Blog ten, pamiętnik, wymyśliły Aldieb, Lady Killer i Gold Fire, podczas gdy to one opiekowały się stadem. Dzięki nim, możecie poznać historię HOTN, historię wybrańców i chwilę z życia osób ze stada. Ten blog powstał by w jednym miejscu streścić wszystkie nasze opowiadania. `Wandessa.

Czego szukasz?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seth. Pokaż wszystkie posty

28 marca 2016

Tak wielu Was było... [Seth]

28 marca 2016

Tak wielu Was było.
Tak wielu zniknęło.
Byłem, nikogo nie spotkałem.
Wróć, gromado. Zrzesz się.



Zniknęliście?
//Seth
Autor: Niewierny Koza


19 komentarzy:

Selene
28 marca 2016 01:33
Jam już powróciła do żywych /aRJUNA


Trutu Lutu
28 marca 2016 12:53
Haha, aż się zdziwiłąm kto się odzywa. XD Siemaneczko, ja zawsze życwa :D

Asmosia.


Darth Andedu
29 marca 2016 09:49
Czyli jednak ktoś żyje kek

Ashek


Niewierny Koza
29 marca 2016 23:36
[Nie chcę już nawet narzekać na tragiczny wygląd bloga, który ktoś zrobił po moim, na który wszyscy przystali. I w ogóle to moglibyście chociaż udawać, że się przejmujecie]


Darth Andedu
30 marca 2016 11:34
Mnie tam nie przeszkadza wygląd bloga. Oczywiście,ze się przejmujemy..no...moze tak z trzy-cztery osoby. >.>


Niewierny Koza
30 marca 2016 20:19
[Mnie boli każdy uszczerbek na tym, co raz odbudowałem i co prowadziłem.]


Baru Saya
30 marca 2016 23:36
[Mnie też sporo boli, ale większość ma to w dupie, więc przestałam się przejmować. Miło mi, że w końcu kto inny podjął inicjatywę obudzenia członków "stada", bo stado to jest tylko z nazwy...]


Niewierny Koza
31 marca 2016 12:55
[Nie wygląda na to, żeby ktoś się tą inicjatywą zapałał.]


Baru Saya
31 marca 2016 15:43
[Nie pierwszy i nie ostatni raz, jak ktoś nie chce się udzielać to siłą go nie zmusisz, nie wiem tylko czemu te osoby się po prostu nie wypiszą. Zorganizuję listę obecności z bardzo krótkim terminem i większymi konsekwencjami za nie podpisanie się. Obstawiam, że większość się wykruszy, w sumie to nawet nie jest mi żal, serio.]


Niewierny Koza
31 marca 2016 19:07
[Zastanawiam się, czy jeszcze jakiekolwiek RPG gdziekolwiek działa. Tak naprawdę działa.]


Baru Saya
31 marca 2016 20:52
[Działa i to bardzo dobrze, przynajmniej na blogu, na którym ja jestem, jego tematyka jest zdecydowanie inna, jednak jest to dobry przykład na żywy blog RPG]


Selene
31 marca 2016 21:19
Mało które teraz działa niestety :c


Niewierny Koza
1 kwietnia 2016 00:16
[Show me, B]


Baru Saya
1 kwietnia 2016 12:56
[ kodama-academy.blogspot.com ]


Niewierny Koza
1 kwietnia 2016 16:19
[Zagłębię się ciut.]


Aldieb
1 kwietnia 2016 20:28
Mnie nie ma. Nie bardzo sie przejmuje. Juz za duzo nerwow i czasu stracilam na to stado. W realu chetnie sie z ludzmi spotkam, ale to wszystko. I nie uwazam by dobrym pomyslem bylo ciagniecie bloga na sile. Nawet robienie list obecnosci. Po prostu powiedziec koniec, zegnamy sie i juz. No ale zrobicie, jak chcecie.


Niewierny Koza
2 kwietnia 2016 13:17
[Indeed, Al.]


Kul Tura
3 kwietnia 2016 12:18
Nie żeby coś, ale ja, Ar i Ash siedzimy na polanie i czekamy, aż ktoś wbiegnie radośnie na polanę.
[Acebir]


Roz
27 kwietnia 2016 21:58
A ja uważam, iż stado które przetrwało tyle czasu powinno ciągnąć dalej, bo wszystko w naturze do nas wraca i proponuję w wakacje spotkanie ;) - Rozalia.

3 listopada 2013

Zawładnijmy tym, co nasze... [Seth]

2 listopada 2013


Zawładnijmy tym, co nasze...

Nie jestem już formalnie wśród Was, lecz ponownie pragnę wtrącić swoje kilka słów odnośnie pewnej kwestii. Zauważyłem, iż Error od jakiegoś czasu zaniedbuje stado, a zastępuje ją Aldieb. Nie wnikam jakie ma wyjaśnienie nasza Alpha, ale chyba szybko go nie przedstawi, bo jak widać jej nie ma. Nie chcę jej osądzać, ani pluć w twarz, bo sam święty nie jestem, ale chcę zasugerować pewną solucję.

Stwórzcie kilkuosobową radę.

Jedna osoba nie zdzierży opieki nad stadem, jeśli nie jest ono zbyt liczne. Brzmi paradoksalnie, ale ma sens. W przypadku większej ilości członków, pewne kwestie rozwiązują się same, a kiedy grono jest mniej liczne, zazwyczaj wszystkie obowiązki spadają na Alphę. Przewija się to przez całą historię HOTN i ma zły wpływ na morale i budowanie stada. Dobrym przykładem będę ja, Tin i teraz Error. Jedna osoba nie daje rady.

Moje dwie sugestie osób do rady to następujące osoby:
 - Aldieb, co jest niezaprzeczalne.
 - Baru, bo jest najaktywniejszy. I pomocny.

Ponadto warto odbudować liczność stada. Naprawdę - spróbujcie zachęcić kilku znajomych, może akurat zachce im się pobawić w stado. Ja właśnie tak się wkręciłem w RPG 6-7 lat temu. Niech RPG znów stanie się popularne.

//obserwujący Was Seth



6 komentarzy:

Syriusz pisze...
[Odbudować liczność stada? Wróć, będzie +1. Mogę postarać się zagadać z koleżanką. Tylko wiecie jak to jest z zachęcaniem. Po jednej akcji komuś może się nie spodobać, bo zmuł jest. Chociaż co do gry to mimo wszystko trochę tam się poprawiło. Co do zmiany władzy. Jakiś czas temu o tym rozmawialiśmy. Wspominaliśmy również Naomi, ale ona chyba ostatnio znów straciła część zainteresowania. Al i Baru na pewno by dali radę. No i Raksha. Najbardziej się udzielają, najbardziej im zależy. Ja mam już coraz mniej czasu i możliwe, że będzie tylko gorzej. ]
Aldieb pisze...
[Seth... Mowilam ci juz wczoraj co o tym mysle... i zdania raczej nie zmienie. A co do mojego opiekowania sie stadem, to ograniczalo sie to do uzupelniania bloga.. no, moze jeszcze paru innych rzeczy. W kazdym badz razie bardzo dobrze robilo mi sie to anonimowo..

I.. hm. Sama juz nie wiem. Zobaczmy co na to powiedza inni.]
Baru Saya pisze...
[ Prawdę mówiąc nie widzę siebie w roli opiekuna stada, chyba, że polegałoby to na niewielkim urozmaiceniu dotychczasowego udzielania się i pomocy. Na brak czasu na razie nie narzekam, ale pomysłów mi już brak, tutejsza cisza jest mało motywująca. Nie zmienia to faktu, że nadal będę się starać. Jeżeli już by miała powstać taka Rada to dobra, mi pasuje. ]
Seth DeKairn pisze...
[Nikomu nie pozwalam być anonimowym w kwestii zasług Aldieb, bo nienawidzę niewdzięczności, a Ty z pewnością na nią zasługujesz.]
Raksha Morte pisze...
[Mogłabym porozmawiać ze znajomymi, jednak oni ani czasu ani chęci na tego typu blogi nie mają, także w tym nie dopomogę. Można spróbować zareklamować się na innych blogach, nie koniecznie stadach, ale zwykłych grupowcach - a nóż widelec znajdzie się ktoś, kto ma ochotę na coś innego? Jak ja kiedyś...
Rada to może i dobry pomysł, aczkolwiek osoby zaproponowane do niej muszą się zgodzić i obmyślić, na jakiej zasadzie będą działać. Jakieś imprezy, eventy, przydzielenie następnej części stadnego opowiadania, zadania do hierarchii? Hm...
Syriusz mnie zaproponował, jednak nie będę sama siebie proponować, bo to nie wypada, a póki co psychicznie i fizycznie z własnym życiem nie wyrabiam - męczarnia ta potrwa jeszcze trochę ponad tydzień, potem postaram się bardziej zaangażować w życie stada, bo zależy mi na HOTN. Może tego nie widać po mej aktywności, a raczej tymczasowym jej braku, jednak jestem za wszystkim, co tylko mogłoby pomóc. Co do zaproponowanych osób zdecydowanie popieram - najbardziej na to zasługują.
Tak od siebie jeszcze - Seth, czyżbyś cichym aniołem stróżem się stał? Hm...]

5 września 2013

Zapamiętani, wspominani. [Seth]

5 września 2013


Zapamiętani, wspominani.

Kim jestem, że pamiętam to,
co było dla tak niedawno?
Pamiętam ogniska i polowania,
kłotnie, rozmowy, pokazy i zabawy.
Pamiętam turniej, pamiętam święta.
Rzadko w nich uczestniczyłem - żałuję.

Pamiętam jaskinię, która była domem,
pamiętam polanę, która była ostoją,
pamiętam jezioro, które było azylem,
pamiętam drzewa, każde z osobna.
Lub kamień, lub kupę trawy.
Każdy miał swoje.

Pamiętam też Was, moi drodzy.
Luno, gdy do Ciebie strzelałem,
Anaid, jak Cię całowałem,
Tin, gdy, jak mogłem, pocieszałem,
Naomi, gdy chyba oszalałem,
Lisbeth, jak kiedy Cię słuchałem,
Raksho, gdy Cię pochwalałem,
Error, gdy się z Tobą zgadzałem,
Aldieb, kiedy Cię nie szanowałem,
Syriuszu, jak to Cię przepraszałem,
Baru, jak o zdradę oskarżałem,
Yuichi, kiedy Cię irytowałem,
tak właśnie o was myślałem,
kiedy to wśród brudu leżałem.

Nie pamiętam wszystkich, przyznam wstydliwie.
Nie pamiętam siebie, bo wstyd mi za to, co robiłem.
Dies Bonus.

6 komentarzy:

Dalia Seron pisze...
Nie trudno się domyślić autora. Czyżby Seth nas odwiedził ?
Lisbeth Morgan pisze...
Czarna kocica właśnie wracała na tereny Stada. Niespieszno jej było, choć łapy niekiedy rwało do przodu, jakby w przypływie nagłego i irracjonalnego niepokoju oraz chęci ucieczki. Mimo dziwnych doznać, nie dała się im ponieść. Stuliła nieco poszarpane uszyska i hardo szła dalej, odpychając nieprzyjazne odczucia na bok. Nawet nie spostrzegła, gdy przekroczyła bramę wyznaczającą tereny Stada Nocy. Aczkolwiek, poczuła to - coś na kształt przypływu energii. Znała te uczucie aż nazbyt dobrze. Jednak po chwili dotarło do niej coś jeszcze. Szepty. Lisbeth zatrzymała się, uważnie nasłuchując. Cisza. Martwa, nieprzerywana niczyim głosem cisza. Omamy, z pewnością. Lecz gdy Lis chciała kontynuować swą wędrówkę, szept znów się pojawił. Znała ten głos. Wsłuchiwała się w niego; mówił chaotycznie, jakby w innym, nieznanym kotce języku, jednakże zrozumiała wszystko - tak bardzo słowa te przepełnione były emocjami i uczuciami. Wśród tej plątaniny wychwyciła swoje imię, które zdało się być aż nazbyt wyraźnie.
- Złodzieju... - odpowiedziała niemal bezgłośnie. A głosy ucichły. I ruszyła dalej.
Luna, Córka Księżyca pisze...
Myślałam, że Cię zabiję, taka byłam wściekła wtedy.
Error pisze...
Zgadzałeś. - Nie uchyliła nawet ślepia, leżąc w ciemnej jaskini. W jej głosie zabrzmiała ironia, nie wiedziała nawet w jaki sposób mogła sprawić by aż tak ociekało nią pojedyncze słowo. - Spierałeś również się rymuje, a wydaje mi się bardziej na miejscu. - Tym razem wypowiedź miała wydźwięk sympatii, jaką niezaprzeczalnie darzyła gadzisko. - Niewystarczający jest twój głos, bestio. - Wymruczała.
Raksha Morte pisze...
Słuchała w ciszy, ogon tylko drgał jej lekko, a uszy poruszały przy wyraźniejszych, znajomych słowach. Przymknęła ślepia, zatapiając się w ciemności, wyłączając inne zmysły, wsłuchując się. Nie analizowała, nawet nie próbowała. Gdy głos umilkł, nie otworzyła fiołkowych ślepi, a tylko kąciki jej pyska drgnęły ku górze, a ogon poruszył się żywiej przy prawym boku.
- Zniknąłeś, a jednak jesteś, Seth - wymruczała pod nosem, gdy wspomnienie przemknęło przez jej myśli. Pokręciła pyskiem z lekkim rozbawieniem, parsknęła cicho i otworzywszy ślepia, pomknęła w ciemność, chowając się w objęciach mroku.
Baru Saya pisze...
*Zastrzygł uchem* Nie jesteś mi w żaden sposób bliski Seth, mimo to dziękuję. [ Nie wiem czy to Twoja zasługa, ale stado ruszyło i mam nadzieję, że cieszysz się mimo spisania go na straty, jakiś czas temu. ]

15 lutego 2013

Dziewięćdziesiąt trzy dni #3 [Seth]

Ktoś kiedyś opowiadał historię o pustelniku z gór, który miał moc i potęgę, by wyciągać z opętanych wszelkiego złego ducha, który na zawsze znikał i więcej nie nękał nikogo. Opowiadali, a coraz to więcej przychodziło, by się upewnić, że żaden demon nie pląta się wśród ich własnych myśli.

Ale z czasem nie wracali.

Nazywano go tak, jak kto chciał. Pustelnik, Podróżnik, Niemowa, Mrok, nieważne. Osnuty wśród ciemnych pnączy ciemnego lasu, gdzieś, gdzie ani jeden promień złotego słońca nie docierał ani o wschodzie, ani za dnia, ani jego schyłku. Drogę do niego wskazywali ci, którzy od niego wracali.

Dlatego tak wielu nie wiedziało, gdzie iść. Nie było nikogo, kto by wskazał ścieżkę przez gnijące ścierwo lasu, którego elementem stał się Pustelnik, Podróżnik, Niemowa.

Już nie jest tym, który miał spłonąć wraz z matką, ani ten, którego mieli oddać śmierci, by nie wyjawił żadnego sekretu. Przebolał to wszystko, mimo, że nie pamiętał, by kiedykolwiek te zdarzenia miały miejsce.
Okrutny świat, który nie pozwala pamiętać.

Jak instynkt przetrwania - Wybierał któreś z Dusz w jednym ciele, by się pożywić. Jednym razem trafiał w Demona - innym chybiał. Tragiczne konsekwencje niewprawnego oka.

Napiętnowany przez los, którego sobie nie życzył, kolejny raz zapominając o tym, kim był, ruszył w dalszą drogę jako ktoś, kogo nie znał. To pewnie postać tragiczna, jednak nie wzbudza niczyjego współczucia...

Złodziej Dusz.

Po dziewięćdziesięciu i jednym dniu wybudził się wreszcie. Nie jako jeden z dziewięćdziesięciu trzech, a jako ten, którym się narodził. Ubiegł się, by jego skrucha dosięgła Dusz, które niesłusznie zabił, a które pożarł i posiadł na własność w sobie.

8 lutego 2013

Dziewięćdziesiąt trzy dni #2 [Seth]

Czujesz? Jak bardzo boli, kiedy stałocieplne ciało opiera się o zamrożoną ziemię?
On czuł. Chłód już wgryzł się w jego mięso, próbując na stałe zatrzymać przy sobie. Krew przetoczyła się przez każdą żyłę w bladej skórze, naznaczając swoją karmazynową sieć na całej jej powierzchni. Chyba jest jeszcze mały, bo jego kruche ciałko nie zdobione jeszcze śliską łuską, ani gęstą sierścią, a jego serce jeszcze nie okryte cierpieniem.

Nie rozumiał słów, które do niego kierowano z ust, ale rozumiał szepty, które prawiono mu z serca. Wciąż wypowiadające słowo, którego nikt nie może pojąć. Tam, gdzie leżał wszystkie gałęzie są suche, każdy liść leży na ziemi i jest szary, jak niebo, jak kora, jak unoszący się w powietrzu pył, jak oznaczone krwistą ścieżką ciało dziecka. Do dziś jest tam wciąż tak samo...


Otwarło oczy, jednak nie widziało tego, co było wokół. Bo tknęli go! Wilgotnym nozdrzem! Ktoś najpewniej przerwał umieranie, wydał rozkaz, by maleńki jeszcze cierpiał, nim odejdzie. By inni również cierpieli...


Tykiet, co "Nic nie znaczy". Powiedziano mu, że tak się nazywa, bo nic nie znaczy. Bo nikt nie zna jego matki, nikt nie widział ojca. Jest ich za mało, by tworzyli stado. Raptem kilka wilczych samców, a dwukrotna ich ilość jest samic. Żadne z nich nie było szlachcicem, żadne szlachcianką. Wszystkie miały brudną sierść, brudne kły, brudne namaszczenie, a to jemu mówili, że nic nie znaczy...

Tykiet przez kilka dni żył wśród nich. Odpoczywał sam, bo nikomu nic nie mówił, na nikogo nie spoglądał. Okryło go rzadkie włosie, jak innych brązowe i czarne, brudne. Nikt nie widział w nim żadnego pożytku. Woleli go zabić, bo mimo, że nabrał nieco siły, nigdy się nie bawił.

Mówiono, że jest chory. To sąd - Milczące dziecko to zły znak. Milczącemu dziecku trzeba przeciąć gardło, by nigdy nic nie mówiło. Może ma w sobie coś złego i nikomu nie może powiedzieć? To pomoc dla niego! - mówili - Nikomu nigdy nie wyda żadnego sekretu!

Nikt nigdy nie dowie się, jak wszyscy zginęli tego dnia.


Złodziej Dusz.

Po dziewięćdziesięciu dwóch
dniach otworzył oczy. Nie jako jeden z dziewięćdziesięciu trzech, a jako ten, którym się narodził. Wrócił pamięcią do mordu, jaki wykonał na siedemnastu wilkach i wrócił tam, gdzie powinny być ich ciała, bo nikt ich nie pochował, by nad nimi się pochylić i pokutować. Seth Della San De'Kairn, czyli Seth Della, syn Ołtarza Spalonych Serc.

15 stycznia 2013

Jedyny Słuszny Pan #2 [Seth]

Dzielna z tej małej dziewczynka. Nóżki i dłonie już niemal ma szare od odmrożeń, jednak poganiana krokiem narzuconym przez ciemną kotkę i lisicę stawiała kroczek po kroczku na białym puchu, załamującym się pod stopami na zbitej masie zmrożonego już śniegu. Syriusz gdzieś zniknął, pewno zainteresowany czymś, co tylko jego mogłoby zainteresować. Panienka wciąż ze swoją lalką. Mała szmacianka, kurczowo trzymana przez mimowolnie otwierające się co chwila dłonie, wydawała się teraz równie żywa, jak jej właścicielka. Dwa trupy, tyle, że jeden ze szmat, a drugi jak z porcelany.
 - Nie sądzisz, że nie da rady iść dłużej sama? - Zapytała kocica. Pewno już jakiś czas chciała to powiedzieć, jednak nie przejmująca się wcale stanem dziewuszki Error nie zachęcała jej do zadania ów pytania. Dopiero teraz obie przystanęły, odwracając wzrok za siebie. Blada panienka powoli człapała za samicami z niepojętym wyrazem twarzy, bo ni to strach, ni to ciekawość, ni to nic, bo pewnie trudno było dziewczynce myśleć o emocjach, kiedy umierała z zimna, którego jednak zdawała się nie czuć, próbując wzbudzać w swoich oczkach różne iskierki, różnych uczuć. Mały paradoks.
Lisica westchnęła ciężko. Wzrok Lisbeth wiercił w jej umyśle, niemal każąc jej wziąć na siebie 8-latkę i zanieść ją do Jaskini na własnych plecach. Chwilę jeszcze trwało, nim schyliła łeb w geście ugody, jednak tą przerwę można wybaczyć faktem, że dziewuszka dopiero teraz zbliżyła się do samic.
 - Wskakuj. - Error oznajmiła krótko, przyjmując pozycję, która w zamyśle powinna ułatwić małej wejście na grzbiet.
Dziewczynka była niewiele mniejsza od samej lisicy, a ruda nie mrówka, toteż niesienie takiego ciężaru nie sprawiało żadnej przyjemności.
Pasażerka raz po raz podnosiła główkę, by spojrzeć w kierunku, w którym zmierzali, jednak wciąż nie widząc obiecanej jaskini, kładła ją z powrotem między łopatkami lisiej tragarki. Wyciągnęła swoją krótką rączkę, by dotknąć satynowej sierści kotki, bo tylko to mogła sięgnąć, wszystko inne było za daleko. Trudno jest teraz postawić się w sytuacji małej. Jeszcze niedawno bawiła się wśród szarych ludzi na łące, kiedy teraz umiera z zimna na plechach mówiącej lisicy.

***

Mroźny wiatr odpuścił swoją srogość tej nocy, jednak wciąż dawał się mocno we znaki. Powoli spadające kryształki śniegu kłębiły się w powietrzu niczym pył anieli, delikatnie smagając ciało i uczepiając się wszelkiej sierści. Mimo przyjemności dla oka, dłuższy pobyt wśród tego piękna mógł kosztować zdrowie, toteż w Jaskini nie było tłoku, ale na pustkę również narzekać nie sposób. Połsmoczysko znów leżało tam, gdzie niegdyś, nie na spodzie groty, na wilgotnym mchu i błocie. Błękitny kamień znów ożył, rozciągając się z głuchym łomotem wydawanym przez jego zdrętwiałe kości. Odezwał się po chwili.
 - Przygotujcie ogień, mleko, skóry i strawę. - Nośny ma głos, więc choćby tylko półgłosem mówił to cała polana by usłyszała. Wszelkie rozmowy ustały, a dotychczas wesołe spojrzenia ze zdziwieniem zlustrowały Seth'a. Skoro zwrócili na niego uwagę powiedział, nim jeszcze się kto ruszył. - Nie dla nas, a dla gościa. - mówił. - Przyrządźcie gęsi udziec dla małej dziewczynki, miękkie mięso łatwo strawi...
Nietrudno było o poruszenie w tej sytuacji. Wiadomym było, jak półsmok nienawidzi dzieci, a jeszcze bardziej ludzi, a tu znikąd każe przygotować gościniec dla dziewczynki. Przynajmniej nie trzeba też było prosić drugi raz, bo i każdy zrobił, o co proszono.

***

A lisica, kocica i mały gość wciąż był w drodze.
 - Nie zamykaj oczu, panienko, już widzę ogień z naszego domu. - Oznajmiła kocica, by dodać otuchy małej. Pomogło, bo podniosła główkę, by obejrzeć wspomnianą jej grotę. Księżyc nie świecił tej nocy jasno, tylko pół jego obręczy wisiało na niebie, więc światło z Jaskini widoczne było jak na dłoni. Lisbeth wyprzedziła towarzyszy i pierwsza wbiegła do środka.
 - Seth, jest... - przerwała. - A..., nieważne. - skończyła widząc, że nie musi uprzedzać o przybyciu Error z małą niespodzianką.
Niedługo potem zjawiła się też lisica. Złożyła ciężar obok ognia. Któreś ze zwierząt otoczyło ją baranią skórą, a i jedzenie było już niemal gotowe.
 - Jakże wielka ulga dla kręgosłupa, Error Buen. - powitał ją półsmok, kiedy resztami sił wspinała się do niego.
 - Kpij, póki możesz. Nie życzę ci, żebyś musiał choć jeden mięsień nadwyrężyć tak, jak ja całe ciało... - powiedziała z przekąsem, choć czuć było rozbawienie w jej głosie. - Skoro wiedziałeś, że przybywa, - kontynuowała - to pewnie siedzisz już w jej głowie, jak sądzę...? - było to polecenie, po prostu "zrób to". Półsmok pokiwał jednak przecząco łbem.
 - Nie. - zaprzeczył. - Wiedziałem, że idzie, bo wy mi to powiedziałyście. - Odpowiedział, kiedy i Lisbeth do nich dołączyła.
 - Seth nie potrafi wnikać w dzieci. - Wyjaśniła, na co ruda skinęła.
 - Nikt nie potrafi. - mówił dalej po chwili, - Ta skaza to istny dowód na historię o Jedynym Słusznym Panu. - Nie czekał już na zapytanie, co ma na myśli, nie przerywał. - Skoro ta dziewczynka zjawiła się tutaj przez wielkiego kruka na chwilę przed poświęceniem jej Davidowi Walkerowi znaczy, że jest wyjątkową nawet wśród dziewcząt, które miały ponieść ofiarę i skrywa wielkie sekrety nie tylko samego Davida Walkera, ale i całego świata, który stworzył. Nawet datę jego końca i początku. Jeślibym mógł ją poznać, stałbym się równie wielki, jak i Jedyny Słuszny Pan.
 - Więc co tu robi? - zapytała lisica, kiedy Lisbeth milczała słuchając. - Z taką wiedzą zasługuje na pomoc, nie poradzi sobie z takimi sekretami. Powinna być martwa...
Nastała chwila milczenia. Ani z zewnątrz nie dochodził żaden istotny dźwięk. Pohukiwania sów, trzeszczenie gałęzi i granie owadów. Delikatna mgła wlewała się do środka, widocznie zarysowana przez blade światło księżyca, nadające chmurze kolor mleka.
 - Winna otworzyć portal, nim umrze. - dopowiedział samiec. - Sam Jedyny jej nie pozwolił, ale pewno nie z litości. Skoro do niemal samego końca wszystko było jak należy... - zastanowił się. - Pewnym jestem, że powstały portal stworzyłby komplikację.
 - Sugerujesz, że...?
 - Sugeruję, - przerwał jej. - że jeśli otworzono by przejście tego dnia, coś poważnie zagroziłoby nie tylko nam, ale i Davidowi Walkerowi...

***

Koniec.
Nie wiem, kto ma pisać dalej. Pokłóćcie się o to.

1 stycznia 2013

Dziewięćdziesiąt trzy dni [Seth]

Był owocem zdrady, uczucia, które związało ród królewski i równie dostojnego członka biednego stanu poddanych. Shayla Della, nazywana Szarą Królową, bo małżonek jej (Którego wziąć musiała z przymusu) zakazywał, by nazywano ją "Białą" i samemu mianował się tym tytułem. Biały Król był okrutny i srogi. Nienawidził, kiedy odbierano mu przyjemności na rzecz obowiązków, jednym z nich obwieścił swoją małżonkę, ten właśnie "obowiązek" zaniedbywał najmocniej. Ojciec Białego Króla, będąc równie nikczemny, co i jego syn, jako, że Shayla Della była najurodziwszą z dam w rodzie, rozkazał, by pod groźbą śmierci jej i rodziny zmuszono ją do zawarcia ślubów z późniejszym Białym, choć ten nigdy nie był wierny swej żonie. Nigdy nie cenił tego, co posiadał.

Shayla Della była niebywale ozdobioną przez życie wilczycą. Długie, smukłe ciało pokryte było wiecznie czystym i puszystym szarym włosem w delikatne, białe pręgi. Oczy miała jak woda, można by nawet rzec,
że nie miały koloru, były po prostu tonią. Wszelki wzrok w nich znikał.

Nigdy nie szczyciła się swą urodziwością.

Nim zmuszono ją do dzielenia tronu z Białym Królem kochała pewnego błękitnego smoka. Ród jego
nie nadawał imion, a miano, a te znów zasługiwali tylko ci najważniejsi, to znaczy zasłużeni. Wybranek Szarej Królowej nosił miano "Sonat Argumentum", co znaczy "Dźwięki Kłótni", bo podobno każdy spór łagodził tylko wzrokiem, jednak Shayla Della nazywała go "Seth".

Zły los chciał, by owoc ich miłości był już w łonie Szarej Królowej nim jeszcze ta wzięła rękę Białego. Niedługo potem widocznym już było, że Szara jest brzemienna. Ileż dóbr miał otrzymać
Maledictus Et'Odio, (Smok, którego miano znaczyło "Przeklęty i znienawidzony", nadane przez ową zdradę rodu) kiedy wypowie imię kochanka Szarej. Otrzymał swą zapłatę, złoto z Wielkich Gór. Bóg tylko wie, czy
mu smakowało, kiedy pył ów złota nakazano mu jeść na oczach Białego Króla aż do śmierci.

Zapłonął ołtarz, a na nim rodząca w bólach Shayla Della. Wszyscy patrząc z boku jedynie odwracali wzrok, jednak nikt nie sprzeciwił się woli Białego Króla. Urodziła syna. Biały spoglądał przerażony na owoc zdrady, ponieważ dziecka ogień się bał. Mijał go i nawet nie tknął, a w swoim zdziwieniu nie zdążył zareagować, kiedy jeden młody lis porwał nowo urodzonego i zbiegł z nim do lasu.

Nikt nie nadał mu imienia, nikt wtedy nie chował. Młody był sam, umierający z głodu. Krew czystej wilczycy i szlachetnego smoka w nim płynęła. Bóg jedyny wtedy tylko wiedział, czemu każde zwierze, co podejść go i zabić chciało po prostu padało martwe na ziemię, nim jeszcze uniosło na półsmoka rękę. Bóg jeszcze jedyny tylko wtedy wiedział, że narodzony nie odziedziczył Duszy po nikim z rodziców. Bóg wtedy jeszcze jedyny wiedział, że moc w małym tkwiła taka, że kradł życie, nie będąc tego nawet świadomym.

Złodziej Dusz.

Po dziewięćdziesięciu trzech
dniach obudził się. Nie jako jeden z dziewięćdziesięciu trzech, a jako ten, którym się narodził. Pamiętając już swoją historię nazwał się jak ojciec, jak matka i jak jej śmierć. Seth Della San De'Kairn, czyli Seth Della, syn Ołtarza Spalonych Serc.


 -~~---~~-

Nie trzymajcie mnie za słowo, jednakowoż podobnych opowiadań przewiduję jeszcze dziewięćdziesiąt dwoje. Tyle, ile form miał Seth i tyle, ile medytował. Te opowiadania będą spisem historii, jaką wspominał Seth przez ponad 3 miesiące medytacji, każdego dnia wspominając inną swoją formę. Dziewięćdziesiąt trzy formy.

9 grudnia 2012

Melvo Białostadny tak swe życie skończył. (Zadanie) [Seth]

Melvo Białostadny tak swe życie skończył.

Szpieg doniósł, że intencje Melvo nie są szczere, co więcej prawdopodobnie uśmiercił on swoją siostrę. Tygrys ma w planach wykorzystać władzę nad terenami do własnych celów, na czym jako pierwsze ucierpieć ma Stado Nocy. Lud długo nie otrząśnie się po śmierci Esmene, prognoza jest jednoznaczna - stado kotów pójdzie ślepo za swoim przywódcą.
_____________________________________

Seth.
Cel jest pozornie prosty, zlikwidować Melvo. Po utracie samicy Alpha niemal nie spuszczają go z oka, czujka dzienna na zamianę z nocną wyczekują kogokolwiek kto ośmieliłby się podnieść na niego łapę. Nie możesz zostać dostrzeżony, Misty Land ma Stado Nocy za swojego sojusznika, nieprawidłowy ruch mógłby spowodować wojnę z której nie wyszlibyśmy cało.Melvo jest zaawansowanym magiem powietrza.




 - Nie jestem szczęśliwym, że podjęłaś się tego zadania, Raksho Morte... - Myślał sam, ku sobie, chwilę jednak potem zwrócił się do Error. - Zwiad oznajmił mi, jakie korzyści miałby Melvo ze śmierci Enesme. Jednak wciąż nie są mi jasne powody, dla których potrzebne mu górowanie nad Białym Stadem.
 - Jeżeli nie zginie, musisz być świadomy, co chce zrobić... - Odrzekła na jego słowa.
 - Jestem świadom, ale i powód tej nienawiści jest mi nieznany. Co chce osiągnąć, kiedy uszczerbek na naszym Stadzie wyprowadzi...?
 - Twoim zadaniem jest jedynie uśmiercić Melvo.
 - Jeżeli zabiję go to z pewnością nie dowiem się, jakie miał plany i co zrobi, kiedy któryś się nie powiedzie... Zapadła chwila zrozumiałeś ciszy. Błękitnołuski wiedział, że cokolwiek powie teraz Error, nie pomoże mu to, tak więc kiwnął jedynie łbem, by potem oddalić się na zewnątrz Wielkiej Jaskini. Zaciągnął się mroźnym wiatrem, aż pełne miał płuca i westchnął ciężko.
 - Tempus occidendi...* - Powiedział, nim oddech wiatru i śnieżny obłok zasłonił jego ciało, a gdy zniknął, zniknął z nim Złodziej.

Kiedy przyszła noc, przyszło mu życie. Otwarł oczy, by zabłysnęły światłem, którym raził nocny pan na niebie. Rozwarł szeroko szczęki, gardziel swą nadął, a wydał potem głośne, płaczliwe wybrzmienie, ryk wśród nocnej ciszy, krzyk wśród płaczu nieba i skrzydła swe rozwinął i wzbił wśród koron drzewca. Białe Stado wtem sygnał swój wydało.
 - Ktoś na niebie! - Czuwający jeden do drugiego, rykiem oznajmiając przybycie.
Melvo, czujny w dzień i czujny w nocy na powitanie gościa nieproszonego wyszedł, wyraźnie dając, by Seth zrozumiał, że jest niechciany.
 - Przywiało Nocnego, jak zarazę... - Warknął. - Czym zawdzięczam to, żeś mnie wybudził.
 - Wiem przecież, że nie sypiasz, Melvo Białostadny. - Odpowiedział półsmok. - Boś zbyt bojaźliwy o to, co masz, byś mógł zginąć, kiedy zamkniesz ślepia... - I on zakpił.
 - Masz tupet, by tu przybywać...

~Nie trzeba mi kłopotów, jaki jego powód?
Może przybył, że na zdradę mą na dowód?
Nie, nie może, gdyż o wszystko dbałem!
Nikt nie widział, że to ja z wizją posłałem!~


 - Och, Melvo, czym się trapisz, że milczysz, kiedy przybyłem?
 - Niczym, co ty powinieneś wiedzieć. Siostra ma zmarła, a ty masz czelność, by nachodzić mnie w moim domu z taką pogardą się ku mię odnosić!?
 - Kiedy ja pełen szacunku, wiem co znaczy, kiedy na barki spada taka odpowiedzialność, Melvo Białostadny... - Zadbał półsmok, by w tym drwiny nie było.

~Niech go szlag! Czyżby coś on wiedział?
Nie, ja widzę, przecież by powiedział!
Słowem dałby znak, by się go obawiał...
Boże, bym ostrożnie sprawy stawiał...~


 - Czyżbyś znowu się zamyślił? - Zapytał, choć udawał jedynie, że poirytowany.
 - Tak, wybacz, chcę odpocząć. Usnąć. - Skłamał.
 - Dobrze więc, odejdę, rozejrzę się jedynie w koło, jeśli mogę.
Nie czekał na odpowiedź, bo czuł, że w myślach pragnie, by półsmok jak najprędzej zniknął. Oddalił się szybko, a cokolwiek Melvo mówił, to udawał, że już głuchy. Łapał tyle, co w koło myśleli, wszystko, co tylko dałoby mu wiedzę, co i kiedy Białostadny robi, kiedy i gdzie się udaje, z kim i co tam czyni.
 - Jutrzejsza noc, gdzie blask pełnego księżyca twarz mu przyozdobi, tedy w samotności rytuał ma odbyć. Nie będzie przeto sam, gdyż dwójka czujek za nim idzie, bo i oni są nieszczerzy.

Przyszedł nowy dzień i nowa noc nastała.

Cóż za mroźna góra, którą całą stado całe waruje? Ach, przecie idzie ku jej szczytom Melvo, zleceniobójca swej siostry na rytuały, które wynieść na wyżynę go mają. Gdy tylko gadzie samcze podejdzie pod zwały góry, tedy zabiją, bo na Święte swe miejsce bronią każdego, by kto nikt nie podszedł, a gdy lotem spróbuje, każdy, kto na ziemi go ujrzy, tedy Melvo zdoła uciec. Czujki raz to w lewo, potem w prawo spoglądają, a gdy nie dojrzą stojącej niedaleko jednej, tedy rykną, tedy Melvo zniknie. Cóż za sztuka, która pozwala by spojrzeć w czyjeś zmysły, a co za sztuka, która pozwala je zmieniać...? Kiedy tylko czujka jedna lub druga dostrzegła, że samiec się zbliża, tedy magią jej umysł otępiał, zmieniając wspomnienie, którego jeszcze nie ma, że Seth'a nigdy nie było, nikt czujek nie mijał.
 - Toż to proste, jakie z nich są czujki...? - Zapytał sam do siebie, jednak minąć musi całe stado teraz, które zerka ku szczytu, by oglądać, jak ich przyszłe władze idą po to, co nieprawdą i zbrodnią zdobyły. To się nie uda, nie tą techniką, zbyt wiele umysłów, które trzeba by zmylić, któreś dostrzeże i któreś krzyknie, Melvo - zniknie... Tylko chwila, gdzie jest półsmok? Tam gdzie stał teraz jedynie blask jego oczu, które po chwili zostawił... Wśród śniegu się gubił, wśród wód zanikał, przybrał kolor lodu, niewidoczny dla ślepca, a kto uważny tylko go dojrzy. Lecz które, powiedzcie, które teraz patrzy na co innego, niż na Białostadnego? Więc przemknął w ciszy, pod grotę wejście, a wewnątrz już tylko Melvo i dwójka jego wspólnych zdrajców Białego Stada. Ci dwaj zostali, jedynie brat Enseme wszedł dalej. Nie było już jak nadal się ukryć, więc wszedł bez ceremonii, ale to jednak tyle szybko, by nim głos wydać z siebie zdołali, wyciągnął z nich Dusze obojga i pożarł, nim kto by mrugnąć zdołał...

Już tylko Melvo sam pozostał, głęboko wewnątrz góry rozłamów. Usłyszał, jak bezwładnie padły jego sługi. Odwrócił się i dojrzał tylko błysk błękitny, które dobrze już poznał.
 - Do znów Ty, czyżbyś zabić mnie próbował? Któreś już ze stada twego siostrę mą mordował!
 - Ależ nie mów, wiem, kto winny jej śmierci. - Odpowiedział.

~Wśród nas jest więcej, więcej mych sługów!
Zginę, ale sługi mają dość na was dowodów,
by wytoczyć bitwę i uśmiercić każdego
wojnę Stada Nocnego i Stada Białego...
~

 - Mortuus
Anima...**
Melvo Białostadny tak swe życie skończył.

Czy nie chciałeś wiedzieć, dlaczego pragnie nas uderzyć? Chciał, lecz i sam Białostadny tego nie wiedział. A niedługo przyjdą, bo tak im nakazał...

~~~~~~~~~~
*Tempus occidendi - Czas zabijać.
**Mortuus Anima - Martwa Dusza.
~Tekst~ - Myśli Melvo.
~~~~~~~~~~

Sam sobie nie rozpatrzę zadania, więc niech zadecyduje o nim Error, która je napisała.

1 grudnia 2012

Hard Of The Night [Seth]

1 grudnia 2012

Herd Of The Night

Nie zacznę od formalnego powitania, nie będę trzymał się żadnego schematu, jak to zwykle robię. Ktoś mi uświadomił, że niszczę to stado, i że jestem jego największym guzem. Jednak moja arogancja nie pozwoli Wam mnie wyciąć.

Wrogowie.

Szczerze przyznam.
Pozwoliłem Wam wymyślić fabułę, choć z góry chciałem, by była to moja fabuła.
Nie, Lisbeth, ubierz swoją w ładne słowa i wstawię ją na bloga.

Członkowie.

Zadania? Napiszcie je któreś. Nie chcę tego brać na siebie, bo znowu będę trzymał się sztywnych zasad i nikomu nie będzie się chciało angażować w stado.

Znajomi.

Musimy zmienić nagłówek. Jego autorka prosi, żeby został usunięty. Więc tak zrobię, mimo zgrzytów i mojej wcześniejszej niezgody. Chciałbym jednak, żeby nie zmieniało kolorystyki, bo po prostu nie chce mi się zmieniać potem wszystkiego.

Teraz Przyjaciele.

Nie wiem, czy coś chcę Wam jeszcze przekazać. Może typowe dla Tin "Przepraszam, przepraszam, przepraszam". Albo nie. Nie mam za co przepraszać. To Wy powinniście mnie przeprosić, że pozwolono mi się tu tak panoszyć i rządzić. Rozkazuję Wam to zmienić i jest to ostatnia rzecz, jakiej od Was oczekuję, jako arogancki, wredny, niemiły, zimny i oschły Seth.

Kiedyś Rodzino.

Pojawiajcie się na chacie. Grajmy razem. Niech to ma kształt, jaki ma mieć. Stare HOTN już nie istnieje, a to jest błędnie z nim utożsamiane. Zróbmy coś, przez co przyznanie się do dawnej formy HOTN będzie wstydem. Niech to będzie o wiele lepsze.

Nie potrafię ubrać tego w milsze słowa.

9 komentarzy:

Jonathan Jackson pisze...
To już nie jest HOTN tylko zerżnięcie nazwy i zepsucie kilku ładnych lat naszych przyjaźni. Się dziwić, że nadal tu nic nie ma. Dziwisz się? Swoją osobą zniechęcasz do wracania. Mam w dupie takie miejsce, gdzie będziesz się panoszył jakbyś był panem świata. Serek :3
Error pisze...
Jonatanie Jacksonie, kim jesteś, żeby mówić nam czym jest HOTN? Serku, kim jesteś, żeby oceniać czym dla NAS jest HOTN? Zerżnięcie nazwy, powiadasz. Czyli miałeś jakikolwiek wkład w jej inicjowanie? Zepsucie lat przyjaźni? Kpisz. Miej w dupie to miejsce, nie ingeruj, nikomu nie są potrzebne do szczęścia Twoje słowa. Nie bierzesz już w tym udziału - zniknij i bądź łaskaw zamknąć swoją plugawą jadaczkę, siedź w swoim wyobrażeniu HOTN sam, nikogo do tego nie zmuszaj. Jeżeli zniechęca Ciebie, bądź zniechęcony, nikomu to nie przeszkadza. Mamusia Serka. Lisica.

Nie zmieniajmy kolorystyki, co do nagłówka, jeleń jest bardzo dobry, a do niego autor nagłówka nie ma żadnych praw, myślę, że można by dodać "herd of the night" w dogodnym miejscu i będzie dobrze.

I Seth, mocna ręka ma wiele plusów. Najważniejszy jest angaż. Bez niego nie ma sensu się rozliczać z pozytywów i negatywów. Nie masz za co przepraszać. Uważam, że bez Twojego 'panoszenia się' nie zrobilibyśmy tych kilku kroków na przód, które zrobiliśmy. Nikt nie próbował Ci nic wyrywać z rąk. Oczywiście znajdą się milcząc, którzy pokręcą nosem jak Serek, chociaż związku nie mają ze sprawą żadnego.

Nie zostawiaj Nas, Seth. Nie poddawaj się.


Seth DeKairn pisze...
Syriusz, wyrażę się w miarę jasno. Od dłuższego czasu na HOTN jest źle, ale nikt nie wini za to Tin ani Luny, których nie ma, a powinny być. Dlaczego? Ponieważ nikt z Was nie powie na swoich "przyjaciół" złego słowa i w tym wszystkim najłatwiej jest obwinić mnie, bo za mną wiele osób nie przepada. Obrabiacie dupę HOTNowiczom, którzy próbują coś zmienić, a Wy, którzy najwięcej narzekacie na to, że HOTN nie jest już tym, czym było patrzycie tylko z boku. Tak jest najłatwiej. Nie oczekujcie ode mnie, że się zmienię w pełni, bo tego nie zrobię. Syriuszu, twój niepohamowany entuzjazm i pseudo optymizm odrzucało równie wiele osób, jak moja arogancja i oschłość. Według Waszego myślenia każdy w HOTN musiałby być szarą masą. Grupa ludzi, których postacie tylko się uśmiechają i są takie same. Może i wtedy powstawały więzi, ale z czasem z takich stad robiły się offtopchaty, gdzie ludzie wchodzili tylko pogadać, gdzie nie było żadnej gry. Spróbuj stworzyć coś, co wyglądałoby jak stare HOTN. Nie uda Ci się. Po prostu nie uda, bo nikt nie zwróci na to nawet uwagi.
Kayoko Chan pisze...
Nie wiem kim jesteś Jonathan... ale widzę że jesteś bezczelny, mówisz tak tylko dlatego ponieważ zazdrościsz, że stado po upadku się podniosło. Ja co prawda za wiele, powiedzieć też nie mogę, bo nie jestem z tym stadem tak długo związana, nie przeżyłam tego co Error, Luna, Tin, Seth... nie mam z nimi wspólnych chwil, i upadków, ale chce jak najlepiej dla tego stada i ich członków. Seth jest do tego doskonałym przykładem jaka jest lojalność, wobec tego co tutaj się tworzy. A nie rzuci tego wszystkiego, tak sobie bo mu się nie chce. Ty tego nie zrozumiesz bo nie traktujesz tego jak obowiązek. HOTN przeżyje na wieki dzięki Sethowi i jego zawzięciu.
Jonathan Jackson pisze...
No cóż.. Mniejsza o to, jaką mam tu nazwę, bo po prostu nie chciało mi się jej zmienić. Ogólnie dziękuję za hejcenie przez osobę, która mnie w ogóle tutaj przyprowadziła. Co do mojego optymizmu. Co jest w tym takiego złego..? I niby dlaczego jest taki pseudo? Co do cholery złego jest w cieszeniu się życiem..? Nie każdy musi być jak jakiś masochista, który siedzi sobie i tnie się, bo coś tam. Nie każdy musi mnie lubić, ale jakoś nikt mi niczego złego nie powiedział. I nie mówię,że podnoszenie się po upadku jest złe. Po prostu słowa, że wstydem jest tamto HOTN nieco bolą, wiecie? A zazdrościć nie mam czego. No bo w sumie..? Serio cieszyłem się, że to nadal trwa i nadal się cieszę, bo to pierwsze miejsce, gdzie mogłem bywać i gdzie mogłem wrócić. I pewnie nadal bym mógł, jeśli tylko miałbym ochotę, bo wcale nie powiedziałem, że odrzucam to całkowicie, bo raczej byłbym kiepski w takim postanowieniu. Co do Ciebie Seth.. Miło, że coś robisz i na prawdę to doceniam, ale skreślenie tamtych lat na prawdę nie jest takie miłe. No bo równie dobrze mogłeś stworzyć coś nowego. Bo już kilkakrotnie słyszałem jak to mówiłeś, że HOTN jest idiotyczne bądź coś mniej więcej w tym kierunku.
wow, lovely pisze...
Po części zgodzę się z Serkiem, a po części z Sethem. Wcześniej sama napisałam, że Seth jest zbyt surowy. Cóż, tak to wyglądało, nie oszukujmy się. Jednak, Seth, masz rację pod pewnym względem. Tin, gdzie Cię wywiało? Przepraszam, że to powiem, ale uważam, że unikasz obowiązków. O ile w ogóle to czytasz, to wiedz, że w dużej części ta sytuacja wynikła z Twojego powodu. Miałaś być naszą Alphą, naszym przywódcą i opoką. Tymczasem po prostu zniknęłaś.
Jednak Serek ma rację pod tym względem, że nie można nazywać starego HOTN wstydem. Poznałam to stano półtora roku temu i chociaż wciąż je kocham, po prostu nie jestem w stanie tu dołączyć z powrotem. Dlaczego? Bo brakuje mi właśnie tamtego HOTN, za panowania Al. Oczywiście nie mam jej za złe, że odeszła z posady Alphy, po prostu za tym tęsknię. To HOTN jest... Jak nie HOTN. Tak to odbieram, jednak doceniam starania wszystkich i wiem, że sama jestem jedną z tych osób, które bezmyślnie patrzą na wszystko z boku. Nie chcę się więc wymądrzać, to po prostu moje zdanie.

Arashi
Seth DeKairn pisze...
Pokaż mi miejsce, gdzie powiedziałem, że tamto HOTB było wstydem.

Dla jasności:
Tam jest napisane, że mamy stworzyć coś, co będzie tak dobre, że wtedy tamto HOTN będzie wstydem dla tego, które powstało na nowo.

Czytaj ze zrozumieniem...
Seth DeKairn pisze...
Tin ma problemy i nie wróci szybko, chociaż chce. Nie sądź ludzi nie wiedząc, jakie pobudki nimi kierują.

27 listopada 2011

Matka Bezdzietna I [Seth]

27 listopada 2011

Akalsis. Więzienie dla ludzi, za których czyny odebrano im ten  me. Więzienie miało plan 50-cio metrowej wieży, obwarowanej z każdej strony. Na teren więzienia prowadził długi, niestabilny linowy most powieszony nad nadzwyczaj niespokojnym i burzliwym morzem. Niejeden podczas przechadzki przez most do tego piekła postanowił popełnić samobójstwo wyrywając się z rąk prowadzących. Zdarzało się to często, a częściej, to sami prowadzący wrzucali tam swoich więźniów. Szczęście 9Jeśli można to tak nazwać) miał każdy, któremu darowano życie, aby potem je na zawsze zamknąć w klatkach kilometr pod ziemią. Do tychże celi prowadził korytarz szczelnie upchany magią i pułapkami. Bez klucza nie ma mniejszych szans, aby się przedostać przez ten krótki odcinek. Następnie spiralne schody prowadzące kilometr pod ziemię, powiadano, że każdy, który chciał po niech zejść zabierał ze sobą zapas jedzenia i koc, żeby móc odpocząć i ewentualnie usnąć. Było to jednak trudne, słysząc lament z dna wielkiej czeluści klatki schodowej. Więźniowie dostają jedzenie, a właściwie walczą o nie, ponieważ podaje się je przez specjalne zrzuty do każdej klatki. W każdej klatce z kolei są przynajmniej 3 osoby, a posiłek tylko jeden. Na dzień. Przed wielką stalową bramą stało dwóch strażników. Dwumetrowe bestie z toporami, które bynajmniej nie służyły do rąbania drew. Ale, cięłyby je jak masło. Za bramą uwiązane dwa cerbery. Wciąż jednak nie wiem, czemu mówi się to tym "podwójne piekło Hadesa". Nad wieżą zawsze unosiły się ciemne chmury. Często pruły niebo długimi ostrzami piorunów. Deszczu nie było końca. Jednak, dziś działo się coś dziwnego. Coś wisiało w powietrzu i pachniało zgnilizną. Chmury kłębiły się w spiralę i wolno sunęły w kierunku wieży. Na krańcu mostu pojawiła się postać. Przez zawieje, wydawało się, że stoi tam kilka minut, lecz ta powoli sunęła mostem, którym targały wichury, ale ta jednak zachowywała normalną równowagę. Strażnicy wysunęli topory w przód na dowód niemal koniecznej egzekucji. Sylwetka ciemnej zakapturzonej istoty dotarła wolno do kamiennej przystani. Nic nie zrobiła sobie z bestii chroniących wieży. Drzwi z cichym łoskotem otwarły się. Strażnicy leżeli martwi jakby coś ich rozerwało od środka. Spod kaptura wysunęła się kobieca twarz. Bez wyrazu. Jak gdyby nigdy nic szła korytarzem, ale żadna z pułapek nie raczyła pozbawić jej głowy. Stanęła na pierwszym stopniu blisko kilkunastotysięcznej armii schodów. Nie spieszyło się jej. Wolno ślizgała się ze schodka na schodek. W tym tempie zajmie jej to ze trzy dni. Dobijając w końcu do samego dna dusznej spirali napotka kolejne stalowe drzwi. Nie były tak nieodporne na magię jak te pierwsze. Jednak to nie był problem. Nie kiwając ani palcem zamki wyłamały się, a drzwi z łoskotem upadły do wewnątrz. Stanęła na środku pomieszczenia, koła, wokół którego wiły się klatki skazańców, a jeszcze bardziej sami skazańcy. Pociągnęła wzrokiem po każdej osobie w więzieniu i z uśmiechem tak szerokim, że wydawał się ciągnąć po całej twarzy uniosła się metr ponad ziemię. Krwawy i rządny śmierci wyraz twarzy wskazywał na brak pozytywnych zamiarów. Bynajmniej względem więźniów.
   -Stańcie się moim dzieckiem, zostańcie moim potomstwem! - Krzyczała, a jej twarz rozrywał ponad przeciętny, morderczy uśmiech. Gestem ręki wskazywała na kolejne osoby, po czym więźniowie upadali, rozerwani, jak strażnicy, a ich krew sunęła strumieniami pod stopy kobiety. Płyn wił się pod nią i wolno, tworząc trzy wirujące wokół niej węże posuwał się do jej dłoni. Wydawało się, jakby było jej coraz mniej. Krwi ubywało w oczach. Nad jej dłonią widniała już tylko maleńka kropelka szkarłatnego płynu. Ukryła go troskliwie w buteleczce wielkości paznokcia. Opadła na ziemię i marszem opuściła martwe więzienie. Podjęła drogę na górę.
   -Nigdzie dalej nie pójdziesz... - Kobieta stałą już w drzwiach. Na moście stała znajoma sylwetka łucznika z wymierzoną strzałą w jej głowę.
   -Pójdę - oznajmiła krótką. Seth wypuścił strzałę. Cel zniknął, jakby się rozpłynął w powietrzu. Odwrócił się, by zobaczyć, czy nie ucieka mostem, jednak kiedy to uczynił poczuł potężny cios nogą w plecy, który wyrzucił go nad morze. Nim jeszcze zrozumiał co się stało, wciąż spadając otrzymał kolejne uderzenie wbijające go morską taflę. Kiedy wypłynął, przez podrażnione solą oczy dojrzał już tylko wrogą sylwetkę znikającą na tle księżyca...
Seth (09:21)

20 listopada 2011

Syn Ołtarza Spalonych serc... [Uptade I] [Seth]

20 listopada 2011

Popołudnie. Mroźny okres jesienno-zimowy. Cóż, jak się okazuje, grota trzyma ciepło. Jak co dzień, setki zwierząt spędza w niej czas. Nawet ciekawe. Ściany jakby złożone z wielu kamiennych płyt, które tworzą charakterystyczne półki, które rezerwują sobie osobniki poszczególnych partii hierarchicznych. Standardowo, górna półka - najobszerniejsza - jest objęta tronem władzy HOTN. W środku, co rzadko się zdarza, odbywał się właśnie "spektakl" popisów. Ktoś odważny postawił sobie jabłko na głowie. Ktoś głupi w nie celuje - z łuku. A może na odwrót? Hmm. Cięciwa naciągnięta przez silną męską dłoń. Strzała źle umocowana, a cięciwa niewłaściwie naciągnięta - Jeżeli mu się poszczęści to zabije tylko 3 osoby. Czemu nie dam se spokoju...-pomyślał. Ale kto pomyślał? Strzała już miała opuścić swoją dotychczasową pozycję, ale powietrze przeniosło głośną falę strzału z broni palnej, której dźwięk odbijał się ogłuszając od ścian. Kula przebiła łuk na pół i powędrowała w sam środek owocu. Chłopak w wieku może 17 lat, a bynajmniej na takiego wyglądał wsunął się cicho do jaskini. Kaptur zasłaniał twarz. Aldieb wygląda na zaskoczoną i nawet nie wie, jak sztucznie próbuje to ukryć.
   -Seth... - Syknęła cicho. Chłopak uniósł kaptur i spojrzał na nią. Teraz dopiero jego twarz i błyszczące szare oczy zobaczyły jej oblicze. Miał nietypowy strój; Na prawym boku zawieszona strzelba, wyglądała na antyk. Na plecach łuk i kołczan. Ponadto długi sztylet schowany w pochwie przyszytej i ukrytej pod kołczanem. Na prawym udzie kieszeń z 3 nożami, miały pióra, więc służą pewnie do rzucania. Na lewym zaś boku mały woreczek z kulami do strzelby. Chwila ciszy. Chłopak zorientował się, że się zamyślił, więc powiedział;
   -Poznałaś mnie? Pani? - Zaakcentował słowo "Pani", na co Aldieb uśmiechnęła się, ale jakby z przymusu. - Przecież - Mówił dalej - Nigdy nie przybierałem jeszcze ludzkiej postaci...
   -Twoja energia, Seth, była i zawsze, zapewne, będzie niestabilna i zawsze rozróżnialna.
   -Tak, prawdą jest, że nigdy nie ustabilizuje mojej energii za sprawą demona, który niegdyś zaszczepiła we mnie Uneven... Wyzbyłem się go, ale od tego czasu wciąż zmieniam postacie i moce, bo nie potrafię tego kontrolować. Wolno i spokojnie począł wchodzić na ścieżkę wykutą jakby czarami na półkę, gdzie siedziała Aldieb. Była przeznaczona tylko dla członków Rady, ale z niewiadomych powodów on zawsze tam towarzyszył podczas ważnych rozmów. Traktował to miejsce jak dom. Nikt nie zauważył jak zmienił postać. Stał się błękitnym wilkiem. Dalej dreptał, jakby kulejąc, na swoje miejsce.
   -Miło Cię znów widzieć - Powiedziała.
   -Mi również - Odparł. Zasiadł na krańcu skały, gdzie dostrzegał całe stado. Także wielu ludzi, którzy przejęli inicjatywę stada i posiedli moc zmiany w zwierzę lub na odwrót.
   -Nazywam się - Rzekł dostojnie i z gracją zwracając się do nowych, którzy go nie znają. - Seth, Della San De Kairn, czyli; Seth, Syn Ołtarza Spalonych Serc. Jestem złodziejem dusz. Chciałbym - Zwrócił się do Alphy - Znów posiąść możność bycia członkiem Korpusu Zwiadowców. Przydziel mnie, gdzie chcesz, bylebym tylko był Zwiadowcą. - Urwał. Nie miał już nic do powiedzenia dla nowych. Tylko wiele do usłyszenia od swych starych przyjaciół. Przeprosił stado skinieniem głowy i udał się z Radą i kilkoma innymi wgłąb czeluści półki jaskini. Cieszył się, że znów tu jest. Że znów... Ma mroczną tajemnicę...
-----
Żeby nie było:
Imię: Seth, Della San De Kairn.
Wiek: 8 lat. (Jako wilk)
Hierarchia: Czyt. opowiadanie.
Lubię/ nie lubię: Tej właśnie rubryki (Nie lubię)
Fota: http://vantid.deviantart.com/gallery/#/d3a9e91 (Chyba legalna)
Nie chce mi się tu rozpisywać, więc to chyba starczy, jeżeli nie to piszcie.
Dziękuję, do następnego. 
[Update I]
GG: 22973379
PS.: Dzięki Kitsune.
                                                                                          //Seth
Seth (09:51)