu, a łkanie ustało. Ona widziała zwierzęta, a te jej nie, wyjątkowo stronniczy układ. Lisica wystąpiła na przód.
- Nie bój się, ludzkie szczenię. Pojawiasz się na terenach Stada Nocy, winnaś teraz udać się z nami do jaskini. Tam - "zależnie od naszej woli, śmierdząca łysa istotko." pomyślała - dostaniesz coś do jedzenia, a także schronienie w zamian za przysięgę, że nie przybywasz ze złymi zamiarami i wyjaśnienia co właściwie tu robisz.- przemówiła. Na moment przymknęła ślepia, by zaraz potem brzeg drzewca zajął się płomieniami, oświetlając dwunogą. Ogień nie trawił drewna, ale i nie dostarczał ciepła, swoista atrapa - przydatna, mało kłopotliwa sztuczka.
Dziewczynka miała długie, czarne włosy, delikatne rysy bladej buzi, napuchnięte policzki i duże, brązowe oczy, które mieniły się teraz płomiennymi barwami, łypały przerażonym, zmęczonym spojrzeniem. Trzymała w dłoni małą laleczkę, kilka skrawków materiału obszytych grubą, ciemną nicią. Zaraz wstała i ukłoniła się. Jej chude nóżki ledwie ją utrzymywały. Potwornie się trzęsła, mimo warstw otulających ją koców.
- Jestem Grace, a to Millvey. - Przedstawiła i lalkę. Jej głos wciąż drżał. - Pochodzę z miasta przy górach Dangey. Mam osiem lat i mama mówiła, że jutro mój wielki dzień, wybrali właśnie mnie, żebym została oblubienicą Jedynego Słusznego Pana. - Słodki głosik łamał się coraz mocniej. - I w nocy porwał mnie wielki, czarny ptak. Nagle znalazłam się wysoko w powietrzu, nie mogłam się poruszyć, nie mogłam - Rozkleiła się na dobre, zasłoniła umorusanymi rączkami oczy. Łzy wielkie jak główki kapusty toczyły się po jej policzkach.
- Porwał i wyrzucił tutaj? - Włączyła się Lisbeth, stawiając na sztorc czarne uszy.
- Powiedział, że zostałam ostatnia, więc jeszcze nie czas na moją śmierć, że jestem potrzebna. - Ledwie dało się zrozumieć co mówiła mała. - Głupi ptak.
Lisica spostrzegła, że to nie bród zalega na rączkach dziewczynki, to złowieszcza barwa odmrożeń. Decyzja była szybka i słuszna - ruszyliśmy do jaskini, by rozgrzać ją ogniskiem i wspólnie zastanowić się nad przyszłym losem.


***

Yayayaa. Moim zdaniem w fabule za bardzo narzucono tok, ale generalnie w moim łepku zapowiada się dobrze. Następni Lisbeth, albo Seth w jaskini - wedle uznania. Żeby zrozumieć trza przeczytać fabułę.

Lis, propsy, ogromne propsy za fabułę, jesteś moim mentorem, maaaan.
I proponuję nazwać szereg tego opowiadania "Jedyny Słuszny Pan"