Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogniska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogniska. Pokaż wszystkie posty

2 października 2010

Ognisko 10.09.2010 r.

02 października 2010
Ognisko 10.09.2010r.
Ponieważ to było wieki temu nie do końca pamiętam co się działo. No ale, na początku nikt nie chciał nic robić i ja się obraziłąm i poszłam ale wróciłam. No i potem Naomi wyciągnęła elektryczne ognisko xD A potem Mleko zaczęła budować zamek z klocków lego i zaczęliśmy rzucać się pomysłami. No i Łomek wpadł na pomysł z teatrzykiem 8D Najpierw się zrobiło zamieszanie, bo wszyscy naraz krzyczeli kto chce być kim, ale potem jakoś ich razem z Nap ogarnęłyśmy i wszystko się ustaliło^^

Pisali: Anaid, Aldieb, Naomi, Dag, Scarlett, BH, Aspeney, Jenna, Corey, Hekatomba

Wystąpili:
Szalony naukowiec (Dag): niski, siwy staruszek, który uciekł z psychiatryka, gdzie oczywiście zamknięto go - jak sam uważa - bez żadnej przyczyny. Aktualnie zamieszkanie ma w grocie, która pomimo napisu „TAJEMNICZE LABORATORIUM - WSTEP WZBRONIONY” jest tajna. Przeprowadza on tam różne dziwne eksperymenty... ma też swojego wyimaginowanego przyjaciela - różowego jednorożca. :3
Krasnal (Al): krasnal, kurdupel, długa broda, o którą sie ciągle potyka, ma na łbie taki fajny kapelutek.
Seksowny rycerz (As): Tak jak moja humanoidalna postać, co do wyglądu fizycznego - rude, półdługie włosy, lekko falowane. Blada cera. A ogólnie strój taki – http://www.ablazingly.com/britney-spears/pictures/2004/pepsi-advert/britney-spears-gladiator.jpg
Dzikus1 (BH): http://img844.imageshack.us/img844/9039/beztytuunzl.png
Dzikus2 (Scarlett)
Król (Anaid)
Królowa (Naomi)
Książę (Corey)
Rycerz (Jenna)
[reszta opisów gdzieś się zawieruszyła… xD ]


*Powiększyła zamek lego do rzeczywistych rozmiarów i wgl przeniosła ich do magicznej krainy *XD
No więc... może zaczniemy imprezę? o.O *włącza muzyczkę rodem ze średniowiecza.* o.o" eee... sory ^^" *kopnęła radio, żeby się uciszyło* no to jazda na granat! osoba pisząca na czerwony xDD proszę naukowca na salę! 

(miejsce: laboratorium naukowca; czasy: eeee o.o; okoliczności: zbliża się wojna, bo księżniczka została porwana, a naukowiec stara się ją uratować, bo się zabujał)
Naukowiec: Niski knypek, o siwych włosach biegał po swoim 'tajnym laboratorium', jak zwykle był nadpobudliwy. Czuł w swoich starych kościach, że nie będą to łatwe lata dla Legolandu, ponieważ zbliżała sie wojna...
Tak.. WOJNA! I to właśnie ten psychol ma uratować tą krainę od tak straszliwego losu...
Krasnal: Krasnal idąc właśnie do pracy z radosnym śpiewem na ustach "Do pracy by się szło, hej ho! hej ho! " Zauważył grotę z napisem "TAJNE LABOLATORIUM". Wszedł tam z nadzieją, że wywinie się od pracy, ale wchodząc potknął się o za długą brodę i upadł prosto na jakieś urządzenia i było takie jedno wielkie < BUM! >
(miejsce: zamek Króla)
Król: Król siedział znudzony na tronie, a obok jego żona. Zygfryd od zawsze kochał swój szlafrok. Uwielbiał go. Korona była przekrzywiona, trzymała się na jego półdługich włosach. Król pogładził brodę w zamyśleniu, natomiast jego śliczna, zagraniczna żonka ucha chana nawijała mu coś do ucha. Gadała coś o najnowszych trendach i że ich córkę porwano. I wtedy: OLŚNIENIE! Król się skapnął, że jego córkę porwano i należałoby ją uratować.
(miejsce: pod murami zamku)
Seksowny rycerz: Aspeney stała przed murami zamku, patrząc na swoje paznokcie i mrucząc coś pod nosem. Westchnęła, niczym szlachcianka. Nagle rozległ się krzyk króla. Przeraźliwy, głęboki. Księżniczka zniknęła! Wypięła dumnie pierś i zatarła ręce, biegnąc po konia. Wsadziła kij między nogi, na którym z jednych końców znajdował się koński łeb. "Pędź, mój koniu!" wydukała dumnie, "klepiąc" rumaka po zadzie. Ruszyła w stronę wzgórza.
(miejsce: gdzieś tam)
Dzikus1: Dzikus (Koń w skórze jaguara) właśnie nawołuje swojego towarzysza: YOYOYYOYYO. Kiedy już go przywołał rozpoczyna się ceremonia przywitania: ŁELELE TUPAKU GOE. (Czyt. Siema Eniu). Dzikus w skórze jaguara ponownie zwrócił się do towarzysza: TITIKUMKUM (WBIJMY IM DZIDY W ŁONIAKI, Nie wiem kto wymyślał ten słownik), TAM IKE PUPAKI (Tam jest dziewica!). [JAK W FILMIE PRZYRODNICZYM]. 2 osobowe plemię wyruszyło w stronę zamku.
(miejsce: zamek)
Królowa: *Zapłakana królowa zwróciła się do męża* kochanie, nasza córka zginęła! (poinformowana ostatnia, jak zwykle xD) Jak ja teraz przeżyję te noce i dnie bez niej?! Zostałeś mi tylko ty! Spedalony, stary, dupek, interesujący się tylko udami własnej córki! Ty... ty... potworze *wybiegła z płaczem do sypialni, gdzie rozbeczała się jeszcze bardziej, aż z pokoju zaczęła cieknąć woda... wprost do laboratorium naukowca*
(miejsce: Laboratorium Naukowca; pod murami zamku)
Dzikus 2: Spanikowany naukowiec nie wiedząc co ma robić zaczął podstawiać garnki, żeby tylko jakże słone łzy nie zalały Jego dorobku życia w postaci dwóch buteleczek własnego bimbra. W między czasie 2. osobowa ekipa właśnie szturmowała na zamek, nie wiedząc jak się do niego dostać. Dwa dzikusy, obmyśliły genialny plan... - Ya taka e! [zapukamy do drzwi!] - Waka waka ee... [ja bym zadzwoniła]. I jak obmyśliły, tak wykonały...
(miejsce: Tajne Laboratorium Naukowca)
Naukowiec: Staruszek nie wyrabiał już z podstawianiem garnków, więc wpadł na genialny pomysł. - Ej ty! Krasnaaal! - krzyknął głośno budząc tym samym swojego pracownika z dziwnego amoku marzeń erotycznych. - Ile razy Ci mówiłem, żebyś naprawił to niebo!? - Ale jego sługus go zignorował. Tymczasem wyimaginowany jednorożec postanowił wziąć sprawę w swoje ręce i zaczął skakać z nogi na nogę, jakby mu sie chciało do toalety, rżąc przy tym niezrozumiale. Po krótkiej chwili naukowiec zorientował się co robi jego przyjaciel i również dołączył sie do tańca słońca.
Krasnal: Krasnal zaczął kręcić się po laboratorium unikając rąk, nóg i wyimaginowanych kopyt, które wiły się we wszystkie strony i zaczął szukać lepszego miejsca to spania. Jednak gdy właśnie chciał się położyć pod stołem z daleko daleka bardzo daleko dało się słyszeć dziwne odgłosy.
(miejsce: zamek)
Król: To król darł się w niebogłosy, bo nie mógł znaleźć swoich ulubionych skarpetek. Wziął jakieś śmierdzące z brudów i nałożył swoje bambosze. Narzucił na plecy swój ukochany szlafrok i założył koronę. Poczłapał do sali tronowej, gdzie jego żona, królowa, prowadziła ożywioną rozmowę z jakąś nadworną. Zygfryd III klapnął na tron i oparł głowę na ręce. Ziewnął przeciągle. Kolejny dzień nudów. No i kolejny dzień poszukiwań zaginionej córki. Ale kto by się tym przejmował.
Rycerz: Nagle do sali króla wbiegł jakiś niesforny rycerz z bananem na mordzie. Władco Mój! uratuję ci córkę! Choć nie mam pojęcia gdzie ona jest!! - Zagrał to teatralnie a potem padł na ziemię z jakimiś dzikim chichotem
(miejsce: pod murami zamku)
Książę: Do zamku podążał on! Dawno zapomniany przez rodziców i w ogóle prawdopodobnie nie chciany powrócił do królestwa i przyniósł koszyczek z niespodzianką. Jechał a raczej czołgał się na białym wierzchowcu zwanym Tadzio który bardziej przypominał kucyka. Dobrnął do bram, zszedł z rumaka i rozejrzał się za żywą duszą. Lecz tyle zobaczył co ślepy, więc zaczął dobijać się do drzwi głośnym waleniem i wołaniem po imionach.
(miejsce: zamek)
Król (chyba xD): Król wyjrzał przez okno i zobaczył jakiegoś gostka strojącego przed bramą. Ponownie włożył bambosze i poszedł otworzyć drzwi. (XD) Widząc jakiegoś knypka przyjrzał mu się uważnie, jednak wpuścił. Pogadali, pochichrali się, powspominali lata, które mało kto pamięta i poszli do sali tronowej obmyślać plan wojny... Nawet nie wiedzieli z kim ta wojna, ale mniejsza. W sali czekali doradcy i jacyś ludzie. Większości z nich król nie znał. Był jakiś mężczyzna z trzema oczyma i kobieta z wielkim brzuchem.
Rycerz: Rycerz poczuł się kompletnie zignorowany, dlatego też strzelił focha i wyszedł ukradkiem przez okno. Zeskoczył na ziemię i wskoczył do taczki, lecz po chwili z niej wyszedł, stwierdzając iż to nie jest odpowiedni dlań pojazd. Poszedł więc znów do Króla, by ten pożyczył mu jakiś godny rycerskiej mości pojazd.
(miejsce: Laboratorium Naukowca)
Krasnal: Krasnal przyglądał się jak Naukowiec i wyimaginowany jednorożec przestali tańczyć taniec Matk i Słońc e i wychynęli nosy poza jaskinie. Naukowiec zakrzyknął że czas poprosić króla o okup za księżniczkę więc wysłał wyimaginowanego jednorożca z wiadomością. A krasnal poszedł spać.
(miejsce: zamek)
Książę: Cały czas chodził za królem jak cień. Słuchał wszystkiego o czym rozmawia próbując zrozumieć przyczyny wojny. W końcu się okazało że chodzi o jego niby siostrę ale wiadomo czyja ona była? oO W końcu uznał że czas powiedzieć ojcu prawdę. Prawdę o jego orientacji. Poszedł do tego bardzo delikatnie... TATO JESTEM HOMO. Zrobił pokerface'a gdyż zauważył że kompromituje się przed całym królestwem składającym się z jakiś dziwnych gumoleońskich stworzeń.
Król: Król zrobił wielkie gały (coś a'la O_O). Potem zrobił się czerwony, zielony , a na koniec kredowobiały. Położył dłoń na ramieniu syna i powiedział: Ja też. Od dawna skrywałem tą tajemnicę. Pociągają mnie faceci. Najlepiej umięśnieni w różowych skarpetkach i krawatach z uszami króliczka playboya. ' Król zrobił rozmarzoną minę i spojrzał z dumą na syna. Poklepał go po plecach i z napadu czułości wyprzytulał go. Uronił łezkę i wytarł nos w jego włosy.
Książę: Tym razem zrobił coś w stylu 'are you fucking kidding me' tylko że z jeszcze większym entuzjazmem gdyż takiego przebiegu wydarzeń się nie spodziewał. Teraz dopiero przypomniały mu się te chwile gdy ojciec patrzył na niego dziwnym wzrokiem jakby miał jakieś zbereźne myśli wobec niego, ale zawsze to przeczyło wszelkim granicom rozsądku. Wracając: Młodzian zarzucił czupryną i uśmiechając się nieznacznie przyznał "Nic nie ginie po rodzinie". Przez chwilę pomyślał o matce ale była to jedynie ulotna myśl.
Wszyscy: W tym momencie do sali wtargnął rycerz głośno krzycząc, żeby król pożyczył mu pojazd godny rycerza, a tuż zanim wyimaginowany jednorożec naukowca, z krasnoludem którego za długa broda zaplątała się w jego wyimaginowany ogon. Jednorożec równocześnie z rycerzem wykrzyczał wiadomość, że ma córkę króla i żąda za niego okupu. A sekundę potem do sali wbiegły jeszcze dwa dzikusy nawijające po ich tylko znajomemu języku, a tłumacz dzikusowego ostatnio gdzieś się zawieruszył. xD
Rycerz: Król popatrzył na nich dziwacznie z miną jak by zaraz miał zemdleć. Rycerz wyciągnął z kieszeni drewnianą pałkę i wywrzeszczał - Gińcie potwory! - zaczął nią wymachiwać jednak nie odważył się zaatakować. - Królu daj mi coś abym mógł odnaleźć twoją córkę a ja zabiję ich z gracją! - wywrzeszczał machając jednorożcowi pałką przed nosem.
Król: Król przeraził się nie na żarty. Czym prędzej musiał zebrać wojsko, by walczyć o córkę. Schował się za swoim synem -homo. Westchnął i wyjrzał na chwilę, co sie tam dzieje. Rycerz patrzył na niego groźnie. Król zrobił minę w stylu ' >.>' i wyciągnął z kieszeni szlafroka kij basebollowy owinięty w różowy krawat i skarpetki. Speszony schował swoje skarby, ale zostawił kij. Zaczął nim wymachiwać, jednak przedtem nakazał swemu synowi iść po ratunek, wojsko. Zrobił pozę a'la 'kung fu panda' i ruszył z dzikim wrzaskiem na przeciwnika.
Książę i Krasnal: Mały cudem uniknął śmiertelnego ciosu kolanem... Książę nie dawał za wygraną i natarł ponownie tym razem mniej krzykliwie. Gdy miały paść pierwsze ciosy ze strony krasnala nagle szlachcic stanął jak wryty i spojrzał małemu, brodatemu potworowi w oczy. Krasnal również zamarł w bez ruchu wydając z siebie ciche westchnienie. W ich spojrzeniach widać było pożądanie, a po głowie zaczęły krążyć różne myśli, których głównymi bohaterami byli niedawni przeciwnicy no i może troszkę bitej śmietany i walka w kiślu...
Król, Królowa, Jednorożec: Król z niedowierzaniem przyglądał się tej sytuacji... nie mógł zrozumieć co się dzieje i postanowił działać. Na nogi założył swoje najlepsze skarpety i ruszył ślizgając się po posadzce, zbijając przeciwników łokciami, którzy padali jak kręgle. Dostała również królowa, której odpadł nos (efek złego kleju). Z piskiem zaczęła biec na swoich czarnych dziesięciocentymetrowych szpilkach w stronę króla, aby wydrapać mu tipsami oczy. Ale niestety niezbyt dobrze jej to szło, a więc zawołała jednorożca, który od dawna był jej kochankiem . Dosiadła go i ruszyła w stronę zachodzącego słońca w poszukiwaniu dobrego prawnika.
Ktoś[nie umiem rozpoznać xD oraz dzikusy: Po chwili uświadamiając sobie, że ktoś mu kazał iść po ziomków ruszył z kopyta po niby armię. Ale po drodze zauważył kubeczek z żyłką więc wezwał meidei po czym wyjmując z tylnej kieszonki jeansów swój metrowy różowy wibrator ruszył do bitwy. Wtem zza drzwi wyskoczył naukowiec z jakąś podejrzaną flaszeczką w ręku. Nie wiedząc co się dzieje zaatakował byle kogo a zaraz potem pojawiły się przy nich też dzikusy, które zaintrygowane bitwą zaczęły wrzeszczeć coś w swoim dziwnym języku i dołączyły do naparzanki.
Rycerz: - HARAKIRI DE MAJTOS!!!!! - W tym samym momencie Rycerz wskoczył na jednorożca którego nie było i walnął w łeb jednego z dzikusów tak, że ten od razu padł na ziemie. - We are the Champions!! - wydarł sie rycerz znów na całe gardło tak, że mu mowę odjęło, po czym zemdlał przewracając przy okazji jeden ze stojących garnków ze łzami królowej. W efekcie wszyscy zaczęli się ślizgać i upadać na ziemię.
Dzikus: Ughawnumbutikirik??? Czyli w wolnym tłumaczeniu Co się kuva dzieje???Zakrzyknął jeden z dzikusów, który jeszcze stał na nogach.... Ukgahijiii (Toż to jest niemoralne!!!!) Nachylił się nad swoim zmarłym/upadłym bratem dzikusem i spojrzał na niego z łzami w oczach Uhgatikijmalou (nigdy im tego nie wybaczę) po tym założył gąbki na stopy, aby nie poślizgnąć się w trakcie wypowiadania formułki. Zrobił dziwaczny ruch rękami polegający na podniesieniu wygiętej w łokciu kończyny do góry poczym złapał się za krocze i odtańczył piękny moonwalk i obkręcił się. Wyskoczył do góry i wrzasnął Pikaczuuuuuuu hujkampulmerkij (czyli pikaczu wybieram cię)
Książę: Książę zaczął się lansować między walczącymi i spoglądał dumnie na każdego z sojuszników. Wtem dostał mocny cios w głowę i od tej pory był deptany przez zgromadzenie.
Pikatchu: Wyimaginowany żółty stworek rzucił się na króla który postanowił zrobić sobie przerwę na cheesa...

Nagle cały zamek z klocków lego został wybuchnięto, przez pozostawioną bez opieki kuchenkę gazową Szalonego Naukowca i cały świat przestał istnieć.
[A tak naprawdę zamek z klocków lego został brutalnie zburzony…]

KONIEC.
Aldieb (16:06)

1 października 2010

Ognisko 01.10.2010r.

01 października 2010


Na początek byla dezorganizacja. Potem podpaliłam se ogona ;_; niechcący. >>>Klik<<<
Ktoś zalał nam ognicho więc musiałam sie wszystkim zająć i sama postanowiłam stworzyć drugie, niestety zamiast tego podpaliłam całą polanę Oo' Wszyscy gasili ogień wspólnymi siłami. >>>Klik<<<
Potem przyjechał Strażak Naomi,Pat i Kot, Tabaluga i Bob budowniczy i smerfy XD.>>>Klik<<< ugasili ogień. Następnie zaczęto suszyć polanę i tworzyć nowe ognisko. Około godziny 20:10 ognisko znów płonęło. Wtedy Wróciła Al i zaczęliśmy grać w butelkę.
A potem to mój ukochany internet odmówił posłuszeństwa i dziad sie rozłączył.. Wpuścił mnie dopiero przed 22:00 -.-
Co ja to jeszcze chciałam? Oo' *chwila ciszy*  Chyba nie pamiętam oO'
cóż.. Dobrej nocy.
Jenna (22:24)

17 września 2010

Ognisko 3.09.2010r.

17 września 2010

Pisali: Aldieb, Dag, Naomi, Anaid, Aldrich, Suciune, Teq, Shige

Dawno, dawno temu w dziwnej krainie, żył sobie prosty zwierzak o imieniu Kisiel. Był to konik polny. Swoje imię dostał dzięki pewnej niezwykłej przygodzie, kiedy to założył się z kolegami ze szkoły muzycznej że wybierze się do domu ludzi. Na jego nieszczęście trafił do domu, w którym mieszkał kot żrący owady. Ledwo dostał sie do środka, a już zauważył czatującego nań futrzaka. Kot z oddali zobaczył świerszcza i stwierdził, że dziś go odpuści sobie, gdyż Fretek był zbyt leniwy, i nie chciało podnieść mu się tyłka, w który było mu cieplusio i milusio. Wkrótce wstał i Przewrócił się jeszcze za nim mógł pójść na przód. Upadł na swój tłusty bok, i stracił przytomność. Nasz bohater w tym czasie, wspiął się na stół, na którym był... kisiel. Mały konik niezwykle zainteresowany miską z leistą substancją, postanowił ją zbadać. Tym czasem w pokoju na górze, beztrosko bawiły się małe dzieci, które z upragnieniem wyczekiwały momentu, w którym ich mama, swoim uroczym i niezwykle przyjaznym głosem, zawoła ich na pyszny podwieczorek. Kiedy mały konik polny wdrapywał się po talerzu, a potem po kubku, żeby dotrzeć do dziwnej kleistej rzeczy, mama zawołała swoje pociechy. Dzieci zbiegły z głośnym tupotem po schodach i wskoczyły na swoje miejsca. Przestraszony mały konik polny, nagłym hałasem poślizgnął się i wpadł do kubka z kiślem. "Mamo! Mamo! w moim kiślu jest robaaal! " krzyknęła dziewczynka do mamy, która podeszłą do stołu i wyciągnęła za nóżkę konika polnego. Zaczęła się drzeć wniebogłosy. Matka również zaczęła się wydzierać i po chwili zaczęło się zamieszanie. Brat zabrał go siostrze i mało brakowało, gdy cały lepiący się nasz bohater spadł na ziemię prosto pomiędzy buty panikującej małolaty, która o mały włos go nie zgniotła. W ostatniej chwili konik uniknął zmiażdżenia, gdyż dziewczynka poślizgnęła się i spadła na swój tłusty zad. W tym czasie chłopczyk przyglądał się jak dziewczyna płacze i szyderczo się śmiał. Porwał Konika i wsadził do słoika. Konik tłukł się jak szalony po słoiku, a dziewczynka z krzykiem wytrąciła słoik z rąk chłopaczyska. Młody spojrzał na nią i syknął : "Głupia suka" i próbował rozgnieść Konika, ponieważ już go nie lubił, ale nasz bohater był sprytny jak nikt inny, więc uciekł pod kredens i usiadł sobie. Nagle, wielka łapa należąca do kocura. Było to dość dziwne, gdyż niedawno stracił przytomność po upadku z wysokości 15cm. Nasz bohater konik nie zauważył z początku kocura, ale w ostatniej chwili, gdy kocur chciał go złapać w swe łapska umknął w jakąś stronę. ''Czy aby na pewno było to dobre rozwiązanie?'' gorączkowo rozmyślał konik. Oddychając ciężko próbował ocenić na ile jest bezpieczny. Okazało się, że kot nie miał prawa go dosięgnąć. Odetchnął z ulga próbując obmyślić plan ucieczki z tego jakże strasznego miejsca. ''A myślałem, że szkoła muzyczna to jest dżungla... myliłem się.'' Mruczał pod nosem i cichutko wspominał wszystkie jego przeżycia, zarówno te przyjemne jak i te mniej. Czas leciał nieubłaganie. Minęło jakieś 5minut. Kocur zdążył się znudzić i poszedł spać na parapecie w ciepłych promieniach słońca. Tymczasem konik polny, tak się zamyślił, że nie zauważył kiedy mama dwójki dzieci zaczęła sprzątanie domu. Wyjęła wielki kamień z długim ruszającym się wężem. Bardzo zaciekawiło to małego konika, ale jednocześnie przeraziło. I wtem potwór ryknął ogłuszającym głosem i zaczął żerowanie. Sunął swoją paszczą po podłodze wciągając wszystko co napotkał na drodze. Konik polny siedział skulony, tuż przy ścianie, mając nadzieję, że tu potwór go nie znajdzie… Jednak paszcza była coraz bliżej. Konik był przerażony. Zaczął panikować. Usiadł, po chwili wstał, usiadł i siadł. Był strasznie zdenerwowany. Zrobił wielkie gały, bo zobaczył swoją matkę, która grała na nerwach ludziom. W końcu kot ją dopadł i wciągnął nosem. Matka szamotała sie w nosie kota i wypadała zła na syna. Po chwili spojrzała na swoje dzieci i odtańczyła taniec szczęścia. A konik? A konik korzystając z okazji wskoczył na krzesło, potem na stół i próbował uciec. Co sie okazało, nie był z niego mądry owad, więc znowu wskoczył do kisielu. Nagle przypomniał sobie że ma umiejętność pływania w kisielu poziom 19, więc z łatwością wypłynął na powierzchnie. Przypomniał sobie wtedy o swojej matce, która pojawiła sie z nikąd, więc szybko po nią wrócił, wyciągnął ją z kociego nosa i razem uciekli z jadalni. Wtedy, matka Kiśla uruchomiła swoją tajemną broń. Ta tajemna bronia była 3 metrową packą na muchy. Już miała tej packi użyć, gdy nagle... Kisiel wyskoczył przez okno nie myśląc o tym co stanie sie z jego nazbyt odważną, lub może naiwną i nieco niezrównoważoną matką. Zmizerniały, lepki i wycieńczony ruszył powolnym krokiem w drogę powrotną. Niestety oszałamiający zapach truskawek bijący z mazi na nim pozostałej nieco go oszołomił i ruszył w zupełnie innym kierunku. Szedł dalej i dalej. Trawy robiły się coraz wyższe, a cała okolica ciemna i przerażająca. Konik mimo to dzielnie szedł dalej. Nagle wszystko ucichło, wokół nie było chyba ani jednej żywej duszy. Nawet biedronki, które wcześniej niemiłosiernie plotkowały, zostały chyba w innej części łąki. Konik polny pomyślał, że dobrze by było umyć się z mazi, która go oblepiała, ponieważ utrudniała mu poruszanie się. Dlatego zaczął szukać rosy, w której mógłby się wyczyścić. I kiedy tak szukał, pośród wysokich traw, nikogo nie spotkał, co bardzo go zasmuciło, mimo to szedł dalej. Gdy nie spodziewał się, że już nigdy nie ujrzy nikogo ze swoich przyjaciół, nagle między dwoma truskawkami wyłoniła się głowa gąsienicy, jego starej przyjaciółki. Najpierw się ucieszył, ale zaraz potem przeraził, widząc minę Magdy[tak ściągnęłam z Pszczółki Maji xD ] Magda pisnęła i on pisnął i piszczeli w trawie. Nagle obydwoje się uspokoili i wymienili uśmiechy. Magda zaprosiła naszego bohatera na herbatkę i ciasteczko. Konik chętnie udał się razem z nią, do jej domku w muchomorze. Wtedy napotkali wielkiego gila! A on biedny pisnął widząc ich i uciekał krzycząc "chcą mnie zjeść bo myślą, że jestem Kiślem!". Kisiel popatrzył na gluta i roześmiał się. A potem wraz z Magdusią udali się nad pobliską rzeczkę. Gdy doszli do celu, napotkali się na Wściekłą Kaczkę Mutanta. Kisiel nie widział w niej nic strasznego, więc zapytał odważnie: "Ktoś ty?". Na co Kaczka odpowiedziała "Kogut Mały". "Jaki znak twój?". "Żuczek Mały" (dalej nie pamiętam xD). Kaczka nagle dostała szału i zaczęła tańczyć taniec hula. Kisiel dalej miał pokręcone po jego niezbyt dawnej kąpieli w kiślu, więc z chęcią przyłączył się do niej. A Magdusia? A Magdusia uciekła gdzie pieprz rośnie, bo przypomniała sobie, że jej się w domu skończył papier toaletowy, więc biegiem musiała iść do Żabki, bo zaraz zamykają. Tymczasem Kaczka i Kisiel tańczyli w najlepsze, kiedy przybiegła do nich z przeraźliwym wrzaskiem matka konika polnego i wymachując na wszystkie strony zakrwawioną już packą na muchy, robiła rozróbę. Wystraszona Kaczka padła na zawał, a Kisiel zakończył swój żywot jako jedna z ofiar swojej matki, która była nieobliczalna. A morał tej bajki jest, krótki i niektórym znany - nie zostawiamy w potrzebie mamusi, bo potem z jej rąk skonamy.

Koniec.
Aldieb (16:25)

27 lutego 2010

Ognisko (27.02.2010r.)

Wyszło trochę nieskładnie. Części pisane przez Glolę, są łątwo rozpoznawalne. |D Właściwie to dzięki niej [i kilgorku innych osób] było tu coś więcej niż krwawa masakra Oo"
____________________________________

Pewnego razu w lesie na przedmieściach żyła gromada spaczonych genetycznie wilków, które żyły w ściekach ulicznych. Żywiły się one zaś ludzkim mięsem. I kiedy pewnego dnia, jeden z nich, chciał zjeść jakiegoś ludzia, ludź wyciągnął nóż i pognał za nim. Zauważył ich podziemne-ściekowe miasto. Wtedy zrobił krok w tył na widok ilości zwierząt. Podreptał więc do swego przyjaciela, który miał na imię Tadeusz. Stary znajomy kazał mu iść do jakiegoś spiecialisty, ponieważ nie uwierzył w jego opowiadania. Gdy znalazł się u lekarza, ten znając się na kłamcach, poszedł za nim w miejsce, gdzie wcześniej żyły potwory. Znalazł tam olbrzymiego członka stada. Ten kierując sie instynktem mordercy chciał rzucić sie na człowieka. Zrezygnował jednak ponieważ przywódca tej dziwnej watahy powstrzymał go stanowczym gestem .Sam podszedł do ludzi oblizał się i rzucił się na Tadeusza rozszarpując mu gardło. Odrzucił bezwładne ciało na ziemię. Podszedł do mężczyzny, który kiedyś go gonił i przemówił, zniekształconym, przez nie dostosowaną do tego krtań, głosem. Człowiek zblakł i zapewne dostałby zawału, gdyby nie to, że olbrzymi wilk, uprzedzil reakcję ciała i rzuciła się na niego, rozszarpując mu brzuch. Mszcząc się, zostawił go z wnętrznościami poza ciałem, po czym ruszył w strone ciemnego miasta. Myśląc gdzie mógłby się znów posilić. Skręcił w wązką uliczkę, kiedy przyszedła Glola, drąc się "PIS AND LOV DUPKI!". Rozdzieliła ich i każdego z nich opieprzyła. Posklejała rozgryzionego człowieka, i pociągnęła głównego wilka i ludzia za łapę i rękę, na wielką zieloną polanę. Tak zagrali kilka razy w "stary niedźwiedź mocno śpi", po czym wilk postanowił, przedstawić Gloli i człowieczkowi swoich przyjaciół, ale przyjaciele żyjący w ściekach, byli wygłodniali, po za tym nienawidzili ludzi, i zjedli ludzia, natomiast Glole przywitali z radosnymi uśmiechami, bo Glole wszyscy kochają |D i potem zaprowadzili Glolę do ... wielkiego pomieszczenia na środku którego była ustawiona scena. Wbili ją w spódniczkę z liści palmy, założyli kokosowy stanik i kazali jej zatańczyć dla nich taniec hula. Nie szło jej na początku najlepiej, parę razy potknęła się o własne nogi i spadła ze sceny z wielkim hukiem ku u ciesze publiczności która kochała porażki innych. Zaczęło jej już dobrze iść, kręciła bioderkami [XD] gdy wtem ktoś wszedł do sali. Był to zespół "MEGA HOOLA DANCE", więc Glola miała teraz podkład muzyczny. No i oczywiście szło jej o wiele lepiej. Cała sala bawiła się już doskonale, przy dźwiękach radosnej muzy, kiedy nagle usłyszeli trąbki "HOTN" oo''. Wtedy Miriel wpadła do sali, drąc się, że HOTN też się wkręca i tak wszyscy sobie tańczyli, ale niestety HOTN liczy 86 osób, i raczej wili się jak puszki w sardynce, bo pomieszczenie było dosyć małe... Wtedy Ser wymyślił, że można by przynieść coś mocniejszego, więc poszedł do nocnego po trzy skrzynki 100% czystej. Kiedy wszystko się rozkręciło na maxxxa, nagle zabrakło prądu. Rozległo się pukanie. Prąd pojawił się znowu. Aldieb podeszła do drzwi. Na korytarzu stały dwa wilczury w ciemnych okularach i garniturach. FBI, koniec impry. Nagle zza rogu wyskoczyła gwardia narodowa i stanęli jak wryci. Okazało się że każdemu z nich podobała się jakaś dziewczyna z HOTN. Któraś z nich podeszła do tego najważniejszego i jak to bywa po wypiciu za dużo bez namysłu słodkim głosem zaczęła go prosić żeby pozwolił im bawić się dalej. Gdy nikt nie zauważył Ser poszedł z jakąś dziewczyną spoza stada do innego pomieszczenia a on wrócił już bez niej (dla wyjaśnienia.. najadł się xD) nikt nie zauważył że wrócił. FBI weszło do pomieszczenia z Gwardią narodową i puścili na fula muze. Ten najważniejszy zaczoł sie wydzierać "KTO NALEWA?" zgłosiła sie Luna i nalała każdemu, a że była pijana wpadła do fontanny z galaretki i tak keżała... Impreza trwała w najlepsze. Nagle Luna stwierdziła, iż zabrakło trunków. Gwardia poszła po jakiś browar. FBI zaczęło się kąpać w fontannie z galaretką. Po chwili przyjechała gwardia z cysterną pełną browca. Ale.. Ups... Przy parkowaniu potrącili Revię. Syr rzucił się na ścierwo i zeżarł co do okruszka. Po chwili wilczur pobiegł do wc i zaczął się drzeć: aa!!! rozerwie mnie! No nie wytrzymie! Inni tylko słuchali. Zachwycona Al załatwiła samą siebie. Duch Al wyszedł z jej ciała i zabił wszystkich po kolei zapominając o... Syriuszu., który ciągle kitował w wc. Duch podszedł do drzwi i nagle pojawił się kolejny duch smrodu Syriusza xD Tymczasem.... Syr: Aaaa1!! mój zad!!! NIe wytrzymię!!! W końcu z jego zada wyszedł kosmita i zeżarł wilczura. Po chwili kosmita robił to samo co Syr. i tak w kółko. Potem nastąpiła masowa panika, wszyscy się nawzajem pożarli, oprócz kosmity. Kosmita zeżarł sam siebie. A potem ziemia się zawaliła[bo to się działo w podziemiach] i wszelkie dowody zmutowanych wilków, narodowej gwardii, FBI i całej reszty, oraz wielkiej imprezy zostały pochowane na wieki.

KONIEC.

Autorzy: Team, Glola, Aldieb, Mamarita, Miriel, Fasola_Szparagowa[Wanaye, Sarabi], Quick Furious, Syriusz, Kirianes Cano, Venus, Luna, Jenna, Akiriana.

13 grudnia 2009

Ognisko 13.12.2009 r.

13.12.2009 r.

(Wybaczcie że dopiero dziś piszę o ognisku z piątku, ale wczoraj rodzice mnie zgonili.)

W piątek wieczorem na ognisku zebrała się niezła grupka osób. Po paru chwilach nudy zdecydowaliśmy się na opowiadanie.
Udział wzięły: Nay, Icee, Teq, Aldieb, ja (Neff), Ven oraz Glola. Oto treść naszego opka, z podziałem kto co pisał.


Był zimny i ponury wieczór. Wszyscy... No, prawie zebrali się na polanie. Atmosfera w stadzie była miła, każdy rozmawiał ze sobą. Inte ostatnia dołączyła do stada z wieścią, że widziała jakąś obcą grupkę wilków. W stadzie zapanował harmider, gdyż nikt nie wiedział kim są intruzi. Dlatego grupa wyruszyła aby to sprawdzić. Po pewnym czasie znalazła jakąś samotną wilczycę, która ryła nosem w ziemi, wrzeszcząc, że boli ją głowa... Zwierzęta postanowiły sprawdzić, o co jej chodzi. (xD) Z dziwną miną do wilczycy podeszła Ven i sprzedała jej kopa w d*** na pobudkę. Ta zawyła z bólu i zaczęła uciekać krzycząc: Nie nie ja nie chciałam! Tequilla pobiegła za wilczycą i złapała ją za kark, zaś reszta okrążyła je. Spytała:
 - O co ci chodzi?
Wilczyca popatrzyła na nich i mruknęła:
- Idą tu oni nas wyrżną...
Po czym wyrwała się i popędziła w las. Stado pobiegło za nią. Po chwili dały się słyszeć obce dźwięki, nikt nie wiedział co to, ale wszyscy biegli tam dalej. Od czasu do czasu między drzewami widać było ogon wilczycy. Glola nagle złapała za ten ogon. i... okazało się że to wąż! Glola poturlała się razem z nim, a wąż ją ukąsił. Wydarła się "AAAA!!" i zjadła węża. Wszyscy patrzyli się przez chwilę z niepokojem na Glolę, czy ten wąż jej nie zaszkodził, jednak wyglądało na to, że nic jej nie jest. Nef coś tam mruknęła, że to dziwne, że wilczyca zamieniła się w węża, jednak nikt na to nie zwrócił zbytnio uwagi, wyruszono dalej, choć nikt nie wiedział dokąd. Nagle Venus krzyknęła. Aldieb kątem oka zauważyła jakiś ciemny cień skaczący z zawrotną szybkością w naszą stronę. Był to olbrzymi wilk. Nie wiadomo z jakiej watahy. Był jakiś tak jakby zmutowany. Wskorzył na Venus, po czym uderzył Nay swoją potężną łapą z niewiarygodną siłą.. Nay poturlała się po śniegu, schowała się za małym śnieżnym pagórkiem i stamtąd spoglądała w bez ruchu na sytuację. Venus z dziką satysfakcją rozszarpała wilka. Krzyczała jeszcze coś w rodzaju "Gińcie strzałki!", czy coś takiego. Potem podbiegła do Nay i zaciągneła ją na bok by nikt jej nie zmiażdżył albo dobił. Tam przywołała medyka. Teq spojrzała na wilczyce z przerażeniem i spytała:
- Nic wam nie jest?
Ven odpowiedziała:
- Nay jest troche chora...
Zabrzmiało to dziwnie wiec niektórzy się roześmiali, zaś Al zadecydowała:
 - Zostańcie tu a my biegniemy dalej.
Biegły przez las i towarzyszyło im uczucie... uczucie czegoś ciemnego, obleśnego i złego. Nef, która biegła razem z Aldieb i resztą wyczuwała że dzieje się coś niedobrego. Po chwili zatrzymały się przerażone, widząc przed sobą wielgaśną czarną chmurę unoszącą się w powietrzu i zmierzającą w naszym kierunku. Teq coś tam mamrotała pod nosem. Wszyscy cofnęli się nieco. Chmura przypomniała coraz bardziej rozpełzającą się mgłę, wyciągającą swoje macki by wszystkich połknąć... Nagle Nef krzyknęła: Za Wami! Obróciłyśmy się z przerażeniem i ujrzałyśmy...

Tymczasem Venus podała Nayshy jakieś świnstwo, po którym było jej lepiej, ale mało nie zwymiotowała. Potem pobiegły w miarę szybko śladami innych. Nagle Nay ujrzała coś, co przypominało wielkiego kalmara, który kłuł jakby krwią. Wszyscy byli przerażeni, gdy w pewnym momencie jedna z obślizgłych macek złapała Inte. Teq skoczyła na jedną z macek co odrzuciło ja daleko. Kalmar trzymał Inte i coś do niej mówił, a Inte go jakby rozumiała. Kalaturn (bo tak na imię miał potwór) opluł wilczyce krwią i puszczając zakrwawioną Inte zniknął pod ziemią. Zaczęła ona sapać w naszą stronę:
 - On mówi że grozi nam wielkie niebezpieczeństwo...
Po czym wstała z obłędem w oczach i pobiegła w stronę polany krzycząc:
 - Ostrzegę innych!
Stado spojrzało na Inte znikającą wśród drzew. Stanęli, nie wiedząc co robić. Nagle zaszeleściły krzaki i wyszła z nich ta sama wilczyca co na początku. Neff patrzyła na nią dziwnym wzrokiem, zapewne coś wyczuwając.
 - O co tu chodzi? - spytałam nieznajomą. Ta uśmiechnęła się delikatnie, wręcz anielsko, jednak w jej oczach można było dostrzec diabelski błysk. Teq nagle się zachwiała i z przerażeniem w oczach osunęła się na ziemię, nie wydając z siebie nawet najcichszego dźwięku. Patrzyłyśmy na nią osłupiałe, a tymczasem biała wilczyca rozpłynęła się w powietrzu. Wszyscy spojrzeli na siebie nie wiedząc co się stało. Nay podeszła do Teq aby sprawdzić czy to coś poważnego, gdy ta nagle ockneła się i jak zaczarowana zaczęła przepowiadać przyszłość. Ven najwyraźniej pochłonęła panika. Rozglądała się to tu to tam i w końcu z wściekłością ruszyła w las.
- Złapię ją! - wrzasneła i tyle ją widziano. Cała  reszta spoglądała na siebie z irytacją. Teq rozpoczynała:
- Uciekajcie uciekajcie! Oni tu będą zabiją ognistego ptaka...
Zwierzęta popatrzyły na nią niepewnie.
 - Mówię wam, przybędą, zabiją jego i nas..
Ktoś z głupawą mina spytał:
 - Kogo?
Teq pokręciła głową:
 - Chodźcie! Musimy ich powstrzymać!
Zaświeciła na zielono i otoczyła grupkę barierą z mocy ziemi. Szli przez ciemny las skupieni w kupkę i trzęśli się z zimna, lecz Teq po wytworzeniu bariery otoczyła ich ciepłem.
Neff słuchała słów Teq ze zdziwieniem. Nagle dały się słyszeć jakieś wycia, wrzaski i śmiechy z polany. Aldieb wysłała Keiichi żeby sprawdził co to, po czym stała zmartwiona przez chwilę, zastanawiając się co robić dalej. Teq mówiła, że zabiją. Ale kto...?

Zwróciła głowę ku niej i z przerażeniem stwierdziła, że otaczają nas czarne cienie, błyskające czerwonymi ślepiami. "A ja myślałam, że już wszystko nas spotkało" -  przemknęło jej przez myśl. Nay popatrzyła na zamyśloną Al.
 - Al... co się dzieje?
 - Popatrz! -  kiwnęła głową w stronę jakichś ciemnych powłok.
 - Co to?  - zapytała Nay.
 - Cienie - odparła. Przerazające czerwone oczy łypały na nas złowrogo i cienie nagle zaczęły gwałtownie rosnąć.
 - To demony -  mruknęła do wilczyc Teq -  a raczej ich cienie. Cienie są groźniejsze od demonów... One są żądne krwi... Krwi wilków... Zabiją nas... Nas wszystkich - powiedziała, zaświeciła na zielono i osłoniła wilczyce powłoką, która odpychała wgryzające się w nią demony. Neferetti patrzyła zdumiona na to wszystko. Wyjęła jakiś kryształ i wyciągnęła przed siebie łapę z nim, pokazując go demonom. Gdy kryształ zaczął emitować jakieś zielone, jaskrawe światło, demony zaczęły krzyczeć, wyć i mimo prób ucieczki zostały przez niego wchłonięte. Aldieb patrzyła z uznaniem na Neff. Dzięki niej, nie będzie już z tymi stworami problemu. Jednak Teq stwierdziła dziwnym głosem, że to był dopiero początek, namiastka tego, z czym będzie trzeba musiał się zmierzyć. Venus, błyskając ślepiami powiedziała:
 - Nie możemy dopuścić, żeby te stworzenia wdarły się na tereny HOTN, musimy się ich pozbyć.
 - No nie wiem, raczej sama sobie nie poradzimy... - powiedziała z  zatroskaną miną Nay. W końcu ustalono, że Inte i Keii zdążą zwołać pomoc i ruszono dalej rozglądając się. Jęki wydobywające się z lasu kazały im przyspieszyć tępa, więc teraz już biegły, gdy nagle Nef zaczęło coś ciagnąć w dół. "Cholera" -  syknęła Teq i zaczęła to odpychać mocami. Po chwili się schowało lecz zaraz zaatakowało znowu. Neff czuła się wciągana, ale starała się z tego wydobyć. Znowu wyciągnęła jakiś kryształ i wykrzyczała jakieś zaklęcie w nieznanym im języku, a runy na jej grzbiecie zaświeciły się na kolor krwistoczerwony. To coś ją puściło i rzuciły się dalej biegiem, ale to nadal je goniło. Biegły jak najszybciej się dało, jednak osłabiona Nay zostawała w tyle. W tym czasie Teq i Neff próbowały się pozbyć nieznanego stworzenia. Nagle Naysha potknęła sie o korzeń, wpadając na Ven. Obie wylądowały na ziemi. Monstrum o spaczonym wyglądzie było tuż, tuż. Nagle Teq warknęła: "Biegnijcie dalej" i zahamowała ostro, po czym zaświeciła na zielono i z rykiem wskoczyła w paszce potwora, który wybuchł od środka. Osłabiona Teq wróciła do wilczyc. Nagle ziemia pod nimi zaczęła się trząść. Teq uspokoiła ją łagodnymi pulsami mocy, gdy ngle nienana czarna energia wydobyła się z niej..

Autor: Nefferetti