Jak długo można płakać? Godzinę? Dwie? Nastały czasy, kiedy się o tym przekonam...
*** 02:16 ***
Płacz.
Przeszywający cały dom, przeraźliwy wrzask. Na zewnątrz ciemno,
wewnątrz ciemno. Niechętnie wygramoliłam się z pustego łóżka, rzucając
tęskne spojrzenie ciepłej kołdrze. Podeszłam do dziecięcego łóżeczka i
wyjęłam z niego moją maleńką latorośl, która łkała jakby dom się palił, a
świat jutro miał się skończyć. Chwyciłam jej zimną, miniaturową rączkę,
z miniaturowymi paluszkami i pocałowałam ją delikatnie, przytuliłam
małą do siebie. Nie darła się już jak obdzierana ze skóry, jedynie
kwiliła tak żałośnie, że aż serce się krajało. Nie mogłam karmić tak jak
wszystkie inne ludzkie matki, ze względu na mój tryb życia. Zeszłyśmy
więc razem do kuchni, a ja z na wpół przymkniętymi powiekami krzątałam
się, aby podgrzać mleko.
*** 02:34 ***
-
Biedna Ty moja mała, nieślubna dziecinko. - Mruczałam cicho, kiedy Thell
opróżniała butelkę z mlekiem. Moje łóżko mnie wołało, słyszałam to.
Słyszałam ten godny pożałowania głosik z sypialni: "Chooodź do mnieee,
chooodź, prześpij się! Potrzebujesz snu! Właśnie teraz! Chooodź!" . A ja
wtedy twardo musiałam odpowiadać: "Jestem zajęta. Prześpię się
później." . Tekst, który na długo zagości w moim słowniku. "Prześpię się
później.". Kiedy dziewczynka wlała w siebie całe przygotowane dla niej
mleko, nawet nie miałam siły, ani ochoty, umyć butelkę, rzuciłam nią do
zlewu, a sama udałam się do góry. Sunęłam jak cień, po schodach, przez
korytarz, aż do pokoju. Nastąpiła faza "Spróbuj mnie teraz zmusić żebym
zasnęła, mamusiu!". To jest dopiero zabawa. Łażę w kółko, kołyszę się na
boki, śpiewam cichutko - nic.
- Ty też musisz spać. Uwierz
mi. - Odpowiada mi dzika salwa śmiechu. W końcu kładę się do łóżka a
mała leży koło mnie. Wmawiam sobie, że poleżymy tak chwilkę, a ona na
pewno zaśnie. Tak, wmawiam to sobie. Zasypiam ja, a ona leży i beztrosko
macha rączkami i nóżkami, jakby brała udział w maratonie.
*** 04:03 ***
Budzi
mnie kwilenie. Oho, co tym razem? Podnoszę się i dostrzegam Thelissę
leżącą obok mnie, na łóżku. Czyli jednak zasnęłam przed nią i nie
zdołałam zanieść jej do łóżeczka. Biorę małą na ręce i kieruję się ku
szafce. Wyciągam czystego pampersa, talk i kremik. Później następują
wszystkie czynności związane z przebieraniem dziecka. Zrobione. Czyste,
suche dziecko.
*** 04:11 ***
-Można iść
spać, prawda słonko? - Mówię cichutko, z nadzieją na sen. Dłuższy, nie
przerwany sen. O dziwo, kiedy doszłam do dziecięcego łóżeczka Thell
spała. Sprawdziłam, czy na pewno śpi, czy może po prostu mam omamy.
Spała. Tak! Spała! Pocałowałam ją w jej małe czółko i odłożyłam.
Otuliłam kocykiem i sama rzuciłam się na łóżko. Natychmiast odpłynęłam w
błogi niebyt. Sen.
*** 06:20 ***
Płacz.
Koniec spania. Dzień się zaczął. Przytulam dziecko do siebie, po czym
kładę je na swoim łóżku, a sama opieram się nad nim. Teraz następują
wygłupy, gilgotanie i tym podobne. Kiedy ja robię coś bezsensownego i
głupiego Thell zaczyna cieszyć się jak opętana. Ja gilgoczę ją, ona
odpowiada pociesznym śmiechem i falą śliny na swojej buzi. Ja wycieram
ślinę z jej twarzyczki, ona łapie mojego palca i bierze go do ust, w
wyniku czego cała moja dłoń jest zaśliniona. Ja próbuję odzyskać mój
palec w całości, ona z jeszcze bardziej zadowoloną miną ściska go
mocniej, a wtedy ja już nie mogę się opierać i wracam do głupich zabaw.
*** 06:31 ***
Dobra,
koniec. Trzeba coś zjeść. Z Thelli na ręku podgrzewam mleko,
równocześnie tworząc dla siebie jakąś kanapkę. Mleko gotowe, Thell
dostaje butelkę, a ja delektuję się porannym posiłkiem.
***
Dzień
mija dość spokojnie. Wręcz nudno. Siedzimy na polanie. Thell śpi albo w
moich ramionach, ramionach ciotki Andzi, lub ewentualnie w nosidełku.
Śpi spokojnie, jedynie czasem wybudzając się kiedy ktoś zaczyna
hałasować.
Wszyscy
pomyślą pewnie, że z dzieckiem to same problemy. Pomimo braku snu i
częściowej utraty słuchu spowodowanej płaczem, jest zupełnie inaczej.
Nic nie zastąpi wspaniałych uśmiechniętych oczek, na widok mamy.
Dzikiego śmiechu i radości z bezsensownych rzeczy. Małych rączek
chwytających palce i przytulających się do maminej szyi. Macierzyństwo
jest cudowne.
Tylko... Tatusiu, wracaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz